Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Gwiezdny Klan, albo inne siły robiły mu na złość. Nie dało się wytłumaczyć tej sytuacji inaczej, bo tereny Klanu Rzeki nie były tak ubogie w zwierzynę, by dwójka doświadczonych wojownik musiała się pałętać po nich pół dnia, by znaleźć jednego węża i jednego ptaszka. Chyba, że cało to polowanie miało prowadzić do znalezienia w krzakach spętanej pieszczoszki. Jednak po kolei.
Kornik usłyszał sapanie i już wtedy zamierzał zmienić kierunek i pospieszyć w stronę Ćmiego Zmierzchu - na wypadek, gdyby pochodziło one od czegoś potencjalnie niebezpiecznego. Jednak zanim na dobre zebrał się do truchtu, siostra sama go zawołała, zapowiadając coś śmiesznego. - Mam nadzieję, że rozbawi mnie to bardziej niż brak zwierzy... - Urwał przy końcówce słowa, a uśmiech przykleił mu się sztucznie do pyszczka. Musiał zamrugać kilkukrotnie, by w pełni dotarło do niego to co widzi, a powyginane dziwnie ciało nie jest wybrykiem natury, tylko związanym kotem. W jednej chwili wspomnienia osiedla rozbłysły w jego głowie, przypomniał sobie własne łapy splątane drutem, a od przerażonego wejrzenia pieszczoszki szybciej zabiło mu serce. W przeciwieństwie do Ćmy, nie poczuł się ani trochę rozbawiony. - Nie ruszaj się, bo zrobisz sobie większą krzywdę! - Miauknął wysokim głosem w stronę kotki. - Pomożemy ci się rozplątać, ale nie możesz się szarpać, dobrze? Pozwolisz do siebie podejść?
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Młoda pieszczoszka wpatrywała się w czarną kocicę źrenicami wielkimi jak spodki, gdy ta wrzasnęła do...do drugiego kota! Młodziutka pieszczoszka poczuła jak jej serce zaczyna bić jeszcze szybciej, przez co zaczęła szamotać się jeszcze bardziej chcąc wyswobodzić się z liny jaką miała na sobie, co musiało wyglądać naprawdę żałośnie. Gdy Kornikowy Konar podszedł, przednia łapka kotki utknęła w pętli zarzuconej na jej szyję, przez co próbująca wstać i jednocześnie umknąć - czy też po prostu uwolnić - koteczka upadła na bok z przerażeniem wydając z siebie cichy syk. Dopiero po słowach czarnego kocura zastygła w bezruchu, chociaż raczej z kompletnego przerażenia, niż zrozumienia, że faktycznie nic tymi wygibasami nie wskóra. Wbiła spojrzenie w Kornika i na jego pytanie o podejście i pomoc, długo milczała, by w końcu powoli kiwnąć łebkiem i dygocząc wydać z siebie cichutkie "m-mhm..", które najpewniej oznaczało to, że może do niej podejść. Była...w fatalnej sytuacji, więc...Każda pomoc była mile widziana!
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kornik rzucił siostrze krótkie spojrzenie. Mógł się tego po niej spodziewać, przecież to nie był pierwszy raz, gdy bawiłaby się czyimś strachem. Czy w podobny sposób nie dręczyła Komara, gdy byli kociakami? Pomarańczoowoki nigdy jej nie winił za zniknięcie brata, chociaż podobne oskarżenia miałyby solidne podstawy. Za bardzo ją kochał, by chcieć się nad tym zastanawiać i dostrzegać jej wady, jednak należało powiedzieć, że w tym konkretnym przypadku nie podzielał jej poczucia humoru. Może dlatego, że za bardzo znał to uczucie strachu, spętania i zdania na łaskę losu. - Nie skalecz się. - Mruknął, gdy siostra postanowiła podjąć próbę przegryzania pęta, wiążącego pieszczoszkę. Z doświadczenia wiedział, że dzieła dwunogów potrafią być zaskakująco i nieprzewidywalnie ostre. - Zaraz będziesz wolna. - Poinformował z kolei młodą koteczkę i zajął się tym co rozkazała mu siostra. Ujął w zęby sznur, sprawdzając czy można go przegryźć. Jeżeli nie, spróbowałby go zsunąć z tylnych łap więźnia.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Rzut na próbę przegryzienia sznura pieszczoszki, 1d6
parzyste - udane
nieparzyste - nieudane
wypada - 1
parzyste - udane
nieparzyste - nieudane
wypada - 1, liny nie udał się w całości przegryźć!
Pewnie gdyby Ćmi Zmierzch była tu sam na sam z przerażoną pieszczoszką, ta musiałaby leżeć związana jeszcze...Długo. A tak chociaż odrobinę się uspokoiła, jednak jak obce jej koty podeszły do niej by spróbować zająć się uciążliwą liną wokół jej szyi i łap, pisnęła i zacisnęła przerażone ślepia w obawie, że mimo zapewnień - stanie jej się większa krzywda. Słyszała trochę o tych dzikusach żyjących w lesie od przyjaciółki matki, która podobno została przez nie poważnie pokaleczona! Nie chciała tak skończyć...Czarna kocica, która jeszcze wcześniej śmiała się i proponowała dłuższe podziwianie jej nieszczęścia, tylko nieznacznie przegryzła linę zaciśnięcia na jej szyi i łapie, którą przez ów przełożyła, jednak...Nieco ją poluźniła, przez co leżąca w bezruchu kotka mogła szybko wysunąć chociaż przednią łapę i westchnąć chrapliwie. Podobnie sprawy się miały z liną na jej tylnych łapach - tworzywo było o wiele mocniejsze niż dwójka kotów się tego spodziewała, a młoda pieszczocha pisnęła zrezygnowana. - C-czy...czy już mogę się...ruszyć? - szepnęła spoglądając w stronę Kornikowego Konaru błagalnymi, orzechowymi ślepiami.
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Tak, miłość Kornika do Ćmy była ślepa i dzięki temu stała jak głaz. Czasem mogły ją kąsać wątpliwości, tak jak mróz, wiatr i woda drążyły i naruszały skałę, ale nie miały szans jej całkiem skruszyć.
Siostra musiałaby się jej sama wyrzec, a i tak wojownik by o nią walczył. Chociażby musiał przejść wzdłuż cały Ciemny Las.
Jednak póki co, miał zdecydowanie łatwiejsze, chociaż również męczące zadanie. Pęta, które oplątały pieszczoszkę nie chciały się dać przegryźć dwójce kotów. Syn Czerwonej Gwiazdy trochę się obawiał, że dzieło rąk dwunogów nie ustąpi pod zębami i będą musieli wymyślić inny sposób, by oswobodzić nieszczęsną kocicę. Całe szczęście przestała się szarpać i mogli działać spokojnie, bez pośpiechu. - Lepiej nie. - Powtórzył po siostrze i spróbował się uśmiechnąć do tych orzechowych, przerażonych ślepi. - Wytrzymaj jeszcze trochę! - Oznajmił dziarsko, mając lichą nadzieję na zarażenie pozostałych swoim optymizmem. - Nie wiem jak to się nazywa, ale zdecydowanie zostało zrobione i należy do dwunogów! - Mruknął. - Coś podobnego splatało i mnie, ale tamto w ogóle nie dało się uszkodzić zębami. - To mówiąc, chwycił pęta ponownie w swoje szczęki. - Jak to się w ogóle stało, co? - Zapytał kocicę, trochę niewyraźne przez sukcesywne memłanie.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Rzut na próbę przegryzienia sznura pieszczoszki, 1d6
parzyste - udane
nieparzyste - nieudane
wypada - 2 - lina na gardle przegryziona!
w konsekwencji lina poluzowała się
Pieszczoszka zastygła jak zaczarowana na hasło "możesz się poddusić" i dała dwóm jej nieznajomym kotom sobie pomóc. Od czasu do czasu drgała z przerażenia, a jej sierść w dalszym ciągu byłą nastroszona, jednak nic poza tym nie robiła. Zacisnęła zęby zmuszając się do ciszy, aż do momentu w którym...Poczuła luz, dlatego, że Ćmi Zachód przegryzła dziwne coś oplatające szyje pieszczoszki, przez co cała lina się poluzowała, a pieszczoszka jak przed chwilą nieruchoma, tak teraz - zrzuciła z siebie liny i ustała na łapach chwiejnie cofając się o parę kroków od swoich wybawców, wlepiając w nich zaszklone spojrzenie. - L-lina... - odparła cicho patrząc na to co zrzuciła z siebie i wzięła chrapliwy, głębszy wdech, podnosząc spojrzenie znów na mordkę Ćmiego Zmierzchu i Kornikowego Konaru. - Dziękuje wam....ja...Jestem O-owca, a...wy? I...którędy na Osiedle, p-proszę... - wyszeptała delikatnym, nadal słyszalnie wystraszonym głosem, jednak jej spojrzenie przekazywało wdzięczność, chociaż szok i przerażenie dalej z niego się wręcz wylewały, a koteczka dygotała.
Nie lubił wychodzić z obozu daleko. Gdy zbierał zioła, z reguły robił to tuż przy ścianie obozu, teraz... też, tak jak miał w zwyczaju, wyszedł niedaleko - ale dalej niż zazwyczaj, w dodatku nie był sam. Miał przy sobie Sroczy Ogon. Barwinek desperacko szukał potrzebnych mu medykamentów, ale jednocześnie tak bardzo nie chciał ruszać się gdziekolwiek, gdzie miałoby nie być Kapustki, więc udało im się dojść do porozumienia i połączyć przyjemne z pożytecznym. W dodatku, dla syna Lśniącego Futerka, który zdążył już na nowo zaaklimatyzować się z powrotem w domu, będzie to szansa na edukacje. Jako przyjaciel Barwnej Łapy miał wstęp do Królikarni wręcz nieograniczony, a mając jakiś skrawek wiedzy medycznej mógł nawet... pomagać, gdyby chciał.
Wyruszyli pod wieczór, gdy słońce było już nisko na niebie, ale wciąż było widno. Chłodniej, słońce aż tak nie grzało grzbietu. Barwinek musiał zbierać zioła, Kapustka może zapoluje, na razie o tym nie myślał, idąc wzdłuż rzeki tuż u boku swojego przyjaciela.
Chciał mu tyle rzeczy powiedzieć, ale nie umiał się do tego zabrać i próbował zastąpić wszechobecną w umyśle zieleń jakąkolwiek inną barwą.
- Jeśli zauważysz jakąś roślinę, to powiedz - wymruczał, ocierając się bokiem o bok drugiego kocura, posyłając mu łagodne, czułe spojrzenie. Sam nie zamierzał się oddalać, ale może mimo wszystko nie powinni wchodzić sobie pod łapy... ale być na odległość głosu, tak, to brzmiało lepiej.
Sam Barwinek zaczął przyglądać się roślinności pomiędzy skałkami. Podbiał. Tego szukał. Na tym chciał się skupić, nie na tym, jak Sroka był blisko. Nie teraz.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Powrót do codziennego życia w klanie okazał się... nieco mniej idylliczny, niż chciałby Sroczy Ogon. Oczywiście, spodziewał się, że po tylu księżycach będzie miał trudności z wpasowaniem się w stary-nowy tryb życia, jednak w najlepszym możliwym scenariuszu były nieco mniejsze. Pierwszych parę wschodów słońca bolały go mięśnie, chodził nieco niewyspany od nowego cyklu pobudek. Musiał jednak przyznać, że zdecydowanie wolał nieco niedogodności, w porównaniu z wiecznym głodem i twardą, zimną ziemią na jakiej musiał spać w mieście. Często odwiedzał Barwinka, za każdym razem grzecznie ustępując Gorzkiej Łapie sprzed nóg, coby nie przeszkadzać nadto swoją obecnością. Obserwował pracę przyjaciela, czasem z ciekawością, czasem zwyczajnie dla relaksu, czy dla towarzystwa. Skoro wreszcie mógł - zamierzał wykorzystywać każdą wolną od obowiązków chwilę obok medyka.
Tego dnia już polował. Sroczy Ogon oprócz lenienia się w Królikarni, próbował nadrobić stracony czas wykonywaniem obowiązków. Wiedział, że przepracowywanie się nic nie da i może działać na jego niekorzyść, jednak cichy głosik z tyłu głowy cały czas szumiał Kapustce o jego wartości. "Koniecznie musisz ją udowodnić, jeśli chcesz się liczyć jako PRAWDZIWY wojownik!". Tak więc łaciaty chętnie zgłaszał się do patrolowania granic, łowienia zwierzyny, czy innych pomniejszych obowiązków, starając się udowodnić, że rzeczywiście, jest wojownikiem, a nie włóczęgą. x— Dobrze — miauknął miękko, przeciągając się chwilę po tym, jak Barwinek się o niego otarł. A więc, polowanie! Zarówno na rośliny, jak i zwierzynę! Sroczka oddalił się od srebrnego kocura, co jakiś czas na niego zerkając. Nie za daleko, tak... o, tu. Idealnie. Bezpieczna odległość. Łaciaty kocur otworzył pyszczek, wytężając wszystkie zmysły i ostrożnie ruszył do przodu. Co mu wpadnie pod łapy?
Mistrz: Sensei Wilczak (Wilczy Ślad) Płeć: kotka Matka: Mokry Kwiat (NPC) Ojciec: Podniebny Lot (NPC) Partner: Nie ukrywam, miło by było.
Ładna, czarnofutra wojowniczka o rudych łatach na pewno nie należy do wysokich. Jest raczej w średnim wzroście, przez co na spokojnie przewyższają ją wszyscy rówieśnicy, a czasem nawet trochę młodsze koty. Mimo swej smukłej sylwetki, zielonooka jest dość silna, nawet, jeśli tego po niej nie widać. Krótkie futro wojowniczki jest bardzo lśniące, gładkie i niesamowicie przyjemne w dotyku, dzięki monotonnej pielęgnacji czarno-rudej sierści. Jej łapy o krótkich, śnieżnobiałych skarpetkach są drobne, a futerko na brzuchu i piersi o tym samym kolorze błyszczy w promieniach słońca. W jej ogromnych ślepiach zawsze panuje spokój, a to długie, bialutkie wibrysy drżą delikatnie przy każdym jej eleganckim i dostojnym kroku.
Dużo można o niej rzec. Jest opanowana, przyjazna i bardzo miękka. Czasem można nawet powiedzieć, że zbyt miękka. Nie rwie się jakoś specjalnie do walki. Nigdy nie chce do takowej dopuścić, a konflikty zawsze stara się rozwiązywać rozmową. Mimo to, bardzo dorosła i umie rozumieć powagę sytuacji, pomyśleć dwa razy zanim coś powie czy zrobi, oraz wiedzieć, kiedy i jak postąpić. Nie można powiedzieć, że jest leniwa. Wręcz przeciwnie. Bardzo często pracuje, przez co ostatnimi czasy nie ma zbytnio czasu na jakiekolwiek rozmowy. Jednakże wciąż będzie miłą i wyrozumiałą wojowniczką, jaką dotąd jest.
Dwójka Rzecznych kocurów wyruszyła na poszukiwanie ziół, jednak już na starcie niezbyt im się poszczęściło.
Pomimo, że już od dłuższego czasu trwała Pora Młodych Liści, która powinna zwiastować większą ilość rosnących okazów natury, w tym właśnie ziół, Terminator Medyka niestety nie mógł na obecną chwilę ani spostrzec, ani wyczuć jakichś przydatnych dla niego medykamentów.
U łaciatego Wojownika sytuacja wyglądała nielepiej od Barwinka. Nie był on bowiem w stanie dostrzec żadnego medykamentu, a także nie wyglądało na to, aby prędko mógł znaleźć jakąś potencjalną zdobycz. Zamiast tego... Wojownik mógł dostrzec kilka zajęczych skoków przed sobą stado całkiem sporych, czarnych ptaków, liczące sobie siedem osobników. Na razie nie zauważyły one kocura i jeśli ten nie podejmie żadnych prób ataku, będzie mógł swobodnie ominąć problem w postaci siedmiu gawronów i kontynuować poszukiwania trochę dalej.
紅葉
♡ Do not hesitate, for this is the path we've chosen ♡
Even duringthe times when we'reat a loss, And feel like they'vestrippedus offour pride
There's onlyonehonourableway for us succeed
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
No ładnie. Pod łapy wpadło mu całe stado gawronów. Nie jeden. Nie dwa. Siedem. Całe SIEDEM. Sroczy Ogon nadął poliki, rozbieganym wzrokiem patrząc po kolei na każde z ptaszysk. Zupełnie, jakby Gwiezdni chcieli z nim pograć, zobaczyć NA ILE jest spragniony walidacji i uznania. Potrząsnął ledwo widocznie łbem i przymknął na chwilę oczy, po czym z westchnieniem ominął watahę. Nie był półgłówkiem. Chociaż byli niedaleko obozu, nigdy nie miał gwarancji, że ktoś poza Barwinkiem usłyszy jego wrzask o pomoc. A był całkiem pewien, że musiałby wrzeszczeć o pomoc. Nie chciał nikogo narażać. Chociaż nie pamiętał już jak dokładnie szła, nadal miał w głowie poradę Śliwkowej Pestki - lepiej się wycofać, niż bezsensownie narażać. Był powód, dla którego Barwna Łapa szukał ziół, a Sroczy Ogon nie chciał się przykładać do uszczuplenia zapasów. Oddalił się od gawronów, a gdy miał już pewność, że nie stanowią dla niego żadnego zagrożenia, ponownie wytężył zmysły i wznowił poszukiwania ofiary.
Barwinek raz po raz podnosił głowę znad wilgotnych kamieni, jakby chciał się upewnić, czy u Kapustki wszystko w porządku i sam zamarł, gdy na horyzoncie zauważył całe stado gawronów. Zerknął na ptaki w oddali, zerknął na Sroczy Ogon i odetchnął z ulgą, widząc, że jego przyjaciel się wycofuje, wymija stado. I dobrze. Nie wątpił w inteligencje syna Lśniącego Futerka, ale wolał się upewnić. Dla własnej satysfakcji. Ulżyło mu.
Młody medyk ponownie pochylił się nad skałkami, przyglądając się każdej kępce roślinności, jakby liczył, że któraś z nich okaże się potrzebnym mu podbiałem. Na ten moment nic wartego uwagi, nic przydatnego. Cóż, zdarza się.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Mistrz: Sensei Wilczak (Wilczy Ślad) Płeć: kotka Matka: Mokry Kwiat (NPC) Ojciec: Podniebny Lot (NPC) Partner: Nie ukrywam, miło by było.
Ładna, czarnofutra wojowniczka o rudych łatach na pewno nie należy do wysokich. Jest raczej w średnim wzroście, przez co na spokojnie przewyższają ją wszyscy rówieśnicy, a czasem nawet trochę młodsze koty. Mimo swej smukłej sylwetki, zielonooka jest dość silna, nawet, jeśli tego po niej nie widać. Krótkie futro wojowniczki jest bardzo lśniące, gładkie i niesamowicie przyjemne w dotyku, dzięki monotonnej pielęgnacji czarno-rudej sierści. Jej łapy o krótkich, śnieżnobiałych skarpetkach są drobne, a futerko na brzuchu i piersi o tym samym kolorze błyszczy w promieniach słońca. W jej ogromnych ślepiach zawsze panuje spokój, a to długie, bialutkie wibrysy drżą delikatnie przy każdym jej eleganckim i dostojnym kroku.
Dużo można o niej rzec. Jest opanowana, przyjazna i bardzo miękka. Czasem można nawet powiedzieć, że zbyt miękka. Nie rwie się jakoś specjalnie do walki. Nigdy nie chce do takowej dopuścić, a konflikty zawsze stara się rozwiązywać rozmową. Mimo to, bardzo dorosła i umie rozumieć powagę sytuacji, pomyśleć dwa razy zanim coś powie czy zrobi, oraz wiedzieć, kiedy i jak postąpić. Nie można powiedzieć, że jest leniwa. Wręcz przeciwnie. Bardzo często pracuje, przez co ostatnimi czasy nie ma zbytnio czasu na jakiekolwiek rozmowy. Jednakże wciąż będzie miłą i wyrozumiałą wojowniczką, jaką dotąd jest.
Na całe szczęście Terminator długo nie musiał szukać, gdyż już po kilku chwilach wędrówki mógł dostrzec wystającą między kamieniami kępkę kwiatów o bladozielonej łodydze, małych listkach oraz wielu cienkich, żółtych kwiatkach. Nie było wątpliwości, że Barwinek natrafił na dokładnie to, czego szukał. Znalazł podbiał! Barwna Łapa :: 4 | S: 6 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 16 | HP: 75 | W: 55
~ Przerzuty > 4/4
Wojownik w dalszym ciągu nie mógł odnaleźć żadnej zdobyczy, zamiast tego jak na złość, kilka długości ogona nad jego głową przeleciała kaczka, która jednak najwyraźniej nie zauważyła obecności kota, albo go po prostu zignorowała, gdyż odleciała w stronę najbliszego jeziorka, przysiadując sobie przy brzegu, co dawało Sroczemu Ogonowi szansę na złapanie jej. Niech jedynie uważa, aby nie wpaść zbyt mocno do wody!
紅葉
♡ Do not hesitate, for this is the path we've chosen ♡
Even duringthe times when we'reat a loss, And feel like they'vestrippedus offour pride
There's onlyonehonourableway for us succeed
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Machnął uspokajająco ogonem do Barwinka. Zawsze był ostrożny, a teraz nie zamierzał z tego rezygnować, żeby zatańczyć tango z siódemką gawronów. Szedł tak przez moment, nim nie usłyszał nad głową świstu skrzydeł. Wszyscy Gwiezdni, czyżby któreś z ptaszysk go zobaczyło i zamierzało dopaść? Zamarł przez chwilę, spoglądając na źródło harmidru. Bingo! To kaczka! Najwyraźniej przodkowie naprawdę chcieli mu pomóc w udowodnieniu swojej wartości. Kocur uśmiechnął się pod nosem, patrząc na lądującą zwierzynę. No, czas na zabawę. Wojownik ugiął się do pozycji łowieckiej, po czym ostrożnie ruszył przed siebie, zastygając, gdy czuł, że zwraca na siebie uwagę kaczki. Nie widział dookoła żadnych miejsc do ukrycia, zatem to musiało wystarczyć. Gdy był już wystarczająco blisko skoczył w stronę ptaka z nadzieją na zaciśnięcie zębów na jego szyi i zadanie śmiertelnego ciosu.
Odetchnął, zatrzymując wzrok na Sroczym Ogonie jeszcze na chwilę, zaraz jednak wrócił do poszukiwań.
Przeszukiwanie każdej szczeliny między wilgotnymi kamyczkami, trzcinami i wodną roślinnością było robotą żmudną, niekoniecznie czystą, ale na taką robotę Barwinek pisał się księżyce temu i do tej roboty przywyknął. Lubił zbierać zioła, odstresowywało go to, a teraz... miał też obok siebie Kapustkę i było mu tak, najnormalniej w świecie, przyjemnie.
Kocur zatrzymał się przy kępce roślin z żółtymi kwiatami; machnął ogonem, natychmiast rozpoznając w kwiatach potrzebny mu podbiał, i odetchnął z ulgą. Powoli pochylił się nad medykamentem, zębami wyrywając spośród kamieni wszystkie listki podbiału na jakie natrafił. Z nadzieją, że uda mu się wygrzebać ich... przynajmniej pięć, sześć? Zobaczymy. Był w tym bardzo ostrożny, uważając, aby nie rozerwać któregoś z delikatnych listków.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Mistrz: Sensei Wilczak (Wilczy Ślad) Płeć: kotka Matka: Mokry Kwiat (NPC) Ojciec: Podniebny Lot (NPC) Partner: Nie ukrywam, miło by było.
Ładna, czarnofutra wojowniczka o rudych łatach na pewno nie należy do wysokich. Jest raczej w średnim wzroście, przez co na spokojnie przewyższają ją wszyscy rówieśnicy, a czasem nawet trochę młodsze koty. Mimo swej smukłej sylwetki, zielonooka jest dość silna, nawet, jeśli tego po niej nie widać. Krótkie futro wojowniczki jest bardzo lśniące, gładkie i niesamowicie przyjemne w dotyku, dzięki monotonnej pielęgnacji czarno-rudej sierści. Jej łapy o krótkich, śnieżnobiałych skarpetkach są drobne, a futerko na brzuchu i piersi o tym samym kolorze błyszczy w promieniach słońca. W jej ogromnych ślepiach zawsze panuje spokój, a to długie, bialutkie wibrysy drżą delikatnie przy każdym jej eleganckim i dostojnym kroku.
Dużo można o niej rzec. Jest opanowana, przyjazna i bardzo miękka. Czasem można nawet powiedzieć, że zbyt miękka. Nie rwie się jakoś specjalnie do walki. Nigdy nie chce do takowej dopuścić, a konflikty zawsze stara się rozwiązywać rozmową. Mimo to, bardzo dorosła i umie rozumieć powagę sytuacji, pomyśleć dwa razy zanim coś powie czy zrobi, oraz wiedzieć, kiedy i jak postąpić. Nie można powiedzieć, że jest leniwa. Wręcz przeciwnie. Bardzo często pracuje, przez co ostatnimi czasy nie ma zbytnio czasu na jakiekolwiek rozmowy. Jednakże wciąż będzie miłą i wyrozumiałą wojowniczką, jaką dotąd jest.
Terminator Medyka szybko przystąpił do zbierania listków potrzebnego mu medykamentu, a los mu najwyraźniej sprzyjał, gdyż zdobył nie pięć, nie sześć, a aż DZIEWIĘĆ listków podbiału! Barwinek powinien być z siebie dumny, skoro zdołał zebrać więcej delikatnych liści owego zioła niż planował! Barwna Łapa :: 4 | S: 6 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 16 | HP: 75 | W: 55
~ Przerzuty > 4/4
+9 listków podbiału
+17MedEXP
Za to łaciatemu kocurowi poszło znacznie gorzej, od swojego przyjaciela. Na początku wszystko szło dobrze, sprawnym krokiem zakradał się w stronę kaczki, uważał, aby ta go nie zauważyła oraz zachowywał wszystkie zasady polowania, których w tym momencie musiał się uważnie trzymać. W pewnym momencie jednak ni stąd ni zowąd, wiatr postanowił gwałtownie zmienić kierunek, nie dając Wojownikowi nawet szansy na złapanie ptaka. Kaczka wyczuła zapach należący do Sroczego Ogona, przez co szybko odwróciła się w stronę głębszej wody i wzbiła się w powietrze, odrobinę ochlapując przy okazji Wojownika. Już po chwili zniknęła na niebie, poza zasięgiem wzroku Rzeczniaka.
紅葉
♡ Do not hesitate, for this is the path we've chosen ♡
Even duringthe times when we'reat a loss, And feel like they'vestrippedus offour pride
There's onlyonehonourableway for us succeed