Logo Artemidy
Kocięta w Klanie Wichru [NPC]
#1
Oto kolejna okazja, by zagrać postacią urodzoną w Klanie Wichru. Kocięta pochodzą z miotu NPC (rodzice nie są i nie będą nigdy odgrywani), a grę rozpoczynamy od razu po wysłaniu i zaakceptowaniu Karty Postaci.

Ich rodzicami są Kukułka i nieznany kocur, a w Klanie Wichru rolę ojca pełni Złota Gęś:


KUKUŁKA
Samotnik
(obecnie poza obszarem gry)
Płeć: Kotka
Wiek: 34

Wygląd: Samotniczka jest krótkowłosym bengalem o trójkątnym, mniej więcej urodziwym pyszczku. Jej zielone oczy, kontrastują z kolorem burej sierści, które okalają ciemne rozetki. Jest kotką średniej wielkości i wygląda przy tym na dosyć szczupłą; dzięki krótkiemu futerku łatwo jednak zauważyć uwydatnione mięśnie, które najchętniej ćwiczy wspinając się na drzewa. Wystający lewy kieł z dolnej wargi dodaje jej łobuzerskiego uroku. Tak samo blizna pod lewym okiem, którą nabyła od drobnej sprzeczki z kocurem z Gangu Południowego Przystanku. Nie raz można ją usłyszeć jak chwali się potyczką opowiadając, że tamten skończył gorzej. Zwykle można spotkać ją w biegu, gdy szybkim krokiem przemierza osiedlowe i leśne dróżki w tę, i drugą stronę szukając nowych przygód. Nie ma wszak czasu na dłuższe pogaduchy! Wtedy też jej futro sterczy na wszystkie strony, gdy mierzwi je wiatr. Kotka ma jednak gdzieś schludny wygląd, on nie pomoże jej w poszukiwaniach!
Trwałe urazy: wystający lewy dolny kieł, szrama pod lewym okiem po kocich pazurach
Charakter: Kukułka jak to z imienia podobna do ptaszka, jest raczej kotkiem wędrownym. Zakochana w naturze i przygodach nie siedzi często w miejscu, woli wykorzystać swą wolność do cna, nienawidzi w końcu ograniczeń. Tu swawoli z koniem, tam zaraz goni się z kurami, a gdy ją pies pasterski gonił śmiała się wniebogłosy. Znana jest bardziej ze swojej natury lekkoducha, niż poważnego samotnika. Woli obracać wszystko w żart. Na obowiązki i zakazy, jeśli jakieś się pojawią, prycha i kicha. Tam przejdzie, wyjdzie, czy też ucieknie psu, gdy zostawi mu starego szczura w misce nowej wody. Raz nawet rozpuściła plotkę, że przez pozostawienie pułapki wybiła pół lasu. Prawda jest jedynie taka, że podrzuciła padlinę do mrowiska i jednego lisa obeszły mrówki! Ot, niewinny żarcik.

Urodzona: Nieznane.
Historia: Nieznana.




ZŁOTA GĘŚ
Wojownik
Płeć: Kocur
Wiek: 75

Wygląd: Długie łapy sięgające, aż do nieba to może za dużo powiedziane, ale jak na tak nieśmiałego kocura to wystarczająco, aby biedak czuł na sobie wzrok każdego. Nie było to jednak jedyne co wyróżniało go spośród tłumu, bowiem przygnębiona mordka i wielkie melancholijne oczy (zaraz nad różowym noskiem) stały jako drugie w kolejce. Nie raz ktoś podchodził zapytać go, czy coś się stało? Może potrzebuje pomocy? Długo zajęło niektórym kotom pojęcie, że Złota Gęś po prostu już posiadał taki wyraz pyszczka i nie mógł go zmienić. Możliwe, że wrażenie innych o jego delikatności wzięło się również z tego, że Terminator wydawał się niezwykle mięciusi, mimo posiadania krótkiej sierści. Wspomniane futerko było zawsze ładnie ułożone i wystarczająco czyste, by czuł się ze sobą dobrze - a mimo to miał coś w sobie z obłoczka. Nic dziwnego więc, że prezentował się porządnie, a wręcz dostojnie. Pozazdrościć mu można było, ponieważ wygrał w genetycznej loterii beżowe futerko przechodzące w rudy o tygrysich pręgach na mordce, łapach i ogonie. Największym zaskoczeniem jednak były posiadane przez Złotego mięśnie, które dzielnie starał się utrzymać.
Trwałe urazy:
Charakter: Można postrzegać go jako fajtłapę oraz gamonia i szczerze mówiąc niewiele by się dało pomylić co do pierwszej części. Złoty od zawsze miał problemy z patrzeniem pod łapy, dlatego też co chwila potrafił lecieć jak długi z cichym krzykiem czy wracać poobijanym do obozu, bo potykał się o korzeń, kamień, stawał na szyszce i robił fikołka. Nie było dnia kiedy nie uczestniczył w jakiejś niezręcznej sytuacji, do której doprowadzał swoją niezdarnością. Nieśmiałe usposobienie wcale nie pozwalało mu jednak wyjść z tych sytuacji bez stracenia chociaż odrobiny szacunku ze strony innych lub przynajmniej dać szansę obrócić wszystko w żart. Nie dało się jednak go nazwać gamoniem, bo kiedy tylko czuł się komfortowo i nie bał się wysławiać to potrafił przeprowadzić rozmowy na wszelakie tematy w kulturalny sposób. Kocur pośród znajomych zawsze śmiał się najgłośniej, chociaż dla całej reszty obozu mógł wydawać się przygnębionym, spokojnym i melancholijnym typem. Złota Gęś to po prostu kot o wielkim sercu, który zawsze dba wszystkich nawet, jeśli na pierwszy rzut oka tego nie okazuje, a może wręcz wydawać się chłodny kiedy ktoś nie daje mu odetchnąć, gdy czuje się osaczony.

Urodzony: w Klanie Wichru.
Historia: Nieznana.

Spoiler: DRUCIK, który przyniósł kocięta do Wichru

DRUCIK
Samotnik
Płeć: Kocur
Wiek: 72

Wygląd: Kocur nie jest zbyt imponujący. Standardowej wielkości, o masywnych nogach i grubym ogonie. Samotnictwo nie wpłynęło za bardzo na jego posturę czy wagę, wciąż prezentuje się schludnie. Futerko ma krótkie, zadbane, białe na brzuchu, szyi i pyszczku. Ma też skarpetki nie do pary na łapach, jedna sięga do nadgarstka, lewa obejmuje całą łapę, a obie tylne znajdują się jedynie na paluszkach. Grzbiet, czoło, uszy i ogon pokrywa czerń. Oczy są niewielkie, żółto-zielonej barwy, choć większą uwagę zwraca mocno różowy nos.
Trwałe urazy: ¾ ogona odgryzione (rzekomo w szczękach szczupaka)
Charakter: Drucik to poszukiwacz przygód, uwielbiający kopanie dziur w poszukiwaniu skarbów, chociaż częściej znajduje stare pudełka niż klejnoty. Jest lekkomyślny i nieodpowiedzialny, ale serce ma ze złota i zawsze jest gotowy pomóc innym. Lubuje się w plotkach, czasami zmieniając ich znaczenie dla większego efektu. Jako bajarz, czerpie inspirację z prawdziwych historii, często korzystając z opowieści z Klanów, ale nie zawsze myśli o konsekwencjach swoich słów i działań.

Urodzony: Nieznane.
Historia: Nieznana.


Historia:
  Już od dawna definicja przyjaźni nie do końca oddawała relację Złotej Gęsi i Drucika. Jeśli spytać o zdanie przypadkowego obserwatora, znaczy się. Dwójka kocurów zdawała się zupełnie nie zauważać jak ich bliskość mogła być odbierana. A dokładniej – Drucik miał klapki na oczach i widział jedynie Stokrotkę w oddali, a Złota Gęś zduszał swoje myśli w zarodku i dopasowywał się do beztroskiej ignorancji drugiej strony.
  Między Drucikiem i Gęsią było dobrze, a w pewnym momencie między Drucikiem i Stokrotką zaczęło układać się jeszcze lepiej. Udało im się wyjaśnić wszystkie nieporozumienia, wszystko co ich zraniło, co doprowadziło do oficjalnego pogodzenia. I tak jak wszyscy ostrzegali Stokrotkę, tak znowu skończyła w ciąży z Drucikiem. I może gdyby szylkretka wiedziała, że jej ukochany czerpie więcej radości z relacjonowania tego wszystkiego swojemu przyjacielowi niż z przeżywania tego razem z nią to nie patrzyłaby z taką nadzieją na ich drugie podejście do zabawy w rodzinę.
  Jednak wiedział o tym tylko Drucik i z nikim się nie dzielił swoim spostrzeżeniem. Nie rozumiał tego. Przecież kochał Stokrotkę, zależało mu na niej. I szczerze lubił spędzać z nią czas, ale chyba wolał tak... po przyjacielsku. Co musiało oznaczać dojrzałość ich relacji! Słyszał gdzieś o tym…
  Zresztą Stokrotka na bok, wciąż w tym wszystkim były kocięta, prawda? A Drucik tym razem chciał się wykazać jako ojciec. A co lepiej pokazuje, że komuś zależy niż niesamowity prezent? Rozmawiał o tym akurat z Wabikiem i bardzo mu się spodobało, że spotkał się z tak entuzjastyczną zgodą. Może właśnie dlatego dał się namówić na wyłowienie olbrzymiej rybki na prezent. I może właśnie dlatego stracił większość ogona i szansę na udaną relację ze swoimi dziećmi. Miał kilka teorii dotyczących tego dnia, jednak żadna z nich nie odpowiadała na pewne pytanie – dlaczego w pierwszej kolejności przestraszył się, że zostawi Gęś bez słowa? Dlaczego w drugiej kolejności pomyślał o kociętach? Dlaczego musiał się zmusić do pomyślenia o Stokrotce, którą przecież kochał?
  Na znalezienie odpowiedzi miał wystarczająco wiele czasu podczas gojenia ogona. Zależało mu na Wichrzaku. I dlatego właśnie, tuż po zdjęciu ostatniego opatrunku, wyruszył na Wichrową granicę by spotkać się z przyjacielem. Nie obyło się wtedy bez tłumaczenia, gdzie zniknął na tyle czasu i co takiego w ogóle się stało z jego ogonem. Udało się też sprowadzić rozmowę na temat, który samotnik koniecznie chciał poruszyć. Temat tego, że to właśnie Złota Gęś jako pierwszy pojawił się w jego głowie po wypadku. Jak bardzo żałował, że nie mógł go od razu poinformować co się stało i że zostawi go na tyle czasu bez słowa. Jak martwił się, że Gęś będzie się niepotrzebnie przejmował, że stało mu się coś poważnego (ale tak faktycznie poważnego, jak śmierć, uzupełnił, gdy przyjaciel chciał się wtrącić). Albo co gorsza – pomyśli, że Drucik go wystawił bez słowa tak po prostu. Gdzie przecież on zajmuje tak ważne miejsce w życiu samotnika.
  Gdzieś w środku tłumaczeń, pod wpływem chwili, Złota Gęś go pocałował. Czy Drucik się tego spodziewał? Nie. Czy narzekał? Również nie. Inicjator zajścia musiał być jednak odmiennego zdania, ponieważ w błękitnych oczach błysnęła panika i kocur odskoczył, mamrocząc pośpieszne przeprosiny. Drucik nie zdążył nawet otworzyć pyska by zapewnić, że wszystko fajnie, a Gęś już pędził po Wichrowych łąkach w stronę obozu.
  Mimo że spotkanie urwało się gwałtownie, samotnik miał swoją odpowiedź. Ostatnio się tak czuł na początku swoich spotkań ze Stokrotką – to musiało coś oznaczać, prawda?
  Niestety tu zaczynały się przeszkody. Nie tak prosto było o kolejną rozmowę, Złota Gęś przychodził spięty i każde rozpoczęcie tematu pośpiesznie zbywał. Im dłużej trwał ten stan, tym więcej wątpliwości nabierał sam Drucik. Może reakcja Wichrzaka była słuszna? Przecież od ilu księżyców się spotykali jako przyjaciele? Ile z tych spotkań poświęcili na swoje rozterki sercowe związane z ich przyjaciółkami? Przecież jeszcze przed tym nieszczęsnym łowieniem ryb rozmawiali o Stokrotce i Gęś go bardzo dopingował w staraniach! Życzył mu powodzenia!! Sam też pewnie dalej wzdychał do Czarnego Konia, to niemożliwe by nagle mu się odwidziało, nie? Więc co to wszystko znaczyło??
  Potrzebowali szczerej rozmowy. A samotnik miał swoją wizję jej najlepszego przebiegu, więc zamierzał nieco pomóc losowi.
  Drucik wrócił na Osiedle z mocnym poczuciem misji – wśród betonowych budowli liczył na znalezienie prezentu godnego Złotej Gęsi. Najlepiej takiego z pomysłem, nawiązującego do czegoś co tylko oni wiedzą. Prezentu, na który każdy inny by co najwyżej uniósł brwi. Coś jak stara sznurówka z wartością sentymentalną. Samo założenie było banalne, zdaniem dwukolorowego kocura, ale wykonanie go? O panie, pustka w głowie, pustka na ulicach! Nic nie wydawało się spełniać jego wymagań, wszystko było jakieś takie... bez pomysłu. A musiał się postarać, skoro liczył na wywiązanie się z tego dłuższej rozmowy, zahaczenie o ostatnie spotkanie.
  Jego bezowocne poszukiwania zostały przerwane przez drobną przysługę dla nieznajomej kotki. Kukułka – jak się bura bengalka przedstawiła – poprosiła go o przypilnowanie jej kociąt. Chciała upolować im dorodnego kurczaka z rożna, tak powiedziała. To nie jest robota dla kota z dziećmi pod opieką, potem wyjaśniła. Drucik nie omieszkał zapytać czy nie mogła ich gdzieś ukryć, jej odpowiedź była jednak prosta – mogła. A mimo to wolała nie! Tyle się tu psów kręciło, a także ludzi porywających małe kocięta, tłumaczyła dalej, a Drucik w tamtym momencie wiedział, że musi pomóc samotnej matce. Kukułka odrzuciła jednak jego propozycję, aby to on zaczaił się na kurczaka; twierdząc, że przyda się jej odrobina ruchu, a jemu dobrze z oczu patrzy i nie boi się zostawiać z nim kociąt.
  I chyba musiało mu wybitnie dobrze z tych oczu patrzeć, bo po trzech dniach kocięta dalej były pod jego opieką, a matki ani śladu.
  Drucik troszeczkę nie wiedział co robić. Czy Kukułka została złapana przez ludzi? Ciężko ranna w walce? Czy coś ją zatrzymało, ale wróci za pięć, dziesięć, wschodów słońca? Jego nowy, bliski przyjaciel – Monte Christo – powiedział mu wprost, że ta jego ptaszyna wystrychnęła go na dudka i pewnie nawet nie nazywała się Kukułka, a jedynie zamierzała skorzystać z ich zmyślnego sposobu odchowu młodych – przez podrzucenie ich naiwnemu frajerowi. Trzeba jednak przyznać, że nie znęcał się jedynie nad Drucikiem. Zaoferował pomoc w podrzuceniu młodych do jednego z ogrodów, gdzie rzekomo mieszkał całkiem w porządku dwunóg. Samotnik już chciał się zgodzić i wrócić do poszukiwań prezentu, gdy zaświtała mu dużo lepsza myśl. Klany lubiły pomagać kociętom w potrzebie, nie? I mianować nowych wojowników, cały ten chłam? Wybłagał u Monte Christo pomoc z transportem, zadłużając się u niego na najbliższe trzy życia i obiecując, że go odprowadzi później w stronę Osiedla, by się nie zgubił.
  I może to właśnie pomoc drugiego kocura była kluczowa w bezpiecznym transporcie kociąt. Na pewno jego masywny grzbiet się przysłużył do noszenia małych podrzutków, nawet jeśli Hrabia groził samotnikowi, że w drodze powrotnej to jego będzie nieść. Kilka wschodów słońca później przedarli się przez Leśne Ostępy i przy Krzywym Drzewie rozdzielały się czasowo ich drogi – Monte Christo poprosił o pozdrowienie Śledzia i cofnął się na Siedlisko Koni. Zaś Drucik wypucował kocięta do perfekcji i poprosił najbliższy patrol o wezwanie Złotej Gęsi. Czas oczekiwania mijał mu prędko na powstrzymywaniu swoich kaczuszek przed daniem nura w Czarnym Ogonie.
  I można powiedzieć, że samo spotkanie nie do końca przebiegło po jego myśli, choć wciąż nie mógł odmówić sobie rezultatów. Wszelkie spięcie Złotej Gęsi, które towarzyszyło ich niedawnym spotkaniu, w mig ustąpiło miejsca szczerej panice, gdy zobaczył gromadkę kociąt wokół przyjaciela. A dokładniej w momencie, gdy usłyszał, że to nie były te kocięta ze Stokrotką, a zupełnie obce, uratowane przed wygłodniałymi psami w zatęchłym zaułku. A kiedy wojownik usłyszał, że to dar bezbronnych kociąt do zabrania do Klanu, niemal zemdlał. Zapewne ze szczęścia. Dlatego też, pełen optymizmu Drucik chciał wyjść z najważniejszym tematem – tematem miłości, tematem wspólnego tworzenia rodziny – jednak Gęś szybko go zatrzymał. Obiecał, że wkrótce o tym porozmawiają, bez wykręcania się z jego strony, jednak w tej chwili najważniejsze było bezpieczeństwo kociąt i ustalenie co z nimi dalej, gdzie ich matka, czy samotnik rzeczywiście chciał aby je zabrać do Klanu.
  Więc jakby nie było – Drucik znalazł swój idealny prezent? Punkt dla Drucika?
  A dla Złotej Gęsi nowy obowiązek. Zabrał maluchy do obozu i załatwił im cieplutki kącik w Splątanych Korzeniach, samemu się wprowadzając razem z nimi. Tak jak był przerażony nową sytuacją, tak nie potrafił ukryć, że zakochał się w tych małych kuleczkach od pierwszego wejrzenia.
  Złota Gęś chucha i dmucha na kocięta, czasami nawet zdaje się być nadopiekuńczy, chociaż bierze sobie do serca rady klanowych matek, gdy mówią mu, że przesadza. Zależy mu na tym by kocięta jak najszybciej poczuły, że Klan Wichru to ich dom, dlatego też nie ma nic przeciwko, gdy Krucha Jabłonka przychodzi by się nad nimi rozczulać i powzdychać nad tym jak to jej kocięta dopiero co były takie małe. Uprzejmie słucha rad Przybrzeżnego Glona jak unikać podeptania kociąt, chociaż serce podchodzi mu do gardła, gdy niezdarna kotka chce mu pokazać wszystko w praktyce. Stara się pilnować by za bardzo nie męczyły Zajęczego Ucha, ani żeby za bardzo nie naśladowały Śmierdzącego Śledzia. Na wszelki wypadek uważa na nie, gdy to Wichrowe Trio (Polny, Kwieciste i Pszczeli) przychodzą pobawić się z kociętami, ale wie, że może odpocząć, gdy Polny Wiatr przychodzi z Kozią Płetwą. Ale gdy zachodzi słońce to zawsze Złota Gęś czeka na swoje gąsiątka, by opowiedzieć im bajkę na dobranoc. Czasami bohaterem opowieści jest Drucik na jednej ze swoich niezliczonych przygód, daleko poza horyzontem i zasięgiem kocięcych łapek.

TL;DR Drucik stracił ogon podczas misji szukania prezentów dla Gromowych kociąt i zniknął na jakiś czas z terenów, przez co miał dużo czasu na myślenie, przede wszystkim o tym czemu Stokrotka nie była pierwszym kotem, którego chciał spotkać po powrocie. Okazało się, że to Złota Gęś latał mu po głowie, o czym kocurowi powiedział przy najbliższym spotkaniu. Wszystko jednak się potoczyło dość słabo – Gęś pod wpływem chwili przekroczył granicę przyjaźni i w efekcie zaczął omijać Drucika. Samotnik jednak nie zamierzał się poddać i wyruszył na Osiedle w poszukiwaniu prezentu dla Wichrzaka, gdzie pewna Kukułka podrzuciła mu… kocięta. Jak każdy rozsądny kot uznał je za idealny dowód swojej miłości dla Złotej Gęsi.

Dodatkowe informacje:
  • Dzieci na pewno słyszały jak Drucik nazywa je swoimi brzydkimi kaczątkami w drodze do klanu, Złota Gęś zaś bez świadomości tego zaczął nazywać je swoimi gąsiętami.
  • Pod opieką Drucika, kocięta otrzymały tymczasowe imiona. Kocur tłumaczył im, że w Klanie dostaną prawdziwe imiona, ale musi się jakoś do nich teraz zwracać, więc to bardziej takie pseudonimy.
    Można uwzględnić Drucikowe imię w Karcie Postaci, jednak nie jest to obowiązkowe.
  • Kocięta pamiętają dużo bajek opowiadanych przez Drucika, dlatego też rzeczywistość bardzo się im zaczęła mieszać z fikcją. Mogą się zastanawiać czy mama Kukułka nie była jednak ptakiem, na którego grzbiecie przyleciały z odległych krain; czy Drucik nie obronił ich przed sforą zgłodniałych psów, gdy przymierali głodem w zapomnianej alejce; czy Monte Christo nie jest wielkim władcą Osiedla.
  • Więc nawet jeśli teraz nie wierzą w te bajki, z pewnością przyczynią się one do zatarcia wspomnień z początku życia w najbliższych księżycach.
  • Za to nie powinny mieć problemu z zapamiętaniem jak Monte Christo przeklinał rodzinę Drucika pięć pokoleń wstecz (i losowy korzeń, o który zahaczył łapą) w czasie drogi z Osiedla. Niewątpliwie poszerzył ich słownictwo o lisie, mysie czy rybie bobki, strawę wron i rozlazłe ślimaki.
  • Złota Gęś nie zaprzecza kiedy małe gąsiątka mówią o Druciku per tato, jednak kiedy temat schodzi na związek dwóch kocurów, Wojownik nie odpowiada przecząco, ani twierdząco na zadawane pytania i zmienia temat.
  • Drucik nie zapomniał o kociętach i przynosi im czasem podarki – od tłustej ryby po starą sznurówkę. Przekazuje je za pośrednictwem Złotej Gęsi bądź losowego, Wichrowego patrolu. Niektóre, uznane za niebezpieczne, prezenty zostają odrzucone przez wojowników jeszcze na granicy, ku niezrozumieniu kocura.

Jest możliwość wcielenia się w szóstkę kociąt. Kocięta można adoptować przez najbliższe 2,5 miesiąca, aż do osiągnięcia przez miot wieku terminatorskiego. Rozpoczynamy grę jako 1 księżycowy kociak (wiek na koniec sierpnia: 2 księżyce). W historii obowiązkowy jest zapis, że posiada się piątkę rodzeństwa z miotu, a rodzicami są Kukułka i nieznany kocur, przybranym ojcem w klanie Wichru jest Złota Gęś.

Przed stworzeniem postaci należy zarezerwować miejsce w miocie poprzez zadeklarowanie chęci gry w temacie miotu. Rezerwacja miejsca przepada, jeżeli w ciągu tygodnia nie zostanie napisana i wysłana Karta Postaci. Istnieje możliwość przedłużenia rezerwacji – należy przekazać taką potrzebę jednemu z członków administracji i określić ile dodatkowego czasu będzie potrzebne.
Ponadto zachęcamy by wszelkie wątpliwości, pytania i zamieszczać w tym temacie.

Lista chętnych:
x Jeżynka (już gra)
x
x
x
x
x

Sugestie w sprawie imion:
Mile widziane imiona związane z ptakami – jako sugestie od Kruchej Jabłonki, której zostało sporo niewykorzystanych pomysłów po nazwaniu swojego miotu; oczywiście kocięta nadal nazywał Złota Gęś (np. jarząbek, głuszec, kuropatwa, żuraw, płomykówka, gadożer, etc.)
Kocięta w podróży mogły mieć tymczasowe imiona nadane przez Drucika po Osiedlowych śmieciach (np. sznurówka, puszka, kapsel, butelka, szkło, worek, skarpetka, etc.)
Należy pamiętać, że są to jedynie sugestie, które można wziąć pod uwagę rozważając grę w miocie. Wybór imienia wciąż należy do gracza. Wyjątkiem są tymczasowe imiona z Osiedla – przy ich wyborze trzeba trzymać się sugerowanych opcji.

DOSTĘPNY WYGLĄD:

Typ pyska: standardowy (europejski)

Długość futra: krótkie lub długie

Umaszczenia: (kliknij na umaszczenie, by zobaczyć przykładowe zdjęcie):
Pręgowanie: Kocięta mogą być jednolite (niepręgowane) lub pręgowane tygrysio, klasycznie lub z rozetami.

Biel: Kocięta mogą mieć dowolną ilość białych znaczeń.

Kolor oczu: Dowolny naturalny kolor. Koty z jakąkolwiek ilością białych znaczeń mogą mieć heterochromię (oczy w dwóch różnych kolorach). Przypominamy, że kocięta rodzą się z niewybarwionymi oczami, tzn. niebieskimi, a docelowy kolor przyjmują one w wieku ok. 3-5 księżyców.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
y o i n k
LVL 5 5 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Kawkowy Wzlot napisałxy o i n k

yoinkuj
[Obrazek: 2LAzKX3.png]
IF I WAS DYING ON MY KNEES
You would be the one to rescue me
And if you were drowned at sea
I'd give you my lungs so you could breathe

LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Wpadam zapytać (bo chyba tu można?) jaka jest oficjalna wersja wydarzeń dla Matek Wichru? Co powiedział im Gęś kiedy wrócił z dzieciakami? Znalazł, dostał od kolegi? Bo kociaki to na pewno by się wygadały o istnieniu Drucika ale fajnie wiedzieć co na to sam Gęś i jakie plotki krążą hihi
LVL 6 465 / 500
MedLVL 3 40 / 400
9
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Mrówczy Szlak napisałxWpadam zapytać (bo chyba tu można?) jaka jest oficjalna wersja wydarzeń dla Matek Wichru? Co powiedział im Gęś kiedy wrócił z dzieciakami? Znalazł, dostał od kolegi? Bo kociaki to na pewno by się wygadały o istnieniu Drucika ale fajnie wiedzieć co na to sam Gęś i jakie plotki krążą hihi

Złota Gęś nie krył się, ale też nie obnosił z przyjaźnią z Drucikiem; nie raz można było ich zobaczyć na granicy, więc nie ukrywałby też faktu, że to ktoś kogo zna przyprowadził kociaki. Na pewno nadal by unikał słów jak "przyjaciel" czy "partner", ale przedstawiłby sytuację, że Drucik przyprowadził znalezione przez siebie kociaki i pewnie jeszcze zajrzy na granicę, więc nie trzeba się obawiać jego osoby.
[Obrazek: 2LAzKX3.png]
IF I WAS DYING ON MY KNEES
You would be the one to rescue me
And if you were drowned at sea
I'd give you my lungs so you could breathe

LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości