Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Rydzowa Łapa patrzył w osłupieniu jak młody Mech kuli się z szeroko otwartymi oczami. Dopiero w tym momencie przez głowę kocura przeszło, że jego wytłumaczenie mogło być trochę... niezbyt łagodne. Zamrugał, zastanawiając się co teraz zrobi. Przyjaźnie poklepał Mcha łapą po łebku, starając się zachować jakąś delikatność, żeby nie odczuł tego za mocno.
-Hej, nie przejmuj się! Tobie nigdy nie zrobiłbym najmniejszej krzywdy! - zapewnił, kiwając głową. A potem kocurek usiadł, trochę bardziej pewny siebie i gotowy wysłuchać klanowych zasad.
-Wiesz, po co ci robić nadzieje z Klanem, kiedy nawet nie wiemy czy uda ci się dołączyć? Zasad klanowych jest dużo. Większość dotyczy lojalności. Ale jest taki fajny punkt, że kociakom w potrzebie zawsze trzeba pomagać. No, reszta to patrolujemy i sprawdzamy granice Klanu i tym podobne klanowe rzeczy. Jeśli dołączysz do Gromu, to tego wszystkiego się i tak nauczysz. Jaskółka ma trudniej, pewnie z Lwem uczą się też o rangach i różnych klanowych zwyczajach. Nie wiadomo jak Trzmiela Gwiazda ostatecznie będzie nastawiony do przyjęcia was do Klanu. Kiedyś opowiem ci więcej, a teraz już na mnie pora. Cześć, Mech! - odpowiedział w sporym skrócie. Łapy go świerzbiły do biegu przez las, więc co mógł poradzić? Ponownie skinął synowi Jaskółki łebkiem i zniknął w najbliższych zaroślach.
//zt, czasoprzestrzeń stara
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Oh, niestety nie dowiedziałem się za dużo. Powiedział mi to trochę po łebkach, poznałem tylko szczątki Klanowych zasad, ale rudy wuj miał rację. Jeszcze nie wiedziałem, ani ja, ani mama, ani reszta rodzenstwa, czy dołączymy do tego Klanu. Dobrze by było, by tak się stało, ale to nie w moim interesie. No i potem Rydz powiedział, że musi już iść. Szkoda. Kociak odczekał, aż członek Gromu zniknie mu z zasięgu wzroku, po czym odszedł w poszukiwaniu mamy, legowiska i ciemnego, zimnego miejsca.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Po rozmowie z Trzmielą Gwiazdą, Jaskółka zdecydowała się jak najszybciej oddalić od terenów klanu Gromu. Nie chciała mieć z tymi kotami nic więcej do czynienia. Ani z Lwim Zewem, który naopowiadał jej głupot, ani z żadnym innym sierściuchem, pochodzącym z tego miejsca. Wcale nie było tak, jak się uczyła. To nie były dobre koty, to były potwory, które od samego początku planowały zrobić z niej pośmiewisko. Od początku planowali ją ośmieszyć, a na końcu a na końcu odebrać jedyną rzecz, jaką miała. Jedyną rzecz, która dawała jej szczęście - jej maluchy.
Początkowo samotniczka była tak pogrążona w rozpaczy, że nie zauważyła, że wszystkie jej kocięta zdecydowały się zostać z nią. Po prostu tego nie odnotowała. Starała się jak najszybciej wrócić do swojego legowiska, by przespać w nim ostatnią noc i przenieść się gdzieś indziej. Nie chciała narażać się na to, że któryś z tych okrutników przyjdzie ją odwiedzić. Nie chciała tego, nie ufała im.
Po prostu szła i płakała, z trudem powstrzymując szloch.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Czemu Mama jest taka smutna? Przecież jesteśmy z nią. Każde z nas bez wyjątku! Bogatka, Wróbelek, Mech no i ja!
Czy Mama płacze? Ale dlaczego? Nie rozumiem niczego co się tutaj dzieje:
-Mamo! Zacijekaj!- krzyknąłem. Czemu łzy lecą mi po policzkach? Całe rodzeństwo też idzie. Wolę się upewnić.
Mama ułożyła się w naszym legowisku. Wygląda okropnie, jak nie nasza Mama Jaskółka. Jest przybita i smutek maluje się jej na twarzy. Jej piękne lśniące rozety nie błyszczą się już, jak miały w zwyczaju. Mama wygląda strasznie.
Czy to ten gruby kocur jej zrobił? Czy on popsuł naszą mamę? Żałuję, że byłem wtedy grzeczny i powiedziałem mu dowiedzenia. Nie chcę już go widzieć. Zespół naszą Mamę.
Czy możemy w takim razie ufać klanom? Czy też nas wszystkich popsują? A potem zostawią na pastwę losu. Tak...pewnie będzie. Już tak jest.
Czy będziemy mogli ufać naszym wujkom? Czy oni też nas dorzucą? Chyba już to zrobili. Gdzie oni są kiedy Mamusia ich potrzebuje? Czemu Lwi Zew nie przyszedł kiedy była tam ta Gruba Gwiazda? Czemu nie powiedział, że on tak nauczył Mamę? Czemu nikt nie chce Mamy? Czemu jest odrzucona przez wszystkich oprócz nas? Czemu inni nie widzą jej, tak jak my?
Położyłem się koło niej. Nic innego nie mogę zrobić. Zacząłem mruczeć.
Nie wiem co mam powiedzieć. Po prostu jestem.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Dreptała szybko koło Modrzewia, bo mamusia wcale nie odchodziła powoli. Czy ona uciekała przed tymi kotami? Będą ich gonić? Ale dlaczego?
-Mama! Czeka! - Zawołała krótko, w podskokach starając się podbiec bliżej, wciąż jednak jakby nie patrzeć, mamusia miała dłuższe łapki i szła szybciej. I chyba płakała. Tamten kocur był bardzo niedobry że powiedział takie rzeczy co sprawiły że mama teraz płacze!
Kiedy wreszcie maluchy dotarły za mamą do legowiska, Bogatka ułożyła się przy drugim boku Jaskółki i jakby zupełnie niepomna na to co oznaczało w tych okolicach pozostanie tym, no "samotnikiem" zaczęła mruczeć, skulona w kłębek. Jeśli Jaskółka by na nią spojrzała ta uśmiechnęłaby się ciepło do mamusi. No bo w tym klanie z tego co mówił tamten przywódca to wcale nie było fajnie, jak dla niej dobrze że mogła zostać tu z mamusią, a nie iść tam. I wcale nie byli tu samotni bo mieli siebie nawzajem.
-Nie płacz mama! - Poprosiła wtulając się mocniej w Jaskółkowe futerko... tamte kocury ich od mamy nie zabiorą, nie musiała płakać!
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Wróbelek nie była wcale zadowolona z tej sytuacji, która wyniknęła jakiś czas temu. Wcale nie podobało jej się to, że Lew naopowiadał Jaskółce takich rzeczy, że tylko się ośmieszyła. Martwiła się też stanem rodzicielki, która przybita nie zdawała sobie nawet sprawy, że wszystkie jej dzieciątka idą za nią. Nie komentowała tego jednak w żaden sposób: szła tylko, starając się utrzymać szybkie tempo zmartwionej mamy i przy okazji przypilnować, żeby jej rodzeństwo się nie zgubiło. Bura koteczka bowiem odczuwała potrzebę do pilnowania braci i siostry, jakby była najstarsza.
Gdy dotarli do legowiska, nie położyła się, a tylko stanęła przeciwko mamy i uśmiechnęła się do niej ponuro, chcąc ją pocieszyć. Przecież chodziło o to, żeby byli razem; dlaczego mama jest więc smutna? Może i nie są w tym całym gromie, ale przynajmniej mają siebie. A może nawet istnieją inne klany, do których Jaskółka mogłaby spróbować dojść? O ile nie skreśliła już tego całego klanowego życia... Wróbelek jednak postanowiła nie podsuwać żadnych pomysłów: stała tylko w ciszy, by pozwolić rodzicielce odetchnąć i dać jej na chwilę spokój.
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Wiedziałem, że nie przyjęcie mamusi do Klanu równało się z tym, że te miesiące spędzone na jej nauce były kompletnie niepotrzebne i finalnie do niczego się nie przydadzą. Będą jedynie przypominać o tych kotach, które moją mamusię wykorzystały. Jaskółka płakała, nawet nie zauważyła jak ja, wlokący się na końcu i reszta mojego rodzeństwa idą za nią. Gdy prawie doszła do naszego legowiska podbiegłem trochę szybciej, uważając, by się nie potknąć. Dobiegłem jednak jako ostatni. Nie miałem słów, by coś powiedzieć, jak Modrzew i Bogatka. Ja po prostu wtuliłem pyszczek w krótkie futro mamy, próbując ją w ten sposób pocieszyć. Przecież tu byliśmy, byliśmy razem, nierozłączni! Powód jej smutku był jedynie za sprawą Trzmielej Gwiazdy, wujka Lwa i Rydza. Ten drugi naopowiadał Jaskółce bzdur, przez które nie była teraz zbyt szczęśliwa. Ten ostatni zaś naopowiadał nam. Tak samo głupich rzeczy. I niepotrzebnych, bo ten pierwszy nie przyjął ich do tego... Klanu Gromu. Nawet nie słuchał wyjaśnień mamy...!
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Dotarłszy do legowiska, Jaskółka niemalże runęła na ziemię, zupełnie jakby ktoś nagle zabrał jej grunt spod łap. Dławiła się własnymi łzami i płakała żałośnie, rozpaczając nie tylko nad swoją sytuacją i tym, jak beznadziejna jest, ale też nad tym, że została sama, bo kocięta na pewno zostały tam, gdzie bezpieczniej. Gdzie nie będą musiały patrzeć na swoją żałosną, głupią i nic niewartą matkę, która nawet nie zdołała się nauczyć na tyle dobrze paru rzeczy, żeby nie mieć problemu z dostaniem się do klanu.
Od początku wiedziała, że wszystko wydawało się za proste, za piękne. Była pewna, że gdzieś w tym wszystkim musiał tkwić haczyk i tak dokładnie było - Trzmiela Gwiazda razem z Lwem od początku planowali ją ośmieszyć i odebrać jej to, co było dla niej najważniejsze, na co nie zasługiwała tak samo jak na wszystko inne - jej maluchy, jej oczka w głowie, jej największe skarby, jaki mogła otrzymać. I udało im się, a przynajmniej tak wydawało się Jaskółce, dopóki do jej uszu nie dotarły krzyki kociąt. Natychmiast podniosła głowę schowaną wcześniej w łapach i z szeroko otwartymi oczami spojrzała na biegnące w jej kierunku latorośle. Nie potrafiła się odezwać ani słowem, kiedy się do niej przytulały, kiedy... były. Było jej tak okropnie głupio, tak bardzo wstyd. Nie zasługiwała na nie, na ich bezwarunkową miłość, na ich obecność, a mimo to poszły za nią, wiedząc jak bardzo jest tutaj niebezpiecznie. Nie zostały w klanie, gdzie nie groziłaby im krzywda, tylko ruszyły za żałosną, bojaźliwą, płaczliwą matką.
- Przepraszam. Tak bardzo mi przy-przykro - szepnęła, chcąc w ten sposób jakoś ukryć swój łamiący się głos, po czym przetarła oczy łapkami. Nie potrafiła w tej chwili nic innego powiedzieć. Mogła jedynie przeprosić.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Jedna z niewielu rzeczy w które mógłbym się patrzeć bez końca. Oczy Mamy Jaskółki.
Tym razem są całe pokryte łzami. Stały się inne, smutne, jednak są pełne miłości.
Chyba się cieszy, że jesteśmy, jednak nie mogę rozczytać z jej pyszczka tego. Jest zbyt smutny.
To wszystko wina tych KLANU GROMU! To oni sprawili, że Mama jest taka smutna!
To przez nich nie mamy domu. To przez nich nasza rodzina stała się pośmiewiskiem.
Jak będę duży to rozszarpie każdego gromowego kota, jeśli któryś stanie mi na drodze. Nie będę się przejmował czy to dopiero uczeń czy może dorosły kocur. Po prostu zniknie mi z oczu!
-Mamo nie płacz...proszę-mruczę co raz głośniej nie chcę, aby mamusia była taka smutna.-To wszystko wina tych okropnych kocurów. Tych śmierdzących gromiaków, co nie potrafią dostrzec to co my widzimy. A ja widzę silną mamę, wychowującą cztery kociaki, widzę kotkje która pokaże światu jeszcze swój blask-praktycznie to szeptałem do jej pięknego ucha.- A wy? Co widzicie?-chcę żeby każdy z nas postawił naszą mamę na duchu. Nie może przecież tak płakać.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
W dalszym ciągu się nie odzywała. Ze smutkiem spoglądała tylko na załamaną mamę, która dotychczas zdawała się być dla córeczki jedną z weselszych kotek. Ten widok był okropny. Czy ci kocurzy naprawdę byli tacy źli? Bura nie miała w zwyczaju oceniać innych po jednej rozmowie, a jednak przez reakcję mamy szybko wyrobiła sobie o nich opinię. Podeszła bliżej Jaskółki i nadal nie wykrztuszając z siebie ani słowa, trąciła rodzicielkę nosem w policzek, a potem liznęła ją w te same miejsce. Nie odważyła się nic powiedzieć. Zdała sobie sprawę, że słowa w tym momencie nie będą nic warte; nie oddadzą one nic do tego, co właśnie czuła jej ukochana mama. Jej samej zachciało się płakać, ale powstrzymała się. Chciała pokazać, że jest dla niej silna. Spojrzała na rodzeństwo, które próbowało przeróżnymi sposobami pocieszyć czarno-srebrną kocicę. W mniemaniu Wróbelek cisza była najlepszym rozwiązaniem. Po chwili jednak usłyszała słowa mamy, na co nastroszyła uszka i spojrzała na nią błagalnie.
— Mamo! To nie twoja ina! — załkała. — To ci kocuzy okazali się być źli! — Mrugnęła dwukrotnie, czując jak obraz przed nią rozmazuje się. Sama zaczęła płakać... Co mogła jednak poradzić na to, że widok tak zrozpaczonej rodzicielki przyprawiał ją o łzy.
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Mama chyba się zdziwiła, w końcu zauważając, jak cała nasza czwórka poszła za nią i przytuliła się do niej, bądź powiedziała jakieś miłe, pocieszające słowa. Z chęcią również bym coś powiedział... ale czułem się, jakbym miał coś w gardle. Dlatego jedyne co robiłem, to głaskałem krótkie, ale puchate futro mamy łapką i noskiem.
Gdy powiedziała... że jej jest przykro, co nie powinno się zdarzyć, zdecydowałem się pokręcić głową, sugerując, że tak nie powinna mówić. To nie była jej wina, nie powinna nas przepraszać. Gdybym był tak odważny jak Bogatka, z pewnością postawił bym teraz brodę w górę i zasugerował, by iść dalej i nie patrzeć na tamte wydarzenia. Teraz po prostu bardziej wtuliłem się w futro mamy, mrucząc. Byłem zadowolony, że wszyscy jesteśmy razem. Jesteśmy prawie jak te... Klany! Tylko, że lepsi. No bo niby Klany to rodzina, co nie? A kim my jesteśmy? No właśnie rodziną!
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Kocięta to największy skarb, na jaki kocica mogła trafić i uważała, że na niego nie zasłużyła. Były takie kochane, takie wierne, a przecież nie miały powodu, by takie być. Przez całe życie Jaskółka wmawiała im, że klan jest dobry, że na pewno się tam dostaną, że wszystko będzie w porządku. Obiecywała im lepsze życie, bezpieczeństwo, a zamiast tego zostali na niczym. Ba! Byli w jeszcze większym niebezpieczeństwie niż wtedy, bo gromiacy w każdej chwili mogli po nich przyjść i się ich pozbyć raz na zawsze
- Powinniście tam zo-zostać. Jestem be-beznadziejna - wyszlochała po słowach kociąt. Nie potrafiła uwierzyć w to, że to nie jej wina. Gdyby nie była taka naiwna, to by w to nie uwierzyła, nie zaufałaby kolejnemu kocurowi, nie po tym przez co przeszła. A jednak, pozwoliła komuś się do siebie zbliżyć i ponownie został jej wbity nóż w plecy. Ponownie musi uciekać i kryć się po kątach, tym razem mając pod swoją opieką także gromadkę dzieci. - Dla-dlaczego za mną po-poszliście? - zapytała, pociągając nosem. Przecież nie potrafiła im niczego zapewnić, była bezużyteczna, głupia.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Za to zdaniem burej koteczki nikt nie mógł zagwarantować im takiego szczęścia jak Jaskółka. Co prawda nikt nie był idealny, nawet ich fantastyczna mama, ale nadal była pewna co do tego, że z kocicą będzie im się lepiej żyło niż w jakimś beznadziejnym klanie gromu, który nie chciał ich przyjąc nawet jeśli mamusia tak się starała.
Łzy spływające po jej młodych policzkach wolno opadały na grunt, który pod ich naciskiem stawał się bardziej mokry. Podeszła do rodzicielki i mocno wtuliła pyszczek w jej bark, słysząc jej słowa. Dlaczego ona się obwiniała? Dla jej córeczki było to absurdalne i niedorzeczne, że srebrzysta miała w ogóle czelność tak o sobie mówić i twierdzić, iż powinni tam zostać. Ale co oprócz bezpieczeństwa by z tego mieli? Przecież cała czwórka doskonale zdawała sobie sprawę, kto ich od zawsze wychowywał na porządnych kotów.
— Mamo — powiedziała na początku, odrywając nos od jej sierści. — Cemy być z tobą! — krzyknęła, patrząc się na Jaskółkę. Czy będzie musiała co chwilę jej przypominać, u czyjego boku się dobrze czują? Wprawdzie bura nie czytała w myślach swojego rodzeństwa, ale była wręcz przekonana, że Mech, Modrzew oraz Bogatka myślą w ten sam sposób. Słysząc pytanie mamy, bura spojrzała na nią poważniej, marszcząc przy tym brwi? Serio? — Bo cię kochamy! — wrzasnęła równie głośno co przed chwilą. Czy ona naprawdę musiała to tłumaczyć? Łapką spróbowała przerwać falę łez, by po chwili znów wtulić się mamę. Już nie wiedziała co zrobić, żeby ta się w końcu rozweseliła...
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Spędziłem dość dużo czasu pocieszając mamę. Kiedy w końcu wszyscy zebraliśmy się do kupy i ogarnęliśmy... ja nadal stałem w miejscu. Widziałem, że Modrzew zaczyna się uczyć polować, ja zaś siedziałem całymi dniami obok legowiska. Przez większość czasu leżałem, wiercąc się niewygodnie. Nie umiałem spać. Tym razem jednak postanowiłem samodzielnie się gdzieś wybrać. Nie było to zbyt daleko - bo doszedłem jedynie do Pszczelich Pni. Oparłem się o pień jednego z drzew i obserwowałem, z lekką niepewnością teren wokół siebie. W sumie miałem nadzieję spotkać jakiegoś kota. Dawno z żadnym nie rozmawiałem, nie licząc rodzeństwa i mamy.
//ktoś? :>
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Cóż, nie trzeba było wiele aby trójkolorową ciągnęła ciekawość. Jako iż niedawno dopiero odważyła się wyruszyć z obozu klanu Cienia, pomijając zakaz matki. Wyruszyła w kierunku siedliska koni. Słyszała trochę o tych istostach. Jednak najbardziej interesował ją kociak, którego dość niedawno spotkała. Dziwne, że zapuszczał się w las sam. Wiedziała jednak, że miał rodzeństwo. I matkę. Nawet jeśli go spotka to chyba nigdzie z nią nie pójdzie. Chociaż, kto wie? Idąc sobie beztrosko jej uwagę przykuł kot. A tak naprawdę kociak. Z pewnością nie przypominał jej Modrzewia. Chociaż można było szukać podobieństwa. - Hej, nie zgubiłeś się? - zapytała spokojnie. Zachowała jednak stosowną odległość. Jeżeli kociak się jej wystraszy nie powinien uciekać. - Jestem Wzbierająca Fala, wojowniczka Klanu Cienia. A ty? -.