Logo Artemidy
Czarny Ogon - zachód
#1
Czarny Ogon to płytki, maksymalnie sięgający brzucha strumień, który ciągnie się od dalekich ziem niczyich, tworzy ppołudniową granicę Klanu Cienia i Klanu Wichru, by ostatecznie wpaść do sporych rozmiarów jeziora, które gęsto porośnięte jest trzcinami, a przez to - niemalże niewidoczne dla tych, którzy się przez nie nie przedarli. Sam strumień ma dno dość grząskie, ziemiste, co nadaje wodzie ciemnego koloru - stąd też nazwa. Brzegi Czarnego Ogona są wysokie, a pokonanie go jest jedynie kwestią jednego długiego skoku.
Część zachodnia tak jak centralna należy do Klanu Cienia. Ze wszystkich trzech odcinków brzegu ta część jest najbardziej zarośnięta niskimi, kępiastymi krzewami, w których można natknąć się na gniazda ptaków i kryjówki polujących w pobliżu rzeki drobnych drapieżników. Granica Klanu Cienia przebiega wzdłuż Czarnego Ogona, a następnie skręca łagodnie w kierunku Pustego Drzewa.

im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Wyprawa.
O ile nie dane mu było dogłębnie zapoznać się z poprzednimi terenami, a w szczególności z tymi ziemiami, które nie należały do Klanu Cienia, tak teraz Olchowa Łapa nie miał zamiaru siedzieć bezczynnie w obozie, skoro okres jego karencji dawno się już zakończył. Złakniony widoków, krajobrazów i przede wszystkim przepełniony ciekawością wybył z nowego obozu i poszedł przed siebie. Gdzieniegdzie skręcił, odbił się paru miejsc, aż w końcu w zasięgu wzroku młodzieńca pojawił się nieduży, jak mu się zdawało, strumień, otoczony zewsząd niskimi krzewami. Jego obecność zdradził mu cichy szum płynącej wody, ale wystarczyło, że później uniósł głowę znad ziemi, żeby zobaczyć Czarny Ogon w pełnej okazałości. Mała rzeka miała wąskie koryto i dałby sobie łapę odgryźć, że wystarczyłby jeden sus, aby dorosły kot znalazł się na drugim brzegu. Tęsknota za ziemiami przodków targała jego sercem, ale można było już dawno zauważyć, że serce królewicza nie miało zbyt wiele do powiedzenia w starciu z rozsądkiem, a ten podpowiadał mu, że nowe ziemie niosły za sobą nowe możliwości. Rozmyślając nad przyszłością usiadł sobie w cieniu pobliskiego drzewa i skierował pysk w stronę pobliskiego jeziora, któremu nadano miano "Księżycowego".

/Bezsenna
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Wyprawa.
Zabrała za sobą wiele, ale też wiele przyniosła. Z tyłu zostali ci, którzy nie dali rady lub też ci, którzy nie chcieli w ogóle podążyć w ślad za klanami, a w srebrzystej głowie Sen od czasu do czasu obijało się jedno pytanie: do której grupy zaliczał się Pokruszony Lód? Sama kotka myślała, że tak na prawdę jego zniknięcie nie miało nic wspólnego ze zmianą terenów. Że szary wojownik po prostu opuścił obóz klanu Cienia na dobre, w jakiś sposób tracąc wszelką chęć do spełniania powinności wojownika. Tym samym pozostawił za sobą nie tylko Bagienną Trzcinę i swoje dzieci - chociaż w sumie to nie miało żadnego znaczenia, a po prostu terminatora, którego miał pod swoją jurysdykcją.
Olchową Łapę, który to teraz wpatrywał się w Księżycowe Jezioro.
Bezsenna Noc przeskoczyła nad Czarnym Ogonem, miękko i cicho lądując na brzegu należącym do Klanu Cienia. Nowe tereny wymagały eksploracji, ale nie tylko te należące do jej ojca - kocica nie miała zamiaru po prostu sprawdzać tylko zakamarków znajdujących się na terytorium klanu, szła o wiele dalej, swoje wycieczki poznawcze przesuwając na nieco głębszy poziom. Kiedyś jednak trzeba było w końcu wrócić na klanowe ziemie, a skoro już przekroczyła granice to powoli zbliżyła się do terminatora.
- Jak nowe tereny? - zapytała cicho, ale była na tyle blisko syna Drobnego Ptaka, że ten mógł ją usłyszeć. Jej spojrzenie natomiast zostało utkwione w delikatnie marszczonej przez wiatr, tafli pobliskiego jeziora.
.*・。゚★
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny d u c h,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko...
✧・゚: *✧


LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
W istocie z biegiem czasu i brnąć dalej w ten stan porzucenia, który na dobre został w jego sercu, a teraz tylko eskalował, gdy Drobny Ptak przepadła w trakcie wędrówki przez osiedle dwunogów, doszedł do wniosku, że Pokruszony Lód po prostu odszedł, zostawiając za sobą Klan Cienia, jak prawdziwa przybłęda, którą ktoś kiedyś wspaniałomyślnie do klanu przyjął. Z początku nie wierzył Wężownikowi, a raczej powątpiewał w jego słowa, lecz z biegiem czasu zrozumiał, że przywódca wcale go nie okłamał i ten autorytet, który mu niegdyś wpojono rozpadł się na milion pokruszonych, lodowych kawałków. Tyle pozostało z wojownika, który pewnej zimnej nocy zabrał go poza obóz i na tym skończyła się ich historia.
Czarne, opędzlowane u szczytu ucho obróciło się słysząc ciche kroki. Terminator siedział czujnie i wsłuchiwał się w otoczenie, by żaden drapieżny zwierz go nie zaskoczył, więc za uchem poszła również pręgowana, ciemna głowa. Wtedy zobaczył srebrzystą, szczupłą kocicę, której właściwie nie kojarzył. Pachniała Klanem Cienia, ale nie przypominał sobie, by widział ją kiedyś w obozie. Nie zwrócił uwagi? Bladozielone oczy zwęziły się podejrzliwie. Pozwolił jej się do siebie zbliżyć tylko ze względu na zapach. Nie uszło jego uwadze, że patrzyła na wodę i nie nawiązywała kontaktu wzrokowego, a jej głos zdawał się rozpłynąć i nigdy nie wybrzmieć zaraz po tym, gdy ucichł.
- Pełne nowości i przestrzeni, którą chciałbym ekssssplorować - odpowiedział jej. Samemu skierował wzrok na taflę jeziora. Gdy na nią patrzył przychodziła mu na myśl mgła, dlatego odwrócił wzrok, żeby o tym pomyśleć i nie dać się wciągnąć.
- Znamy sssię? - zapytał ostatecznie. Nie mógł sobie skojarzyć z kim właśnie rozmawia, chociaż miał już okazję usłyszeć o wojowniczce.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Prawdę powiedziawszy, kiedy szary wojownik zniknął, Sen poczuła się... zdradzona? Nie tak, jakby zraniło ją odejście któregoś z jej rodzeństwa. Nie przypominało to też bólu, który wywołała w jej sercu ostatnia rozmowa z Gwieździstą Ścieżką. Było to raczej otępiało rozczarowanie, którego dodatkowo nie rozumiała bo przecież była to emocja, a te zawsze wydawały jej się zbędne i ta dodatkowo była też niejednoznaczna, co utrudniało odbiór. Pokruszony Lód był jednak pewną stałą w jej życiu - pojawił się jeszcze zanim znalazła się w Klanie Cienia - jego persona więc zdążyła się w odpowiedni sposób zakorzenić tym bardziej, że później to on został jej mistrzem. Nie mogła więc zrozumieć, dlaczego zostawił... ją. Dlaczego przestał być tą stałą tym bardziej, że nie był kimś kto tak po prostu porzucał dziedzictwo przodków i łamał dane Gwiezdnemu Klanowi słowo. Gdyby Okruch był kimś pokroju Piorunopręgiej albo Ksieżycowookiego to wtedy zrozumiałaby, oczywiście - ale ich ciągnęła w świat ta słodka tęsknota za wędrówką i nikt nie mógł ich powstrzymać. Ona sama wałęsała się gdzie mogła, niekoniecznie ostając się w granicach klanowych ziem.
- A mimo to siedzisz tutaj. I patrzysz na Księżycowe Jezioro. - odpowiedziała mu tak samo ulotnie jak przed chwilą. Przez te wszystkie księżyce to jedno w Bezsennej Nocy nie zmieniło się wcale - nie lubiła słów. Drażniły ją i wydawały się jej zupełnie niepotrzebne. Kiedy więc mówiła, było to niezwykle ciche, delikatne i subtelne doświadczenie dla jej rozmówców, co niekoniecznie świadczyło o jej słabości czy to na ciele czy umyśle.
- Bezsenna Noc. - odparła, niekoniecznie tym samym odpowiadając na jego pytanie. Ona go kojarzyła. Była na jego ceremonii bo w sumie to była wtedy też jej ceremonia. Dostała wtedy nawet terminatorkę, Jesionową Łapę, ale ta szybko rozchorowała się czy cokolwiek innego co uniemożliwiło jej stawienie się na treningu.
.*・。゚★
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny d u c h,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko...
✧・゚: *✧


LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Zmarszczył pokryte wyraźną, czarną pręgą czoło na dźwięk słów kocicy. Ledwo słyszalne, a jednak dobitnie do niego docierały. Królewicz cofnął na chwilę uszy i poruszył końcówką kudłatego ogona. To, że zatrzymał się na chwilę nie oznaczało, że nie wędrował i nie badał. Czasami każdy potrzebował odpoczynku, a przynajmniej w ten sposób młody Król Olch to odbierał. Miał ogromną, wewnętrzną potrzebę oburzenia się na srebrzystą, ale jedynie zacisnął mocniej szczęki w formie przysłowiowego ugryzienia się w język. Mimo, że Drobny Ptak przepadła, to nie mógł teraz pozwolić, by sam przejął jej awanturnicze miejsce u boku cierpiącego ojca. Nadal musiał stanowić równowagę pomiędzy ich charakterami, dlatego pewne rozmowy wymagały od niego wiele poświęcenia. Tak samo, jak pewne towarzystwo, które musiał znosić, by osiągnąć jeden ze swoich celów. Mowa oczywiście o Czosnkowym Kle, która nauczyła go walczyć.
- Jedynie podziwiam widoki. Kssssiężycowe Jezioro ma ssswój urok - odpowiedział równie zdawkowo oraz lakonicznie, a przede wszystkim zgodnie z własnym sumieniem, bowiem gdyby powiedział, że owa okolica mu się nie podoba skłamałby. Gdy się przedstawiła wtedy wszystko stało się jasne. Przeniósł wzrok z tafli wody na wojowniczkę u swego boku i zmierzył ją od palców po czubki uszu. A więc to była ta słynna Bezsenna Noc, która nie uległa Pokruszonemu Lodowi w przeciwieństwie do siostry królewicza.
- Olchowa Łapa - przedstawił się, a potem dodał: - Już kiedyś o tobie ssssłyszałem. - Darował sobie wersy o przyjemnościach, bądź nie. Jeszcze nie wyczuł wojowniczki, więc wolał na razie zachować pewien dystans.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Słowa Bezsen nie miały na celu... niczego. A na pewno nie miały zostac potraktowane jak pstryczek w nos, za który można było się oburzać. kotka po prostu stwierdzała fakt - że w momencie kiedy się pojawiła, tkwi w miejscu, wpatrzony w falującą taflę. Nie poznawał aktywnie, a biernie, podczas kiedy samo sformułowanie eksploracji miało bardziej aktywne brzmienie i nacechowanie.
Olchowa Łapa jednak miał trochę racji - okolica była urokliwa. A w odpowiednich warunkach też - magiczna, Bezsenna jednak nie rozpatrywała tego w takich kategoriach. Dla niej ta okolica po prostu istniała jednocześnie w dwóch wymiarach - tym rzeczywistym, w którym najwyraźniej zakotwiczony był Olchowa Łapa i tym niematerialnym, w którym z kolei to ona nieustannie dryfowała. Na tafli jeziora widziała niebo i sunące po nim chmury, ale czuła też lekkie drgania rybich ogonów pod powierzchnią. Zanurzała się w tym świecie i nikła, by po chwili znowu wypłynąć na powierzchnię. Tam gdzie trwał terminator.
- Tak? - lewe ucho drgnęło nieznacznie, a chłodne spojrzenie błękitnych oczu przesunęło się powoli na pyszczek kocura. W jej pytaniu było jednak mało z... no pytania. Znak zapytania wybrzmiał niewyraźnie, jakby kotka jednocześnie dawała mu znak, że jest świadoma tego faktu, a z drugiej strony dawała mu znak, że może kontynuować.
Ogólne okoliczności ich spotkania i trwająca przed nimi woda przypomniała jej moment, w którym to pierwszy raz spotkała ich byłego mistrza. Z tą różnicą, że była wtedy noc, a Sen była wtedy odleglejsza niż najdalsze gwiazdy.
.*・。゚★
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny d u c h,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko...
✧・゚: *✧


LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Zanim Bezmiar Snu zjawiła się w okolicy, Olchowa Łapa eksplorował nowe ziemie Klanu Cienia zdecydowanie aktywnej, niż obecnie, gdy oboje siedzieli głównie wpatrzeni w taflę wody jeziora wzruszaną do nikłego falowania poprzez lekkie podmuchy wiatru. Zarzucanie mu całkowitej bierności było niewłaściwie, gdyż była ona jedynie chwilowa. Być może Wilczy Szlak padł niedaleko od swojej starszej siostry. On również miał zamiar w przyszłości zarzucić młodemu Królowi Olch bierność w trakcie oczekiwania na nowego mistrza, ale to była dopiero przyszłość.
- W rzeczy sssamej - odpowiedział jej, a bladozielone tęczówki zogniskowaly się na bladych, lodowych oczach Bezsennej Nocy. Oczekiwał, że opowie jej co takiego? Doczeka się tego, chociaż na pewno w niezbyt wielkiej dawce.
- Wężowa Gwiazda opowiedział mi, że
twoim misstrzem był Pokruszony Lód i że ciebie nie złamał, tak jak to uczynił z moją sssiossstrą.
- Zmruzyl oczy i zastrzygl lewym uchem, a włosy, które je obrastaly miękko zafalowaly na wietrze, jak młode źdźbła trawy.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
- Nie złamał? - zapytała, trzepiąc lewym uchem i przekręcając nieco głowę na tę stronę. Bezsenna Noc wyglądała jakby nie do końca wiedziała, co Olchowa Łapa miał na myśli i po części rzeczywiście tak było. Nie rozumiała całego tego konceptu 'złamania', jaki krążył po głowie Olchowej Łapy czy też Wężowej Gwiazdy. Ona po prostu sobie... była. Dryfowała w egzystencji świata i nie rozumiała jak można umyślnie i celowo na kogoś wpłynąć tak, żeby go zniszczyć. Bo gdyby Olcha użyła właśnie tego słowa, srebrna kotka pewnie spojrzałaby na to z większym zrozumieniem w oczach. Zmarszczyła też nos, wyraźnie nieco niezadowolona - samo wspomnienie Bagiennej Trzciny wywoływało w niej coś dziwnego. Córka Piorunopręgiej pamiętała doskonale jak kotka zachowywała się w kociarni. Jaka była wyzuta z wszelkich instynktów, które srebrzysta podpatrzyła u matek w Klanie Gromu czy innych które gościły w dawnej kociarni klanu Cienia. Tak jakby Bagienna była przez dłuższy czas pogrążona we śnie - ale wcale nie wyglądało na to, by ten sen był pożyteczny i przydatny. Był szkodliwy, a Sen czuło to gdzieś pod skórą, w kościach, a dodatkowo huczało jej od tego w głowie nieprzyjemnie.
.*・。゚★
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny d u c h,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko...
✧・゚: *✧


LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Królewicz spojrzał na nią nie za bardzo rozumiejąc pytający ton kocicy. Czy wyraził się niejasno? Nie wydawało mu się, żeby tak było. Mimo wszystko w swoich wypowiedziach zwykle był wystarczająco precyzyjny i jego rozmówcy nie mieli problemu ze zrozumieniem go, prócz Króliczej Łapy, jednakże ona sama w sobie była istnym zjawiskiem, które trudno było ogarnąć umysłem, chociaż tak naprawdę stanowiła jedynie maszynę do wyrabiania ciągów słów pozbawionych sensu, a w jej wypowiedziach aż roiło się od luk logicznych, na które ostatnim razem królewicz zwrócił jej uwagę. Właśnie wtedy Królicza Łapa chyba pierwszy raz w życiu się obraziła. Cóż poradzić? Smoliście czarny oczywiście tego nie żałował.
- Bagienna Trzcina była kiedyś inna, podobno. Pełna życia, jak mniemam, i nie przypominająca jedynie cienia ssssamej ssssiebie. Poszedłbym o krok dalej i rzekł, że zwyczajnie ją zniszczył. Zgniótł jak robaka - odpowiedział wojowniczce. Nabrał głęboko powietrza w płuca i wypuścił cicho z nozdrzy delektując się zapachami otoczenia. Potrząsnął lekko prawym uchem i spojrzał na Bezsenną Noc, ponieważ zastanawiał się, czy teraz zrozumie, co miał na myśli.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
NADCHODZĘ, FRAJERZY!
Dobra, dobra. Nie musicie mówić Jałowcowej Łapie, że tak bardzo za nią tęskniliście, bo ona sama dobrze o tym wie. Kto by nie był szczęśliwy z powodu tego, że szylkretowa postanowiła wrócić do klanu? Chyba tylko koty, które były pokroju podwładnego (czyt. dwunoga) naszej samozwańczej królewny.
Blisko granicy klanu Cienia dumnie kroczyła Jałowcowa Łapa. Ze ślicznego szylkretowego pyszczka kotki wszystko z uwagą i ostrożnością lustrowały jasnozielone ślepia, jednak można było w nich ujrzeć... Radość? Jej aksamitnie miękkie futerko nadal było zadbane, no może tym razem wyglądało, jakby było ułożone w artystycznym nieładzie, ale to dobrze, bo właśnie taki miał być efekt.
Patrząc z zewnątrz na byłą terminatorkę klanu Cienia, można by było stwierdzić, że nie boi się wrócić do swojego starego domu, jednak w środku było inaczej. Oczywiście, cieszyła się z tego powodu, że zobaczy swojego ojca oraz ukochaną Pchełkę, lecz odczuwała również strach, że sprawa mogłaby się obrócić inaczej i nie zostałaby z powrotem przyjęta do klanu. Bo co jeśli wojownik lub terminator, którego spotka, mógłby mieć zły dzień i ją zignorować? Chociaż wydawało się to niedorzeczne, bo jak można po prostu olać tak piękną i wspaniałą kocicę jak Jałowcowa Łapa? Głupota.
Usiadła w miejscu, gdzie miała cudowny widok na małe jeziorko. Chciałaby podejść bliżej, ale... Właśnie, ale? Przecież nic nie powinno się jej stać, gdyż nie wygnano jej z klanu, więc może, prawda? No właśnie!
Powoli się podniosła i zrobiła niepewnie pierwszy krok, przekraczając granicę klanu cienia oraz nastawiając uszy i uważnie rozglądając się na boki.

[Obrazek: 8Lj2Xtc.png]
I'm on the highway to hell
on the highway to hell
highway to hell
I'm on the highway to hell

and I'm goin' down
all the way
LVL 1 30 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Dzisiaj Motyli Lot miał trochę czasu dla siebie. Ważka i Żuczek mieli wolne, mistrzowie jego kociąt porwali je na treningi, a znajomych w obozie albo nie było, albo mieli już jakieś zajęcia. Kocur postanowił więc spędzić trochę czasu sam na sam, we własnym towarzystwie, więc wybrał się na jednoosobowy patrol na granicę. Opatrunek na zadzie nie przeszkadzał mu w takich wędrówkach, chociaż uważał, aby mu nie spadł. A tu figa... o po drodze przypałętał się jeszcze Chrząszcz. Cóż, spacerek ojca z synem też brzmiał dobrze. A sprawdzić terenów nie zaszkodzi, zwłaszcza że jakiś czas temu był ten cały incydent z Wiewiórem i samotnikami. Z tego też powodu Motyl ucieszył się, kiedy po drodze natknęli się jeszcze na Chrzanowego Korzenia, który akurat polował w pobliżu. Podczas wędrówki zamienili kilka słów, aby niedaleko granicy rozdzielić się ponownie. Starszy wojownik wrócił do szukania zwierzyny, obiecując jednak pozostawać w pobliżu w razie potrzeby. Syn Kukułczej Łapy już miał zamiar powoli przejść się po terenach Cienia wraz z synem, kiedy do jego nozdrzy dotarł czyjś zapach... obcy, ale jednocześnie znajomy. Ktoś był w pobliżu, w dodatku przy samej granicy. Kocur zmarszczył pysk w grymasie, odwracając głowę w kierunku, w którym odszedł jego tata. Na razie jednak postanowił załatwić sprawę samemu i zbadać grunt, na którym stał.
– Ostrożnie i cicho – szepnął do terminatora. Jeśli nie przerobił jeszcze walki, a nigdy nie wiadomo, co mogło się stać, to lepiej, aby trzymał się nieco z tyłu i w razie czego mógł pobiec po pomoc. Kiedy zbliżyli się do źródła woni, ewidentnie należącej do samotnika, Motyl dowiedział się, dlaczego miał wrażenie, że już czuł kiedyś coś takiego. Parsknął cicho pod nosem, mrużąc oczy i mierząc spojrzeniem szylkretową kotkę.
– Chrząszczu. Biegnij po dziadka, wyjaśnij, co się stało i idźcie do Wężowej Gwiazdy. Poproście go, aby przyszedł tutaj na granicę. Pospiesz się, proszę – mruknął półgębkiem do syna, upewniając się, że wykonał polecenie, zanim zbliżył się do samotniczki. Znał ją, pamiętał też bardzo dobrze, co zrobiła, więc chciał sobie z nią pogadać sam na sam... bez świadków. W końcu postawił sobie pewien cel już podczas rozmowy z przywódcą, a nawet jeszcze wcześniej.
– Jałowcowa Łapa – powiedział, wystarczająco głośno, aby tamta go usłyszała. Zmierzył ją nieco pogardliwym spojrzeniem, pozostając jednak neutralnym co do jej zniknięcia. Obecnie uważał ją po prostu za głupią, bo o ile miał zamiar zrobić z niej prawdziwą wojowniczkę i był gotów złapać ją za kark, jak kociaka, którym ewidentnie nadal była, to z powodu jej zniknięcia nie mógł tego zrobić. Tak więc nie wyplenił z niej tych wszystkich foszków, chociaż szansa nadal była.
– No. Słucham. Co masz mi do powiedzenia – oznajmił spokojnie, zatrzymując się w pewnej odległości od niej i wysuwając pazury. Przekaz był jasny – bez tego nie pozwoli jej przejść dalej. Nie pachniała już Klanem Cienia, wiodła wcześniej samotnicze życie (jakikolwiek był tego powód), więc teraz była tu obca. Co nie oznaczało, że ten stan rzeczy nie mógł się zmienić. Wszystko zależało od tego, co Jałowiec powie. Miała szansę na powrót, ale sam Kodeks Wojownika kazał przepędzać obcych. A z przegonieniem córki Drobnego Ptaka, słowami czy siłą, wojownik nie będzie miał problemu. Oczywiście nie miał zamiaru bić jej bez powodu, o nie, gardził takimi rozwiązaniami. Teraz oczekiwał wyjaśnień.
[Obrazek: GpnI40M.png]
LVL 5 15 / 400
MedLVL 2 20 / 300
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
No, Chrząszcz się nudził. Baardzo nudził. Siedział na tyłeczku, rodzeństwo albo spało, albo na treningu. I w sumie nadal by tak siedział, gdyby w główce nie zaświeciła mu idea pójścia do taty. No, bo w końcu był terminatorem, mógł sobie wychodzić, a srebrzysty nie wyszedł tak dawno, nie mógł być daleko. Przez jakąś chwilę wahał się przed wyjściem – wyjść, czy nie wyjść? Może ojciec chce być sam? Jednak postawił łapę na terenach i postanowił iść, choć bardzo wolno. Wkrótce wyłapał zapach znany mu od kociaka i przyspieszył tempa, aż zobaczył wojownika. Bardzo cicho, chociaż nie uginając łap ani nic z tych rzeczy, podszedł do ojca. Tyle że on już go wcześniej zauważył, bo Chrząszcz nie znał techniki skradania się. Nah. Wkrótce pojawił się też dziwnooki dziadek, z którym pogadali chwilę, bo Chrzanowy Korzeń poszedł dalej polować.
Nagle w powietrzu zaczął unosić się dziwny, jemu też znajomy zapach. Był wtedy kociakiem, rozmawiał z Pchłą. Ale...co? Nagle tata rozkazał być cicho, więc naśladował jego ruchy, bo nie przerabiał tego na treningu. I...nagle przed nimi pojawiło się lśniące, czyste futerko o kolorze rudości i burego. I miało na sobie biel. Tak, znał ją. J, coś na J! Jo...Je...Ju...JAŁOWIEC. Rozszerzył nieco piwne oczy, po czym zmarszczył brwi na przypomnienie tej zarozumiałej kocicy. Hmpf, myśli że może wszystko. Jak on wcześniej, uh?
I wtedy Motyl kazał mu pójść po Wężową Gwiazdę i dziadka. Kiwnął głową i zaczął biec, najpierw próbując wyłapać zapach Chrzanowego Korzenia. Gdy dotarł do jego nozdrzy, zaczął szukać dziwnookiego. Nagle gdzieś prześmignęła mu białoruda sylwetka, która do niego należała. Zawołał, a kocur odwrócił się i wysłuchał co młodzik miał do powiedzenia. Razem zaczęli biec do obozu, po Wężową Gwiazdę.

// Nie dotarłam tam jeszcze, so daje wam więcej tur na rozmowę
<div class='chrzo'>
<span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span>
sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came

<span class='tekst3'>there's a panic in you</span>
there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me

<span class='tekst3'>DOWN</span>

</div>
<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&family=Kaushan+Script&family=Open+Sans+Condensed:wght@300&display=swap" rel="stylesheet">
<style> .chrzo { width: 500px; height: 185px; background: url('https://38.media.tumblr.com/018779a9e32daead1a9f245c2fdea6e7/tumblr_nu28mt4GCd1tf5enfo1_500.gif'); border: solid 1px black; box-shadow: 0 0 6px black;} .tekst1 { font-family: 'Open Sans Condensed';} .tekst2 {font-family: 'kaushan script'; text-shadow: 0 0 3px white;} .tekst3 {font-family: 'cinzel';} </style>
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Zrobiła drugi krok, trzeci i nagle... Wyczuła czyjś zapach, który był jej znajomy. I to aż za bardzo. Nigdy nie zapomni tego dnia, w którym Motyli Lot ośmieszył ją na oczach wszystkich terminatorów, którzy znajdowali się w ich legowisku, o nie. Położyła uszy po sobie, a z masywnych łap wysunęła pazury. Nie miała zamiaru walczyć, po prostu chciała ukryć to, że się bała, gdyż trafiła na najgorszego kota, którego mogła spotkać na granicy i to akurat z nim teraz była zmuszona rozmawiać o tak ważnej sprawie.
Oczywiście tam, gdzie Motyli Lot - tam były jego małe larwy i to dosłownie, bo wszystkie jego obrzydliwe kocięta (nie wliczając Pchełki) miały nadane imiona po obrzydliwych robakach i tutaj akurat wliczymy Pchełkę, bo pchły to bardzo złe paskudy, które gryzą, ale nigdy nie powie tego jej ukochanej białej kuleczce.
Rzuciła Chrząszczowi spojrzenie pełne pogardy i patrzyła, jak odbiega wykonując polecenie srebrnego wojownika. W końcu zwróciła się z powrotem do swojego byłego mentora – Widzę cię, idioto – pomyślała, gdy ten ją "zawołał". Widziała tę pogardę w jego żółtych jak mo... mleczyk oczach, ale miała na to szczerze mówiąc... wywalone. On po prostu ukrywał to, że uważał Jałowcową Łapę za wspaniałą, to akurat mogła mu wybaczyć, chociaż i tak go nadal nienawidziła. W końcu Motyli Lot zadał jakieś sensowne pytanie. Jałowiec była na to przygotowana, miała całą historię do opowiedzenia. Powtarzała ją w czasie drogi, więc nie było żadnych szans, że Motyl domyśliłby się, iż jest ona zmyślona.
Szylkretowa kotka schowała pazury, a jej uszy wróciły do wcześniejszego położenia. Na pyszczku pojawił się wyraz smutku i złości. Tak, Jałowiec była wspaniałą aktorką.
- Och, mam do powiedzenia bardzo dużo, Motyli Locie - powiedziała bezsilnym głosem i wbiła wzrok w swoje długie łapy, pociągając nosem – Ja... Ja po prostu poszłam na spacer, oddaliłam się tylko trochę od obozu i nagle pojawili się oni! – krzyknęła, patrząc na swojego byłego mentora, a po jej pyszczku spłynęła jedna, wymuszona łza. Teraz faza druga, łamiący się głos – Przyszli d-dwunodzy i m-mn-nie porwali – tu zrobiła przerwę i wzięła głęboki wdech, mrugając tak, jakby chciała zastopować słoną ciesz napływającą do jej limonkowych oczu – Tak po pr-rostu! Rzucili na mnie jakieś wielkie coś i zabrali n-na o-o-osiedlee! – po jej policzkach spłynęło parę łez, gdyż coś, co latało w powietrzu, wpadło jej do oka. Jałowiec uśmiechnęła się w duchu. Najwyraźniej nawet ten głupi Gwiezdny Klan jej w tej sytuacji pomaga.

[Obrazek: 8Lj2Xtc.png]
I'm on the highway to hell
on the highway to hell
highway to hell
I'm on the highway to hell

and I'm goin' down
all the way
LVL 1 30 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Całe szczęście, że Chrząszcz nie guzdrał się z poinformowaniem swojego dziadka, bo dzięki temu Motyl szybko mógł przejść do konfrontacji z Jałowcową Łapą. Dostrzegł jej wysunięte pazury, nawet jeśli zaraz je schowała. Zjeżył nieco futro na karku, chcąc, by wiedziała, że on o tym wiedział. Żadnych sztuczek, mówił jego stalowy wzrok, którym przewiercał kotkę na wylot. Najzwyczajniej w świecie jej nie lubił, chociaż przysięga, że dałby radę wytrenować tego mysiego móżdżka na wojowniczkę, nadal obowiązywała. Obiecał to sobie przed samym sobą. No, chyba że córka Drobnego Ptaka zrobi coś nie tak, wtedy z powrotem do Klanu mogła się pożegnać.
– No więc słucham – odpowiedział mało zachęcającym tonem, patrząc na jej teatrzyk. Zabawne, że stała się teraz dokładnym przeciwieństwem Jałowiec, którą poznał pierwszego dnia jej treningu. Patrzcie państwo, co za gruntowna zmiana! Może samotnicze życie dało jej w kość, bo musiała sobie pobrudzić futerko i nie miał jej kto wyczyścić?
– Aha – wypowiedział jakże ogólny komentarz, mrużąc nieco podejrzliwie oczy. – A możesz mi powiedzieć, co, na Gwiezdny Klan, robiłaś sama poza obozem, skoro na własne życzenie nie znałaś terenów? – zapytał, stwierdzając w duchu, że kocica faktycznie bardziej pasowała na pieszczoszkę. Czy mówiła prawdę, czy nie, Motyl nie zamierzał jej tak łatwo zaufać, bo wiedział, że była zadufana w sobie. Nie miał zamiaru od razu spisywać jej na straty, w tym momencie prędzej mógł być zły, że buro-ruda po raz kolejny dała pokaz głupoty.
– Taki spacerek mógł się dla ciebie skończyć dużo gorzej. Na starych terenach walczyłem z dwoma lisami jednego dnia i jedna z terminatorek omal nie zginęła. Na nowych ziemiach ten drapieżnik prawie zabił bardziej doświadczonych od ciebie. A gdybyś była martwa, zapewne futerko ubrudziłoby ci się krwią i ziemią – stwierdził z przekąsem, postanawiając jednak darować sobie dalsze złośliwości. Chciał jedynie kotkę ukarać za swoją bezmyślność, dać jej nauczkę. Nie ruszał się też z miejsca, nadal blokując Jałowiec drogę, bo bez Wężowej Gwiazdy nie miał zamiaru niczego zrobić. No i nie zamierzał od razu przyjmować jej też z otwartymi ramionami i z całuskiem w czółko. Poza tym to nie była jego rola. Przyjdzie przywódca, to wytłumaczy się jemu, a na razie to on chciał się wszystkiego dowiedzieć, bo jeśli miała wracać do Cienia, to stanie się za nią w pewien sposób odpowiedzialny. A patrząc na jej poprzednie scenki, trzeba będzie nad nią sterczeć jak nad kociakiem.
[Obrazek: GpnI40M.png]
LVL 5 15 / 400
MedLVL 2 20 / 300
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości