Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
- Bo... - Zaczęła i urwała nie wiedząc co tak naprawdę osiągnąć, co chce powiedzieć. Uczucia kotłują się w niej i nie jest już pewna czego chce ani co czuje. Na pewno nie chce żeby kolejny ważny kot zniknął z jej życia, ale czy to wszystko?
- Bo jesteś jednym z nielicznych, których lubię w tym zasmarkanym klanie i nie chcę cię stracić z tak głupiego powodu. Tęsknisz za rodzeństwem? Ale przecież masz mnie. Ja ci nie wystarczam? - Spytała z rozczarowaniem ale i żalem. Czemu Czarny Bez się tak upiera, czy Winogrono nic dla niego nie znaczy, że chce ją olać i tak po prostu odejść? Ruda zbliżyła do niego swój pyszczek, ale poza tym też pozostała w tej samej pozycji.
- Bo chyba coś dla ciebie znaczę?
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
- Nie chodzi o to, że chcę d-d-d-do nich. By Mysi Krok i Gilowe Gardło mogli żyć s-so-sobie spokojnie, zapominając o w-w-w-wpadce, którą zaliczyli... - bardzo przeżywał zaistniałą sytuację. Chyba każdy dostrzegł ból Czarnego. Głupi, miał nadzieję, że jeszcze kiedyś oboje do niego podejdą i powiedzą: Synu, kochamy się i NIGDY nie zostawimy. Cóż za optymistyczne marzenie... Odchylił głowę w tył, odsuwając się od przybliżającej Winogronowej Łapy za blisko. - Znaczysz dla mnie dużo, dlatego chcę s-s-skończyć twój trening i... - zniknąć? Może. - Zostaniesz wojowniczką n-n-n-najlepszą. Do czego więc jestem ci j-ja-ja potrzebny? - taki nieudacznik, który nic nie potrafi tylko użalać się nad sobą. Bojący się własnego cienia i unikający kontaktu z kotami... Do czego komuś taki kot? - jest tyle kotów... n-n-napewno zaczniesz tolerować kogoś i-in-inn-in-innego... po co ci ja? -
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Winogrona stała, słuchała i uszom nie mogła uwierzyc. Po raz pierwszy poczuła niesmak, który dołączył do bogatej już puli emocji. Nie rozumiała motywacji Czarnego, który zachowywał się jak maleńkie wciąż potrzebujące mleka matki kocie.
- Twoi rodzice mają cię głęboko w odbycie i ułożyli sobie życie. - Stwierdziła brutalnie ruda. - Więc ty zrób to samo. Jesteś dorosły i nie potrzebujesz ani matki ani ojca. Moja matka mnie zostawiła jak śmiecia i żyję. A twoje rodzeństwo też wiedziało co robi odchodząc, a gdyby cię potrzebowali albo tęsknili, to by zostali w klanie. - Syczała Winogrono zgrzytając zębami. To on powinien ją pocieszać, strata rudej jest znacznie cięższa i świeższa, a jest na odwrót.
- Więc może przejrzyj na oczy i zacznij się przejmować tymi, którym na tobie zależy zamiast gonić za cieniami. - Bo za niedługo stracisz wszystko.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Prawda uderzyła prosto w jego pyszczek. Winko miała stuprocentową rację, Mysi Krok jak i Gilowe Gardło mieli go pod ogonem, ciekawe czy w ogóle powiedzieli swoim nowym partnerom, że jeszcze jeden z ich miotu się uchował. Spuścił wzrok, słysząc słowa terminatorki poczuł się głupio. Znów wyolbrzymiał i robił z siebie ofiarę, jak zawsze. Odsunął się, odwracając od kotki – tak, że teraz Winko widziała go z lewego profilu – wzrokiem uciekł na swoje czarne, kościste łapy. - Przep... - nie. Nie będzie przepraszał. Przeprosiny nic nie dadzą. Wziął głęboki wdech, a następnie wypuścił powietrze ze świstem. - Zależy ci na m-m-m-mnie? - zmarszczył brwi i odwrócił głowę w stronę Winogronowej Łapy.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Winogrono chyba nareszcie do niego dotarła albo jest na dobrej drodze. Poczuła niemiły ucisk, gdy kocur się od niej odsunął, ale miała nadzieję, że to z powodu porzucenia pomysłów opuszczenia klanu. Niech nie patrzy na ziemie niczyje, po co ma go kusić. Nie spuściła z niego wzroku i przez moment wpatrywała się obojętnie w jego brak zębów odsłaniający język. Nie robiło to na niej wrażenia, są gorsze rzeczy, przywódca nie ma ogona i żyje.
Zmrużyła gniewnie oczy, gdy kocur zaczął przepraszać, ale zaraz odpuścił. Ruda przyjęła to za pomocą zadowolonego mruknięcia. Przeprosiny w jej mniemaniu to płaszczenie się, a przecież uczyła Czarnego, że ma być dumny. Niech udowodni skruchę czynami, a nie przeprosinami. Winogrono już dawno się nauczyła, że słowa to tylko słowa, są bez znaczenia. Klonowa Łapa żonglowała nimi wedle uznania.
- Tak. - Burknęła obrażona, że kocur jeszcze dopytuje. Przecież zakomunikowała mu to już parę razy, a Winogrono nie czuje się komfortowo mówiąc o czymś takim wprost. Tym razem to ona uciekła wzrokiem, wpatruje się teraz gdzieś w przestrzeń, uderzając rytmicznie ogonem o ziemię. - Ale nie wiem czy to dla ciebie ma znaczenie skoro chcesz mnie zostawić.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Czuł się tak dziwnie. Jedna połowa chciała zniknąć, a druga chciała zostać. Czuł się niepotrzebny, wręcz zbędny, a jednocześnie czuł się najbardziej potrzebny. Nie odezwał się ani słowem. Było mu teraz głupio. Użala się nad sobą, jakby nie wiadomo jakby miał źle w życiu. Winko jasno i konkretnie uświadomiła mu smutną prawdę, rzeczywistość walnęła go prosto w pysk, boleśnie, aczkolwiek jasno i zrozumiale. Rodzice mają go pod ogonem... A mu wciąż na nich zależy. Może to odpowiednia pora by dać sobie w końcu z tym spokój? Po głowie wciąż chodziła mu obietnica złożona przez rodzicielkę Nigdy cię nie opuszczę. A świadomość, że złamała ją robiąc sobie dzieci z kimś innym, dobijała Czarnucha. Sytuacja ta pokazała mu, że obietnice to zwykłe słowa puszczone na wiatr, nie należy im wierzyć. - Nie chcę - odezwał się zachrypniętym głosem. Nie chciał opuszczać kotki, którą lubił, która jest dla niego ważna. - To... to była chwila s-s-słabości - wytłumaczył się i biorąc spory wdech, odważył powrócić się do poprzedniej pozycji. Znów prawie stykali się nosami, choć jego oczy wciąż błąkały się po okolicy, unikając kontaktu wzrokowego, Za blisko.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Dla odmiany to Winko miała ochotę sie teraz poużalać, ale nie była tego typu kotem, to nie w jej stylu. Chociaż nie w jej stylu jest też okazywanie komuś sympatii, a co dopiero mówienie o tym na głos, a przecież właśnie to robiła. Ruda zaczęła dochodzić do wniosku, że wszystko jest możliwe.
- Mhm. Moja mama też tak mówiła. Będę cię pilnować. - Powiedziała nadąsana i uderzyła ogonem o ziemię. Winogrono nie uważa, że Mysi Krok zostawiła Czarnego całkowicie, przecież ciągle jest w klanie i może porozmawiać z synem kiedy chce, a to że ma mniej czasu niż kiedyś to tylko chwilowe, kocięta w końcu urosną. To nie jest tragedia zeby tak się tym przejmować.
- Albo lepiej. Udowonij! - Rzuciła nagle Winogrono. Nie ma pojęcia w jaki sposób Czarny Bez ma to udowodnić oprócz tego, że ma siedzieć na tyłku w klanie dopóki się nie zestarzeje, ale to już jest jego problem. Niech kolega wykaże się pomysłowością.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Nie chciał poruszać jeszcze bardziej tematu Klonowej Łapy. Każdy ma jakieś powody gdy decyduje się opuścić klan. Dla innych mogą wydawać się głupie, a dla tej konkretnej osoby najważniejsze na świecie. Dlatego nie zamierzał jednoznacznie oceniać Klonowej Łapy. Prawda, zostawiła rodzinę i klan. Ale czy ktoś wie czemu? Czy rzeczywiście to była tylko zachcianka matki Winogronowej? Udowodnij. Zmarszczył brwi. Jak ma udowodnić? Przecież powiedział, że jej nie zostawi... jak ma to pokazać? - Jak...? - zdecydował się zapytać. Nie wiedział czego konkretnie wymaga od niego terminatorka. Jakiś konkretnych czynów? Albo jakiś słów? - ...mam sobie z-z-zrobić dzieci? - zdecydował się złagodzić atmosferę żartem. Zaśmiał się niepewnie, nie wiedział czy Winko również się zaśmieje, czy wścieknie się jeszcze bardziej, że ten nie traktuje tego poważnie. Ależ on traktuje! Nawet bardzo poważnie, to tylko takie nieszkodliwe żarciki, ot co.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Oczywiście że zachcianka, bo cóż by innego. Nikt nie stał nad nią z nożem i nie groził, że jeśli natychmiast czegoś nie zrobi to ją zadźga. Gdyby zabił ją drapieżnik zostałyby śladu, patrole znalazłyby ślady walki, krwi i jakieś resztki. Kotka ewidentnie opuściła terytorium ich klanu, a co się z nią później stało to już Wina nie obchodzi.
- Hah, na przykład. Twoi rodzice by skiśli, co nie? Jakbyś tak się doczekał własnej gromadki? - Ruda także się zaśmiała, głównie po to żeby jakoś rozluźnić napiętą atmosferę. Czarny Bez zrobiłby im wtedy na złość i pokazał, że on także potrafi sobie ułożyć życie, może nawet aż zbyt dobrze.
- Ale chwila, ty serio o tym myślisz? Niby z kim? - Spytała i zmrużyła oczy, a jej ogon zaczął chodzić z prawa na lewo. Winogrono ma na końcu języka żeby posądzić o coś takiego tą Lwią Łapę, ale w porę sobie przypomniała, że to w połowie siostra Czarnego i automatycznie odpada. Więc kto? Już Wino tej kotce przetrzepie tyłek.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
- Pewnie n-n-nawet by nie zauważyli - śmiesznie w sumie. Zostałeś dziadkiem i nie wiesz o tym, bo masz swojego syna głęboko pod ogonem... Reakcja Winogronowej Łapy była co najmniej intrygująca. Wojownik zmieszał się i zaczął mrugać w dość szybkim tempie. Zazdrosna? - C...co? - tylko tyle wydobyło się z jego pyszczka. Zaistniała sytuacja zmieszała go jeszcze bardziej - Z nikim - odparł po chwili - K-kt-kt-która chciałaby w ogóle swoim dzieciom d-d-dać moje geny? - dziwny pysk, chuderlawe ciało i wielgachne uszy. Nic fajnego.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
- A chcesz się założyć? Według mnie wnet by sobie o tobie przypomnieli. Wnukami nawet największy ignorant by się zainteresował. - Prychnęła Winogrono. Mysi Krok i Gilowe Gardło zaraz przypomnieliby sobie o zapomnianym synu gdyby ten miałby dzieci, pewnie oboje chcieliby go wychować po swojemu i wpoić niechęć do drugiej strony. Z własnymi kociętami pewnie robią tak samo, mogła sie o to założyć.
- Ja bym nie miała nic przeciwko. - Zamruczała rezolutnie ruda. To prawda, że Zachód zwyzywała od sparchaciałych nietoperzy przez jej chudy pysk i olbrzymie uszy, ale przy Czarnym Bzie nie widzi tych wad, nawet jego ubytek w zębach rudej umyka. Pysk terminatorki ozdobił zadziornym uśmiech, bo była ciekawa jak kocur zareaguje na jej słowa.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
- Wtedy t-t-t-to mogą mi... - zamilkł na moment, szukając w głowie odpowiedniego słownictwa - ...podskoczyć - dokończył. Przez chwilę ogarnęło go uczucie dumy, nie często słyszy się żeby Czarny Bez mówił TAK nieładnie.
Drgnął, a następnie zaczął kaszleć. Taki przegryw, że własną śliną potrafi się zadławić. Przez atak kaszlu, był zmuszony odsunąć się od Winogronowej Łapy. Zapewne gdyby nie czarne futro, jego pyszczek zdobiłby teraz soczysty, czerwony kolor. - Ty-ty-tylko t-t-t-tak mó-mó-mówisz - odchrząknął po raz ostatni. Atak kaszlu ustąpił, choć wciąż odczuwam dyskomfort. Złote oczy wojownika błądziły gdzieś po ziemi, co jakiś czas zatrzymując się na jego czarnych łapach. Tego to się nie spodziewał.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Przez moment patrzyła na Czarnego, by w końcu parsknąć śmiechem. Nie wierzy własnym uszom, czy kocur naprawdę zażartował i powiedział coś niemiłego w stosunku do własnych rodziców? No nareszcie zaczyna pokazywać jakąś ikrę, a więc jednak wysiłki Winogrona nie idą na marne. Widać postępy i może Czarny Bez faktycznie miał tylko chwilę słabości, która się już nie powtórzy.
- Brawo. - Mruknęła cicho Winogrono, bo coś takiego musi nagrodzić. Niech wie, że robi dobrze i odbija się od dna.
- Wcale nie. - Powiedziała z pewnością siebie, ignorując kaszel mentora. Nic dziwnego, że wprawiła go w zakłopotanie, ona też by tak zareagowała, ale nie mogła się powstrzymać. Ruda przypadła do ziemi i spojrzała na niego od dołu z zadziornym błyskiem w oku. To co Czarny Bzie. Popatrzysz na mnie czy uciekniesz wzrokiem w niebo?
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
I znów czuł się niezręcznie. Tak naprawdę, naprawdę niezręcznie. I to nie wina tego, że nie miał rąk. Wzrokiem wędrował po wszystkim, byleby tylko nie natknąć się na oczy Winogronowej Łapy. Czuł się głupio, był zawstydzony i nie wiedział co powiedzieć, a tym bardziej co zrobić. Może się wycofać? Wycofać i odejść, a potem skryć się w swojej tajemniczej dziupli. - Em..em....... - zawiesił się, kiedy terminatorka schyliła się, by ten na nią spojrzał. Spojrzał, ale tylko na ułamek dwóch sekund, bo już po chwili ponownie uciekł wzrokiem na bok. To nie dla niego, jeszcze serce mu wysiądzie i zejdzie na zawał.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Obserwowała reakcje Czarnego z rozczarowaniem. Oczekiwała jakiegoś dalszego ciągu przekomarzań, a tutaj kocur się speszył i kompletnie zawstydził jakby powiedziała coś złego. Ten poryw odwagi to chyba pojedynczy przypadek, a nie norma. Ruda wyprostowała się i cofnęła żeby już nie zadręczać mentora, który chyba nie życzy sobie czegoś takiego. Czy coś jest z nią nie tak, że Czarny nawet nie chce na nią spojrzeć? Może. Szkoda.
- ...Wracamy? - Zapytała po chwili milczenia. Nie ma tu już czego szukać, ciągnięcie rozmowy z kocurem nie ma sensu wiec chyba czas na powrót do obozu.