Płeć: Kocur Matka: Daisy Partner: Hieroglif is my husbando
Srebrny bengal pokryty ciemnymi rozetami i plamami z jasnozielonymi oczami. [więcej w kp]
Typowy turbośmieszek i luzak. Nie przejmuje się niemal niczym, lekkoduch, zawsze w rękawie ma jakiś suchar na każdą okazję i uwielbia pluskać się w wodzie. Prócz tego lubi ładnie wyglądać oraz przymilać się do ludzi, by go głaskali. Na swoim niczego sobie (dzielonym jedynie z bratem) terytorium przechadza się niczym król po swych włościach, lubiąc również wolność i swobodę, jaką jego karmiciele mu zapewniają. Jest on bowiem jednym z tych, co to lubią ryzyko i jak nie podroczą się z tym agresywnym owczarkiem z sąsiedztwa to zmieniają się w marudy i za wszelką cenę chcą poczuć adrenalinę już w mniej bezpieczny sposób, byle było ryzyko, byle emocje. Czy kogoś zatem dziwi, jak bardzo był skory do ucieczek bark w bark z bratem?
Korzenna [KC] | Skrzypiący [KRz] | Skalny [KW]
Akurat to, że samotniczka chciała mieć go w swoich objęciach sprawiało wrażenie uroczego, aww. Przynajmniej dopóki nie miało się okazać, że owy przytulas mógł być bardzo śmiercionośny. Nie było nawet co liczyć na delikatność, z pewnością zmiażdżyłaby jego delikatniejsze ciałko swoim niedźwiedzim uściskiem, nawet, gdyby nie było w nim ani grama gniewu.
Rzucił rozbawione spojrzenie na Hierogilfa, dostrzegając, jak ten się irytuje. Powstrzymał się przed histerycznym śmiechem i łzami ulgi, kiedy znów wbił wzrok w groźne oczy napastniczki. Całe szczęście było ciemno i ciężej było dostrzec jego wciąż delikatnie drżące łapy, ani trochę nieufające umysłowi. Okropnie się cieszył, że kocica najwyraźniej polubiła lirykę recytowaną w jego wydaniu i postanowiła wspaniałomyślnie go oszczędzić.
- Jesteśmy bardzo towarzyscy - odparł najsympatyczniej jak tylko umiał, nie chcąc doprowadzić do kolejnego wybuchu. Jak się okazało, była piekielnie biegła w walce i gdyby miała troszkę więcej szczęścia to kto wie, czy pieszczoszek wróciłby do swojego domu na wszystkich czterech łapach. Uśmiechnął się czarująco, skinąwszy główką ze zrozumieniem. Oczywiście, nikt tu nie chce z panią zadzierać, pani generał!
- My? Najlepsze męskie partie jakie tylko możesz znaleźć w tej dziurze, ha! Może i nie umiemy walczyć tak prześwietnie jak ty, ale i nam nie brak uroku - odrzekł ekstrawagancko, doskakując pośpiesznie do brata by powstrzymać go łapą przed dalszą ucieczką, nie przestając wpatrywać się w kotkę. Miał nadzieję, że Hieroglif nie pójdzie sobie bez niego. Nawet pozornie najgorzej prezentujące się kotlety mogły mieć wyśmienity smak, prawda? Dopiero po chwili dotarło do niego, że mogło chodzić o ich imiona, więc pośpiesznie dodał:
- Ja to Piktogram - pokazał na siebie łapą, by momencik później kiwnąć głową w kierunku brata. - A ten przystojniaczek obok to Hieroglif.
Dawno przerosła swojego mistrza oraz jakiś czas temu swojego ojca. Jest ogromna, ale bardzo proporcjonalna, muskularna oraz zbita, choć o zgrabnym tyłku. Gęste białe futro okala jej mocną szyję, tworząc pokaźną kryzę, a bokobrody otaczają jej silną szczękę. Na pysku, łapach oraz ogonie białą sierść Bystrej pokrywają intensywnie czarne, gęste pręgi. Jej trójkątne uszy są czarne, a z ich czubków wyrastają niezbyt wydatne również czarne pędzle. Ogon Bystrej jest niemalże długości jej tułowia, zaś sylwetka wpisana jest bliżej w kwadrat niżeli w jakiś dłuższy prostokąt, co oznacza, że jest proporcjonalnie zbudowana i nie ma jakoś bardzo długich łap w porównaniu do reszty ciała. Należy raczej do krępych, mocno zbudowanych kotów, choć o eleganckich ruchach. Oczy Bystrej mają lazurową barwę.
No, ten ciemniejszy wiedział, żeby z nią nie zadzierać i gadał zdecydowanie mniej, niż ten szarawy. Z drugiej strony Bystra patrzyła na Hieroglifa podejrzliwie, jakby miała zamiar za moment biegiem rzucić się za nim, dlatego w końcu ruszyła się do przodu, żeby zmniejszyć odległość. Co to, to nie! Najpierw chciała im nakopać, ale teraz zaczęło robić się ciekawie, a ten, któremu się należało, dostał nauczkę, więc, no, nie miała zamiaru ich teraz zbić na kwaśne jabłka.
- Ty, wracaj TU - krzyknęła do drugiego z bengali. Blask księżyca dobrze oświetlał zielone pastwisko, czy co to tam było i Bystry Nurt nie miałaby problemu z dorwaniem go, jeśli będzie miał zamiar przed nią uciekać, ani od niej. Właściwie to od nich, bo ten, któremu zostawiła ślady zębów na karku wciąż z nią rozmawiał i pomimo poturbowania przez samotniczkę wcale nie uciekał.
- He, własnie widzę. Zaraz zacznie się za nim kurzyć, tacy jesteście TOWARZYSCY. Lepiej mów za siebie - prychnęła rozbawiona. Może i Piktogram był towarzyski, ale ciemniejszy z braci nie wykazywał się takową cechą. No bywa, nie? Wzruszyła barkami bez większego przejęcia. Jeśli będzie chciała, to w mig zagrodzi mu drogę i tyle, o.
- No, w tej dziurze nie ma zbyt wysokiego poziomu, jeśli chodzi o kocury, także nie musicie się za bardzo starać, bobki. Urokiem się nie nakarmicie, ani dzięki niemu nie przeżyjecie. No, poza tym, siła jest ważniejsza, niż jakiś tam srurok - mruknęła i oblizała różnokolorowe, długie wąsy. Dobrze im radziła po prostu, co nie? Tak w sumie z troski, bo wyglądali na takich, którzy nigdy się nie bili. Takie patykowate chuchra bez mięśni i jeszcze śmierdzieli dwunogami. Smutne. Może powinna ich jakoś pouczyć, czy coś? Po prezentacji przedstawili się, a Bystra wykrzywiła pysk, mrużąc lazurowe ślepia.
- Kto was tak głupio nazwał - zapytała, aczkolwiek zupełnie bez intonacji, która charakteryzowała pytania. Ton miała roszczeniowy, a nawet bezczelny, czyli no... cała Bystra.
- Ja jestem Bystry Nurt, najlepsza wojowniczka w okolicy czterech klanów. - Wypięła dumnie pierś i spojrzała na nich z góry, a puszysty ogon zawirował w powietrzu. Prezentowała się naprawdę dobrze. Mimo bycia herszt babą, Bystra starała się utrzymywać czyste i w miarę ułożone futro, chociaż zdecydowanie bez przesadyzmu.
»NIEPROWADŹMNIE« samawiemczegochcę
ibędę chciała tosię zgubię [RAZ,DWA,TRZY-KRYJESZTY] a jak nie -wypadaszz gry jak będęchciałatoodnajdęzgubę
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
Zerknął zaskoczony najpierw na blokującą mu przejście łapę brata, potem na jego pysk. Czego on jeszcze od niej chciał? Mogli spokojnie odejść, więc czemu nie chciał tego zrobić? Zmarszczył nieco nos, kiedy zobaczył dziwnie rozbawiony wyraz twarzy Pika. Kretyn. Mimo wszystko zatrzymał się, niezbyt chętny do zostawiania Piktograma samego z wielką kocicą. Kto wie, co by im mogło strzelić do głowy podczas jego nieobecności? Bystra mogła by na przykład ulec urokowi jego brata i skaziliby świat jego genami. Odwrócił się więc z powrotem w kierunku mopa.
Nie obchodziło go, czy dzikuska uzna, że od niej uciekał. Po pierwsze, nie było to wcale takie nieprawdopodobne, gdyż w walce nie miał żadnych szans, po drugie, średnio go ona obchodziła i liczył, że do drugiego spotkania już nie dojdzie. No ale jak już jest na miejscu, to chyba ignorować jej dłużej nie może.
- Jestem - odparł na wołanie kocicy. Piktogram w tej sytuacji pomyślałby coś w rodzaju "Oo, nie może beze mnie wytrzymać.". Hiero pomyślał, że dzikuska była wyjątkowo uparta, irytująca i przekonana, z resztą słusznie, o swojej wyższości nad kocurami. Przynajmniej w kwestii sprawności fizycznej, bo rozumu i uroku zdawała się nie posiadać w nadmiarze.
- Piktogram jest towarzyski, w takim wypadku. Już lepiej? - zapytał, nie bez śladu goryczy w głosie. Ale takiego małego śladu, dzikuska pewnie się nawet nie zorientuje. Naprawdę, nie rozumiał o co pręgowana się tak rzucała. I przede wszystkim dlaczego się tak nimi interesuje, skoro najwidoczniej nie przypadli jej do gustu. Kolejną uwagę zbył milczeniem - składała się jedynie z obelg w ich kierunku, a on nie zamierzał wdawać się w bezsensowne kłótnie. Zerknął tylko na Piktograma i rzucił mu wymowne spojrzenie. Nawet. Nic. Nie mów.
- Właściciele. A kto inny - mruknął cicho w odpowiedzi na kolejne "pytanie". Ta, chyba raczej żądanie. Może i patrząc z perspektywy świadka ta cała sytuacja byłaby dla niego całkiem zabawna, ale czując nieustanne zagrożenie atakiem ze strony kocicy niczym ciężki oddech dyszący mu tuż nad karkiem, wcale nie było mu do śmiechu. Wręcz przeciwnie.
Kocur nie miał pojęcia, czym są klany, o których mówiła potężna kocica. Słyszał to określenie w domu niejednokrotnie, ale nigdy w odniesieniu do kotów. Klany to były grupy ludzi. Czyżby Bystra uważała się za człowieka? Westchnął. Głupiutka niczym kocię. Czy ktoś kiedykolwiek widział człowieka z taką bujną szczotą futra?
Płeć: Kocur Matka: Daisy Partner: Hieroglif is my husbando
Srebrny bengal pokryty ciemnymi rozetami i plamami z jasnozielonymi oczami. [więcej w kp]
Typowy turbośmieszek i luzak. Nie przejmuje się niemal niczym, lekkoduch, zawsze w rękawie ma jakiś suchar na każdą okazję i uwielbia pluskać się w wodzie. Prócz tego lubi ładnie wyglądać oraz przymilać się do ludzi, by go głaskali. Na swoim niczego sobie (dzielonym jedynie z bratem) terytorium przechadza się niczym król po swych włościach, lubiąc również wolność i swobodę, jaką jego karmiciele mu zapewniają. Jest on bowiem jednym z tych, co to lubią ryzyko i jak nie podroczą się z tym agresywnym owczarkiem z sąsiedztwa to zmieniają się w marudy i za wszelką cenę chcą poczuć adrenalinę już w mniej bezpieczny sposób, byle było ryzyko, byle emocje. Czy kogoś zatem dziwi, jak bardzo był skory do ucieczek bark w bark z bratem?
Korzenna [KC] | Skrzypiący [KRz] | Skalny [KW]
Starał się nie spuszczać z kocicy wzroku, chcąc upewnić się czy nic głupiego przypadkiem nie wpadnie jej do łba. Piktogram był obrzydliwie wdzięczny kotlecikowi. Oczywiście zasłużyła sobie na owe zdrobnienie oszczędzając go samego oraz jego atletyczne, seksowne ciałko. Zagryzł wargę z zaniepokojeniem, strzygąc uszami z momentalnym zaniepokojeniem, kiedy krzyknęła na jego brata. Odetchnął bezgłośnie, nie pierwszy i nie ostatni raz w trakcie tej rozmowy z jakże niebezpieczną kobietą. I jak tu zrozumieć te urzekające swym wdziękiem kotki? Co prawda samotniczka nie należała do najładniejszych jakie w życiu widział, a w myślach nawet zastanawiał się jakby wyglądała po porządnej wizycie w salonie i paru lekcjach wychowania, ale była całkiem ładna. Taka przeciętna, co zaskakujące. Na nieszczęście dla biednego Hieroglifa srebrny bengal przez chwilę analizował, jak bardzo opłacałoby się zrobić jej kocięta. Przekrzywił łepek, lustrując ją naprędce i zastanawiając się, jak bardzo prawdopodobnym mogło być, że była rasowym kotem. Nie wyglądała w końcu jak zwyczajny dachowiec... lecz któż ją wie, jakie też może przenosić choróbska i robaki?! Wolał nie ryzykować, choć i chwilą odprężenia, jak miał być szczery, by nie pogardził. Bo kto by tam patrzył, że ledwie chwilę temu chciała go zamordować z zimną krwią? Lubił niebezpieczne kobiety. Mrug mrug Oo, nie może beze mnie wytrzymać, przeszło mu przez myśl. Jakże zaskakujący przypadek! Skinął lekko trójkątną głową jako podziękowanie, krzyżując z bratem spojrzenia na ledwie ułamek sekundy. Szybko jednak poprawił się, znów wbijając iskrzące, jasnozielone oczęta w potencjalne niebezpieczeństwo z nieco potarganym futrem. Piktogram wolał nie wiedzieć, jak wyglądała jego własna mięciutka w dotyku, zazwyczaj przylizana i gładka sierść będąca jego dumą.
- Masz rację! Obiecuję poprawę milad... moja pani! - odpowiedział kotce melodyjnym, jakby wyćwiczonym, głosem. Czystym, przyjemnym dla ucha. Pozbawionym niedoskonałości, zachęcającym i śpiewnym. Niczym urokliwy piosenkarz, który nie potrzebował ani grama inteligencji by odnosić sukcesy. Rozbawił ją, poniekąd? W porządku, jeśli to miało uratować mu skórę to gotów był dalej ją wychwalać i szczebiotać o głupotach. Potrafił być zaskakująco dobrym aktorem jeśli tego chciał. Nawet nie spojrzał na swojego braciszka (nie dostrzegając zatem przesłania ukrytego w poważnych oczach), który za grosz nie umiał grać tak dobrze jak Piktogram. On był tym od wyciągania z kłopotów i brania odpowiedzialności, prawda? Bardziej rozrywkowy z nich mógł więc nacieszyć się życiem, balując do rana.
- O! Nasi Właściciele trzymają nas właśnie dlatego, że ładnie wyglądamy i jesteśmy istnymi seksbombami- mrugnął do kotki, a jego umiejętność przebojowość pod koniec spotkania z pewnością miała wskoczyć na nowy level. Słysząc jej kolejne słowa jego głupawy uśmieszek nawet nie drgnął, choć jego duma poczuła się wielce obrażona i gotów byłby jej nawet strzelić agresywnego foszka, gdyby nie fakt, że była olbrzymim, siejącym spustoszenie czołgiem. Nie pozostawało mu więc nic innego jak dalsze kontynuowanie tej samej gry.
- Tak jak mówi Hiero - przytaknął bratu, by następnie zaczerpnąć tchu i rozpłynąć, uśmiechając się błogo i mrużąc ślepka. - Zgadzam się, jasne, że najlepsza ze wszystkich! Jakie cudowne imię! Rewelacyjne! Zajefajne! - nie szczędził jej pochlebnych słów, które same przychodziły mu na myśl, bez żadnego trudu. Byłby nawet gotów wymieniać tak dalej, ale wolał nie ryzykować, że wkurzy się na niego za zbytnie schlebianie.
Dawno przerosła swojego mistrza oraz jakiś czas temu swojego ojca. Jest ogromna, ale bardzo proporcjonalna, muskularna oraz zbita, choć o zgrabnym tyłku. Gęste białe futro okala jej mocną szyję, tworząc pokaźną kryzę, a bokobrody otaczają jej silną szczękę. Na pysku, łapach oraz ogonie białą sierść Bystrej pokrywają intensywnie czarne, gęste pręgi. Jej trójkątne uszy są czarne, a z ich czubków wyrastają niezbyt wydatne również czarne pędzle. Ogon Bystrej jest niemalże długości jej tułowia, zaś sylwetka wpisana jest bliżej w kwadrat niżeli w jakiś dłuższy prostokąt, co oznacza, że jest proporcjonalnie zbudowana i nie ma jakoś bardzo długich łap w porównaniu do reszty ciała. Należy raczej do krępych, mocno zbudowanych kotów, choć o eleganckich ruchach. Oczy Bystrej mają lazurową barwę.
I to właśnie Hieroglif miał rację - samotniczka była po prostu uparta i nie przyjmowała odmowy i niemożność wytrzymania bez burego nie miała tutaj nic do rzeczy. Kocur zdawał się być tym mądrzejszym bratem, ale no, nie oszukujmy się, Bystry Nurt i mądrość też nie szły w parze, więc chyba nikogo nie dziwiło, że patrzyła tylko z niezadowoleniem na tego gburowatego końskiego wypierdka i Piktogram zdecydowanie bardziej ją interesował. Tyle, że była po prostu uparta i nie zamierzała POZWOLIĆ MU ODEJŚĆ. Przynajmniej na razie. Albo zostają tutaj obaj, albo żaden, JASNE? Jeszcze Hieroglif zawołałby jakichś swoich śmierdzących znajomków i biłaby się z nimi, jak z chmarą szczurów. NIE MA OPCJI.
- Ta, lepiej. - Wzruszyła barkami. Właściwie to było jej to w tym momencie obojętne. Musiała się chwilę poczepiać, żeby pokazać kto tutaj rządzi na wypadek gdyby któremuś z nich umknęło, że ONA. No i na dodatek okazało się, że są pieszczochami dwunogów. Normalnie śmietanka towarzyska. Dobrze, że ten drugi chociaż był, no, zabawny? Taki, że właściwie to nie chciała mu jednak przetrzepać zadka, a to już coś!
- Porwali was, czy się tam u nich urodziliście? - zapytała wcinając się pomiędzy Hiero i Pikto, i nawet zaintonowała to odpowiednio. W sumie to była ciekawa, jak to w ogóle może tam wyglądać. Kodeks wyraźnie mówił, że wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka. Jeśli wszystkie pieszczochy były właśnie takimi marnymi workami kości, to Bystra totalnie nie chciałaby nim zostać. No, poza tym, była w końcu NAJLEPSZĄ WOJOWNICZKĄ. Poza tym, co to były te... "seksbomby"? Kolejne dziwne słowa.
- Co to "seksbomby" - powiedziała wpatrzona w Piktograma jak sroka w gnat. Oczekiwała wyjaśnień. Natomiast na pochwałę swojego imienia lekko się uśmiechnęła i wypięła pierś do przodu.
»NIEPROWADŹMNIE« samawiemczegochcę
ibędę chciała tosię zgubię [RAZ,DWA,TRZY-KRYJESZTY] a jak nie -wypadaszz gry jak będęchciałatoodnajdęzgubę
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
W zasadzie samo nie bycie rasowym kotem nie powinno stanowić dla Piktograma żadnej przeszkody... przede wszystkim kociaki byłyby problemem matki a nie jego i niezależnie od stopnia czystości krwi Bystrej, one byłyby już mieszańcami. Bo kotem bengalskim dzikuska na sto procent nie była. W te sytuacji srebrny kocur powinien przejmować się przede wszystkim dwoma rzeczami: czy kotka nie ma jakichś groźnych chorób i czy on sam przeżyłby tą całą "chwilę odprężenia". Był w końcu tylko delikatnym i słabym "pieszczochem dwunożnych". Podejrzenia Bystrej o przyprowadzeniu grup koleżków były jednak średnio wykonalne, gdyż jak na razie dwójka kocurów i nie znali zbyt dobrze... w sumie nikogo poza sobą nawzajem i właścicielami. Widzieli dotychczas inne koty chociażby u weterynarza, ale jak w takich warunkach prowadzić cywilizowaną rozmowę? Wymieniali maksymalnie parę słów i zaczynali drzeć się na Właścicieli żeby ich już wypuścili z transportera.
Zerknął na Pika a przez głowę przeszło mu zapytanie skąd się nauczył tak szczebiotać. Chyba oglądał stanowczo za dużo telewizji. Potem przeniósł wzrok na Bystrą, zauważając z pewną dozą zdziwienia, że wydawała się już znacznie spokojniejsza. Spodobał jej się występ jego brata? Żeby się jeszcze panienka nie zadurzyła.
- Zostaliśmy zakupieni przez nasze państwo. W przeciwieństwie do... was - wykonał łapą okrężny znak w jej kierunku, mając na myśli wszystkie te dzikie koty. - nie jesteśmy mieszańcami a nasze istnienie nie było efektem chwili uniesienia i poddania żądzy - Ich matka była ponad coś nazywanego "pociągiem fizycznym". Nie chowała się z losowym kocurem w krzakach mając nadzieję, że nic z tego nie wyjdzie i nie niestety mając racji. Była kocicą szlachetną i dała życie wielu wartościowym kotom. Za tę panienkę tutaj nikt nie zapłaciłby złamanego grosza.
...seksbomby? Uśmiechnął się szeroko i spojrzał z rozbawionymi ognikami w oczach na Pika. Był bardzo ciekawy, jak braciszek to wytłumaczy. Pojęcia takie jak "seksapil" zapewne również były Bystrej nieznane. Chociaż równie dobrze mogliby powiedzieć jej teraz cokolwiek. I tak by się nie zorientowała.
Płeć: Kocur Matka: Daisy Partner: Hieroglif is my husbando
Srebrny bengal pokryty ciemnymi rozetami i plamami z jasnozielonymi oczami. [więcej w kp]
Typowy turbośmieszek i luzak. Nie przejmuje się niemal niczym, lekkoduch, zawsze w rękawie ma jakiś suchar na każdą okazję i uwielbia pluskać się w wodzie. Prócz tego lubi ładnie wyglądać oraz przymilać się do ludzi, by go głaskali. Na swoim niczego sobie (dzielonym jedynie z bratem) terytorium przechadza się niczym król po swych włościach, lubiąc również wolność i swobodę, jaką jego karmiciele mu zapewniają. Jest on bowiem jednym z tych, co to lubią ryzyko i jak nie podroczą się z tym agresywnym owczarkiem z sąsiedztwa to zmieniają się w marudy i za wszelką cenę chcą poczuć adrenalinę już w mniej bezpieczny sposób, byle było ryzyko, byle emocje. Czy kogoś zatem dziwi, jak bardzo był skory do ucieczek bark w bark z bratem?
Korzenna [KC] | Skrzypiący [KRz] | Skalny [KW]
Widać było, że zamierza wtrącić się między tłumaczenia Hieroglifa już po samym fakcie, że wciągnął tak gwałtownie powietrze przez nos, że omal się nim nie zakrztusił. Nawet nie myślał o tym, co wygaduje, po prostu... mówił to, co akurat przyszło mu na myśl, to co akurat mu się zachciało. Na powrót zrobił się strasznie zawadiacki. I flirciarski. Rany.
- Nasza matka, Daisy, była równie przystojna co my - napuszył się nieco, wypinając się do przodu. Zaraz, zaraz... przystojna? Mógł użyć tylu ładnych określeń, tylu DAMSKICH przymiotników. A on co? Wybrał akurat taki. Ale kto by tam na to zwracał uwagę, nie? Może i w normalnych okolicznościach, gdyby jego głos nie pędził jak strzała do uszu słuchaczy, to Bystra od razu mogłaby dopytać o Daisy, jeśliby tylko chciała. Niestety jednak, musiała wpierw przeczekać słowotok Piktograma. - Widzisz te dwie jaśniejsze plamy na uszach? - przerwał na ledwie uderzenie serca, obracając się na pięcie tyłem do samotniczki, by mogła przyjrzeć się jego uniesionym wysoko uszom. - One oznaczają, że pochodzimy z czystego rodu! Nasi przodkowie od wieków byli wielbieni przez ludzi - znów stanął do niej przodem, obróciwszy się z wdziękiem. Skinął głową, pokazując na nią. - A co z twoją rodziną? Pewnie musiała być... równie piękna i silna co ty! - pochwalił ją z udawanym entuzjazmem. Pff. Wiedział przecież, że pewnie urodziła się w jakiejś brudnej norze i miała za rodziców zwyczajnych dachowców, nie mogła posiadać żadnego nadzwyczajnego rodowodu. Nie mogła i już. Nawet, jeśli miała wzory na futerku nie spotykane aż tak pospolicie na co dzień. Zapytał jednak po to, by zarzucić kolejnym komplemencikiem.
- Och, seksbomby... - o bogowie, na jego pyszczku autentycznie przez ułamek sekundy pojawiło się zawahanie! Zniknęło jednak równie szybko jak się pojawiło. Jak by to wytłumaczyć bez podawania konkretnych przykładów ładnych kotek z sąsiedztwa? Ani tego wszystkiego, czego się nasłuchał, oglądając telewizję? Hm. - Wiesz, to takie bardzo atrakcyjne koty, które wszyscy lubią, bo ślicznie wyglądają i mają wielu wielbicieli i każdy chciałby mieć z nimi kocięta, ale nie każdy może, bo one są takie wiesz, no prestiżowe i fajne, o - zakończył nieco chaotycznie, zezując z chwilowym niepokojem na Bystrą. - Ty też jesteś taką seksbombą, rzecz jasna! Kto by nie chciał mieć z tobą kociąt, prawda? Pewnie musisz ciąąągle przeganiać cichych wielbicieli - zamruczał ujmująco, uśmiechając się tajemniczo. Coś czuł, że lada moment przyjdzie ta chwila, kiedy będzie trzeba zwiewać by w nic strasznego się nie wpakować.
Dawno przerosła swojego mistrza oraz jakiś czas temu swojego ojca. Jest ogromna, ale bardzo proporcjonalna, muskularna oraz zbita, choć o zgrabnym tyłku. Gęste białe futro okala jej mocną szyję, tworząc pokaźną kryzę, a bokobrody otaczają jej silną szczękę. Na pysku, łapach oraz ogonie białą sierść Bystrej pokrywają intensywnie czarne, gęste pręgi. Jej trójkątne uszy są czarne, a z ich czubków wyrastają niezbyt wydatne również czarne pędzle. Ogon Bystrej jest niemalże długości jej tułowia, zaś sylwetka wpisana jest bliżej w kwadrat niżeli w jakiś dłuższy prostokąt, co oznacza, że jest proporcjonalnie zbudowana i nie ma jakoś bardzo długich łap w porównaniu do reszty ciała. Należy raczej do krępych, mocno zbudowanych kotów, choć o eleganckich ruchach. Oczy Bystrej mają lazurową barwę.
Że co? Może i przez chwilę była spokojniejsza dzięki występowi Piktograma, ale teraz ten bucowaty, śmierdzący pieszczoch nieźle ją zirytował. Puszysty ogon zaczął ponownie strzelać zamaszyście na boki i ciąć powietrze.
- OBRAŻASZ MOICH RODZICÓW!? SAMI JESTEŚCIE ZROBIENI PRZEZ JAKIEŚ UNIESIENIA I ŻĄDZE. MOI RODZICE SIĘ KO-CHA-JĄ I JESTEŚMY RODZINĄ, JASNE? - wrzasnęła oburzona i wysunęła czarne pazury z poduszek, ale jeszcze nie atakowała. Jedynie wbiła je w ziemię porośniętą krótką trawą, która w świetle księżyca była bardziej szara, niż zielona. Lazurowe ślepia jarzyły się teraz złością i dałabym sobie rękę uciąć, że zaraz wyskoczą z nich gniewne iskry, które zapalą trawę pod nimi. CHYBA SOBIE ŻARTOWAŁ. A jak jeszcze raz obrazi jej rodziców, to pokaże mu, co to znaczy prawdziwa rodzina. Jeden już z tego powodu zginął. Jej OJCIEC NIE BYŁ ŻADNYM LOSOWYM KOCUREM.
- Chyba ładna, a nie przystojna - odburknęła do Piktograma ze złością, którą wywołał jego brat. - Moja mama nie jest silna. Właściwie to trochę przypomina was, wymoczki. Ale no, jest chyba piękna - mruknęła już spokojniej, ponieważ srebrny w jakiś sposób próbował ją ugłaskać komplementami, a Bystra dawała się jak małe kocię. Zresztą, całkiem nieźle mu to wychodziło, dlatego na pysku rosłej kocicy pojawił się zadowolony uśmiech.
- Żaden nie jest wystarczająco DOBRY - powiedziała od niechcenia. Właściwie to się z nim zgadzała. Szkoda tylko, że nie miała za bardzo przyjaciół, ani nikt się nią nie interesował i były to jedynie jej wyobrażenia, a Bystra bardzo chciała być i lubiła być w centrum uwagi. Wężowa Łapa powiedziała jej takie okrutne słowa, a Czosnek o niej zapomniała. Chyba tylko Bławatek jej została, a ona była ruda. No i nie było żadnego sensownego kocura. Czy ona w ogóle potrzebowała kocura i kociąt? BLAAAH.
- Kocięta są obrzydliwe. Kto by chciał je mieć - powiedziała krzywiąc się z obrzydzeniem.
»NIEPROWADŹMNIE« samawiemczegochcę
ibędę chciała tosię zgubię [RAZ,DWA,TRZY-KRYJESZTY] a jak nie -wypadaszz gry jak będęchciałatoodnajdęzgubę
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
Huh, kochają. Hieroglif skrzywił się z powątpiewaniem. Kto by chciał zakochiwać się w jednej osobie na całe życie? Szczególnie jeżeli jest się kocurem i nie ograniczają cię żadne ciąże ani podobne bzdury. Jedyną miłość, jaką znał kot bengalski, jest miłość do rodziny. Był z matką jedynie parę miesięcy, ale wciąż pamiętał pełne miłości, czułości i uwielbienia spojrzenia jakim obdarzała ich rodzicielka. Była nimi zachwycona, co było zupełnie bezsensowne, biorąc pod uwagę, że byli wtedy jedynie bezbronnymi i bezmyślnymi kluskami, ale to jedynie udowadniało siłę jej uczucia. Chyba wszystkie matki tak miały, bo u ludzi również zauważył podobne zachowania. Za to bycie tatusiem nie wymagało specjalnego wkładu. Można było sobie nawet spierniczyć na drugi koniec świata. A jak ktoś tego nie zrobił to albo był głupi, albo nie mógł. Tatusia Bystrej pewnie też coś zatrzymało.
- Oczywiście - mruknął. Nie zamierzał więcej już denerwować potężnej kotki. To była przecież działka Piktograma.
Zignorował Bystrą mówiącą o swojej mamie. Nie za bardzo był w stanie wyobrazić sobie, by rodzicielka takiej... obszernej kobitki mogła być w jakikolwiek sposób do nich podobna. Chyba, że tatuś był od dzikuski jeszcze większy... musiałby być jakimś żbikiem czy coś. Biedna mama Bystrej.
- Kocięta pozwalają przekazać swoje geny dalej. Wyobraź sobie, że stwarzasz stworzonka w połowie tak super jak ty. To dobry uczynek dla świata - oczywiście nie mówił tutaj o Bystrej. O nie, wolałby, by jakiekolwiek ewentualne kocięta odziedziczyłyby po niej możliwie najmniej cech. Nawet jeżeli nie byłyby jego. Tak byłoby lepiej dla ogółu. No ale ktoś te bachorki musi w końcu wychowywać a do tego pewnie nawet ona by się nadała. Wystarczy, żeby przeżyły do odpowiedniego wieku (a z obroną ich Bystra nie miała by raczej problemów) a potem mogłyby już zająć się sobą same.
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
***
Wędrówki ciąg dalszy - Nawałnica od czasu wyzdrowienia postanowiła nie marnować nawet jednego dnia i po prostu pójść znów na mały zwiad. Lubiła chodzić po okolicy ogółem, póki nie znajdowała się za blisko granic Cieniasów to było dobrze. Jakby wyczuła już ich smród, natychmiast zaprzestałaby dalszego chodzenia. Wolała jednak nie natknąć się na żadnego. A poza tym, każdy był za słaby na nią. Była sto razy lepsza niż tamci razem wzięci. W gruncie rzeczy - dziś Trener Nawałka miała ochotę zawędrować na to siedlisko koni. Od dłuższego czasu zastanawiała się czy nie wybrać się tam i o, teraz jest okazja. A na całe szczęście droga nie była tak daleka, nawet nie wiedziała, że ma tak blisko. Ale warto wiedzieć na przyszłość. Wystarczyło tylko przejść rzeczkę i już. Ciekawe otoczenie sobie wybrała.
Gdy doszła tam gdzie chciała, to stanęła tuż przed płotem, uważnie go obserwując. I co teraz. Przekroczyć go czy też nie, oto jest pytanie. Nie za bardzo chciała aż tak ryzykować, a z drugiej strony może coś tam ciekawego się kryje. Choć póki co widziała tam samą łąkę, co było raczej...normalne. Parsknęła coś pod nosem z niezadowoleniem i usiadła. Swój puszysty ogon owinęła wokoło łap, a na pysku malowała się grymas. Czyli przyszła tu po nic? Myślała, że będzie coś bardziej ciekawego, a tu taka nie miła niespodzianka. Miała już plan wracać, lecz jeszcze tu pozostałą na chwilę, może coś się jednak wydarzy. Na wszelki wypadek oczywiście miała nastawione uszy i cały czas pozostawała czujna.
//Hieroglif
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
Trener chce czegoś ciekawego? Siedlisko Koni ma dla niej coś w sam raz na te okazję - nieco dalej, poza zasięgiem wzroku niebieskiej kotki rozegrała się właśnie pewna bardzo interesująca scena. Zaczęło się niewinnie - młody, kary ogier spokojnie pasł się na pastwisku. W tym samym momencie na płocie mignęła niewielka, bura plama - mignęła i zaczęła szybko kierować się w stronę konia. Nie wiadomo jaki był cel owej plamy, ale rezultat jej działań był jasny - konik, przestraszony pojawieniem się szybko poruszającego się, niezidentyfikowanego obiektu, spłoszył się, jak to koniki robią. Plama również nieco się przestraszyła, gdyż można było zobaczyć, jak jeży się i odskakuje. Różnica między tymi dwoma jednostkami była jednak taka, że plama odbiegła w stronę płotu i szybko na niego wskoczyła, koń natomiast biegł przed siebie.
Przed siebie, coraz bliżej Nawałnicy, na szczęście bezpiecznej po drugiej stronie płotu. Plama również zbliżała się w tym kierunku biegnąć po płocie, ciekawa zdarzeniem jakie wywołała. Niestety nie poruszyła się tak szybko jak koń, ale to szybko przestało być problemem, gdyż konik już nieco się uspokoił i zaczął zwalniać. Być może doszedł do wniosku, że wpadnięcie na drewnianą konstrukcję było w tamtej chwili większym zagrożeniem niż mały brązowy kształt? Już dziesięć metrów od Nawałnicy przeszedł w stęp, a pięć metrów od niej całkiem się zatrzymał, chociaż wciąż czujnie rozglądał się dookoła.
Tymczasem brązowa plama, która z bliska okazała się być młodym bengalskim kotem, starała się złapać oddech, zastanawiając się przy tym, czy być zadowolonym, czy rozczarowanym faktem, że nic takiego poważnego się nie stało i ani jedno zwierzę nie zostało stratowane. Niebieska samotniczka na ziemi jeszcze nie zwróciła jego uwagi, ale przybycie jego i jego towarzysza raczej nie mogło pozostać przez nią niezauważone.
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Rzeczywiście, nie miała pojęcia co się rozgrywało tam daleko i co zaraz stanie się. Po prostu siedziała sobie w najlepsze patrząc znudzonym wzrokiem na pustą polanę. Nic ciekawego, zupełnie nie tego się spodziewała. Chciała ujrzeć konia, a tu proszę bardzo, nie ma jak na zawołanie. Westchnęła ciężko i już wstała żeby sobie pójść, gdy tu nagle do jej uszy dobiegł jakiś dziwny dźwięk. Odwróciła się powoli i zastrzygła uchem, może jednak coś się zdarzy? Usiadła spokojnie i wyprostowała, czekając na to coś. Niedługo jej zajęło by ujrzała jakaś plamę pędzącą w jej stronę, ale po dokładnym przyjrzeniu się ta plama zamieniła się w ogromnego konia pędzącego właśnie tu. O, i o to chodziło. Aż uśmiechnęła się pod nosem, nawet nie myśląc o ucieczce. Bo po co, przecież ten był daleko i nie mógł jej nic zrobić. Po dłuższej chwili jednak trochę adrenaliny napłynęło jej do żył kiedy zauważyła iż zwierzak nie hamuje, a wciąż biegnie niczym torpeda w jej stronę. Podniosła jedną brew do góry, przy tym powoli stając na cztery równe łapy i potem idąc do tyłu jakieś dwa kroki. Sytuacja zaczynała robić się nieprzyjemne, bardzo nieprzyjemna. Na jej pysku szybko pojawił się grymas, a cała Nawałnica napięła mięśnie gotowa do jakiegoś uniku, czy w ostateczności ucieczki. Lecz jednak nie była zmuszona. Gdy konik zaczął zbliżać się do płotu nagle zaczął zwalniać, tak jakby odpuścił sobie taranowanie drewnianego ogrodzenia. I dobrze. Błękitna wypuściła powietrze z płuc, a potem z powrotem usiadła uważniej przyglądając się zwierzęciu. Po raz pierwszy widziała konia i był...dużo większy niż myślała. Aż otworzyła na chwilę pysk ze zdziwienia, ten jednak szybko zamknął się gdy kątek oka dostrzegła kocura siedzącego na płocie i ewidentnie zmęczonego czymś. - Chyba zmęczyłeś się, kłaku. - Parsknęła z typową odrobiną złośliwości w głosie. Przy okazji zmierzyła kocura wzrokiem i zauważyła u niego nietypowe umaszczenie. Hm, ciekawe. - Zgaduję, że ty go przyprowadziłeś. - Dodała po chwili, a przy okazji przeniosła wzrok na napotkane zwierzę. Przynajmniej coś się zadziała, nie jest nudno, jest ciekawie, tylko szkoda, że jeszcze jest towarzystwo. Zdecydowanie wolałaby sama popatrzeć na konia.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Kocur o ciekawym umaszczeniu nie zdążył jeszcze nawet odsapnąć po ściganiu się z czterokopytnym, kiedy z dołu wyraźnie usłyszał jakiś głos, najwyraźniej nabijający się z niego. Proszę bardzo, nabijaj się. Hierogllifa nie mogła mniej obchodzić opinia jakiejś kotki przypadkiem spotkanej przy pastwisku. Zmęczenie szybko jednak ustąpiło - w końcu od czegoś jednak miało się te geny kotka bengalskiego. W pewnym sensie Hieroglif był nawet bardziej dziki niż siedząca na ziemi Nawałka. Czy w jej żyłach płynęła krew dzikich azjatyckich kotowatych? Czy może jednak jest owocem "miłości" dwóch leśnych mruczków? Kocur nie miał pojęcia, że mimo, ze nie jest to co prawda kotka bengalska, to z rasowymi kotami ma całkiem sporo wspólnego. A dokładniej 50% genów. ...- No. Specjalnie dla ciebie - mruknął w odpowiedzi a w jego głosie nie było już słychać najmniejszego śladu zmęczenia. Była za to wibrująca, lekko zirytowana nuta. Nagłe spłoszenie się konia jego również zaskoczyło i chociaż zagrożenie minęło już z chwilą, w której wskoczył na płot, nie za bardzo miał chwilę się uspokoić. Do tego teraz zaczepia go jakaś dzikuska i zachowuje się, jakby coś dziwnego było w tym, że odrobinkę się zmęczył po gonieniu konia. Miał może jeszcze zrobić fikołka i dwadzieścia pompek? Czy może zeskoczyć z płotu i zacząć ją podrywać jak Piktogram?
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Podobnie jak Hieroglif, Nawałka również nie była świadoma tego iż jest mieszanką rasowego kota i zwykłego kota leśnego. Jedynie co wiedziała o Iwanie, to jak ma na imię, że żyje w mieście i przewodzi jakąś grupą tam. O wyglądzie nikt jej nie mówił, nawet Splątana, więc cóż...wiedziała praktycznie tyle samo co Pieszczoch o jej grenach. Może to i lepiej? Wolała wersję taką jaką teraz wie, nie śpieszyło jej się do poznania ojca.
Widać kocur szybko się pozbierał i już nie był taki zmęczony. No proszę, szybko regeneruje siły albo po prostu starała się już nie wyglądać na takiego zmęczonego. Jeśli myśli iż w ten sposób zaimponuje Nawałnicy, to był trochę w grubym błędzie. Ona była jak z kamienia, rzadko zachwycała się innymi rzeczami, a przynajmniej tak by to było widać. Bo owszem, w duchu może być zdziwiona, ale niekoniecznie to okazuje. Tak też było teraz. Koń, super, nowość, nigdy go nie widziała i miała okazję, ale już niekoniecznie miała ochotę na towarzystwo w postaci tego kocura. Dlatego jej końcówka ogona lekko drgnęła gdy ten odpowiedział, a na pysku pojawił się nieco większy grymas. Usłyszała tą zirytowaną nutę w głosie brązowej plamki, dlatego też to jej się nie spodobało. - Nie podlizuj się tak, bo Ci ta "słodycz" bokami wyjdzie. - Parsknęła po chwili, także z odrobiną złośliwości. Jeśli kocur chce się bawić w takie przezywanie słowne, to Nawałnica przyjmuje to wyzwanie. Lubiła to i to bardzo, więc idealne zajęcie dla niej. Zmierzyła jeszcze raz Pieszczocha swoimi złotymi ślepiami i je nieco przymrużyła. Miał bardzo dziwne umaszczenie i cięgle niebieska zastanawiała się czy Cień jest jakiś wybrakowany, czy to cecha Pieszczochów.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Kocur w życiu nie traciłby energii na próby zaimponowania losowym, dzikim kotom - a już szczególnie tym średnio inteligentnym. Bo co by mu to właściwie dało? Satysfakcję? Już prędzej irytację. Za to granie według własnych zasad to było coś, co tygryski lubią najbardziej. To też kocur postanowił robić. Może się przy okazji trochę odstresuje. ...- Uważasz, że jestem słodki? - spytał bez śladu kpiny w głosie. Kocur bengalski jako beztroski "pieszczoszek" miał dużo czasu wolnego. Poza włóczeniem się z bratem lub bez, spędzał go między innymi na doskonalenie umiejętności teoretycznie bezużytecznych, acz lubianych przez kocura. Na przykład mówienie absurdalnych rzeczy z grobowo poważną miną i odwrotnie. Czasem sam nie wiedział czy mówi coś na serio. I chociaż zazwyczaj flirtowanie, jeżeli w ten sytuacji można to tak nazwać, było głównie domeną Piktograma - a Hiero w takich sytuacjach zazwyczaj jedynie obserwował z zainteresowaniem - to kotka dobrała słowa w ten sposób, że aż prosiła się o czepanie się słówek, a młodzik zwyczajnie nie mógł się oprzeć. Bez srebrnego brata u boku, niestety sam musiał zapewniać sobie rozrywkę.