#18
Nie zawsze podobał jej się kierunek, w którym zmierzał Klan Rzeki. Wielokrotnie zaciskała zęby z frustracji, ilekroć zaobserwowała nowy rozwój wydarzeń. Czasem... czasem miała wrażenie, jakby to, co nazywała niegdyś domem, zgubiło się gdzieś po drodze. W jego miejsce weszło coś obcego, jeżącego sierść na karku. Księżyc nie lubiła zmian. Nie lubiła rzeczy, które odbiegały od normy, która za życia była jej codziennością. Był to jednak powód, dla którego nie mogła ingerować–tak samo jak wielu innych Gwiezdnych. Podczas gdy ona zasilała szeregi przodków, świat pod jej łapami nie stał w miejscu; nieustannie się zmieniał, od początku czasów. Taka była kolej rzeczy. Choć bardzo jej się to nie podobało, nie miała prawa narzucać swojej woli klanowi. Musieli sami znaleźć własną drogę. Przynajmniej jeden z podjętych wyborów wyszedł na dobre–wygnanie z Rzeki Sennego Świtu. Żałowała tylko nieporządku, jaki to wywołało.

Sen przyszedł szybko do leżącej na brzegu Wierzbownicowej Łapy, a gdy po raz kolejny otworzyła oczy, nie ujrzała przed sobą Szepczącej Sadzawki; zamiast wody spotkała się z bezkresną łąką, łagodnie skrzącą się od srebrzystego pyłu. Choć pokryte niezliczonymi gwiazdami niebo sugerowało noc, okolica była znacznie jaśniejsza niż w czasie pełni. Kocie sylwetki zdawały się pojawiać na krawędziach pola widzenia Terminatorki, by zaraz zniknąć, jakby były zaledwie złudzeniem.

Minęło kilkanaście długich uderzeń serca, nim naprzeciw Wierzbownicowej Łapie wyszła niziutka kotka o piaskowej, lśniącej sierści i okrągłych, orzechowych oczach. Jej kark był wyprostowany, a wyraz mordki wręcz śmiertelnie poważny. Zatrzymała się kilka kroków przed Terminatorką Medyka.
— Witaj, Wierzbownicowa Łapo. Jestem Księżycowy Pył... dawna Medyczka Klanu Rzeki — przedstawiła się krótko.
Nie powiedziała na ten moment nic więcej, dając kotce czas na przetrawienie sytuacji.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W