#42
Nie tylko do Świt przyczepił się uśmiech – Orion nawet nie próbował walczyć ze swoim, trzymającym się równie mocno co najbardziej zawzięty rzep. I to nie ten wyćwiczony grymas, który oriental zwykle przybierał, a taki, którego większość odbijała się w oczach, których nie mógł oderwać od córki.
– Mhm, naprawdę! Ale wciąż jest okrąglutki i żółty, o to nie musisz się martwić – dodał dla właściwego obrazu najmłodszego chomiczka. A zetknąwszy się z chwilowym załamaniem wyśmienitego nastroju Świt, od razu ruszył z nową perspektywą. – Pomyśl lepiej jaki zachwycony będzie wszystkimi nowymi przygodami, które będziesz mogła mu opowiedzieć, hm? – podsunął. Gdyby tylko ponowne spotkanie z Ośmiornicą nie wiązało się z powrotem do klanu... Przez wiele księżyców oriental uważał Wicher za element konieczny dla komfortu życia burej. Ale dzisiaj miał przed oczami dowód, że doskonale radziła sobie bez tego, a może nawet lepiej, bo nie ograniczało jej terytorium grupy. Koty śpiące pod drzewem nie wyglądały na zainteresowane wojnami o granice. – Och, Szczurka akurat nie spotkałem... ale jak mowa o głaskaniu kręconego futerka to Ruletka na pewno ci pozwoli, jak kiedyś na nią wpadniesz. – Przywoływanie jednego z kotów zostawionych za sobą nie miało większego sensu, kotki nigdy się nie spotkały i dla Świt to imię było obce. Ale jednak, szczurowata szylkretka była najbliższym co mógł zaoferować.
Kiwnął łbem, gdy bura powiedziała, że jej wygląd nie miał nic wspólnego ze świetlikowym spotkaniem. Moment później klinowata głowa znowu poszła w ruch, by wyrazić uznanie dla dzisiejszej kreacji córki. Przyjemnie mu się słuchało jej opowieści, jednak nagła propozycja wyrwała go z tej komfortowej bańki. Niemal się zgodził, odruchowo, jednak głos ugrzązł mu w gardle. Nie powinien. Nie ufał sobie, że będzie w stanie ją opuścić jak tak dalej pójdzie. Żaden powód nie będzie wystarczająco dobry, aż spełni się to przed czym nieświadomie ostrzegła go Jodła. Nie mógł umrzeć przy Świt i jej przyjaciołach.
– To brzmi naprawdę pięknie, ale może innym razem? – zasugerował delikatnie. Jak nienaturalnie było odmawiać burej, czuł jak kolejne słowa parzą go w język. – Dzisiaj jeszcze muszę zrobić coś co obiecałem Trufli, więc obawiam się, że zanim to załatwię i ty, i świetliki, będziecie już padnięci, wiesz? Ale zobaczymy się jeszcze, więc nic straconego. – Chciałby wierzyć w to co mówił, ale mógł co najwyżej prychnąć w gorzkim rozbawieniu. Podejrzewał, że utrata łapy byłaby mniejszą stratą niż zrezygnowanie ze wspólnego oglądania gwiazd. Zarówno tych na niebie jak i dużo bliższych, tańczących nad głowami. Dotarli jednak do porzuconych przez niego wcześniej kwiatków, najpierw chwycił za różowo-białego goździka i chciał założyć go za ciemne uszko, ale jednak podsunął go kotce.
– Podobny do twoich, prawda? Sprawia, że twoje goździki wyglądają na maleństwa... na takie małe, różowe kaczuszki, hm? A sam jest taką kaczą mamą, która upilnuje, by żaden mały goździk się nie zgubił. – Sięgnął po pomarańczową różę i zaczął oskubywać ją z kolców, podczas dalszych tłumaczeń. – A to może być słodko pachnące słońce, które przypilnuje żeby wam nie było zimno dzisiaj. I tobie, i goździkowej rodzinie. – Łodyga była już bezpieczna, więc podsunął następny kwiatek córce. Dla dwóch astrów nie miał roli, więc je zignorował póki co.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W