Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Czy Brudna Stopa chciała polować? Troche tak trochę nie. Szczególnie z rana, gdzie słońce dopiero owijało, a raczej wywijało, ze swego kocyka zwanego horyzontem, by ukazać swe słoneczne wdzięki na niebieskim jak woda niebie.
Chociaż? Czy woda była tak naprawdę niebieska? Jak taknsobie Kasztanka pomyśli, to... Woda jest specyficzna. Niby ma smak, lecz właśnie jaki to smak? Słodki? Nie. Raczej nie. Zawsze to też zależy, co było w tej wodzie, lecz nie ważne kogo się spytasz, odpowiedź powinna być zawsze inna. Tak jak woda, która bazując na tym, co ma w sobie lub dookoła siebie, ma inny smak, inny kolor, a czasami inną strukturę... Coś zależało od czegoś.
A klan zależał od polowań, więc Brudna Stopa niechętnie wstała na ustawione już przez siły wyższe polowanie... Z nowo mianowanym Sroką. A to ci los.
Zaczekała na kocura przy wyjściu z obozu i ziewnęła, gdy ten już się zbliżał.
Spokojnym krokiem ruszyli ku wilgotnym skałkom, a kotka po chwili się obejrzała i spojrzała na łacaitego wojownika, który to niedawno był jeszcze terminatorem.
-No i jak się czujesz? Z tym wszystkim? Ranga wojownika sie podoba?
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
W przeciwieństwie do Brudnej Stopy, Srokę rozpierała energia. W końcu jak się nie cieszyć, kiedy nadchodzi pora nowych liści, a on dostaje nową rangę? W dodatku Barwinek pojawił się na jego ceremonii (wprawdzie tylko na chwilę, ale to oznaczało, że się nie obraził. Ale Barwinek nigdy się nie obrażał), co ukoiło wszelkie naburmuszenia Kapustki względem Rabarbara i reszty zgrai, która bawiła się tak dobrze, że zapomniała mu powiedzieć "cześć". Wprawdzie potem do niego podeszli, ale co to za powitanie... phi! Najważniejsze było to, że srebrny terminator medyka go zauważył i DOCENIŁ!!!Uśmiechał się pogodnie, gdy wraz z czekoladową szli spacerowym tempem nad Wilgotne Skałki. x— W praktyce nie różni się tak bardzo od późnego terminatorstwa. Mam trochę więcej czasu i... jakoś tak mi weselej. Z, no wiesz, nowym osiągnięciem — miauknął, unosząc ogon wysoko ku górze. Dzisiejszy poranek był zimny, a Sroczy Ogon nie czuł się jeszcze tak pewnie w łowieniu ryb. Wolał nie ryzykować kąpieli w wodzie i kichania przez pierwsze księżyce wojownikowania. Już dwa razy tam siedział i to było wystarczająco. Przy brzegu przecież też mógł coś znaleźć, dawno nic nie padało, więc zwierzyna powinna zbierać się nad rzeką w poszukiwaniu wody.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
-Oh? Czyli jak na razie same plusy, co nie? - Odpowiedziała spokojnie, miał więcej czasu? No niby tak, ale raczej nie. Brudna nie wiedziała, jak to tak jest czasami, że inni mają ten czas, a inni nie. Do kogo się jednak ona zaliczała? Raczej też, do tej Sroczej grupki, gdzie czasu ma się w miarę dużo, lecz gdy nie ma się patroli i... - No to jak niby masz ten czas wolny, to myślisz, że gdziebyśmy mogli zapolować jak teraz? Masz wybór. - I lepiej, by czarno łaciaty kocur go nie zmarnował w ślepiach Brudnej Stopy. Nie woda, nie ta zimna warstwa świata... No właśnie, bo jest zimna, a ona sama nie widzi siebie u medyka. Od kociaka tam nie była z jakiejkolwiek przyczyny, zawsze sobie radziła. Woda była zimn a no i... Chłodna! Nie była to najlepsza mieszanka. O nie! Gdyby woda na przykład się ociepliła to może ewentualnie wtedy czekoladka zdecydowała by się na takie miejscowości i polowanie tam. O ile... Kocur nie chciał właśnie tam polować, wtedy to byłby mały problem. Dla jej osoby szczególnie.
Długie łapska podeszły na chwilę do wodnistej mazi, co nie podobając się spodobało kotce. Nachyliła się przy tafli, by z zaciekawionym wzrokiem spojrzeć się na odbicie i... Jakby szukała czegoś bursztynowymi ślepiami.
Czy rybka się złapie, czy nie?
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Sroczy Ogon wyruszył z ambicjami aby coś upolować. W końcu jako wojownik, powinien to robić, prawda? Oddalił się od Brudnej Stopy, która postanowiła postawić na łowienie ryb, kiedy to biało-czarny młodzik, zapragnął polowania na biegające a nie pływające piszczki. Niestety, wiatr nie przyniósł do jego nozdrzy nic obiecującego; chyba będzie musiał szukać troszkę dłużej.
Można powiedzieć, że Brudna miała o wiele więcej szczęścia, chociaż nie objawiło się ono pod postacią ryby, a...raka! Łapska wepchnęła w wodę, a zwierzyna tak właściwie wysunęła się na jednym z niedalekich kamieni, przyciągając spojrzenie czerwonym pancerzykiem. Owy rak, nieborak zatrzymał się tyłem do Brudnej Stopy. Może się pokusi na taki rodzaj zwierzyny? Zawsze coś na stos!
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Czekoladowa jednak nie spodziewała się tego, czego się niespodziewała. Przed jej bursztynowym wzrokiem już pojawiła się jakaś zwierzynka, no jakby to już chcieli ją gwiezdni przedstawić losowi niemalże niechcianemu do jej gry. Gdyby nie rak, teraz czarny łaciaty by tu podszedł, a jej plan by zadziałał! Gdyby nie ten rak. Gdyby nie ten rak, teraz wszystko inaczej by się potoczyło! Jak i tu jak i w ogóle. Niemniej jednak to, że już udało jej się coś wypatrzeć zadowoliło kasztankę. Nawet nie musiała lecieć przez połowe terenów. Wiedziała, że nie powinna jeszcze mówić hop siup, bo jednak czerwony skorupiam był przy wodzie. Niemalże w niej.
Jakby jednak nie wpaść do wody? Brudnej nie widziała się jak na razie taka wizja, więc co zrobiła mistrzyni kamuflażu?
Przyległa jednym hycem do ziemi tak, by wyglądać jak kupka błota czy też ziemii, a jej długi ogon wsadziła do wody, a jedną z łap miała napiętą w gotowości.
Przynętą, a raczej coś na jej wzór, czy rak się skusi, czy może jednak nie?
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Sroczy Ogon nie spodziewał się, że od razu coś wyczuje. W końcu, mimo nadchodzącej pory nowych liści, piszczki wciąż nie zdążyłyby powychodzić na zewnątrz. Bo i po co? Nie było żadnych nasion, ani młodych roślin. Tylko rzeka, z której mogły pić wodę! Mimo to, młody wojownik nie tracił ducha i solidnie analizował otoczenie. A nuż zobaczy bure futerko myszy? Albo usłyszy skrobanie wiewiórki? Albo wywęszy wróbla? Kto wie! Mógł tylko mieć nadzieję, że Gwiezdni ześlą coś pod rwące się do roboty łapy i pozwolą zabłysnąć przed klanem jako zdolny, godny swojej rangi!
Ciekawe, czy Brudna Stopa już coś ma? Może chociaż jej uda się coś skubnąć i przynieść na stos. Ale! Nie ma co się dekoncentrować - Sroka jeszcze bardziej wytężył zmysły, uważnie idąc do przodu.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Zbliżająca Pora Nowych Liści była czymś z czego koty powinny się cieszyć. Nie wolno jednak zapominać, że nadal trwała Pora Nagich Drzew i chociaż była ona łaskawa...Zwierzyna dopiero wracała i budziła się do życia, aby w konsekwencji później być o wiele łatwiejsza do złapania. Teraz? No cóż, Srocza Łapa musi szukać dalej bowiem...Ponownie nie znalazł nic!
No cóż, rak może i żył w wodzie, ale jak ryba nie działał i zwykłe spuszczenie ogona czy zjednoczenie z błotem w pobliżu nie da takiego samego efektu jak w przypadku pływającej piszczki. Rak jak stał tyłem do wojowniczki tak...dalej pozostał w tej samej pozycji na kamieniu, poruszając beztrosko czułkami mając Brudną Stopę pod pancerzem. Jak tak dalej pójdzie to prędzej Brudna naprawdę stanie się górką błota niż doniesie coś na stos.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Czekoladka nie wiedziała co taki rak nieborak robi, co je, czy co tam go interesuje.
Jednak jedną rzecz mogła bardzo śmiało stwierdzić, ona tego zwierzątka nie interesowała, a do tego czerwoniak odwrócił się do niej tyłem, jakby jeszcze bardziej zasugerować, że nic kotka mu zrobić nie może. A tu niespodzianka. Bo kocica już miała w swej głowie iście niebiański plan!
Zium, Brudna Stopa znalazła się na jednym z wystających kamieni, które były dla jej niewielkiego zdziwienia ślskie.
Śliskie? A czy jej to przeszkadzało? Ani trochę! Stópka wystawiła swoje pazurki, tak, by złapać się za kamienną podkładke, aby po chwili ruszyć powoli, a do tego pod wiatr, w stronę raczka nieboraczka. Nie mógł jej wyczuć, jak nie miał nosa, lecz Stópka nie chciała ryzykować wykrycia. Szła(skakała) od jego tyłu, a jej ślepia uważnie sprawdzały kamienie pod nią, by się ani nie ześliznąć, ani by się potknąć o cokolwiek. Jej ogon miała wyprostowany dla równowagi podczas swych skoków, a o brzuch dotykający ziemi nie musiała się wielce martwić, bo ani nie było tu ziemi, a do tego musiała utrzymywać się na skałkach znajdujących się w nieprzyjemnej wodzie. Niby mogła po prostu wejść do wody, lecz była zimna, a czekoladce taki stan rzeczy się nie podobał.
Gdy była blisko, zamachnęła się zwinnie łapą z pazurami wysuniętymi w stronę raka, a by to go uderzyć mocno, by coś mu zrobić, lub by wnerwić go na tyle, by ten ruszył za nią.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Uważnie stąpał między trawami, nasłuchując, wąchając i patrząc, a dostał... figę z makiem! Był już jednak wojownikiem! Nie wypadało mu, żeby tupnął nogą obrażony, bo przez chwilę nie dostał podsuniętej pod nos zwierzyny. W dodatku znał realia życia w lesie (zupełnie, jakby doświadczył kiedykolwiek innych!), w których znalezienie pokarmu nie należało do najłatwiejszych zadań. No ale to jedno z pierwszych polowań po otrzymaniu nowej rangi, wręcz WYPADAŁOBY, żeby coś złapał... W końcu jakie to będzie wrażenie: nic nie potrafi schwytać, chyba został wojownikiem na piękne oczy! Łaciaty poczuł przypływ determinacji, która jednak nie zaburzyła jego spokojnego zachowania i dalej brnął przed siebie z wytężonymi zmysłami.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Determinacja się opłaciła! Pojawiła się bowiem możliwość, aby biało-czarny jednak przyniósł coś do Rzecznego obozu, a okazała się być to...Jaszczurka! Mała, zielono-brązowa jaszczurka wysunęła się spomiędzy trawy i sprawnie wsunęła się na kamień, chcąc w ten sposób wyłapać jak najwięcej pierwszych promieni nowej, cieplejszej Pory. No, Sroczy Ogonie! Czas pokazać umiejętności łowcy.
O, proszę. Kotka postanowiła jednak rzucić w kąt jednanie się z mokrą, brązową breją i postanowiła zaryzykować aby złapać raka bezwstydnie ignorującego jej obecność. Skakanie po skałkach poszło jej całkiem dobrze - jednak próba prowokacji raka skończyła się...Boleśnie. Rak odwrócił się i wymachując szczypcami w końcu trafił na jeden z palców u prawej łapy brązowej koteczki i boleśnie go uszczypnął! (-2HP) Tego się chyba nie spodziewała.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
No i się nie spodziewała. Pisknęła, lecz dźwięk był stłumiony przez jej zamknięty pysk i na mordce pojawiło się wykrzywienie świadczące o bólu. W kącikach złocistych ślepi bombonierki pojawiły się lekkie łzy.
Teraz tak jak słone łzy, ona też miała zamiar być salty.
Gdy poczuła ból wysunęła swoje wszystkie pazury. Swoimi bursztynowymi oczyma zauważyła, że rak odwrócił się w jej stronę. Albo to będzie jej błąd, ale tego czegoś, co wylazło z otchłani. Czekoladowa kocica ugięła mięśnie w swoich łapskach, a postawe utrzymywała z dystansem do skorupiaka, by nie dać mu szansy dostać się do czegoś innego niż ewentualnie jej palce. To to, to nie. Nie ma tak dobrze.
Uważała na swoje ruchy ciała, jednak w pewnym momencie decydowała się z całej siły w swoich wcześniej napiętych mięśniach i wysuniętych pazurach walnąć od boku do góry opancerzonego zwierzaka w przednią część ciała, przy czym posłać go na skałki. Nie miała zamiaru zmarnować tej szansy, jednak wydawało się, że raczek nieboraczek zbytnio nie atakował swoimi szczypcami. No cóż, ona nie zamoerzała marnować czasu i jak najszybciej chciała zabrać mu czas na reakcję.
Teraz tylko trzeba było władować w to cała siłę.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Oblizał wargi, gdy jego oczom ukazała się jaszczurka. Nareszcie, jego szansa. Żeby tylko tego nie zepsuł! Na ugiętych łapach, uważając, żeby nie szorować brzuchem po trawie, z głową i ogonem ustawionym w równej linii, sprawdził, czy stał pod wiatr (stał!). Ekscytacja, która na chwilę opanowała jego ciała, została natychmiast stłumiona, gdy Sroczy Ogon wyrównał oddech i ściszył go, aby gadzina nie uciekła od radosnego dyszenia. Byłoby trochę wstyd... Nim ruszył do przodu, przeniósł ciężar na tylne łapy, a następnie, uważnie kontrolując swoje ruchy, aby nie nadepnąć na przeszkodę, skierował się do jaszczurki. Wiedział, że odrzucają ogony, dlatego gdy wyskoczył do przodu, by pochwycić ją jako swoją zdobycz, starał się łapać za... inne części ciała piszczka. Każde, tylko nie ogon! "Proszę, niech się uda!" pomyślał w stronę Gwiezdnych.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Tss! Jaszczurka wygrzewająca się w promieniach ciepłego słońca jakimś cudem dojrzała podekscytowanego łowce dlatego też nim zdążył do niej doskoczyć, ta rzuciła się do ucieczki. Na całe szczęście istniała jeszcze dla Sroczki szansa na to, aby owego piszczaka złapać i dorzucić dumnie na stos!
Tym razem obeszło się bez nieprzyjemnego uszczypnięcia i Brudnej Stopie udał się zamierzony atak. Rak w takich okolicznościach nie mógł zrobić zbyt wiele, bowiem silny cios kocicy sprawił, że przez ciśnięcie o skały w najbliższym czasie zasili Rzeczny stos, a kocica będzie mogła pochwalić się pierwszą, upolowaną dzisiaj zwierzyną.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Z lekkim sykotem i trykotem, raczek nieboraczek uderzył w skałe, a kotka trzepnęła uchem, gdy usłyszała, że jej ciekawski plan jednak się powiódł, a rak już nie dychał i nie szczypał, a zamiast tego leżał przy skale nieżywy.
Kotka podeszła do ciałka leżącego nieopodal, po czym schwytała je w zęby i wyszła z miejsca, by schować raka pod drzewem, by nic go sobie nie zabrało, o nie nie! Ona schowała sprytnie raczka, a po chwili gdy miała pewność swojego czynu, odeszła pewną długość od miejsca.
Czekoladowa zniżyła się do ziemi, lecz nie tykała brzuchem podłoża, by nie szurać i nie tworzyć niepotrzebnego dźwięku. Rozstawiła i ugięła swoje łapy, by przenieść odpowiednio na nie ciężar.
Ciapatym nosem sprawdziła, czy idzie dobrze pod wiatr, a jej uszy nasłuchiwały, czy coś w trawie nie piszczy.
Swoje barki, plecki, a także ogon i głowę nastawiła na taki sam poziom, po czym ruszyła dalej szukać.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Nie miał pojęcia, czy coś takiego może polepszyć samopoczucie siostry, a przynajmniej odciągnąć na chwilę jej myśli od czarnych otchłani. Pomimo wielu księżycy danych mu do zgłębiania jej charakteru, wielu rozmów i całkowitej szczerości, nadal była dla niego niezgłębioną istotą. Przy większej kreatywności mógł ją przyrównać do rzeki - znał jej brzegi, na których niejednokrotnie brodził, ale nie wiedział co rzeczywiście czai się na dnie, bo nawet w najbardziej słoneczne dni nie było go widać.
Bez względu na to, czas spędzony z Ćmim Zmierzchem dostarczał mu czystej radości. Jego osobowość nie pozwalała mu się zbyt intensywnie martwić, a na pewno nie podczas beztroskiej włóczęgi wzdłuż grzmiącej rzeki z siostrą u boku. Chociaż nigdy nie czuł ciężaru przeżytych księżycy, teraz czuł się jeszcze młodszy, jakby czas cofnął się o cały obieg pór, kiedy razem z Ćmą i Komarem włóczyli się po terenach i żadne troski nie mąciły mu łba. Przez krótkie uderzenie serca, kiedy odwrócił się do tyłu, był pewien, że zobaczy nie tylko małą siostrę, ale również chudego, wielkouchego brata. Jednak Komara brakowało w tym obrazku. Mimo to, Kornik uśmiechnął się szeroko, słysząc swoje kocięce przezwisko. - A widzisz! Po całym dniu zaśniesz jak kocię razem ze słońcem i nie będziesz myśleć o głupotach! - Zaśmiał się z zadowoleniem i ulgą, że jego na prędko wymyślony plan jednak przynosi rezultaty. Uciął jednak śmiech, zagryzając zęby w wyzywającym wyszczerzu, kiedy Ćma postanowiła zagrać na jego ambicji. - Liczysz na moją kompromitację? Dam z siebie wszystko, siostrzyczko! - Podszedł do niej, by lekko szturchnąć ją barkiem, a potem oddalić się o kilka kroków, młócąc w powietrzu ogonem. W końcu nie byli tutaj żeby gadać, ale żeby polować, czyż nie?
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky