14.04.2026 00:51
Czy rozglądająca się za roślinami kotka spojrzałaby na te krzewy? Głównie świeciły kolcami na splątanych gałęziach, ale miejscami przebijały zalążki liści, niektóre już nawet się otwierały i straszyły swoimi ząbkowanymi blaszkami. Niektóre były już nawet całkiem spore. Ale czy Mrówka miała szansę rozpoznać element składzika w tak niesympatycznie prezentującej się roślince? Cóż, gdyby było cieplej i krzak obrósłby czarnymi, błyszczącymi owocami to chociaż nimi mogłaby zachęcać do podejścia.
Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 53/55
– Um, chodzi o szalej – odpowiedział grzecznie, chociaż im dalej w rozmowę tym bardziej żałował, że się w ogóle odezwał. Zaraz się okaże, że się pomylił całkowicie i to z krwiściągiem się myliło czy coś... o ile krwiściąg też był biały i pasował do opisu krwawnika. Znaczy z dwojga złego lepiej żeby to on się pomylił niż kotka; konsekwencje jego błędu były łatwe do przeżycia. W drugą stronę... cóż, mógł być problem z przeżyciem.
Czy wiedział czym sobie zasłużył na uśmiech? Otóż nie. Nie zdziwiło go, że historia nie leżała w głównym kręgu zainteresowań lwiej części lasu. Nic dziwnego, gdyby nie był sobą, zapewne też by skończył jako fanatyk wędkarstwa, albo entuzjasta walk.
– Nazywała się Wydmowy Wiatr. Ale prawda – uśmiechnął się krótko. – Pewnie niejeden kot by się w takiej chwili obraził. Może Wydmowy Wiatr też by inaczej zareagowała, gdyby była młodsza... chociaż wątpię, pewnie nawet wtedy by przyjęła wolę Gwiezdnego Klanu. Ale no. W chwili gdy zmarła ówczesna przywódczyni, Wydmowy Wiatr była już w wieku starszyźnianym, pewnie to też miało wpływ na to jak potoczyła się historia – przyznał na koniec. Chyba przez to historia nieco traciła na wyjątkowości, zaczynała się robić zbyt... logiczna. A szkoda, bo tamte wydarzenia nie były przecież podyktowane racjonalnym myśleniem żywych!
Gdzieś w środku tego wszystkiego, Gorejący Krzew poczuł, że obserwuje go jeszcze jedna para oczu. Nie mrugając przy tym. I nie patrząc tak na prawdę. Gdy kotka była zajęta kolejnym medykamentem, on podszedł na nieco sztywnych łapach do srebrnej mordki ukrytej w śniegu i... tak, jednak dobrze mu się wydawało, że to ryba. Ale jednocześnie to wcale nie była ryba i – jakkolwiek z pręgą przechodzącą przez oko można było nawet zidentyfikować jej gatunek – Popiołek od razu przypomniał sobie swój pierwszy Połów Rozkwitu. Jak wszyscy dookoła łowili prawdziwe ryby, a do niego co najwyżej podpływały śmieci dwunożnych. Nabijały się z niego swoimi barwami. Cóż... ta rybka była bardziej stonowana i od razu wydawała się bardziej sympatyczna. Nie na tyle by od razu zapragnął zabierać ją ze sobą do obozu, ale na pewno wystarczająco by nie zostawił jej w miejscu.
W czasie jego prób nawiązania nici porozumienia z rybką, Mrówczy Szlak zebrała listki i oznajmiła, że idzie je schować. Nowa myśl zaświtała w srebrnej główce. Pomodlił krótko do Gwiezdnych i chwycił rybę za ogon, mając nadzieję, że ta nagle nie ożyje. Nie powinna, nie wyglądała jakby kiedykolwiek żyła. Zamiast kontynuować opowieść, podreptał więc za szylkretką i gdy już odsunęła się od wykopanej niecki, położył tuż obok swoją zdobycz. – Chyba możemy zostawić ją na straży ziół? – zaoferował nie do końca przekonany (już dopadło go zwątpienie – co jeśli taka ryba przyciągnie nieproszone towarzystwo do faktycznych zbiorów Wichrzaczki??), chociaż starał się zachować optymizm. Wydawało mu się to całkiem uroczym zadaniem dla tej rybki, więc no...
A gdy ruszyli dalej, mógł wrócić do kolejnego istotnego wątku bez narażania czasoprzestrzeni.
– O Wichrze na pewno nie wiem więcej od ciebie – uśmiechnął się przepraszająco. – Nie miałem jeszcze okazji by wypytać Wichrzaka jakoś bardziej o przeszłość Klanu, więc no... jestem pewien, że ty nam więcej opowiesz – nie namawiał, chociaż chętnie by posłuchał. – Ale piątego Klanu nigdy nie było. Nie mieli błogosławieństwa Gwiezdnego Klanu, więc z Klanami mieli tyle wspólnego co karasie z lataniem. Hm... nazywali siebie Klanem Pożogi, tak. I z tego co wiem to nie zagrzali tu miejsca na zbyt długo. Klany odmówiły uznania Pożogi za jeden z nich. Znaczy, hm. Lawendowa Gwiazda? To było dawno, więc chyba Lawendowa Gwiazda, z Wichru, zawarła z nimi sojusz – co też nie spodobało się reszcie. Popiołek przerwał na chwilę, zastanawiając się czy Klan Rzeki poszedł na tereny Pożogi razem z Klanem Cienia wtedy i czy to były czasy sojuszu, czy mieszało mu się z innymi wydarzeniami. Ale jakimi? Odpowiedzi szukał w krajobrazie dookoła.
Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 53/55
– Um, chodzi o szalej – odpowiedział grzecznie, chociaż im dalej w rozmowę tym bardziej żałował, że się w ogóle odezwał. Zaraz się okaże, że się pomylił całkowicie i to z krwiściągiem się myliło czy coś... o ile krwiściąg też był biały i pasował do opisu krwawnika. Znaczy z dwojga złego lepiej żeby to on się pomylił niż kotka; konsekwencje jego błędu były łatwe do przeżycia. W drugą stronę... cóż, mógł być problem z przeżyciem.
Czy wiedział czym sobie zasłużył na uśmiech? Otóż nie. Nie zdziwiło go, że historia nie leżała w głównym kręgu zainteresowań lwiej części lasu. Nic dziwnego, gdyby nie był sobą, zapewne też by skończył jako fanatyk wędkarstwa, albo entuzjasta walk.
– Nazywała się Wydmowy Wiatr. Ale prawda – uśmiechnął się krótko. – Pewnie niejeden kot by się w takiej chwili obraził. Może Wydmowy Wiatr też by inaczej zareagowała, gdyby była młodsza... chociaż wątpię, pewnie nawet wtedy by przyjęła wolę Gwiezdnego Klanu. Ale no. W chwili gdy zmarła ówczesna przywódczyni, Wydmowy Wiatr była już w wieku starszyźnianym, pewnie to też miało wpływ na to jak potoczyła się historia – przyznał na koniec. Chyba przez to historia nieco traciła na wyjątkowości, zaczynała się robić zbyt... logiczna. A szkoda, bo tamte wydarzenia nie były przecież podyktowane racjonalnym myśleniem żywych!
Gdzieś w środku tego wszystkiego, Gorejący Krzew poczuł, że obserwuje go jeszcze jedna para oczu. Nie mrugając przy tym. I nie patrząc tak na prawdę. Gdy kotka była zajęta kolejnym medykamentem, on podszedł na nieco sztywnych łapach do srebrnej mordki ukrytej w śniegu i... tak, jednak dobrze mu się wydawało, że to ryba. Ale jednocześnie to wcale nie była ryba i – jakkolwiek z pręgą przechodzącą przez oko można było nawet zidentyfikować jej gatunek – Popiołek od razu przypomniał sobie swój pierwszy Połów Rozkwitu. Jak wszyscy dookoła łowili prawdziwe ryby, a do niego co najwyżej podpływały śmieci dwunożnych. Nabijały się z niego swoimi barwami. Cóż... ta rybka była bardziej stonowana i od razu wydawała się bardziej sympatyczna. Nie na tyle by od razu zapragnął zabierać ją ze sobą do obozu, ale na pewno wystarczająco by nie zostawił jej w miejscu.
W czasie jego prób nawiązania nici porozumienia z rybką, Mrówczy Szlak zebrała listki i oznajmiła, że idzie je schować. Nowa myśl zaświtała w srebrnej główce. Pomodlił krótko do Gwiezdnych i chwycił rybę za ogon, mając nadzieję, że ta nagle nie ożyje. Nie powinna, nie wyglądała jakby kiedykolwiek żyła. Zamiast kontynuować opowieść, podreptał więc za szylkretką i gdy już odsunęła się od wykopanej niecki, położył tuż obok swoją zdobycz. – Chyba możemy zostawić ją na straży ziół? – zaoferował nie do końca przekonany (już dopadło go zwątpienie – co jeśli taka ryba przyciągnie nieproszone towarzystwo do faktycznych zbiorów Wichrzaczki??), chociaż starał się zachować optymizm. Wydawało mu się to całkiem uroczym zadaniem dla tej rybki, więc no...
A gdy ruszyli dalej, mógł wrócić do kolejnego istotnego wątku bez narażania czasoprzestrzeni.
– O Wichrze na pewno nie wiem więcej od ciebie – uśmiechnął się przepraszająco. – Nie miałem jeszcze okazji by wypytać Wichrzaka jakoś bardziej o przeszłość Klanu, więc no... jestem pewien, że ty nam więcej opowiesz – nie namawiał, chociaż chętnie by posłuchał. – Ale piątego Klanu nigdy nie było. Nie mieli błogosławieństwa Gwiezdnego Klanu, więc z Klanami mieli tyle wspólnego co karasie z lataniem. Hm... nazywali siebie Klanem Pożogi, tak. I z tego co wiem to nie zagrzali tu miejsca na zbyt długo. Klany odmówiły uznania Pożogi za jeden z nich. Znaczy, hm. Lawendowa Gwiazda? To było dawno, więc chyba Lawendowa Gwiazda, z Wichru, zawarła z nimi sojusz – co też nie spodobało się reszcie. Popiołek przerwał na chwilę, zastanawiając się czy Klan Rzeki poszedł na tereny Pożogi razem z Klanem Cienia wtedy i czy to były czasy sojuszu, czy mieszało mu się z innymi wydarzeniami. Ale jakimi? Odpowiedzi szukał w krajobrazie dookoła.
In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
![[Obrazek: iZiRr60.gif]](https://i.imgur.com/iZiRr60.gif)
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?
╰────── · ☾ · ──────╯
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W