25.02.2026 10:50
- Nie jest. - Mruknęła i trzepnęła uchem. - Bynajmniej nie z twojego powodu. - Dodała, rzucając jej side-eye. - Potem ci powiem. - Mruknęła, jeszcze w tej chwili stojąc przed nią, a dopiero w dalszej części rozmowy była już u jej boku i to wtedy mogła zagaić o co jej chodziło. Po drodze jednak przeszedł jeszcze temat Zajęczego ucha, na co Klacz rzuciła tylko - Królik też może być - bo jej to nie robiło różnicy.
I w końcu - pytanie o jej czyny i działania. Szły do przodu, spokojnym krokiem, zmierzając do obozu. - Dawno chciałam z tobą porozmawiać, ale zachorowałaś, potem ja zachorowałam, ty zniknęłaś. Wszystko nas od siebie zaczęło odpychać. A ja nie chcę, żeby nas odpychało. - Mruknęła poważniej, lekko marszcząc nos, bo denerwowało ją to co się działo. Dalej na nią nie patrzyła, szła i wzrokiem miotała po śniegu. - Chciałam z tobą porozmawiać o nas. - I chyba teraz była dobra okazja. Skoro były dwie, szły, a Gołąb nie miała innej drogi ucieczki - bo przecież nie zacznie uciekać gdzieś obok, sama idąc do klanu, bo nie była taka. A gdyby zaczęła, to Klacz spokojnie by ją dogoniła, nie ma tutaj żadnych domysłów, są fakty. - Teraz chciałam cię po prostu ogrzać, ale zapewne tak samo ułożyłabym się w legowisku z tobą. - W końcu rzuciła jej spojrzenie, ale chłód na jej pysku nie był tak mocny jak zawsze. Tego pyska Gołąb nie znała. Nie był to wyraz słabości, nie był to wyraz poddania się, ale kota, który próbował walczyć, choć czuł, że sam nie da rady. Potrzebowała kogoś, kto pomoże jej przejść przez bagno. Nigdy by się tego nie spodziewała, bo przecież zawsze była silna. Ale czy powiedziałaby, że na przykład kochała Gołąb? Czy mogłaby chcieć spędzić z nią życie, bo jej emocje wobec niej były silne, gorące i skierowane w stronę romantycznych? To chyba nie o to chodziło.
W końcu przystanęła, a Gołąb lekko się od niej odkleiła, bo Klacz została w miejscu. Niezależnie od tego, czy szylkretka tak została, czy odsunęła się na bok, Klacz sama z siebie i tak się odsunęła, żeby stanąć na wprost niższej, grubszej kotki. - Nie wiem jakie słowa chcesz usłyszeć i nie wiem czego sama chcesz. Nie wiem jak nas postrzegasz i jak rozumiesz. Więc powiem to, co ja mam w głowie. Jak to nie odpowie na twoje pytanie to... zacznę od początku. - Machnęła ogonem, wzięła wdech i wydech i zaczęła. - Jeżeli kiedyś się w kimś zakochasz i będziesz chciała mieć partnera albo partnerkę - nie zakażę ci, tylko będę cię wspierać i upewniać się, że ten drugi kot nie zrobi żadnej głupoty i cię nie skrzywdzi. - Mówiła patrząc prosto w oczy Gołąb. Po tym jak urodziła kociaki, chemia w jej mózgu zmieniła się na jakąś łagodniejszą i Klacz zaczęła gadać pierdoły, ale może to dobrze? Może w końcu rozkwitała emocjonalnie, znajdując inne ujścia niż złość i szyderczość? - Ja sama chcę partnera, ale... chyba nie jest mi pisany. Ale też... nie kocham cię. Nie czuję potrzeby bycia z tobą... wiesz, w związku, jako partnerki. Może przez moment czułam, ale on wyparował, myślałam nad tym, ale nie czuję miłości... a może po prostu jej nie rozumiem i nie znam. Moja matka nie przekazała mi miłości i żaden kot mnie nią nie obdarzył, więc nie znam jej tak osobiście. Nie wiem co to znaczy. Może ją czuję, a wmawiam sobie, że nie? Może coś się jeszcze zmieni, ale teraz tego nie wiem? ... Nie wiem. Po prostu - teraz nie. Nie wiem czy to dla ciebie dobrze, czy źle. - Przyznała, bo w końcu to zrozumiała. - A jednocześnie nie chcę, żebyś ode mnie uciekała i się mnie bała. Nie gryzę cię, nie biję cię, nie wrzeszczę na ciebie. Fakt, jestem... no, specyficzna? Ale jak chorowałaś to też trochę rzeczy się zmieniło, ja też się zmieniłam. - I najpewniej Gołąb to widziała, prawda? Jej Króliczek z krótkim ogonem. - Nie chcę być jakąś blokadą, która cię zatrzymuje w miejscu, bo nie wiesz na czym stoisz. Jednocześnie nie chcę, żebyś odeszła. Chcę spędzać z tobą czas, rozmawiać, wymieniać się plotkami, pomogę ci, nauczę cię czegoś żebyś szybciej skończyła trening, chciałabym też żebyś dalej pomagała mi z kociętami, dla mnie dalej jesteś ich drugą mamą, a jeśli nie chcesz mamą, to możesz ciocią. Źle zrobiłam, że tak na ciebie zrzuciłam te kocięta. Ty masz wybór. Ty wybierasz. - A jeżeli to Gołąb odczuwała coś więcej, jakieś emocje romantyczne... ups. Nareszcie jednak Kraśna Klacz doszła do końca swoich słów i je podsumowała. - Możemy być przyjaciółkami? Czy... oczekujesz czegoś innego? - Skończyła w końcu. Wszystko co powiedziała, powiedziała prosto do pyska Gołębiej Łapy, a jeśli ta uciekała wzorkiem, to Klacz próbowała go szukać. A jaki miała w tym wszystkim głos? Cóż. Nie był twardy, nie był groźny, był łagodny, trochę niepewny i nawet w dwóch miejscach ze stresu jej się nieco struny przegrzały, co poskutkowało lekkim piskiem.
I w końcu - pytanie o jej czyny i działania. Szły do przodu, spokojnym krokiem, zmierzając do obozu. - Dawno chciałam z tobą porozmawiać, ale zachorowałaś, potem ja zachorowałam, ty zniknęłaś. Wszystko nas od siebie zaczęło odpychać. A ja nie chcę, żeby nas odpychało. - Mruknęła poważniej, lekko marszcząc nos, bo denerwowało ją to co się działo. Dalej na nią nie patrzyła, szła i wzrokiem miotała po śniegu. - Chciałam z tobą porozmawiać o nas. - I chyba teraz była dobra okazja. Skoro były dwie, szły, a Gołąb nie miała innej drogi ucieczki - bo przecież nie zacznie uciekać gdzieś obok, sama idąc do klanu, bo nie była taka. A gdyby zaczęła, to Klacz spokojnie by ją dogoniła, nie ma tutaj żadnych domysłów, są fakty. - Teraz chciałam cię po prostu ogrzać, ale zapewne tak samo ułożyłabym się w legowisku z tobą. - W końcu rzuciła jej spojrzenie, ale chłód na jej pysku nie był tak mocny jak zawsze. Tego pyska Gołąb nie znała. Nie był to wyraz słabości, nie był to wyraz poddania się, ale kota, który próbował walczyć, choć czuł, że sam nie da rady. Potrzebowała kogoś, kto pomoże jej przejść przez bagno. Nigdy by się tego nie spodziewała, bo przecież zawsze była silna. Ale czy powiedziałaby, że na przykład kochała Gołąb? Czy mogłaby chcieć spędzić z nią życie, bo jej emocje wobec niej były silne, gorące i skierowane w stronę romantycznych? To chyba nie o to chodziło.
W końcu przystanęła, a Gołąb lekko się od niej odkleiła, bo Klacz została w miejscu. Niezależnie od tego, czy szylkretka tak została, czy odsunęła się na bok, Klacz sama z siebie i tak się odsunęła, żeby stanąć na wprost niższej, grubszej kotki. - Nie wiem jakie słowa chcesz usłyszeć i nie wiem czego sama chcesz. Nie wiem jak nas postrzegasz i jak rozumiesz. Więc powiem to, co ja mam w głowie. Jak to nie odpowie na twoje pytanie to... zacznę od początku. - Machnęła ogonem, wzięła wdech i wydech i zaczęła. - Jeżeli kiedyś się w kimś zakochasz i będziesz chciała mieć partnera albo partnerkę - nie zakażę ci, tylko będę cię wspierać i upewniać się, że ten drugi kot nie zrobi żadnej głupoty i cię nie skrzywdzi. - Mówiła patrząc prosto w oczy Gołąb. Po tym jak urodziła kociaki, chemia w jej mózgu zmieniła się na jakąś łagodniejszą i Klacz zaczęła gadać pierdoły, ale może to dobrze? Może w końcu rozkwitała emocjonalnie, znajdując inne ujścia niż złość i szyderczość? - Ja sama chcę partnera, ale... chyba nie jest mi pisany. Ale też... nie kocham cię. Nie czuję potrzeby bycia z tobą... wiesz, w związku, jako partnerki. Może przez moment czułam, ale on wyparował, myślałam nad tym, ale nie czuję miłości... a może po prostu jej nie rozumiem i nie znam. Moja matka nie przekazała mi miłości i żaden kot mnie nią nie obdarzył, więc nie znam jej tak osobiście. Nie wiem co to znaczy. Może ją czuję, a wmawiam sobie, że nie? Może coś się jeszcze zmieni, ale teraz tego nie wiem? ... Nie wiem. Po prostu - teraz nie. Nie wiem czy to dla ciebie dobrze, czy źle. - Przyznała, bo w końcu to zrozumiała. - A jednocześnie nie chcę, żebyś ode mnie uciekała i się mnie bała. Nie gryzę cię, nie biję cię, nie wrzeszczę na ciebie. Fakt, jestem... no, specyficzna? Ale jak chorowałaś to też trochę rzeczy się zmieniło, ja też się zmieniłam. - I najpewniej Gołąb to widziała, prawda? Jej Króliczek z krótkim ogonem. - Nie chcę być jakąś blokadą, która cię zatrzymuje w miejscu, bo nie wiesz na czym stoisz. Jednocześnie nie chcę, żebyś odeszła. Chcę spędzać z tobą czas, rozmawiać, wymieniać się plotkami, pomogę ci, nauczę cię czegoś żebyś szybciej skończyła trening, chciałabym też żebyś dalej pomagała mi z kociętami, dla mnie dalej jesteś ich drugą mamą, a jeśli nie chcesz mamą, to możesz ciocią. Źle zrobiłam, że tak na ciebie zrzuciłam te kocięta. Ty masz wybór. Ty wybierasz. - A jeżeli to Gołąb odczuwała coś więcej, jakieś emocje romantyczne... ups. Nareszcie jednak Kraśna Klacz doszła do końca swoich słów i je podsumowała. - Możemy być przyjaciółkami? Czy... oczekujesz czegoś innego? - Skończyła w końcu. Wszystko co powiedziała, powiedziała prosto do pyska Gołębiej Łapy, a jeśli ta uciekała wzorkiem, to Klacz próbowała go szukać. A jaki miała w tym wszystkim głos? Cóż. Nie był twardy, nie był groźny, był łagodny, trochę niepewny i nawet w dwóch miejscach ze stresu jej się nieco struny przegrzały, co poskutkowało lekkim piskiem.
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W