Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Szlag by to. Chwycił pazurami za skrzydło kruka, jednak ten zbyt szybko się wycofał i jedyne co zrobił to wyrwanie mu garści piór. Tyle dobrego, że nie zaatakował go szczególnie mocno i praktycznie nie poczuł uderzenia w łapę. Zasyczał ostrzegawczo na ptaszysko, które znów uniosło się poza zasięg jego łap i kołowało ponad ich głowami.
Zastrzygł uchem słysząc zrozpaczone biadolenie Śliwki. Uniósł brew zerkając w jej stronę, a chwilę potem zmarszczył czoło. Świetnie. Doskonale. Sierść na jego kryzie oraz wzdłuż grzbietu leniwie się uniosła; o ile nie interesowało go to, co działo się z jego kociętami śmierć jednego z nich, w dodatku tak niepotrzebna i wywołana błędem, egoizmem i skrajną głupotą jakieś gówniary skutecznie sprawiła, że leniwa krew zawrzała w jego żyłach.
- Niech idzie - mruknął nisko, kątem oka sprawdzając, czy kruk nie szykuje się znów do ataku. Oko za oko. Życie za życie. Kruk nie był tu głównym winowajcą, ale stanowił poważne zagrożenie. Śnieżna tymczasem nigdzie nie ucieknie. Jeżeli kruk znów zaatakował zamierzał zrobić dokładnie to samo, co do tej pory - chciał chwycić ptaszysko na tyle skutecznie, by uderzyć nim o podłoże i je uziemić.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Wszystko było źle. Ktoś mógł zmienić jej imię! To już dość mocno ją zdenerwowało. Ale cóż. Zostawiła nieudacznika, który nie potrafi złapać kruka i płaczącą kotkę. Nie czuła się najlepiej. Wiedziała, że ktoś umarł. A niech umiera. Umrzeć! Od borsula to zrozumiałe, no ale od kruka! Żałosne, po prostu żałosne. Prychnęła jedynie na Głoga i ruszyła dalej. Ale to nie z jej winy zmarła. Gdyby Śliwka nie rozkazała jej czegoś zrobić sprawy potoczyłyby się inaczej. Może i Mknąca by przeżyła. Ruszyła do obozu chcąc powiadomić wszystkich o pogrzebie. W pewny momencie zrozumiała, że to nie ma żadnego sensu. Czy tak czy siak ktoś oberwie. A na dodatek Wschód coś o niej powie, nie koniecznie dobrego. No właśnie Wschód. Ciężko było jej myśleć o bracie. Wyrzuci ją z rodziny?! Nie chciała go zostawiać. Ale musi. Musi być silna. Do tego jak Śliwka zbierze siły to może jeszcze umrzeć. Nie, tak być nie może. Zmieniła taktykę i ruszyła do Siedliska Dwunogich.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Atak Głoga: udał się słabo[50%] > (12 + 6) - (15 + 12) * 0.5 = -5 Atak kruka: udał się dobrze[100%] > (12 + 12) - (11 + 15) = -2
Ta walka robiła się coraz... dziwniejsza? Na pewno – już jakiś czas temu – obrała niespodziewany kierunek. Teraz jednak gdy kruk był nad wojownikiem wydawać się mogło, że wystarczy jeden ruch łapą i ptak padnie na ziemię, najlepiej martwy. Jednak sprawa wyglądała inaczej, bardzo inaczej. Kruk zniżył lot, szykując się do kolejnego ataku, a Głów ponownie znalazł się w powietrzu, wymachując łapami. Kruk zrezygnował z ataku – na ten moment – zatrzymując się gwałtownie – omijając łapy wojownika - i zmieniając kierunek, by znów zacząć krążyć nad przeciwnikiem. W tym samym czasie Śnieżne Serce zdecydowała się odejść, jak tchórz? Och, a może w planach miała nieco ambitniejsze plany? Pytanie brzmi, jakie? Skoro zdecydowała się odejść od martwej terminatorki, za którą była odpowiedzialna, to... jakieś plany mieć powinna, czyż nie?
Śliwka: lvl: 3 | S: 7 | Zr: 10 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 57-1=56/70 | W: 48/50
○ przerzuty: 0/3
○ rana 1 stopnia; ślady pazurów na pysku, krwawi; od następnej tury -1HP do końca walki
Mknąca: lvl: 1 | S: 2 (7) | Zr: 1 (5) | Sz: 1 (3) | Zm: 5 | HP: 0/50 | W: 43/50
• śmierć :((
• statystyki spadają o połowę; spadek HP do 1/4
• uszkodzenie gałki ocznej; -2 do celności
○ rana 2 stopnia; rozerwana skóra od nosa do lewej brwi, przechodząca przez oko (uszkodzenie gałki ocznej), krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; uszczerbienie lewej małżowiny usznej
Śnieżna: lvl: 3 | S: 11 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 40/60
• przerzuty 0/2
• spadek wytrzymałości o 1/3; -2 do celności
• daleko od walki
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Kotka przejechała pazurami po ziemi, tworząc w niej pokaźne szramy jakby gotowa do wystrzelania za znikającą wojowniczką. Zmrużyła ślepia i westchnęła słuchając ojca. Nie będzie marnować siły na tą kupę rybich bebechów. xx— ...Tchórz! — wrzasnęła za znikającą wojowniczką. Była tchórzem, ogromnym tchórzem. Uciekała, wahała się i odwracała od własnych klanowiczów po tym jak zawiodła. Bala się konsekwencji, które będą poważne? Oj, Śliwkowa Pestka już dopilnuje żeby i tak za to odpowiedziała. Odprowadziła wzrokiem wojowniczkę, dostrzegając jej zawahanie i nagły skręt w przeciwnym kierunku niż znajdował się obóz - ona naprawdę chce uciec! Tak bez osądu i kary. Sama z siebie podkula ogon przytłoczona tym wszystkim, czy po prostu wyczuła odpowiednią okazje okraszoną ofiarą by zwiać? Pokręciła łbem i wróciła spojrzeniem do ciała siostry. Nie mogła jej już pomóc. Nurt nie oddychała, była jedynie pustą powłoką w której niegdyś znajdował się duch. Miała szczerą nadzieje, że Śnieżne Serce zostanie przez coś rozszarpana i pochłonie ją Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Nie było miejsca dla takiego kota w Gwiezdnym Klanie. Powinna gnić tam gdzie mordercy i zdrajcy, bo jak inaczej ją nazwać w tym momencie? Śliwka rozkazała jej w napływie emocji. Śnieżna powinna sama wiedzieć, że powinna zabrać stamtąd Nurt, przyłożyć się do opatrywania jej ran aby ta przeżyła. Miała ją pod opieką na Gwiezdny Klan! Adrenalina nadal wraz z krwią szumiała w jej uszach kiedy odwróciła się aby sprawdzić co się dzieje między Głogowym Cieniem a Krukiem. Ta potyczka nie miała sensu... Tylko się męczyli a kruk nadal był żywy i trzepał skrzydłami. Widocznie się męczył, bo jego ataki nie były już takie precyzyjne, ale to nie zmieniało faktu że nadal był niebezpieczny. Był zagrożeniem, jednak jeżeli nie chcieli ponieść więcej ofiar niż to potrzebne powinni...Zostawić go w spokoju. Przełknęła ciężko ślinę i wypuściła powietrze przez nos chcąc się uspokoić, opanować i myśleć w miarę trzeźwo. Na żałobę będzie czas w bezpiecznym obozie, nie mogą tu tkwić i zapuszczać korzeni! xx— To nie ma sensu, tato — rzuciła w kierunku czarno-białego twardo, posyłając krukowi zimne spojrzenie. — Dajmy mu spokój, nie powinien za nami polecieć a my tylko tracimy czas i energie niepotrzebnie go irytując z marnym skutkiem. — ucieczka była tu konieczna. Nie miała zamiaru patyczkować się z ptaszyskiem a jeżeli miał cokolwiek w swojej główce powinien wiedzieć, że w takiej sytuacji dalsza walka nie ma sensu. Trafił na w miarę wyrównany upór. Oczywiście, uśmiercenie połowicznego winowajcy śmierci Mknącej Łapy było kuszące, jednak Śliwkowa Pestka nie chciała tracić czasu i energii na to ptaszysko. Kroki w sprawie Śnieżnego Serca muszą być podjęte szybko nim zdąży uciec z terenów na dobre. Trzepnęła ogonem i posłała ojcu szybkie spojrzenie ustawiając się tak aby móc chwycić stygnące ciało siostry za kark. xx— Proszę, pomóż zanieść mi ją do obozu. — miała nadzieję, że kocur się zgodzi. Pochwyciła kark i z przerażeniem przeszedł ją dreszcz. Zapach śmierci wżarł się w jej nos jednak łapy nie odmówiły nieposłuszeństwa i kotka zaczęła... uciekać, ciągnąć jak najszybciej ciało kotki za sobą by zniknąć z oczu kruka w krzakach i między drzewami.
[ponawiam zt, bo nawet jak Gug nie przystanie na to, Śliwka będzie próbowała uciec i zanieść ciało Nurt do obozu i w razie potrzeby zawiadomić innych wojowników o kruku XD]
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Wziął głęboki wdech, chłodne powietrze wypełniło jego płuca po brzegi gdy patrzył, jak ta tchórzliwa larwa ucieka z podkulonym ogonem nawet nie patrząc się za siebie. Głóg nie był z natury szczególnie mściwy, nie był z tych, którzy poświęcają swój czas i energię na to, by jego przeciwników spotkała krzywda - podejrzewał, że także i tym razem, jeżeli odpowiednio to rozegra, spuszczone ze smyczy rzeczne psy same wytropią i zlikwidują niepotrzebnego śmiecia.
- Ta - mruknął, zerkając na Śliwkową Pestkę jedynie kątem oka. - Idź przodem. Będę cię osłaniał - dodał odwracając głowę w kierunku kruka. Wciąż kołował ponad ich głowami i trudno było stwierdzić, czy będzie kontynuował atakowanie czy też sobie odpuści, dlatego też zamierzał poczekać, aż Śliwka się oddali poza zasięg ptaka i dopiero wtedy pomoże jej targać ciało Nurt do obozu. Nie dadzą przecież rady pogalopować z ciałem na tyle szybko, by ptak ich nie dogonił. Bez przesady.
Zachował pewną odległość od Śliwki, w razie czego gotowy stanąć pomiędzy nią a krukiem - tak, by dać jej możliwość ucieczki bez konieczności opędzania się od ptaka.
myślałem jak to zrobić żeby nie robić problemu z rzutami w razie gdyby kruk dalej atakował i chyba tak będzie najbardziej sensownie |D
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Wysoki, dobrze zbudowany długowłosy, srebrny kocur o czarnych, tygrysich pręgach i zielonych oczach.[KP]
Matołek uległ, stając się przeciwnością tego, na jakiego zapowiadał się z samego początku. Prędko pochłonęły go wyższe cele, a towarzystwa szukał tylko i wyłącznie u starszych, poważniejszych, kotów. Rówieśnicy go męczyli, byli w końcu... za głupi na jego książęce towarzystwo. Dobre zachowania były wymuszone, a sam syn Bursztynowego Wschodu z biegiem czasu stawał się coraz to lepszym aktorem i coraz trudniej było rozpoznać, które z zachowań i gestów jest szczere. Starał się otaczać kotami, które w jego oczach mają możliwość by coś osiągnąć, a nie stoczyć się na dno lub być nikim ważnym, takim kompletnie nie wartym uwagi, zupełną przeciwnością Koźlego Księcia. Mając przed sobą wiele możliwości, stara się obrać najlepszą i rzecz jasną, najbardziej korzystną z dróg. Nigdy jego królewskiej mości nie ciągnęło do zabawy, a tym bardziej do tej brudnej, po której jego majestatyczne futerko uległoby ubrudzeniu. Kocur stara się trzymać nerwy na wodzy oraz nie ulegać emocją, stając się iście zobojętniały na wiele spraw. Jednak nikt tak naprawdę nie wie, co dzieje się w głowie Koźlego Księcia.
Kruk, który przyniósł tyle kłopotów... Kto by pomyślał, że TEN PTAK może być przyczyną tak okropnych skutków, wciąż krążył nad głową rzecznego wojownika, widocznie nie zamierzał odpuścić. Głóg natomiast, spróbował się oddalić, na co ptak mu pozwolił, a następnie rzeczniak wraz z córką zdecydowali się na wycofanie z pola bitwy. Wojownik kroczył osłaniając – w razie czego – Śliwkową Pestkę, a kruk natomiast.... po prostu wylądował na ziemi, skrzecząc hałaśliwie. Och, czy on się naśmiewa? Wydobywany dźwięk z jego dzioba brzmiał zupełnie jak chrapliwy, nieprzyjemny dla ucha śmiech! Jednak ptaszysko pozwoliło odejść dwójce rzeczniaków, odlatując po chwili z miejsca zbrodni
Śliwka: lvl: 3 | S: 7 | Zr: 10 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 56-1=55/70 | W: 48/50
○ przerzuty: 0/3
○ rana 1 stopnia; ślady pazurów na pysku, krwawi; od następnej tury -1HP do końca walki
Mknąca: lvl: 1 | S: 2 (7) | Zr: 1 (5) | Sz: 1 (3) | Zm: 5 | HP: 0/50 | W: 43/50
•śmierć :((
[color=#96ce8c]• statystyki spadają o połowę; spadek HP do 1/4
• uszkodzenie gałki ocznej; -2 do celności
○ rana 2 stopnia; rozerwana skóra od nosa do lewej brwi, przechodząca przez oko (uszkodzenie gałki ocznej), krwawi; w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
○ rana 1 stopnia; uszczerbienie lewej małżowiny usznej
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Obserwował to wszystko z innymi Gwiezdnymi ze spokojem. Kiedyś, gdy żył, byłby zirytowany biernością Przodków - teraz jednak, jako jeden z nich, wiedział, że nie może niczego zrobić. Pozostawało jedynie patrzeć, a to, co widział, nie było zadowalające. W końcu czas stanął na moment w miejscu w chwili, w której życie Mknącej Łapy upłynęło wraz z ostatnią kroplą krwi. Stało się.
Śmierć młodej terminatorki była wypadkową wielu drobnych zdarzeń. Jej arogancji i dumy, dumy Śnieżnego Serca, która wolała prawić morały, zamiast ratować życie terminatorki, za którą była odpowiedzialna, tego, że Śliwkowa Pestka sama nie zatamowała krwawienia, a także i zbyt późnej interwencji Głogowego Cienia, który przecież od dłuższego czasu był świadkiem całego zajścia. Przykre. Córka Kosowej Pieśni miała przed sobą jeszcze tak wiele życia, a teraz, w wieku zaledwie szesnastu księżyców, przyszło jej otworzyć oczy na iskrzącym od gwiazd skraju łęgowego lasu. To nie tak powinno wyglądać, jednak nie mieli żadnego wpływu na to, co się stało. Tak już musiało być.
- Wstań - cichy, ochrypły głos Łososiowej Łuski w końcu przerwał ciszę. Były medyk Klanu Rzeki, tak samo, jak za życia, miał wykrzywioną łapę i zgarbioną postawę ciała; czuł się komfortowo ze swoją niepełnosprawnością, z którą żył od tak wielu księżyców i nie chciał jej porzucać, jako że była ważną częścią jego osoby. I choć Gwiazdy nie mogły od nowa przepisać całego jego materiału genetycznego to przynajmniej tu, na Srebrnej Skórce, zatracił zapach typowy dla kotek na rzecz tego wskazującego na płeć męską - choć i tak trudno było go wyczuć pod ciężkim zapachem ziół, który wciąż nosił na swojej sierści.
- Chodź za mną - wymamrotał, odwracając łeb od siostrzenicy. Nie był pewien, czy wiedziała, z kim rozmawia. Zmarł wszak, gdy ona i jej rodzeństwo byli małymi kociętami. Tak sądził. Czas zlewał się i trudno było przypomnieć sobie dokładne okoliczności tego, co działo się za życia, nawet jeżeli spędził na Srebrnej Skórce stosunkowo niewiele czasu. Dlatego też, jeżeli spytała, odpowiedział jej krótko, kim był. Łososiowa Łuska. Były medyk. Jeżeli nie pytała - nie mówił nic. I tak długo nie musieli iść samotnie, bowiem lada moment Mknąca Łapa miała zostać powitana przez innych zmarłych rzeczniaków. Oni odpowiedzą na wszelkie pytania - Łosoś miał jedynie być łącznikiem i zaprowadzić ją do reszty rodziny.
[size=59]przepraszam, że dopiero teraz
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Odpłynęła. Świat rozmazał się przed jej oczami, ostatecznie zamieniając się we wszechobecną, czarną plamę. Chciała się ruszyć, coś powiedzieć... Nie mogła. Głosy dwóch (trzech?) kotów oraz skrzeczenie ptaka zlały się w jedno, by na samym końcu zostawić Mknącą Łapę z wręcz nienawidzoną przez nią ciszą. Czuła się bardzo dziwnie. Nigdy przedtem nie doświadczyła czegoś takiego. Co się w ogóle stało? Pamiętała, że gdy czyściła jedno z oczu... To PRZEBRZYDŁE PTASZYSKO POHARATAŁO JEJ PYSK, ZNOWU! Po tym jednak obraz się urwał, lecz kocica poczuła stłumiony przez te wszystkie emocje ból na jednym z jej boków. Musiała więc upaść... Zemdleć? ONA? OD BYLE KRUKA? Nie dość, że dała się mu zranić w dosyć dotkliwy sposób, to jeszcze musiała się zdać na swoją siostrę oraz Śnieżne Serce! Co prawda tej pierwszej się nie obawiała, były w końcu rodziną, jednak co do drugiej Nurt była niepewna. Mimo to czuła się niekomfortowo z tym, że jest zależna od kogoś innego.
Obudziła się pod wpływem jakiegoś głosu. Sądziła, że gdy otworzy oczy, będzie się znajdowała w lesie razem ze Śliwkową Pestką lub w obozie u Księżycowego Pyłu. Nie spodziewała się jednak, że pierwszym, co zobaczy, będzie połyskująca srebrzystą łuną sylwetka pewnego kota. Był on ciemny i pasiasty z twardymi, jarzącymi się pomarańczowym światłem oczami. Jedna z jego łap była wykrzywiona. Nie znała go... Może nie pamiętała? Już chciała się zapytać, aby wyjaśnić swoje wątpliwości, aczkolwiek to, co ujrzała po rozejrzeniu się, skutecznie ją zatkało. Niedaleko za nią znajdowała się plama o nieregularnym kształcie. W niej zaś ujrzała... Siebie. Zakrwawioną, nieprzytomną i ciągniętą przez przygnębioną Śliwkę. Gdzieś w oddali dojrzała, o dziwo, swojego ojca, walczącego z tym obrzydliwym krukiem. Stała tam również biała wojowniczka. Nurt wytężyła swoje zmysły, zupełnie ignorując znajdującego się obok niej kocura. Udało jej się dzięki temu usłyszeć, że... Nie żyje.
Co?
Zamrugała z wielkim zdziwieniem, po czym szybko przeniosła swój wzrok na kota o burym futrze. Dopiero w tym momencie udało jej się dostrzec, że otacza go bardzo, ale to bardzo dziwna aura, tak samo jak inne postaci znajdujące się w oddali. Przełknęła gulę rosnącą w jej gardle, a strach, którego do tej pory tak bardzo nie odczuwała, zaczął płynąć wielkimi ilościami razem z jej krwią... Takie przynajmniej miała wrażenie, bo patrząc na swoje odbicie można było jedynie stwierdzić, że lęk razem z tą krwią się rozlewał.
Mknąca Łapa była wręcz wbita w ziemię. Nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Gdyby umarła przez walkę z ptakiem, PTAKIEM, wyszłaby na jeszcze żałośniejszą niż jej dawny mistrz, Burzowe Niebo. Zacisnęła mocno swoje zęby i wbiła pazury w coś, co imitowało ziemię. Nie, nie, nie... NIE! NIE ZGADZAŁA SIĘ NA TO! NIE TAK TO MIAŁO WYGLĄDAĆ! MIAŁA ZOSTAĆ WOJOWNIKIEM, WYSZKOLIĆ WIELU TERMINATORÓW I STAĆ SIĘ JEDNYM Z NAJWSPANIALSZYCH CZŁONKÓW KLANU RZEKI, KTÓREGO PAMIĘTAĆ BĘDĄ NASTĘPNE POKOLENIA!
Nie zauważyła, gdy łzy zaczęły się gęsto sączyć z jej żółtych oczu. Sama zaś zaczęła po chwili łkać, co do tej pory chyba nigdy Nurtowi się nie zdarzyło. Nie chciała okazywać przed nikim swojej słabości, dlatego w podobnych momentach zawsze gryzła się w język i zgrywała twardą. Teraz jednak nie miało to znaczenia, bowiem było już po wszystkim. Ostatecznie okazało się, że skończyła równie licho i marnie jak Burzowe Niebo, choć ostatnimi księżycami starała się tego unikać jak ognia. Płakanie nad rozlanym mlekiem na nic by się tu nie zdało, dlatego bez słowa podążyła za swoim wujem. Mogła teraz jedynie sobie pluć w brodę, że nie posłuchała się Śliwki i chociaż nie odeszła na tyle, aby być poza zasięgiem kruka.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Potrzebowała czegoś na biały kaszel, NATYCHMIAST. Była coraz bardziej zdesperowana, dlatego wybrała się z samego rana, gdy tylko słońce wychyliło się poza horyzont, rozjaśniając świat. Nie udało się przy Szarych Brzozach, ale może z Łęgami będzie miała więcej szczęścia. Na pewno było im bliżej do lasu niż pasowi drzew przy Grzmiącej Ścieżce. Wtłoczyła chłodne powietrze do płuc, po czym pozwoliła mu z nich ulecieć pod postacią mgiełki. Tym razem nie zamierzała się patyczkować, od razu skupiając się na znalezieniu jałowca. Później mogła pomyśleć o innych medykamentach.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
O ile bezpośrednio po rozpoczęciu poszukiwań Księżycowemu Pyłowi nie było dane natknąć się na jakąkolwiek przydatną roślinę, to jednak znalazło się coś innego: delikatne, półprzezroczyste nitki, utkane w skomplikowaną sieć, rozpiętą pomiędzy dwoma chwastami.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Pajęczyna była zawsze potrzebna, dlatego piaskowa medyczka postanowiła zatrzymać się przy srebrnych nitkach. W mig znalazła patyczki - nie za długie, nie za krótkie, na dodatek całkiem proste - i zaczęła ostrożnie, ale pewnie oraz dokładnie nawijać na nie pajęczynę. Co prawda nie cierpiała na jej niedobór, ale jako że była najpowszechniej używanym medykamentem, nigdy nie było jej za wiele.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Zbiory były całkiem obfite, to trzeba przyznać, bo Księżycowy Pył zebrała 10 motków pajęczyny, które prędzej czy później na pewno się jej przydadzą. Biorąc pod uwagę zapas w Rzecznym składziku i zbliżającą się Porę Nagich Drzew, to może nie aż tak bardzo, jak przydałby się jałowiec… ale wciąż.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Dziesięć motków to była zadowalająca ilość. Znalazła dwa duże liście i położyła na nich zbiory uważając, by się nie pozlepiały i nie uszkodziły. W ten sposób zrobiła nieduży "koszyk", w którym mogła łatwo przenosić medykamenty. Tak zaopatrzona ruszyła dalej, rozglądając się za jednym konkretnym ziołem, którego naprawdę potrzebowała. Mimo wszystko nie chciała karmić swoich pacjentów gwiazdnicą. Choć Śliwkowa Pestka ostatecznie wyzdrowiała, na początku czuła się gorzej, co przyprawiło Księżycowy Pył o niemały ból głowy. Westchnęła cichutko, rozglądając się uważnie, nasłuchując oraz węsząc. W jej głowie miała jeden cel: jałowiec. Ja. Ło. Wiec. Ja-ło-wiec-ja-ło-wiec-ja-ło-wiec, powtarzała sobie niczym mantrę w rytm własnych kroków, rozglądając się za medykamentem.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Kotka średniej wielkości o dużych, migdałowatych ślepiach o jasnozłotej barwie. Nie ma za bardzo mięśni, jest za to stosunkowo gruba, co jednak przykrywa jej długie, puszyste futro. Na prawej stronie jej głowy przeważa czerń, podczas gdy na lewej: rudy. Przez jej szyję i grzbiet ciągną się nieregularne czarne i rude plamy; na rudym widać grube, klasyczne pręgi. Białe zaś są całe jej łapy, brzuch, klatka piersiowa, szyja, pysk (gdzie biel sięga strzałką aż ponad oczy), częściowo policzki i boki, oraz, rzecz bardzo szczególna: pędzel i zewnętrzna krawędź jej lewego ucha.
Urocze, głupiutkie stworzenie, któremu uśmiech prawie nie schodzi z pyszczka. Ruchliwa, ciekawska, towarzyska, wesoła, pomocna; naiwna, beztroska. Zachwyca się najprostszymi rzeczami, lubi jeść.
Po całkiem udanych pierwszych zbiorach tego dnia pozostawało tylko ruszyć dalej, ale los nie zesłał terminatorowi Łososiowej Łuski ani jałowca, ani żadnej innej przydatnej rośliny. Jedynie wiatr mocniej zawiał, obsypując Rzecznego medyka masą kolorowych liści, które jeszcze przed chwilą niewinnie leżały na stosiku nieopodal.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Nie zamierzała tak łatwo odpuszczać, gotowa chodzić po okolicy Łęgów aż znajdzie jałowiec. Zmrużyła oczy, gdy wiatr zawiał mocniej mocniej. Nie przepadała za zimnem, ale miała obowiązki, które mimo wszystko musiała wykonać. Dlatego właśnie kontynuowała rozglądanie się za medykamentem leczącym biały kaszel, szukając charakterystycznego, wiecznie zielonego drzewka o ciemnoszarych owocach. Przy okazji poruszała się ostrożnie, a także nasłuchiwała i węszyła, by nie trafić prosto w paszczę jakiegoś drapieżnika.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.