Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Nikt jej nie skrzywdził. Mogła odetchnąć z ulgą, gdyby nie wyczuwalne napięcie panujące miedzy Tundrą, a Tsunami. Zupełnie tego nie rozumiała. Czemu jej siostra miała tyle pretensji o to że Tundra zaszła w ciążę? Przecież sama miała już własne dzieci, więc czemu nie mogła zrozumieć ich matki? Bo nie wszystko kręciło się wokół niej? Bo szylkretowa kotka była od nich sporo starsza i nie była idealna? Chciała coś powiedzieć stanąć po stronie matki, ale postanowiła ten jeden raz się nie odzywać. Gdyby to chodziło o każdego innego kota, to na pewno wtrąciłaby swoje trzy grosze, bo chyba nawet za bardzo lubiła się wtrącać w nieswoje sprawy. Ale nie potrafiła tego zrobić teraz gdy chodziło o jej rodzinę. Wiedziała że nie ważne co powie i po czyjej stronie nie stanie, to albo będzie skłócona z siostrą albo z matką. Nie chciała żadnej z tych rzeczy, więc postanowiła zwyczajnie nie komentować zachowania siostry, a bardziej skupić się na matce.
- Jeżeli będziesz potrzebowała pomocy przy kociętach, to no, możesz na mnie liczyć. Łatrzyk i Zroszony Listek, też na pewno nie będą miały z tym problemu, w końcu są piastunkami no nie? Nie jesteś z tym sama - powiedziała, mając nadzieje że jej słowa chociaż trochę jej pomogą i Tundra i jej dzieci nie skończą tak samo jak Tsunami i jej maluchy, przez parę pierwszych tygodni. Uch, nie chciała patrzeć na to jeszcze raz i tym bardziej by spotkała to kogoś z jej rodziny jeszcze raz.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Za późno. Gdybym wcześniej zorientowała się, że jestem w ciąży, mogłabym postąpić inaczej, a teraz, kiedy już czuję ich ruchy w sobie... Nie wyobrażam sobie musieć ich rodzic i oglądać ich martwe, ale w pełni ukształtowane ciała. - powiedziała poważnie Tundra, czując jak na wspomnienie o rodzeniu martwych kociąt, zaczęły się one gwałtowniej poruszać. Zapewne dlatego, że serce ich matki zaczęło bić nieco szybciej. Zignorowała to i tylko obliczała pysk. - Złowiłam mysz, teraz muszę ją zjeść. - dodała, mając rzecz jasna na myśli, że zamierza wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Popłynęła w tany z kotem, który mógł ją zapłodnić, musiała teraz zachować się dla odmiany odpowiedzialnie i wychować kocięta w Nowym Świcie na dobre i odpowiedzialne koty. Być może nie czekały ją tego dnia same złe wiadomości, bowiem kiedy jej jaśniejsza córka otworzyła pysk, słowa które go opuściły zamiast podsycać w niej niepewność i obawy, jak to było w przypadku Tsunami, zapaliły we wnętrzu Opoki wątły płomień nadziei.
Postawa Sekwoi sprawiła, że poczuła dumę. Po jej wnętrzu rozlało się ciepłe uczucie ulgi, które miało związek z akceptacją i zrozumieniem, z które otrzymała od całej połowy swojego potomstwa. Miało to wielkie znaczenie.
- Dziękuję, Sekwojo. - powiedziała do niej tylko, chociaż w głowie pływało jej w tej chwili o wiele więcej treści, którą chciała jej przekazać, a która to nie potrafiła ułożyć się w słowa. Powiedzieć, że jest jej bardzo wdzięczna, że to naprawdę wspaniały uczucie, kiedy znajdzie się pierwszą osobę, która zdaje się być po jej stronie. Być może wiecznie poważna i niewzruszona Tundra nie sprawiała wrażenia osoby, która na co dzień potrzebuje takiego rodzaju wsparcia ale… w tak trudnej sytuacji, jaką była wizja bycia samotnym rodzicem, każde dobre słowo miało znaczenie. Nawet jeżeli ona nie potrafiła dać tego po sobie poznać. Posłała jej tylko pełne wdzięczności i czułości spojrzenie, które miało zastąpić wszystkie słowa, których czekoladowa nie potrafiła wypowiedzieć.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Czuła się dziwnie.
Część jej umysłu, której zawsze się słuchała, ta wiecznie rozgniewana, przepełniona goryczą tak jak zawsze, powtarzała jej podświadomie, że ma być wściekła na Tundrę. Opoka może i nieświadomie, ale zrobiła sobie kocięta, które miały zastąpić ją i Sekwoję - a na pewno ją, tą zepsutą i wybrakowaną. Ale... zdrowy rozsądek przebił się przez gniew i rozżalenie. Dawno nie myślała tak racjonalnie, jak teraz, nad czymkolwiek.
Tundra była wieloma rzeczami, ale nie kłamcą. Tak o niej sądziła Tsunami, zawsze. Nie planowała tych kociąt, ale ich chciała. W przeciwieństwie do niej samej, ale jeśli córka Opoki była w stanie pokochać niechciany miot, to nie miała wątpliwości, że Tundra pokocha te larwy. Planowane czy nie. Chciała ich, to ma. Nie umiała o nich myśleć jak o w pełni wykształtowanych kotach, bo nimi nie były, i nie potrafiła o nich myśleć jak o młodszym rodzeństwie, bo jej jedyną siostrą była Sekwoja, ale wyjątkowo nie umiała czuć gniewu ani wobec Tundry, ani jej nienarodzonych dzieci.
Podeszła bliżej. - ... na nas liczyć. Nas obie. Masz dwie córki - nie zapominaj, Tundro, proszę, nigdy nie zapominaj, że wciąż masz dwie dorosłe córki. Słowa te ledwo wypłynęły Tsunami z pyska i zaraz potem musiała przełknąć ślinę i głośno odetchnąć. Ogon szylkretki nerwowo drżał, ale wyglądała na... spokojną. Pierwszy raz od dawna. Musiała to przemyśleć, ale wyglądała spokojnie.
Gdzieś w głębi kryły się pretensje o to, że Tundra nie zdołała poprawnie wychować jej, a sądziła, że wychowa kolejne kocięta, ale zazdrość na razie nie przemawiała przez Tsunami. Przynajmniej już nie. Pojawiło się za to dziwne uczucie i ponowna próba postrzegania Tundry jako faktycznej matki. Tsunami nie czuła tego od miesięcy i nie wiedziała, skąd nagle się to wzięło, ale wzięło.
- Możemy- - zerknęła nerwowo na Sekwoję, potem znowu na Opokę. - ...mogę cię. Przytulić?
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
To jedno dziękuje nie znaczyło dla Sekwoi zbyt wiele. Nie dawało jej żadnej pewności że jej słowa pomogły jakoś Tundrze bądź w ogóle do niej trafiły. Matka jednak zawsze była taka... sztywna, więc zdążyła się już przyzwyczaić. Przeżywała emocje na swój własny stoicki sposób i to normalne. Bywało to jednak trochę, a nawet bardzo mylące, dało się jednak do tego przyzwyczaić. Ale cholera jasna, czy mogłaby chociaż raz odstawić swój sposób bycia na bok i pokazać że naprawdę będzie wszystko okej? Że wcale nie odrzuci swoich dzieci, a Sekwoja nie będzie musiała robić za tą dorosłą, opanowaną i dojrzałą? Nie powiedziała jednak co myśli, bo musiała być, no kto by się spodziewał, dorosła, opanowana i dojrzała. Zależało jej na rodzinie, oj naprawdę jej zależało.
Jednak spojrzenie jakie Tundra posłała w jej stronę, było bezcenne. Wrażało więcej niż tysiąc słów i chociaż nie obiecywało że wszystko pójdzie dobrze i gładko, to jednak pokazywało że jej słowa naprawdę dotarły. Tundra zrozumiała i na ten moment jej to wystarczało. Musiało wystarczyć, bo przecież sama Tundra nie wie jak się zachowa po ich narodzinach.
Wszystko jeszcze bardziej zaczęło się układać, gdy Tsunami w końcu okazała więcej empatii, dla Tundry, ich matki, która znalazła się w podobnej sytuacji, co sama Tsunka kilka księżycy temu. Kremowa kotka wprost nie mogła w to uwierzyć w taką nagłą zmianę nastawienia o sto osiemdziesiąt stopni. Przez chwile nawet się zastanawiała czy to nie jest jakiś dziwny sen, a kociaki Tundry jedynie wytworem jej wyobrazi. To wszystko działo się naprawdę.
Trochę powątpiewała w taką nagłą zmianę zachowania, ale na razie nie zamierzała weryfikować jej szczerości. Szczególnie że Sekwoja zawsze wierzyła że pod tą pokrywą gniewu, zazdrości i szylkretowego futerka, kryję się coś dobrego. Może wcale nie będzie tak źle z tym młodszym rodzeństwem? A nawet pokuśmy się o stwierdzenie że będzie nawet lepiej niż było? Jeżeli oczywiście siostra niczego nie udaje i naprawdę nie ma więcej żadnych żali do matki, o tą ciąże. Sekwoja uśmiechnęła się, a bardzo rzadko się uśmiechała, o ile w ogóle. Normalnie po prostu nie miała takiej potrzeby ani powodu. Nie pytając o zgodę podeszła do Tundry i wtuliła głowę w jej szyję. Dając też znak Tsunami, nadal z koślawym uśmiechem na pyszczku, że może zrobić to samo, bo przecież czemu mama miałaby jej zabronić?
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
To nie tak, że Tundra nie odczuwała emocji. Prawdopodobnie czuła ich tyle samo i w takim samym natężeniu, co przeciętny kot. Nie miała po prostu zdolności ich okazywania, uzewnętrzniania. Jej własna matka tak długo wychowywała swoje córki w duchu nieokazywania emocji, a przede wszystkim słabości, że jej czekoladowa córka straciła zupełnie tę umiejętność. Źródła takiego stanu rzeczy należy się dopatrywać już kilka pokoleń wcześniej, kiedy to babka Tundry została porzucona przez partnera i zmuszona do wychowania kociąt samodzielnie, przez co traktowała je z ogromnym chłodem, czego skutki można było obserwować nawet w tej chwili, w tej sytuacji, w której córki Tundry boją się, że ta ich nie kocha, że je porzuci dlatego, że urodzi swoje własne kocięta. Czuła, co się dzieje, nie była przecież ślepa ani głupia ale miała w sobie tak silną blokadę, że… aż poczuła żal. Smutek tak wszechogarniający, że do jej zwykle tak niewzruszonych oczu napłynęły łzy.
- Zawsze możecie mnie przytulić - powiedziała spuchniętym od emocji głosem - Zawsze, kiedy tego potrzebujecie - dodała i wygląda na to, że Tundra rozszlochała się na dobre.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXTundry nie było w miejscu, w którym najczęściej można było ją zastać. Miała teraz pod opieką uczniów, musiała zadbać o ich edukację. Rozumiała to, a jednak nadal z tęsknota spoglądała w kierunku Cichego Kącika w nadziei, że po kolejnym mrugnięciu powiek ona tam będzie. Wspaniała jak zawsze. Może to i lepiej, że Opoki tam nie było. Nie wiedziała co powinna był zrobić w sprawie ich... sytuacji. To, ze ostatnimi czasy obie były pochłonięte obowiązkami było Pokrzywie właściwie na łapę. Nawet pomimo smutku, jaki ją ogarniał, gdy na długo traciła Tundrę z oczu. To co się stało podczas jej powrotu, a później w lecznicy... Jak miała to wszystko rozumieć? XXXSzylkretka nawet nie zauważyła, gdy łapy bezwiednie zaprowadziły ją bliżej i bliżej. Do miejsca, które przesiąkło jej zapachem, jej obecnością. Czuła niemal, jakby czekoladowa była tu, dokładnie w tej chwili. Zielarka, bo nie miała zamiaru godzić się ze swoją nową, tymczasową rangą, zmrużyła oczy. Skupiła się na roznoszącym się w okolicy zapachu, który zdawał się... przybierać na sile?
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Czy mogłaby powiedzieć, że niewyjaśniona sytuacja z Pokrzywą zdejmuje jej sen z powiek? Nie, nie mogła. Od momentu swojego wybudzenia się, Tundra miała bardzo wiele na głowie. Szkolenie Jenota, nauki uczniów, do tego obowiązki Opoki. Nie znajdywała wiele wolnego czasu na rozmyślanie na temat swoich uczuć. Wieczory wyglądały dla niej tak, że wyczerpana dniem kładła się i dwa uderzenia serca po złożeniu głowy na łapach, zasypiała.
Sprawę trzeba było jednak wyjaśnić. Jak długo można było żyć w niepewności, w niewiedzy? Tylko czy będzie w stanie otwarcie i szczerze porozmawiać z szylkretką o uczuciach? Jesteś dorosła, Tundra. Jesteś Opoką, pokonywałaś łabędzie i lisy, nie może pokonać cię rozmowa o uczuciach. Prawda była jednak inna, poszukując tego dnia córki Dyni, czekoladowa miała wrażenie, że wolałaby jednak stoczyć kolejną walkę z borsukiem.
Już ją widziała, nie mogła się wycofać. Zbliżała się do niej żwawym kłusem, a serce pod białym futrem kołatało coraz głośniej. Naprawdę dobrze było ją widzieć, jak zwykle wyglądała pięknie. Promienie słońca tańczyły na jej kolorowym futrze. Tylko, że tym razem również nieco ją niepokoiła.
- Pokrzywo – przemówiła miękko, kiedy zatrzymała się długość ogona od niej. – Powinnyśmy porozmawiać – ogłosiła poważnie, nie będąc świadoma że mogła zabrzmieć nieco szorstko.
Dzisiejszy dzień miał zapowiadać się lepiej. Miała znowu zwiedzać obóz, coś się dowiadywać, a i myślała by odnaleźć Aurę. Miała porozmawiać z kotem po dołączeniu tutaj, a nie miała do tego okazji. Kiedy już przeciągnęła się ospale, ktoś do niej podszedł. Nie znała kota. Przedstawił się jako Cyryl i powiedział, że Tundra ją do siebie wzywa. Tundra, Cyryl, za cholery nikogo nie zna i kojarzy. Cyryl odprowadził Muzę do Tundry, by ta przypadkiem kotów nie pomyliła i Opoce nie kazała czekać. Rozpoznała ją tylko dlatego, bo Cyryl patrzył prosto na kocicę. — Jestem - powiedziała stając przed Opoką.
/ Tundra
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Muza pojawiła się w jej pobliżu szybciej, niż Tundra mogła przypuszczać. Sądziła, że spędzi większość przedpołudnia czekając na kotkę. Tymczasem czekoladowa ledwie zdążyła zająć miejsce siedzące i już słyszała u swojego boku wypowiedziane obcym głosem “jestem”. To nie tak, że wątpiła w posłuszeństwo Cyryla czy Muzy, była zwyczajnie przygotowana na fakt, że ich spotkanie się zajmie trochę czasu. To ładna kocica, przeszło jej przez myśl. Tylko, że śliczne kotki to nie to, czego potrzebował Nowy Świt. Potrzebowali zorganizowanych i rozgarniętych, gotowych do podporządkowania się zasadom kotó. Tymczasem dymna kotka właśnie przed nią stała i wypowiedziała tylko “jestem”, bez żadnego “dzień dobry, elo, pocałuj mnie w nos”, żadnego skinienia głową.
Dumna kocica uniosła wysoko jedną z brwi i kiwnęła Nowicjuszce głową. Głęboko, wymownie.
- Dzień dobry, Muzo. - rzekła z naciskiem, nie odrywając od niej wiercącego wzroku żółtych oczu. Była ciekawa, czy kotka wyłapie aluzję. - Jestem Tundra, Opoka Nowego Świtu. Ktoś zdążył Ci wyjaśnić, na czym polega moja ranga i moja rola? - mówiąc te słowa czekoladowa miała na myśli raczej coś w stylu: Czy wiesz już jak bardzo ukończenie twojego nowicjatu zależy ode mnie?, ale zdecydowała ubrać tę wypowiedź w nieco bardziej taktowne słowa.
A trzeba było przyjść później. Zdecydowanie. Po kiego pchała się tak szybko? Nawet nie wiedziała czym sobie przesrała u Opoki! Mięsnie napięły się od tego spojrzenia. Źle podeszła? Na jej to było normalne, a jak już to nie karalne. Koniec ogona nerwowo poderwał się do góry i opadł, jak ryba wyciągnięta z wody, i tak jeszcze kilka razy. Zrozumiała aluzję. Nie wiedziała jak mogła by to pokazać, ale zrozumiała. Poniekąd. Kiedy tak się jej przyglądała, to wyglądała znajomo. Nie jakoś bardzo, ale coś jej ta sylwetka- a, chwila, Sekwoja. Teraz wie skąd kojarzy ten wygląd. Nie jest to uderzające jakoś, ale jest. I charaktery się trochę zgadzają. Tylko Sekwoja jest na swój sposób wręcz irytująca, zaś Tundra... Ciężko to nazwać. — Tak, Tundro. Artem się tym zajął - trochę podłapała to, w jaki sposób mówiła Tundra. Może w ten sposób chociaż trochę wróci na dobre tory. — Jako Opoka nadzorujesz działania Piastunów i masz pieczę nad nowicjatami i lekcjami. I to od ciebie zależy kiedy ktoś rozpocznie lekcje, przydzielasz opiekunów do nowicjatów i przekazujesz propozycje Piastunów radzie - po części zrozumiała czemu o to pyta. To od niej zależą jej dalsze losy. Wspaniale.
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Czekoladowa skinęła głęboko głową, kiedy Muza przestała mówić. Na znak, że wszystko co młodsza kotka powiedziała jest prawdą, jak i na znak uznania co do bogatej i precyzyjnej odpowiedzi. Prawda była taka, że celem Tundry nie było przepytywanie Muzy z jej wiedzy na temat Nowego Świtu ale upewnienie się, że kotka wie, z kim rozmawia. Musiała mieć pewność, że kotka wie, że posłała po nią Opoka, a nie przypadkowy kot który chce poplotkować. Swoją drogą, plotki zdecydowanie nie były tym, co szczególnie interesowało Tundrę.
Nie wyczuła, w jak nerwowy nastrój wprowadziła Muzę. Nie dotarło do niej, że mogła ją zdenerwować czy też zestresować. Zdecydowanie nie była mistrzynią empatii.
- Jesteś w Nowym Świcie już jakiś czas. - zaczęła, dużo spokojniej niż wcześniej. Jej głos brzmiał dużo bardziej swobodnie. Pozwoliła sobie na zajęcie miejsca siedzącego i owinięcie pręgowanym ogonem drobnych, białych łap. - Jak się tu czujesz? Jest tak, jak się spodziewałaś? - zapytała tonem, który jej zdaniem był uprzejmy. W praktyce wypowiedziane przez nią zdania dalej brzmiały jak rozkazy, tylko trochę bardziej… uprzejme rozkazy.
Jasne oczy ciemnej kocicy uważnie skanowały sylwetkę Tundry, ale starała się by nie robiła tego w jakiś nachalny sposób. Już i tak chyba za bardzo podpadła kocicy. Nie bardzo rozluźniła mięśnie po mimo zmiany tonu Tundry. Znowu by się rozluźniła, a zaraz by dostała powód do kolejnych obaw. Już sama Opoka sprawiała, że czujność Muzy skakała tak wysoko jak wiewiórka po gałęziach. — Wydaje mi się, że tak - odpowiedziała przenosząc wzrok z ogona na pysk Opoki. — Szukałam Nowego Świtu już jakiś czas i odczułam ulgę, że w końcu dotarłam do celu. Więc... Tak. Czuje to, co chciałam - a odczuje jeszcze większą ulgę jak w końcu zyska to, co naprawdę chce, wiedzę. I będzie mogła ją wykorzystać. — Jeżeli mogę wiedzieć, Opoko. Skąd ta chęć rozmowy ze mną? Chyba nie jestem tu jedyną nowicjuszką, prawda? - spytała pewniej. Nie widzi nic złego w tym pytaniu, to jest zwykłe pytanie, jak każde inne. Chęć zaspokojenia trawiącej ją ciekawości. Czemu akurat ona?
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Rozmawiam z każdym nowicjuszem. I to nie raz. - zapewniła ją, nieco zaskoczona tym pytaniem. Przed chwilą kotka zapewniała ją, że zna dokładnie rolę Opoki w grupie, a kilka uderzeń serca później pytała, dlaczego właściwie czekoladowa chce z nią rozmawiać. Okłamała kędzierzawą, czy była nieszczególnie bystra? Kocica zastrzygła brązowymi uszami i spojrzała na dymną kotkę ponownie, jakby chciała jeszcze raz dać jej szansę. - Poznaję każdego Nowicjusza, by być w stanie określić, kiedy są gotowi na zakończenie nowicjatu. To część moich obowiązków. - zapewniła ją z trzepnięciem ogona. Mimo, że tego dnia czuła, że jej zapasy cierpliwości były wyjątkowo duże, gdzieś w głowie Tundry pojawił się ostry kamyczek gniewu. Ze zniecierpliwienia. Jednak dla oczu i uszu młodszej kocicy wciąż była zupełnie spokojna. To znaczy, dokładnie taka sama jak na początku. - Myślałaś już o ścieżce dla siebie? - zadała kolejne pytanie, licząc że czarna kotka zechce zacząć z nią współpracować i cała ta rozmowa stanie się bardziej znośna dla ich obu.
Faktycznie, to co mówiła kocica mogło nie być pełne ładu i składu, ale to głównie przez stres jaki odczuła. Nie mogła przy kocicy się rozluźnić. Może i nie wydawała się wrogo nastawiona i w ogóle, to ta powaga jakoś... Źle wpływała na nowicjuszkę. Pytanie o ścieżkę wydawało się jej łatwiejsze, może i tego nie spartoli. — Jestem już pewna co do ścieżki. Wybieram Ścieżkę Salamandry - powiedziała zdecydowanie patrząc w żółte oczy kocicy. Ale długo nie utrzymała kontaktu wzrokowego i spojrzała gdzieś w dal. — W sumie po to też tu się znalazłam. Chciałam poznać więcej odnośnie wiedzy medycznej, a na osiedlu mało takich było - przyznała, ale zaraz pośpieszyła z wyjaśnieniami by kocica nie uznała jej za oszusta jak prawie (nie prawie) zrobiła to Sekwoja. — Ale mam zamiar wykorzystać tą wiedzę tutaj. Inaczej było by bez sensu abym się uczyła, a potem uciekła.
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Pozytywka nie czuł się najlepiej. Emocjonalnie, znaczy się - fizycznie wyzdrowiał, przestał kichać, kasłać, przestało kręcić mu się w głowie gdy tylko próbował zrobić więcej, niż trzy kroki do przodu. Sypiał lepiej, chociaż wciąż wstawał niewyspany. Nagłe zniknięcie Raniuszka dalej było dla niego zagadką porównywalną do kodu enigmy, czymś niezrozumiałym, czymś absurdalnym, surrealnym - jakby koszmarem z którego desperacko chciał się obudzić. Raniuszek by jego - i jego rodzeństwa - ot tak nie zostawił, więc... coś musiało się stać.
Jeśli ktoś miał wiedzieć, co stało się z ojcem, to musiała to być wszechwiedząca prababcia. W oczach Pozytywki, Tundra była niemal wyrocznią, chodzącą skarbnicą wiedzy i znała odpowiedź na każde pytanie. Może na to też znała.
Kocię niezgrabnie, jakby od nowa uczyło się chodzić po chorobie podeszło do Opoki, wypatrzywszy ją w Cichym Kącie. - Prababciu Tundrooo - zawołał Pozytywka, przeciągłym, cienkim głosikiem, zaraz dosiadając się do kędzierzawej kotki. - Dzień dobry... czy możemy porozmawiać? Nie przeszkadzam w czymś ważnym?