Logo Artemidy
Łabędzie Gniazdo
#61
Ktoś taki jak ona nie powinien wychodzić sam, w takim razie. A to podobno on był ofiarą! Niedowierzanie. Kiedy ją dotknął uśmiechnęła się sennie... a Lampart się skrzywił. Bo naprawdę, naprawdę nie chciał sobie wyobrażać o czym konkretnie ona teraz śni że się tak uśmiecha ani jej tego przerywać. Ale... no CÓŻ. Czasem trzeba? Skąd miał wiedzieć, że ma właśnie jakiś mokry sen o swoim wygnanym bohaterze? Niech sobie ma, on nie ocenia, ale w bezpiecznym miejscu! Nie w opuszczonym gnieździe łąbędzia, z dala od obozu, gdzie cokolwiek co akurat przechodziło obok mogło ją zjeść. Jak ona w ogóle... dożyła tylu księżyców?
Kiedy poderwała się na łapy z okrzykiem on również podkoczył i wydał z siebie zakoczony dźwiek, ni to pisk, ni to parsknięcie, obserwując ją wielkimi ciemnymi oczami. Ojej. Nie takiej reakcji się spodziewał. Może... nie powinen jej budzić tak brutalnie? Ale przecież daleko mu było do brutalności, a szturchnięcie było łagodne, nawet kociak by nie uznał tego za jakąś przemoc! Łagodniej się nie da! Może mógłby ją szturchnąć nosem zamiast czubkiem stopy jak bezpańskiego psa, była taka ewentualność, ale... kim on był żeby biegać po lasie i miziać nosem praktycznie zupełnie obce mu kocice. Może powinien był zawołać Lefkę? Lefka na pewno miała więcej doświadczenia w łagodnym budzeniu przygodnie poznanych kotek, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Albo chociaż Tygryse... nie, wróć. Tygrysek by się pewnie nie zorientował, że to kot.
- Przepraszam! - zawołał w pierwszym odruchu, zagubiony i pewnie równie zaskoczony co ona, a czarne uszy przylgnęły obronnie blisko czaszki. Gdyby mógł pewnie uniósłby w górę ręce na znak, że przybywa w pokoju. - ...przepraszam. - powtórzył raz jeszcze, łagodniej i spokojniej, czując jak jemu samemu powoli zwalnia pobudzone nagle tętno. - Ja... nie chciałem. Ale spałaś SAMA w gnieździe gdzieś poza obozem i, um. Musiałem cię obudzić? Naprawdę nie powinnaś zasypiać w takich miejscach. - zamrugał kilkakrotnie, wpatrując się w białą kotkę uważnie. Uśmiechnął się do niej, trochę krzywo i nerwowo, ale chciał jej jakoś przekazać, że nie ma złych zamiarów. Nie znała go? W... w ogóle? Cóż, niczego innego nie można się spodziewać będąc praktycznie duchem. Albo, do całkiem niedawna - prawie trupem dogorywającym w Lecznicy. W-wciąż? Mogła przecież wyczuć zapach Cienia na jego futrze. - Wszystko... wszystko w porządku? - obmiótł ją szybkim spojrzeniem, jakby szukając jakichś oznak... gorączki czy czegoś, co by tłumaczyło to... dziwne zachowanie. I chęć ucinania drzemek w niekonwencjonalnych miejscach.
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
Nie, wszystko było jak w najlepszym porządku, po prostu... trochę się dziś przestraszyła i tyle. Nic poważnego. Teraz dopiero uspokoiła się nieco, a zjeżone futro opadło całkiem, za to Królicza próbowała odzyskać spokój. Oczywiście na tyle, na ile było to możliwe, jeśli było się... nią. Względnie niemożliwe, ale zawsze mogła próbować. I próbowała.
Gorzej, że tamten najwyraźniej się przestraszył. I to przez nią! Ale... ale ona przecież nie chciała! Z drugiej strony, czy w takim wypadku liczyły się intencje? Chyba nie? A może jednak tak? Wszystko się komplikowało. Ale też nie mogła przecież stać i patrzeć, jak ten denerwuje się przez to, że była niemiła! Nie celowo oczywiście, bo nie chciała go przestraszyć, ale jednak... tak wyszło i kocur stał przed nią przerażony, bo ona sama się go przed chwilą przestraszyła. Nie no, tak nie mogło być! To strasznie nieładne z jej strony, pozwalanie mu denerwować się chociaż przez uderzenie serca.
- N... - masz ci los, spotkała się para jąkał nad jeziorem, z pewnością się bardzo dobrze dogadają, a, i pewnie jeszcze zrobią to szybko. Może wyrobią się przed zachodem słońca z wypowiedzeniem dwóch albo trzech zdań? Z drugiej strony, patrząc na to, jaką długość osiągały czasem wypowiedzi Króliczej... nie, to była zbyt optymistyczne prognoza. - Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć jak się sama przestraszyłam, naprawdę, nie denerwuj cię tylko, proszę cię, usiądź sobie o tu o - klepnęła łapką jakiś skrawek ziemi niedaleko siebie, bo dalej po prostu nie dosięgała. - I oddychaj, tak wiesz, powoli, to zaraz się nie będziesz bać, no, już, wdech i wydech, raz dwa, i już się nie denerwuj, to bardzo miło z twojej strony, że się o mnie martwiłeś, kochany, przepraszam, że tak odskoczyłam i w ogóle, może faktycznie nie przemyślałam tego, że sen w takim miejscu nie jest zbyt rozważny i w ogóle, ale całą noc spędziłam w kociarni, potem wydawało mi się, że jednak nie chce mi się spać więc poszłam sobie na spacer, zawsze robię taki po porannej drzemce, ale tym razem zrobiłam go przed, no i tak sobie szłam, szłam i szłam, a potem jednak zachciało mi się spać i to tak bardzo, że ledwo chodziłam, więc jak zobaczyłam to gniazdo, to ono tak kusiło, że nie mogłam się w ogóle oprzeć, ale fakt, że zamiast ciebie to mógł być jakiś lis albo ryś albo dzik albo coś jeszcze innego, o, dwunogi na przykład, więc w sumie to dziękuję, że mnie obudziłeś, bo taki ryś to by na pewno nie był taki miły i obudziłby mnie pewnie dopiero wtedy jakby mi kości łamał czy coś takiego, ale tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku, no, poza tym, że się trochę przestraszyłam, ale jak juz mówiłam, lepiej, żebyś to ty mnie obudził, niż coś... coś innego - choć to w sumie zależy czym by to było... nie, nie. Miała przecież nie przyznawać się do swojego partnera, prawda? Mieli udawać, że w ogóle się nie znają, chociaż jej póki co w ogóle to nie wychodziło, przynajmniej w myślach. Z drugiej strony jemu pewnie też szło nie lepiej, prawda? W końcu ją kochał! Sam tak powiedział!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Może nie tyle przestraszył, co po prostu... wzdrygnął się. W końcu podskoczyła tak nagle! I... i prawie wpadła do wody! Już raz wyławiał jedną białą kocicę z BAGNA, na wyławianie jej z żadnego bajorka nie miał najmniejszej ochoty. Na straszenie jej zresztą też nie, o, tak przypadkiem wyszło. Mea culpa. Zastrzygł niemrawo uszami, czując jak jego tętno wraca do normy, ale prawdę mówiąc - trochę osłupiał. Bo z mordki kocicy nagle wylała się taka długa, nieprzerwana ściana słów, a introwertyczny z natury Lampart mógł niemalże poczuć zapach własnych, skwierczących pod kopułą przewodów. Uh... a-ale... że co? Oddychaj? K-kochany? Er, słucham? Tak go to wszystko skołowało, że bez szemrania ani nawet słowa protestu usiadł tam gdzie mu kazała, dopiero po kilku uderzeniach serca zmuszając się do przewinięcia tej taśmy.
- K-ko...och? - wydukał słabo, skonfundowany i na tym etapie chyba bardziej zszokowany tym monologiem niż niespodziewanym podskokiem Króliczej samym w sobie. - Uhm, ja. Nie jestem przestraszony. - sprostował kiedy już odzyskał głos, godność i swoje miejsce we wszechświecie. I moment ciszy, w który udało mu się zgrabnie wbić. Może w innych warunkach by docenił tę troskliwą naturę, która kazała jej posadzić go obok siebie jak kociaka i krok po kroku tłumaczyć mu jak oddychać, jakby był w jakiejś szkole rodzenia, ale teraz miał zbyt wielki mętlik w głowie. A większość szarych komórek zajęła się wyłapywaniem i przetwarzaniem istotnych informacji, które zawarła w tym... w tym ataku słowem.
Uśmiechnął się do niej blado na dowód, że absolutnie nic mu nie jest, nie przeraziła go tak bardzo, żeby doprowadzić do zawału. Zresztą... umówmy się. Króliczy Pląs nie była straszna. Lampart może nie należał do najwyższych, ale wciąż był całkiem wysoki, wrażenie spotęgowane dodatkowo przez jego smukłą budowę. A biała kotka sięgała mu... może do ramienia? Może nawet nie? Widywał większych, potężniej zbudowanych młodziutkich terminatorów, ba, taki Tygrysek to nawet biegając po kociarni miał więcej masy. Kogo jak kogo, ale w jej przypadku nie było czego się bać.
- Znaczy... byłem. Bo myślałem przez chwilę, że wpadniesz do wody. Ale teraz wszystko w porządku, więc... - odetchnął z rezygnacją. - Po prostu... powinnaś bardziej uważać. I nie rób tak więcej? - miała dzisiaj więcej szczęścia niż rozumu, tak naprawdę, ale nie powiedział jej tego, jedynie zamrugał kilkakrotnie. Jego wzrok zjechał na łapę, która wpadła jej do wody, ale nie wydawała się być poturbowana, jedynie... mokra. Czyli nie stanęła na czymś ostrym. Uh, o tyle dobrze. Poruszył ukradkowo wąsami na wzmiankę o tym, że ryś to co najwyżej obudziłby ją łamaniem jej kości, kwitując to cichutkim, rozbawionym parsknięciem i zaraz potrząsnął głową. - Pewnie tak. - potwierdził z uśmiechem, chociaż wizja sama w sobie definitywnie nie była z gatunku tych zabawnych. - W każdym razie... dobrze, że nic ci nie jest. Chodź, ja... powinniśmy wracać do obozu. Odprowadzę cię. - podniósł się na łapy, otrząsnął lekko czarne futro i wbił w nią oczekujące spojrzenie ciemnobrązowych oczu. Wystarczy ci chyba na dzisiaj spacerów? A skoro już ją obudził to teraz musiał dopilnować, by bezpiecznie znalazła się z powrotem w... kociarni czy gdzie tam mieszkała. Bo prawdę mówiąc... nie tyle nie ufał jej ze znalezieniem drogi samodzielnie, co zwyczajnie wątpił, czy aby na pewno wróci do obozu bez zbędnych przystanków. Kto wie, może ją znowu złapie niemoc w połowie drogi i tym razem zdrzemnie się wylocie borsuczej nory? Bardzo prawdopodobne.
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
No, spała już akurat w niejednej norze więc obawy kocura wydawały się być mimo wszystko uzasadnione, chociaż oczywiście nie mógł wiedzieć, że biała kiedyś urządziła sobie drzemkę w lisiej jamie na terenach innego klanu. W sumie to prawie nikt o tym się nie dowiedział, nie licząc może kilku wtajemniczonych kotów, czyli tych, którzy ją tam znaleźli. To właśnie przez takie zaśnięcie byle gdzie poznała Cichą Łapę i tak zaczęła się największa przygoda jej życia. Od spania. Kiedyś też prawie zasnęła w jakiejś norze, zanim Poranny Szron objaśniał jej jakieś tajemnice na temat, o którym opowiedział jej zdecydowanie zbyt wprost, posługując się jedynie okrojonymi z empatii formułkami. Na całe szczęście, no, przynajmniej szczęście Króliczej, jej obecny rozmówca nie był aż tak wyprany z empatii i w ogóle udawania poważnego wojownika który miał pysk wyrażający emocje mniej więcej jak jakiś obsikany kamień, cokolwiek działo się wokół, spływało po nim, a ten zbytnio się tym nie przejmował i w ogóle nie reagował. Królicza nie rozumiała całej tej zabawy w udawanie poważnego i niewzruszonego, bo przecież każdy miał jakieś emocje które mógł albo i powinien okazywać. Skąd miała wiedzieć, że zrobiła coś źle chociażby, jeśli nikt się tyk nie przejął? Skąd miała wiedzieć, że zrobiła coś dobrze, jeśli szanowny wojownik nie mógł się nawet uśmiechnąć z nieznanych jej powodów?
- Masz rację, nie powinnam była spać sobie na środku terenów niczyich, po całej nocy w kociarni to było po prostu silniejsze ode mnie, muszę się wreszcie nauczyć, że najpierw drzemka, potem spacer, a nie na odwrót, no i no, postaram się już tak nie robić, nie chcę, żebyście się wszyscy martwili że znowu śpię w kolejnej norze albo jakichś krzakach, chociaż wiesz, to nie zawsze ma same minusy, na przykład dzięki temu teraz rozmawiam z tobą, a wcześniej zbytnio nie rozmawialiśmy, a kiedyś dzięki temu miałam okazję poznać przywódcę klanu rzeki, wiesz, Świetlikową Gwiazdę, tak, t e g o Świetlikową Gwiazdę, chociaż innego to pewnie akurat w klanach nie ma, bo jakby dwie gwiazdy miały te same imiona to ha, wszyscy by się mylili i dopiero by było - uśmiechnęła się do tamtego, otrzepując futerko z zalegającego w gnieździe kurzu i tłumiąc kichnięcie. - Nie wiem w sumie czemu niby p o w i n n y ś m y się wracać, ale no, to ty tu w sumie jesteś wojownikiem, a nie ja, więc to ty masz ten cały autorytet i tak dalej, nie będę się z tym kłócić, chociaż tak w sumie to ja w ogóle ani trochę nie lubię kłótni, w najmniejszym nawet stopniu, lepiej być dla siebie miłym i załatwiać sprawy polubownie, nie (?), ale wiadomo, jakby się tak zawsze dało, to nie trzeba by było szkolić wojowników, no, przynajmniej nie do walki, wtedy pewnie bylibyście... polownikami czy czymś takim, ale w sumie to już nie brzmi tak groźnie i w ogóle, phi, a tak w ogóle to miło z twojej strony, że chcesz mnie odprowadzić, tak, w sumie to możemy już tam iść, ha, widać, że porządny z ciebie kot i masz dobre serduszko no i nie udajesz ciągle takiego poważnego bo powinieneś taki być jak jesteś w o j o w n i k i e m, te dwa pierwsze to musisz mieć chyba po ojcu, bo jesteś synem Wężowej Gwiazdy, jeśli dobrze pamiętam, tak, jesteś synem swojego ojca, mam nadzieję, że nie będziesz zły przez moje spostrzeżenia, ale po prostu... nie mogłam tego zauważyć, a jak już zauważyłam, to trudno było ci tego nie powiedzieć! - ostatni na tę chwilę słowotok opuścił pysk Króliczego Pląsu i został zastosowany szerokim i ciepłym uśmiechem również skierowanym w stronę kocura.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
Racja, nie mógł wiedzieć, ale z drugiej strony pewnie nie byłby szczególnie zdziwiony gdyby się okazało, że kocica notorycznie urządzała sobie takie... drzemki w różnych dziwnych lokacjach. On pewnie nie powinien zwracać na to uwagi, przyganiał trochę szczur myszy, bo jemu również zdarzało się spać w różnych pozornie nieprzeznaczonych do snu miejscach, jak na przykład wciśnięty między ciernie za Drapiącą Kryjówką - ale on przynajmniej dbał o to, żeby miejsce drzemki było absolutnie i niezaprzeczalnie bezpieczne. Jego paranoja i wrodzony, nieodłączny lęk nie pozwoliłby mu zasnąć w innych warunkach. Dlatego Lampart miał przed sobą wyłącznie dwie opcje przez całe swoje dotychczasowe życie. Albo spał gdzieś, gdzie nic złego nie mogło go dosięgnąć - wtulony w bok Lefki albo wciśnięty gdzieś między gałęziami- albo nie spał wcale. Perspektywa zaśnięcia kiedykolwiek, gdziekolwiek, nawet na środku obcych terenów brzmiała... strasznie. I nieprzewidywalnie.
Owszem, powinni iść, bo on co prawda zamierzał zapolować, ale nie mógł jej ani zostawić - z oczywistych względów - ani zabrać ze sobą - bo szczerze wątpił czy jest w stanie zamilknąć na dłużej niż dwa uderzenia serca. To zostawiało tylko jedną opcję - eskortę z powrotem do obozu. Jak kociaka. Mogą porozmawiać po drodze. "Mogą", bo Lampart podejrzewał, że porozmawiają tak czy siak, bez względu na to co i czy w ogóle będzie odpowiadał. Z jednej strony wciąż lekko dymiły mu zbyt intensywnie stymulowane obwody kiedy zasypywała go takim... potokiem słów. Nigdy nie lubił nadmiaru bodźców i gdyby miał skorupę jak żółw pewnie taktycznie by się do niej wycofał już po drugim akapicie tego monologu. Ale z drugiej... ani nie rwał się do prowadzenia rozmowy, ani za bardzo nie umiał. Ale lubił słuchać, nawet jeśli kocica mówiła zdecydowanie za dużo jak na jego gust. Wciąż. Słuchanie paplaniny było lepsze niż niezręczna, ciężka cisza, która pewnie by między nimi zapadła.
- Jaki był? - zapytał mimochodem, wyłapując wzmiankę o Świetlikowej Gwieździe. Wydawał się autentycznie, szczerze zainteresowany, bo prawdę mówiąc o liderze Rzeki wiedział tyle, że istnieje - i że miał jakiś konflikt z jego ojcem. Co w ramach tej drobnej, biernej dość iskierki buntu Lamparta, która nigdy do końca nie zgasła - czyniło go automatycznie wyjątkowo interesującą personą. - I... uh, w jakim sensie poznać? Dzięki czemu? Poszłaś spać na granicy z Klanem Rzeki? - zapytał z rozbawionym drgnięciem wąsów, bo prawdę mówiąc niewiele było już w stanie go zdziwić. Uśmiechnął się do niej, trochę speszony takim otwartym... komplementowaniem? Przedstawianiem jego łagodnego usposobienia w pozytywnym świetle? To było... miłe. I stanowiło nowość, nawet Czosnek z którą Lampart się poniekąd przyjaźnił (?) uważała to wyłącznie za słabość. Przywykł.
- Nie... nie jesteś wojownikiem? - zdziwił się uprzejmie, bo prawdę mówiąc - umknęła mu ta informacja. Wiedział jak się nazywa, bo pamiętał imiona kotów nawet jeśli z nimi za bardzo nie rozmawiał - są atuty trzymania się na uboczu i obserwowania - ale na tej ceremonii go nie było. Poza tym to, że została mianowana matką nie stanowiło jakiejś wow sensacji. Powinien uświadomić go chyba fakt, że wspomniała już po raz drugi o nocy spędzonej w kociarni, ale uznał, że może po prostu... ma tam jakąś rodzinę? - I... wiesz, że w kociarni wolno ci spać, prawda? - zapytał, a chociaż patrzył przed siebie, to łagodnie drgnęły mu ciemne wąsy. Nie wiedział dużo o kociętach, ale wystarczająco by być pewnym, że one... no, też kiedyś śpią. Zwykle nawet więcej niż dorośli. - A wojownikiem jestem... uh, trochę nietypowym. - przyznał niechętnie, ale zanim zdążył trochę rozwinąć tę tezę i wyjaśnić czemu konkretnie - wspomniała o jego ojcu. A konkretniej - że jest do niego w jakiś sposób podobny. Że ma po nim, cytuję, dobre serduszko. Lampart z wrażenia zakrztusił się własną śliną, i aż przystanął, walcząc przez chwilę o oddech. Dobre serduszko? Jego ojciec? DOBRE SERDUSZKO?
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
Och, ale to przecież nie były obce tereny! Te ziemie należały do Klanu Cienia, więc w pewnym sensie były bezpieczne... i nie, Królicza nie była AŻ TAK bardzo głupia, żeby uznać, że jak tereny są własnością jej grupy, to z pewnością nie czyhają tu na nią żadne zagrożenia, jednakże... po prostu nie mogła się powstrzymać, kiedy zobaczyła takie miękkie ( względnie ) przytulne ( niezbyt ) i otoczone pięknym krajobrazem gniazdko, które przecież było opuszczone! Z resztą, jeśli ktoś zobaczyłby coś białego w ł a b ę d z i m gnieździe, to chyba powinien uznać ją za łabędzia i się przestraszyć, nie? Według jej logiki tak. Według cudzej, Lamparciej na przykład, już nie za bardzo. Śmiesznie by w sumie było, gdyby się nie zorientował, że Królicza jest kotem a nie zwierzyną, a potem ją zadusił. Pół biedy, jeśli nie zaniósłby jej później na stos, ale jeśli by to w sumie zrobił - to dopiero byłaby sensacja w klanie! I to taka, za którą niektórzy, na przykład Wiewiórczy Ogon zapewne by jej podziękował.
- Świetlikowy Gwiazda (?), hmm, był przede wszystkim, ha, wyższy, ale tego to się już na pewno sam domyśliłeś, jednak po synu samego przywódcy nie spodziewałabym się niczego innego, ale tak poza tym to dość poważny, chociaż muszę ci przyznać, że miły, pamiętam, że opowiadał mi coś na temat zgromadzenia klanów, które je poróżniło, no, nie tyle co opowiadał, a stwierdził, że mogłoby mnie zainteresować, ha, nie zezłościł się nawet, jak na samym początku, jak byłam jeszcze zaspana, bo jak mnie przywitał, to akurat spałam, ale tego akurat to się mogłeś spodziewać, tak, zasnęłam sobie w jakiejś lisiej norze i dopiero j e g o przybycie mnie obudziło, nie otrząsnęłam się jeszcze za bardzo z jakiegoś snu, to był koszmar, z tego, co pamiętam, ale taki dziwny, więc jak mnie obudził, to się przestraszyłam i nazwałam go chyba motylkiem, a on mnie tylko poprawił, że jest Świetlikiem, ale nawet nie powiedział w ogóle tego, że jest Gwiazdą, jakby nie chciał się wywyższać, w sumie to całkiem ciekawe, że tego nie zrobił, ale też chyba dobrze o nim świadczy, bo wiesz, i tak już był znacznie w y ż s z y niż ja, to się stało chyba całkiem niedługo po tym, jak zostałam mianowana terminatorką, ale pamiętam to, jakby to było wczoraj, no, z tym wczoraj to akurat trochę przesadziłam... może przedwczoraj, tak, przedwczoraj brzmi idealnie - posłała tamtemu typowy dla siebie Króliczkowi uśmiech. Nie, przy niej akurat nie groziła mu cisza, chyba, że by o nią poprosił, albo przestałby odpowiadać, dając jej przy tym jakimś cudem do zrozumienia, że ignoruje ją c e l o w o, wtedy ona również zapewne zamknęłaby swój pyszczek i szliby tak sobie we dwójkę, ale samotnie, w milczeniu. Biała starała się unikać go za wszelką cenę, bo świadczyłoby po pierwsze o tym, że nudzi swojego rozmówcę, po drugie mógłby sobie pomyśleć, że córka Kukułczej go nie lubi, przez to zapewne zrobiłoby się mu smutno... nie, to nie wchodziło w grę. Było niemiłe i mogło zranić cudze uczucia.
Co zaś się tyczyło Wężowej Gwiazdy - tak, Królicza twierdziła, że dobrą duszą jest nawet i Chmielograb, uważała, że jest szlachetny, honorowy... a zdanie wichrzaczki, która powiedziała jej poprzedniego dnia, że to, co o nim mówią, to jedynie plotki i niesłuszne pomówienia jedynie utwierdziło ją w jej przekonaniach. Praktycznie każdy, kto nie wyrządził jej bezpośrednio krzywdy tak, by nie była w stanie wymyślić żadnej wymówki ku temu, dlaczego tak właściwie postąpił, był dobry. Każdy.
- No, tak się jakoś złożyło, że nie jestem, wiesz, skończyłam cały trening na wojowniczkę, jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, bo pewnie tego po mnie nie widać, chociaż w sumie nie powiedziałam, że na tym treningu sobie jakoś wcześniej radziłam, na przykład wtedy, jak miałam polować, a nie wiedziałam jak, więc urwałam wiewiórce g ł o w ę, uhh, to było s t r a s z n e, nadal czasami śnią mi się jej piski, ale Wężowa Gwiazda mianował mnie matką, więc nią jestem, i tak, tak, wiem, że mogę spać w kociarni, ale siedzę tam w nocy, żeby pilnować, aby kocięta nie wychodziły i żeby im przynieść jedzenie, jak się obudzą i będą głodne, bo wiesz, taki piszczący kociak jak zacznie krzyczeć, to zbudzi pół obozu i wszyscy będą niewyspani, a jak ktoś jest niewyspany to jest albo marudny, albo zły, albo i zły i marudny, no i na pewno trudniej mu polowac i walczyć, a jakbym spała, a jakiś kociak postanowiłby po prostu sobie wyjść w poszukiwaniu przygód i nie dajcie Gwiezdni opuściłby obóz, to byłby istny armagedon, zwłaszcza, że w nocy poza obozem roi się od drapieżników, nie, wolę uciąć sobie drzemkę w dzień i tak funkcjonowac sobie dalej - wyjaśniła mu z uprzejmym uśmiechem, który nadal nie schodził z jej pyska. Praktycznie nigdy tego nie robił, chyba, że akurat była smutna albo przestraszona. Biała była zdolna przede wszystkim do skrajności - albo podskakiwała wokół ze szczęścia niczym szalony kapelusznik, zupełnie, jakby właśnie trwały jej nie-urodziny, albo płakała, bo ktoś powiedział jej coś, co uznała za przykre, albo siedziała zmarkotniała w kącie, rozmyślając o tym, czy w ogóle ktokolwiek jeszcze uważa ją za potrzebną na tym świecie. Cała Królicza. - Cz-czemu nietypowym i cz-czemu tak n-nagle p-przestałeś mówić? - spytała, nie do końca pewna tego, czy powinna to robić, skoro tak nagle urwał swoją wypowiedź. Coś było nie tak? Powiedziała coś złego? Zdenerwowała go? Zasmuciła? Będzie teraz na nią zły? Zacznie krzyczeć? Obrazi się? Co robić, co robić, co robić?
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
Po pierwsze - tereny obcego Klanu mogły się okazać paradoksalnie mniej niebezpieczne... cóż, w teorii? Patrol który cię znajdzie na cudzych terenach może spuści ci łomot, a może wcale nie, natomiast lis czy inny borsuk spuści ci łomot na pewno. Z dwojga złego wolałby przypadkiem wpaść prosto w silne męskie ramiona Świetlikowej Gwiazdy niż w paszczę jakiegoś głodnego drapieżnika. A po drugie - łabędzie są przecież og-rom-ne! Jak na ptasie standardy, w każdym razie. Gdzie tam jej do łabędzia. Już ten królik albinos był bardzie wiarygodny.
Trochę zgubił się w jej opowieści o liderze Klanu Rzeki i wyczytał z niej głownie tyle, że Świetlikowa Gwiazda był wysoki i uprzejmy... i niewiele więcej, z czego to pierwsze było wręcz oczywiste - dla niej mało kto nie jest wysoki, umówmy się. Skinął pokrótce głową i poruszył z rozbawieniem wąsami kiedy zaczęła mu opowiadać swój... sen? Koszmar? Motylkiem, że... że co?
- Motylkiem? Nazwałaś Przywódcę Klanu Rzeki motylkiem? - powtórzył za nią trochę osłupiałym tonem, bujając się już na czubkach palców nad przepaścią absurdu. Ale Królicza wcale nie przestała mówić. Nie spodziewał się, że przestanie, prawdę mówiąc zaczynał się powoli przyzwyczajać. Można przywyknąć kiedy już się ochłonie po zderzeniu ze ścianą monologu i pierwszą druzgoczącą falą paplaniny - czasem bez większego ładu i składu. Wyłapywał coraz więcej informacji. Jak na przykład to, że urwała wiewiórce głowę. Podesłana mu przez wyobraźnię wizja spanikowanej terminatorki odrywającej zwierzynie łepek jak korek od butelki była lekko makabryczna, ale przede wszystkim zabawna i Lampart nie powstrzymał cichego parsknięcia. A co do kociarni... cóż, może nie znał się na kociętach, bo własnych nie miał i mieć raczej nie zamierzał, ale nawet on wiedział, że kocięta jednak... no, śpią czasem. Niekończąca się energia to tylko iluzja, nawet najbardziej wytrwały, zawzięty kociak w końcu padnie. Poza tym... na zewnątrz kociarni ktoś przeważnie trzyma wartę. A jak nie to przy wejściu do obozu na pewno, więc żaden buntowniczy strzępek futra nie ma prawa się wymknąć.
Powiedziałby jej to pewnie, gdyby nie fakt, że... aktualnie krztusił się własną śliną.
- N-nie, ja... po prostu... - wciągnął ze świstem powietrze, a świst szybko przerodził się w cichy, urywany nieco śmiech. - Nie spodziewa-... D-dobre SERDUSZKO to nie jest określenie jakiego bym u-użył. - wydusił w końcu, wciąż rozbawiony samą perspektywą. Wężowa Gwiazda sam by pewnie skisł ze śmiechu jakby go uświadomić, że ma takie dobre serduszko. Koniecznie musi mu powiedzieć. - A ja... no, nigdy mi szczególnie nie zależało. Żeby zostać wojownikiem. Żeby... być tutaj, w Klanie. W końcu... urodziłem się poza nim. - dokończył już spokojniej, przekrzywiając nieco głowę. - No i jest jeszcze... khem, mogę ci powiedzieć, ale nikomu nie powiesz? - uniósł lekko brwi, przyglądając się uważnie białej kocicy. Prawdę mówiąc... nie była to jakaś wielka tajemnica, ale miał wrażenie, że w tym przypadku lepiej to oznaczyć jako #SEKRET. Na wszelki wypadek. Może wtedy nie wygada absolutnie wszystkim, tylko kilku osobom? Połowie Klanu, zamiast całemu? Dobre i to.
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
Ach, ale przecież na każdych terenach mogły znaleźć się drapieżniki, które postanowiłyby ją sobie schrupać. W końcu... nie tylko Klan Cienia miał z nimi problemy, prawda? Za czasów ryszarda byli w zasadzie najmniej zagrożeni, no, może pomijając te dwa incydenty ze szczurami, kiedy Toperz został przez nie zjedzony, podzielając los jakiejś terminatorki, której Królicza nie zdążyła jeszcze zbytnio poznać.
- Mhm, nazwałam, ale nie wydawał się mieć nic przeciwko, zwłaszcza, że dopiero zaczynałam być wtedy terminatorką i wiesz, bardzo młoda byłam, to znaczy się, wiesz, to nie tak, że jestem teraz jakaś stara i łamię kości na każdym zakręcie albo patyku, bo wtedy to by znaczyło, że ty jesteś jeszcze starszy, ale, ech, chyba powinnam przestać mówić, bo jeszcze ci się zrobi przykro, a nie to miałam na myśli, ach, chodziło mi głównie o to, że byłam niemal kociakiem, a on uznał to za żart i jeszcze zaczął mi opowiadać coś o moim dziadku, o zgromadzeniu, które poróżniło klany, wiesz, takie tam różne rzeczy, no i miałam nawet wrażenie, że mnie polubił, nie jestem pewna dlaczego, no i wiesz, nikt mi wtedy nie powiedział, jak wygląda Gwiazda Klanu Rzeki, mało kto chyba tego w sumie uczy, podaje się tylko cudze imię i rangę, i to wszystko, a potem napotykasz takiego na granicy i nawet nie wiesz, z kim rozmawiałeś - z początku na jej pyszczku przewinęło się niezadowolenie, jednakże u takiego filigranowego kotka wyglądało one bardziej uroczo niż groźnie, kto wie, może nawet mogło rozśmieszyć jej rozmówcę... ostatecznie zostało jednak zastąpione ciepłym, czysto Króliczkowym uśmiechem. Słysząc, że tamten parska śmiechem na myśl o wiewiórce również zaśmiała się cicho, jednakże przez oczy białej przeszedł cień smutku. Dla niej to doświadczenie było absolutnie traumatyczne i o ile typowy wojownik mógł nie zrozumieć jej strachu, o tyle dla niej samej był on zupełnie naturalny.
- Och, ale przecież skoro jest przywódcą, to nie może być, no wiesz, z ł y m kotem, w końcu ktoś go wybrał do tej roli, to znaczy się nie ktoś tylko poprzednia Gwiazda, słyszałam coś o Żądlącej Gwieździe (?), ale nie jestem pewna, czy to ona rządziła wcześniej, wiem tylko, że za czasów mojego dziadka, ale tak czy siak, te Gwiazdy po kolei wybierały swoich następców, aż do tych z l e g e n d y, wiesz, Cień, Grom, Rzeka i Wicher, czwórka pierwszych rządzących Gwiazd, chyba nikt nie wybrałby na swojego następcy kogoś, kto nie miałby dobrego serca, p-prawda? - zaniepokoiła się nieco, bo przed jej oczami pojawiła się wizja, w której wybrany jest ktoś naprawdę z ł y i w której cały jej świat zostaje przewrócony do góry łapami i przewrócony - ewentualnie w odwrotnej kolejności - i w której wybierał koty, które udawały dobre, a tak naprawdę były złe... - No, ale ja nie znam Wężowej Gwiazdy tak osobiście i na pewno nie tak d-dobrze jak ty, więc, hmm, jakimi słowami t y byś go... o-określił? - spytała się ciemnego, obawiając się, że tamten może jednak zrujnować jej mały, piękny światek, który nieświadomie zbudowała sobie we własnej głowie.
- Wiesz, to nie jest tak, że k a ż d y musi zostać wojownikiem, spójrz na przykład na mnie, wojowniczka byłaby ze mnie beznadziejna, zwłaszcza w kwestii walki, kiedyś na przykład na treningu postanowiłam zaatakować mistrzynię g ł o w ą i, cóż, to nie był najlepszy pomysł - zachichotała cicho - nie mówiąc już o tym, jak kiedyś zemdlałam po walce z psem, a w międzyczasie przyszedł l i s, który postanowił mnie zabrać, złapał mnie za ogon i tak mnie targał, jak piórko (!), nie mówiąc już o tej wiewiórce bez głowy, no i Wężowy jednak zrobił mnie matką, to znaczy się, kocury chyba nie mogą nimi zostać, chociaż można by chyba spróbować się spytać, nie (?), no i wiesz, dla mnie na przykład klan jest wszystkim, bałabym się żyć poza nim, nie, nie chciałabym tak żyć, zdala od mamy, taty, bratanków, bratanic, rodzeństwa, wiesz, Cierń i Kurzyk, i tak dalej, a-ale nie wszyscy tacy są, różne są przezaczenia i nie każdy musi żyć, no wiesz, według tego schematu, gdzie jedyną opcją jest bycie wojownikiem, ale patrz, jednak nim zostałeś... m-masz coś przeciwko? - spytała po chwili namysłu, bo tamten mógł przecież sugerować, że wcale nie chciał żadnym wojownikiem być i że męczył się na tym stołku chociażby dlatego, żeby na przykład nie zawieść ojca. - Och, um, tak, słyszałam, że jesteś spoza Cienia, ale ej, kocięta Splątanego Futerka, Markiz, Obłoczek, to znaczy się Skowronkowa Łapa też są, nie ma w tym nic złego i wcale nie oznacza to, że różnisz się od innych w kwestii tego, co możesz osiągnąć, ba, na początku jest ci na pewno nawet trudniej, musisz się bardziej starać, żeby odnieść sukces, więc w pewnym sensie jesteś może i nawet trochę lepszy, no i pewnie widzisz więcej perspektyw, niż taki typowy wypisz wymaluj wojownik, może właśnie dlatego do tych innych perspektyw właśnie cię ciągnie, z resztą, jesteś dorosły, możesz sam decydować o własnym losie! - stwierdziła i uśmiechnęła się do niego. Bo... tak właśnie było, prawda? Naprawdę mógł decydować s a m?
- Nie powiem, nie powiem, o-obiecuję! - przyrzekła. Była beznadziejna w dochowywaniu sekretów, ale hej, przecież o Chmielograbie nikomu nie powiedziała, więc o tym też z pewnością da radę! Z resztą tamten ewidentnie c h c i a ł jej to wszystko powiedzieć, może potrzebował się wygadać, czy coś w tym rodzaju? Może chciał się z nią zaprzyjaźnić i uznał, że zwierzenie jej się zacznie długą przyjaźń trwającą do końca ich dni? Byłaby okrutna, gdyby mu odmówiła i nie przyrzekła!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
Owszem, na każdych, a czy ktoś mówił, że nie? Wciąż świadczyło to na korzyść ogólnego przekonania, że nie należy ucinać sobie drzemek gdzieś na terenach, kropka. Jeśli nie trzeba. A już na pewno nie na ziemi, nie w czyichś opuszczonych gniazdach i nie w pojedynkę!
Musiał jej za to przytaknąć przy stwierdzeniu, że wiedza na temat pozostałych Przywódców pozostawia wiele do życzenia. Nie żeby szczególnie go to interesowało samo w sobie, ale musiał przyznac - on też nie wiedział jak konkretnie Świetlikowa Gwiazda wygląda. Wiedział, że jest kocurem, ale nic poza tym. Większe pojęcie miał o władzy Gromu, ale ponieważ była to władza Gromu, na dodatek - podobno - bezpośrednio z nim spokrewniona... nie chciał mieć z nimi nic wspólnego i udawał, że nic nie wie, co tu dopiero mówić o dążeniu do spotkania. Wiedział natomiast, że Błyskająca Gwiazda wygląda bardzo podobnie do Wężowej Gwiazdy, a jego siostra przypomina ich matkę.
Wolałby nie wiedzieć.
- Nie powiedziałbym też, że jest zły. - przyznał cicho, bardziej do siebie niż do niej. Ale czy miał dobre serduszko? Parsk, na pewno nie. Wężowa Gwiazda nie mieścił się w takich białych czy czarnych kategoriach, a jeśli miałby określić trafnie zarówno jego jak i swoją relację z ojcem - postawiłby na "to skomplikowane". - Nie wiem. Coś pomiędzy. - stwierdził w końcu, nie podnosząc więcej tematu. Zastrzygł za to uchem w trakcie wypowiedzi Króliczej. Żądląca Gwiazda? A kto to. - A na Zastępcę mianowała go Iskrząca Gwiazda. - poprawił ją mimochodem, bo to akurat pamiętał bardzo dobrze, podobnie jak całą rozmowę z ojcem.
Wysłuchał opowieści z treningu z lekkim niedowierzaniem, a ciemne oczy zrobiły się jakby większe na wspomnienie o TARGANIU przez lisa i omdleniu po walce z psem... doprawdy, idąca obok niego kocica była chyba pierwszym kotem wobec którego mógł z całą, niezachwianą pewnością stwierdzić, że ma więcej szczęścia niż rozumu. I nie była to szczególnie negatywna cecha, nie powiedziałby o niej, że jest głupia. Chociaż, owszem, miał ochotę momentami złapać się za głowę. Albo ją. I potrząsnąć, żeby zobaczyć czy coś tam w ogóle odbija się od ścian. A w kwestii bycia spoza Klanu... może i miała rację. Gdyby Lampartowi faktycznie na tym zależało. Nie był jednak Lefką, to jego siostra ciężko pracowała, by być integralną, powszechnie akceptowaną częścią Klanu. Nieważne jak by go Klan Cienia nie traktował - a w pierwszych księżycach życia nie traktował za dobrze - on i tak miał wewnętrzne poczucie, że jest spoza. Że nie przynależy. Ale nie było takiego miejsca, do którego by przynależał, więc... Klan Cienia był lepszy niż cokolwiek innego.
- W takim razie... nie wierzę w Gwiezdny Klan. - wyznał jej spokojnie i trzepnął ogonem, by powoli wznowić ich marsz w stronę obozu. - W Klan Cienia... też nieszczególnie wierzę.
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
Nie w pojedynkę? A kogo niby miała zabrać? Motylek jakoś ostatnio umykał jej wzrokowi, nie mogła go nigdzie znaleźć, nie była w stanie z nim porozmawiać, a... chyba trochę tego potrzebowała. Trochę bardzo. I póki co nie miała jak nawet tego zrobić, bo jej brat jakby zapadł się pod ziemię. Co niby miała w takiej sytuacji uczynić? Zabrać do gniazda mamę? Albo tatę? To... to było zupełnie niedorzeczne. Nie mogła ich odciągać od obowiązków żeby poszli z nią s p a ć. Lampart też na pewno jakieś miał, a Cicha Łapa... był daleko. I mieli się nie spotkać jeszcze przez długi czas. Kiedy tylko o tym pomyślała, posmutniała natychmiastowo, choć nie trwało to długo.
- Ach, o Iskrzącej Gwieździe nie słyszałam, ale jestem pewna, że Świetlik, to znaczy się, Świetlikowa Gwiazda, wspominał o tym że za czasów mojego dziadka panowała Żądląca Gwiazda, kiedyś jeszcze spytałam o to wojownika z Klanu Gromu, którego mistrzynią była kotka, która podobno żyła już taaak długo, że poznała i Żądlącą Gwiazdę i mojego dziadka, ale skoro znała mojego dziadka i skoro tamta Żądląca Gwiazda żądziła za jego czasów, to to pewnie było baaaaardzo dawno, ale w sumie to nie wspominam jakoś bardzo miło tej rozmowy, bo było zimno, jak to w Porę Nagich Drzew w sumie, no i... tamten gromiak jeszcze zaczął mówić jakieś straszne rzeczy o m o j e j rodzinie... - posmutniała nieco, jednakże gdzieś w środku poczuła iskierkę irytacji. Pamiętała, jak tamten określił Groźnego Niedźwiedzia, chociaż n i g d y przecież go nie poznał i znał go tylko i wyłącznie z opowieści.
Słysząc jego sekret, zatrzymała się nieco gwałtownie, czując, jak ucieka z niej powietrze. N i e x w i e r z y ł w Gwiezdny Klan? Ale... ale jak to możliwe? Tak się w ogóle dało? Przecież...
Ach, mówił w końcu, że jest inny, czy coś takiego. Nie mogła mu pozwolić czuć się jeszcze bardziej odosobnionym, wtedy przecież będzie mu przykro!
- W-wiesz, jestem pewna, że nie tylko ty nie wierzysz w Gwiezdnych, ja akurat wierzę, moi rodzice też wierzą, siostry i brat chyba też, ale na pewno są tacy, którzy nie wierzą, w końcu na pewno nie łatwo, no wiesz, ach, czemu muszę się tak ciągle powtarzać, nie łatwo wierzyć w to, czego się nigdy nie widziało, kochany, podejrzewam, że to wcale nic takiego złego, tylko po prostu nie każdy o tym mówi, bo przecież to, czy uważasz, że Srebrna Skórka, Miejsce Gdzie Brak Gwiazd, chyba, że w nie wierzysz, a w Gwiezdnych po prostu nie, no i Gwiezdny klan, istnieją, nie zmienia tego, że jesteś tym silnym, odważnym i szlachetnym, kochanym wojownikiem Klanu Cienia, ja na przykład lubiłam cię wcześniej, jak tego nie wiedziałam, a teraz, kiedy wiem, to lubię cię nadal i nadal jesteś moim przyjacielem, więc z innymi też na pewno tak jest, zwłaszcza, że póki nie zobaczymy tych Gwiezdnych, nie możemy być pewni, że istnieją, chociaż niekórzy mogą nadal w nich wierzyć, a inni nie muszą, nie? - powiedziała, uśmiechając się do ciemnego kocura. Bo... taka była w zasadzie prawda. Nawet, jeśli kocur postanowił wyłamać się z szeregu i zostać ateistą, nadal był przyjacielem! A jak ktoś postanowi z tym kiedyś dyskutować, to ona na pewno zamierzała się za nim wstawić. - Ale jakby ktoś był za to na ciebie, no wiesz, zły, jeśli by się dowiedział, to wystarczy, że mi powiesz, albo jak tylko o czymś takim usłyszę, to na pewno pójdę do niego i powiem mu, że jest mysim móżdżkiem, skoro twierdzi, że to, jaką ktoś ma osobowość determinuje jego w i a r a, że się na tym w ogóle nie zna i żeby trochę więcej myślał, chociaż to co prawda byłoby niezbyt miłe, więc trudno byłoby mi to powiedzieć, ale jeśli ktoś by obrażał mojego przyjaciela, czyli w tym wypadku, ha, ciebie, to na pewno bym się za nim, to znaczy się, za tobą, wstawiła, zwłaszcza, że to akurat nie twoja wina i to byłoby w słusznej sprawie - posłała mu ciepły uśmiech, rozglądając się wokół siebie. Czy... aby na pewno nikt ich nie słyszał? Bo jeśli tak by było, to ciemny mógłby mieć problemy! Z drugiej strony, jeśli ktoś zacząłby się na niego złościć, to biała z pewnością by się za niego wstawiła. Taka już była, no i... o b i e c a ł a mu to. - A-ale jak to nie wierzysz w Klan C-cienia, w sensie, on jest przecież, ach, to z-znaczy, on p-przecież istnieje, w-widzimy go, m-możemy go d-dotknąć - nieśmiało trąciła tamtego łapką w kolano, żeby mu to udowodnić. Z początku chciała go trącić w bok, ale była za niska. Jak zawsze. - w sensie, t-to jest jakiś inny rodzaj n-niewiary, tak, cz-czy nie (?), wytłumacz mi, proszę... - powiedziała, czując sięw tej sytuacji dość niepewnie, co było dość łatwe do usłyszenia w jej nieco drżącym głosie.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
KOGOKOLWIEK. Albo najlepiej... po prostu sobie darować drzemkę na terenach jeśli nie miała nikogo kto by mógł nad nią czuwać. Gdzieś w środku postanowił, że będzie miał przez najbliższy czas oko na białą kocicę i pilnował by nie poszła spać w żadnej norze borsuka - skoro najwyraźniej tego potrzebowała, a nikt inny się nie kwapił. Ale nie pochwalił się tym wnioskiem, w końcu to byłoby trochę sprzeczne z założeniem. A że miał od zawsze talent do niespodziewanego pojawiania się i znikania... nawet nie zauważy że ktoś nad nią czuwa.
- M-może rządziła przed Iskrzącą Gwiazdą. - zauważył cicho. Prawdopodobnie. Owcza Skórka opowiadała mu kiedyś, ale nigdy szczególnej uwagi nie poświęcał władzy w Klanie Cienia, a już na pewno nie jej sukcesji. Poprzedni Przywódcy już nie żyją. Lampart nie widział powodu, by poświęcać im więcej uwagi niż konieczne... co prowadzi nas do punktu B tej rozmowy, ale o tym za chwilę. - I... jakie straszne rzeczy? - zapytał zanim zdążył się ugryźć w język, poruszając z zakłopotaniem wąsami. - Jeśli... chcesz w ogóle o tym rozmawiać. - dodał zaraz, na wszelki wypadek robiąc drobny taktyczny zwrot. Skoro takie straszne, to może wcale nie miała ochoty tego przekazywać dalej? Nie zdziwiłby się. Nie powinien był w ogóle pytać. Westchnął cicho i potrząsnął głową.
- Och, nie. Wiem, że istnieją. - sprostował łagodnie, spostrzegając jej piętrzące się zakłopotanie i dezorientację. - Znam koty które... miały wizje. Z Przodkami. Nie miały powodów by kłamać. Mój ojciec ma dziewięć żyć i wie od kogo je otrzymał. Samo to jest dość... solidnym dowodem. - uśmiechnął się krzywo do kocicy. - Wierzę, że Gwiezdny Klan istnieje, ale nie... nie wierzę w Gwiezdny Klan. Nie wierzę że ich wola ma takie znaczenie jak niektórzy mówią. Nie wierzę, że zawsze chcą dla nas dobrze. Czy to ma sens? - poruszył wąsami, zerkając kątem oka na Króliczy Pląs. A na jej deklarację zakrztusił się lekko, ale już bez dramatycznego łapania powietrza. Po prostu... zaskoczyła go. Tą zdecydowaną, pozbawioną wahania solidarnością. Przypominała mu w tym momencie Lefkę. Przełknął rosnącą w gardle gulę i uśmiechnął się do niej ciepło, szerzej, pochylając lekko głowę. To było... miłe.
- Szczerze mówiąc nie uważam tego za aż tak wielką sprawę, naprawdę, ale... dziękuję. - trzepnął lekko uchem... i o mało co nie odskoczył kiedy niespodziewanie trąciła go łapą w kolano. Pozostał jednak na swoim miejscu, tłamsząc w zarodku początkowy odruch ucieczki i powtarzając sobie, żeby nie robić z igieł wideł. Pacnęła cię tylko, nie dramatyzuj. Wychilluj fasolki. - A z Klanem Cienia, cóż... poniekąd jest tak samo? Nie wiem czy to wszystko... ma sens. Klan. Myślę, że przez to że urodziłem się poza i to pamiętam, ja... nigdy nie do końca przyjąłem to wszystko jako swoje. To miałem na myśli mówiąc, że taki... średni ze mnie wojownik. - zamrugał, przejęty nieco tym, że ona się też tak tym przejęła. Podczas gdy dla niego... to nie był żaden big deal. Jego personalne wierzenia i to jak wiele wykazywał patriotyzmu (zero) niewiele przecież znaczyły. - A-ale to niczego nie zmienia, a większość kotów nawet nie wie, więc... to nic takiego. - wytłumaczył łagodnie, trochę zbity z tropu jej drżącym głosem. Owszem, powiedział jej, że to sekret, ale przecież... nie było się czym aż tak przejmować.
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Och, z pewnością przydałby się jej taki nadzór, gdyby Lampart nałożył go na nią trochę wcześniej, na przykład wtedy, kiedy spotkała się ze swoim wygnanym bohaterem. Gdyby... gdyby podbiegł, udowodnił jej jakoś, że tamten nią manipuluje... i w ogóle jakoś zatrzymał to pędzące koło esencji cyrku, które wywoływało serię dziwnych zdarzeń nie miejacych końca. Gdyby uświadomił białej, że ta żyje w kłamstwie... teraz jednak, w momencie, w którym i tak dostanie dożywotni zakaz opuszczania obozu, chyba nie będzie to potrzebne, o ile tamten nie będzie jej pilnował również w samym obozie. Nie, żeby miała coś przeciwko zamiarom kocura, gdyby zdawała sobie z nich sprawę - w końcu nie ma nic lepszego, niż strzezacy cię przyjaciel, który w razie czego może użyć mózgu za ciebie albo po prostu dotrzymać ci towarzystwa.
- S t r a s z n e rzeczy, Lampart, naprawdę straszne, ten terminator, Wzburzona Łapa czy jakoś tak, powiedział mi co ta jego cała gronowa mistrzyni niby sądzi o moim kochanym dziadziusiu, którego co prawda nigdy nie poznałam ale który był z pewnością na pewno szlachetnym kotem, bo w końcu ma dwójkę wnuków-wojownikow o dobrych serduszkach i wnuczkę-medyczkę, która przecież niesie pomoc cierpiącym i w ogóle pomaga całemu klanowi i też jest dobra, rzadko z nią rozmawiam, bo nie chcę, żeby ktoś umarł albo był ranny przeze mnie, przez to, że ją zagadałam bo przecież mówię dużo, temu akurat nie zaprzeczyła bo nawet ja sama jestem tego świadoma, no i ten terminator, wyobraź sobie... - jej pyszczek wygiął się w smutną podkówkę, a biała, nieco zawstydzona spojrzała na własne łapy. A co, jeśli tamten w to wszystko... uwierzy? - powiedział mi, że był wygnańcem, wygnańcem z Klanu Rzeki, ba, powiedział jeszcze, że miał kocięta z wichrową medyczką i że potem Żądląca Gwiazda wyszkoliła go na swojego wojownika, a potem jego brat go rozpoznał i przez to wszystkie cztery klany pokłóciły się na zgromadzeniu, rozumiesz, on twierdził, że to przez niego klany się pokłóciły, że kocięta z medyczką to tylko jego wina i że jeszcze był zdrajcą i wygnańcem! - pod koniec tego zdania uniosła nieco głos, orientując się jednak, co robi, po skończeniu go przymknęła powieki, próbując oddychać powoli i nieco się uspokoić. Jak tamten w ogóle mógł mówić coś takiego o jej dziadziusiu? Oni, jego wnukwie, byli porządni, więc on też musiał!
Zawsze wszystkim musiała się przejmować, czasem aż za bardzo. Chociażby tajemnica wojownika... Lampart się tym nie przejął, ale to nie miało żadnego znaczenia, bo Królicza się p r z e j ę ł a. I to nawet bardzo. Mimo wszystko to był sekret! I powierzył go właśnie jej, swojej przyjaciółce! Nie mówiąc już o tym, że skoro to był sekret, to musiał być jakiś powód, dla którego to wszystko ukrywał!
- Wiesz, to trochę pogmatwane, bo przecież na Srebrną Skórkę idą tylko te dobre i szlachetne koty, te, które przestrzegają kodeksu wojownika I są prawe i odważne, dają naszym przywódcom dziewięć żyć żeby wszystko, klany w sensie, mogły być stabilne i żyć w pokoju, ale z drugiej strony nie twierdzę, że nie możesz mieć racji, bo przecież Gwiezdny Klan jest tylko jeden, a tu, poza Srebrną Skórką, mamy ich aż cztery, a pewnie trudno jest zapomnieć o dawnych podziałach, jak się przeżyło z tym podziałem jakieś sto albo i więcej księżyców, swoją drogą, ale to musi być dziwne i ekscytujące, taaaak długo żyć (!)... prawda (?), no, ale też na pewno Gwiezdni nie są źli, ale wiesz, to nie jest tak, że każdy jest nieomylny, ale też oni żyli długo i obserwują wszystko, więc może nam się wydaje, że robią coś źle, ale tak naprawdę robią to dobrze, dla dobra ogółu chociażby, tylko my o tym nie wiemy i nie jesteśmy w stanie tego dostrzec, ale... ale może też być na odwrót i tak naprawdę może się okazać, że tonna przykład klan kotów, które chcą żebyśmy myśleli, że są dobre, kiedy nie są, ale tak w sumie to... - skuliła się nieco przed wypowiedzeniem tych słów, czując ogromny niepokój narastający w jej duszy i oplatający jej szyję swoimi okropnymi mackami - Chyba nie uderzy mnie błyskawicą za to, co powiedziałam, prawda? - spytała, przez chwilę unosząc wzrok ku niebu. Brak piorunów na horyzoncie. Na całe szczęście.
- Oh, nie ma za co dziękować, Lampart, przecież jesteśmy przyjaciółmi, każdy na moim miejscu zrobiłby to samo, zwłaszcza, że jesteśmy też oboje z Klanu Cienia, a więc jesteśmy taką trochę jakby rodziną i powinniśmy się wspierać nawzajem... prawda? - spytała się go z ciepłym uśmiechem, który ponownie wypłynął na jej pyszczek. - I wcale nie jesteś średnim wojownikiem, jesteś bardzo dobrym wojownikiem, tylko po prostu za nisko siebie oceniasz, Lampart, spójrz na to, że znalazłeś mnie na środku lasu, pomimo zapachu wody i liści i tego wszystkiego, w gniazu łabędzi i jeszcze byłeś na tyle odważmy żeby podejść chociaż łabędzie też są białe, tylko że no, trochę większe, ale i tak jesteś odważny, szlachetny i honorowy, Lampart, więc ani mi się waż mówić, że jest inaczej kochany, ani mi się waż, bo wcale tak nie jest, jakby tak było, to byś nie został wojownikiem, a zostałeś i jestem pewna, że jesteś jednym z najlepszych z nich, tylko po prostu myślisz o sobie jako o kimś mniejszym niż jesteś, a niepotrzebnie, bo wiesz, tak sobie myślę, że jakby ci ro wszystko było obojętne, to byś się pewnie nie przejmował tym, że według ciebie i tylko według ciebie, bo według mnie to absolutnie tak nie jest, jesteś niby średnim wojownikiem - kolejna fala słów upuściła pyszczek Króliczej, który zapewne zdążył się już przyzwyczaić do ilości wypowiadanych przez nią ale i prędkości, z jaką wyrzucała je ze swojego pyszczka. Tak bardzo potrzebowała towarzystwa i tak bardzo cieszyła się, że ma nowego przyjaciela i że może z nim tak miło porozmawiać.- I wcale nie, to, co os sobie myślisz wcale nie jest nieważne, to bardzo ważna kwestia tylko, że nie chcesz się do tego przyznać, a to przecież ważne, bardzo ważne, więc ja ci mówię tylko, mój drogi, że jesteś bardzo dobrym kotem i że masz bardzo dobre serduszko, naprawdę bardzo dobre, na, nie dość, że dobre, to szlachetne też, więc nie mów mi tak, bo to wcale nie jest prawda, czy oni to wiedzą, czy nie - to nie ma znaczenia, ale wiesz, j a jestem twoją klanowiczką i przyjaciółką i to jak się czujesz, jest dla mnie akurat naprawdę bardzo, bardzo, ale to bardzo ważne - zakończyła, patrząc na niego tak samo, jak wcześniej i nadal uśmiechając się do niego nieco w ciepłym geście.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
Ciekawe czy byłby w ogóle w stanie. Lampart raczej nie mieszał się w cudze sprawy jeśli nie dotyczyły jego samego bądź nikomu bezpośrednio nie szkodziły, a o manipulacji i przebiegłości pewnego włóczęgi przecież nie miał pojęcia. Ba, nigdy go nawet nie spotkał, więc... równie dobrze mógłby machać widłami na każdego burego, długowłosego samotnika napotkanego po drodze, bo przecież pasuje do rysopisu.
- Co kot z Gromu może wiedzieć o twojej rodzinie. - mruknął, "z Gromu" wypowiadając z wyraźnym, niespodziewanym u kogoś takiego jak on lekceważeniem. Personalny uraz? Prawdopodobnie. - Jest spora szansa, że to co ci powiedział to kłamstwo. Albo... wyolbrzymienie. Albo to jemu nakłamano. - wzruszył leciutko ramionami, uśmiechając się przelotnie w jej stronę. Bardzo dużo niewiadomych w tym równaniu, just saying. On nie brałby tego na poważnie już na podstawie samego faktu, że dowiedział się tego od kota z Klanu Gromu. - Nie przejmowałbym się tym na twoim miejscu. Poza tym... nawet jeśli, to kim był twój dziadek nie ma tak naprawdę nic wspólnego z tobą. A... a Ciernisty Kwiat na pewno miałaby dla ciebie czas, gdybyś chciała. - dodał jeszcze, nieco ciszej, przekrzywiając lekko głowę. Biała Medyczka bywała dość chłodna i bardzo... logiczna w tym co robiła, momentami nawet za bardzo, ale spokojnie była w stanie znaleźć czas na rozmowę z siostrą. A Lampart znał ją na tyle dobrze by wiedzieć, że chociaż pogaduszki nie są wysoko na liście priorytetów w stosunku do wykonywania swoich obowiązków... to nie są też na samym dnie. On sobie nie rozmawiania z własną siostrą zwyczajnie nie wyobrażał.
Co zaś się tyczy Gwiezdnego Klanu... mógłby jej powiedzieć, że to chyba nie do końca tak. Że do Gwiezdnego Klanu trafia tak naprawdę większość kotów, dobrych, nijakich i złych, które po prostu się za życia za bardzo nie wychylały i krążyły w obrębie zasad wytyczonych im przez Kodeks wojownika... ale ugryzł się w język. Bo po co. Już wystarczy, że on był pozbawiony takich optymistycznych złudzeń, ona nie musiała. Jeśli niezachwiana wiara, że Gwiezdny Klan się nią opiekuje i nad nią czuwa pozwalała jej spać w nocy to Lampart nie widział powodu, by się na ten temat kłócić. Trzepnął jedynie uchem na to "przecież jesteśmy przyjaciółmi", nie mogąc powstrzymać rozlewającego się powoli na mordce uśmiechu. Najwyraźniej niewiele jej było trzeba do deklaracji dozgonnej przyjaźni. On zdecydowanie nie zamierzał jej tego wypominać. I jakkolwiek naiwne by to nie było... nie miał tak naprawdę nic przeciwko. Bycia jej przyjacielem, znaczy się. Zadrżały mu lekko wąsy kiedy zaczęła wyliczać jego zalety, speszony takim śmiałym wychwalaniem go pod niebiosa.
- Ja... dziękuję. - powtórzył, ale coś zmieniło się w jego tonie. Był cichszy, cieplejszy, jakby Lampart musiał formułować słowa poprzez ściśnięte gardło. - A jeśli chcesz znać moje zdanie... założę się, że ty jesteś świetną Matką. Klanowi Cienia zdecydowanie przyda się... Matka taka jak ty. - wymamrotał, niepewnie kołysząc ogonem, a jego koniuszek musnął lekko białe futro kocicy. Otworzył mordkę, żeby powiedzieć coś jeszcze... ale zaraz ją zamknął, wbijając spojrzenie w zbliżające się wejście do obozu. Huh. Szybko zleciało. Odwrócił się w kierunku Króliczego Pląsu. - Wygląda na to, że jesteśmy już w domu. Uważaj na siebie nieco bardziej, hm? - zasugerował z uśmiechem. Taka luźna sugestia. Druga z kolei po "nie śpij w łabędzich gniazdach pls".

//[size=9napisałam tego posta wczoraj ale o nim zapomniałam i'm so sorry :'D[/size]
[Obrazek: henge_2_by_bionicbandit-dbrcthn.gif]
I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒

LVL 3 75 / 200
MedLVL 2 23 / 300
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
Co robił Szczur tym razem? Wyszedł z obozu. Wiadomo, żę to się źle skończy. Terminator, który nie umie ani walczyć, ani polować poza obozem... Nie interesował się, czy coś go zaatakuje czy nie, ale ja tak. Może się bić, ale żeby nie zginął, proszę.
Wściekły wybiegł z obozu i pobiegł na ślepo przed siebie, lecz po chwili się zatrzymał. Nie może tak robić, bo się zgubi. Zwolnił więc do kłusa i idąc, patrzył na drogę. Jeżeli jej nie zapamięta, to wróci za zapachem. Nie ma zamiaru siedzieć poza obozem długo. Tak samo nie ma zamiaru odchodzić od niego za daleko. W razie ucieczki musi wiedzieć, gdzie ma biec. Wyobrażał sobie co by było, gdyby teraz był samotnikiem i nielegalnie chodził po tych terenach. Czy ktoś by go złapał? Zabił? Przegonił? Jak na razie żywej duszy to nie było. W sumie to jakieś tam żyjątka pewnie były. Na tym spacerze może akurat point coś złapie? Co prawda nie miał celu swojej wycieczki, nie wyszedł na polowanie. To inni mają polować dla niego, a nie on dla nich.

/Gradowa Łapa
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
***

Rany ponownie się jej zagoiły. I nadszedł najwyższy czas, żeby wreszcie wyruszyć na polowanie. W bojowym nastawieniu wyłoniła się z obozu, orientując się, jak bardzo wszystko się ZMIENIŁO. MNIEJ liści, MNIEJ ciepła i w ogóle jakiś dziki minimalizm. Dobrze chociaż, że miała długie futro i nie marzła, ha!
Po wyjściu z obozu skierowała się ku Łabędziemu Gniazdu i dopiero tam przybrała pozycję łowiecką. Uginając tylne łapy i przenosząc ciężar na te tylne ruszyła przed siebie, ogon trzymając w tej samej linii co resztę ciała, idąc pod wiatr i uważając, aby jej sierść - i brzuch, czyli, ha, same mięśnie! - nie szurały po podłożu oraz aby nie nadepnąć na żadną gałązkę, liść, czy cokolwiek innego, co mogłoby zdradzić jej obecność. Starając się oddychać cicho i ogólnie rzecz biorąc BYĆ cicho, szła przed siebie, rozglądając się i węsząc! Czas na bitkę, czas na polowanie!
[Obrazek: _f2u__crown_by_gayb0t-db4bqar.png]
ZBUDUJĘ CZOŁG! ZŁOŻONY Z CZĘŚCI DWÓCH!
Z MEJ WIARY W SIEBIE I! NIEZŁOMNEJ WOLI, BY!
TEN
WIELKI CZOŁG! NIGDY NIE PODDAŁ SIĘ!
CHCĄ GO ZATRZYMAĆ LECZ! ON WCIĄŻ DO PRZODU PRZE!
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
16
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
81
Punkty Życia
HP
49
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości