Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Łagodnie pofalowany, porośnięty trawą teren, od czego pochodzi jego nazwa... jak i od skojarzenia kształtu zielonych stoków z wygiętym w łuk grzbietem kota. Gdzieniegdzie porośnięte drzewami, ale wyraźnie nie jest już to część lasu, przestrzeń zbyt odkryta i otwarta. Wśród pagórków i zagłębień można odkryć nawet królicze i borsucze nory, niektóre już dawno porzucone, a niektóre wciąż okupowane przez swoich lokatorów.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Cóż, nikogo nie powinno było dziwić, że medyczka wybrała się na poszukiwanie ziół dość szybko po przeprowadzce. W końcu wiecznie narzekała na braki w składziku, a na ich nowych terytoriach akurat przywitała ich Pora Nowych Liści, co oznaczało zbiory zdecydowanie lepsze, niż te, które miała zaraz po zostaniu medyczką i swoich pierwszych poszukiwaniach. Tym razem zabrała ze sobą Motyli Lot. Po części dlatego że potrzebowała kogoś, kto w razie czego pomoże jej się obronić przed drapieżnikiem, a po części dlatego że dzięki temu mógłby przestać myśleć o byłej mentorce. - Gdybyś wpadł na pajęczynę, należy nawinąć ją na patyk. Wydaje mi się, że tutaj będą rosły podobne rośliny do tych, które rosły na polanach na naszych dawnych terenach. Wiesz, jak wyglądają stokrotki, potrzebuję ich liści. Możesz też natrafić na mak. Ma pojedynczą łodygę, kwiaty są zazwyczaj czerwone, ale mogą być też białe czy purpurowe. Możesz z nich zebrać ziarna. Chyba najlepiej będzie wysypać je na jakiś większy liść. Przydałby mi się też krwawnik, mam nadzieję, że rośnie w okolicy. Jest dość wysoki, owłosiony i czasem tworzy kępy, zapamiętasz? Użyteczne są liście. Nie musisz tego specjalnie szukać, ale nie obrażę się, jeśli je zbierzesz, gdybyś na nie wpadł podczas polowania. - i gdy zakończyła ten monolog na temat tego, co może się jej przydać, a może tutaj rosnąć, zaczęła się oddalać, aby zająć się szukaniem wszelkiego rodzaju medykamentów. Oby poszło jej nie najgorzej na tych nowych ziemiach. Kto wie, może nawet przyniosą jej szczęście?
//Motyl i Wich-MG ^^
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Gdy tylko nadarzyła się okazja, aby wyjść z obozu, pozwiedzać trochę nowe tereny i pomóc Cierń w uzupełnieniu zapasów w składziku, Motyl zaraz ją wykorzystał. Już wcześniej oferował swoją pomoc w zbieraniu ziółek, zwłaszcza po ciężkim porodzie Żmii, bo nie chciał, aby ktoś jeszcze skończył jak ona. Dlatego też upewniwszy się, że Chrzanowy Korzeń w miarę możliwości będzie miał na oku jego kocięta, ruszył z Ciernistym Kwiatem jako jej prywatny ochroniarz. Ostatnio ubił dwa lisy? Ubił. Wprawdzie teraz będzie tylko on jeden, bo wtedy pomagali mu znajomi, ale jednak tamte ogony pourywał rudzielcom sam! Srebrny podchodził z dystansem do tej całej sprawy bezpieczeństwa, bo jeszcze się okaże, że od razu zamiast na ziółka trafi na drapieżnika.
– Gdybym znalazł coś, czego nie znam lub miałbym jakieś wątpliwości, zawołam cię – obiecał, gdy medyczka skończyła mówić. Zapisał sobie właśnie zdobyte informacje w pamięci, stawiając czerwony wykrzyknik obok maku – tego samego, którego nie było, gdy Żmija naprawdę go potrzebowała. To był od teraz Priorytet Numer Jeden, razem z pajęczyną. – Gdyby coś się działo, zawołaj mnie – poprosił jeszcze, trącając kotkę nosem, zanim ruszył w swoją stronę. Miał zamiar zapolować i porozglądać się po drodze za ziółkami. Szedł więc pod wiatr na ugiętych łapach, węsząc i nasłuchując w poszukiwaniu jakichś leczniczych roślin lub zwierzyny i uważnie przeczesując wzrokiem teren. Rozchylił lekko pyszczek, a ogon wyrównał z resztą ciała. Najwyższa pora sprawdzić, co oferowały im tutejsze ziemie.
Czy szczęście to już sama Ciernisty Kwiat będzie musiała ocenić, ale medykament jak najbardziej znalazła, pytanie tylko, czy zamierza się o niego pofatygować. Białofutra nie musiała wcale odchodzić daleko, w okolicy Trawiastych Grzbietów rosły pojedyncze drzewa - do uszu medyczki dotarło bardzo charakterystyczne bzyczenie. Może sześć-siedem lisich długości od niej, na pojedynczym drzewie, między gałęziami znajdowało się pszczele królestwo, dosłownie ociekające ze wszystkich stron złocistym nektarem, a wokół drzewa, jak i wokół kotki latały pojedyncze żółto-czarne owady.
Motyli Lot chciał zapolować, więc zapoluje. Srebrny kocur tak, jak jego siostra, wcale nie musiał szukać długo, po już po kilku minutach natrafił na potencjalną zdobycz. Między trawami, cztery lisie długości po prawicy młodego wojownika siedziała niczego nieświadoma, szara myszka, czyszcząc drobną mordkę łapkami.
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
No, jak widać, początek zapowiadał się całkiem nieźle. Motyli Lot ledwo zdążył się kawałek oddalić, a już dostrzegł swoją pierwszą potencjalną zdobycz. Widać nowe tereny naprawdę zapowiadały się obiecująco, a może to był tylko zwykły fart, kto wie? Żeby tylko tak szło przez cały czas! To nie była żadna roślinka, ale jeśli kocur trochę się postara, to będzie mógł rzucić myszkę na stos. Zaczął więc skradać się w kierunku piszczka na ugiętych łapach, ściszył oddech, aby nie zdradzić się za głośnym dźwiękiem, uważał też na ewentualne liście czy gałązki, na które mógłby niechcący nastąpić. Wyrównał ogon z resztą ciała, oczywiście idąc pod wiatr, aby stworzonko nie dowiedziało się przedwcześnie o jego obecności. Myszy miały dobry węch i wojownik wolał nie gonić za swoim posiłkiem jak wtedy za tamtym szczurem. Jeśli udało mu się zbliżyć na odpowiednią odległość, wybił się tylnymi łapami, wyciągając przed siebie przednie. Zamierzał przycisnąć mysz do ziemi z zamiarem dobicia jej. Oczywiście wyciągnął pazury.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Może kiedyś miód by ją zadowolił, jednak nie teraz. Może zdecydowałaby się na zebranie go, gdyby kończyła już swoją wyprawę po kwiatki, ale nie na samym początku. Było zbyt wcześnie, żeby narażać się na pożądlenie przez pszczoły. Kocica postanowiła spasować i poszła w innym kierunku. Wytężyła zmysły w poszukiwaniu czegoś nieco bardziej przydatnego - albo chociaż mniej ryzykownego do zebrania.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Pogardziła miodem i uznała, że dzisiaj, a przynajmniej teraz pszczół niepokoić nie zamierza, więc ruszyła dalej. Kolejny medykament na jaki natrafiła był zdecydowanie mniej ryzykowany w zbieraniu i prawdopodobnie też bardziej przydatny. Wysoka, łamliwa, długa łodyga, cała pokryta miękkimi włoskami, na szczycie której rósł żółty kwiat. Cała roślinka wydzielała bardzo charakterystyczny zapach.
Ciężko by było, gdyby pazurów nie wysunął. Chociaż kto wie, może zmiażdżyłby myszkę swoim ciężarem? Kocur zakradł się do małego gryzonia bez problemu, myszka nie była w stanie nawet się zorientować, że w okolicy są jakiekolwiek koty. Motyl skoczył, złapał stworzonko w pazury i to by było na tyle. Zwierzątko zeszło na zawał.
+ 5exp
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Łatwo przyszło, łatwo poszło. Minęła ledwie chwila i myszka znalazła się w szponach Motyla. Nawet się bardzo nie spocił! Z zadowoleniem więc złapał martwe zwierzątko w zęby, w myślach dziękując Gwiezdnemu Klanowi, który postanowił mu sprzyjać. A może to Żmija śmiała się teraz do niego z nieba, zadowolona z jego małego sukcesu? Wlepił spojrzenie żółtych ślepi w płynące po niebie chmury i uśmiechnął się w odpowiedzi. Patrz, jak mi dobrze idzie! Możesz być ze mnie dumna! Kilka uderzeń serca później przeniósł wzrok na ziemię, zaczynając kopać dołek. Zostawił tam swoją pierwszą tego dnia zdobycz, zapamiętując otoczenie, aby potem przypadkiem piszczka nie zgubić i gdy był już pewien, że później wróci tu z łatwością, ruszył na dalsze poszukiwania. Skupiał się zarówno na szukaniu medykamentów, jak i polowaniu, uważnie przeczesując wzrokiem teren. Oczywiście szedł pod wiatr na ugiętych łapach, starając się nie robić hałasu. Rozchylił lekko pyszczek z nadzieją, że trafi mu się coś godnego uwagi... coś, co nie będzie drapieżnikiem.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
No i to znacznie bardziej jej się podobało. Nagietek, którego szypułkami raczej im się w składziku nie przelewało. Bardzo chętnie przygarnęłaby ich nieco więcej. I właśnie za to też się wzięła. Powolnie i ostrożnie zaczęła zbierać szypułki delikatnej roślinki o łodydze z miękkim włosiem. Miała nadzieję, że uda jej się zebrać ich jak najwięcej - w końcu mogła użyć ich jako zastępstwo swojego ulubionego łopianu czy to na mniejsze rany, czy jeśli tamtego jej braknie.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ciernisty Kwiat podeszła powoli do roślinki i ostrożnie zaczęła wyrywać szypułka po szypułce z nagietka, każdą wyrwaną i zdatną do użytku odkładając pod łapy obok. Ostrożność, cierpliwość i precyzja, z jaką wykonywała swoje zadanie opłaciły się, bowiem obok białej łapy dziwnookiej leżał całkiem ładny stosik, bo aż 12 szypułek nagietka.
W teorii tereny miały być bezpieczniejsze, ale niestety to...dalej był las, i niektórych spotkań z niektórymi drapieżnikami ciężko było ominąć. Motyli Lot szedł dalej, przed siebie, rozglądając się za potencjalną zwierzyną, albo jakimś ziółkiem które mógłby zebrać dla siostry-medyczki, ale nic z tego. Zaszedł kawałek dalej, między pierwszy rząd drzew w Szumiącym Lesie niedaleko. Wystarczająco blisko, aby dojrzeć drapieżnika nieco głębiej w zalesionym terenie. Kształty znajome, ale barwy już nie do końca - jakąś połowę długości drzewa od srebrnego kocura szedł lis, ciągnąc za sobą w pysku sporych rozmiarów ptaka. To, co było dziwne, to fakt, że psowaty nie był typowo rudy, tylko czarny, ze srebrzystymi połyskami na całym futrze i białą końcówką ogona. Zdawał się nie widzieć Cienistego wojownika.
Lis | S: 17 | Zr: 12 | Sz: 14 | HP: 80 | W: 65
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
No i tak powinno być. Dziwnooka trzepnęła z zadowoleniem ogonem o ziemię, po czym znalazła odpowiednie miejsce na ukrycie swoich znalezisk - tym miejscem była jedna z opuszczonych nor, która była w łatwym do zapamiętania miejscu, a jednocześnie chroniła szypułki przed zgubieniem się. A potem przyszedł czas na kontynuowanie poszukiwań, czym się zajęła. Wyostrzyła zmysły i ruszyła dalej w pole z zamiarem zebrania więcej przydatnych roślinek.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Mhm, no to to by było na tyle z bezpieczeństwa i dobrej passy. Motyli Lot zupełnie nie spodziewał się spotkać tego, co właśnie spotkał. Fakt, zdawał sobie sprawę, że muszą tu być jakieś drapieżniki, widział też w swoim życiu lisy, bo sam przyczynił się do zabicia dwóch, ale... to już nie był stary dobry rudzielec. Widać nawet to, co może zabić, było inne niż na ich starych terenach. W pierwszej chwili, gdy dostrzegł czarne futro, zatrzymał się i zamarł w bezruchu, wytrzeszczając oczy. Czyżby stał się daltonistą? Ale nie, miał przed sobą lisa, lisa z krwi i kości – w dodatku dorosłego, czyli coś, z czym wojownik nie miał zamiaru się mierzyć w pojedynkę. Tutaj pomóc mogła mu jedynie medyczka, którą miał chronić, a nie narażać na niebezpieczeństwo. Poza tym nauczono go, żeby nie rzucać się na kogoś silniejszego od siebie – a ten drapieżnik na takiego wyglądał. Nawet jeśli kocur wygrałby starcie, to odniósłby rany, może nawet poważne czy śmiertelne i tyle byłoby z niego pożytku. Zamiast przynieść ziółka, zmarnowałby je.
Trwało to zaledwie kilka uderzeń serca, chociaż dla Motyla minęła wieczność, ale zareagował w miarę szybko – powoli i po cichu zaczął się wycofywać, pilnując, aby nie nastąpić na żadną gałązkę i nie zwrócić uwagi lisa. Ściszył oddech, tak na wszelki wypadek i ruszył w przeciwnym kierunku. W miarę zwiększania się odległości między pierwszym spotkanym na tych terenach niebezpieczeństwem zaczął przyspieszać, aby po jakimś czasie ostatecznie zwolnić i odetchnąć z ulgą. Dopiero wtedy skupił się na kontynuowaniu polowania, uspokojony, bo niebezpieczeństwo chwilowo minęło. Ruszył więc na dalsze poszukiwania ziół lub zwierzyny, idąc po cichu na ugiętych łapach i rozchylając pyszczek, aby coś wyczuć. Kierował się pod wiatr, z nadzieją, że przyniesie on zapach jakiegoś medykamentu... lub potencjalnego posiłku.
Czy to zielsko było przydatne to tylko Cierń będzie w stanie ocenić, ale zielskiem jak najbardziej było. Kwiatuszkiem dokładniej. Roślinka z nagą, silnie rozgałęzioną łodygą, na szczycie której w koszyczku rosły białe, wąskie płatki. Pachniała aromatycznie.
Przynajmniej będzie miał co dzieciom opowiadać, "hej słuchajcie widziałem czarnego lisa!". Breloczki z lisich ogonów miał już dwa, na czarny breloczek jeszcze przyjdzie pora, ale nie dzisiaj. Wycofał się powoli, aby nie zwrócić na siebie uwagi drapieżnika, który w sumie chyba nawet nie byłby zainteresowany kotem, skoro ciągnął za sobą ogromnego ptaka. Ale cóż.
Motyl odszedł kawałek, nieco bardziej w stronę "polnej" części Trawiastych Grzbietów, ale miał dzisiaj pecha. Czysty pech, że akurat siedem lisich długości przed nim kroczyła jak po swoim łasica. Ale, lepsza taka łasica, niż lis, prawda? Ciemne ślepia rudego kotowensza wbite były w niewidzialny cel przed jej pyskiem, nie była świadoma obecności Cienistego kocura.
Łasica | S: 4 | Zr: 9 | Sz: 5 | HP: 40 | W: 35
ever__since__he__was__a child healwaysknew h o wto gethisway ✧・゚*just actalittlebitwild*・゚✧ andsomeone willsurelycometo play it'satruthhetookto___♡heart♡ buthumilityandpatiencedidn'tcomewith age he's..born..to..play..this..part
☆?????'?alwayscenterstage☆
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Czy pech, czy nie pech – jeszcze się okaże. Fakt faktem, że tym razem, gdy Motyli Lot dostrzegł stworzonko tuptające sobie przez tereny Klanu Cienia, nie wycofał się cichcem. Łasica wyglądała jak coś, z czym mógł sobie dać radę, a jeśli szczęście dodatkowo będzie mu dopisywać, to może wszystko pójdzie szybko i sprawnie. Przypadł do ziemi, tak, aby nie szorować po niej brzuchem, i na ugiętych łapach zaczął skradać się w stronę zwierzątka, korzystając ze swojej przewagi, jaką był element zaskoczenia. Ściszył oddech, a ogon wyrównał z resztą ciała, uważał też na ewentualne przeszkody po drodze, typu zdradziecki listek lub gałązka. No i przyszły pogromca łasic poruszał się pod wiatr, aby jego cel przypadkiem nie zaczął uciekać lub nie zorientował się w sytuacji, atakując jako pierwszy. Zbliżywszy się na odpowiednią odległość, zakładając, że mu się to udało, wybił się z tylnych łap, chcąc przyszpilić kotowonsza pazurami do ziemi i wgryźć się w jego szyję, zaciskając na niej swoje kły. No i nie miał zamiaru tak łatwo puszczać. Grunt to dobry start, co nie?
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Może nie należało do tych najprzydatniejszych, ale nie miała zamiaru nim pogardzić, patrząc na to, jak nerwowi potrafili być jej klanowicze. Dobrze znała zapach tej roślinki - to był rumianek, którego używała, aby uspokoić niektóre koty. Potrzebowała tylko liści i właśnie je zaczęła wolno zbierać, ostrożnie urywając każdy listek. Mogły się przecież przydać, racja?
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?