09.02.2026 02:43
Wspomnienia z Podmokłego Brzegu, z jego pierwszego połowu ryb, były bardzo zawirowane. Ile księżyców zdążyło już minąć? Był to sam początek jego terminatorskiej kariery. Trudno określić czy wydarzyło się to chwilę po ceremonii, czy może po pierwszym dniu treningu. Nie miało to znaczenia. Jednak za każdym razem gdy wracał myślami do tego zdarzenia, nie dawał mu spokoju jeden, kluczowy element, przez który całe to zajście momentami przypominało dziwny, efemeryczny sen.
Mentorka – tajemnicza, wysoka kotka. O pięknym, długim futrze i puchatym ogonie. Nauczyła go łowić ryby, szczekała na niego aby potrafił adaptować się do niecodziennych zdarzeń, a nawet nazwała go dzikusem, by był w stanie przebudzić w sobie wojowniczego ducha, zdolnego przepędzić pieszczocha z klanowych terenów, a miał wtedy dopiero sześć księżyców!
I żenującą puentą tych wszystkich wspomnień było, że nie poznał nawet jej imienia. Pokrzepiało go jednak, że nie była to raczej kwestia jego nieogarnięcia. Najprawdopodobniej Mentorka specjalnie go nie podała, bo chciała młodzika sprawdzić. Istotną rolę odgrywała tutaj tyknięta na rybach kwestia adaptacji, ale do tego, aby poznać jej imię, cętkowany musiałby wykazać się też umiejętnościami zbierania informacji i planowania. Terminatorski trening leciał do przodu, a on zorientował się, że najlepszą opcją byłoby po prostu złapanie Mentorki na patrolu lub spytanie się kogokolwiek przy granicy z Wichrem. Niestety, to pierwsze nigdy się nie wydarzyło, a tego drugiego jakoś się wtedy wstydził… No bo co miałby na granicy powiedzieć? Potem Nocny Szkwał zwiększył intensywność treningów i aż do wojowniczej ceremonii nie było nawet jak tego tematu ruszyć. Ale Wilczomlecz pamiętał.
Teraz nie było już wymówek. Jego Nauczyciel czuwał na Srebrnej Skórce, a Mistrz piastował najważniejszą rangę w Klanie i złapanie go stawało się jeszcze trudniejsze niż kiedyś. Musiał zdobyć kontakt z Mentorką. Pewnego śnieżnego dnia w końcu się przełamał i usiadł na granicy z Wichrem, pozostało czekać, na kogokolwiek.
I rzeczywiście ktoś się pojawił. Kotka, rudo-czarna, wysoka i chyba nawet skora do rozmowy. Kogoś takiego właśnie potrzebował! Po uprzejmym przedstawieniu się rozmowa szła raczej neutralnie do momentu, aż Czarny Koń (bo tak wojowniczka się nazywała) usłyszała, że cętkowany poszukuje kogoś z Klanu Wichru. Musiała bardzo chcieć pomóc, bo wykazywała zainteresowanie każdym szczegółem!
Problemy zaczęły się przy opisywaniu wyglądu, jakoś trzeba było połączyć imię z kotem. Mentorka… no na pewno miała długie futro, jasne tu i tam, ciemne (brązowe? czarne??) na pysku trochę, uszach też i… ogonie, tak, na pewno na ogonie też! Wysoka była, raczej, też nie tak łatwo powiedzieć, bo będąc młodzikiem perspektywa była ciut inna. Coś jeszcze? Oczy, ach, oczy! Niebieskie, zdecydowanie niebieskie!
Intensywnie wpatrywał się w wichrową kotkę w trakcie gdy ta się zastanawiała, aż w końcu padły jakieś imiona. Uśpione Echo, Traszkowy Grzbiet lub Kraśna Klacz? Co to właściwie znaczy "kraśna"…
Wszystko wskazywało na to, że musiał teraz zdać się na los, zaufać swojemu instynktowi i dokonać wyboru. Albo zwycięży i nie zawiedzie Mentorki, albo już nigdy jej nie odnajdzie. Naturalnie, nie brał pod uwagę możliwości, by spróbować każdego z imion gdyby za pierwszym razem się nie udało – spaliłby się ze wstydu i nie podchodził pod granicę Wichru na co najmniej jeden obieg pór!
Uśpione Echo, niech będzie, kojarzyło mu się ze snami, a te z owym spotkaniem, idealnie. Wiadomość chciał przekazać raczej drobną, dyskretną, ale taką aby od razu zrozumiała, że chodzi o niego. Padło więc na:
Czarny Koń poszła, pozostało tylko czekać.
Mentorka – tajemnicza, wysoka kotka. O pięknym, długim futrze i puchatym ogonie. Nauczyła go łowić ryby, szczekała na niego aby potrafił adaptować się do niecodziennych zdarzeń, a nawet nazwała go dzikusem, by był w stanie przebudzić w sobie wojowniczego ducha, zdolnego przepędzić pieszczocha z klanowych terenów, a miał wtedy dopiero sześć księżyców!
I żenującą puentą tych wszystkich wspomnień było, że nie poznał nawet jej imienia. Pokrzepiało go jednak, że nie była to raczej kwestia jego nieogarnięcia. Najprawdopodobniej Mentorka specjalnie go nie podała, bo chciała młodzika sprawdzić. Istotną rolę odgrywała tutaj tyknięta na rybach kwestia adaptacji, ale do tego, aby poznać jej imię, cętkowany musiałby wykazać się też umiejętnościami zbierania informacji i planowania. Terminatorski trening leciał do przodu, a on zorientował się, że najlepszą opcją byłoby po prostu złapanie Mentorki na patrolu lub spytanie się kogokolwiek przy granicy z Wichrem. Niestety, to pierwsze nigdy się nie wydarzyło, a tego drugiego jakoś się wtedy wstydził… No bo co miałby na granicy powiedzieć? Potem Nocny Szkwał zwiększył intensywność treningów i aż do wojowniczej ceremonii nie było nawet jak tego tematu ruszyć. Ale Wilczomlecz pamiętał.
Teraz nie było już wymówek. Jego Nauczyciel czuwał na Srebrnej Skórce, a Mistrz piastował najważniejszą rangę w Klanie i złapanie go stawało się jeszcze trudniejsze niż kiedyś. Musiał zdobyć kontakt z Mentorką. Pewnego śnieżnego dnia w końcu się przełamał i usiadł na granicy z Wichrem, pozostało czekać, na kogokolwiek.
I rzeczywiście ktoś się pojawił. Kotka, rudo-czarna, wysoka i chyba nawet skora do rozmowy. Kogoś takiego właśnie potrzebował! Po uprzejmym przedstawieniu się rozmowa szła raczej neutralnie do momentu, aż Czarny Koń (bo tak wojowniczka się nazywała) usłyszała, że cętkowany poszukuje kogoś z Klanu Wichru. Musiała bardzo chcieć pomóc, bo wykazywała zainteresowanie każdym szczegółem!
Problemy zaczęły się przy opisywaniu wyglądu, jakoś trzeba było połączyć imię z kotem. Mentorka… no na pewno miała długie futro, jasne tu i tam, ciemne (brązowe? czarne??) na pysku trochę, uszach też i… ogonie, tak, na pewno na ogonie też! Wysoka była, raczej, też nie tak łatwo powiedzieć, bo będąc młodzikiem perspektywa była ciut inna. Coś jeszcze? Oczy, ach, oczy! Niebieskie, zdecydowanie niebieskie!
Intensywnie wpatrywał się w wichrową kotkę w trakcie gdy ta się zastanawiała, aż w końcu padły jakieś imiona. Uśpione Echo, Traszkowy Grzbiet lub Kraśna Klacz? Co to właściwie znaczy "kraśna"…
Wszystko wskazywało na to, że musiał teraz zdać się na los, zaufać swojemu instynktowi i dokonać wyboru. Albo zwycięży i nie zawiedzie Mentorki, albo już nigdy jej nie odnajdzie. Naturalnie, nie brał pod uwagę możliwości, by spróbować każdego z imion gdyby za pierwszym razem się nie udało – spaliłby się ze wstydu i nie podchodził pod granicę Wichru na co najmniej jeden obieg pór!
Uśpione Echo, niech będzie, kojarzyło mu się ze snami, a te z owym spotkaniem, idealnie. Wiadomość chciał przekazać raczej drobną, dyskretną, ale taką aby od razu zrozumiała, że chodzi o niego. Padło więc na:
Twój wierny uczeń melduje się i gotów jest na kolejne spotkanie.
Czarny Koń poszła, pozostało tylko czekać.
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W