Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Popielica jednak miała jakąś swoją własną intuicję i w ostatniej chwili uskoczyła przed pazurami samotniczki. Teraz Czosnek mogła ją jeszcze gonić, bo przestraszone zwierzątko najpierw zmarnowało chwilę życia na stanie w miejscu i zastanawianie się co zrobić, a dopiero potem rzuciło się do ucieczki. Czosnek: lvl 6 | S: 18 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 77/80 | W: 40-3=37/70
Dostępne przerzuty: 3/5
Celność obniżona o 2
Szybkość obniżona o 1
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
No nic, jak gonić to gonić. Czosnek zawsze była na to w jakimś stopniu przygotowana, więc gdy popielica zaczęła uciekać, kocica niemal instynktownie ruszyła za nią w pogoń. Wziąć planowała przycisnąć ją łapami do ziemi i chwycić w zęby, gdyby tylko udało jej się dostać dostatecznie blisko.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Nie zmieniła się ani trochę jeśli chodzi o futro - nadal lśni bielą, wyrwaną łagodnie przez barwę rudą i czarną, dzięki czemu nosi dumne miano trikolorki. Futerko jest zawsze wyczesane i zadbane, gładko przylegające do delikatnej sylwetki, która jest ani za chuda, ani za puszysta, być może lekko wydłużoną przez nagły wzrost organizmu. Mimo tego wzrostu wydaje się bardzo delikatna, jakby nadal miała sześć księżyców, a nie osiem, czy dziesięć - niewielkie rozmiary nadrabia jednak spojrzeniem żółto-złotych oczu, które na większość kotów spoglądają z góry. Nosek i poduszeczki pozostały różowe i bez skaz, a ogon wydłużył się na tyle by zgrabnie owijać łapy za każdym razem gdy siada.
Nie zmieniła się zbytnio - nadal jest perfekcyjna i nadal porządkuje otoczenie i nadal patrzy na większość z góry i oceniająco. Zmieniło się tylko to, że ma wiele ukrytego ciepła do rodziny - "wybacza" im małe niedociągnięcia i pomaga jak tylko może według siebie najlepiej. Również tylko rodzina widzi jej większe emocje - a to lekki śmiech, a to czułość i potrzebę bycia z nimi. Dla innych kotów jest raczej chłodna, oceniająca i oschła, chyba, że ktoś wypadnie pozytywnie - wtedy przyjmuje tego kogoś do kategorii "prawie rodzina" i zachowuje się bardziej opiekuńczo, choć nadal nie swobodnie. Sama jednak dobrze wie jak bardzo potrzebuje innych kotów. Z kolei publiczne wydarzenia dzieciństwa, czyli zmiana przywódcy i zstąpienie Gwiezdnej, sprawiły, że wyższe rangi są dla niej tylko słowami, skoro tak łatwo można zmienić koty je posiadające, tymbardziej, że koty te nie są idealne. Za to jest pewna tego, że Gwiezdni istnieją, choć ma wrażenie, że nie są wszechmocni i wszechwiedzący.
Kosowa Pieśń i Wrzosowa Łapa [KRz] i Mokra Łapa[W]
Niestety zwierzątko, mimo początkowego zawahania, teraz było absolutnie pewne, że nie chce stać się kolacją samotniczki, dlatego wysiliło wszystkie kończyny, by jej nieodwoływalnie umknąć. Popielate futerko zniknęło między korzeniami jakiegoś krzewu, a Czosnek jedyne co mogła, to walnąć się w nos o jeden z korzeni, jeśli nie wyhamowała w odpowiednim momencie. Czosnek: lvl 6 | S: 18 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 77/80 | W: 37-3=34/70
Dostępne przerzuty: 3/5
Celność obniżona o 2
Szybkość obniżona o 1
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Na całe szczęście zdążyła wyhamować, albo zazgrzytałaby zębami tak mocno, że jeszcze by się skruszyły. Zamiast tego zwyczajnie prychnęła głośno, rzucając nienawistne spojrzenie korzeniom krzewu. Nie mając nic do zebrania obrała losowy kierunek, decydując się najpierw ochłonąć przed kontynuowaniem polowania. Jeszcze jej tego brakowało, by przez nerwy popełniła głupi błąd i spłoszyła kolejną zwierzynę. Szła energicznym krokiem, niczym nadciągająca nawałnica, gotowa zmieść wszystko co miało czelność stanąć jej na drodze.
zt. dzięki.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Przemierzała ziemie swojego domu po raz ostatni.
Po raz ostatni rzuciła nienawistne, skute lodem spojrzenie skałom otaczającym ich Obóz. Po raz ostatni stąpała wśród źdźbeł gromowej trawy, czując na sobie oskarżycielski wzrok mijanych drzew oraz niedostrzegalnych za dnia gwiazd, ciążących na jej grzbiecie. O dudniącym głośno sercu tłumiła emocje, które osiągnęły tak szczytowe formy, że werbalne bądź fizyczne pokazanie ich przerosło umiejętności Sasankowej Łapy. Została wygnana i chociaż zawsze wyobrażała sobie walkę do ostatniej kropli krwi, na przekór temu postanowiła dobrowolnie ich opuścić. W rzuconym chłodno wyzwaniu oraz pragnieniu zemsty, nieugięta i niezhańbiona przez to, w co od zawsze wierzyła. Wypełniła swoje przeznaczenie, prawda? Pozbyła się zarazy dziesiątkującej Klanowiczów. Dokonała przysługi, za którą zapłaciła najwyższa cenę. Nikt z tamtych słabeuszy nie ośmieliłby się na taki krok. Gdyby nie ona, dalej cmokaliby Ognistemu Żalowi opuszki, gnąc pod surowym spojrzeniem Trzmielej Gwiazdy. Tragiczny heroizm doprowadził ją do punktu wyjścia, ale nie przegrała. Nadal żyła, zachowała twarz, dokonała zniszczeń, których nie naprawi bełkot systemu oraz stworzyła historię, która będzie nawiedzać fałszywy Klan Gromu przez bardzo długi czas. Złamała serce siostry i matki, choć niezamierzenie. To one odwróciły się jako pierwsze.
Wiedziała, że przyjaźnie, długi wdzięczności oraz ciężka praca, jaką im ofiarowała, w ostatniej chwili przestaną mieć znaczenie. Tchórzostwo to od niepamiętnych czasów cecha dominująca, strach przed karą, śmiercią, zabobonne uginanie karku naprzeciw pozbawionych pokrycia rang. Nie wiedziała, co się z nią teraz stanie, lecz nienawiść będzie ogrzewała jej gniazdo do aż końca życia, gdziekolwiek je uwije. Chaszcze z Rozerwanym Uchem mogły świętować swoje małe zwycięstwo, ale nigdy nie wymażą jej czynów - przyszłych ani przeszłych. Mogły jedynie zatrzeć ślady na piasku, które zostawiała po sobie w ostatniej drodze. Znieczulona własnym okrucieństwem oraz nadmiarem szokujących wydarzeń, zdała sobie sprawę, że podąża śladem Łaniego Kroku. Nie miała pojęcia, że obie obrały ten sam kierunek - Osiedle. Nie wiedziała, że... było już za późno. Gdyby nie dudnienie susów grubego Przywódcy, z pewnością zawędrowałaby prosto na pagórki.
Po opuszczeniu granicy straciła orientację w przestrzeni, idąc przed siebie. Widok bandy gamoni, świecącej oczami jak cielęta, kiedy przyjmowała na siebie cios oskarżeń, ścisnął jej żołądek, a szaleńczy rechot Łani wibrował w uszach, tłumiąc stawiane żwawo kroki. Wiedziała, że bez jej poparcia zostanie wygnana? Może po to ta cała szopka z dramatycznym wybiegnięciem razem z Plamką. Może zmówiły się, żeby zostawić ją na pastwę losu? A potem wrócą do Klanu jak gdyby nigdy nic. Błękitna Toń już od dłuższego czasu stała się zbyt zależna i coraz bardziej chaotyczna w podążaniu za władzą. Gdyby była wobec niej ostrzejsza, gdyby nie przymykała na to oka...
To już nie miało znaczenia. Tak samo jak ich przyjaźń. Bezinteresowna miłość. Jak słowa wypowiedziane wczesną Porą Młodych Liści, gdy po wieloksiężycowej kłótni poprosiły ją o wybaczenie. Były rodziną, były Klanem, były swoim wzajemnym wsparciem. Skoro razem mogły przeciwdziałać zakłamanym gierkom Rozerwanego Ucha, dlaczego jakaś kaprawa Medyczka rozpętała między nimi piekło?
Niebo zanosiło się krwistą czerwienią od strony horyzontu, gdy dotarła na Topiołki. Nigdy wcześniej tu nie zaglądała, choć słyszała o żyjącej w pobliżu wariatce, na której świętej pamięci Trujący Bąk nie zostawiła suchej nitki. Poruszając bezszelestnie wśród rechotu żab oraz gromkiej orkiestry świerszczy, zakradła się między trzciny, siadając tępo u brzegu i biorąc kilka łyków wody na wysuszone gardło. Była słodka, nieco mulista, lecz naprawdę orzeźwiająca. A gdyby zostawić to wszystko za sobą i zobaczyć Wielką Słoną Wodę?
Spoglądając na własne odbicie, na zmierzwione drogą wąsy i pociemniałe, wyprane z emocji spojrzenie, zanurzyła białe łapki w wodzie, nie mrugnąwszy, gdy lodowaty dreszcz przeszył jej ciało do kości. Nie ważne co uczyni, najpierw musi pozbyć się tego zapachu raz na zawsze. W chwili wahania przed wskoczeniem do wody, rozkołysana tafla zdeformowała obraz, a zamiast własnej mordki Sasanka ujrzała załzawione oczy zranionej Plamki, tuż obok zaślepionej nienawiścią Łani, jakiej nie widziała w takim stanie przez całe swoje życie.
Obnażając wściekle zęby, wysunęła pazury, tnąc powierzchnię wody mocnym cięciem. Porzuciły ją. Zostawiły. Zapłacą za to tak samo, jak reszta, gnijąc z Klanem Gromu obok ciała Ognistego Żalu. Niech zjedzą je robaki.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
*wrum wrum w nowej czaso*
Nie zwracała uwagi na upływ czasu, spędzając go w okolicach Topiołek i Borsuczych Pagórków. Chwilowo nie ciągnęło jej tak bardzo na osiedle, w którego okolicy ostatnio niewiele się działo. Tata był teraz w towarzystwie mamy, która kilka miesięcy temu postanowiła do niego dołączyć, i choć nie przeszkadzało jej spędzanie czasu z obojgiem rodziców naraz, od zawsze była wolnym duchem i robiła tak, jak jej pasowało. Mimo to podróżowała tam sporadycznie, by sprawdzić jak się sprawy miały. Właśnie wracała z jednego z takich wyjść, decydując się przejść wzdłuż wody, gdy nagle do jej nosa dotarła znajoma woń. Choć brakło w niej Gromowego pierwiastka, rozpoznała kotkę, którą niegdyś zaczepiła na granicy z rzeczonym klanem. Postawiła uszy na sztorc, postanawiając podążyć świeżym tropem, aż natrafiła na sylwetkę spacerującej kotki. Na pysku kocicy wykwitł krzywy uśmiech, gdy niespiesznie nadgoniła łaciatą, nie starając się przy tym ukrywać swojej obecności.
- Czyżbyś się zgubiła, myszko? Klan Gromu to chyba nie w tę stronę - parsknęła na wstępie, nie bawiąc się w żadne nudne przywitania.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Minęło wiele czasu, sporo się zmieniło, a sporo innych spraw zostało otwartych jak ziejące rany postrzałowe. Sasanka na całe szczęście nie była pierwszym lepszym Terminatorem z łapanki, tylko zacietrzewionym samoukiem, a niemal cały obieg Pór samodzielności ostatecznie wydał swoje plony - radziła sobie świetnie, nie głodowała, nie czuła się zbyt osaczona wszechobecną wolnością, a także powoli adaptowała się do otoczenia Topiołków. Zdecydowanie nie zamierzała spędzić tutaj reszty życia, kryjąc tyłek po trzcinach i kumkając co wieczór z żabami, ale postanowiła dać sobie więcej czasu na emocjonalną rekonwalescencję. Nieczęsto cała twoja rodzina odwraca się plecami, Klan spuszcza z ciebie wzrok, a dziadziuś wyprasza za drzwi przez nieumyślnie spowodowaną śmierć. Chociaż w Klanie Gromu równie dobrze nawet taki zabieg mógł szybciutko przejść do repertuaru tradycji, kto wie. Ważne, żeby tę toksynę porządnie wypocić.
Akurat przechadzała się wzdłuż brzegu, "patrolując" niedoszły zakątek, gdy szum trzcin zaalarmował o nadejściu czegoś grubszego niż przeciętny kot, ale lżejszego od rozjuszonego borsuka. Mimo wszystko spięła barki, zapierając się łapami w gotowości na konfrontację z tajemniczym olbrzymem, zadziornie podwijając ogon... gdy w poszarzałym blasku ślepi dostrzegła znajomy obraz. To ta sama dzikuska, która kiedyś upolowała ją jak świeżą zdobycz na Wietrznym Wzniesieniu! No no, wcale nie zmalała. Dalej wzbudzała dziwny, przyjemnie wibrujący podziw, chociaż tym razem oczy Sasanki chmurzyło zacięcie większe, niż przedtem.
- Dzięki za informację. - prychnęła, zadzierając nosek, po czym odwróciła się w stronę tafli wody, nie bardzo wiedząc, czego Czosnek może od niej chcieć. Znowu ją poddusić? Ha, teraz nie poszłoby jej tak łatwo. Prawdopodobnie gdyby nie dźwigała w sercu parszywego ciężaru, sama dokonałaby jakiejś żartobliwej prowokacji, jak to chochliki miały w zwyczaju. W pewnym sensie przypominała jej ciotkę Krowę, ale dziwnie... weselszą? Bez całego ula pszczół w nosie?
- Bo to znaczy, że idę w dobrym kierunku. - dodała, tonacją jasno dając do zrozumienia, że Czosnek chyba nadepnęła na jakiś świeży odcisk, zaczynając rozmowę od wspomnienia Klanu Gromu. No i nazywając ją myszą, ale to znacznie lżejsza obelga.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Uniosła prawą brew widząc dość niespodziewaną reakcję ze strony kotki. Ostatnim razem określała granice jako swój dom; najwyraźniej trochę się zmieniło od czasu ich ostatniego spotkania. Grymas na pysku samotniczki wykrzywił się jeszcze mocniej, przeradzając się w nieprzyjemną parodię uśmiechu. Och, cóż za biedne, biedne stworzonko!
- Tylko przypadkiem nie wpadnij do wody idąc w tym całym dobrym kierunku. Słyszałam, że Gromiaki nie są zbyt bystre, więc wolę uprzedzić fakty - rzuciła, nie kryjąc żartobliwej nuty w swoim głosie. - Chociaż wnioskuję, że już nie jesteś jedną z nich. Może jednak jest dla ciebie jeszcze jakaś nadzieja - dodała chwilę później, wzruszając barkami.
Nie zależało jej na tym, by sprowokować kotkę do walki. Jednostronna rzeź była nudna. Już jej starczyło to, że na osiedlu musiała się raz na jakiś czas rozprawiać z płotkami, które nie dorastały jej do pięt, ale miały zbyt wysokie mniemanie o sobie.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Stanęła w miejscu, napięła się, po czym skwasiła jeszcze bardziej. Bura nie miała przed sobą byle jakiego Terminatora wysłanego na pewną śmierć, tylko Sasankę, naczelną prowodyrkę, która rzekomo potrafiła zabijać samymi słowami. Z taką łatką, o którą postarał się dla niej dziadziuś, co zresztą był jedynym aktem uprzejmości z jego strony, nawet olbrzymie włóczęgi powinny mieć się na baczności. Reszta Klanów pewnie do dziś trzęsie portkami, strasząc kocięta zabójczynią Medyków, buhu.
- Gromiaki. - syknęła, łypiąc na kocicę z ukosa. Najwyraźniej słuszne opinie krążyły nie tylko wśród sąsiadów, ale również poza lasem, od Siedliska po Słoną Wodę. Pomyśleć, że wciąż była posądzana o bycie częścią tego cyrku! I traktowana niczym kocię, które nabierze się na prostą prowokację, mimo że za swego krótkiego życia zdołała osiągnąć w niej poziom mistrzowski. Nieodczekanie. - A ja nie jestem żadnym Gromiakiem.
Wypaliła na potwierdzenie Czosnkowej hipotezy, plusnąwszy przybrzeżnym mułem dla lepszego efektu. Nie umiała wprawdzie pływać, ale gdyby nie była wystarczająco bystra, już dawno podzieliłaby los strawy wron. Albo, o zgrozo, dalej grzała gniazdo w zatęchłym Obozie, korząc się Wojownikom za każde brzydkie słowo.
- Od kiedy zrobiłaś się taka spostrzegawcza? Czy po prostu wolisz upewnić się, że nie tropię cię teraz z jakimś patrolem, co? - wyszczerzyła się półgębkiem, zastanawiając, czy włóczęgi zdążyły już wyniuchać nową Trzmielową paranoję w kwestii obrony granic i innych żartów. - Na twoje szczęście, nie. Albo w sumie... na ich szczęście. I tak nie daliby tobie rady, ale lubią porywać się na głupie pomysły.
Skonkludowała, wyraźnie zirytowana obleśnym posmakiem pozostawionym na języku przez wypominanie świeżej, wydartej na sercu rany. Sasanka czuła wstyd na myśl o dawnej przynależności do Klanu Gromu, lecz niesłusznie wygnana Sasankowa Łapa, której czasami na czymś zależało, wstydziła się bezdomności. Stąd rozdarcie, stąd drażliwość, stąd chmurne, niezbyt zrównoważone spojrzenie. Czy Czosnek w ogóle rozumiała taki stan? Miała w głowie coś więcej niż przecięty samotnik ilustrowany propagandą w głowach klanowych kotków - żreć, spać, gwałcić, bezpodstawnie atakować?
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Obserwowała zachowanie kotki, nieco rozbawiona jej plaśnięciem łapą o wodę, niczym zbuntowane kocię, które próbowało pokazać dorosłemu, że to ono tu rządzi. Musiało jej się nieźle oberwać od Klanu Gromu, skoro wręcz wysyczała, że nie była jego członkiem. Ha. Samotniczka zmrużyła oczy, pozwalając swoim wargom na wyciągnięcie się w leniwym uśmiechu.
- Podobno według kotów z klanów korzenie dyktują to, ile jesteś wart. Czas pokaże, czy w twojej sytuacji wygląda to tak samo. Na twoje szczęście, wydajesz się dość twarda. Odeszłaś sama, czy cię wyrzucili? - zapytała, uznając, że była dostatecznie zainteresowania sytuacją byłem Gromiaczki.
Parsknęła na insynuację, że obawiała się patrolu, który ze wszystkich kotów tropił akurat ją - niemieszającą się w klanowy biznes samotniczkę. Na szczęście łaciata szybko kontynuowała, nim Czosnek zdążyła ją wyśmiać prosto w twarz.
- Nie śmierdzisz już swoim klanem, słońce. Gdybym cię nie znała wcześniej, nawet bym nie pomyślała, że to stamtąd się urwałaś. A dla twojej wiadomości, zawsze byłam nadzwyczaj spostrzegawcza - parsknęła mimo wszystko, przesuwając puchatą kitą po ziemi. - Swoją drogą, co Gromowe patrole miałyby robić tak daleko od swoich ziem? Czyżbyście planowali małą ekspansję? - zapytała, nie kryjąc nuty sceptycyzmu w swoim głosie.
Nie miała okazji jeszcze usłyszeć o tym, jak paranoiczny zrobił się jeden z klanów względem samotników, bo już od dawna nie zapuszczała się w tamte okolice. Teraz miała norę przy Wrzosowisku, i to tam głównie egzystowała wraz z niedużą grupą kotów, które okazjonalnie dostarczały jej rozrywki.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Jaskółka wzięła sobie do serca rozmowę z Fiołkowym Świtem. Zaczęła się poważnie zastanawiać nad tym, czy dzieci zostały z nią tylko dlatego, że im... każe, czy robią to z własnej woli i chciała z nimi o tym porozmawiać. Nie zamierzała ich trzymać przy sobie na siłę, to było ostatnie czego chciała! Po prostu... martwiła się o nie i nie chciała, by stała im się krzywda. Musiała poznać ich punkt widzenia, musiały się jakoś dogadać i dojść do porozumienia, żeby wszyscy czuli się dobrze, ale do tego samotniczka musiała się zebrać w sobie, czemu pomóc miał jej samotny spacerek wzdłuż Topiołek. Ostatnio troszkę nadużywała tej formy spędzania czasu.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa tymczasem włóczył się gdzieś dalej terenów klanu Gromu. A co mu szkodzi? Nic innego nie ma do roboty, a nie będzie cały dzień siedział przy granicach byłego klanu. Z resztą to on nawet nie wiedział, czy chce tam wrócić. Z jednej strony kompletnie sobie nie radził jako samotnik, ale z drugiej czy chciałby zostać wojownikiem? Od zawsze się tego bał... Wrócenie na osiedle też nie było dobrym pomysłem, stwierdził tak odkąd znajomy dwunożny chciał go złapać.
A więc zbłąkany kocur nie wiedział co ma teraz ze sobą zrobić. Nie potrafił polować, bronić się z resztą też, zdawał sobie sprawę z tego, że długo tak nie pociągnie. Szedł przed siebie, starając się wymyślić jakiś plan, przynajmniej na kilka następnych dni. Doszedł w ten sposób aż na Topiołki. Zorientował się o tym dopiero, gdy do jego nozdrza dotarł nieznajomy zapach. Zapach kota... Kocurek powoli zatrzymał się i rozejrzał. Niedaleko niego spacerowała sobie jakaś kotka. Wyglądała... Inaczej. Jej futro było piękne, nigdy nie widział kota z takim samym. Pomyślał, że to pewnie samotniczka. Mimo wszystko, nie chciał do niej podejść, bojąc się, że coś może sobie zrobić. Przecież nie potrafi się bronić... Lecz czy każdy napotkany kot musi mieć złe zamiary?
Morwowa Łapa nie chciał podejść do Jaskółki, a Jaskółka, gdyby oczywiście zdawała sobie sprawę z jego obecności, nie chciałaby podejść do niego. Raczej stroniła od obcych kotów i wdawała się z nimi w jakąkolwiek dyskusję dopiero wtedy, kiedy to oni ją zaczepiali, a w tym wypadku była do kocura odwrócona tyłem, więc nie nie wiedziała, że ktoś niedaleko jej się znajduje. Spacerowała sobie dalej, rozmyślając o tym, jak powinna zacząć ciężką rozmowę z córkami, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że tak blisko niej znajduje się nie tyle kot nieznajomy, co niegdyś należący do klanu Gromu.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa czekał aż kocica zwróci na niego uwagę. Chwila minęła, a ona nawet się nie zatrzymała. Szła dalej przed siebie, spokojnie, chyba nawet nie wiedząc, że jakiś kot jest w pobliżu. Pewnie nawet go nie wyczuła... Dla niego to lepiej. Jednak Jaskółka nie wyglądała mu na kota, który rzuciłby się na niego z byle powodu. Swoją nieuwagą podczas spaceru pokazała mu, że... Nie jest inteligentnym mordercą. Chociaż czy można to nazwać nieuwagą? No i czy każdy napotkany kot to morderca? Dla niego najwidoczniej tak. Pozytywne myśli trochę dodały mu pewności siebie. Chciał zwrócić na siebie uwagę, lecz niekoniecznie podchodząc do kotki. Wstydził się, no i mimo wszystko troszkę obawiał. Była starsza i większa od niego. Postanowił więc, że trochę pohałasuje. Idąc za kotką, zaczął hałasować wszystkim co ma akurat pod łapami. A to jakiś szeleszczący listek, a to gałązka. Wszystko, co dawało jakikolwiek dźwięk. Starał się być jak najgłośniejszy, byleby tylko go usłyszała i się obróciła.
Hałas. Nieważne jak zamyślona by nie była, hałas, który powodował Morwowa Łapa zwróciłby uwagę każdego, nawet kogoś kompletnie nie zwracającego uwagi na takie rzeczy. Początkowo kocica była oczywiście przerażona, bo jakżeby inaczej. Mógł być to lis, czy nawet dzik! Odwróciła więc głowę do tyłu i poczuła ulgę, ale tylko na moment. Strach powrócił, gdy dotarło do niej, że źródłem hałasu jest kot, w dodatku obcy. Zastygła w miejscu, kuląc się i jeżąc, i czekała, co będzie dalej. Rzuci się na nią, zapyta o drogę? Mogłaby zacząć uciekać, ale... z jakiegoś powodu na to nie wpadła.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-