Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
No... Cóż. Widocznie jej się nie udało. Ale nie ma się co zniechęcać! Przecież to była dopiero pierwsza zwierzyna jaką spotkała, nie licząc tych dziwnych ptaków, które zobaczyła na nowych terenach. Myszka szybko się schowała gdzieś w norce, dlatego szylkretka nie trafiła zbędnego czasu na gdybanie, co poszło nie tak i ruszyła dalej pod wiatr, z ugiętymi łapami i robiąc jak najmniej hałasu. Widocznie gryzoń ten był wystarczająco doświadczony, aby uniknąć śmierci z jej łap albo ona była po prostu za wolna, co mogło być spowodowane trwającym przez parę księżyców brakiem treningu. No, takie jest życie. Nie każdego piszczka da się złapać od razu, do niektórych potrzeba parę podejść. Zostawiła jej norkę, dziurę czy cokolwiek, w czym się schowała za sobą, próbując wyczuć nowy zapach zwierzyny, rozglądając się również dookoła, aby nic nie umknęło wyostrzonym zmysłom czekoladowej szylkretki. Co teraz jej się trafi? Zobaczymy!
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Najpierw usłyszał szelest trawy, a później zobaczył ptaka. Rdzawo-brązowego ptaka, który najwidoczniej nie zauważył jeszcze kocura i dłubał w ziemi, szukając pożywienia.
Wiewiór postanowił go złapać. Oddech miał cały czas spłycony. Upewnił się również, że w dalszym ciągu idzie pod wiatr. Zbliżał się do niego bezgłośnie, bez zmiany pozycji (łapy zgięte, głowa, ogon i brzuch niemalże przy ziemi). Jeżeli ptak nie spłoszył się do monetu osiągnięcia odpowiedniej odległości przez Wiewióra, kocur skoczył na niego, celując w skrzydła. Chciał go przygnieść całym swoim ciałem, żeby uniemożliwić ucieczkę, a potem pozbawić życia klaśnięciem szczęk.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Kocurowi szło dobrze, może, szło by nawet jeszcze lepiej, gdyby nie... pech? Zwierzęta te miały bardzo dobry wzrok. Bażant w porę zauważył wojownika, który, jakby nie patrzeć, był na widoku i rzucił się biegiem do ucieczki. Rudy miał jednak o tyle szczęścia, że miał szansę go dorwać.
Po nieudanej próbie złapania myszy, dumna matka kociąt ruszyła dalej, w nadziei, że znajdzie coś innego, nadającego się do spożycia. Minęło trochę czasu, a na jej drodze pojawiła się... żaba. Żaba, która po swoim skoku wylądowała kilka lisich ogonów dalej od szylkretki.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Ptak ruszył do ucieczki, gdy tylko ujrzał kocura. Cóż, rudzielec nie zamierzał się poddawać i ruszył w pogoń za bażantem. Biegł najszybciej jak tylko mógł. Planował go dogonić i pozbawić życia poprzez rzucenie się na niego a następnie mocne ugryzienie w szyję. Może tym razem pójdzie lepiej.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Była sobie żabka mała... Oby! Krogulec znowu zweszyla szansę na upolowanie dobrego jedzenia, tym bardziej że plaz ten był podobno charakterystycznym posiłkiem kotów z klanu Cienia. Ciekawe, czy ktoś będzie chciał ją ruszyć że stosu. Ugięła bardziej łapy, ale uważała na to, żeby brzuchem nie szorować po ziemi, po czym powoli zaczęła się przybliżać, przenosząc ciężar ciała na tylne łapy. To było jej pierwsze polowanie na tej rodzaj zwierzyny, czuła we wnętrzu rosnącą ekscytację! Powolutku starała się zmniejszać odległość od ofiary, uważając na to, po czym stąpa, aby nie wywołać hałasu zbędnego, co mogłoby ja przestraszyć. Gdy była w odpowiedniej odległości do skoku, odbiła się mocno tylnymi łapami od ziemi, próbując złapać żabkę i jak najszybciej ją zamordować. Uważała również na ogon, który w zdradliwym drgnieniu mógł zniszczyć wszystkie starania Krogulec. I jak teraz wyjdzie?
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Wojownik nie tracił cennego czasu i rzucił się w pogoń za ptakiem, który krzyczał rozpaczliwie i za wszelką cenę próbował uciec przed śmiercią. Rudy jednak bardzo szybko dogonił pędzący na dwóch łapach obiad i wgryzł się w jego szyję, pozbawiając życia.
A i poszczęściło się Krogulczemu Szponowi, która z niezwykłą precyzją skradała się w stronę płaza, nie dając mu nawet czasu na jakąkolwiek reakcję. Żaba wydała z siebie tylko skrzek, a po chwili była już zatrzaśnięta w mocnych szczękach kotki.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Pogoń się opłaciła. Oprócz złapanego bażanta, kocur zyskał także cenne doświadczenie. Będzie pamiętał, żeby za wszelką cenę uważać, czy zwierzyna go nie widzi, żeby nie musieć potem za nią latać. Nie zamierzał jednak na tym poprzestawać. Zakopał zdobycz i ruszył na dalsze łowy. Wpierw upewnił się, że idzie pod wiatr. Nastepnie przybrał pozycje łowiecką. Zgiął łapy, a ogon, brzuch i głowę miał prawie przy ziemi. Spłycił oddech. Poruszał się powoli przed siebie, bezszelestnie. Delikatne stawiał każdy krok i uważał, żeby na cos nie nadepnąć i nie hałasować. Wyostrzył zmysły, żeby na pewno niczego nie przegapić. Musiał złapać jak najwiecej, w końcu w obozie czekała na niego siódemka głodnych kociąt, a przydałoby się, żeby dla klanu tez cos zostało.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Czując, jak z żaby szybko ulatuje życie w jej szczękach, jej pysk rozszerzył lekki uśmiech zadowolenia. W końcu udało jej się coś złapać, pomimo tego, że w formie kategorycznie nie była. Za to nadrabiała techniką, jaką zdobyła przez wiele księżyców praktykowania sztuki łowieckiej. Przy charakterystycznym kamieniu wykopała dołek, w który wrzuciła truchło, zakopując je, zacierając również ewentualne ślady krwi, przysypując je ziemią. Ruszyła w końcu dalej, kierując się pod wiatr na lekko ugiętych łapach, poruszając się cicho i bezszelestnie. A przynajmniej tak starała się delikatnie stąpać. Rozglądała się dookoła, w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu zwierzyny, którą mogłaby zanieść dzieciom albo na stos. W końcu to, co zdobędzie rodzic zawsze będzie świeże i z najwyższej półki, o!
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
Wiewiórczy Ogon pałętał się po okolicy w poszukiwaniu zwierzyny, ale natrafił na coś innego. Do jego nosa doleciał zapach, z pewnością należący do kota, ale bynajmniej nie było czuć woni żadnego z klanów. Nagle z okolicznych traw wyszedł smukły i zadbany kocur. Wyglądał na dość młodego, jego sierść była śnieżnobiała, tylko na łapach, ogonie i głowie przyprószona czernią. Krystalicznie niebieskie ślepia wpatrywały się w wojownika. Błyskało z nich... obrzydzenie? — Ou, weź się odsuń ode mnie brudasie, fuj. —rzucił pełnym przejęcia głosem, a na pysku pojawił się nieprzyjemny grymas. Kocurek najwidoczniej nie do końca wiedział, z kim ma do czynienia, ale zupełnie brakowało mu jakichkolwiek manier i samo zachowania.
Czekoladowo-ruda kotka natomiast, będąc trochę z daleka od całej tej sytuacji, szukała czegoś, czym mogłaby nakarmić klan. Węszyła i nasłuchiwała, jednak niczego nie rejestrowała. Wokół dało się słyszeć tylko szum drzew.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór węszył w poszukiwaniu zwierzyny, a zamiast tego trafił na... no właśnie, na co? Nie potrafił zidentyfikować tego zapachu, aż nagle pojawił się przed nim jakiś gówniarz niewiadomego pochodzenia, patrzący się na niego z obrzydzeniem. Gdyby nie jego komentarz, rudzielec najpewniej spróbowałby załatwić sprawę w sposób dyplomatyczny, nie zamierzał jednak być łagodny wobec kogoś takiego. Skoczył zatem na gnojka, wysuwając pazury i celując w jego klatkę piersiową. Chciał go przygnieść, przyszpilić do ziemi, tak jak niegdyś zrobił to z Płomień.
Następnie, niezależnie od tego, czy atak się powiedzie, czy nie wysyczał:
- Jesteś na terenach klanu Cienia, więc uważaj na słowa, gówniarzu
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Nie udawało się jej niczego znaleźć, jednak to nic! Dopiero co złapała płaza w swoje łapy, dlatego nie oczekiwała, że zwierzyna będzie się do niej zlatywać drzwiami i oknami. Akurat zdołała nabrać trochę cierpliwości i pomimo, że rozpierała ją od środka energia, zdołała opanować swoje emocje na tyle, żeby się nie zacząć denerwować. Po cichutku przemierzała tereny zarośniętego brzegu, rozglądając się dookoła i próbując zwęszyć jakikolwiek (najlepiej świeży) trop zwierzyny, za którym mogła podążyć. Jednocześnie próbowała wyłapać jakiekolwiek ślady będące świadectwem obecności jakiejkolwiek zwierzyny na tym terenie, takich jak ślady łapek czy racic czy czegokolwiek, połamane gałęzie, gdy większe zwierzę by się przedzierało przez krzewy. Może również natrafić na czyjeś legowisko, tego też nie mogła wykluczyć. Albo ponownie nie trafić zupełnie na nic.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
atak Wiewióra: słaby! (50%) unik Pararosa: udany! (100%) ostateczny atak Wiewióra: 50%-100%=-50% -> nieudany! frajer :/
Rudy kocur chyba nie docenił umiejętności pieszczoszka. Rzucił się w stronę Pararosa z zamiarem przyszpilenia go do ziemi, ale ten wykonał zgrabny unik, przez co rudy przeciął jedynie powietrze, nic poza tym. — Te, powaliło cię, dzikusie? — syknął oburzony, mierząc wojownika pełnym nienawiści wzrokiem. — Nie mów mi co mam robić, pchlarzu. Zajmij się swoimi sprawami i zostaw mnie w spokoju. — burknął, chyba nawet nie wiedząc, że igra sobie z ogniem. Sierść na karku syjama wzniosła się, a uszy przylgnęły do czaszki. Pieszczoch nigdzie się nie wybierał.
A wojowniczka szukała dalej. Dzielnie parła przed siebie, jednak nie mogła wypatrzeć, usłyszeć lub wyczuć niczego, co nadawałoby się do złapania i zaniesienia na stos zdobyczy. Najwidoczniej trzeba było jeszcze trochę poszukać.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Nie wiedziała, że tuż za rogiem jej przyjaciel-chyba-partnero-coś zaliczył właśnie kolejny fenomenalny atak. Najwidoczniej nie tylko w sparingach z nią mu nie szło, ale także z walkami z pieszczochami. Szkoda, że nie tego nie widziała! A może to i lepiej? Może rudzielec nie chciał się pogrążać przed szylkretką jeszcze bardziej? No... Tego nie mogła wiedzieć. Bo jej tam nie było. Lekko stuliła uszy do potylicy, nieco rozzłoszczona na przeciwności losu, po czym przystanęła, parę razy wciągając powietrze przez nos i wypuszczając ustami. Po tym, jak poczuła ponownie względny spokoj - ruszyła dalej tą samą trasą. Pilnowała, czy przypadkiem wiatr się nie zmienił i nadal idzie tak, aby owiewał ją od nosa do ogona, poruszała się jak najbardziej bezszelestnie, aby nie spłoszyć żadnej zwierzyny w okolicy. Miała nadzieję, że żadne krzyki jej zwierzyny nie spłoszą.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Rudzielec... się popisał. Nie ma co. Atak mu nie wyszedł, taki szczyl go przechytrzył. JEGO. I do tego jego komentarze. Wiewiór nie zamierzał mu odpuścić. Wysunął pazury i z całej siły spróbował przejechać nimi po pysku pieszczoszka, domyślnie celując w oczy. Chciał pokazać kocurkowi, że nie powinien tak pyskować do silniejszych, a już zwłaszcza nie do niego.
- Zważaj na słowa, gnojku. Jeśli grzecznie nie przeprosisz, źle się to dla ciebie skończy - burknął, obnażając kły. Wojownik nie pozwoli, żeby taki szczyl bezkarnie pałętał się po terenach jego klanu i odzywał się w taki sposób. Jeżeli nie przeprosi, syn Świerkowej Igły najzwyczajniej w świecie go zabije. Nie będzie miał litości.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
atak Wiewióra: słaby! (50%) -> (24+17)-(15+6)*0,5= 10 unik Pararosa: nieudany!
Tym razem Wiewiórczemu Ogonowi się poszczęściło. Pararos nie zdążył odskoczyć w bok przed masywną łapą wojownika. Pazury rudego wyryły na policzku młodziaka kilka płytkich, aczkolwiek krwawiących i piekących zadrapań. — CO TY MI ZROBIŁEŚ Z FUTREM IDIOTO! — warknął wściekle, obnażając kły. Ciepła, szkarłatna ciecz lała się strumyczkiem po policzku pieszczocha. Zjeżył sierść, a z poszewek wysunął pazury. Nie mógł przecież pozwolić na to, aby taki pchlarz brudził mu sierść! Wybił się z głośnym sykiem z ziemi, z zamiarem uderzenia łapą w pysk wojownika.
Pararos: S: 4 | Zr: 6 | Sz: 5 | HP: 35-10=25/35 | W: 37-1=36/40
-> rana 1. stopnia: płytkie ślady pazurów na policzku -> krwawienie (po 1 HP do końca walki) Wiewiórczy Ogon: lvl: 4 | S: 17 | Zr: 9 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 80 | W: 39-2=37/50 | prz: 0/3
Kotka szła i szła... i w końcu coś znalazła. Kilka lisich ogonów dalej, tuż przy pobliskim krzaczku wylądowała jaskółka. Nie wyglądała, jakby wiedziała o obecności potencjalnego zagrożenia. Dziobała coś w ziemi, zapewne szukając jakiś budulców do budowy gniazda.