... cztery, pięć... sześć, siedem, osiem, dziewięć. To zdecydowanie więcej, niż na początku myślał, że zdoła zebrać. Wąsy kocura poruszyły się w czymś, co z boku wyglądało na ekscytację. Był z tego wyniku bardzo zadowolony. Odetchnął przez nos, przyglądając się jeszcze raz wszystkim listkom. Tak, dziewięć zdatnych do użytku, to naprawdę dobry wynik patrząc na to, jakimi pustkami w tym medykamencie świecił składzik.
Barwinek zebrał wszystkie liście podbiału i ukrył je szczelnie, powoli, ostrożnie pod jedną ze skałek, przykrywając ją liśćmi, trawą, mchem i wszystkim, co udało się znaleźć, pazurami zaznaczając to miejsce w ziemi. Zerknął jeszcze szybko ku Sroczemu Ogonowi któremu uciekała kaczka i uśmiechnął się rozczulony.
Szybko jednak wrócił do szukania ziół między skałkami. Więcej podbiału? Chętnie, ale teraz... równie dobrze mógł szukać czegoś innego.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
~*~
Gdy ruszył do lecznicy, Czarnowrona już w niej nie było. Z jednej strony można się było tego spodziewać. Jeśli palnął coś głupiego i dostatecznie szybko sobie uświadomił to, że palnął coś głupiego, to ucieczka była jednym z logicznych rozwiązań. Terminator jednak był ranny, w dodatku wojownik był bardziej doświadczony od niego jeśli chodzi o tropienie oraz zwyczajnie wytrzymalszy, dzięki swojej przewadze w wieku. Ruszył zatem tropem za synem swojego brata, chcąc go w miarę szybko zlokalizować i wtedy zdecydować, co też z nim zrobić. Ćmia Gwiazda nie dała mu bezpośrednich wytycznych - miał się Czarnowrona pozbyć, a to, co z nim zrobi, należało już do Pożara. Ten jednak chciał się upewnić, czy ten czarny pajac aby na pewno zrozumie przekaz. Jeśli miał sprawiać zagrożenie, JAKIEKOLWIEK zagrożenie dla bliskich Pożarowi kotów (a z punktu widzenia Pożara mógł) to jego łapa miała już nigdy nie postać na terenach Klanu. Niech sobie robi co tam chce robić z dala od nich wszystkich... chyba, że spróbowałby się postawić, wtedy już cóż, to jego wina, jeśli coś mu się stanie.
Szedł za zapachem pozostawionym przez swojego bratanka, i za nim też wyszedł z obozu, uważnie się rozglądając i nasłuchując. Gdyby go zobaczył, to od razu by do niego podszedł.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Pierwszą zbrodnią, która wymagała natychmiastowego ukrycia była w głowie Czarnej Łapy kradzież. Schował łup. A potem musiał schować siebie. Rozmowa z Barwną Wodą zakończyła się źle. Czegoś nie zauważył, coś mu umknęło i prawda powoli wypływała na powierzchnię. Nie wiedział jak wielkie jest zagrożenie: czy mógł je zignorować, czy lepiej było podjąć kroki by je zminimalizować, a może znajdował się w naprawdę złej sytuacji. Warto było się schować, a przynajmniej zniknąć na jakiś czas z obozu, by nie rzucać się w oczy. Przemykał pomiędzy Błyszczącymi Głazami, licząc na to, że labirynty tworzone przez kamienie zapewnią mu łatwą ochronę. Błyszczące Głazy skończyły się i znalazł się na Wilgotnych Skałkach.
Tam dogonił go Płonące Niebo. Czarna Łapa zamarł w pół kroku, wbijając ślepia w wojownika. Był prawie pewien, że został już zauważony. Natychmiast przywołał na pysk uśmiech, starając się jak mógł, ale oblepiony pajęczyną nos pogarszał efekt. Bez strachu ruszył powoli w kierunku wujka.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
//naprawdę strasznie cię przepraszam za to opóźnienie.
Uniósł wysoko ogon, a jego futro na grzbiecie lekko zafalowało na widok uciekającego terminatora. Naprawdę uciekł. Pytanie tylko - czy faktycznie miał na karku to, o co podejrzewał go wuj, czy zwietrzył pismo nosem i domyślił się, że przedstawił się taką głupotą, że nie ma wyjścia jak tylko zwinąć się z obozu, bowiem jego bezmyślne słowa mogą zostać wzięte tak, a nie inaczej. Mimo to, Pożar podejrzewał najgorsze - gdyby to była tylko kwestia złej interpretacji, to raczej nie posunąłby się do tak drastycznego kroku jak ucieczka. Gdyby miał czyste sumienie i po prostu gadał jak potrzepany, to dałoby się to jakoś odkręcić, nawet z dychającą mu na kark ciotką Ćmą, a teraz, gdy już uciekł, naprawdę trudno byłoby mu usprawiedliwić... cokolwiek.
Pożar nie miał wątpliwości, że gdyby terminator spróbował przed nim uciec, to miałby szanse po prostu go złapać - był od niego dużo starszy i bardziej doświadczony. Odwzajemnił zatem uśmiech siostrzeńca, ale widać było, że jego oczy się nie śmieją - były ostre i przenikliwe.
- Zatem uciekłeś - powiedział. Nie zamierzał specjalnie kombinować, być charyzmatyczny i myśleć godzinami nad tym, co mówi. Był zły i gotowało się w nim, a terminator i tak był zdany na jego wolę. Jeśli Pożar uznałby, że faktycznie TRZEBA się go pozbyć, to by się go pozbył, i Czarnowron by go przed tym nie powstrzymał. Ale na szczęście zdążył MINIMALNIE ochłonąć od rozmowy z Ćmą i spróbował skupić się chociaż trochę na faktach - czarny był jego siostrzeńcem. Ta sytuacja nie była dla nich łatwa, nie była łatwa dla Pożara. Wolałby nie zabijać nikogo z własnej rodziny, zwłaszcza takiej bliskiej, wolałby tego uniknąć. Tylko, czy będzie to możliwe?
- Słyszałem od Ćmy. Co powiedziałeś Barwinkowi. Uważasz, że zachowałeś się jak ktokolwiek mądrzejszy od zgniecionego żuka? - zaczął z każdym krokiem zbliżać się do syna Jaja. No dawaj. Co mi powiesz. Spróbujesz się wykręcić? Powiedzieć, że Barwinek źle zinterpretował twoje słowa? Że Barwinek kłamie? Przyznasz się, co naprawdę zrobiłeś i co zaszło między tobą a Kwiatkiem? Spróbujesz mnie oczarować i odwrócić moją uwagę? Skłamiesz mi w żywe oczy? Wymyślisz coś innego? Co zrobisz, Czarnowronie? Jak powstrzymasz mnie od spotkania swoich pazurów z twoją skórą?
Zaskocz mnie czymś.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Nie chodziło o kradzież i nie chodziło o Kwitnącą Łapę. To Barwna Woda poleciał na skargę do Ćmiej Gwiazdy, żaląc się na jego słowa. Tylko tyle. Terminator był niemalże pewien, że z łatwością uda mu się wyjść z tej sytuacji.
- …Co? - spytał Czarna Łapa, mrugając oczami. Uśmiech zniknął z jego pyska - Uciekam? Przed czym uciekam? Polowałem. Zostawiłem kruka, wracam po niego. Szkoda żeby się zmarnował.
Wzruszył ramionami, przekrzywiając delikatnie głowę. Czy Ćmia Gwiazda i Barwna Woda aż tak się o niego martwili, że wysłali Płonące Niebo by sprowadził go na powrót do Królikarni, żeby rozwalony nos mógł w spokoju się goić? A może pogadanka o przytulaniu się do innych kotów była dla nich aż tak ważna, by chcieli przeprowadzić ją ponownie?
- Ale się oburzył. - roześmiał się - Rozumiem obrażenie się, ale żeby od razu lecieć do Ćmiej Gwiazdy skarżąc się na durne żarty? Delikatny jest. Jego powinieneś porównywać do zgniecionych żuków. Zarzucił mi, że zniszczyłem oko Kwitnącej Łapie. Obrzydliwe. - parsknął, a jego pysk wykrzywił się w brzydkim grymasie - Więc odpowiedziałem mu czymś równie głupim.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Gdyby Pożar wierzył w Gwiezdny Klan, to na pewno uniósłby wzrok ku niebu a jego myśli jęknęłyby "Gwiezdny Klanie". - Jesteś głupi jak spróchniała kłoda. - Skomentował z olbrzymim rozczarowaniem - Polowałeś? Poszedłeś na polowanie, tak? Nie masz fragmentu nosa, chwilę temu zostałeś opatrzony i twoje miejsce jest na twojej kościstej dupie w Królikarni. - gdyby chciał się powtarzać, to powtórzyłby, jesteś głupi czy jak? Jedno, że próbuje go przekonać takim słabym kłamstwem, a drugie, że gdyby to była prawda i Czarnowron FAKTYCZNIE poszedł na polowanie z urwanym fragmentem jego pustego łba który ledwo co przestał krwawić to również wskazywałoby na jego głupotę. Pożar spodziewał się ciekawszej odpowiedzi i w głębi serca czuł rozczarowanie. Nawet nie rozwijał swojej myśli, bo był pewien, że jego bratanek zorientował się dlaczego Pożar uznał to za nieśmieszny żart i jak to durnie brzmi. - I jesteś beznadziejnym kłamcą - a może to twoja arogancja? Kto wie. Nie Pożar i w tym momencie nie obchodziło go za bardzo czy winą tego, że Czarnowron nie potrafił kłamać była głupota czy przeświadczenie, że może srać wyżej niż ma dupę. Czuł, że zaczyna dostawać migreny. Medyk Klanu wysnuł w jego mniemaniu słuszną interpretację, ale żeby potraktowano to jak bzdury powiedziałem jeszcze bardziej obciążającą bzdurę. Genius. Och nieistniejący Gwiezdny Klanie, dodaj mi sił. Trening z Ćmą go chyba niczego nie nauczył. I dlatego Ćma była przywódczynią a Czarnowron tchórzliwie wymknął się w te pędy z obozu. - Nie polujesz. Uciekasz, bo wiesz, że zrobiłeś coś, za co może polecieć twoja głowa. Ty to wiesz i ja to wiem - majtnął swoim grubym, ciemnym ogonem. - Czy to wydłubanie oka tamtemu terminatorowi czy to "coś równie głupiego" jak to dyplomatycznie nazwałeś. Najwyraźniej masz na tyle rozumu, że ogarnąłeś, że twoje miejsce jest daleko od miejsca w którym spaprałeś sprawę. - Ech. Pożar był niewiele starszy w sumie od Czarnowrona gdy zabił i zakopał Wietrznego Wąsa. Czy naprawdę jego bratanek musiał okazać się taką niedorajdą, i cokolwiek zrobił, nawet, jeśli tylko bezmyślnie kłamał, musiał to zrobić tak, że od razu była z tego afera? Rozczarowanie. Wielkie rozczarowanie. Nawet za kłamstwa się płaci. - Posłuchaj mnie, Czarnowronie. W Klanie Rzeki są koty, na których mi zależy. Moja rodzina, moi bliscy, moi przyjaciele. W przestrzeni, w której są, nie ma miejsca dla kotów, które... czy to mogą wydłubać im oczy, czy to mogą dobierać się do nich podczas snu, czy to mogą kłamać na ten temat, oczerniając ich i Barwinka, myśląc, że są zabawni, czy cwani, czy sarkastyczni - Barwinek był jednym z niewielu kotów w tym żałosnym padole łez trzymającym się na ślinie który miał szczerze dobre serce. I był ładny. Wyglądał niemal jak Zimno. - Nie ma tu miejsca dla ciebie. Mam cię tu więcej nie widzieć. Mam nie wyczuć tu nigdy więcej twojego zapachu. Mam nie usłyszeć, jak wrony o tobie krakają. Masz tak zniknąć, jakbym miał zapomnieć, że kiedykolwiek istniałeś. Jeśli wpadnę na twój trop, to cię zabiję. To nasz kompromis. Ja cię teraz nie zabijam za bycie idiotą a ty znikasz stąd na zawsze.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Czarna Łapa obnażył kły w rozbawionym uśmiechu, który poszerzał się delikatnie wraz z każdym zdaniem, które opuszczało pysk Płonącego Nieba.
– Tak ci powiedziała? Że to ja? – spytał cicho – Przebiegła suka. Spodziewałem się… czegoś.
Po tych słowach zamilkł, a jego pysk przybrał poważny wyraz. Ognistopomarańczowe oczy zwęziły się w szparki. Nie miał zamiaru walczyć z Płonącym Niebem, nie w stanie, w którym obecnie się znajdował. Zostawienie miejsca, gdzie porzuciła go własna rodzina wydawało się najbardziej logicznym rozwiązaniem. Nie bał się przetrwania na własną łapę, wiedział, że sobie poradzi.
– Jeśli zależy ci na twoich bliskich tak, jak to mówisz, powinieneś pozbyć się prawdziwego zagrożenia, nie terminatora za to, że kłamie. Jak myślisz, dlaczego zniknął Słowik? Kto się go pozbył i dlaczego? Dlaczego nikt nie wyruszył na poszukiwania? Dlaczego mam zniknąć ja? Myśl, Płonące Niebo. Zastanów się zanim wypełnisz kolejny rozkaz tej małej, czarnej suki. – ostrzegł – Patrz, jak cię omamiła. Jedno słowo, a ty bez żadnych pytań lecisz wypełniać jej polecenia, w pełni przekonany, że robisz to dla dobra swoich bliskich. Łatwo cię omotać. Chyba lepiej być głupim jak spróchniała kłoda, niż być bezmyślnym pieskiem na posyłki. Jeśli mi nie wierzysz - chodź. Pokażę ci kruka, którego zostawiłem.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Próbuje odwrócić uwagę od swoich przewinień, starając się oczernić innego kota. Sprytniejsze, ale wciąż bardzo tanie. Może gdyby wybrał kota, którego Pożar dobrze nie znał, to miałoby to większą szansę zadziałać, ale, niestety, dobrze znał Ćmę, i to już od dawna. Nie był jej przyjacielem, i nie traktował jej jak przyjaciółkę, nie kochał jej, nawet jej jakoś szczególnie nie lubił - może trochę go pociągała i lubił gierki słowne między nimi oraz to wszystko co się działo. Wciąż jednak szybko sie zorientował o jej prawdziwym charakterze. Wiedział, że nie jest dobra. Wiedział, że próbuje manipulować nimi wszystkimi, próbuje utrzymywać swój wizerunek wyrozumiałej, solidnej przywódczyni, potrafiącej każdego wysłuchać, że dba o to, jak inni ją widzą, reżyseruje każdy swój fałszywy ruch. To było widać na tych wszystkich ceremoniach na których ją obserwował. Bo wydawało jej się, że ma ku temu powód.
- Myślisz, że nie widzę, że Ćma jest fałszywą manipulantką, której tak naprawdę nie obchodzi los, zdrowie i szczęście kogokolwiek z nas? To oczywiste. Było tak, odkąd ją znam, odkąd była jeszcze zastępczynią swojej pustej matki. Ale Ćma posiada jedną istotną cechę, jest bardzo ostrożna. Nie pozwoli sobie na absolutnie żaden ruch, który by ją wkopał. Na żaden ruch, na który ktokolwiek miałby dowód. Nie zrobi niczego, co powoduje, że jej śmieszna, nic nie warta ranga wysunie się z jej kruchych łapek - odpowiedział spokojnym tonem - Zrobi absolutnie wszystko, by pozostać na swoim wymarzonym szczycie, po który tak długo lizała rzyć swojej starej matki. A to powoduje, że jest ograniczona. Nie ma tak szerokiego pola manewru, jaki by była w stanie osiągnąć bez swoich nadymanych ambicji. - Westchnął cicho - Nie wiem o żadnym powodzie, dla którego miałaby usunąć Słowika. I nie sądzę, by miała to zrobić. Nie zrobił niczego złego, o czym byśmy wiedzieli, a był synem jej siostry... i wydaje mi się, że Ćma próbuje utrzymać dobre relacje ze swoim rodzeństwem. W tym z tym wrakiem kota, Pajęczą Nogą. Nie jestem zainteresowany oglądaniem twojego kruka, bo nie jest to dla mnie dowód, i jeśli zapytasz, czemu się dzielę z tobą swoimi obserwacjami, to chcę także, żebyś wiedział, że nic mnie obchodzi co stanie się z Ćmą. Będę z równym rozbawieniem obserwował jak siedzi na tej swojej skalce i wydaje swoje sztuczne rozkaziki jak i będę z równym rozbawieniem obserwował jak wywala się na swój drobny pyszczek z niej spadając. Przy czym mój kompromis jest nadal aktualny. To nasza ostatnia rozmowa na równym gruncie, Czarnowronie.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Każde zdanie, które wypowiadał Płonące Niebo dziwiło Czarną Łapę coraz bardziej. W końcu nie wytrzymał. Pod koniec parsknął szczerym śmiechem. Nie złośliwym. Płonące Niebo naprawdę go zdziwił, naprawdę po prostu go rozbawił.
- Co - wyrzekł, przerywając szybko swój śmiech - Płonące Niebo, przepraszam za to co powiem, wiem, jak to zabrzmi. Samemu ciężko mi w to uwierzyć, bo po prostu się tego nie spodziewałem. Ale ty chyba jesteś po prostu idiotą. Dla kogoś takiego jak ty, kto twierdzi, że troszczy się o dobro swoich bliskich… Posłuszeństwo wobec Ćmiej Gwiazdy, gdy ma się świadomość tego, jaka naprawdę jest, to przejaw głupoty lub słabości i strachu. Albo jesteś idiotą, albo ma cię w małym palcu. Dziwi mnie, że umiesz wytrzymać takie upodlenie. Oszukujesz sam siebie i mam nadzieję, że w końcu to dostrzeżesz.
Po tych słowach Czarna Łapa spojrzał w ziemię. Wiedział, że nie ma wyboru i w ciągu następnych kilku minut pożegna się z Klanem Rzeki. Czy na zawsze - nie wiedział. Ale z pewnością na długi czas. Jedno było pewne: nie zamierzał tak po prostu godzić się z porażką.
- W porządku. Odejdę. Nie chcę jednak zostawiać reszty naszej rodziny w niebezpieczeństwie. Nie chcę, by kogokolwiek spotkał taki los jak Słowika i mnie. - powiedział cicho i wbił znowu pomarańczowe oczy w pysk wojownika, przeszywając go swoim spojrzeniem na wskroś - W tym momencie jesteś jedynym kotem, który może mnie wysłuchać i któremu mogę zaufać, właśnie dlatego, że wiesz. Ja kiedyś nie wiedziałem. Podziwiałem Ćmią Gwiazdę i chciałem trenować pod jej okiem, by stać się wspaniałym wojownikiem, który kiedyś mógłby poprowadzić Klan Rzeki. Myślałem, że wzięła mnie pod opiekę, bo dostrzegła mój potencjał i chciała pomóc mi go rozwinąć. Ale było inaczej. Widziała moje ambicje i szybko dostrzegła, że mogą być dla niej tym zagrożeniem, o którym mówisz. Mój trening skończył się równie szybko, jak się zaczął. Pokazała mi granice i tereny Klanu Rzeki, opowiedziała trochę o innych Klanach. Mam dwanaście księżyców i wszystkiego, co potrafię nauczyłem się sam. Zniknięcie Słowika nie było karą dla Słowika. Było karą dla mnie. Ćmia Gwiazda chciała uświadomić mi, że ma nade mną zupełną władzę. Dlatego pozbyła się kota najdroższego mojemu sercu, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Musiałem na to patrzeć. To mnie zniszczyło, Płonące Niebo. Niedawno, wiedziony złością i żalem, zagroziłem, że nie będę dłużej milczeć, po tym wszystkim przestałem już bać się śmierci. I widzisz, spełniła swoją obietnicę wysyłając ciebie. Stanie z boku to zabawa dla tchórzy, Płonące Niebo. Jeśli NAPRAWDĘ troszczysz się o naszą rodzinę, nie powinieneś dać tej s*** żyć.
Ostatnie słowa były już sykiem. Czarny kocur wbił pazury w grząską ziemię, ściskając je tak mocno, aż poczuł ból przeszywający łapy. Nie zdążył pożegnać się z nikim i już nie zdąży, chyba że kiedyś zaryzykuje i zdecyduje się zbliżyć do terenów Klanu Rzeki.
- O jedno cię tylko proszę. Nie daj moim bliskim wierzyć w kłamstwa, które ci opowiedziała. I nie mów moim rodzicom, że nie żyję. To im złamie serca. - poprosił.
Nie miał już na co czekać. Odwrócił się i zerwał do szybkiego truchtu, zmierzając w stronę Grzmiącej Ścieżki.
Należało się w końcu ruszyć, nie?
Nie to że Węgorzowe Gardło leżał całymi dniami bezczynnie i nic nie robił. Starał się jakkolwiek być produktywnym dla swojego klanu i pomagać na wszelkie sposoby, ale też czuł pewien niedosyt wobec siebie. Ciągle wspomnieniami wracał do nieszczęsnej walki z Bawełnianą Nicią przeciwko łabędziowi. Wtedy wcale się nie popisał, już by wolał leżeć na miejscu tego łabędzia niż dostać reprymendę od wojowniczki. Czuł się beznadziejnie tym, jak zawalił taką sprawę. To było takie, jakby po prostu tego ptaka głaskał, a naprawdę Bawełniana Nić z nim walczyła i przepłaciła za to uchem. Nie wiedział jak mógłby przeprosić wojowniczkę, nie wiedział co by ją ucieszyło od niego (oczywiście poza świętym spokojem od czarnego wojownika). Wyszedł na obchód wokół terenów w poszukiwaniu śladów ewentualnego intruza. Wszystko było w porządku, dopóki na horyzoncie nie dostrzegł puchatej sylwetki kota. Tym kotem była Bawełniana Nić, a to ci dopiero. Albo to Bawełna ma okropnego pecha, że ciągle na niego wpada, albo to Węgorzowe Gardło ma takie szczęście, że ją spotyka, kiedy nasunie się mu na myśl. Wziął głęboki wdech i powoli, spokojnym krokiem zbliżył się do wojowniczki, chcąc na mordkę wprosić delikatny uśmiech. — Cześć - zamruczał, stając obok niej. Nawet nie dał jej momentu na przywitanie się, o ile chciała, a przeszedł do rzeczy. — Za nim cokolwiek powiesz. Wiem, że pewnie masz mnie dosyć zwłaszcza po tamtym polowaniu. Ale mi jest naprawdę wstyd za tamtą sytuację. Za to, co powiesz na krótki sparing na rozładowanie tego napięcia? - spytał z małym promyczkiem nadziei w oczach.
// bawełniunia
Kremowa kotka wyszła z obozu nie po to by polować, wykonywać obowiązki. Była, bo gwar rzecznego obozu powoli ją przybijał, przytłaczał, sprawiał że czuła się niekomfortowo. A musiała dbać o siebie bardziej niż kiedykolwiek indziej. Musiała, bo miała tylko siebie. Matka już dla niej nie istniała, podobnie jak cała reszta jej nędznej rodziny. Oleandrowej Łapy nie było, nie było także Ćmiej Gwiazdy. Mętlik i Pożar byli tłem. Nie ważniejszym niż ona. Dlatego musiała dbać przede wszystkim o siebie. Bo nie miała nikogo innego.
Kiedy usłyszała irytujący głos Węgorzowego Gardła, irytujący niczym skrzek tartego styropianu, odwróciła się sztywno. Nie zdążyła nic powiedzieć, to on zaczął swój wywód. Ciekawe ile razy ćwiczył go przed taflą wody, pomyślała z rozbawieniem. - Czego ty ode mnie oczekujesz. Przychodzisz do mnie co księżyc z sprawą, cały czas przepraszasz. Nie wiedziałam że aż tak ci zależy. Nie wiem tylko, dlaczego. Po co ci ja jestem w tym twoim niedorzecznym życiu? - spytała, odpuszczając sobie ostry ton. Jej głos był zmęczony. Wyjątkowo nie chciała się kłócić, nie chciała wyciągać brudów, nie chciała składać pretensji. Ćmia Gwiazda również zaproponowała jej sparing w momencie, gdy nie czuła się dobrze. Nie wiedziała dlaczego, ale Węgorz podświadomie zrobił to samo. Zaproponował odciągnięcie od natarczywych, wyniszczających myśli. Cholerny dupek, znowu mu się udało.
Bez słowa wstała, napięła się. Spojrzała na kocura dziko, starając się rozbudzić. Sparing. Bez zastanowienia ugięła łapy, i nie czekając ani sekundy sięgnęła długą, kremową łapą tak, by zdzielić wojownika w pysk.
— Po prostu zależy mi na dobrych kontaktach z kotami, które niedawno poznałem, a ciebie ciągle zawodzę - powiedział trochę pewniej słysząc, że ta go tym razem nie skarciła. Może ten sparing to i dobry pomysł? Kotka zapomni o problemach i może rozładować napięcie wynikające z irytacji obecnością Węgorzowego Gardła. Dziwne, że wiedząc iż ją irytuje ciągle zawracał jej ogon.
W sparingu nigdy nie brał udział, ale wychodzi na to, że to po prostu jak trening walki, ale nie na poważnie. Zdołał uniknąć uderzenia Bawełnianej Nici odskakując na bok. Noe spodziewał się tak szybkiej reakcji na sparing. Machnął w powietrzu ogonem kilka razy. Przypomniały mu się kocięce zabawy w legowiskach. Węgorz i również spróbował swojego szczęścia wyciągając puchatą łapę z zamiarem uderzenia w bark wojowniczki.
- To może czas sobie odpuścić? - podsunęła mu ten pomysł, choć jej głos nie naciskał, nie mówiła zdenerwowana, jakby bardzo chciała by poszedł w tą stronę. Oczywiście, wolałaby żeby kocur w końcu dał sobie spokój i nie zatruwał jej dupy średnio co cztery księżyce, ale z drugiej strony zabawnie było patrzeć na to, jak bardzo się starał. Nawet, jeśli tego nie rozumiała, poniekąd było to miłe że chciał się z nią zadawać. Szkoda, że ona nie do końca, a on wręcz wciska jej tę relację na siłę.
Skrzywiła się niezadowolona, kiedy to czarny wojownik zgrabnie uniknął jej ataku. Był zwinny. Musiała zapamiętać.
Jej grymas pojawił się ponownie, kiedy syn Wydmowego Wiatru szybko zaatakował na tyle niespodziewanie, że nie zdołała się odsunąć. Poczuła pulsujący ból na prawym barku, a to jedynie wyostrzyło jej chęć walki i rywalizacji. W pewnym momencie gwałtownie szarżowała na kocura, z zamiarem mocnego obicia i popchnięcia. Była ogromna, umięśniona. Musiała wykorzystać tę przewagę.
Jednak Węgorzowe Gardło nie miał zamiaru odpuścić.
Będzie próbował aż do skutku. Z pewnością uda mu się okiełznać charakter Bawełnianej Nici, albo chociaż trochę wkraść się w jej łaski. Widział jaki duch walki pulsuje w oczach wojowniczki. Może to i lepiej? Wyrzuci te wszystkie negatywne odczucia podczas sparingu, dobrze jej to zrobi. A może i jemu? Chociaż na chwilę zapomni o zmartwieniach związanych z wiekiem matki. Kiedy zauważył szarże kotki, sprężył łapy do skoku aby wybić się poza zasięg wojowniczki. I udało mu się. Uskoczył od jej szarży. Obrócił się ostro w jej kierunku i tym razem on spróbował zaszarżować na wojowniczkę.
Widząc jego kolejny perfekcyjny unik, albo inaczej - nie czując jego ciała na końcu swojej szarży, wbiła pazury w ziemię zirytowana. Ten cholerny kocur poprawił się od ostatniego starcia z łabędziem. No, była także możliwość, że teraz się starał. Że się nie bał. A widząc prawdziwe zagrożenie po prostu obsrał gacie.
Spojrzała na niego, gdy ten był już dość blisko niej. Także szarżował. Odskoczyła więc szybko, choć nim jej grube ciało zebrało się w całości, Węgorzowe Gardło świsnął pyskiem po jej zadzie. Nic, prócz naprawdę małego i niegroźnego obicia z tego nie będzie. Podniosła wysoko głowę, po czym wybiła się z ziemi w celu wylądowaniu na grzbiecie czarnego kocura, tym samym przewracając go na ziemię. Koniec tego cyrku.