13.07.2026 19:32
Starał się skupić na własnym ogonie i nie spoglądać w stronę intensywnych ludzkich emocji. Chociaż nim zaoferował tej dwójce odrobinę prywatności, miał już obraz sceny rozgrywającej się tuż obok – tak odmiennej od tej, w której on brał udział. Młody chłopak, z plecakiem większym od siebie, miał wsparcie w postaci babci i mimo bycia głównym bohaterem, nie pochłaniał świateł wszystkich reflektorów. Ten akt był zaledwie początkiem, zapowiedzią czegoś dużo większego, a pożegnanie było jedynie tymczasowe – widz już teraz mógł sobie wyobrażać radość starszej kobiety, gdy za ileś wschodów słońca inny pociąg sprowadzi jej wnuka z powrotem. Orion znajdował się tutaj sam. Ostatnie dwa reflektory oświetlały smukłą sylwetkę o starannie ułożonej sierści, pozwalając ciemności pochłonąć resztę sceny. W tych warunkach jego szata niemal świeciła, choć jej właściciel był świadom, że w rzeczywistości gasnął. Znajdował się na scenie sam. Należała do niego jak do głównego bohatera, ale także po prostu – to była jego scena. Mógł poruszać się po niej z zamkniętymi oczyma, bezbłędnie omijając każdą skrzypiącą deskę. Wiedział na jak długi skok może sobie pozwolić by pozostać w swojej klatce. Tej, którą wybrał samodzielnie i zawsze ignorował otwarte drzwiczki z tyłu.
Ponadto, dzisiejsza podróż była łabędzim śpiewem Oriona.
Położył uszy po sobie i zamknął oczy, nie ruszając się poza tym z miejsca. Dopiero gdy wiatr przestał wprowadzać artystyczny nieład w jego szatę, a głośny zgrzyt potwierdził zatrzymanie pociągu, samotnik ponownie otworzył oczy. Tym razem obserwował otoczenie z większą uwagą, niż w obecności dotychczasowej dwójki ludzi. A gdy powiódł spojrzeniem do ostatniego wagonu, zastygł jak w czasie polowań na ptactwo. Jak wtedy, gdy nie chciał zostać dostrzeżony. Jednak ich spojrzenia się spotkały. Nie drgnął nawet pojedynczy wąs na cynamonowej mordce. Był przeciwieństwem żegnanego przez babcię chłopaka, ale na kilka uderzeń serca sam również znalazł się we wspomnieniu pierwszej samotnej wyprawy. Wymknął się po cichu – krótko otarł się o policzek matki i poprosił by nie mówiła Onyks dokąd poszedł – pod osłoną porannej mgły. Wciąż pamiętał jak skraplała się na jego futrze, łącząc je w zakręcające się kosmyki. Jak zastanawiał się czy wyjście o tak wczesnej porze nie było przesadą, tylko po to by zaraz potrząsnąć przecząco łbem i uznać, że było niezbędne.
Wpadli na siebie ostatnio. Po obiegach pór rozmijających się ścieżek. Odzyskanie straconego czasu było niemożliwe na tym etapie, a do naprawienia błędów najpierw trzeba by nazwać je błędami. Pojedyncze spotkanie nie zobowiązywało go do pożegnania przed podróżą, nie było odnowieniem kontaktu po obiegach pór. A jednak, gdy ich spojrzenia się spotkały, znowu miał niecałe siedem księżyców i próbował wymknąć się wraz ze wschodem słońca, jednak został przyłapany. Poczucie winy zatrzymało go w miejscu. We wspomnieniu, w chwili obecnej, gdzieś pomiędzy czasem, a przestrzenią. Krótki ruch ciemnej głowy okazał się jeszcze większym zaskoczeniem niż ponowne spotkanie. Orion nie był już uciekającym kocięciem. Był dorosły, a przeciągły, ponaglający gwizd przypominał, że nie wiadomo kiedy pojawi się następny pociąg. Orion wskoczył do środka tuż za bagażem chłopaka, nie oglądając się nawet na inne opcje. Przystanął na moment widząc do jakiego towarzystwa zmierzali. Zmierzali. No właśnie, to nie była wspólna wyprawa, miło było wskoczyć pod osłoną walizki, jednak tu ich drogi się rozstawały – kocur wślizgnął się do chrapiącego wagonu. Chciał zająć możliwie wygodne miejsce bez zwracania na siebie uwagi.
Ponadto, dzisiejsza podróż była łabędzim śpiewem Oriona.
Położył uszy po sobie i zamknął oczy, nie ruszając się poza tym z miejsca. Dopiero gdy wiatr przestał wprowadzać artystyczny nieład w jego szatę, a głośny zgrzyt potwierdził zatrzymanie pociągu, samotnik ponownie otworzył oczy. Tym razem obserwował otoczenie z większą uwagą, niż w obecności dotychczasowej dwójki ludzi. A gdy powiódł spojrzeniem do ostatniego wagonu, zastygł jak w czasie polowań na ptactwo. Jak wtedy, gdy nie chciał zostać dostrzeżony. Jednak ich spojrzenia się spotkały. Nie drgnął nawet pojedynczy wąs na cynamonowej mordce. Był przeciwieństwem żegnanego przez babcię chłopaka, ale na kilka uderzeń serca sam również znalazł się we wspomnieniu pierwszej samotnej wyprawy. Wymknął się po cichu – krótko otarł się o policzek matki i poprosił by nie mówiła Onyks dokąd poszedł – pod osłoną porannej mgły. Wciąż pamiętał jak skraplała się na jego futrze, łącząc je w zakręcające się kosmyki. Jak zastanawiał się czy wyjście o tak wczesnej porze nie było przesadą, tylko po to by zaraz potrząsnąć przecząco łbem i uznać, że było niezbędne.
Wpadli na siebie ostatnio. Po obiegach pór rozmijających się ścieżek. Odzyskanie straconego czasu było niemożliwe na tym etapie, a do naprawienia błędów najpierw trzeba by nazwać je błędami. Pojedyncze spotkanie nie zobowiązywało go do pożegnania przed podróżą, nie było odnowieniem kontaktu po obiegach pór. A jednak, gdy ich spojrzenia się spotkały, znowu miał niecałe siedem księżyców i próbował wymknąć się wraz ze wschodem słońca, jednak został przyłapany. Poczucie winy zatrzymało go w miejscu. We wspomnieniu, w chwili obecnej, gdzieś pomiędzy czasem, a przestrzenią. Krótki ruch ciemnej głowy okazał się jeszcze większym zaskoczeniem niż ponowne spotkanie. Orion nie był już uciekającym kocięciem. Był dorosły, a przeciągły, ponaglający gwizd przypominał, że nie wiadomo kiedy pojawi się następny pociąg. Orion wskoczył do środka tuż za bagażem chłopaka, nie oglądając się nawet na inne opcje. Przystanął na moment widząc do jakiego towarzystwa zmierzali. Zmierzali. No właśnie, to nie była wspólna wyprawa, miło było wskoczyć pod osłoną walizki, jednak tu ich drogi się rozstawały – kocur wślizgnął się do chrapiącego wagonu. Chciał zająć możliwie wygodne miejsce bez zwracania na siebie uwagi.
![[Obrazek: onyo.gif]](https://sig.grumpybumpers.com/host/onyo.gif)
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W