Logo Artemidy
Łabędzie Gniazdo
To do czego właśnie doszło było na pewno momentem szczególnym. Był to wyjątkowy rodzaj bliskości, którego jeszcze nigdy nie doświadczyli, ani Mknąca Zawierucha, ani Jasna Kropla. Wiązało się to bowiem z tym, że prawie na pewno zostaną rodzicami za te mniej więcej dwa księżyce. Samo też zbliżenie było ważnym dniem w ich związku. Niebieska kocica... czuła się dobrze. Wiedziała, że bury kocur będzie tym z którym spędzi całą resztę swojego życia. Wiedziała, że byli gotowi na kolejny krok w ich życiu.
Syn Olchowego Szeptu położył się tuż obok niej na ściółce gdy wszystko dobiegło końca. Jasna Kropla ułożyła się bardziej w stronę partnera by spojrzeć na jego pysk. W jej ciele dalej biła adrenalina, lecz po woli ona słabła. Uśmiechnęła się ciepło w stronę Mknącej Zawieruchy, a z jej gardła wydobył się cichy pomruk, gdy kocur zaczął wylizywać jej sierść na karku. Wtuliła się w jego długie ciepłe futro wyciągając w jego stronę swoją łapę.
- Czuję się dobrze. To było... wyjątkowe - powiedziała spokojnie.
Niebo nad nimi było bardzo niebieskie, a to wszystko dopełniały bielutkie chmury. Nie wyglądały w żaden sposób burzowo. Były radosne, jakby mówiące, że dni będą coraz to piękniejsze. Oczy Jasnej Kropli błyszczały radośnie niczym każdego dnia gdy była razem z partnerem. Dzisiaj jednak czuła się wyjątkowo szczęśliwa. Postawili razem kolejny krok w dorosłym życiu.
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

xxxKto przypuszczał, że te dwie powsinogi wyjdą z obozu tak szybko? Na pewno nie Jasna Kropla, która zapewne niedługo z przerażeniem doliczy się raptem dwójki kociąt w obozie, bo pozostała dwójka - właśnie go opuściła! Po tym jak Olcha usłyszał na zebraniu o tym, że jego wuj i jakiś drugi kocur pokonali lisa, odczuł swoistą ciekawość co do miejsc poza Cienistym obozem, który powoli zaczął się dla niego robić nudny. Jeszcze księżyc temu był wręcz zachłyśnięty faktem, że może opuścić kociarnie i poznać sam obóz - tyle nowych miejsc do zwiedzania i zabaw. Ostatecznie, Olcha nieco się rozczarował i po obskoczeniu kilku miejsc, uznał, że to tak naprawdę to samo co Liściasty Gąszcz; po prostu więcej miejsca, kotów i trochę mniej mchu w wielu miejscach. Dodatkowo obóz był głośny i przepełniony wieloma, rozpraszającymi kocurka bodźcami, które dawały mu się dość nieprzyjemnie we znaki. Był ciekaw, czy to tajemnicze miejsce gdzieś poza obozem było cichsze, a może zapełnione zupełnie innymi zapachami i dźwiękami, które będą przyjemniejsze?
xxxSzybka, dziecięca dedukcja pozwoliła mu na jedno, proste stwierdzenie - skoro wujek i niebiesko-biały załatwili lisa, las był bezpieczny i mógł się do niego wybrać. Olcha jeszcze nie do końca zdawał sobie sprawę z faktu, że przecież w lesie nie ma tylko jednego niebezpieczeństwa, jednak powoli kiełkujący, zdrowy rozsądek mu o tym przypomniał i skutecznie zatrzymał na zadku. Kocurek mógł więc jedynie tęsknie wzdychać do świergoczących ptaków na niebie, które znikały w koronach drzew niedostępnych dla jego łap, nosa i oczu. Aż do czasu...Gdy to Toniek zaproponował bratu wypad poza obóz, na co Olcha entuzjastycznie przystał, chociaż nieco się zaniepokoił; a co jeżeli natrafią na jeszcze jakiegoś lisa? Nie byli jeszcze tak duzi i silni jak tata, mama czy wujostwo. Fakt ten jednak nie stanowił najmniejszego problemu dla Olchy, więc umówił się z bratem, że wymkną się aby pozwiedzać okolice obozu - jednak nie dalej! Musieli wrócić przecież cali i zdrowi, a do tego an tyle szybko, aby Jasna Kropla nie spostrzegła, że nagle z czwórki, zostały jej dwa kocięta.
xxxWykorzystując to, że Olcha podczas dokładnych oględzin okolicy Zapadliska, znalazł odpowiednią szparę w otaczających obóz krzakach, wraz z bratem wymknęli się, a im oczom ukazał się zupełnie nowy świat, uchom - nowe dźwięki, a noskom - zapachy. Burasek był zachwycony, a nim się obejrzał jego młode łapki tuż przy tych jego brata, zaprowadziły go...No właśnie, gdzie? Przed oczami kociątka było jakby legowisko, ale składające się tylko z samych gałązek, a do tego strasznie starych i porozrzucanych. Oh, chyba dawno nikt tutaj nie spał! - Myślisz, że to...legowisko tego lisa? - miauknął, zerkając na brata, poruszając przy tym wesoło uszami, a jego nastroszony ogon falował wesoło, cały nastroszony z emocji. Trochę bolały go łapki po długim marszu. Jak się okazało, las nie był w całości wyścielony mchem i parę podstępnych igiełek nieprzyjemnie pokuło poduszeczki Olszątka. Dlatego też, po zadanym pytaniu, kocurek przysiadł na zadku gdzie chwile temu siedział i zaczął wylizywać swoje łapki, wyskubując z futerka to, co nie powinno się w nim znajdować.

[Toń]
[Obrazek: NLysFKg.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To była ważna misja, najważniejsza, jaką musieli wykonać w swoim życiu, ważniejsza niż ogarnięcie Gryzącego Zakątka i trzymaniu informacji o nim w tajemnicy! Wyjście poza obóz. Serce samo przyspieszało na myśl o tym! Nie byli już małymi kociakami, które musiały nauczyć się poprawnie chodzić (choć Toń wciąż miał czasami z tym problemy, ale to nieistotne) i trzymać blisko Liściastego Gąszczu, o nie! Czarnofutry kocurek dowiedział się już wystarczająco wiele o świecie poza obozem, aby samemu wywnioskować, że skoro inne koty mogą tam chodzić i żyją, tak jeśli oni wyjdą tylko na chwilkę i to nie daleko, to czemu mieliby nie spróbować? W razie czego schowają się pod jakimś krzaczkiem przed wzrokiem ptaków, przed którymi ostrzegała go swojego czasu Ostry Kwiat. Może spotkają wronę i poproszą ją o piórko, takie samo, jakie przyniósł mu tata? Byłoby super, tylko czy będą mieli aż tyle szczęścia? Oby! No i aby mama i tata się o tym nie dowiedzieli, bo dostaliby pewnie karę. Ale trzeba było być dobrej myśli! Podbił więc do brata, proponując mu p r z y g o d ę ich życia i ku jego uciesze, przystał na nią. No, to teraz musieli tylko wykminić sposób, w jaki się wydostaną na zewnątrz.
Bo nie mogli tak po prostu sobie wyjść, jak gdyby nigdy nic, bo z pewnością ktoś ich by zauważył i byłby problem. Olcha na szczęście znalazł dobre miejsce, gdzie mogli się przecisnąć, a raczej przeczołgać się niziutko przy ziemi, coby mieć pewność, że nikt ich nie zauważy, to właśnie w tej chwili jego ubrudzone futro przydało się bardziej, niż kiedykolwiek, działając niczym naturalny kamuflaż, maskując młodzika wśród gęstwiny.
Serce biło mu jak szalone z ekscytacji, jednak starał się trzymać planu, iść powoli i ostrożnie, w pełnej ciszy, a kiedy udał im się wyjść, musieli oddalić się na wystarczającą odległość. W Tońka od razu uderzyło mnóstwo nowych zapachów, które wypełniały jego nos, a których nie potrafił jeszcze rozpoznać. Niesamowite! I ile miejsca dookoła! Mogli bawić się dowoli w chowanego, to by było coś! Wibrysy kocurka zadrżały, a on spojrzał na brata, upewniając się, czy wszystko z nim w porządku. Było w porządku, było super. Szli oboje obok siebie… prawie, bo Olcha szedł, a Toń mało nie podskakiwał w powietrzu niczym jelonek, podziwiając wysokie drzewa, ich korony i w ogóle to wszystko! Niuchał każdy krzaczek, każdy kamień, każdy pień, wszystko! Buszował pod krzewami i młodymi drzewkami. Dostrzegł nawet motylka na jednej z gałązek, ale wciąż był on za wysoko, aby mógł do niego doskoczyć. Chude, kościste łapki niosły go naprzód, energii mu nie brakowało, czuł, że mógłby tak iść w nieskończoność! Kiedy dotarli do jakiegoś gniazda, uniósł ogon w pion, rozglądając dookoła, czy nie ma tutaj jakiegoś ptaka… dla pewności zadarł łepek i spojrzał w górę, bo Ostra mówiła mu, że potrafią latać. Na szczęście wyglądało na to, że byli sami, a jedynymi dźwiękami był wiatr i ich własne kroki i słowa.
– Mosze być! – stwierdził, podchodząc bliżej i niuchnął kilka razy dziwną konstrukcję. Pachniała… dziwnie, z resztą, tak jak wszystko tutaj. Oblizał czarny nosek i wyprostował się. W pewnym momencie usłyszał czyiś świergot, odwrócił się na pięcie i ujrzał brązowego ptaka na gałązce jednego z młodych drzewek. – Kurce, patsz, ptaszek tam jest – mruknął w kierunku Olchy, aby też spojrzał na opierzonego znajomego, który przyglądał się im swoimi czarnymi, lśniącymi ślepkami. – Ale za wysooooko, a niech to – parsknął, a na jego mordce pojawił się niezadowolony grymas, ehh. Trudno, ale sam fakt, że, hej, widzieli jakieś zwierzątko! Inne niż kot! I to żywe, a nie takie leżące bez życia na stosie zwierzyny!

LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 4 / 100
18
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxSam Olcha również wąchał i nasłuchiwał wszystko, co tylko mógł - wepchnął nawet nos w jakąś dziurkę w ziemi, jednak jedyne co się stało, to się zapadła a buras kichnął, gdy drobinki ziemi podrażniły mu nozdrza. Musiał od czas do czasu krótko truchtać gdyż długołapy Toń narzucał od czasu do czasu szybsze tempo za pomocą swoich skoków. Na całe szczęście, cali i zdrowi dostali się w nowe, ciekawe miejsce a gdy Olcha czyścił sobie futerko i nieco łagodził ból pokutych przez igiełki poduszeczek, Toń zaczął baczniej rozglądać się po okolicy.
xxxW przeciwieństwie do niego - nikt Olsze nie powiedział o wstrętnych ptakach, które mogą czaić się z powietrza. Sam zaobserwował tylko takie, które w większości leżały również na stosie w specjalnej części Zapadliska. Poza tym, nie za wiele wiedział o sowach, jastrzębiach czy krukach i gawronach, mogących być dla nich sporym zagrożeniem w tego typu miejscu jak Łabędzie Gniazdo, chociaż dla buraska, to na ten moment było Lisie Legowisko, jak sam dla siebie nazwał nowo odkrytą okolicę. Właśnie wygryzał igłę, która zaplątała się w futerko pomiędzy jego palcami na lewej łapie, gdy nagle jego brat zwrócił uwagę na...Ptaszka! Prawie zielonooki odwrócił od razu łebek i całym sobą zdawał się mówić "gdzie, gdzie?", a jak już dojrzał siedzącego na gałązce ptaka, poruszył uszami w zaciekawieniu, potrząsając łapą i wstając z ziemi. Na jego nieszczęście - igła dalej tkwiła w sierści, jednak na ten moment niewiele go to obchodziło. Podszedł bliżej brata skocznym, wesołym krokiem i wyrwał się nieco przed niego. Chciał podejść bliżej, zobaczyć lepiej ładne piórka obserwowanego ptaka, a to, że był on wysoko - niewiele mu robiło. Tym samym jednak spłoszył ptaszka, który z głośnym, alarmującym ćwierkaniem wbił się wyżej, stając się jeszcze bardziej niedostępnym dla dwójki młodocianych odkrywców na co Olcha burknął cichutko pod nosem i trzepnął niezadowolony końcówką ogona, wracając do brata, bliżej samego legowiska. No cóż, było to i tak jakieś osiągnięcie - nigdy wcześniej nie widział żywego ptaka tak blisko. Jedynie te w oddali, przez pare uderzeń serca dostępne nad Zapadliskiem czy te siadające na gałęziach Martwego Drzewa. Jedynie te były dostępne młodziutkiemu wnukowi Olchowego Szeptu. Wtedy jednak coś bardziej przykuło uwagę buro-czarnego niż ptak, który pewnie zaalarmował okolicę o możliwym niebezpieczeństwie, a był to...żuk. Nie taki zwyczajny, bo ten, pchał coś swoimi tylnymi odnóżami.
xxx- Toń, pać! - mruknął, pacając brata łapą w bark a nosem wskazał na owada, do którego powoli podszedł i od razu zmarszczył nosek, gdy do jego nozdrzy wpadł...dziwny, śmierdzący zapach dochodzący od pchanej przez żuka kulki. Nie zmieniło to jednak faktu, że Olcha był zaaferowany nowym znaleziskiem - takich to nie było w obozie! Chociaż zapach...wydawał mu się częściowo znajomy.
[Obrazek: NLysFKg.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Toń wiedział, że nie powinien podchodzić do ptaszka jako pierwszy, te były bardzo płochliwe i nieśmiałe, dlatego jak tylko Olcha zrobił pierwszy krok w jego kierunku, już wiedział, jak to się zakończy, ale wolał nic nie mówić, aby brat sam spotkał się z konsekwencjami swoich działań, ha! Stało się dokładnie tak, jak uważał - ptak odleciał, ale na szczęście nie daleko, a na wyższą gałąź, jeszcze bardziej zwiększając odległość między nim, a obojgiem kociąt.
– Weee, nie chcesz się z nami bafić, to nie! – pisnął w stronę ptaszka i wystawił mu jeszcze poplamiony ciemnymi znaczeniami język, aby wiedział, ile stracił uciekając od nich! Fajnie by było, gdyby zleciał tu do nich, przecież Toń nie zrobiłby mu krzywdy! Chciał się tylko pobawić, a ptaszek wyglądał bardzo ładnie i miał super piórka, a on lubił piórka. Postanowił olać go zupełnie, coby może wzbudzić w nim jakieś poczucie winy, czy coś. Nieważne, ważne było to, że Olcha znalazł coś innego! Szybko dołączył do brata, zatrzymując się tuż przed czarnym owadem, prawie go rozdeptując łapką, ale na szczęście zdążył wyhamować.
– Ojej! Co to? – zapytał, opierając się o miękką sierść swojego towarzysza. Oczka aż mu się zaświeciły, kedy dostrzegł lśniący pancerzyk owada. W obozie zawsze miał do czynienia z innymi owadami, zazwyczaj pająkami, mrówkami, muszkami, albo innymi chrząszczami, ale nie czymś takim… a może nigdy nie miał szczęścia do szukania? Bardzo możliwe. – Wygląda jak mrófka… ale większa jakaś. I coś tu ma – zauważył błyskotliwie, jakże bystrym okiem. Wyglądało jak kulka mchu, ale trochę mniejsza i mniej zielona, a w dodatku twarda i śmierdząca. Toń niuchnął żuczka z bezpiecznej odległości, a kiedy do jego nosa dotarła przykr woń, zmarszczył nos i aż podniósł chudą łapkę, zakrywając jej częścią mordkę. – Fuj, cuchnie goszej, niż ja – stwierdził, jakby sam do siebie, ale dostatecznie głośno, aby usłyszał to także Olcha stojący tuż obok niego. Kto by pomyślał, że takie małe coś może aż tak capić!
– Ciekafe, co on tu ma, jak myślis? Moszemy mu to zabrać, albo go śledzić i sprafcić, gdzie z tym pójdzie! – zaproponował, a cieniutki ogonek po raz kolejny wyprostował się, kierując swoją końcówkę ku błękitnemu niebu. Dopiero teraz zorientował się, jak bardzo obóz Cienia był… ciemny, gałęzie Martwego Drzewa tworzyły swego rodzaju kopułę i niewiele było miejsc, gdzie było widać w pełni niebo, dlatego jego widok sprawiał, że okolica wydawała się być przeogromna! Rozejrzał się jeszcze jeden raz po okolicy, upewniając się, że są sami i żaden wściekły dorosły się do nich nie zbliża, a szczególnie mama czy tata, uff. Mech milutko łaskotał go w poduszki, a ciepły wiaterek muskał mu futerko. Położył się na nim, wyciągając pazurki i wbijając je między zielone, drobne listeczki. Dlaczego było tu tak super? Po stokroć przyjemniej, niż w obozie i wcale nie było tak niebezpiecznie, jak wszyscy go ostrzegali! Żadnych wielkich ptaków, a jeśli mówiąc to, Ostra miała na myśli tego, którego przed chwilą spłoszyli, to… cóż? To tylko pokazywało, jak bardzo odważni i groźni są! W przyszłości na pewno pokonają niejednego lisa! Będą najlepsi, lepsi od wszystkich!

LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 4 / 100
18
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxBurasek zapomniał już o ptaszku który zwiał przed nimi, chociaż chwile wcześniej zgodził się z bratem skinieniem głowy co do tego, że nie będą się prosić o zabawę z ptaszkiem. Jak nie chciał to nie, co się będą upominać i dopraszać! To ptaszek stracił ciekawe towarzystwo pod postacią dwójki braci, a nie oni, pft! Teraz calutka uwaga kociaka spadła na żuczka, który pchał dziwnie i niezbyt przyjemnie pachnącą kulkę...błota? Chyba tak, to musiało być błoto, bo co innego? Tyle, że błoto nie pachniało w taki sposób! Na słowa i reakcje samego Tońka, Olcha cichutko zachichotał i szturchnął brata jakby tym samym mówiąc "przesadzasz!" Na pewno nie śmierdział w ten sposób co dziwna kulka. Owszem, miał często przybrudzone futerko, ale chyba burasek przyzwyczaił się do smrodku swojego brata na tyle, by go już pod brzydki zapach nie klasyfikować.
xxx- Ja bym śledził - mruknał po chwili zastanowienia i zerknął ku Tońkowi, lekko marszcząc brewki. Niezbyt uśmiechało mu się zabieranie tej śmierdzącej kulki od mrówko-żuko-pająka, który dalej niestrudzenie wykonywał swoje, nawet mimo dwójki gapiów pochylających się nad nim. Podziwiał jego skupienie, o ile robaczki jak on mogły pochwalić się umiejętnościami takimi jak skupienie czy myślenie. Jednak skoro potrafił zrobić taką kulkę i ją pchać, musiał wcześniej o tym pomyśleć, opracować plan działania...Może nawet ich słyszał i to, że kontynuował pracę było tak naprawdę ucieczką? Oj! Oby nie, Olcha właśnie zażegnał niebezpieczeństwo pod postacią popsucia żukowi kulki, a więc...ten nie musiał przed nimi w żadnym wypadku uciekać. Gdy i Toniek przystał na wysuniętą jedną z dwóch opcji, Olcha malutkimi kroczkami podążał za stworzonkiem, bacznie się mu przyglądając. Co jakiś czas podnosił łebek by zaczerpnąć nieco czystszego powietrza i zerkał czy jego brat również podąża za nimi. Co prawda owad nie poruszał się na tyle szybko aby go zgubić czy tak, aby to oni za nim nie nadążyli, ALE. Oba kocurki musiały stawiać ostrożnie kroki by go ani nie wyprzedzić czy też zadeptać! Bo jakby jeden z drugim przydusili łapą żuka do ziemi to...Wnuk Olchowego Szeptu nie był pewny co do tego, czy ten by zdołał iść i pchać kulkę dalej. Dlatego też wolał tego uniknąć za wszelką cenę!
xxx- Jak myśliś, dokąd idzie? - zapytał w końcu, wpatrując się wielkimi jak spodki źrenicami w owada. - Ciekawe ci on je takie kulki na śniadanko...W siumie, nie ladnie pachnie, ale mozie smakować takim jak ten tutaj
[Obrazek: NLysFKg.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A więc będą go śledzić, też dobrze, może dzięki temu dowiedzą się, po co tak właściwie toczył tą kulkę? Nie była mu chyba potrzebna do zabawy, nie wyglądał, jakby się nią bawił, ale w sumie, był taki mały, że pewnie ciężko byłoby mu kopać i podrzucać taką kulkę, więc jak najbardziej zrozumiałe. Hm, z drugiej strony, wyglądał, jakby miał w góry obrany cel, nie zatrzymywał się, więc pewnie mu się spieszyło! Może by tak mu pomóc i go zanieść nieco dalej? Chociaż wtedy się przestraszy, a on nie chciał go straszyć.
– Pefnie do domu – mruknął, nie spuszczając wzroku z czarnego, lśniącego owada, pilnując, aby nigdzie im nie uciekł. Mógł się bardzo łatwo wtopić w otoczenie, w końcu był mały i poruszał się niezbyt szybko. Milczał przez kilka uderzeń serca po słowach burego, aż do jego łebka nie przyszedł genialny - w jego mniemaniu - pomysł, którego nie omieszkał się przedstawić. Skierował więc spojrzenie na na Olchę, przez moment spuszczając żuczka z oczu, i tak nigdzie im nie ucieknie.
– E, Ola, mam dla ciebie sadanie – zagaił do brata i trącił go lekko łokciem w bok z lisim uśmieszkiem na pyszczku. Nachylił się nad żuczkiem, a potem znów spojrzał na burasa, prostując się i zadzierając brodę. – Weś mu tom kulke i jom uglyś! Sobacymi, jak smakuje – powiedział. Miał szczerą nadzieję, że Olcha nie zachowa się jak mięczak i nie wykona tego zadania! Nie było aż takie trudne, w sumie sam przed chwilą powiedział, że ten żuczek może je je na śniadanie więc… nie mogą być złe, chyba, tak mu się przynajmniej wydawało. Co prawda inteligencją niestety nie grzeszył, ale gdybanie to zupełnie inna para kaloszy, z resztą, to nie on miał wykonać to zadanie, tylko Olcha. Toń wykonał jeszcze zachęcający gest swoimi szaroniebieskimi oczkami, aby go dodatkowo zachęcić do działania, no dalej, brat, pokaż, że nie jesteś miękką fają!

LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 4 / 100
18
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxDo domu. Te słowa przypomniały Olsze o tym, że on sam wraz z bratem oddalili się spory kawałek od Cienistego obozu a dalej żaden z dorosłych kotów nie zorientował się o tym, że dwójka kociąt opuściła ukradkiem Liściasty Gąszcz. Musiało to oznaczać tylko jedno - byli mistrzami wymykania się, a sam Olcha znalazł taką dziurę w krzakach otaczających obóz, że nikt poza nimi dwoma o niej nie wiedział, więc nie szło się zorientować, że właśnie tamtędy wybyli w świat. Jednak...trochę się niepokoił, czy zdołają równie niezauważeni do tego obozu wrócić bez wzbudzania podejrzeń. Co, jeżeli Jasna Kropla już teraz zorientowała się, że ich niema i właśnie spanikowana ich szukała, gdy oni w najlepsze śledziki robaka toczącego kulkę o niezbyt zachęcającym zapachu?
xxxZ rozmyślań na temat konsekwencji ich małej przygody wyrwało go szturchnięcie w bok, po którym lekko drgnął i pośpiesznie zamrugał niewybarwionymi ślepkami, od razu odwracając łebek w jego kierunku. Zmarszczył lekko brewki słysząc, jaki to zadanie wymyślił mu brat i od razu skierował spojrzenie na robaka i jego kulkę, o którą się teraz najbardziej rozchodziło. Miał mu ją zabrać i...ugryźć? Przecież dosłownie chwile temu rozmyślał o tym, aby tego nie robić! Jak Toń mógł mu proponować takie rze... Ah, no przecież Toń niemiał dostępu do jego głowy i nie słyszał tego, co Olcha sobie myślał. Już miał odmówić, bowiem psucie roboty robaczka było mu wyjątkowo nie na łapę z wielu powodów, jednak gdy dojrzał spojrzenie czarnofutrego braciszka, momentalnie przymknął rozwartą i gotową do odmowy mordkę z cichym kliknięciem i nastroszył bojowo ogonek. On nie zrobi? To patrz! Wtedy też obszedł robaka tak, że stanął przed nim i podniósł lekko jedną z łapek przygotowując się do pacnięcia kulki. W myślach przeprosił robaka za przeszkadzanie mu w - widocznie! - trudnej i żmudnej robocie, po czym lekko pacnął śmierdzącą kulkę, tym samym powodując, że ta potoczyła się na bok, a robak bezgłośnie padł odnóżami na ziemie, najpewniej zdezorientowany tym co się właśnie podziało.
xxxPo tym jakże bezczelnym ruchu, Olcha podskoczył do odrzuconej na bok kulki, która zatrzymała się kawałek dalej na mchu. Nawet mimo tego, że zabrnął już za daleko i teraz wstydem byłoby się wycofać, Olcha widocznie się zawahał gdy przyszło mu się nachylić nad...Wątpliwie jadalną kulką przysłowiowego gnoju. Naprawdę musiał to gryźć? Westchnął i zmarszczył nos w determinacji i chwilowej głupocie. Zamknął ślepka, pochylił się...CHAPS! Zatopił kiełki w gnojowej kulce i nim na dobre ją w ogóle przegryzł - skrzywił się, odsunął i zaczął parskać gdy okropny smak spoczął na jego języku i wypełnił całe wnętrze jamy ustnej. Wystawił język i zaczął go wycierać o futerko na łapie, co chyba było jasnym sygnałem, że...Kulka nie była ani jadalna, ani tym bardziej DOBRA. — Fuj, fuj, fuj! — zapiszczał, gdy już jakkolwiek pozbył się okropnego smaku z języka, po czym spojrzał na brata z wyrzutem.
[Obrazek: NLysFKg.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Stało się. Jasna Kropla zdawała sobie sprawę, że taka sytuacja mogła mieć kiedy miejsce. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że... tak szybko! Leżała spokojnie w kociarni a maleństwa biegały i się bawiły jak zwykle. Widziała Kukułkę, Lamparcika... dwójkę. Raz, Kukułka, dwa Lampart. Raz, dwa.
Gdzie reszta?

Przetrzepała niemal cały obóz. Legowisko medyka? Brak kociąt. Wojowników? Terminatorów? Przywódcy?? Puste. Zapadli się jak pod ziemię. Wyczuła ich zapach w wyjściu z obozu ale nie przypuszczała, że na prawdę to zrobili. Ale na to wyglądało. Serce waliło jej jak młot. Córkę i niebieskiego syna zostawiła pod okiem Modliszki, a sama wyszła z obozu. Dawno już nie była na terenach Cienia. Niby tylko parę księżycy... ale mimo wszystko. Czuła zapach swych pociech bardzo wyraźnie, więc z tym na szczęście nie było problemów. Po drodze nie napotkała także tropu drapieżnika co ją uspokajało. Dostała do Łabędzich Gniazd... miejsca dla niej wyjątkowo ważnego. To tutaj właśnie siedzieli jej synowie. Bury kociak był cały skrzywiony i pluł czymś. To sprawiło, że serce jej zmarło. Niczym nowym było to, że w lesie można znaleźć coś trującego. Miała nadzieję, że nie na to natknęły się jej kocięta. Podeszła prędkim krokiem i trzymając swe emocje na wodzy, kucnęła przy synach i powąchała Olche. O nie to nie była trucizna. Na prawdę jak jedzenie odchodów było fuj fuj tak już ta opcja była lepsza. Westchnęła i spojrzała po dwójce uciekinierów.
- Moi drodzy - zaczęła - po pierwsze, nie wychodzimy z obozu bo to niebezpieczne i dużo kotów przez was panikuje w obozie bo się o was martwi. Po drugie... nie jemy śmierdzących odchodów. Po trzecie będziemy musieli za chwilę wrócić do obozu, bo tu jest niebezpiecznie dla was.
Teraz gdy już była pewna, że nic im nie jest mówiła wszystko ze spokojem. Ale marzyła tylko o tym by pójść spać po takiej wielkiej dawdze stresu.
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewał się takiej reakcji ze strony brata. Jasne, kulka śmierdziała i nie wyglądała apetycznie, aczkolwiek Toń miał nadzieję, że to tylko przykrywka, która skrywała za sobą bardzo smaczny posiłek. Niestety pomylił się i skazał burego kocurka na niezwykle niesmaczną… sytuację. Parsknął śmiechem i zasłonił pyszczek łapką, kryjąc chichot.
– No to… to chypa nie jes jecenie – stwierdził, jakby właśnie odkrył cud tego lasu. Była to oczywista oczywistość, ale skąd on mógł o tym wiedzieć? Pierwszy raz w życiu coś takiego widzieli, mieli prawo do słodkiej niewiedzy, poza tym, Olsze nic się nie powinno stać po takim gryzie, najwyżej z jego mordki przez jakiś czas będzie… przykro pachnieć, o. Już miał zagadać do brata, kiedy nagle usłyszał czyjeś kroki, niebezpiecznie blisko ich osób. Do nozdrzy doleciał znajomy, przyjazny zapach, który mógłby rozpoznać absolutnie wszędzie. Serduszko załomotało mu nieco szybciej i dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo mają przerąbane. Najwyraźniej dorośli zorientowali się o ich genialnym planie! Ale jak to się mogło stać? Przecież był tak perfekcyjnie opracowany! Odwrócił łepek w kierunku, z którego dochodził dźwięk i cofnął na moment uszy.
– Mame! – zawołał z... radością, starając się nie pokazać po sobie stresu, jaki krył się za zdemaskowaniem jego i jego brata. Nie mógł przecież pokazać po sobie, że ma łapy jak z waty, musiał... musiał udawać, że się nie boi, o. Dobrze, że mama nie krzyczała, nie chciałby, aby krzyczała, bo wtedy znaczyłoby to, że jest na nich zła, a Toń nie chciał, aby ktokolwiek się na niego gniewał i był zły z jego powodu. Słysząc, że Jasna Kropla chce wracać do obozu, podniósł z zaaferowaniem łepek i podbiegł do niej dziersko. – Mame, ale cekaj, patsz! Robacek! – odpowiedział, wskazując smoliście czarnym noskiem lśniącego żuczka, który pozbawiony swojej kulki, motał się tu i tam, zapewne szukając swojej zabawki, czy tam jedzenia, już sam nie był pewien. – On dzieś sedł z tą kulką! I się sastanawialiśmy po so to i dzie z tym idzie! No i chcieliśmy to splafcić, ale… – zaciął się na moment – psysłaś – zakończył z głośnym przełknięciem śliny, a potem spojrzał na nią jeszcze raz, marszcząc brwi. – So to o-otchoty? Ta kulka to… otchót? – zagaił, a na jego mordce pojawił się lekki grymas. To słowo nie brzmiało ani trochę przyjemnie, z resztą, pasowało. To coś śmierdziało i z pewnością nie nadawało się do jedzenia, jak to Olcha przed chwilą udowodnił. Ciekawe, czy czuł jeszcze ten posmak na języku.
– Mosemy jesce chwilkę tu sostać? Nie chce sostafiać tego robacka, fajny jest – poprosił, robiąc maślane oczka do swojej rodzicielki i rozplaszczył się na ziemi plackiem. Tak bardzo mu się tu podobało, było tak kolorowo i radośnie, pełno nowych zapachów i dźwięków, no i tyle do poznania! A z mamą byłoby jeszcze lepiej tu pozwiedzać, bo ta na pewno wiedziała wszystko i mogłaby im każdą wątpliwość wytłumaczyć! Pytanie tylko, czy się zgodzi.

LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 4 / 100
18
Siła
S
16
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxChociażby bardzo się starał, przykry smak na jego języku dalej się utrzymywał i nie potrafił pozbyć się go tak do końca. Słysząc wybuch śmiechu a później stłumiony chichot brata, posłał mu niezadowolone spojrzenie spod ściągniętych brwi. Co go tak śmieszyło! Przecież właśnie sprawił, że musiał zjeść coś tak niedobrego jak uszkodzona kulka biednego robaka. Prychnął cicho pod noskiem i już miał coś powiedzie, gdy nagle....Do jego uszu wpadł odgłos czyiś kroków. Były znacznie pełniejsze i cięższe niż te należące do Tońka, a bardziej do dorosłego kota. Gdy więc spadł an niego cień, a do nozdrzy dostał się słodko charakterystyczny zapach, już wiedział, że są w niemałych tarapatach - Jasna Kropla przyszła!
xxxPodczas gdy mama obwąchiwała go, najpewniej zmartwiona czym tak pluł, Olcha czuł jak zażenowanie i wstyd pieką go pod grubym, długim futrem. Rzucił szybkie spojrzenie w kierunku brata, dopiero po chwili przypominając sobie, że przecież jest na niego zły! Westchnął i nabrał powietrza w mordkę, tym samym nadymając policzki, jednak nic nie powiedział. Przez to, że przyszła ich mama nie zdążył porządnie zdzielić brata w czoło, za to, że podpuścił go do jedzenia...jedzenia odchodów? Długo się nie boczył, bowiem wbił zaskoczone spojrzenie prosto w mordkę dziwnie spokojnej kocicy, a później w brata, który również przejął się nagłym pojawieniem matki. Jego główka zaczęła pracować szybciej i szybciej, aż połączyła niewidoczne kropeczki i aż się skrzywił ponownie: czy on właśnie ugryzł...kupkę? FUJ. Taką samą kupkę jaką zakopywał poza Liściastym Gąszczem? Wiedział, że coś mu przypomina ten dziwny zapach, ale wtedy nie mógł go z niczym sensownym połączyć, tak teraz? Aaaa. Pokręcił zniesmaczony łebkiem i zaczął wycierać język o łapę w dramatycznej chęci pozbycia się smaku z języka, ale i wspomnienia z własnej głowy. Głupi Toniek! Głupi Olcha, że na to poszedł!
xxxPrzerwał tą czynność dopiero jak odezwał się Toń odnośnie robaczka, jakiego śledzili aż do teraz. Wtedy ślepia buraska padły na zdezorientowanego żuczka, który szukał odebranej mu kulki. Ta teraz jednak nie była w zbyt dobrym stanie, a do tego Olcha nie miał najmniejszej ochoty jej dotykać ponownie - nawet końcówką pazura, czy patykiem! Obrzydzony parsknął cichutko pod nosem i doskoczył do tłumaczącego wszystko brata, przylegając do niego bokiem, przy tym racząc go piorunującym spojrzeniem, które było przedsmakiem...Ugryzienia! Tak, Olcha chapnął brata prosto w ucho i lekko pociągnął, na tyle, by ten odczuł zapłatę za upokorzenie, ale nie na tyle by faktycznie mu coś zrobić. - Mas za kare, brudny zadku! - parsknął, chociaż w jego głosie nie było już złości, a rozbawienie i nuta troski, bowiem chwile po ugryzieniu, Olcha otarł się policzkiem o policzek brata, tym samym oznajmiając zgodę i zapomnienie, chociaż ten smak...ajć, dalej go czuł! Długo jednak nie stał przy boku brata, bowiem ten się rozpłaszczył na ziemi po tym, jak wyjaśnił wszystko i poprosił mamę o to, by nie zabierała ich tak szybko do obozu. Burasek zerknął w kierunku rodzicielki i posłał jej najsłodsze spojrzenie i uśmiech na jakie było go stać.
xxx- Ploooosimy! Telaś jak tu jesteś...jest bezpiecznie! - oznajmił, szturchając tylną łapą Tonka, aby podniósł się z ziemi, by lepiej pokazać, że oni też są już duzi i faktycznie jest tutaj bezpiecznie i fajnie. No, pomijając odchody. - A-ale...psieplasiamy, że się martwiłaśś, mamuś...
[Obrazek: NLysFKg.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Parsknęła rozbawiona, gdy widziała jak Olcha wygrzebuje ze swojego pyska odchody, które jak się okazało zebrał żuczek gnojarz. Jaka złość drzemała w burym kocurku. Musiało coś zajść pomiędzy kociakami, bo Olcha aż dziabnął Toń w ucho. Na szczęście później już nic mu nie robił i się o niego otarł, więc nie było co na niego krzyczeć. Westchnęła na tłumaczenie o żuczku i o tym, że synowie nie chcą wracać do domu.
- No dobrze kochani. Zostaniemy jeszcze na chwilę. Później możemy wziąć robaczka do obozu, dobrze? W obozie dalej czekają na nas inne koty zaniepokojone tym, że zginęliście, pamiętajcie o tym.
Nie była aż tak surowa by na siłę ich brać. Po prostu nie potrafiła odmówić synom. Może to i źle o niej świadczyło ale nic na to nie poradzi.
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przyszedł czas, w którym dwójka wojowników Klanu Cienia znalazła wolną chwilę na dawno umówiony spacer.
Porzeczkowa Pestka złapała brązowego kocura, gdy ten leżał w legowisku wojowników popołudniu i na przywitanie liznęła pręgusa w policzek, mocą ładnych słów wyprowadzając go z obozowych ścian.

Tak więc młoda - tak jakby - para znalazła się przy lekko zalanym terenie, lecz nie kompletnie, by było to alarmujące. Obozowa powódź im raczej nie groziła...Ach, Porzeczko! Dymna matka przypomniała nagle sobie o pierwszej rozmowie z pręgusem w obozie, gdzie wpadli na pomysł oglądania poziomów wody...Czy pręgus jeszcze o tym pamiętał?
Porzeczkowa Pestka wolała teraz nie wspominać o tak błachej rzeczy... W ostatnim czasie bury przyj-...partner stracił tak wiele, a sama nocna panna nie mogła pojąć, że pręgus zgodził się być jej partnerem.
Powinna być przy nim w tak trudnym czasie dla jego rodziny, szczególnie, że być może...W zielonych oczach kocura była jej częścią? Trudno było nocnej panience to zrozumieć, lecz teraz Tnąca Zawieja był ważniejszy.
Matka klanowa zabrała w pewnym momencie głos, a idąc przy boku kocura odważyła się o niego z lekka oprzeć.
- Nawet nie w-wiesz, jak się c-ciesze, że z tobą wyszłam na spacer, kochany... mordka klanowej matuli uniosła się z lekka, a pojawił się na niej uśmiech. tak dawno nie byłam po za obozem, a to...Miła różnica w dniu i dobrze, że dziele ją z tobą...A tak swoją drogą...Myślisz, że znajdziemy coś przy łabędzich gniazdach? Słyszałam, że bardzo rzadko moż-żna tam znaleźć wszelakie ozdoby różnego koloru i bytu...Chociaż, czy są one komuś takiemu jak my potrzebne? Po swych słowach na mordce kotki pojawił się lekki chichot. Co by nie było, dobrze by było zmienić temat z tych mroczniejszych, gdzie kocur mógł bać się no losy swej rodziny... Na te milsze, pozornie błache.
Oh lady, RUNNING down to the riptide
Taken away to THE dark side
I wanna be your left HAND man

[Obrazek: LGGUj0P.png]

I love you when you're singing THAT song and
I got a lump in MY throat 'cause
You're gonna sing the words WRONG.


[Obrazek: 28712697_TQHVOwKiVhcNra0.png]
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zawieja wolny czas postanowił poświęcić na wymianę swojego legowiska. Musiało się w końcu prezentować jak najlepiej i być najwygodniejsze ze wszystkich posłań. Dobrze pamięta jak kiedyś Dzięcioł podziwiał jego miejsce do spania i sam mu doradzał jak takie zrobić. Teraz cały czas tego się trzyma. Wszystko musi być idealne. Kiedy zakończył swoją pracę nadeszła najlepsza chwila, czyli wypróbowanie. Zawieja ułożył się wygodnie, a jego powieki robiły się coraz cięższe, już prawie zasypiał, kiedy pojawiła się Porzeczkowa Pestka z propozycją spaceru. Nie uśmiechało mu się nigdzie wychodzić. Nie przepadał na spacerami, ale partnerce nie odmówi, zwłaszcza po tym jak dała mu całusa, a on go odwzajemnił. Wolałby posiedzieć z nią na drzewie, w końcu podczas pierwszego kontaktu nauczył ją wspinaczki, a ona odwdzięczyła mu się pomagając w jego wielkim przedsięwzięciu pomiaru wody. Chcąc nie chcąc Zawieja wyruszył razem z Porzeczką na spacer. Jego ogon stanął dęba razem z uszami, kiedy usłyszał słowo ,,kochany". Uch, niby sam słodził Porzeczce, jednak nie przywykł do tak uroczych słów.
- Też się cieszę. Dawno nie byłem. Może spotkamy jakiegoś Samotnika albo innego kota przekraczającego Granice!- powiedział licząc na jakieś dodatkowe atrakcje. Chętnie przeżyłby coś takiego, aby wzbogacić swój życiorys. Musi mieć coś, czym będzie się chwalił, im więcej tym lepiej.
- Pierwsze słyszę. Mi w sumie niczego nie potrzeba, ale jeśli naprawdę to jakieś rzadkie okazy to warto je mieć! Chętnie przyozdobię swoje legowisko. Prowadź, moja droga! - powiedział z błyskiem w oczach, po czym delikatnie otarł się bokiem o bok Porzeczki. Już nie może się doczekać, aż znajdą coś wyjątkowego czym będzie mógł się chwalić!
[Obrazek: Zawieja.png]
LVL 6 115 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-Samotnika? Powtórzyła nocna dama cicho z lekkim zdziwieniem w głosie - jakby bardziej sama do siebie niżeli...Partnera, ah, jak to dziwnie brzmiało na języku koteczki. Dziwnie, ale przyjemnie.
Wracając - Porzeczkowa Pestka uniosła okrągłe uszka i zastanowiła się chwile - ona sama, gdy większość spotkanych samotników mogła nazwać wojownikami, bo...Nimi byli, tylko stracili Klanowe tereny z oczu przez dwunożnych czy ich młode, bądź przepędzenie, to tak większość z nich była już w domu. Siostra, Płonący Las...Niby nie dużo, a jakże byli serduszku czarnej dymki bliscy. Aż czasami miała zbyt dużo szczęścia w życiu, pomijając upadki mordką o ziemię którymi były choroby rodzeństwa, czy też zniknięcie Malwowej Łapy...
Teraz jednak pręgus mówił wyraźnie - samotnicy. Nie zaginiona rodzina, a kompletnie obcy osobnicy. Porzeczkowa Pestka nie wątpiła w to, gdyby bury kocur o zielonych oczach chciał mieć nadzieje na spotkanie swych braci lub dalszej rodziny, to...Nazwał by to wprost, a nie nazywał ich samotnikami.
-Wybacz za m-mój brak entu-z-zjazmu, le-lecz po co nam samotnicy na naszych terenach? Albo przekraczających granice? To brzmi o-okropnie...A jeszcze jakby taki nie chciał opuścić naszych terenów... - Po swoich słowach różowy nosek wtulił się w kryzę burego. - Nie są tu nam potrzebni s-samotnicy. Odparła wprost i uniosła z lekka z dumą swą ciemną, pstrokatą w srebro kitkę. Nie chciała nikogo krzywdzić, ani słowami ani pazurami.

-Rzadkie okazy...Ah! Tylko żeby w obozie doceniono ich piękno, czy też wartość... Miauknęła spokojnie nocna panienka i dodała szybko, spoglądając złotym wzrokiem na brązowego kocura, biorąc swe duże kroki ku gniazdom pięknych, białych ptaków. - C-chociaż, moż-że t-to nawet lepiej, ż-że niektórzy nie umieją docenić czegoś dobrego? W końcu mam ciebie... Mały komplement, ale cóż, Porzeczka powiedziała go nawet jeśli spokojnie, to tak zachichotała lekko w swą mleczną kryzę i odetchnęła z ulgą.
Gdy kocur otarł się bokiem o jej własny, Porzeczka ruszyła żwawszym krokiem, a jej złoty wzrok już zdołał odnaleźć coś wśród starych gałązek i mchu, a co różowy nosek nie był w stanie powiedzieć, co to za zapach.
Okrągły objekt...Aha! Muszelka!
Biała skorupka o twardym charakterku i strukturze zdziwiła lekko Porzeczke - No co mogło ją tu sprowadzić?
Oh lady, RUNNING down to the riptide
Taken away to THE dark side
I wanna be your left HAND man

[Obrazek: LGGUj0P.png]

I love you when you're singing THAT song and
I got a lump in MY throat 'cause
You're gonna sing the words WRONG.


[Obrazek: 28712697_TQHVOwKiVhcNra0.png]
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości