#10
- Och - odparła tylko pokrótce, spodziewając się, że jak rozmówczyni będzie chciała, to rozwinie powody swojego kryzysu wieku średniego. Nie spodziewała się zresztą, żeby miała ją wszystkim zarzucić już tu i teraz, na granicy, ledwo co się pokazała ze swoją nową stylówą. Sama nawet nie zdążyła do niej przywyknąć, a co dopiero koty, które od tych dwóch księżyców jej nie widziały. Łatwiej czasem było po prostu nie myśleć, serio. A przez ten czas stała się chwilowym ekspertem w niemyśleniu. I trochę się obawiała, że wszystkie dawne problemy od chwili przekroczenia obozu znowu upadną na jej barki. Ale musiała do tego wrócić, czy tego chciała czy nie.
- ... - otworzyła pyszczek, by odpowiedzieć, ale po chwili go zamknęła, zdając sobie sprawę, że Klacz łamał się głos. Że miała coś, co leżało jej na sercu i chciała się tego w końcu pozbyć. Tak więc słuchała, idąc powoli obok niej. Zatrzymała się łagodnie, kiedy zorientowała się, że również i ona przystanęła. Czy uciekała wzrokiem? Zależy. Ciężko jej było utrzymywać wzrok w jednym miejscu na zbyt długo, tak po prostu, ale definitywnie nie robiła tego ze zmieszania. Potrzebowała tego usłyszeć, a nawet jeśli miało ją skręcić w brzuchu od samego zaczęcia tematu, wiedziała, że tego kroku po prostu nie ominie. Nie można było ciągle uciekać od tej rozmowy - i stąd w ogóle ją zaczęła. Póki czuła natłok pozytywnych emocji, póki czuła werwę i nie opuściły jej już na dobre siły. Zaskakująco wiele nieoczywistości zostało rozwianych, a kiedy odrobina pewności wdarła się w jej serce, przynajmniej mogła odetchnąć. Problemem jedynie stało się, w co najpierw włożyć łapy, bo potencjalnych rozwinięć widziała sporo.
- Cóż... - zaczęła powoli, mrugając, i przeniosła spojrzenie świadomie prosto w oczy Klaczy; o ile na to pozwoliła. - Nie wiem, czy to dobrze czy niedobrze, bo... bo sama nie wiem, co to jest. Rodzice mieli zupełnie inną r-relację i pewnie mają nadal - zatrzymała się na chwilę, przypominając sobie swoją adoptowaną rodzinę. Żbik i Bociana. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek miała lub czuła coś podobnego. Wszystko było tak bardzo inne, jakby żyli w zupełnie innym świecie, jak tak o tym teraz myślała. Nie śpieszyła się z mówieniem. Wolała powiedzieć wolniej i przemyśleć swoje słowa, niż wpaść w niepohamowany natłok słów i myśli, spiralę do dna. - Ja... nie chciałabym, żebyśmy nie spędzały ze sobą czasu - podeszła krok bliżej, z lekko drżącym głosem biorąc wdech. Na chwilę uciekła wzrokiem, dopóki nie zmusiła się do powrotu. - I sama nie wiedziałam, co robić, co myśleć, k-kiedy byłyśmy blisko i chciałaś, żebym ci pomogła. Ale chciałam pomóc, i może czułam, że, że... że gdzieś należę - gdyby mogła, to rozłożyłaby ręce, ale była kotem, który stał na wszystkich czterech łapach. Więc średnio miała możliwość. - Jesteś inna. Pierwszy raz spotkałam kogoś takiego, jak ty - dopowiedziała nieco zmienionym tonem; z jakimś dziwnym, mieszanym ciepłem i zaskoczeniem. - I cieszę się, że w końcu o tym rozmawiamy, bo bałam się cokolwiek robić. Nie wiedziałam, co będzie na miejscu - spróbowała opisać, choć nie była pewna, na ile porównanie tego do więzów i łańcuchów było na miejscu. Czuła się wolna. Pod kolejnym względem, nie tylko fizycznym, powracając ze swojej nieobecności do Klanu Wichru. Najwyraźniej w ich łapach formowało się właśnie coś nowego, ekscytującego, wolnego, czego dotąd jeszcze nie dotykała. Nie wiedziała jedynie, na ile to była magia chwili i jej odklejenie, a na ile coś trwałego. Wierzyła jednak, że będzie takie. Stabilne. Trwałe. Pewne. Przynajmniej to jedno w jej życiu.
- Nie wiem, czy czułam do ciebie kiedykolwiek coś, co było podobne do tego, co czuli moi rodzice. Ale czuję... przywiązanie. Tak, Myślę, że to to - dopowiedziała, odetchnąwszy już spokojniej. - Być może to dobre określenie. Przyjaźń.
Od razu na myśl nasunął się jej Rdestowa Łapa. W jego towarzystwie nie czuła się komfortowo. Świerkowa Igła za to dawała jej więcej takiego komfortu. Czy jednak którekolwiek z nich faktycznie miało z nią przyjacielską relację? Ba, czy to, co czuła względem Klaczy mogła w ogóle nazwać przyjaźnią? Nie była pewna. Ale póki co była gotowa pójść na taki kompromis. Wydawał się... odpowiedni. Wyjście, które pomagało jej na utwardzenie gruntu, dopóki nie poczuje się pewniej i nie zrozumie więcej.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W