28.07.2026 09:42
Gruba łapka powoli i z gracją godną pewnego cynamonowego kota, chlapała w wodzie rzeki, by zmienić jej nurt w swoją stronę. Przepływające przez rzekę gwiazdki odbijały się migotliwie w jej oczach i czuła, że musiała mieć je wszystkie. Nigdy nie była chciwa ani zachłanna, ale przyciąganie do ładnych drobiazgów zdawało się być dla niej tak naturalnie, jak naturalnym było to, że liście opadną na jesień, a wiosną odrosną z powrotem na gałęziach i rozpocznie się nowy cykl.
Zaciągając łapą po wodzie, pozbierała sporą część z pływających gwiazd i bez chwili namysłu zaczęła zdobycze układać na swoim futrze, by dobrze współgrało z widniejącymi już nań kwiatami. Pomiędzy rdzawymi kosmykami wplątane zostały różowe goździki, purpurowe płatki przetacznika oraz charakterystyczne kwiaty nadmorskiego groszku, wraz z gałązkami jego liści. Rzeczne gwiazdy dobrze przełamały monochromatyczność i dodały trochę blasku do ozdób z tego dnia. W końcu Świt nie pozwalała sobie, by jej futerko powtarzało okrycie, choć nie robiła tego do końca świadomie. Lubiła różnorodność, a roślin na świecie było zbyt wiele, by trzymać się tych samych układów. Małe prawdopodobieństwo, że znajdzie więcej mokrych gwiazdek w ciągu następnych dni, więc kreacja tego dnia była bez wątpienia wyjątkowa.
Skończywszy zbierać skarby z rzecznej tafli, odwróciła się wreszcie, mając zamiar dołączyć do swoich towarzyszy. Przygotowywali się na tańce ze świetlikami i nie było mowy, by mogła to przegapić, szczególnie że nie wiadomo było, ile jeszcze robaczki świętojańskie zamierzały gościć w trawach. Póki jednak noc nie przykryła nieba, zamierzała obdarować gwiazdami resztę trupy, by i oni mogli być równie błyszczący, co i ona. Nim jednak odwróciła się na dobre od rzeki, jej wzrok mechanicznie wręcz zatrzymał się na widoku dobrze znajomej kity. Na pyszczek przywdziała radosny uśmiech, uroczy, choć jednocześnie tak zwyczajny, jak gdyby widzieli się ostatnim razem zaledwie wczoraj. Świt mogło się tak jednak wydawać, wszakże myślała o kocurze codziennie.
— Światełko — przywitała się jego imieniem. Patrzyła tak na niego dłuższą chwilę, uśmiechnięta i rozmarzona, aż dopiero po czasie rozwarła oczy szeroko. — Światełko! — zawołała z drobną, radosną paniką. Kocur nie był tylko wytworem jej wyobraźni, wtedy zawsze jego futerko leżało gładko i niosło za sobą smugę, a ona czuła z jego strony przyjazne ciepło. Teraz jednak stał tak, jak stała i ona, jak mijali ich ludzie, a jasne futro i rudawą kitę rozwiewał podmuch nadmorskiego wiatru. Chciała pobiec w jego stronę i go uściskać, ale zamiast tego stała w miejscu, czując jak łapy grzęzną jej w ziemi. Nie była w stanie nic zrobić i nie wiedziała czemu. Tak samo bezwiednie słodkie łzy radośnie zawijały się na policzkach i skapywały na przyciętą trawę.
Zaciągając łapą po wodzie, pozbierała sporą część z pływających gwiazd i bez chwili namysłu zaczęła zdobycze układać na swoim futrze, by dobrze współgrało z widniejącymi już nań kwiatami. Pomiędzy rdzawymi kosmykami wplątane zostały różowe goździki, purpurowe płatki przetacznika oraz charakterystyczne kwiaty nadmorskiego groszku, wraz z gałązkami jego liści. Rzeczne gwiazdy dobrze przełamały monochromatyczność i dodały trochę blasku do ozdób z tego dnia. W końcu Świt nie pozwalała sobie, by jej futerko powtarzało okrycie, choć nie robiła tego do końca świadomie. Lubiła różnorodność, a roślin na świecie było zbyt wiele, by trzymać się tych samych układów. Małe prawdopodobieństwo, że znajdzie więcej mokrych gwiazdek w ciągu następnych dni, więc kreacja tego dnia była bez wątpienia wyjątkowa.
Skończywszy zbierać skarby z rzecznej tafli, odwróciła się wreszcie, mając zamiar dołączyć do swoich towarzyszy. Przygotowywali się na tańce ze świetlikami i nie było mowy, by mogła to przegapić, szczególnie że nie wiadomo było, ile jeszcze robaczki świętojańskie zamierzały gościć w trawach. Póki jednak noc nie przykryła nieba, zamierzała obdarować gwiazdami resztę trupy, by i oni mogli być równie błyszczący, co i ona. Nim jednak odwróciła się na dobre od rzeki, jej wzrok mechanicznie wręcz zatrzymał się na widoku dobrze znajomej kity. Na pyszczek przywdziała radosny uśmiech, uroczy, choć jednocześnie tak zwyczajny, jak gdyby widzieli się ostatnim razem zaledwie wczoraj. Świt mogło się tak jednak wydawać, wszakże myślała o kocurze codziennie.
— Światełko — przywitała się jego imieniem. Patrzyła tak na niego dłuższą chwilę, uśmiechnięta i rozmarzona, aż dopiero po czasie rozwarła oczy szeroko. — Światełko! — zawołała z drobną, radosną paniką. Kocur nie był tylko wytworem jej wyobraźni, wtedy zawsze jego futerko leżało gładko i niosło za sobą smugę, a ona czuła z jego strony przyjazne ciepło. Teraz jednak stał tak, jak stała i ona, jak mijali ich ludzie, a jasne futro i rudawą kitę rozwiewał podmuch nadmorskiego wiatru. Chciała pobiec w jego stronę i go uściskać, ale zamiast tego stała w miejscu, czując jak łapy grzęzną jej w ziemi. Nie była w stanie nic zrobić i nie wiedziała czemu. Tak samo bezwiednie słodkie łzy radośnie zawijały się na policzkach i skapywały na przyciętą trawę.

I could dance, I could dance, I could dance
xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away
xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W