Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxNa pewno istniała jakaś krótsza droga pomiędzy Wyjącymi Wzgórzami a Obozem Wichru niż ta prowadząca wokół Kwitnących Krzewów. Z drugiej jednak strony, Żaba nie sądził, aby istniała jakakolwiek przyjemniejsza i z tego tytułu pozwalał sobie na codzienne wydłużenie powrotu, jeżeli tylko dzięki temu udało mu się uzbierać nowe kwiaty do swojego legowiska. Berberysy i Głogi co prawda już dawno przekwitły, jednak jeszcze w nie tak dalekiej przeszłości był w stanie uzbierać w okolicy całkiem spory bukiecik fiołków, chabrów, albo maków, a ostatnio wrotyczu i rumianku. Niestety nawet tych zdawało się ubywać z każdym kolejnym wschodem słońca i jakby na dowód tego, rozglądający się dość smętnie po trawie Żaba niósł w pysku jedyny znaleziony kwiatek. Z westchnieniem zrezygnowania, bliski tupnięcia nóżką, coby pokazać Gwiezdnym swoje zirytowanie, podniósł głowę, w oddali zauważając zmierzającą w jego kierunku kota. Rozpoznając w rudej sylwetce Raczą Sadzawkę, postanowił przystanąć i poczekać na nią. Może towarzystwo odpędzi jego myśli od smutnej rzeczywistości?
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Zrobiło się już chłodniej, dawno nie było takich upałów, jak w Porze Zielonych Liści, a ona szykowała się powoli na coraz to krótsze dni i chyba częstsze przebywanie w jakiś przytulnych i ciepłych legowiskach, co nie? Przynajmniej nic nie wskazywało na to, by przez ich ziemie miały się jeszcze przetaczać burze, ale kto wie, różne rzeczy się zdarzały, toteż Raczek nie nastawiała się do tej myśli całkowicie optymistycznie i skrajnie entuzjastycznie. Chłonęła jednak powoli zmiany, zastanawiając się jednocześnie nad tym, gdzie dokładnie powinna wcisnąć się, żeby jej chudy zadek odbierał jak najwięcej ciepła od innych kotów. Teraz też nie było jej szczególnie ciepło, ale dość prędki marsz pomagał na nieznacznie zmarznięte łapy, które zamierzała później ukryć w miękkim puchu i cudownym, świeżym mchu, na jakim obecnie sypiała, co nie? Przekrzywiła nieznacznie łeb, kiedy zorientowała się, że nie jest w okolicy sama, a później zmrużyła oczy, gdy dotarło do niej, iż ma przed sobą najpewniej Żabę, z którym nie rozmawiała od właściwie sama nie wiedziała kiedy. Ciekawa była tego, co u brata słychać i czy może już nieco zmądrzał, czy dalej miał mysie bobki w głowie, toteż skierowała się do niego dość pewnie.
- Cześć - rzuciła w formie powitania, zbliżając się do niego i z ciekawością zezując na trzymany przez niego kwiatek, no bo hej, to raczej nie było coś aż tak codziennego, a już na pewno nie w wykonaniu Żaby, o to mogła się właściwie założyć, czy coś. Znaczy, nie do końca wiedziała, jaki teraz jest brat, ale tak zakładała, no nie? Chociaż, z drugiej strony, kto go tam wiedział! Zawsze był nieco dziwny, więc kolejna rzecz już by jej nie zdziwiła, ani trochę.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxMysie bobki w głowie Żaby? Kocurek parsknąłby z niedowierzaniem, gdyby tylko wysoka siostra zechciałaby podzielić się z nim swoimi, tak błędnymi wnioskami, wysnutymi wobec jego osoby. We własnym przekonaniu był wszakże uosobieniem wspaniałości stąpającej na czterech łapach, nie było więc możliwości, aby w jego głowie znajdowało się cokolwiek innego aniżeli pocałunki samych Gwiezdnych! xxx- Witaj Racza Sadzawko - odparł jak zawsze nader oficjalnie, odłożywszy pierw kwiatek na trawę. Następnie zamilkł na kilka długich uderzeń serca, podczas których jego zielone ślepia wędrowały pomiędzy cennym znaleziskiem a rudą Wojowniczką. Na ceremonii co prawda, zdążył rzucić w jej stronę zwięzłe gratulacje, jednak zdawał sobie sprawę, że nie powinszował jej owego awansu należycie. - Przyjmij to, proszę, jako prezent z okazji twego nowego miana - wydukał w końcu, przysuwając łapą w jej stronę kwiatka. Serce go bolało, na myśl, że Raczek raczej nie będzie w stanie docenić jego poświęcenia, a dał jej w końcu jedyną zdatną do ozdobienia legowiska roślinkę, jaką udało mu się znaleźć!
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Trzeba przyznać, że troszkę, ale tylko troszkę, różnili się poglądami co do jego osoby, a Raczek pewnie również zaczęłaby się w głos śmiać, gdyby przekonała się, jak on siebie postrzegał. Bo to było aż niedorzeczne i tak komiczne, że z całą pewnością z jej oczu popłynęłyby łzy ubawienia. Jedyne, czym Żaba mógł się w tej chwili pochwalić, to niesamowicie wielka gałąź, jaka wychodziła mu spod ogona i przebijała się drugim końcem przez jego pysk. Nie wiedziała, po kim to właściwie miał, ale wydawało jej się, że przez to Żaba nigdy nie osiągnie tego, co naprawdę było dla niego ważne. To jednakże było tylko jej zdanie, co nie?
- Ale co ty tak oficjalnie! - rzuciła zaraz, śmiejąc się przy okazji, bo naprawdę nie musiał jej jakoś niesamowicie tytułować, no rany! Nie przejmowała się tak bardzo tym, jakie nosiła imię i nawet swojemu podopiecznemu przekazała, że ma mówić do niej jej kocięcym imieniem, a nie wygłupiać się w jakimś niewiadomym celu, który nie był dla niej zbyt dobrze widoczny. Zaraz jednak jej oczy mocno zabłyszczały, kiedy brat podsunął jej kwiatek, bo był to z jego strony bardzo miły gest.
- Dziękuję! - wykrzyknęła, uśmiechając się jednocześnie bardzo ciepło i zdecydowanie szeroko, a następnie spojrzała na Żabę roziskrzonymi oczami. - Co tutaj porabiasz, hm?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxTroszkę, to w końcu tak niewiele, prawda? Nie było w takim razie sensu nawet rozpoczynać dyskusji o tym, co pod kopułą rudego kocurka się skrywało, a o tym, co znajdowało się w jego zacnych czterech literach, z własną siostrą, po prostu nie wypadało. xxx- Czyżby nie podobało ci się twoje nowe miano, siostro? - Zagadnął, nie bardzo rozumiejąc, dlaczego nie chciała być nim nazywana. Sam miał co do niego dość niejednoznaczne odczucia... co prawda brzmiało ładnie i delikatnie, na pierwszy rzut oka pasując do gibkiej kotki, z drugiej jednak strony, poniekąd dzieliła je z Wichrową Medyczką. Biorąc pod uwagę jego focha na białą kocicę to... no nie za fajnie, prawda? - Mogę oczywiście wciąż zwracać się do ciebie po prostu Raczek - zaproponował, po chwili zastanowienia dochodząc do wniosku, że skoro zdarzało mu się nazywać w podobny sposób pozostałą trójkę sióstr, to i nie popełni dużo większego faux pas w wypadku tej z wyższą rangą. Tym bardziej, jeżeli sama się na to zgodzi. xxxNa widok niespodziewanego entuzjazmu, jego pysk wykrzywił się w lekkim uśmiechu, a pierś jakoś tak sama z siebie wypięła się w wyrazie samozadowolenia. Nie to, żeby nagle zaczął wierzyć, że Raczek zrozumie skalę poświęcenia, jednak przynajmniej go nie zeżarła, jak zapewne uczyniłaby Ropucha. Ba, wydawała się nawet zadowolona! xxx- Jeżeli pozwolisz... - w ramach odpowiedzi na podziękowania podniósł ofiarowaną roślinkę z ziemi i przysunął się do siostry. Chciał nonszalancko wetknąć go za ucho rudej Wojowniczki, zapomniał jednak zupełnie o różnicy wzrostu między nimi, przez co niemal się zasapał, wspinając na paluszki, aby dosięgnąć jej głowy. Życie bywało tak niesprawiedliwe! xxx- Postanowiłem obrać nieco dłuższą drogę z Wyjących Wzgórz, z uwagi na kwiaty. Zwykle dane mi było znaleźć ich tu nieco więcej - wyznał i aby podkreślić powagę sytuacji, jak i zamaskować nieco zmieszanie wywołane dopiero co odstawionymi akrobacjami, westchnął ciężko. - Czy i ty wracasz z treningu?
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Tam od razu nie podoba! Po prostu dalej jestem Raczkiem i nie lubię tych oficjalnych imion, to wszystko brzmi tak, jakbyśmy musieli chodzić wiecznie wyprostowani, a patyki wystawałyby nam spod ogonów. Daj spokój, Żaba! Dalej jesteśmy tacy sami, ja jestem Raczkiem, a ty Żabą - powiedziała na to, śmiejąc się jednocześnie ciepło i donośnie. W przeciwieństwie do brata miała w nosie całą tę doniosłość i wielkość, jaką rzekomo niosło ze sobą wojownicze miano. Nie czuła żadnej zmiany, nadal była tą samą radosną i nie do końca poważną kotką, nie czuła teraz, żeby była nie wiadomo kim właściwie, żeby pozjadała wszelkie rozumy, czy coś podobnego. Jeśli Żaba wyobrażał sobie cuda, tylko z uwagi na to, że nagle otrzymuje wojownicze miano, to musiała go przykro rozczarować, ale życie wyglądało dokładnie tak samo, nie zmieniało się choćby o jotę.
Przez chwilę nie bardzo wiedziała, co brat chce zrobić, a później zachichotała rozbawiona, jednocześnie nieco zaciekawiona jego niesamowicie dżentelmeńskim zachowaniem. Nie miała okazji zbyt wiele z nim rozmawiać, a już na pewno nie od czasu ich ceremonii, kiedy dał taki niezbyt ładny popis i skończył, cóż, jak skończył. Miała nadzieję, że ostatecznie poszedł po nieco oleju do głowy, ale nie była o tym w pełni przekonana. Na pewno był, dla niej przynajmniej, nieco dziwny. Nadal jednak byli rodzeństwem i chciała się przekonać, co tam w nim siedzi.
- O, no tak! Ale to już się późno robi, wkrótce będzie zimno, to wszystkie kwiaty znikną, aż do kolejnej Pory Młodych Liści, ale to jeszcze jest tyle księżyców! - odparła na to i westchnęła ciężko, bo mimo wszystko to zimno jakoś do końca jej nie odpowiadało, ale też nie było sensu jakoś mocno na to narzekać, czy coś, no nie? Kiedy zadał jej pytanie, poruszyła nieznacznie łbem. - A nie, poszłam na granice, żeby zobaczyć, czy wszystko jest w porządku,ale jest całkiem cicho! A jak twój trening?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
xxxBrew kocurka drgnęła lekko na te przydługie i głośne wyjaśnienia siostry, z którymi nie do końca mógł się zgodzić i nie do końca również zrozumiał. Patyki? O czym ona do niego mówiła? W każdym razie przynajmniej jedno ich łączyło, Żaba w końcu też lubił przedłużać swoje wypowiedzi, bardziej, niż to było konieczne. xxx- Nie widzę nic złego w zachowaniu odpowiedniej pozycji podczas chodu, Raczku - zauważył, gdy ta śmiała się w głos. Już po kilku sekundach mógłby wymienić kilka mankamentów siostry: jej futro nie było tak zadbane, jakby sobie tego życzył, do tego jej głos był przesadnie donośny i używała co najmniej dziwnych porównań, jednak jej śmiech był przyjemny. Absolutnie nie był to delikatny chichot, którego można by spodziewać się po kotce, jednak był tak szczery i gwałtowny, że nie potrafił nie uśmiechnąć się w odpowiedzi, a i po posępnym nastroju nie został ślad. xxxRacza Sadzawka mogła myśleć, że w jej życiu nie nastąpiły żadne wielkie zmiany, jednak Żaba nie mógł o tym wiedzieć, prawda? Szczerze ciekawiło go, czy czuje się teraz bardziej szanowana i jak podobają jej się te wszystkie nowe obowiązki, łącznie z odpowiedzialnością, jaką niosła ze sobą rola Mistrza. No i jak czuła się z faktem zostania takowym, w końcu, nie zdążyła nawet zebrać wojowniczego doświadczenia, kiedy jakiś młodzik wylądował pod jej skrzydłami... czy raczej szczypcami. xxx- To przerażająca, choć nieunikniona wizja - stwierdził zbolałym głosem, przyznając co prawda rację siostrze, jednak nie będąc tak optymistycznym, jak ona. Tyle księżyców? Kwiaty zdawały się nie mieć o tym pojęcia! Ten jeden wyglądał jednak naprawdę ładnie wetknięty za ucho siostry, której był wdzięczny, za nie skomentowanie pokracznej pozy, która była konieczna, aby go tam wetknąć. - Całkiem dobrze, dziękuję, że pytasz. Miętowy Pąk to zdecydowanie wspaniała Mistrzyni, a do tego prawdziwa dama. Jej wiedza oczywiście odbiega od tej, którą posiadają starsi Wojownicy, jednak ojciec opowiedział mi co nieco o dawnych terenach i członkach Klanu, a Zwinna Łapa o samych przenosinach. Myślę, że w razie, gdyby nie mogła odpowiedzieć mi na jakieś pytanie, będę mógł skierować je właśnie do nich - odparł szczerze zadowolony ze swojej tymczasowej sytuacji i możliwości zaczerpnięcia wiedzy z różnych źródeł. - Czy i współpraca z twoim Terminatorem układa się owocnie? Domyślam się, że to nie z nim udałaś się na granicę, albo zdenerwował cię za bardzo i postanowiłaś wrócić sama - zażartował, bo czasem nawet i to potrafił.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Nie musiał jej rozumieć, naprawdę! Ale ona była przekonana o tym, że Żaba faktycznie łyknął kijek, co doskonale pokazywało to, jak się do niej odezwał, wyjaśniając jednocześnie, że chodząc można było zachowywać odpowiednią pozycję. O mało nie parsknęła, kiedy usłyszała, co opowiada jej brat i jej brwi również nieznacznie się zmarszczyły, jednak bardziej w geście rozbawienia, niż czegokolwiek innego. Nie rozumiała do końca Żaby, nie wiedziała, jak powinna się z nim obchodzić, ostatecznie jednak nie chciała go przekreślać, czy w jakikolwiek sposób wyrzucać na margines rodziny, jeśli tak można było powiedzieć.
Gdyby tylko Żaba postanowił zadać pytanie w takiej formie, w jakiej pojawiło się w jego głowie, Raczek pewnie wybałuszyłaby oczy, bo w życiu nie myślała o tym, że jako wojownik będzie bardziej szanowana, czy coś takiego. Nie postrzegała się w sposób, w jaki chciał, by to robiła Żaba, a może po prostu przypatrywali się życiu w zupełnie inne sposoby. Dla niej chyba nie liczyło się to, jak ktoś na nią patrzył jako na wojownika, ją bardziej ciekawiło, jak postrzegano ją jako ją samą, a nie kogoś, kto posiada odpowiednią rangę.
Jego uwagi na temat pory roku nie komentowała, bo nie chciała popadać w taki stan, w jaki udało się popaść Żabie, ale później nastawiała nieznacznie uszu. Czy Mięta była damą? Chyba by jej tak nie nazwała, ale uznawała ją za zdecydowanie miłą kocicę, z którą fajnie było po prostu porozmawiać o wszystkim i o niczym, co w pełni jej odpowiadało i sprawiało przyjemność. Skinęła lekko głową, gdy wspominał, że o pewne rzeczy dopytywał innych i uśmiechnęła się ciepło.
- Mnie tata opowiadał bardzo wiele. O naszych dawnych ziemiach i rodzinie, o tym, co działo się kiedyś. Chciałabym zobaczyć ten cały klif! Ale tata powiedział, że tam najpewniej nie jest tak, jak było. Ale może kiedyś dziadkowie pokażą mi te miejsca w snach? - odparła na to i na moment jej oczy zaszły jakby mgłą, kiedy próbowała po raz kolejny wyobrazić sobie to wszystko, o czym usłyszała od Fiołka. Nie wiedziała, czy Żaba już o tym wszystkim wiedział, ale gdyby chciał, mogłaby mu o tym oczywiście opowiedzieć i wszystko przekazać, bo w końcu to było dość ważne.
- Nie do końca, niestety. Mleczny miał spory zapał, ale trochę zwolniliśmy, wiesz? No i nie, poszłam sama, bo taki miałam kaprys, kiedyś poznałam ciekawą kocicę z Rzeki i miałam nadzieję, że może znowu na kogoś trafię, ale w sumie to nie jest tam zbyt ekscytująco. Może to i dobrze? - odparła i wzruszyła lekko barkami, ale wspomnienie o jej terminatorze niestety nieco ją smuciło, bo nie do końca tego oczekiwała. Mleczny był na początku niesamowicie ambitny, a teraz coś się popsuło i chyba miała wrażenie, że to jest tylko i wyłącznie jej wina, z czym się strasznie gryzła.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Żaba ewoluował z puchatej kluseczki w całkiem zgrabnego podlotka, którego długie futro pozostaje zawsze nienagannie ułożone. W większości rude, klasyczno pręgowane z białymi znaczeniami na stopach, brzuchu, spodzie ogona i podgardlu. Porusza się zawsze wyprostowany, dystyngowanym krokiem. Łapy musiał odziedziczyć po tacie, długie i tylko dzięki okrywie włosowej nie wyglądające jak cienkie słomki, bo i cały kocurek jest raczej szczupły i niestety, nie zapowiada się na najwyższego kota w Klanie Wichru. Ale, ale, kurdupelkiem, na którego zapowiadał się po przyjściu na świat również nie zostanie! Odpowiednio podkarmiony za kociaka, wygląda na zwykłego, średniego przeciętniaka, którego oczy wybarwiły się na bliżej nieokreśloną mieszankę zieleni i błękitu, lub zieleni i żółci, w zależności od tego jak pada światło.
Miesiące spędzone w lecznicy wpłynęły na charakter małego Żaby. Ograniczony kontakt z rówieśnikami, a za to długie rozmowy z chorującymi kotami sprawiły, że szybko zaczął wysławiać się podobnie do nich, chętnie używając tych "dorosłych słów", które pozwalają mu brzmieć mądrze. Bo Żaba lubi brzmieć mądrze, a jeszcze bardziej lubi być podziwiany, dlatego też stara się zachowywać i wyglądać odpowiednio w każdej sytuacji, najczęściej mówiąc to co wypada, a nie to co naprawdę ma na myśli. No chyba, że może kogoś uraczyć pogardliwym spojrzeniem, ale to już inna bajka. Oprócz tego kocurek ma zapędy do dramatyzowania i wyolbrzymiania, przez co nie zawsze udaje mu się wypaść na tak dostojnego, jakby tego chciał.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Właściwie to była skora do słuchania o tym, co brat ma jej do powiedzenia. Cokolwiek by to było, cieszyłaby się, bo chociaż wcale się nie zgadzało i zachowywali w zupełnie odmienne sposoby, to nadal byli rodzeństwem i kocica miała nadzieję, że ostatecznie jakoś dojdą do porozumienia. Teraz kiedy usłyszała o tych braciach i siostrach taty, rozumiała jeszcze mocniej, jak ważne jest to, żeby być blisko Żaby, żeby mieć na uwadze Kijankę i Ślimak, żeby pamiętać o nich wszystkich, bo może przyjść taki dzień, kiedy wszystko rozpłynie się we mgle, a ona niestety zostanie jedynym kotem, który będzie pielęgnować pamięć o kotach, których już nie było. Jakaś jej część bardzo współczuła Fiołkowi i uparcie powtarzała sobie wieczorami imiona tych, których stracił, jakby to miało w czymś pomóc albo miało cokolwiek zmienić. Mimo wszystko Raczek wierzyła w to, że jest spora szansa, że to podniesie tatę na duchu, a może nawet któreś z jego rodzeństwa zjawi się i powie mu, że jego córka ich wspomina? To też byłoby mile, dla wszystkich.
- Tata mówił mi, że przodkowie mogą przyjść do nas, kiedy to jest potrzebne i tak sobie myślę, że to bardzo miłe. Gdybym sobie nie radziła, no, chciałabym zobaczyć kogoś, kogo kochałam, chociaż już go nie ma - powiedziała spokojnie, jednocześnie zastanawiając się nad tym, gdyż była to doprawdy poważna kwestia i nie chciała jej w żaden sposób pomijać. Później zaś nastawiła uszu, gdy Żaba złożył jej swoją propozycję, z czego nieco się zdziwiła, ale też ucieszyła, bo chociaż jej brat był bardzo dziwny, to miała wrażenie, że są w stanie jakoś się dogadać, a przynajmniej miała nadzieję, że to faktycznie ostatecznie nastąpi. - Dobra, czemu nie? Może kiedyś nam się uda, co nie? - rzuciła całkiem swobodnie, ale później faktycznie posmutniała i nawet pochyliła łeb, jakby w ten sposób chciała pokazać, jaki jest jej stan. Było jej przykro i miała wrażenie, że wina leży dokładnie po jej stronie, ale nie powiedziała tego na głos, bo mimo wszystko miała wrażenie, że tego Żabie akurat mówić nie powinna, że chyba to nie pasowało, czy coś. Na jego pierwsze słowa wzruszyła barkami zdecydowanie smętnie, ale potem wyprostowała się i pewnie, gdyby mogła, zarumieniłaby się po czubku uszu.
- Ja... Ty... No tak. To znaczy, a chciałbyś? Poćwiczyć coś? Albo... No, dowiedzieć się, jak do czegoś podchodzę? - spytała trochę speszona, a na pewno mocno oszołomiona, bo takiej propozycji ze strony brata wcale się nie spodziewała i czuła, że serce mocno jej bije. Zrobiło jej się miło, co było widać i było to właściwie oczywiste, a jednocześnie czuła coś na kształt podekscytowania i wdzięczności, bo Żaba na pewno miał problem z tym, żeby mówić tak do końca o różnicy między nimi, w końcu zawsze był dumny i bardzo ambitny, co nie?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
***
W końcu miałam trochę czasu dla siebie. Ostatnio miałam wrażenie, jakby moje życie kręciło się tylko i wyłącznie wokół lecznicy i chorych. W ogóle nie rozmawiałam z innymi kotami, nie miałam dla siebie czasu, tylko siedziałam w Ziołowym Wzgórzu i leczyłam, nie mając nic dla siebie. W końcu jednak udało mi się na chwilę wyrwać, po treningu zarówno Krwawnikowej jak i Olchowej Łapy, prosząc ich, by mieli oko na lecznicę, a sama poszłam na spacer. Trochę pobiegałam, pospacerowałam, aż w końcu, będąc właściwie pod obozem, bo przy Kwitnących Zaroślach, usiadłam sobie, zajmując się pielęgnacją sierści. Cóż za cudowne uczucie, doprawdy.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Wyszła z obozu.
Dlaczego? Otóż właśnie dlatego, iż już za długo siedziała w obozie! Sześć księżyców... Teraz wreszcie mogła wychodzić i chodź nie daleko, bo tylko przy obozie, to i tak było to naprawdę miłe. Mogła sobie ćwiczyć wiele rzeczy na przykład skradanie.
Dziś akurat postanowiła sobie... tak po prostu wyjść. Ślimacza Ścieżka mówiła, że będzie zielono, że niedługo zacznie się Pora Zielonych Liści. Konwalia urodziła się podczas Pory Opadających Liści, więc znała tylko kolorowe, opadające liście oraz później mniej śniegu i praktycznie cały szary świat. Była więc... nieco ciekawa, jak będzie wyglądać to wszystko na... zielono.
Kiedy szła przy Kwitnących Zaroślach, mignął jej przed oczami biały kolor długiego futra. Zatrzymała się więc na chwilę, spoglądając w tamtą stronę i zauważając... Lśniącą Sadzawkę. Zmrużyła zielone ślepia, po czym zamachała niebieską kitą. Postanowiła podejść do kocicy. Na ceremonii nie miały zbytnio czasu na rozmowę, ale teraz już chyba będą go miały więcej.
- Dzień dobry - przywitała się, po czym skinęła delikatnie głową - Nie przeszkadzam?
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie przypuszczałam, że ktokolwiek mnie tutaj zaczepi, więc nieco się zdziwiłam, gdy zauważyłam Konwaliową Łapę idącą w moją stronę. Nie przeszkadzało mi to, absolutnie - każda okazja do bliższego poznania kociąt, które wydałam na świat była dobra, ale nie przypuszczałam, że w tym miejscu ktokolwiek do mnie podejdzie.
— Dzień dobry, Konwaliowa Łapo. Nie przeszkadzasz — odparłam, kończąc pielęgnację sierści, pospiesznie przeczesując ostatnie zmierzwione na łapach kosmyki. Oczywiście, że mi nie przeszkadzała, bo nie robiłam w tym momencie niczego ważnego, zatem miałam chwilkę czasu na rozmowę, bo domyślałam się, że to właśnie to jest celem wizyty niebieskiej. — O co chodzi?
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Niebieska kocica machnęła delikatnie niebieską kitą, gdy usiadła na przeciwko białej medyczki. Ogon Konwalii powędrował na jej łapy, kiedy ona spojrzała zielonymi w stronę córki Zawlicowej Skórki.
- Na ceremonii nie miałyśmy zbytnio czasu na rozmowę - zaczęła, po czym trzepnęła nieznacznie uchem. - Mam trochę pytań... odnośnie mojej mamy. W sensie, chciałam zapytać ciebie, bo nie wiem jak ona by zareagowała na te pytania. Nie wiem czy w ogóle chciałaby ze mną rozmawiać po tym, co się stało na ceremonii mojego starszego rodzeństwa. - mruknęła. Mówiła bardzo... bardzo spokojnie. Nie chciała pokazywać, że w jakimś stopniu to ją jednak trochę zabolało. Bardziej jednak nie podobało jej się to, co Zaśnieżona Ścieżka robiła. Jak potraktowała Magnolię i Gałązkę. Jak się zachowywała, gdy okazało się, że chcą podążać medyczną ścieżką.
- Chciałam przede wszystkim zapytać, o ile to wiesz, dlaczego Zaśnieżona Ścieżka czuje wobec ciebie taką nienawiść? Dlaczego tak bardzo nie podoba jej się to, co robisz? Czy ma do tego jakiś szczególny powód? Coś się między wami... wydarzyło? - zapytała, mrużąc zielone ślepia - Wybacz takie pytania Lśniąca Sadzawko ale po prostu chce zrozumieć jej zachowanie
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Nie potrafię ci odpowiedzieć na to pytanie, Konwaliowa Łapo — odpowiedziałam, wzdychając, po wysłuchaniu terminatorki. To dobrze, że kocięta nie dawały się zmanipulować tej białej wywłoce i przejrzały na oczy po ostatniej ceremonii, ale... odpowiedź na to pytanie może znać jedyni Zaśnieżona Ścieżka, jeśli w ogóle sama wie, skąd jej się wzięła ta nienawiść do mnie. Była głupia i zdecydowanie niespełna rozumu, więc wielce prawdopodobnym było, że sobie coś w tym pustej główce uroiła.
— Zaśnieżona Ścieżka łypie na mnie odkąd pamiętam, a miałam z nią styczność raz w życiu. Kiedy do mnie przyszła chora. Podałam jej lekarstwo i odprowadziłam do legowiska chorych, gdzie co jakiś czas ją doglądałam. Możliwe, że sobie coś uroiła, nie wiem, naprawdę. Musiałabyś spytać się jej osobiści — odpowiedziałam nieco szerzej, dając terminatorce jasno do zrozumienia, że ode mnie niestety się nie dowie, co siedzi w głowie jej opiekunki. Podejrzewałam, że ona sama nie wiedziała, ale... cóż.