Logo Artemidy
Księżycowe Jezioro
#1
Sporych rozmiarów jezioro przy południowej granicy Klanu Cienia, z jednej strony gęsto porośnięte trzcinami, natomiast z drugiej graniczące z bardziej podmokłymi terenami. Oprócz ryb znajdzie się również coś dla miłośników bardziej tradycyjnej zwierzyny - płazy, nadwodne ptaki i niewielkie gryzonie. Nocą można dostrzec w gładkiej, srebrzystej tafli blade odbicie księżyca.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Niewielka, szylkretowa kotka szła wzdłuż brzegu jeziora. Co tutaj robiła? To samo, co wczoraj robiła w innym miejscu na terenach Klanu Cienia. Zwiedzała i... szukała, choć gdyby kierowała się zdrowym rozsądkiem - powinna dawno porzucić poszukiwania. Nie miały one bowiem najmniejszej szansy na zakończenie się sukcesem. A jednak Bagno nie potrafiła z tego zrezygnować, z resztą - co miałaby robić? Siedzieć na tyłku w Obozie i udawać, że wszystko jest w porządku? Kolorowy łeb rozglądał się na boki, a zmysły kotki były wyczulone. Prawie tak, jak gdyby zabierała się za polowanie.

/Szron
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
LVL 5 125 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
12
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Nie powinien tu przychodzić. Przecież wiedział, że on będzie na niego czekał, bez względu na miejsce na świecie, bez względu na zbiornik, do którego podejdzie. Nie było takiego zakamarka, gdzie mógłby się przed nim ukryć.
A mimo to wyciągnął chudą, białą jak mleko szyję i spojrzał w przepastne głębiny jeziora.
Niby fakt, żywił nadzieję, że nie będzie to samo, co nad Srebrnym Pazurem... ale, do pioruna, jak mógł oczekiwać czegoś takiego? Nie zobaczył nikogo innego poza... nim. Połówka maski, a właściwie jej żałosna imitacja idealnie dopasowała się do pyska, nie mogła ona jednak ukryć pobojowiska, jakie wywołały ostatnie wydarzenia w życiu jej właściciela: dziwna, wyłaniająca się raz po raz miękkość w oczach, na przemian topniejące i twardniejące błękity tęczówek, i ta blizna, ciągle lśniąca od pieszczot szorstkiego języka, który zdecydowanie działał poza szronową świadomością. Czasami od tego były wyjątki, jak na przykład w tej chwili, w której zorientował się, że postać po drugiej stroni robi coś niepokojącego ze swoim policzkiem. Zastygł w tej chwili, bardziej wystraszony niż wściekły na siebie. Będąc zgarbionym, dziwnie zgarbił się jeszcze bardziej, duszące uczucie upokorzenia ścisnęło jego pierś, dopiero potem wpuszczając do jego trzewi palący gniew. Walnął szponami taflę, odchodząc następnie gwałtownym krokiem od brzegu. Wiedział, że to nie rozwiązało sprawy; on tam nadal był. Wciąż patrzył. I wciąż przesączał się do części duszy nie okrytej maską.
Dokładnie w tej chwili zobaczył postać swojej matki. To ostatnie słowo przemknęło przez głowę Szrona, spotykając tam taki nietypowy rodzaj niedowierzania i krępacji, z jakim ma do czynienia dziwadło przechodzące środkiem ulicy. Nie używał tego ot tak dawna, że teraz w jakiś sposób nie potrafił zaakceptować jego ponownego zaistnienia w swoich myślach; w końcu od tyluż że księżyców nie miał z tą kotką praktycznie żadnego kontaktu: właściwie najżywszym wspomnieniem z ich "relacji" to moment, w którym rzuciła się na Pokruszony Lód z istnym obłędem w żółtych ślepiach, ogarniając wówczas małe serduszko swojego syna czystą trwogą. Stała się dla niego prawie że obcą osobą, kimś pozornie i czysto biologicznie z nim związaną, acz i tak na jej widok jakieś emocje (niezbyt miłe, ale jednak) zadzwoniły nad wyraz wnerwiająco w jego piersi. Przemknął lodowym wzrokiem po jej niezbyt pięknej aparycji, starając się nie wyciągnąć na wierzch mordki zmieszanego zaskoczenia, które w nim zakwitło. Pozostał na dalszym krańcu jeziora, choć wciąż nie ustawał w obserwowaniu postaci będącej tak blisko, a zarazem tak daleko od niego.
Nie, żeby go jakoś specjalnie interesowało zmienianie tego stanu rzeczy. Jeżeli mamy być szczerzy, to nie interesowało go prawie wcale. Bo czy było jeszcze cokolwiek do uratowania? Czy istniał most, który byłby w stanie połączyć oba brzegi tej niekończącej się przepaści między nimi? Zdaniem Szrona już dawno przestano takie produkować.
[Obrazek: fish_bones_pixel_by_zombiemutt13-d7p1ohu.png]
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Znalazła. Może nie do końca to, czego szukała, ale jednak coś co sprawiło, że jej typowa obojętność na otaczający ją świat lekko się zachwiała. Przez chwilę wahała się, co zrobić. Wpatrywała się tylko w swojego syna jak gdyby po raz pierwszy go zobaczyła. Może dla tego, że przez większość czasu pozostawał dla niej niewidoczny. Nawet, jeśli dzielili ten sam Obóz. W końcu kiedy ostatnio rozmawiali...? No tak, nigdy. W ich relacji do tej pory nie było miejsca na rozmowę.
Powoli ruszyła w jego stronę, stawiając ostrożnie kroki, jak gdyby młody kocur był jakąś zwierzyną, która może czmychnąć z powodu odgłosu nadepniętej gałązki. W pewnym sensie szylkretka obawiała się tego. W końcu nic nie stało na przeszkodzie, żeby Szron przed nią uciekł. Nawet by się nie zdziwiła. W ciągu uciekła od niej Paprociowa Łapa, Szaruga... a w końcu i Pokruszony Lód. Szron i Ślizgawka były obecnie jedynymi elementami, które miały jakieś połączenie z szarym wojownikiem. Dlatego wizja utracenia ich - nawet jeśli nigdy nie byli blisko - męczyła nieco Bagienną. Już nawet się tego nie bała - jedynie zastanawiała się, w jaki sposób poradzi sobie z kolejnym rozczarowaniem, które przyniesie jej życie.
- Szron - powiedziała dość głośno jak na siebie, gdy zbliżyła się do kocura. Poczuła, jak jej ciało lekko zadrżało i z tego powodu poczuła jeszcze większą pogardę dla swojej osoby. Trzęsie się z powodu własnego syna? Musiało to wyglądać żałośnie. Obserwowała uważnie jego reakcję i... i w zasadzie nie wiedziała, co powinna jeszcze zrobić. Chciała jakoś zareagować, coś powiedzieć, ale w tym momencie nie potrafiła. Wszystko więc zależało od reakcji srebrno-białego.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
LVL 5 125 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
12
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Owszem, przechodziła gdzieś obok, uczestniczyła w takim czy innym wydarzeniu... przy jego boku lub nie... ale zawsze odbywało się to gdzieś indziej, dalej od niego i jego rodzeństwa. Chyba, że to akurat z nim nie utrzymywała takich kontaktów, tego nie potrafił stwierdzić. W każdym razie, przez brak innych wspomnień w pudełku z napisanym nań imieniem jego, bądź co bądź, matki jedyny obraz, jaki tam leżał, to ten, w którym szylkretka rzuciła się na Pokruszonego niedługo po tym, jak zadał swojemu synowi cios na całe życie. Jako mały smark zapamiętał ją z tamtego okresu czasu iście przerażająco: nie panująca nad sobą, nieobliczalna, niepewna co do zaufania jej. Przestał w niej widzieć oporę, taką typową, dobrą mamę. Wręcz przeciwnie, od tamtego wydarzenia w jego sercu pozostał cichy, nie mijający przez długi czas niepokój w jej obecności. Potem zamienił się on po prostu w pogardę i niechęć, która zadźwięczała nawet teraz, gdy ich źródło postanowiło się poruszyć.
Przez cały ten czas patrzył na nią nieruchomo... ale gdzieś wewnątrz chciał od niej uciec. Nie chciał jej poznawać. Nie chciał wiedzieć, jaki do niego miała stosunek, kim była, kim stała się teraz, jak to z nimi w końcu było, a przede wszystkim: nie chciał jej całej. Jako osoby, jako rodzica, nawet jako członka Klanu. Sam widok kocicy powodował w wojowniku brzęczenie tych wszystkich negatywnych emocji, jakie zdążył wobec niej odczuć przez te kilkanaście księżyców. Ich punkt kulminacyjny nastąpił, gdy usłyszał zza jej warg swoje imię. Sierść na posrebrzanym karku drgnęła, zjeżyła się, a potem opadła.
- Matko - jego głos przerobił to pierwotnie miłe słowo w coś tak szorstkiego i suchego, że bez problemu można by go użyć jako papier ścierny. Trzepnął ogonem, musnął czubkiem języka bliznę na policzku.
Jeśli pożądała od niego jakiejś reakcji, to się nie doczeka. Ot, patrzył tak samo martwo, jak przedtem. To znaczy, chciał oraz myślał, iż tak było, w tęczówkach złudnie podobnych do ślepi swojego pierwowzoru trzaskały jednak niebezpieczne iskry. Ciche, błądzące tam ino od czasu do czasu... ale jednak.
Żałował, że tu przyszedł. A mimo to coś sprawiało, iż patrząc w te żółte, opanowane kiedyś złością oczy nie potrafił ruszyć się z miejsca.
[Obrazek: fish_bones_pixel_by_zombiemutt13-d7p1ohu.png]
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Wiedziała, co o niej sądzi, jaki ma do niej stosunek. Oczywiście nie potrafiła czytać w myślach, ale widziała jak się zachowuje. Jak na nią patrzy. Nie liczyła na to, że nagle rzuci się jej w objęcia czy krzyknie z radości na jej widok. Mimo wszystko ta reakcja, czy raczej brak reakcji... szylkrebbtka poczuła nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Zachowanie Szrona nie było zaskoczeniem, ale to wcale nie sprawiało, że nie było bolesne. Może właśnie mierzenie się z ich relacją tutaj, sam na sam, było źródłem bólu. Dopóki spychała to na dalszy plan, dopóki widywali się z daleka lub w tłumie kotów, to uczucia jakoś rozlewały się i znikały, przytłoczone innymi wydarzeniami. Teraz jednak wszystko było widoczne jak na dłoni. Nie było jak od tego uciec. Jak na złość nic akurat nie działo się w okolicy. Nikt nie walczył, nikt nie umierał, Wężowa Gwiazda nie pojawił się na horyzoncie. Byli tylko we dwójkę i musieli się z tym mierzyć bez żadnej wymówki.
- Wszystko dobrze? - zapytała cicho patrząc na swojego syna. Ktoś mógłby się gorzko roześmiać. W końcu jak po doświadczeniach, jakie miał ze sobą Poranny Szron cokolwiek miałoby być dobrze? Bagienna Trzcina myślała jednak w nieco innych kategoriach. Dla niej wszystko w porządku oznaczało mniej-więcej tyle, że nie ma na horyzoncie widocznych problemów. Prawdziwych problemów - takich, które wpływałyby na inne koty, na klan, na to, jak się jest odbieranym. Emocjonalne problemy dla niej zawsze pozostawały czymś, co powinno się ukrywać i nawet o tym nie wspominać. W końcu skoro czegoś nie widać na zewnątrz, to skąd mamy pewność, że w ogóle istnieje? A nawet jeśli, to z jakiej racji miałoby kogokolwiek obchodzić?
Obserwowała swojego syna uważnie. Dopiero teraz do niej dotarło, że już nie jest taki chudy i wygląda bardziej jak dorosły kocur. Żółte oczy przez chwilę dokładnie lustrowały jego sylwetkę, by znowu skupić się na pysku kota. W jej spojrzeniu była ciekawość, ale raczej ciężko było się doszukać w nim troski. Jej uczucia do Szrona były ukryte zdecydowanie głębiej. Dlatego też nie spodziewała się, że biało-szary kocur spojrzy na nią z czułością czy troską. Dlaczego miałby? Kiedyś patrzyła tak Mirabelka, ale tyle się zmieniło od jej nieobecności, że dla żółtookiej to były jakieś zamierzchłe czasy. Inne koty nigdy nie patrzyły na nią przychylnie. Przywykła do smutnych czy oceniających spojrzeń na tyle, że martwy wzrok Szrona za bardzo jej nie ruszył. W końcu czemu miałby żywić wobec niej jakieś uczucia? Co prawda uratowała go raz przed Pokruszonym Lodem, ale czy miałaby przez to zasłużyć na jakieś względy? Niby czemu. Jej działania przecież nigdy nie miały większego znaczenia.
I am cold, can you hear
I will fly, with no hope, no fear
And the ground, taunts my wings
Plummet as I sing, plummet as I sing
LVL 5 125 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
12
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Jesionowa Kora to imię, wypowiedziane przez Wężowego cały czas dudniło w jej głowie. Jej największe marzenie wreszcie się spełniło. To na co tak bardzo czekała. Lecz ten moment był również jednym ze smutniejszych... Miała być mianowana razem z Cis albo Jarzębiną... Z całym swoim rodzeństwem! Była jednak niemal pewna, że jej zmarłe rodzeństwo przyglądało się jej z góry.
Po nocnym czuwaniu, jakie było tradycją, przyszła nad Księżycowe Jezioro odpocząć. Pozbierać myśli. . Wiedziała też jedno. Ojciec był z niej dumny, Czosnek również była z niej dumna. Pewnej z resztą jak każdy mentor, którego uczeń stawał się wojownikiem. W przypadku Czosnkowego Kła, byli to dwaj terminatorzy. Ona i Słodki Język.
Usiadła przed taflą jeziora, przyglądając się swojemu odbiciu. Już nie była taka jak kiedyś. Z małego kociak, stała się wojowniczką... Ruszyła lewym uchem, które było rozerwane przez bażanta. Trzeba przyznać dodawało jej uroku.

//Olcha UwU
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Królewicz często zjawiał się w tych okolicach. Nie tylko dlatego, że miewał tutaj od czasu do czasu trening z Bezsenną Nocą, ale również dlatego, że po prostu lubił ten krajobraz. Szczególnie wieczorem i późną nocą bywał urokliwy, a że Olchowa Łapa zwykle nocami przemierzał terytorium własnego klanu, jak stróż, to często zahaczał o tę okolicę. Siadał wtedy w cieniu drzewa nieopodal brzegu księżycowego jeziora i wpatrywał się w taflę, w której odbijała się srebrzysta sylwetka księżyca, rozświetlając nocną szarugę.
Tym razem zawitał tutaj nieco po świcie nie spodziewając się, że zobaczy tutaj swoją siostrę. Jesion, a właściwie od niedawna Jesionowa Kora, siedziała nad brzegiem i wydawało mu się, że przygląda się własnemu odbiciu. Najwyraźniej była już po nocnym czuwaniu i coś musiało przygnać ją właśnie w to miejsce. Kocur podkradł się do niej niespostrzeżenie i zatrzymał się lisia długość za jej plecami.
- Witaj, ssssiosstro - powiedział swoim niskim, głębokim głosem. Gratulacje w związku z nową rangą Jesion mieli już za sobą, ponieważ kocur podszedł do niej, gdy ceremonia się skończyła. Usiadł w pobliżu buro-rudej wojowniczki i z zazdrością pomyślał o tym, że to ona pierwsza ukończyła trening. Zastanawiał się, jak to jest... w trakcie nocnego czuwania.
- O czym myślałaś całą noc? - podpytał.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Gdy usłyszała za sobą głos Olcha, odwróciła się lekko uśmiechając. Widywała go rzadko a ich rozmowy ostatnio ograniczały się do zwykłego "cześć". Chyba ostatnio tylko na jej ceremonii, wymienili jakąś "dłuższą konwersację" o ile można było to tak nazwać.
- Witaj bracie - odparła dalej z uśmiechem na pyszczku. Zielone oczy śledziły przez chwilę kocura, który to usiadł w jej pobliżu.
Wciągnęła powietrze przez nozdrza, słysząc pytanie brata. Następnie cicho je wypuściła i spojrzała w taflę jeziora.
- Nad tym, czy mama byłaby ze mnie dumna - przyznała, spoglądając na zielonookiego. On też niedługo skończy trening. I zostanie wojownikiem. Największym jakiego widział ten klan. To wiedziała.
- Jak treningi? - zapytała ciekawa. Czy Bezsenna Noc miała jakieś metody szkolenia jak Czosnkowy Kieł?
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Mimo, iż mijali się w obozie, to nie łączyła ich żadna silna więź. Królewicz miał o niej dość pozytywne zdanie, jak na niego i jak na zdanie o własnej siostrze, które zwykle były zepsutymi, gnijącymi owocami, w których płynęła szlachetna krew. Marnowała się. Jesion była pod tym względem w jego oczach wyjątkowa, a przynajmniej do czasu. Gdyby młody Król Olch dowiedział się, że łączy ją nić przyjaźni z Ćmią Łapą, wtedy sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej. Królewicz chciał zniszczyć szylkretową bękarcicę, która mu się sprzeciwiła i wiedział, że Gwiezdny Klan mu w tym pomoże, jeśli jego cel był słuszny. Był w końcu siódmym synem Lamparciego Płomienia. Wybrańcem, który miał uratować ten klan od upadku.
- Ssssądzę, że tak. Zawsze chciała, żebyśmy zosssstali wojownikami - odpowiedział siostrze, jednak nie zaszczycił ją żadnym uśmiechem. W jego oczach zapanowała nostalgia i tęsknota za zaginioną matką, która, jak się domyślał, była już martwa.
- Natomiassst na pewno nie byłaby zadowolona z wyboru Ciernissstego Kwiatu - dodał po chwili. Gryzło go to, że medyczka postanowiła zaproponować tak ważne stanowisko komuś takiemu, jak przybrana córka Motylego Móżdżka. Idee matki były silne w królewiczu, a ona od kociaka powtarzała mu, że koty spoza klanu są gorsze. Dobrze, że umówił się na rozmowę z białą kocicą, która miała się odbyć jeszcze tego dnia.
- Powoli do przodu - mruknął zdawkowo. Temat treningu po incydencie z czarno-rudą kocicą o mózgu wyżartym przez pszczoły był dla niego nieprzyjemny i przede wszystkim drażniący.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
- Pewnie tak - odparła patrząc w taflę wody. Polubiła to miejsce. Było ono ucieczką do innej rzeczywistości jak i dawnych wspomnień. Głównie wracała do czasów, gdy była jeszcze kociakiem. To były najlepsze chwile jej życia... Gdy została terminatorką wszystko się jakby popsuło. Najpierw zmarł Bluszcz, potem Cis a następnie Jarzębinka. Jeszcze na dodatek Drobny Ptak zaginęła na osiedlu. Teraz - jak podejrzewała - przyglądała się im ze Srebrnej Skóry.
- Zapewne ty też nie jesteś zadowolony? - zapytała słysząc jego sugestie. Czemu nie był zadowolony? Jesion, słysząc, że jej przyjaciółka Ćma stała się terminatorką medyka wręcz promieniała! Według szylkretki, była ona godną następczynią Ciernistego Kwiatu a rodzina mogła być z niej dumna. Zwłaszcza Motyli Lot.
Słysząc - nie w prost rzecz jasna - że brata denerwuje temat treningu, postanowiła go więcej nie poruszać. Nie wiedziała czemu a nie odważyła się zapytać. Przyglądała się mu tylko żółtozielonymi oczami.
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Trudno było mu być zadowolonym, gdy pozostawał wierny ideom o czystości krwi i szlachetnym urodzeniu, które wpoiła mu matka będąca wrogo nastawiona do wszystkich przybłęd i mieszańców w klanie oraz poza nim, a przecież właśnie nim była Ćmia Łapa, którą Ciernisty Kwiat wybrała na swoją terminatorkę, a przynajmniej której to zaproponowała. W końcu czekała go jeszcze rozmowa z medyczką.
- Jesssstem lojalny naukom matki, ale jak widzę ty nie - mruknął, po czym łypnął chłodno na swoją siostrę. Nie spodziewał się tego, że buro-ruda okaże się być zepsutym owcem. Tak dobrze się zapowiadała i młody Król Olch żywił nadzieję na normalną siostrę, wierną ich rodowi i temu, co mówiła matka, a tymczasem wyglądało na to, że żył w ogromnym błędzie.
- Ćmia Łapa, oprócz tego, że sssię nie nadaje z powodu ssswojej osobowości, to jessst jeszcze półkrwi, ale pewnie o tym nie ssłyszałaś - powiedział zamiótłszy długim, pierzastym ogonem po trawie. Nie miał zamiaru kryć się z tą informacją. Motyli Lot musiał mieć powód, dla którego nie powiedział tym bękartom o ich prawdziwym pochodzeniu, a Olchowa Łapa zamierzał sprawić, żeby ta informacja wyszła na jaw. Inna sprawa, że rodzina Ciernistego Kwiatu też nie miała najlepszej reputacji, ale mimo to udało jej się wyjść na ludzi i pozyskać szacunek królewicza. U Ćmy głównie przeważał jej zepsuty, beznadziejny charakter.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
- Ja rozumiem bracie, że nauki naszej matki były słuszne. Są również jedyną rzeczą, jaką nam zostawiła, oczywiście również czystość krwi, która płynie w naszych żyłach - odparła patrząc w taflę wody. Następnie odwróciła wzrok od Księżycowego Jeziora i żółtozielonymi oczami spojrzała na smolistego kocura. - Lecz... Koty nie będące czystej krwi też są miłe. Wystarczy je tylko bliżej poznać - przyznała, próbując uświadomić bratu, że inne koty też są w porządku. Jakoś nigdy nie ciągnęło jej do nauk Drobnego Ptaka. Słuchała ich oczywiście, gdyż jednak nadal była to jej mama i trochę się tam nauczyła. Jednak nadal mimo tego, zadawała się z resztą klanu i miała z nim dobre stosunki. Między innymi przyjaciół i pierwszą miłość? Chodź czy można było to nazwać miłością? Raczej typowym zauroczeniem młodzieńczym. Jesion jednak dalej tego nie odróżniała.
Sierść na karku i ogonie nastroszyła się słysząc, iż Ćma jest półkrwi. Szybko jednak postarała się ją załagodzić i już po chwili wyglądała "normalnie".
- Ćmia Łapa nie może być półkrwi. Ma przecież klanowych rodziców. Chyba, że Żmijowy Ogon albo Motyli Lot nie są czystej krwi - odparła z błyskiem w oku. Co jak co, ale Ćma, przynajmniej według Jesion, była naprawdę dobrą przyjaciółką.
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
- Nie twierdzę, że nie ssssą. Chrząszczowa Łapa nie jessst ptassssim móżdżkiem, lecz o jego sssiossstrach, Ćmiej i Pchlej Łapie nie mogę tego powiedzieć - mruknął ostentacyjnie, wpatrując się w szylkretową siostrę, która zdawała się być niezadowolona z powodu jego opinii, co nie było trudne do zauważenia, zważając na jej zjeżone futro. Królewicz, a zarazem brat Jesionowej Kory, nie był z tego faktu zadowolony. Czyżby przekładała jakiegoś obcego, półkrwi kota nad własnego, rodzonego brata, z którym dzieliła łono? Słysząc jej słowa, Król Olch początkowo spojrzał na nią z lekkim niedowierzaniem, ale po chwili dotarło do niego, że ona najwyraźniej również nie wiedziała. Motyli Lot musiał być wyjątkowo głupim kotem, skoro nadal nie powiedział tym bękartom prawdy, którą powinny znać. Jeśli faktycznie go kochają, to przecież świadomość, że nie jest ich ojcem niczego nie zmieni. A jeżeli właśnie tego się lękał? Interesujące.
- Motyli Lot nie jessst jej ojcem, Jession - powiedział nad wyraz spokojnie i z lekkim rozbawieniem w swoich zimnych, zielonych oczach. Ćma najwyraźniej lubiła skrywać swoje pochodzenie, albo wciąż mu nie wierzyła. Może miała zbyt mało rozumu, żeby samej porozmawiać z Wężownikiem. Poza tym, czy dobra przyjaciółka była dla szylkretki ważniejsza niż brat?
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
- Najwyraźniej lubimy dwa inne koty z jednego miotu - westchnęła cicho. Nie poznała jeszcze Chrząszczowej Łapy, ani Pchlej Łapy. Dlatego też, nie wyraziła się w opinii, ptasich móżdżków do żadnego, z rodzeństwa Ćmy. - Czemu tak uważasz? - zapytała jeszcze spoglądając żółtozielonymi oczami w bladozielone oczy brata. On niegdy nie oceniał pochodnie... Czyżby Jesion nie znała swojej przyjaciółki od tej złej strony? Ona w ogóle takową miała?
Gdy ponownie spojrzała na brata, ujrzała w jego oczach zdziwienie. Co znowu? Czyżby powiedziała coś nie tak? Nie wiem, nie wiedziała o jakiejś ważnej rzeczy, którą powinna już dawno wiedzieć? - Że co? Jak on może nie być ich ojcem... Przecież z tego co słyszałam, był partnerem Żmijowego Ogona... - powiedziała zakłopotana. Następnie zaczęła niespokojnie jeździć wzrokiem po każdym najdrobniejszym kamyku. Gdy znalazła takowy, w zasięgu jej łapy, trąciła go tak, że wleciał do Księżycowego Jeziora. Na szczęście nie ochlapując żadnego z nich wodą. - W takim razie kto nim jest? - zapytała teraz już z ciekawością.
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości