Dość drobna, nieproporcjonalna, chuda. W porównaniu z resztą ciała, jej łapy są za długie, trochę krzywe, co jednak nie pomaga jej ze sporo niższym niż przeciętnym wzrostem. Nie zapowiada się, żeby jeszcze urosła. Jej futro jest krótkie, niepoukładane, sterczące na wszystkie strony, o szaro-burym odcieniu, z czarnymi, tygrysimi pręgami, zmieniające się dopiero na podbrzuszu w niewielką białą plamę, mniej więcej wielkości myszy. Nosek ma ceglany, oczy duże, zielone, wąsy długie i wkazujące każdy w innym kierunku, jak gdyby każdy z nich chciał jak najszybciej uciec z pokraki, z której wyrosły. Z drugiej zaś strony wije się za nią dziwnie długi, również chudy ogon, na którym bardziej spostrzegawczy obserwator mógłby zauważyć mniej sierści w niektórych miejscach - ewidentnie powyrywane kępki futra.
Bycie w lecznicy praktycznie całe życie (w połączeniu z dzikimi historiami pierwszego adopcyjnego taty, którego już tak bardzo nie pamięta) zdecydowanie odbiło się na Skowronku, która od urodzenia miała wielką wyobraźnię i wielką potrzebę odkrywania świata. Choroba w kluczowych księżycach sprawiła, że cała jej energia nie mogła zostać spożytkowana w normalny sposób, zamiast tego manifestując się jako przesadna ostrożność, głęboki świat wewnętrzny i nerwowość. Mimo bycia raczej przyjazną osobą, koteczka często dopowiada sobie rzeczy, które nie są prawdą i całkowicie w nie wierzy. Czasem zdarza jej się nawet opowiadać te kompletnie zmyślone historyjki i ciekawostki jak gdyby były prawdą. W sytuacjach, które ją niepokoją często zdarza jej się gryźć swoje własne futro na ogonie, jako odruch nerwowy, co skutkuje brakami w sierści w niektórych miejscach. Ogólnie stara się, wie, że jest trochę do tyłu z wiedzą, doświadczeniami i znajomościami, ale próbuje nadrobić. Jest bardzo ciekawska, towarzyska i zazwyczaj miła, jeśli zignoruje się okazjonalne dziwne pytania typu "ale jesteś pewna że mnie nie nienawidzisz?", albo "a co jeśli Klan Gromu tak naprawdę nie istnieje i jest tylko bajką którą mówi się kociakom dla żartu?".