Logo Artemidy
Łabędzie Gniazdo
Kruk leżał sobie, siedział czy co tam robił gdy nagle dobiegł do jego uszy głos. Zniekształcony i ... zły? Oho, dzień się zaczyna całkiem miło.
- Sam se fsań niemowo. - Warknął do kocura patrząc na jego pysk i splunął na bok lepką mazią. - Ani mi się śni. - Był pierwszy, tak? Poza tym nie będzie mu byle jaki wojownik Klanu Cienistych Idiotów rozkazywał. Akurat chciał sobie spędzić czas w tym miejscu.
Usmiechnął się pod nosem czując iż awantura rośnie, a powietrze nabiera gęstości tak mocno iż można byłoby je kroić nożem. Ewentualnie pazurem, jak kto woli. Można powiedzieć iż na to czekał. Irytowanie wojowników lubił, a jeszcze bardziej lubił gdy można sobie podyskutować o ich debiliźmie i ogromnej przydatności.
Tak szczerze to gdyby Mroźny był sobie takim samotnikiem to te dwie myszy i bażant zaspokoiły by jego głód na dwa wschody słońca. Albo i dłużej. Chociaż sądząc po jego rozmiarach to...
A tak musi dzielić się tym co zdobędzie sam wybierajac jakieś ochłapy, bo stare pryki i mleczojady muszą jeść pierwsze. Do Kruka docierał fakt iż te dwie grupy nie potrafią polować lub nie mogą już, bo są zbyt niedołężni. Niemniej Kruk wolał żyć na własną łapę, nie martwić się czy ktoś zjadł czy nie, nie obawiać się jakichś głupich wojen i tego czy ktoś osikał odpowiedni krzaczek czy o jeden za daleko.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/Hsha9j7.png">
<div class="centered">Od zawsze brzydko wożę się i noszę źle
Od z a w s z e byłem
grzeszny, gniewny
Ulegałem gdy wodzili mnie
Ulegałem gdy kusili dziel<s>nie</s>
Ulegałem biernie, niezmiennie
Na pokuszonko, pokuszenie senne

I nie ukrywam, że ulegnę jeszcze raz
I popełnię setny raz to samo zło
</div>
</div>

<style text="text/css">.container {position: relative;text-align: center;color: white;}.centered{position: absolute;top: 35%;left: 55%;transform: translate(-50%, -50%);}</style>
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Na ceremonii Wiewiórczy Ogon umówił się z Krogulec na wieczorny spacerek, tak w ramach świętowania jej awansu, na który tyle wyczekiwała. Wybrał więc miejsce, które mogło wzbudzać nostalgię, albowiem Łabędzie Gniazda były pierwszym miejscem na nowych terenach, do którego się udali. Szylkretka miała wówczas problemy z łapą, a on był jeszcze terminatorem. Był to więc szmat czasu temu.
Umówili się przy wyjściu z obozu, by stamtąd swobodnie ruszyć na wycieczkę. Noc była ciepła, piękna. Na bezchmurnym niebie lśniły gwiazdy, które oświetlały nieco ziemię, a księżyc im pomagał. Można rzec, że warunki na spacer były bardzo sprzyjające.

/baba
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czekała na niego przy wejściu do obozu, a sytuacja z Brzozową Łapą przyprawiała ją o lekki ból głowy. Już na samym wstępie dostała wyzwanie zrobienia czegoś z czegokolwiek. Na szczęście o tyle dobrze było, że umówiła się z nią w porze górowania słońca, dlatego też miała całą noc wolną. Nie spodziewała się, do jakiego miejsca ją rudzielec zabierze, ale liczyła na coś ciekawego, zważywszy na to, że jakiś czas temu nieco się pokłócili. O ile można to było nazwać kłótnią. Wcześniej miała problemy z łapą, a teraz ma problemy z ogonem. Rzeczywiście, nostalgiczne miejsce. Kroki stawiała dość ostrożnie, nieco bujając się na boki przez fakt, że najprościej się w taki sposób poruszało, rozglądając się dookoła. Atmosfera zahaczała nawet o romantyczną, chociaż Krogulec nie była zbyt dobra w wyczuwaniu tego typu rzeczy. Dla niej był to zwykły spacer, przy którym zachowywała ostrożność i czujnie się rozglądała, od czasu do czasu kontrolując to, co robi Wiewiór obok niej. Pozwoliła mu prowadzić, a uwagę przykuł fakt, że Łabędzie Gniazda były ich pierwszym miejscem, w które skierowali się na pierwszym spacerze po nowych terenach. Że też ktoś pamięta takie rzeczy.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rudzielec szedł przy boku ukochanej, aby pomóc jej jakoś utrzymać równowagę, domyślając się iż jest to dla niej w tym momencie ciężkie. Mimo to jednak kocica miała chwiejny krok i nie do końca dała się na to cokolwiek poradzić, szkoda.
- Jesteśmy na miejscu - mruknął, gdy dotarli do Łabędziego Gniazda i usiadł, owijając ogon wokół łap. Rozejrzał się po okolicy, a w głowie pojawiły mu się wspomnienia z tamtego spaceru.
- Ostatnio gdy tu byliśmy, byłem jeszcze terminatorem i nic nie wskazywało na to, że nasza historia tak się potoczy. Że wszystko się tak zmieni. Niesamowite - mówił, patrząc w niebo, by następnie zerknąć na córkę Traszkowego Grzbietu. Odkąd ostatnio tu byli... wiele się zmieniło. On został wojownikiem, zastępcą, ojcem. Ona zaś matką, terminatorką, ponownie wojowniczką. Niewiarygodne, jak wiele może się zmienić przez zaledwie jeden pełny obieg pór.
- Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że doczekamy się tak licznego potomstwa, że przez chwilę będziemy szczęśliwi, że wydarzy się tak wiele niespodziewanych rzeczy, to bym go wyśmiał.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Gdzie ty mnie tutaj podpierasz. Sama umiem chodzić - parsknęła w stronę rudego widząc, jak usilnie próbuje jej pomóc. Przecież daje sobie doskonale radę! Po prostu nieco ostrożniej stawia kroki, ale to też była kwestia przyzwyczajenia do nowego środka równowagi. Jakby sama chciała pomocy to by go poprosiła! A przynajmniej z takiego założenia wychodziła. Co by się stało, gdyby naprawdę potrzebowała pomocy? Tego nie zdołała przewidzieć. Ale przecież ostatnio nawet dała się nieść niczym księżniczka na grzbiecie swojego rumaka aż na tereny Cienia, więc to nie tak, że zawsze odmawia!
- Ano - mruknęła cicho w odpowiedzi na pierwsze zdanie kocura, siadając obok niego, po czym również kierując wzrok w niebo. Miała nadzieję, że gdzieś tam zarówno matka, ojciec jak i Psi Pomruk były szczęśliwi, na wiecznych łowach. I bawili się nią, zsyłając różne plagi na jej życie, takie jak na przykład degradacja czy usunięcie kawałka ogona.
- Mam tak samo. Nigdy nie spodziewałam się, że będziemy mieć tak ogromną ilość potomstwa. I tak dużo z nich zostanie w klanie - odpowiedziała na kolejne zdanie wypowiedziane przez zastępcę z lekkim uśmiechem. Rzadko które potomstwo tak długo wytrzymywało pod presją klanu. Nawet Mrówcza Ścieżka gdzieś zniknęła, a po niej został jedynie ślady dwunogów. A co z resztą rodzeństwa Krogulec? Cóż... Sama nie do końca wiedziała. W klanie został jedynie Dymne Niebo, a z siostrzenic Łosia Polana. No i oczywiście potomstwo jej i Wiewióra, które było dość liczne, a którym ostatnimi czasy za bardzo się nie interesowała, przez co miała wyrzuty sumienia.
- Co u naszych dzieci w ogóle? - zadała pytanie, kierując wzrok na zastępcę i przekrzywiając lekko łeb do boku. On zawsze był lepiej zorientowany w sprawach rodzicielskich, szczególnie że trenował większość ich dzieci. A ona? Jej wszystkich terminatorów odebrano podczas degradacji, a młodszy miot w ogóle nie trafił pod jej opiekę, nad czym ogromnie ubolewała.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Tylko się przytulam - odparł zapobiegawczo, posyłając kocicy zadziorny uśmiech, po czym zaprzestał takiego zachowania. Skoro wolała się bawić w chodzenie sama, to nie ma sprawy, nie będzie jej pomagał na siłę.
Patrząc w gwiazdy, liczył na to, że i one patrzą na niego. Że Świerkowa Igła i Psi Pomruk uważnie go obserwują i chronią przed złem, jakie mogłoby spotkać jego lub jego, ich rodzinę.
- Ja nie spodziewałem się, że będziemy mieć jakiekolwiek. Raczej nie byłem rodzinnym typem i jedyna osoba, na której mi zależało to ty - mruknął rozmarzony. Przez połowę swojego życia uganiał się za Krogulec, chciał żeby odwzajemniła jego uczucia, chciał z nią stworzyć kochającą się parę, chciał żeby była tylko jego. Nigdy nie myślał o potomstwie. Myślał tylko o niej. Los jednak zadecydował inaczej, a Wiewiórczy Ogon nie był z tego powodu niezadowolony. - Nie przypuszczałem, że kocięta mogłyby się stać tak ważnym elementem mojego życia. Że ktokolwiek mógłby się stać dla mnie tak samo ważny jak ty - dodał, po czym prychnął pod nosem. To zabawne, jak bardzo życie go zaskakiwało na każdym kroku. Kiedy skończył mówić, chciał spleść swój ogon z ogonem ukochanej, ale... no waśnie, coś było nie tak. Na szczęście ta niczego nie poczuła, a syn Świerkowej Igły z tego wybrnął, otulając ją rudą kitą i uśmiechając się.
- U większości jest w porządku. Z Pustułką nie rozmawiałem od dłuższego czasu, Kieł za bardzo spoufala się ze Szczurem i odbija się to na jej zachowaniu, Wydra dalej... jakby nie istniała, a Kolca od jakiegoś czasu nie widziałem. Martwię się o niego, ale myślę że Płomykówkowy Lot by mi powiedziała, gdyby przestał zjawiać się na treningach - o Bóbr nie wspomniał ani słowem. Krogulec pytała o ich dzieci, a ona od dawna już do nich nie należała.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zachichotała cicho na odpowiedź Wiewióra. To już był ten moment, kiedy przytulanie wywoływało łagodniejszą reakcje od prób pomocy przy chodzeniu. Na wiadomosc o tym, że Wiewiór nigdy nie był zbyt rodzinnym typem miała ochotę odpowiedzieć "wiem", ale zdecydowała się powstrzymać cisnące się na usta słowa i pozwolić kocurowi dalej mówić.
- Myślisz, że czemu miałam obawy przed tobą jako ojcem? Inna sprawa, że okazałeś się lepszym ojcem niż ja matka - odpowiedziała, podnosząc kącik ust w krzywym uśmiechu, po czym przysunęła się nieco do zastępcy, pozwalając też objąć się ogonem. Na szczęście próbował chwycić za tę część, która została odgryziona, dlatego nawet nie była świadoma jego nieudolnych prób. Chyba, że słychać było jak szura tą kitą po ziemi.
- Martwię się nieco o nich. Przyjaciółka Pustułki chyba zniknęła, nie? Lubiła się z córką mojej siostry. Szkoda, że tylko Łosia Polana została w klanie. Wydra cały czas ma tendencję do znikania, nie wiem czy miała na to wpływ zmiana mistrza. Z Kieł... Postaram się porozmawiać. Może potrzebuje rozmowy z matką. Jeśli chodzi o Kolca, być może potrzebuje chwili dla siebie. Jak każdy facet w pewnym momencie - odpowiedziała na jego stwierdzenia odnośnie dzieci, zadowolona ze chociaż trochę mogła się bardziej zorientować w ich życiu. Myślała, że Kolec utrzymywał kontakty z ojcem, w końcu był z nim dość blisko. A tu proszę. Ale Krogulec chciała wyjść z założenia, że po prostu przeżywa okres izolacji, gdzie nie chce za bardzo się w klanie udzielać, bo musi uspokoić buzujące we wnętrzu hormony. W gruncie rzeczy, młodszy miot był w sumie w wieku nastoletnim i mieli swoje humorki.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Skoro ja jestem tym lepszym, to obawiam się, że jesteśmy beznadziejnymi rodzicami - odparł pół żartem - pół serio. Zdawał sobie sprawę z tego, że pomimo starań ojcem był raczej marnym, a skoro Krogulec uważała, że była gorszym rodzicem, niż on, to cóż, tylko pozazdrościć dzieciom. Lepiej trafić nie mogły.
- Chodzi ci o Górską Rosę? Widywałem je czasem razem, ale nie wiedziałem, że są jakoś szczególnie blisko. Przynajmniej dopóki Pustułka nie zaczęła się wydzierać na ceremonii po jej zniknięciu. Nie miałem okazji z nią o tym porozmawiać, może ty byś spróbowała? - zaproponował. Zawsze to jakaś szansa, by zbliżyć się do córki w jakiś sposób. - Albo możemy zrobić to razem, jak wolisz. Wydra za to... ona zawsze była nieobecna i znikała jak jej się podobało. Nie znam jej w ogóle, podejrzewam że nikt jej nie zna, z nikim nie rozmawia, jakby nie istniała. Kieł myślę, że bardziej potrzebuje rozmowy z tobą, niż ze mną. Ostatnio się dość ostro pokłóciliśmy o Szczura. Zaczęła mi pyskować i bronić go za każde jego przewinienie. Dała się zmanipulować, omamić. Może ciebie posłucha, skoro mnie nie chce - kontynuował rozmowę, przy okazji informując ukochaną o tym, co ostatnio stało się między nim, a córką. Nie podobało mu się jej zachowanie i nie życzył sobie, by zachowywała się w stosunku do ojca w taki sposób, lecz był w stanie dostrzec też swój błąd i dość niechętnie przyznać się przed samym sobą, że potraktował ją zbyt surowo. Było jednak zbyt wcześnie, by o tym porozmawiać i należało trochę odczekać, aż złość u czarno-rudej opadnie.
- Mam nadzieję, że masz rację.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zachichotała cicho na wyborny dowcip Wiewióra, nie odnajdując jakos drugiego dna. Urodziły się ich dziećmi i niestety nie było innej możliwości. Chyba, że ktoś szalony by podkradł im kociaki i wychował jak własne, co jest niestety proszę państwa niemożliwe. O ile jakieś ich kocie nie okiwa rodziców i wszystkich patrolow i nie pójdzie w długą na niczyje.
- Postaram się. Serio zaczęła się wydzierać na ceremonii? Co za... Eh - westchnęła ciężko, darując sobie komentarz odnośnie zachowania córki. Jak ona się niby zachowywała? Wiadomo, zniknięcie przyjaciela jest bolesne, ale nie usprawiedliwia to tego, że należy na klanowych zebraniach zachowywać się jak dzikie zwierzę.
- Byłam przecież przez chwilę jej mistrzynią i też się nie dowiedziałam. Jeszcze Wazkowa Sadzawka nie potrafi jej upilnować - ponownie wydała z siebie ciężkie westchnięcie na wspomnienie czekoladowej córki. Prawdopodobnie nie podobała jej się nagła i tak bezsensowna zmiana mistrza, dlatego teraz jeszcze bardziej unikała treningów. A nieporadność mistrzyni zdecydowanie w tej sytuacji nie pomagala. Już Krogulec zaczęła boleć głowa od nadmiaru zdenerwowania w jednej rozmowie. Dlaczego nie mogliby mieć bezproblemowych dzieci?
- Postaram się z nią pogadać też o tym, ale wiesz. Jest w trudnym wieku i dorasta, a ktoś próbuje oczernić jej pierwszą i największa miłość. Też byś tak pewno reagował, jakby Łaciata Skóra mówił ci, że nie jestem kocicą dla ciebie - a tutaj dla odmiany zachichotała po zakończeniu zdania, trącając lekko kocura w bark żeby wiedział na pewno, że to żart. Szczur zdecydowanie nie był dobrym towarzystwem, praktycznie każdy w klanie na niego wolał napluć nic porozmawiać, ale no cóż. Serce nie sługa. Musiała zastanowić się, jak przeprowadzić rozmowę z Kieł tak, aby nie urazić jej uczuc. Uhhh.
-A jak z Szopem i Puchaczem?
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się lekko do ukochanej, choć był to bardziej uśmiech bezsilności. Oboje się starali, a mimo to byli do bani. Bycie rodzicem było o wiele cięższe niż bycie wojownikiem, czy nawet zastępcą, o czym niestety dane im było się przekonać.
- Mhm - potwierdził. Pustułka od zawsze wydawała się rudzielcowi impulsywna, ale czy spodziewał się, że zacznie się wydzierać wniebogłosy podczas ceremonii? Skądże. Wydawało mu się, że nie, ale jak widać i w tej sytuacji się mylił.
- Wygląda na to, że nikt nie potrafi. Pewnego dnia po prostu zniknie z klanu, o ile już tego nie zrobiła, a my nie odczujemy różnicy. Żadnego poczucia straty, bo nigdy jej z nami nie było. Trochę to przykre, nie uważasz? - z każdą stratą wiązały się także i negatywne emocje. Smutek, złość, tęsknota. W wypadku Wydry jednak byłaby to jedynie obojętność. Coś, czego każdy się spodziewał, że nadejdzie prędzej czy później, bo czekoladowa nigdy z nikim nie rozmawiała. Wszystkich unikała i chodziła swoimi ścieżkami. Dlaczego tak było? Nie wiadomo. Zapewne jedynie ona sama zna odpowiedź.
- Ale mój ojciec nie miałby powodów, żeby uważać, że jesteś dla mnie nieodpowiednia, bo nie zrobiłaś nic złego. Prędzej twoi rodzice mogliby mieć coś przeciwko, ale z tego co pamiętam, to chyba nie nienawidzili mnie w jakiś szczególny sposób - odparł z początku lekko niespokojnym głosem, by następnie przejść do naturalnego tembru.
- Szop sobie radzi jako wojownik, a trening z Ostrą dobrze mu idzie. Puchacz natomiast... cóż, nie zmienił się prawie w ogóle. Nie podoba mu się imię, które otrzymał, ale po rozmowie ze mną głupie pomysły nie powinny mu już przychodzić do głowy - rzekł. Nie miał za dużo do powiedzenia w sprawie dwóch synów. Ot, wszystko było w porządku, choć w przypadku Puchacza mogłoby być nieco lepiej. Nic szczególnego.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Tak... Ale tak niestety musi być. Jak się nie utrzymuje kontaktu z nikim to kto by po tobie tęsknił - odpowiedziała nieco bardziej zamyślonym tonem, wpadając w melancholijny nastrój. Szkoda, że jedno z ich dzieci musiało w jakiś sposób odziedziczyć chęć wędrowania, którą miało większość rodzeństwa Krogulec i Wiewióra. No ale niestety, ktoś musiał się trafić w ich rodzinie. Miala tylko nadzieję, że Kolec i Igła nie pójdą w ślady starszej siostry oraz ciotek i wujów.
- Myślę, że moi rodzice nawet cię lubili. Trochę. Na swój własny sposób. Najgorzej by było, gdybyś był dzieckiem Splątanego Futerka, wtedy rzeczywiście krzywo by patrzyli - zachichotała, wspominając jedna z charakterystycznych cech ich rodziny - niechęć do kotów nieczystej krwi, których matki puściły się z kocurem z innego klanu lub też znajd, co ich przywódca zdecydował przygarnąć. Z uśmiechem na pysku mogła wspominać wszystkie przytyki w kierunku partnerki Iwana, co na niej skupiły się spojrzenia Traszki i Ostrego. Poruszyła rozbawiona wąsami na wieść, że Puchaczowi nie podoba się imię. Nic dziwnego! Wirujące Pióro zdecydowanie do niego nie pasowało.
- Też bym była zła, gdyby przywódca zmienił mi imię. Zdążyłam się już przyzwyczaić do bycia Kroguczym Szponem - odpowiedziała z cichym chichotem, opierając się nieco o masywny bark kocura. Nie wyobrażała sobie życia z innym imieniem, jakim mogło być na przykład Krogulcze Gniazdo. Obrzydlistwo.
- A ty jak sobie radzisz z byciem zastępcą? - mruknęła pytajaco, nieco unosząc wzrok na pysk rudego kocura i przymykając lekko oczy. Nie chciała, żeby im się rozmowa nagle urwała, a skoro już pozyskuje informacje to dlaczego by tego nie wykorzystać?
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- To prawda. Nie mamy pewności czy już gdzieś nie przepadła - dodał, wzruszając przy tym lekko ramionami. Było mu dziwnie, ze świadomością, iż jest szansa, że jedna z jego córek zniknęła z klanu, a on nie czuje z tego powodu właściwie nic. Nie znał jej, nie wiedział o niej nic, poza tym, że była krwią z jego krwi, a kolor futra odziedziczyła po matce. Smutne.
- Dobrze wiedzieć. Ja nie rozmawiałem z rodzicami na tyle dużo, by usłyszeć od nich jakiekolwiek słowa na twój temat, ale jestem pewny, że moja matka byłaby pierwsza do wybicia mi z głowy pomysłu wiązania się z tobą na dłużej. Trochę żałuję, że nie spędziłem z nimi tyle czasu, ile mogłem - rzekł, początkowo uśmiechając się delikatnie do ukochanej. Fakt, gdyby był półkrwi miałby ciężej nie tylko u niej i jej rodziców, ale w ogóle w całym klanie, dlatego cieszył się, że tak nie było. Miałby żal sam do siebie, gdyby jeden z jego rodziców okazał się być samotnikiem. Czułby pewnie do siebie obrzydzenie, albo niechęć. Brr.
Przejechał delikatnie ogonem po grzbiecie czekoladowo-rudej, gdy ta się o niego oparła, po czym kontynuował.
- Puchaczem był przez sześć księżyców, potem był Wirującą Łapą. Wirujące Pióro jest zresztą nawiązaniem do jego kocięcego imienia. Ma prawo do tego, by mu się nie podobało, ale nie powinien przybierać roszczeniowej postawy w stosunku do przywódcy i mam nadzieję, że udało mi się w tej kwestii do tego dotrzeć - owszem, Wiewiór pewnie też przez pierwsze księżyce po ceremonii nie byłby zadowolony ze zmiany imienia, ale po czasie by się do tego przyzwyczaił. Nie miałby wyjścia. Oczywiście, poprosiłby grzecznie Wężową Gwiazdę o zmianę, gdyby było jakieś okropne, ale zrobiłby to po ceremonii, na osobności. Krzykami niczego się nie załatwi, zwłaszcza że Wirujące Pióro było całkiem ładnym imieniem.
- Początki były trudne, przez wszystko to, co się wtedy działo, ale teraz jest całkiem w porządku. Nie słyszałem, żeby ktoś się na mnie skarżył, a niektóre krzywe spojrzenia nauczyłem się ignorować. Mam wrażenie, że jest ich coraz mniej. Chyba jestem lepszym zastępcą, niż ojcem - skwitował. Nie jest łatwo, ale źle też nie. W gruncie rzeczy, przyzwyczaił się już do tego, że ma tyle obowiązków i to wszystko weszło mu już w nawyk.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Czasami ja widuje w obozie... A raczej rzadko. Ale ostatnio ją widziałam, ale szybko się ulotniła - powiedziała, lekko wykrzywiając pysk w niezadowoleniu. Wydra została ostatnią, która nie została wojownikiem ze starszego miotu, co bardzo się Krogulec nie podobało. Pewno już za niedługo młodsze rodzeństwo ją przegoni! O ile nie zdecyduje się ostatecznie klan opuścić, co nie byłoby żadnym zdziwieniem dla prawdopodobnie całej rodziny.
- Jeszcze będziesz mieć dużo czasu, żeby z nimi pogadać. Skup się na tych, co żyją - odpowiedziała lekko rozbawiona, kończąc zdanie cichym chichotem i oczywiście pijąc tu do faktu, że po śmierci prawdopodobnie spotka się ze swoimi rodzicami na Gwiezdnej Skórce i będą mieli całą wieczność na pogaduchy i obgadywanie żywych. Nie zareagowała jakoś szczególnie na przesunięcie ogonem po grzbiecie, akceptowała dotyk rudego już od jakiegoś czasu i jej zbytnio nie przeszkadzał. Szczególnie, że Wiewiór praktycznie odkąd się znają to się do niej kleił, w końcu kiedyś musiał nastąpić przełom. A taki dość dyskretne i nienachalne przesunięcie kitą nie wymagało od córki Traszkowego Grzbietu żadnej konkretnej interwencji. No i w sumie było całkiem przyjemne.
- Roszczeniowa postawa nic mu nie da. Mam tylko nadzieję, że przez swoją niechęć nie narobi sobie kłopotów - mruknęła nieco ciszej, przymykając przy tym ślepia. Nie chciałaby, żeby bury syn skończył tak, jak ona przez taką głupotę, jak krzyczenie do przywódcy że mu się imię nie podoba. Widziała to, że młody wojownik był bardzo ambitny, zupełnie tak jak ona w młodości i nie chciała, aby musiał przeżywać to samo. A jak dalej będzie głośno i wyraźnie okazywał swoje niezadowolenie to prawdopodobnie do tego w końcu dojdzie. Westchnęła cicho, wracając wzrokiem do pyska rozmówcy, gdy zadała kolejne pytanie, tym razem o obowiązki zastępcy, na co dostała wymijającą odpowiedz. Z początku cofnęła uszy, jednak szybko je postawiła do poprzedniej pozycji i słuchała kocura, aby nie dać mu odczuć, że jest niezadowolona.
- Jakby jeszcze ktoś miał odwagę ci rzucać krzywe spojrzenia. Po prostu ci zazdroszczą i tyle - na początku słowa wypowiadała rozbawiona, by potem przejść do tonu nieco bardziej poważniejszego, spuszczając spojrzenie w kierunku horyzontu, ale cały czas była czujna czekając na reakcję rudego.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Rozumiem - odpowiedział. On niestety nie miał tyle szczęścia i nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widział Wydrę w obozie lub poza nim. Była szarą eminencją, czymś, co istnieje jedynie w opowieściach i bajkach dla kociaków. Ciężko było mu uwierzyć w to, że faktycznie ktoś ją widział. To było w ogóle wykonalne?
Westchnął ciężko na słowa ukochanej, po czym potarł głową o jej policzek. - Cieszę się, że mam chociaż ciebie. Mam wrażenie, że jako jedyna w pełni mnie rozumiesz - wymruczał, czule się do niej tuląc. Czasem odnosił wrażenie, jakby jedynym kotem, który mu wystarcza do życia była Krogulec, pomimo tego wszystkiego, co między nimi było. Miał wrażenie, jakby tylko ona naprawdę potrafiła go zrozumieć i nie oceniała go pochopnie na podstawie paru wyborów i decyzji. Po prostu... była, kiedy tego potrzebował. Wiedziała co powiedzieć, choć czasem zdarzało jej się przesadzić, ale takie rzeczy były normalny. Czasem trzeba było się posprzeczać, żeby nie było za nudno.
- Otóż to. To samo mu powiedziałem. Nie chciałbym, żeby narobił sobie kłopotów przez swój temperament i mam nadzieję, że posłucha - degradacja, bo tego Puchacz mógłby się w końcu doczekać, byłaby okropną tragedią, zarówno dla buro-białego, jak i jego rodziców. Byłby to drugi przypadek w ich rodzinie i z pewnością nie pomogłoby to Wiewiórczemu Ogonowi poprawić swojej pozycji w klanie.
- Bycie zastępcą, to masa obowiązków. Jedyną rzeczą, której ktokolwiek może mi zazdrościć, jest rodzina, ty - mruknął, uśmiechając się do kocicy zadziornie. Nie wszystkie dzieci im się udały, ale które, były w porządku, tworzyły z nimi naprawdę fajną i zgraną rodzinę. To, że było ich mniej, niż tych nieudanych to inna sprawa.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pozwoliła tematowi Wydry wygasnąć naturalnym tokiem rozmowy, gdzie rudy zdecydował się nie kontynuować tego tematu. Dla Krogulec był on również nieco bolesny, w końcu, czekoladowa była jej córką. W zupełnym przeciwieństwie do takiej Bóbr, która z jakiś nieznanych przyczyn nagle zaczęła nienawidzić całej rodziny.
- Nie rozumiem cię w ogóle. Ale szanuję to, że czasami musisz zrobić jakieś głupoty, żeby być sobą – powiedziała z lekkim chichotem na ustach, by następnie lekko trącić Wiewióra nosem w polika w geście, że to był żart. Zwykle by tyrknęła go w bark, ale teraz nie za bardzo miała możliwości. By musiała się odsunąć od przytulającego ją zastępcy, a na to aktualnie nie miała ochoty.
- Być może posłucha. Zawsze widział w tobie wzór – odpowiedziała odnośnie do słów o Puchaczu, który jeszcze prawdopodobnie nie wyrósł ze swojej upartości. Być może stanie się tak za dwadzieścia księżyców. Tak, jak było to w przypadku Krogulec. Widocznie niektóre cechy charakteru utrzymują się niezwykle długo, szczególnie ten dziecięcy upór, którym się charakteryzował ich bury, długowłosy syn.
- Z Szopem dawno nie rozmawiałam i w sumie to nie wiem, jakie mamy relacje. Niby się coś poprawiło, ale nadal jest między nami jakoś dziwnie – powiedziała zupełnie losowo, czując w środku potrzebę powiedzenia tego synowi Świerkowej Igły. Niby żadna z ich rozmów nie dotyczyła Pluskającego Potoku, ale to było coś, co odbijało się przez cały czas na części osobowości Krogulec, która odpowiada za macierzyństwo. Od czasów nauk nie mieli ze sobą najlepszych relacji, wspólny trening również ich nie poprawił, tak samo, jak ogromny czas przerwy i unikania siebie nawzajem. Potem była rozmowa, która nagle musiała się urwać, a potem było… Nic.
- Na pewno są koty w klanie, które zazdroszczą ci pozycji. Na przykład ja – odpowiedziała z lekkim, zadziornym uśmiechem, nie chcąc dać po sobie poznać, że bolała ją zarówno degradacja, która nadal odbijała się na części charakteru wojowniczki, jak i fakt, że prawdopodobnie nie zdobędzie takiej reputacji, jak wcześniej. Być może to i lepiej? Obecnie była pozbawiona złudzeń odnośnie do działania klanu, o istnieniu wojowników lepszych i gorszych. I prawdopodobnie ona zaliczała się do tych gorszych już od samego startu, będąc jedynie siłą niewolniczą klanu, która bez mrugnięcia okiem wykonałaby rozkaz od Wężowej Gwiazdy.
- I serio myślisz, że ktoś by mnie mógł ci zazdrościć? Raczej współczuć – zachichotała cicho, rozbawiona słowami rudego kocura. Była świadoma, że w klanie było dużo więcej lepszych kocic, które miały lepszy charakter, jeśli chodzi o związki. Posłuszne, spokojne, rozwiązujące problemy dyskusją, a nie pochopnymi decyzjami i nie szukałyby wszędzie podstępów.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości