Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Córka Mknącego Ptaka słysząc słowa Tonącego Słońca opuściła głowę i zaczęła przypatrywać się swoim łapkom. Poczuła się bardzo źle. Nagle zrobiło jej się gorąco i łapki zaczęły ją swędzieć. Westchnęła głośno i zamknęła oczy. Od razu ukazała jej się Lśniąca Sadzawka mówiąca do niej swoim chłodnym głosem, że nie po to walczyła księżycami o wiedzę medyczną i o każdą informację, aby teraz była rozpowszechniana jak wiedza wojownicza. Jeszcze gorzej się Lawendzie zrobiło gdy przypomniała sobie kolejne słowa Medyczki na temat krwawienia, że każdy głupi potrafi przyłożyć sobie mech, żeby je zatamować. Wygląda na to, że biała kotka zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego jak ciężko mają samotnicy, że dla nich przyłożenie mchu może nie być tak oczywiste. Skoro nigdy nie widzieli opatrunku na oczy i nikt ich nie uświadomił, że w ogóle coś mogą przyłożyć, to jak mają się ratować? Jedyne, co uspakajało w tej sytuacji niebieską kotkę, to to, że Toń nie chce wiedzieć dlaczego Lśniąca nie zamierza dzielić się swoją wiedzą. Przynajmniej nie musi mu przekazywać tych okropnych słów, które sprawiły by mu przykrość . Lawenda postanowiła, że zachowa wszystko to dla siebie. Całą rozmowę z Lśniącą zabierze do grobu, aby jej drogi przyjaciel nie cierpiał. Lawendowy Kwiat wiedziała, że to niesprawiedliwe i powinna być szczera z Toń, jednak nie potrafiła go jeszcze bardziej dobić tymi nieprzyjemnymi informacjami.
Na kolejną wypowiedź kocurka, córka Czyżyka uśmiechnęła się i spojrzała mu w oczu. Taka postawa imponowała jej. Tonące Słońce wie czego chcę i będzie o to walczył! - Może jak ładnie uświadomisz ją jak wygląda sytuacja to zgodzi się przekazać wiedzę? O ! I jeszcze jak przyniesiesz jej jakieś apetyczne prezenty. Jakby, co to mogę upolować wspaniałego królika albo zająca!- zaproponowała cicho. Chętnie w jakiś sposób pomoże Tonącemu Słońcu osiągnąć jego cel. Jeszcze nie wie jak, ale to zrobi. Na razie zaproponowała tylko upolowanie zajęczaka. Jak na Wichrowca przystało nie ma najmniejszych problemów ze złapaniem go i Krzywucha może być szczęśliwa z takiego miłej niespodzianki. Kto, wie może już dawno nie jadła takiego pożywienia? W końcu ma swoje księżyce i może nie być w stanie złapać takiej ofiary?
Lawendowy Kwiat nie spodziewała się, że Toń będzie tak szczęśliwy słysząc jej dobre wieści! Widać było, że jest bardzo zainteresowany, co u niej słychać i potrafi cieszyć się razem z nią! - A, dziękuje! Dziękuje! Innej opcji nie ma! Musi być wspaniałą wojowniczką! - zaśmiała się, po czym wzięła głęboki oddech, aby podzielić się kolejnymi informacjami. Aż machnęła ogonkiem z podniecenia nie mogąc usiedzieć w miejscu. - Na tej samej ceremonii przejęłam trening Sikorczej Łapy, także nadal mam trzech terminatorów. Sikorka jest bardzo energiczną kotką, właściwie to jest trochę nadpobudliwa i trudno jej usiedzieć w miejscu! Do tego jest straszną gadułą, ale trzeba przyznać, że potrafi kreatywnie myśleć i wyciągać różne wnioski. - opowiedziała o swojej świeżej uczennicy. Po uderzeniu serca Lawenda wybuchnęła śmiechem, po czym nabrała powietrza, aby się uspokoić i podzielić się z Tonącym Słońcem wspomnieniem, które wywołało to rozbawienie. - Na pierwszym treningu kazałam jej biegać wokół Wyjących Wzgórz, aby choć trochę rozładować jej pokłady energii! Nawet się nie zmęczyła!- wyjaśniła.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie potrzebował tej wiedzy. Było mu ciężko słysząc to wszystko, co miała mu do przekazania Lawenda i nie wiedział, dlaczego Lśniąca postępuje w taki, a nie inny sposób, nie należał jednakże do Klanu i co za tym idzie - nie miał prawa głosu. Odnosił jednak wrażenie, że jego znajoma jest w jakimś sensie zazdrosna i z pewnym trudem powstrzymał się przed zapytaniem, czy wybrała sobie terminatora. Z jednej strony - gdyby tak było, w pełni zrozumiałby, że poświęca się jemu i stara się nauczyć go wszystkiego, z drugiej zaś - jeśli wciąż zachowywała wiedzę dla siebie, to czy nie postępowała dość egoistycznie? Toń doskonale pamiętał, jak Łosoś musiał zabrać go do Gwiazdki i do Szałwii, chociaż przecież ledwie chodził, wlókł się, cierpiał i nie wiedział nawet, jak stawiać łapy. Nie było jednak w Rzece nikogo, kto mógłby mu pomóc, kto naprawdę zaoferowałby mu swoje wsparcie. Po dziś dzień nie wiedział, jak w tamtym czasie był w stanie dotrzeć na granicę, nie chciał jednak do tego nadmiernie wracać. Lśniąca dokonała wyboru, a jemu pozostawało albo wygrażanie piąstkami w stronę nieba, albo pogodzenie się z faktami i poszukanie innej, być może lepszej, drogi.
- Postaram się ją wspomóc, tak myślę. Nie jest najmłodsza, może jeśli będę dla niej polował i zbierał dla niej zioła, to nauczy mnie czegoś więcej. Przekonamy się - stwierdził z namysłem, a zaraz zastrzygł swymi zabawnymi uszami i spojrzał na kotkę, by zaśmiać się krótko i cicho, a jego oczy zabłyszczały wdzięcznością. - To wspaniały gest, Lawendo, ale nie śmiałbym uszczuplać waszych zasobów zwierzyny - odparł w końcu dość poważnie i trącił ją lekko nosem w okolicach ucha, jakby chciał jej przypomnieć, że mimo wszystko nadal jest samotnikiem, który nie umiera z głodu i nie jest cierpiącym. Zrobiło mu się jednak niesamowicie przyjemnie, gdy zdał sobie sprawę z tego, że kocica byłaby skłonna mu pomoc, chociaż przecież był dla niej obcy. Był, przynajmniej według niektórych, intruzem. Dla niej jednak był kimś godnym rozmowy. Kimś godnym przyjaźni.
- Chyba w takim razie powinienem ci jeszcze raz pogratulować - powiedział na to uśmiechając się pogodnie i słuchając jej z uwagą, a następnie od tak, obiegł dokoła Krzywe Drzewo kiwając się nieco na boki, by zatrzymać się dokładnie przed Lawendą i nachylić się ku niej śmiejąc cicho. - Ile musiałbym tak biegać, żeby zaczęło mi się kręcić w głowie? Jak myślisz? - rzucił nim usiadł ponownie, tym razem jednak przed nią, by dalej móc się jej przypatrywać, kiedy będą rozmawiać. Cieszył się jej szczęściem i tym, że miała naprawdę kim się zajmować, że miała kogo trenować, że miała przed sobą niewątpliwie świetlaną przyszłość. Nie wątpił w to, że była naprawdę dobrą wojowniczką, o nie, ani trochę!
- W takim razie na pewno się zaprzyjaźnicie! Jestem pewien, że razem wymyślicie, jak wybrać się na księżyc! Może zabrałybyście mnie ze sobą? - rzucił na to przyjaźnie, z lekkim błyskiem w oku, ale gdzieś zrobiło mu się nieco smutno. Skoro Lawenda znalazła taką pokrewną dusze w Klanie, na dokładkę trafiła ona pod jej skrzydła, to czy znajdzie jeszcze czas dla niego? Nie chciał jej ograniczać i odciągać od rodziny, ale bardzo by mu jej brakowało.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Pomaganie starszej kotce? Brzmi bardzo szlachetnie. Jak tak dłużej Lawenda o tym myślała to jej się łezka w oku zakręciła, że Tonące Słońce jest taki opiekuńczy i chce pomóc starej, samotnej, do tego upartej i nie miłej kocicy. To wspaniały gest z jego strony i poświęcenie. Miejmy nadzieje, że rzeczywiście całe jego dobre serduszko zostanie za całe przedsięwzięcie wynagrodzone w postaci upragnionej wiedzy medycznej. Jeśli, nie przynajmniej Toń będzie miał dobry uczynek i będzie mógł spać spokojnie wiedząc, że zrobił wszystko dla Krzywuchy, aby miała godne życie. Lawendowy Kwiat w reakcji tylko pokiwała głową. Była zbyt poruszona planami Tonącego Słońca, żeby cokolwiek powiedzieć. Z drugiej strony Toń należał do Klanu więc pomaganie słabszym i starszym ma we krwi. Za to na kolejne słowa przyjaciela Lawenda zareagowała natychmiast. Skierowała uszy do przodu, mocno machnęła ogonem uderzając w ziemię. - Bez przesady! Upolowałabym tego zajęczaka specjalnie dla Krzywuchy! Od początku byłby jej przeznaczony więc raczej żadnej znaczącej straty dla Klanu by nie było!- powiedziała wyraźnie ożywiona i tupnęła przednią łapką. Gdy Toń trącił ją w okolicach ucha, zachichotała i polizała go w policzek. Westchnęła głośno przewracając oczami i przyznała mu rację. Tonące Słońce jest równie szybki jak ona, więc nie będzie miał problemu ze złapaniem zajęczaka. Jednak po chwili znów ta sprawa nie dawała jej spokoju. - A czy w inny sposób mogę ci pomóc?- zapytała. Bardzo zależało jej na Tonącym Słońcu i chciała zaangażować się w jego przedsięwzięcie. Być jego częścią. Skoro nie wypada jej polować, to może w inny sposób się przysłuży?
Lawenda uważnie przyglądała się, co ciekawego Toń wyczynia. Wiedziała, że nie będzie on wstanie długo usiedzieć w miejscu, jednak nie przypuszczała, że zacznie on biegać wokół drzewa. Niebieska kotka nie wiedziała jak na to zareagować. Przyłączyć się? Gonić go? Zanim podjęła jakąkolwiek decyzję Tonące Słońce wrócił z powrotem. - Hmm... Myślę, że tak z dziesięć razy? Podjął byś wyzwanie, aby tyle przebiec i potem wrócić na to miejsce?- rzuciła wyzwanie z błyskiem w oczach. Według niej taka zabawa może mieć potencjał. Dosyć, że się pobiega czyli będzie się wzmacniać wytrzymałość i mięśnie, do tego później będzie trzeba walczyć z równowagą, co może być śmieszne i sprawi, że smutna wiadomość od Lśniącej odejdzie w zapomnienie. - Na pewno! Spędzimy razem wiele niezwykłych chwil i przygód! Na księżyc? Będę musiała zastanowić się czy zdradzić tobie jak tam się dostać - zareagowała rozbawiona. Naturalnie, że zabrałaby Toń ze sobą. Nie mogłaby nie podzielić się z nim takim odkryciem! To byłaby wspaniała przygoda! Szkoda tylko, że nie realna.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Być może było to szlachetne. Być może interesowne. Chociaż tak po prawdzie Toń nie wyobrażał sobie, by po prostu mógł zabrać przyniesioną zwierzynę, jeśli Krzywucha uzna, że nie zamierza mu pomagać. Nie była najmłodsza i chyba nie miała tutaj nikogo, do kogo mogłaby otworzyć pysk, więc może jednak ucieszyłaby się w jakiś sposób z jego obecności. Nie wymagał wiele, nie oczekiwał cudów, ale odnosił wrażenie, że może nawet gdyby po prostu przy niej posiedział, obojgu byłoby milej. W końcu nie mieli się na tyle dobrze, by każdego dnia otworzyć do kogoś pysk, a dla tak przyjacielskiej jednostki, jak Tonący, było to czasem męczące. Nie wiedział jeszcze, co właściwie powinien zrobić, ale zaczął się nad tym zastanawiać, bo wiedział, że nie powinien pewnych spraw po prostu zostawiać swemu biegowi. Spojrzał zaraz całkiem poważnie na Lawendę i uśmiechnął się do niej łagodnie, podobał mu się jej upór, ale doskonale wiedzieli, że była wojowniczką, częścią Klanu i dla niego właśnie musiała walczyć.
- Dziękuję za twoją dobroć, ale nie chcę, byś w jakikolwiek z mojego powodu narażała się komukolwiek w Klanie - powiedział cicho, patrząc na nią uważnie, wprost w jej oczy, jakby w ten sposób chciał spowodować, by przyznała mu rację, by się nie narażała. Bał się, że takim postępowaniem może sprowadzić na siebie niepochlebne komentarze i spojrzenia, a nie życzył sobie jej krzywdy i nie chciał nawet myśleć o tym, że za karę mogłaby zostać wydalona z Wichru. - Na pewno, musimy tylko pomyśleć, jak - dodał jeszcze bardziej entuzjastycznie, bo miło było wiedzieć, że ktoś cię wspiera. Trzeba było jednak wybrać coś, co jej nie zagrozi.
Potem zaś kocur zabrał się do swojej zabawy zastanawiając się jednocześnie, czy rozbawi Lawendę, czy jednak nie. Uwielbiał widzieć jej uśmiech, a jeszcze bardziej podobało mu się, gdy brała udział w jego wygłupach, czuł się wtedy taki lekki, wolny i niczym niezwiązany. Czasami zastanawiał się, dlaczego życie musiało wyglądać tak, a nie inaczej, dlaczego ona musiała należeć do Klanu Wichru, a on musiał być samotnikiem. Nie chciał jednak się w tym zapadać i doceniał to, że kocica opuszczała raz na jakiś czas swą rodzinę, by się z nim spotkać i podzielić się z nim swymi radościami i smutkami.
- Niech tak będzie! Ale jeśli później nie upadnę, to zdradzisz mi, jak dostać się na księżyc! - rzucił na to, a nim wyruszył w swą podróż dookoła drzewa, poprosił ją jeszcze, by opowiedziała mu coś więcej o swojej nowej terminatorce i by zdradziła mu, jak w ogóle ma się Klan i czy aby na pewno nikt nie traktuje jej tam jakoś źle. Wiedział doskonale, że nic nie mógłby na to poradzić, ale chciał w miarę możliwości jakoś uczestniczyć w jej życiu. Mimo wszystko. W każdym razie przeciągnął się, a następnie zaczął biegać wokół Krzywego Drzewa licząc na głos kolejne okrążenia.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka nie chciała dalej sprzeczać się z Tonącym Słońcem, toteż dała za wygraną. Ma on całkowitą rację, że bezpieczniej będzie nie polować dla kotów z zewnątrz. Jakby ktoś z Klanu ją przyłapał mogłaby mieć problemy. Lawenda mruknęła pod nosem i wypuściła głośno powietrze z płuc. Czuła się trochę przygnębiona, że to wszystko jest takie trudne. Większość działań wymaga ostrożności i uwagi. Mały fałszywy ruch i córka Czyżyka może ponieść konsekwencję. Na razie sobie z tym radzi, ale nie wiadomo jak długo zdoła utrzymać te spotkania w tajemnicy.
Córka Mknącego Ptaka ucieszyła się, że chociaż w inny sposób może pomóc przyjacielowi. Pojawił się tylko problem, co może zrobić? Lawenda zamyśliła się na chwilę, po czym stwierdziła, że nie ma sensu na siłę czegoś wymyślać. W końcu najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie. - Tak myślę i myślę i niestety, nie mam chwilowo żadnego pomysłu, ale znając życie później mi coś wpadnie do głowy!- oznajmiła radośnie. Na pewno coś z Tonącym Słońcem wykombinują. Zresztą nie muszą już dzisiaj mieć pomysłu. Może jak przyjaciel spotka się z Krzywuchą to wtedy znajdzie dla niej jakieś zadanie?
Propozycja Toń była nie do odrzucenia. Lawenda zrobiła skupioną minę, aby pokazać przyjacielowi, że poważnie rozważa wszystkie za i przeciw. Po kilku uderzeniach serca niebieska kotka wyprostowała się i chrząknęła głośno. - Tonące Słońce! Umowa stoi! - powiedziała poważnym tonem głosu. Następnie uśmiechnęła się i opowiedziała o pierwszych treningach z Sikorczą Łapą oraz jaką jest wyjątkową kotką. Oczywiście mówiła tylko same pozytywne rzeczy. W sumie nic złego na Sikorkę, Lawenda nie może powiedzieć. Gdy tylko Tonące Słońce ruszył i zaczął liczyć okrążenia, córka Czyżyka narysowała na ziemi krzyżyk oznaczający miejsce docelowe. Następnie usiadła wygodnie przed ,,x" i z niecierpliwością wyczekiwała, aż pręgowany kocurek będzie próbował dojść do celu. Bardzo jest ciekawa czy rzeczywiście dziesięć okrążeń wystarczy, aby zaczęło się kręcić w głowie i były problemy z równowagą.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie było sensu myśleć w tej chwili, jak mogłaby mu pomóc, bo jednak nie dało się nic przewidzieć, a polowanie dla kogoś obcego, kto nie był skrajnie wycieńczony lub potrzebujący, na pewno nie zostałoby pozytywnie odebrane przez innego koty z Klanu. Toń uważał, że jakoś sobie poradzi, że spróbuje po prostu pomówić z Krzywuchą, a co będzie dalej - przekonają się. Był bardzo wdzięczny Lawendzie za to, że chciała mu pomóc, że chciała wyciągnąć do niego przyjacielską łapę, ale nie zamierzał w żaden sposób jej wykorzystywać. Miała dobre serce i zdecydowanie powinna je zachować dla Klanu, który na pewno wspierała na wszelkie możliwe, znane jej sposoby. W to nie wątpił ani trochę odnosząc wrażenie, że mogła być swoistym kagankiem dla niektórych kotów, które pozostawały w ciemności i samotności. Dla niego była takim małym słońcem, na które lubił patrzeć i za którym zdawał się tęsknić, nie mógł jednak zatrzymywać jej przy sobie, bo jej miejsce było w Wichrze, do którego przynależała nie tylko z urodzenia, ale i z przywiązania i miłości. Nie zamierzał jej tego odbierać przez jakieś swoje kaprysy.
- Mamy jeszcze na to na pewno wiele czasu - zapewnił ją uśmiechając się i kiwając nieznacznie łbem na znak, że przyjmie jej propozycje. Nie oczekiwał jednak żadnych gruszek na wierzbie, nie było mu to do niczego potrzebne, nie chciał żadnych niesamowitych rzeczy, niesamowitych spraw, niesamowitych opowieści, czy czegoś podobnego. Później zaś ruszył do swojego wyścigu mając wrażenie, że tym odciągnie myśli Lawendy od tego, co nie było nazbyt przyjemne i po prostu skupił się na nieco zabawniejszych rzeczach. Chciał też, by poopowiadała mu nieco więcej o tym, co dzieje się w Klanie i jak się ma, bo zdawało mu się, że aż kipi od tych wszystkich informacji, jakie miała w głowie.
- Opowiedz mi coś więcej! - rzucił, gdy wykonał trzecie okrążenie i brał się do dalszego biegania. Robił to nieco jak kaczka kolebiąc się na boki, ale dzięki temu trzymał równowagę. Na razie jeszcze nie kręciło mu się w głowie, ale domyślał się, że była to jedynie kwestia czasu, w końcu okrążenia nie były jakieś wielkie, toteż prędzej czy później będzie metaforycznie doganiał swój ogon. Na pewno padnie czując, że świat wiruje dookoła niego!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Udało się! Tonące Słońce przyjął propozycję Lawendy dotyczącą pomocy. Pozostawał jeszcze problem wymyślenia w jaki sposób może to zrobić, ale o tym pomyślą później albo jak się przysłowiowo mówi wyjdzie w praniu. Na razie Lawenda cieszy się, że chociaż coś może dla Tonącego Słońca zrobić! On ją zabrał na niesamowitą, jednodniową wycieczkę na Dziką Plaże, gdzie po raz pierwszy widziała tak duży zbiornik wodny i ogólnie taki krajobraz. Na pewno do końca życia nie zapomni wspólnej zabawy i tego jedynego w swoim rodzaju zachodzącego słońca. Do tego pręgowany kocur obiecał jej, że nauczy ją pływać i może łowić ryby oraz istniała opcja, że wybiorą się na zbieranie ziół. Wszystkie te inicjatywy zostały wymyślone przez Tonące Słońce i niebieska kotka też chce w końcu dać coś od siebie, odwdzięczyć się za to wszystko, co dla niej robi. Chce, aby Toń widział, że jej bardzo na nim zależy. Przez obowiązki wobec Klanu nie idzie jej najlepiej, ale stara się jak może i na szczęście przyjaciel to w pełni rozumie. Lawendowy Kwiat pokiwała potakująco głową i uśmiechnęła się. Następnie obserwowała biegającego Toń wokół krzywego drzewa. Zdziwiła się, gdy zadał pytanie. Podniosła jedną brew i zastanawiała się jak Toń to wszystko ogarnie. Będzie liczył okrążenia i jednocześnie jej słuchał. Musi mieć podzielną uwagę. Zrobiło to na niebieskiej kotce wrażenie. Właściwie odkąd poznała Tonące Słońce dostrzega tylko jego dobre strony jakby nie miał żadnych wad. A może Lawendowy Kwiat patrzy na niego przez różowe okulary i nie potrafi chwilowo ich dostrzec? Jest w niego tak zapatrzona, że uważa go za ideał. - Toń! Nie uwierzysz, ale moja starsza siostra urodziła kocięta! I wyobraź sobie, że teraz w kociarni przebywają dwa mioty moich siostrzeńców! Czy to nie cudowne?- pochwaliła się. Lawenda jest bardzo szczęśliwa, że jej rodzina tak bardzo się powiększyła. Jeszcze nie dawno miała wrażenie, że jest sama jak palec, a teraz ma mnóstwo krewnych! - Ogólnie to chciałam cię prosić o maleńką poradę. Masz tak kreatywne pomysły i wymyśliłeś świetną zabawę dla Miękkiego Obłoku i dla mnie, więc chciałam zapytać czy może znasz jakąś ciekawą zabawę dla kociaków? Albo teraz coś wymyślimy? Zależy mi na tym, aby być wyjątkową ciocią! - kontynuowała z entuzjazmem. Córka Mknącego Ptaka liczyła na pomysły Tonącego Słońca. Ma zamiar być nie powtarzalna i zaskoczyć czymś maluchy.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
To nie tak, że Toń nie chciał przyjmować jej pomocy, czy coś podobnego, on po prostu wiedział, że jest samotnikiem i nie powinien w żaden sposób żerować na Klanie. Na pierwszym miejscu w tym wypadku stawiał jednak dobro Lawendy, a nie miał pojęcia, jak na te spotkania może zapatrywać się jej rodzina, a już co najważniejsze, jej Gwiazda. Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że jego serce nie cieszyło się za każdym razem, gdy widział wojowniczkę, a jeszcze bardziej skłamałby, gdyby powiedział, że jej wyciągnięte ku niemu łapy były mu całkowicie obojętne. Gdyby nie był mimo wszystko tak skoncentrowany na tym, by wszystko robić dobrze, by wszystko robić poprawnie, by nikomu nie zawadzać, z całą pewnością poprosiłby, żeby przyniosła mu najtłustszego zająca i razem z nim poszła do Krzywuchy. Niewątpliwie wędrował ileś kroków ponad ziemią, ale to wszystko skupiało się wokół jakiś jego marzeń, wyobrażeń i piękna otaczającego go świata, poza tym jednak umiał doceniać to, co miał i umiał jednak powiedzieć sobie dość, gdy orientował się, że coś nie szło w najbardziej odpowiednim z kierunków. Tak jak teraz, choć gdyby mógł, zachowałby się pewnie inaczej. I owszem, Lawenda na pewno spoglądała na niego poprzez różowe okulary, tak jak on na nią, bo nie dostrzegał w kocicy żadnych wad i wydawała mu się być cudownym i niesamowitym wojownikiem, dokładnie takim, jakiego potrzebował każdy Klan i każdy terminator! Być może kiedyś oboje zejdą z wysokości i dostrzegą, że ich łapy nie są na pewno do końca tak czyste i nieskalane złem, jak im się wydawało.
- To wspaniała wiadomość! - powiedział podekscytowany. - Czyli... Poczekaj, dwie starsze siostry? - dodał jeszcze i na moment stracił równowagę, gdy zaczął się zastanawiać, czy Lawenda również chciałaby kiedyś zostać mamą. Nie wątpił, że w Klanie ma na pewno znajomych, przyjaciół, a może również kocury, które spoglądają na nią nieco uważniej. Widząc zaś, jak ekscytuje się tym, że została ciocią, domyślił się, a raczej może założył, że wojowniczka chciałaby również pewnego dnia wychowywać własne potomstwo. Serce uderzyło mu mocniej i nie wiedział, czy ze smutku, czy ze zmęczenia.
- Och, zabawy dla kociaków! Na pewno jest ich całe mnóstwo! Kiedy byłem mały, goniłem biedronki i inne robaczki, żeby dowiedzieć się, co to. Polowałem na trawę i się w niej chowałem, kiedy tylko mogłem. O właśnie, właśnie! Ukrywanie się i szukanie, to na pewno doskonała zabawa dla kociąt! Poza tym myślę, że takie zawody, jak urządziłaś Miękkiemu, mogą też spodobać się młodszym. A co ty lubiłaś robić? - zapytał wykonując kolejne okrążenia i licząc je na głos, kołysał się coraz śmieszniej na boki, jednak w niczym mu to zupełnie nie przeszkadzało. Chociaż odnosił wrażenie, że po ostatnim okrążeniu faktycznie pęknie i będzie czuł, że świat dookoła niego wiruje.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka była bardzo dumna ze swoich siostrzeńców i cieszyła się, że Tonące Słońce podziela jej entuzjazm. Chociaż on jeden! Prawda jest taka, że Lawenda nie chwaliła się tym nikomu i zapewne mało Klanowiczów zdaje sobie sprawę z tego, że jest ciocią wszystkich obecnych kociaków. A to całe zamieszane spowodowane jest skomplikowanymi relacjami rodzinnymi. - Tak! Zaćmiony Księżyc i Lniane Futerko!- odpowiedziała prostując się, po czym zauważyła, że Toń stracił równowagę. Już myślała, że się przewróci jednak on dzielnie biegł dalej. Od patrzenia na biegającego przyjaciela, córce Czyżyka zaczęło się kręcić w głowie. Zamknęła na chwile oczy i wzięła parę głębokich oddechów. Następnie wróciła do obserwacji Tonącego Słońca cierpliwie czekając, kiedy się wykończy. Trzeba mu przyznać, że jest bardzo wytrzymały.
Lawendowy Kwiat uważnie wysłuchała wszystkich propozycji Toń. Uważała je za ciekawe i warte wypróbowania. Jeśli chodzi o kwestie owadów, to już się z Dynią nimi bawiła i było bardzo fajnie. Ustalili kto pierwszy zbierze dziesięć owadów. Konkurencję wygrał syn Czerwonego Pazura, który szybciej uzbierał insekty, nie licząc faktu, że jeden był ślimakiem, ale na to Lawenda przymknęła oko. Po krótkim zastanowieniu stwierdziła, że przy najbliższej okazji wypróbuje na swoich siostrzeńcach zabawę w ukrywanie i szukanie. Maluchy będą jednocześnie bawić się, tropić i zwiedzać obóz. Według Lawenda ta rozrywka będzie bardzo edukacyjna. - Ja? Ojej... Kiedy to było... Na pewno polowałam na pająki i bawiłam się z Miękkim Obłokiem w łowienie ryb! Złowiliśmy wtedy niezwykłe okazy! Jeszcze lubiłam się bawić w gonianego, zwłaszcza z Szafranem! On również miał ciekawe pomysły na różnego rodzaju rozrywki. - opowiadała przejęta. Miło było powspominać zabawy z dzieciństwa. Szkoda, że oprócz Szafrana rodzeństwo nie chciało się z nią bawić, ale jakoś sobie radziła. Wykorzystywała wtedy inne koty, a takie zawsze się znajdywały. - Toń, może wystarczy tych okrążeń? Bo zaraz mi padniesz albo dostaniesz nudności! - powiedziała zatroskana. Szybko przejechała łapką po ,,x" , aby Tonące Słońce mógł udać się w stronę celu.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń podejrzewał już od jakiegoś czasu, że dla Lawendy rodzina jest bardzo ważna, a teraz, gdy mówiła z takim entuzjazmem o swych siostrzeńcach uznał, że jego przypuszczenia są słuszne. Była im, jak mniemał, niesamowicie oddana i cieszyła się, że nie jest wcale taka sama jak palec. To było, z jednej strony, niewątpliwie dobre. Miała w końcu o kogo dbać, do kogo się odezwać, z kim przebywać, z drugiej jednak strony – jeśli tylko utraciłaby jedno z nich, na pewno poczułaby się co najmniej źle, jeśli nie tragicznie. Przeżywała przed chwilą dość mocno śmierć Krzykliwej Mewy, a jeśli kocur dobrze rozumiał, ta nawet nie była z nią związana krwią. Miał zatem nadzieję, że jej rodzinie nie stanie się jeszcze dość długo nic złego, że wszyscy będą cali i zdrowi.
- Opowiesz mi coś więcej o swojej rodzinie? Na razie właściwie poznałem jedynie Miękkiego i żałuję, że nie miałem okazji nigdy trafić na niego na granicach – powiedział zachęcająco. Miał takie poczucie, że przez jej opowieści nieco zbliża się do tych wszystkich kotów, a to również go cieszyło i w jakiś sposób nawet uspokajało, powodowało, że nie czuł się taki samotny i dawało jednocześnie poczucie, że faktycznie Lawenda nie musi biegać do niego, by mieć do kogo pysk otworzyć. To zaś było dla niego sprawą bardzo istotną, chociaż oczywiście żałował, że nie może codziennie jeść z nią śniadania, że nie może chodzić z nią na prawdziwe patrole i robić innych rzeczy, jakie robić by mógł, gdyby żyli w jednym Klanie.
- I sama widzisz, ile tego jest! Ściganie się też jest przyjemne, na pewno. A poza tym… to wszystko zabawy, które czegoś uczą! Jestem pewien, że twoje siostry będą zachwycone, gdy tak im pomożesz. O, ja kocięciem przestałem być jakieś… pięćdziesiąt księżyców temu. Przynajmniej z wyglądu, by tak naprawdę to dalej jestem taki jak wtedy i pewnie nic nie ściągnie mnie na ziemię! – rzucił jeszcze śmiejąc się i chociaż nie dostał zadyszki, to faktycznie zaczynało kręcić mu się w głowie. Nic zatem dziwnego, że z prawdziwą przyjemnością usiadł przy Lawendzie czując, że nieco się chwieje i aż zachichotał z ubawienia, bo faktycznie zakręciło mu się w głowie, co uznał za coś zabawne. Szturchnął lekko kocicę, chociaż trafił ją w zadnią łapę zamiast w brzuch, co jedynie jeszcze mocniej pobudziło jego wesołość.
- To jak z księżycem? – zapytał od razu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Coś więcej opowiedzieć o swojej rodzinie? Od razu pierwszą myślą niebieskiej kotki było powiedzenie coś o swoich rodzicach i rodzeństwie z miotu, a tym nie za bardzo chciała się dzielić. Wiedziała, że Tonące Słońce jest w podobnej sytuacji pod względem bycia sierotą, z tą różnicą, że jest on nią od urodzenia. Lawenda przygryzła wargę i chwile zastanowiła się. Przecież nie musi nic mówić o rodzicach. Może przedstawić starsze rodzeństwo. I tu Lawendowy Kwiat miała kolejny problem, nie pamiętała kogo kiedyś wymieniała, a kogo nie. Niby Toń powiedział tylko, że poznał Miękki Obłok, jednak ona pamięta, że wspominała również o Sokolim Cieniu. - Mam jeszcze starszego brata Sokoli Cień, który jest Zastępcom Przywódcy. Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś wspominałam ci o nim, kiedy rozmawialiśmy na temat wprowadzenia do treningu pierwszej pomocy. Posiadam jeszcze młodszego brata Wilczy Pomruk, z którym tak po prostu ustaliliśmy, że będziemy rodzeństwem. Z nim mam bardzo dobry kontakt! Często ze sobą rozmawiamy i wspieramy się w różnych sprawach!- opowiedziała o swoich dwóch braciach. Jeszcze szybko przeanalizowała w głowie kogo może wymienić, ale o Zaćmionym Księżycu i Lnianym Futerku już wspominała. Mogłaby ewentualnie przedstawić Tonącemu Słońcu swoich wyjątkowych siostrzeńców Ciemnego, Szept i Jagódkę, bo z nimi rozmawiała osobiście i może coś o nich opowiedzieć. Nagle Lawenda otworzyła szeroko pyszczek i zrobiła wielkie oczy! Pokiwała przecząco głową i załamała się swoim nieogarnięciem. - Zapomniałam jeszcze o moich starszych siostrzeńcach z pierwszego miotu Zaćmionego Księżyca! Jeden z nich, Sucha Łapa jest moim terminatorem! Miał ciężkie dni i od niedawna wznowiliśmy treningi. Na razie jesteśmy na etapie poznawania granic i teorii. Drugiemu siostrzeńcowi prowadziłam nauki i co, zabawne wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jesteśmy rodziną! Z Węgorzowym Grzbietem też rozmawiałam nieświadoma pokrewieństwa! W sumie tak samo było z Miękkim. Na szczęście teraz już ogarniam całą rodzinę! No... prawie...- rozgadała się. Głupio jej było, że zapomniała o swoich starszych siostrzeńcach, zwłaszcza, że jest mentorką jednego z nich. To wszystko przez to najmłodsze pokolenie! Przyćmiło innych. Lawenda również czuła się zakłopotana mówiąc, że zna całą rodzinę. Miękki Obłok opowiadał jej, że ma partnerkę i kociaki w Klanie Rzeki, których nie poznała. Oczywiście bardzo by chciała, ale nie wypada wpaść na granicę i prowadzić jakieś dziwne śledztwa. Może, kiedyś przypadkiem spotka jakieś dziecko Miękkiego? Nigdy nic nie wiadomo.
Rzeczywiście zabaw było dużo i jest w czym wybierać. Po prostu Lawenda potrzebowała motywacji, aby ruszyć głową, albo po prostu, żeby ktoś ją naprowadził. Teraz ma tyle propozycji, że będzie miała problem wybrać. - Ja jakieś trzydzieści dwa księżyce temu. Moja ceremonia była opóźniona przez rysia, który grasował na poprzednich terenach, przez to Przywódca miał inne problemy na głowie niż mianowanie mnie. Też mentalnie jestem kociakiem i nie zamierzam spoważnieć!- roześmiała się. Lawenda zdawała sobie sprawę, że pewnie nie wszyscy traktują ją poważnie i pewnie niektórzy mogą myśleć, że jest niedojrzała, ale co ją to obchodzi? Jest sobą i to jest najważniejsze. Ogólnie niebieska kotka odruchowo policzyła różnicę wieku między nią, a Toń i stwierdziła, że nie jest tak źle, choć myślała, że jest trochę młodszy. Mimo wszystko wiek jest mało istotny. Jeszcze tylko Lawendę zastanawiał fakt, że gdyby Tonące Słońce został ojcem to czy by nie wydoroślał? Nie mogła go sobie wyobrazić jako ,, dużego'' kociaka, ani jako poważnego i konsekwentnego rodzica. Córka Mknącego Ptaka zmarszczyła brwi i stwierdziła, że nie będzie o tym myśleć.
Tonące Słońce w końcu przestał biegać wokół drzewa. Widząc chwiejącego się i śmiejącego się przyjaciela, ona również się zaśmiała. Tak mu się kręciło w głowie, że miał problem z celnością, ale nie z równowagą. Niebieska kotka szybko wstała i przyłożyła swoje przednie łapki do jego barku, aby po chwili użyć siły i popchnąć Toń, żeby ten stracił równowagę i pod jej ciężarem położył się na ziemi. Bez względu na to czy jej plan się powiódł, Lawenda polizała Toń po policzku i odpowiedziała. - Głuptasie, to oczywiste, że zabiorę ciebie wszędzie, nawet na księżyc!
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie musiała opowiadać mu od razu o całej swojej rodzinie, jeśli nie miała na to najmniejszej ochoty. Toń po prostu ciekaw był, kto jest dla niej ważny i jak wiele kotów w Klanie faktycznie jest z nią związana więzami krwi. Nie wspominała o rodzicach, podejrzewał więc, że niestety odeszli już do Gwiezdnego Klanu, nie zamierzał zatem o nich dopytywać, bo skoro tak omijała tę kwestię, musiała być dla niej bolesna. On sam nie pamiętał rodziców, właściwie to jedynie mama gdzieś jeszcze mu majaczyła, jako dawne wspomnienie czegoś, co odeszło i zniknęło na zawsze. Brat również był już jedynie ciemnością w tym wszystkim i nie mógł a bardzo nawet przypomnieć sobie, jaki ten był. Może gdyby do końca zostali inaczej, jego życie potoczyłoby się inaczej.
- Ależ tak! Mówiłaś, widzisz, przepraszam, skupiłem się bardziej na Miękkim i tym, jak możesz się z nim przednio bawić. Ale w takim razie twój starszy brat zostanie kiedyś Gwiazdą! – zauważył na to niespodziewanie, bo myśl ta uderzyła go jakoś tak nieoczekiwanie. Czasem podobne sprawy nie przychodziły do głowy, pojawiał się jeden impuls i wszystko ruszało na nowo. Toń uśmiechnął się do Lawendy, jakby chciał sprawdzić, jak ona reaguje na tę kwestię i czy w ogóle się nad tym zastanawiała. Poruszył nieznacznie uszami, gdy zaczęła mówić dalej i zaśmiał się ciepło, gdy wspomniała, że całkowicie zapomniała o starszych siostrzeńcach. Ależ ona miała wielką rodzinę! Toń uśmiechnął się, aczkolwiek nieco smutno, gdy uświadomił sobie jeszcze bardziej dotkliwie, że jest sam jak palec na świecie i nie do końca wie, jak ma sobie z tym radzić.
- To jaki jest Suchy? Myślisz, że zostanie wielkim wojownikiem? – spytał nieco zaczepnie, ale jednocześnie wyraźnie zaciekawiony tym, jaką ciotka wyda opinię o swym uczniu. Na pewno była z niego dumna, jak i z reszty swych podopiecznych. Kocurowi wydawało się, że Lawenda uważa ich wszystkich za mądrych i zdolnych, a to było w końcu dość ważne, ostatecznie mistrz, który kręci nosem na własnych podopiecznych nie brzmi wcale tak dobrze, jak mogłoby się wydawać. Przekrzywił nieznacznie łeb, kiedy przyznała się, ile mniej więcej ma teraz księżyców, ale nie zrobiło to na nim aż tak wielkiego wrażenia, nie czuł się bowiem przy niej sporo starszy.
- Ryś? Och, tak, pamiętam jak o nim opowiadano! To chyba musiało być trudne, prawda? Podobno musieliście się wtedy przenieść gdzieś z obozu…? – rzucił marszcząc lekko brwi, bo coś podobnego obiło mu się dawno temu o uszy, nie był jednak pewien, czy tak było naprawdę, zaraz jednak zaśmiał się ciepło, gdy uświadomił sobie, że Lawenda faktycznie zamierza po kres swoich dni brykać i szaleć w najlepsze, co uznał za wielce interesującą kwestię. Zaraz zresztą udowodniła mu, że nie zamierza tak do końca traktować go poważnie i wywaliła go na ziemię, na co próbował rozbawiony protestować, ale aż nastawił uszy na jej nieoczekiwany gest, a serce mocniej mu zabiło.
- Zacznijmy od księżyca, a potem przekonajmy się, czy da się dryfować na obłokach – powiedział na to patrząc na nią nieznacznie w górę i mając ochotę powiedzieć jej, żeby poszła z nim teraz szukać szczęścia na końcu świata, ale ugryzł się w porę w język, bo nie chciał jej zasmucać.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dobrze się Lawendzie zdawało, że już kiedyś wspominała o swoim starszym bracie Sokolim Cieniu. Sporo księżyców minęło od ich pierwszej rozmowy, więc nic dziwnego, że Tonącemu Słońcu wyleciało to z głowy. Ogólnie niebieska kotka zdawała sobie sprawę z tego, że syn Czyżykowego Głosu kiedyś zostanie Przywódcą, jednak nigdy nie zagłębiała się w tę kwestię. - Racja! W sumie zbytnio o tym nie myślę. Ojej! Mój brat będzie Przywódcą! Jaki wielki zaszczyt spotka moją rodzinę! - zareagowała podekscytowana. To będzie wspaniałe uczucie jak w przyszłości Sokół będzie Gwiazdą. Na pewno rodzice byli by z niego bardzo dumni! Lawenda już jest z niego bardzo zadowolona i podziwia jego osiągnięcia, co nie raz podkreśla. Córce Mknącego Ptaka było wstyd, że zapomniała o swoich starszych siostrzeńcach. Już wolała nie wspominać o tym, że pominęła innych członków swojej rodziny jakimi są dzieci Sokolego Cienia oraz Zajęczego Susa. Lawenda słysząc pytanie odnośnie Suchego westchnęła głośno i opuściła smutno uszy. - Suchy jest miły, ciekawy, wydaje się być spokojny i opanowany. Na treningu niby słucha, ale mam wrażenie, że często jest zamyślony i ogólnie opuszcza je. - powiedziała cicho. Nie chciała się źle wyrażać o swoim podopiecznym, ale prawda była taka, że nie uczęszczał na zajęcia, a jak już się pojawił to było święto. Lawenda rozmawiała z nim i rozumiała jego ciężki stan, więc cierpliwie czeka aż Sucha Łapa stwierdzi, że jest gotów do dalszej edukacji. Niebieska kotka nie chce robić nic na siłę, bo to i tak nie ma sensu. - Mam nadzieje, że tak. Taki jest mój cel, ale czy jego... - dodała szeptem. Ona zrobi wszystko, co w jej mocy, aby Suchy mógł stać się wspaniałym wojownikiem, reszta zależy od niego.
Kolejne słowa zaskoczyły Lawendę. Próbowała poukładać sobie to jakoś w głowie, ale nie potrafiła. Nagle wszystkie wydarzenia zaczęły jej się zlewać. - Przecież wszyscy zmienialiśmy Obozy i przybyliśmy na te tereny. Byłeś jeszcze wtedy w Klanie Rzeki. A Obóz zmienialiśmy po zawaleniu się jaskini i wtedy przenieśliśmy się w krzaki. I tak, to było bardzo trudne.- odparła marszcząc brwi zdezorientowana. Chyba nie do końca zrozumiała, co Tonące Słońce miał na myśli.
Niebieska kotka zaczęła się śmiać razem z pręgowanym kocurem. Wychodzi na to, że oboje do końca życia zostaną dużymi dziećmi, które nigdy nie dorosną. - Obłokach... - powtórzyła rozmarzona. Jej wzrok automatycznie powędrował na błękitne niebo i na chmurkę, która płynęła sobie po nim spokojnie. W pewnym momencie Lawendzie wpadł do głowy głupi pomysł. Potruchtała do krzywego drzewa i zaczęła się wspinać. - Zobaczę czy z czubka drzewa dam radę złapać chmurkę!- zażartowała. Zatrzymała się w połowie wysokości rośliny, żeby zobaczyć reakcję przyjaciela.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń był pewien, że pamiętałby to wszystko o wiele lepiej, gdyby należał do Klanu, żył z tymi kotami i obserwował je na co dzień. Mając w głowie jedynie obrazy wyrabiane na podstawie słów Lawendy, nie mógł tak naprawdę być niczego pewien i zapewne właśnie z tego względu coś mu uciekało. To zaś, że sama wojowniczka nie wymieniała całej swej rodziny też jakoś szczególnie go nie dziwiło, z tego prostego powodu, że ona miała ich zawsze przy sobie, mogła do nich pójść i z nimi porozmawiać, zatem ich obecność wydawała się jej niesamowicie wręcz naturalna. Nie uważał, żeby z powodu takich niedociągnięć zachowywała się jakoś źle, czy żeby wskazywało to na to, że nie żywi jakiś głębszych uczuć do swoich sióstr i braci, do ich dzieci, czy kogokolwiek innego, kto był jej bliski.
- Teraz chyba też was spotyka – zauważył na to nieco rozbawiony, a z tyłu głowy rzucił jedynie, że ma nadzieję, iż brat Lawendy nie przypomina w niczym Czerwi. Z drugiej jednak strony, gdyby był kimś takim, jego przyjaciółka chyba nie spoglądałaby na starszego kocura z takim zadowoleniem i oddaniem, jak zdawała się czynić? Trudno było to znowu ocenić, a Toń jakoś nie chciał dopytywać, jakby w tym zakresie chciał żyć w słodkiej niewiedzy, jakby nie chciał znowu wpadać w żadne polityczne bagno, bo tych miał najwyraźniej serdecznie dość. Zaraz jednak skupił się na tym, co Lawenda mówiła o Suchym i nie minęła nawet chwila, a on trącił ją nosem w policzek i następnie ucho, po czym uśmiechnął się do niej zachęcająco.
- Nie zmusisz go, by odbywał regularnie treningi. Nie wszyscy tego chcą i nie wszyscy są do tego stworzeni, jakkolwiek ciężko zdaje się to brzmieć. To jego droga – zauważył spokojnie. Nie chciał, żeby Lawenda goniła za swym terminatorem wiedząc, że to i tak nie zmieni, a zmuszanie go do siedzenia i słuchania – dokąd właściwie prowadziło? Owszem, dobrze było, gdy kot wiedział, jak się bronić, jak polować, ale nie wszystko było takie proste, nie wszystko było na jedno wyciągnięcie łapy. Pewnych rzeczy nie dało się ot tak zmienić, skoro ktoś wolał myśleć o czymś innym, niż poważna nauka.
- Ruszyliśmy, bo tamte ziemie były niebezpieczne, ale nikt z nas nie stracił wtedy schronienia tak jak wy, nie wiem, jakbym zareagował, gdyby się okazało, że moja nora została zasypana, to musi być… bolesne. Co innego wyruszać całą grupą, kiedy wszyscy szukają bezpiecznego domu – stwierdził spokojnie, starając się przekazać kocicy, o co dokładnie mu chodziło, zaraz jednak powrócił jej całkiem dobry nastrój, co bardzo mu się spodobało i nim zdążył jakoś zareagować, wojowniczka już wspinała się po drzewie, na co pokręcił z rozbawieniem głową i zbliżył się do pnia, by się o niego oprzeć. On również umiał wędrować w górę, szło mu to jednak o wiele wolniej i nieco mozolniej, poruszał więc zdecydowanie w ogonie – cóż za wyborny żart!
- Jak je złapiesz przede mną, musisz mi koniecznie powiedzieć, jakie to uczucie! – zakomunikował zatem posuwając się powoli w górę, jednocześnie ciesząc się, że Lawenda podjęła się takiego nowego wyzwania!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Tonące Słońce ma absolutną rację. Lawendowy Kwiat już jest dumna ze swojego brata i nie chodzi tu o rangę jaką posiada, ale o jego czyny, oddanie Klanowi i też jego charakter. Wielkie szczęście ją spotkało, że ma takiego wspaniałego starszego brata. Trochę szkoda, że ma on bardzo dużo obowiązków, bo gdyby nie był tak zabiegany, na pewno częściej by rozmawiali albo Lawenda prowadziłaby monolog. - Racja! A ty masz kogoś, z kogo jesteś jakoś szczególnie dumny? - zapytała z błyskiem w oku. Na jej pyszczku dało się zauważyć lekkie zakłopotanie tym pytaniem. Wiedziała, że Toń nie ma prawdziwej rodziny i po zostaniu wojownikiem dosyć szybko opuścił Klan, więc może nie posiadać żadnego kota, którym mógłby się pochwalić i przedstawić jego wyjątkowe osiągnięcia.
Córka Mknącego Ptaka rozchmurzyła się po geście Tonącego Słońca. Natychmiast postawiła uszy na sztorc i zachichotała, po czym wzięła głęboki oddech. - Niby tak, ale ciężko mi jest zaakceptować fakt, że mój podopieczny nie zostanie wspaniałym wojownikiem, albo w późnym wieku. Odnoszę wrażenie, że to będzie świadczyć o mnie, jakim to ja jestem mentorem. Jak myślisz, czy inni mogą osądzać mnie o to? A może Zaćmiony Księżyc będzie na mnie zła, że nie potrafię odpowiednio zająć się jej synem?- wymieniała swoje obawy z wielkim przejęciem. Czuła ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu, dobrze wiedząc, że to nie jej wina. Zresztą nie tylko ona ma taki problem. Sam Sokoli Cień jest w podobnej sytuacji. Jego własny syn również nie uczęszcza na treningi. Przez głowę niebieskiej kotki od razu przeszła myśl, że mogłaby na ten temat porozmawiać z bratem. Na pewno dałby jej jakąś radę albo chociaż pocieszył. Tylko czy jest sens zawracać mu głowę takimi drobnostkami? Z całą pewnością ma poważniejsze sprawy.
Po dokładnym wytłumaczeniu dla niebieskiej kotki wszystko stało się jasne. Już zrozumiała, co Tonące Słońce miał na myśli. - Aaa! No, tak - podsumowała krótko i zamyśliła się. Nie znała uczucia straty Obozu, ponieważ urodziła się później, jednak zdawała sobie sprawę, że było to dla wszystkich bolesne doświadczenie, co bardzo długo było widać po Klanowiczach. - Dla mnie również wyruszenie grupą było trudne, ponieważ kochałam nasz poprzedni Obóz, byłam do niego przywiązana, choć z drugiej strony cieszyłam się na przygodę. - dodała po chwili namysłu. Można powiedzieć, że wyprawa na te ziemię to jedna z najciekawszych rzeczy jaka przytrafiła się Lawendowemu Kwiatu. Dzięki temu ma, co opowiadać kociakom, które są zupełnie nieświadome jakie przygody przeżył Klan oraz jaką ma bogatą historię, która nie działa się nie wiadomo ile księżyców wstecz.
Lawenda spojrzała na Tonące Słońce, który już znajdował się przy pniu, co znaczyło, że zaakceptował jej polowanie na chmury pozytywnie. Przynajmniej tak to zinterpretowała. Widząc Toń wspinającego się powoli w górę, ruszyła dalej. Po dłuższej chwili znalazła się na najwyższej ze stabilnych gałęzi. Wyciągnęła łapkę w kierunku nieba i udawała, że próbuje coś złapać. - Chyba nie dam rady złapać obłoku, ale ty jesteś ode mnie większy, więc może dasz radę! - zaśmiała się i cierpliwie czekała aż Tonące Słońce do niej dotrze.