#34
  Omijała klany. Nie było w tym większej filozofii, po prostu nie czuła chęci poznawać koty, które broniły swoich granic i syczały na każdego kto tylko podszedł za blisko. I zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie było to wyolbrzymione przez Onyks, a Mysz wcale bardziej obiektywnej opinii nie miała, ale zwyczajnie nie miała potrzeby zmieniać swojego poglądu – aktualnie. Odkrywała Osiedle, pluskała się w Zalewie Lipowym, ganiała z innymi włóczęgami, uważała na tereny gangu, szukała zaginionych, dowiadywała się nowych tajemnic, zdobywała informacje. Żyła! Bardzo dobrze jej się nawet tak żyło, ale… nadal pamiętała spotkanie z kocurem przy Siedlisku Koni i może zakończyło się gwałtownie przez pogodę, a oni rozbiegli się w swoje strony, ale musiała przyznać, że bardzo lubiła to miejsce. I nie miało to nic wspólnego z kocurem, ale wtedy właśnie pierwszy raz znalazła się tutaj.
  Lubiła rześkie powietrze, ciszę, braku spalin i głośnych silników samochodów. Nie było tu zagadek do odkrycia, ludzi do zdenerwowania, psów do wystraszenia, ale było przyjemnie. Było dziko i naturalnie, coś w niej przemawiało, że to jej miejsce. Chociaż czy naprawdę coś? Wikka zawsze była z nią, w każdej chwili bycia. Od narodzin do śmierci. Matka pewnie nie cieszyłaby się z tego faktu, jako że zawsze wolała żeby Smuga wierzyła w siebie i swoje możliwości, ale cóż… miała wiary na oba te elementy! Inna sprawa, że jak Onyks nie chciała żeby jej córka się źle “staczała” to było jej nie zostawiać!
  Nie było co jednak rozmyślać, szczególnie że zaraz musiała przebiec przez Grzmiącą Ścieżkę i znaleźć się po odpowiedniej stronie drogi bez zostania potrąconym. Wracała na zachodnią część terenów, które tu były… i co ona tam w ogóle robiła, prawda? No właśnie. Co takiego? Smuga znalazła się na tych terenach jakieś dwa wschody słońca temu, nie wróciła tym razem od razu na swoje śmieci, nie, zaszyła się tym razem pośród stogów siana. Nie wiedziała po co i czemu, ale została w tym miejscu, ale nie żałowała… szczególnie, że wyciągnęła od Sekretariatu opowieść o duchach straszących na jakimś opuszczonym cmentarzu i jakimś dziwnym miejscu za Grzmiącą Ścieżką – czy też ulicą – gdzie też podobno straszy. Tylko tam podobno straszyło… bardziej? Sekretariat ostrzegał ją, że były to bardzo zamierzchłe informacje, ale Smudze to nie przeszkadzało, ba, starczyło jej tyle żeby musieć zaspokoić swoją ciekawość. Wyruszyła w nocy na trzeci dzień, wędrowała wśród drzew, piła wodę z rzeki, chwilę pomoczyła łapy w rzece, ale tak na dobrą sprawę nic się nie wydarzyło. Nie miała pewności co się zadziało na Pogorzeliskach, które już najwyraźniej nimi nie były? Hm.
  Przebieganie przez ulice o świcie! Ach, rosa osadziła się na trawie w Rowie, ale żwir pod łapami zaraz potem niwelował przyjemne uczucie, nie mówiąc o tym, że czarny kamień był nieprzyjemnie zimny pod opuszkami; wolała go nagrzanego przez słońce to na pewno! I kiedy tak biegła, gotowa i pewna, że nic się już nie wydarzy to człowiek na jednośladzie zwanym rowerem nie mógł zwolnić, więc praktycznie ją potrącił. W podzięce zdążyła drapnąć go w kostkę, a kiedy stracił przez to balans i upadł na żwir z mocnym hukiem to Smuga wiedziała, że będą kłopoty. I miała rację. Zaczął ją gonić. Utykał na nogę, leciała mu krew z łapy, a kiedy musiał zacząć przedzierać się przez drzewa i chaszcze to zrezygnował. Wielki uśmiech był widoczny na jej mordce, a perlisty śmiech zostawiał za nią ślad, jakby ścieżkę radości kiedy zaczęła wpadać na jakieś łąki. Dziwny zapach, taki… bardzo spójny? Gdzie ona była?

Bójka
LVL 2 80 / 150
MedLVL 2 0 / 300
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W