Logo Artemidy
Mgielne Bajoro
#91
Syn Olchowego Szeptu poddawał się swojej ulubionej czynności, czyli siedzeniu na gałęzi drzewa i obserwowaniu Klanowiczów. Niestety, nie czuł żadnej satysfakcji z tego jak do niedawna. Cały czas jego wzrok kierował się na Korzenną Jamę, z której już nigdy nie wyjdzie Szczypiący Mróz. Nie mógł dłużej tego znieść, więc postanowił się przejść z dala od lecznicy. Zawieja zeskoczył z gałęzi i opuścił Obóz. Nie szedł takim eleganckim krokiem jak zwykle, gdyż, nie miał na niego siły, ani chęci. Nawet jego futerko nie było idealnie ułożone. Odkąd Mróz zginął, Tnący nie jest sobą. Nie potrafi pozbierać się po śmierci brata, z którym miał najlepszy kontakt. Najpierw zaginął jego kochany Szron, potem zginął ojciec, który był dla niego autorytetem, siostra będąca ważnym kotem w jego życiu oraz zniknęła matka. Wszystkie ważne mu koty po kolei odchodziły, został mu tylko Pęknięta Kra, z którym nawet dobrze się dogaduje, nawet na polowania czasem chodzą razem. Kto by pomyślał, że do niedawna czarna owca w rodzinie stanie mu się bliska. Zawieja szedł sobie powoli rozmyślając o swoim rodzeństwie zbliżając się do Mgielnego Bajora. W pewnym momencie dojrzał znajome mu futro. Westchnął smutno i przez dłuższą chwilę zastanawiał się czy podejść do brata. Zapewne chce pobyć sam i nie życzy sobie teraz towarzystwa. Zawieja miał już zawrócić i zmienić cel swojej wędrówki, kiedy coś go tchnęło. Stwierdził, że im obu dobrze zrobi, jeśli porozmawiają, bo do tego nie mieli za wiele okazji. Może to idealny moment, aby zacieśnić więzy rodzinne?
- Chłodny Szepcie- powiedział smutnym, nieco zachrypniętym głosem, gdy odpowiednio blisko podszedł do Chłodu. Następnie usiadł obok brata i zaczął w milczeniu przyglądać się zbiornikowi wodnemu zastanawiając się od czego zacząć rozmowę.
[Obrazek: Zawieja.png]
LVL 6 115 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Niezbyt długo dane mi było pozostać samemu. Słysząc skrzypiący pod czyimiś łapami śnieg odwróciłem głowę w stronę, z której dochodziły kroki. Bez problemu rozpoznałem w przybyszu mojego brata, Tnącą Zawieję. Zazwyczaj poruszał się on dumnie i elegancko, jak zresztą praktycznie każdy w naszej rodzinie. Tym razem było inaczej, lecz wcale mnie to nie dziwiło. Sam ostatnio chodziłem ociężale, wlokłem łapę za łapą, a to wszystko przez tą nagłą, bolesną śmierć naszego brata. Żaden z nas nie był teraz sobą. Patrzyłem chwilę na burego, po czym powróciłem spojrzeniem na taflę brudnej wody; gdy usiadł obok mnie, zerknąłem na niego jedynie kątem oka. Może nie byłem w tamtej chwili zbyt skory do rozmów, ale nie miałem zamiaru być niemiły w stosunku do brata, czy też prosić go o zostawienie mnie samego. W końcu obaj cierpieliśmy tak samo i powinniśmy siebie wspierać. Poza tym, przez to wszystko mnie też naszło kilka refleksji. Powinienem zadbać o relacje z moimi braćmi, których wcześniej jakoś specjalnie nie pielęgnowałem. Zrozumiałem, jak bardzo ulotne jest życie i trochę przewartościowałem sobie wszystko; postanowiłem, że polepszę kontakty z rodzeństwem. Nawet z Krą. Bo co prawda nie było między nami już tak tragicznie jak kiedyś, ale nadal wyczuwalny był ogromny dystans, niejakie napięcie, a rozmowy były sztywne i bardzo ograniczone. Zaś moje relacje z Zawieją zawsze były neutralne, lubiliśmy czasem sobie pogadać, ale nie byliśmy ze sobą szczególnie blisko. To chyba dobry moment, by pchnąć to w lepszym kierunku.
- Witaj, Tnąca Zawiejo. - odparłem beznamiętnie, bez cienia uśmiechu na pysku, który dość często na nim gościł. Pomijając fakt, że zwyczajnie nie miałem ochoty na jakieś wymuszane uśmieszki, to chyba w tej sytuacji byłby on po prostu niestosowny. Zastanowiłem się, jak mogłem zacząć rozmowę. Zapytać, jak on się czuje? A jak mógł się czuć? Nie, to było głupie. - Jak się trzymasz? - wydukałem w końcu i spojrzałem na kocura. Ta rozmowa nie zapowiadała się na prostą, ale ostatnimi czasy nic proste nie było.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Zawieja przez dłuższą chwilę zastanawiał się, co powiedzieć bratu. Sytuacja nie była dla niego łatwa, ale nie chciał za bardzo marudzić, ani wyjść na mięczaka. Przygryzł subtelnie dolną wargę i spojrzał w oczy Chłodu. Widział w nich samego siebie, więc postanowił, że będzie szczery. W końcu są rodzeństwem, więc nie powinni nic przed sobą ukrywać, ponadto muszą się wspierać, aby któryś z nich zdobył rangę Zastępcy, a potem Przywódcy. Na to się narodzili, aby jak najlepiej służyć Klanowi i nim władać.
- Średnio. Bardzo brakuje mi Szczypiącego Mroza. Nie wiem, czuje się tak, jakby mi ktoś łapę odciął, jeśli to dobre porównanie- wydusił z siebie. Nie miał pojęcia czy jego słowa mają w ogóle sens i czy w jakimkolwiek stopniu oddają jego samopoczucie, jednak na nic lepszego w tej chwili nie było go stać.
- A ty jak się trzymasz?- odbił piłeczkę. Szybko Zawieja przełknął głośno ślinę, gdyż nurtowała go jedna kwestia, ale nie miał odwagi zapytać. Wysunął pazury, które wbił w ziemię przykrytą białym puchem i pokręcił trochę tyłkiem.
- Widziałem, że Mleczna Struga Cię wspiera. Ogólnie chyba spędzacie ze sobą dużo czasu... Czy... to oficjalnie twoja partnerka?- zapytał zakłopotany. Nawet pod gęstym futrem wyskoczyły mu rumieńce. Czuł się głupio zadając takie pytanie, jednak jako brat chciał wiedzieć czy ten związek jest poważny czy nie. Coś tam udało mu się zaobserwować, jednak żadnej oficjalnej informacji nie otrzymał tak jak w przypadku Mknącej Zawieruchy.
[Obrazek: Zawieja.png]
LVL 6 115 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Woda, która zalała mały kawałek terenów przybyła już jakiś czas temu, jednak... Koni nie miała raczej odwagi, aby przyjść i zobaczyć, czy zostały spowodowane jakieś większe szkody. Wolała raczej omijać te tereny, jednak była ciekawa. Była ciekawa, jak to wygląda. I ciekawość przezwyciężyła strach, bo w pewnym momencie, łapy same wręcz ją zaprowadziły w stronę Mgielnego Bajora, które to również było zalane.
Gdy bura Wojowniczka dotarła już na skraj owego miejsca, odchyliła lekko uszy do tyłu, po czym przestąpiła jeszcze kilka kroków w przód, że od wody dzieliły ją kilka kocich kroków. W takiej też odległości pozostała, po czym się usiadła i rozejrzała się dookoła zaciekawiona, ale lekko wystraszona i niepewna.

//Mg.
LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95

Dzień był... Ciepły. Śnieg, którego jeszcze niedawno było całkiem sporo, teraz zniknął całkowicie. Zimny wiatr co jakiś czas zastępowany był ciepłym, przyjemnym powiewem. Właśnie tego doświadczyła Czterolistna Koniczyna, gdy udała się do Mgielnego Bajora. Usiadła nad brzegiem zatopionych terenów, a jej wzrok padł na wodę. Co ciekawego mogłaby tam znaleźć? Nie musiała zbyt długo czekać by sobie odpowiedzieć. Najpierw spostrzegła dziwny przedmiot wyłaniający się spod tafli wody. Płynął razem z prądem, dając mu się nieść. Na początku wojowniczka mogła się lekko przestraszyć, bo przedmiot wyglądał jak... Zwierzę i to dosyć charakterystyczne, jednak czy Czterolistna Koniczyna mogła je rozpoznać? Było rude, poprzecinane czarnymi pręgami. Miało duże, czarne i świecące oczy. Przedmiot był niewiele mniejszy od wojowniczki. Wyglądał na miękki i... Może dałoby się go złapać? Warto próbować. Lecz zanim koteczka się na to zdecyduje, niech lepiej się rozejrzy, bowiem po drugiej stronie płynął równie interesujący przedmiot. Tak jak poprzedni, ten również symbolizował zwierzę, z tym że mniej groźne. Mały, żółty, z pomarańczowym dziobem. Kaczucha! A raczej... Kaczątko! Nie wyglądało na miękkie, tak jak pluszowy tygrys, a raczej na twarde i gumowe. Zabawki małych dwunożnych odpływały coraz dalej, będąc niesione przez nurt. Jeżeli Czterolistna Koniczyna chce jedno z nich złapać, będzie musiała się pośpieszyć. Ale uwaga! Zanim podejmie decyzję to lepiej niech porządnie się rozejrzy, bowiem... W przeciwnym razie może nie skończyć zbyt dobrze. O co chodzi? O wielkiego szczupaka, który pływał w tej części wody. Doskonale radził sobie z prądem. Krążył wokoło, lecz na razie nie dostrzegał wojowniczki. Szansa na polowanie. Ale... Czy warto cisnąć się w kłopoty i to na własne życzenie? Może lepiej będzie skupić się na łowieniu któregoś z fantów? Albo jeszcze lepiej, odejść gdzieś dalej i nie ryzykować utratą życia.

Czterolistna Koniczyna: S: 10 | Zr: 5 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 40
Szczupak (dorosły): S: 20 | Zr: 12 | Sz: 7 | HP: 100 | W: 80
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Koniczyna siedziała i czekała, delektując się przyjemnym ciepłem, a raczej odrobinę cieplejszym powietrzem niż było na co dzień podczas Pory Nagich Drzew. Dała radę odczuć w nim to, że Pora Nowych Liści już nadchodzi. No ale dobra, nie przyszła tu po to, aby się cieszyć pogodą.
Była Terminatorka Jasnej Kropli zastrzygła mocno wibrysami, gdy dostrzegła, że z prądem wody płynie... Jakieś... Zwierzątko? Początkowo Koniczyna spanikowała. Czemu? Cóż, z dużej odległości, z której dostrzegła owe zwierzątko, przypominało ono odrobinkę kota. Jednak gdy tak się dłużej przygadywała, odetchnęła cicho z ulgą. No tak, nigdy nie widziała kota, który miałby takie futerko jak ten pluszak. Bo rude z czarnymi pręgami? Przecież tak wyglądały tygrysy... A nie normalne, leśne lub domowe koty. A tygrys żywy na pewno to nie był, bo wtedy by na pewno próbował płynąć, a maskotka się przecież tylko unosiła na wodzie i płynęła, ale nie poruszała łapkami ani ciałem. Poza tym, z pyszczka, zwłaszcza z oczu nie przypominało to żywego stworzenia. Ale musiała przyznać, ten przedmiot był całkiem uroczy.
Postanowiła jednak za nim nie gonić, a jedynie odprowadziła ładny przedmiot wzrokiem, aby po chwili wbić spojrzenie w drugi, płynący w małej odległości od tygryska przedmiot. Kolejne, nieżywe zwierzątko. Ale tym razem nie pluszowe, a gumowe... Gumowa kaczuszka. Tylko kaczki jej to nie przypominało. W końcu kaczki były takie... Takie brązowo-zielonkawe, nie? I były pierzaste!
Ponownie, Koniczyna nie ganiała za ową kaczuszką, jednak... Tym razem akurat nie dlatego, że jej to nie zainteresowało, a dlatego, że... Że dostrzegła w wodzie coś jeszcze. Tym razem coś na pewno żywego.
Pręguska spięła się cała. Na początku myślała, czy to nie jakieś zwierzę lądowe, które potrzebuje pomocy. Bo hej, nawet jakby to była myszka, to by pomogła. Zabijają mniejszą zwierzynę, ale... Ale no nie potrafiłaby patrzeć, jak taki malutki gryzoń się topi. Jednak nie, to nie było żadne zwierzę lądowe. A ryba. Miała łuski. Jednak... Jak na ryby które w widziała na stosie, ta była przerażająco duża... I radziła sobie z mocnym prądem! Koniczyna postanowiła więc... Nie narażać się na niebezpieczeństwo i cofnęła się w tył, aby ukryć się za jakimś krzakiem lub większym kamieniem i zwyczajnie przeczekać, aż niebezpieczna ryba sobie przepłynie.
LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97

Czterolistna Koniczyna wolała nie ryzykować. przedmioty, mimo że wydawały się być kuszące, były dla niej nieosiągalne. Pływały w zasięgu szczupaka, który... Wyglądał naprawdę groźnie. Jak dobrze, że nie nie zauważył intruza. Wojowniczka skorzystała z chwili i cofnęła się w krzaki, by poczekać aż ryba odpłynie. I rzeczywiście odpłynęła, jednak nie sama. Razem z nią zniknęła gumowa kaczka. Co z pluszowym tygrysem? Zaplątał się w gałęzie, które za żadne skarby nie chciały go puścić. Teraz Czterolistna Koniczyna mogłaby spróbować uwolnić zawiniątko, oczywiście tylko jeśli będzie mieć taką ochotę. Bo gdyby zrezygnowała i zamiast tego odwróciła wzrok w inną stronę spostrzegłaby... Coś dziwnego czego na pewno nie potrafiłaby nazwać. Przedmiot dwunożnych. Jak odpisać jego kształt? Cóż... Podłużny, zwężał się ku górze. Przeźroczysty. W jego środku była jakaś płynna substancja, intensywnie czerwona. Dwunożny nazwałby to butelką oranżady. Co mógłby zreobić nią kot? Co najwyżej wypić zawartość (której swoją drogą było niewiele), jeśli dałby radę ją otworzyć. Ale to nie wszystko! Z niedaleka, wprost w stronę wojowniczki nadpływał... Łabędź! Duży, biały i na pewno nie pokojowo nastawiony... Wpatrywał się w koteczkę, wydając z siebie dziwne, charakterystyczne dla tych ptaków dźwięki. Chyba pora na ucieczkę, dopóki ptaszysko nie jest obok...

Czterolistna Koniczyna: S: 10 | Zr: 5 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 40-1=39/40
Łabędź: S: 19 | Zr: 13 | Sz: 9 | HP: 50 | W: 40
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
No tak... Pluszowy tygrysek kusił. Bardzo kusił. Wyglądał mięciutko i uroczo, ale... Koni wolała raczej nie ryzykować. Nie wiedziała, czy szczupak nie powróci akurat wtedy, kiedy ona będzie próbować wyłowić rudo-czarnego pluszaka. A poza tym... Koniczyna zauważyła drugie, również potencjalne zagrożenie, które zaczęło wydawać z siebie dźwięki, definitywnie nie należące do najprzyjaźniejszych.
Bura Wojowniczka drgnęła wystraszona, a następnie rzuciła się do ucieczki - kierując się w przeciwną stronę, jednak nie oddalając się mocno od zalanych Terenów. Na razie miała nadzieję, że uda jej się zgubić białe stworzenie, które mimo swojego majestatycznego wyglądu, na pewno nie było przyjaźnie nastawione względem niej.
LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99

Reakcja burej była szybka. Zapewne to dzięki temu udało jej się z powodzeniem uciec wielkiemu ptactwu. Koniczyna zmieniła kierunek, oddalając się w drugą stronę, jednak nie na tyle daleko, by opuścić zalane tereny. Najwidoczniej nie miała zamiaru zaprzestać poszukiwań, jeszcze nie teraz. I... Nic w tym dziwnego. W końcu w wodzie można znaleźć naprawdę interesujące rzeczy. I koteczka będzie miała okazję, by takie wyłowić, oczywiście do momentu, w którym nie zacznie się topić, wciągnięta przez grząskie podłoże. W tym wypadku powiedzenie, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, jest naprawdę trafne. W każdym razie, koteczka oddaliła się nieco, tracąc z oczu drapieżnika oraz pluszowego tygryska. Teraz znowu miała okazję, by dokładniej się rozejrzeć w poszukiwaniu skarbów, bo na ten moment nie mogła dostrzec nic, prócz brudnej wody i kilku bezwartościowych śmieci.

Czterolistna Koniczyna: S: 10 | Zr: 5 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 39-3= 36/40
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Płomyk nudził się. Normalnie się nudził. W klanie Cienia były teraz takie pustki, że szkoda gadać. Sama młodzież i jakieś niedobitki. Nie miał do kogo otworzyć pyska. No bo ile będzie gadał z młodziakami? Czasem potrzeba pogadać z kimś w swoim wieku no ale pytanie z kim. Porzeczka? Z nią już tyle gadał, że nie wiedział o czym. Jej fagas Tnąca Zawieja? Lepiej by się do niego nie zbliżał a zwłaszcza do Porzeczki. Bo teraz to była wręcz zakochana para. Chyba by Zawiej go udusił za gadki, które rzuca w stronę dymnej pannicy. Topniejący Lód? Jakiś sztywniak. Gronostaj? Chorowała. Ważkowa Sadzawka? Też chyba ma jakieś przeziębienie czy coś. Sam przywódca klanu Cienia? Wiecznie zabiegany . No po prostu nie miał żadnego wyboru. Przez to też coraz to bardziej tęsknił za bycie samotnikiem. Zawsze znalazł sobie kogoś do gadania i to jeszcze w podobnym wieku. Nie było mu nudno i jego życie osobiste było żywe. A teraz? Żył jak jakiś pustelnik. Czemu jak tylko wrócił to klan Cienia stał się taki… ponury i nudny.
Jak co dzień, wybrał się na spacer. Nie miał jakiegoś celu po prostu szedł tam gdzie go łapy poniosą.
Wiał delikatny wiatr , który unosił kolorowe liście. No tak… Pora Opadających Liści. Wszędzie panował jego ulubiony kolor : pomarańczowy. Było ładnie ale nie zachwycał się tym widokiem.
Usiadł przy brzegu Mgielnego Bajora. Zauważył parę żab i jakieś małe ryby. Bez konkretnego powodu zaczął delikatnie dotykać tafli wody, tworząc przy tym pierścienie na wodzie. Zwierzęta szybko się spłoszyły ale Płonący Las miał to gdzieś. Pochłonął się w myślach i nie zwracał na nic uwagi.
/Wirek xD
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puchacz za to ostatnio miał łapy pełne roboty, dosłownie i w przenośni. Z jednej strony - obowiązki zastępcy, a tych nie było mało. Tu patrole, tam treningi, jeszcze te jaszczury w Czterech Dębach, to w ogóle, dodatkowo nadal czujnie patrolował granice z niczyimi, w razie, jakby Pożodze zachciało się wracać - choć to już robił samotnie, bo klan zdawał się już tym nie przejmować, i woleli się skupić na jaszczurach, co zrozumiałe oczywiście, bo sam się na tym w większości skupiał, dodatkowo miał 3 treningi, które wysysały z niego sporo czasu, w międzyczasie musiał polować, no i prowadził Trelce nauki. Czas normalnie wypełniony w 100%. A gdzie tu jeszcze czas na drzemkę, albo odpoczynek! Nie to, żeby Wirek często odpoczywał, ale tak, nawet Puchacze musiały czasem odpoczywać.
Akurat teraz przechadzał się po lesie, gdy nagle zauważył, że przy brzegu jeziorka siedzi sobie Płomyk, na co jego uszy automatycznie się cofnęły, a gęsty ogon przeciął powietrze ze świstem. No tak, już miał nadzieję, na miły spacerek, by zapolować, a tu nie, musiał wpaść na kogoś, za kim nie przepada, prawda?
- Zastanawiasz się, czy na takiej mieliźnie się utopisz? - prychnął z oddali, acz nie zatrzymał się, by porozmawiać z wojownikiem, tylko nadal parł przed siebie, a to, że się zbliżał, było wynikiem tylko i wyłącznie tego, że jego spacer zahaczał o brzeg jeziora, no cóż. - Odpowiedź brzmi, że znając ciebie to wystarczy ci kałuża, po co zatruwać biedne ryby.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spokój nie trwał długo. Wystarczył jeden skrzek znanego mu dobrze głosu by jego spokojny dzień stał się najgorszym w świecie. Zniósłby wszystko. Naprawdę wszystko. Byleby tylko nie widzieć tego pyska. Irytował i do tego z niewiadomych mu powodów ciągle pluł mu przed łapy. Nie rozumiał tego osobnika i najbardziej nie rozumiał tego jak jego siostra mogła z nim się kolegować. Nawet myślał, że kręcą ze sobą ale no cóż… Popiel wyparowała bez śladu. To jeszcze wpieniało go jeszcze bardziej. Bo nie dość, ze zniknęła to pozostawiła go z NIM! Per zastępca gdy tylko Popiel zniknęła to nie miał na kogo oko zaczepić. Więc po dłuższym czasie wybrał sobie jego za kozła ofiarnego. Teraz to mu się wydawało, ze calusieńki czas był obserwowany przez Wirujące Pióro. Miał jakiś fetysz czy co? Płomyk nic do tego nie ma dopóki nie chodzi o jego samego. Niech się lampi na kogoś innego.
Syn Trzcinowej Sadzawki przybrał szybko sztywny uśmiech i spojrzał się na burego kocura.
– A Wirujące Pióro jak zwykle skłonny do żartów.-odpowiedział i machnął swoim ogonem na boki. Następnie wyprostował się i starał się trochę rozluźnić. Zastępca był irytujący ale nie wzbudzał w Płomyku strachu. Dlatego też jego powarkiwania nic nie dawały. Wręcz tylko pobudzały wojownika do kolejnych zaczepek. Normalnie zachowywali się jak kociaki.
– Na razie nie mam chęci się topić ale jak zastępca ma ochotę to proszę. Odstąpię miejsca.-zamknął na chwilę oczy i się uśmiechnął przez zaciśnięte zęby.
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To prawda, że nigdy za nim nie przepadał, od tak dawna, że nieomal już nie zapomniał dlaczego, choć w głowie nadal krążyła mu choćby rozmowa z Pluskającym Potokiem, który wspominał coś o jego niekompetencji do bycia wojownikiem, no i nadal miał mu za złe to, że związał się z jego siostrą, Wydrą. Nie to, żeby Wydrę lubił i uwielbiał i był zły na to, że ten sprowadził ją na złą drogę, bo Wydrzej Łapy nikt nie musiał na nic sprowadzać, sama się sprowadziła, tylko zwyczajnie na to, że się z nią związał, wpychając z butami w ich rodzinę. A następnie radośnie zrobił jego siostrze dzieci. Ale widocznie los go złapał w swe sidła, skoro po tym, jak je zrobił, został z nimi sam. Cóż, a Puchacz mówił, ostrzegał. No, dobra, nie mówił i nie ostrzegał, ale wiedział, że to się źle skończy. I skończyło, jak widać.
- Dzisiaj nie mam nastroju do żartów - odparował, lekko mrużąc oczy i, na uderzenie serca się zatrzymując, pusto wpatrując to w kocura, to w toń jeziora, strzygąc nieco uszami. - Nie, nie, jak to mówią, kotki przodem, czy coś - rzucił, wzruszając lekko barkami. Nie pogardziłby w zasadzie, jakby Płonący Las przyznał, że tak, chętnie sobie wskoczy do tego jeziora, na główkę najlepiej, jeszcze by mu mógł pomóc - na przykład w przygnieceniu pyska do mielizny, żeby przypadkiem mu się nie wypłynęło i żeby tak jakimś cudem nie wziął ożywczego haustu powietrza.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nawet Płomyka nie znał a go tak okrutnie osądzał. Całe Wirujące Pióro. Wierzy głupim plotkom a sam nie potrafił zbadać kota. Żałosne. I to on niby był zastępcą? Dobrze, że był starszy od Polnej Gwiazdy to zdechnie szybciej i klan Cienia nie będzie się z nim męczył jako przywódca. Możliwe, że jakby nim został to Płomyk zostałby wyrzucony znów z klanu „bo tak”. W końcu to była czysta krew Krogulec. Nie wiadomo było co mu by odwaliło.
– Ha ha ha! Wspaniałe poczucie humoru!-zaśmiał się sztucznie i pacnął kilka razy go łapą w bark udając , że to wszystko go bawi. – Oh? Czyżby nasz zastępca miał zwidy, że nazwał mnie kotką? A może Ci przypominam moją zagubioną siostrę do której się śliniłeś hmmm?-przymrużył trochę swoje ślepia i zrobił półkole wokół niego. Wylądował bo jego prawej stronie i gapił się na niego przebiegle. Gdy tylko zobaczył jego zaskoczoną minę, gromko się zaśmiał i odsunął się od niego i zrobił kilka kroków do przodu. – Czyż nie tak?-popatrzył się z ukosa na kocura. Płomyk nie był ślepy tak jak jego siostra. Od dawna to zauważył i śmiał się z tego jak Wirek został zfriendzonowany. Piękny to był widoczek. Niestety ale skończył się gdy Popiel zniknęła… Bez jakiejkolwiek poszlaki gdzie mogłaby być. Tęsknił za nią i pragnął by wróciła. Może wtedy per zastępca nie miał tyle wolnego czasu mu siedzieć na ogonie.
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, no może nie wyleciałby od razu na zbity pysk, automatycznie, jak tylko Wirek sięgnąłby po przywódctwo i 9 żyć, ale może niedługo potem? Wystarczyłoby bowiem, żeby Płonący Las zrobił jedną, głupią rzecz, która by go przekreśliła, popełniłby najmniejszy nawet błąd, i pyk, już go nie ma. Albo zostałby gdzieś tam parokrotnie poniżony na ceremonii jako przykład kota, który nie nadaje się do klanowego życia i zagadką jest czemu w ogóle się tu znalazł. Może spowodowałoby to, że cały klan krzywo by na niego patrzył i, kto wie, kocur ostatecznie zdecydowałby się sam z siebie odejść? W każdym razie - na pewno nie zagrzałby sobie spokojnego miejsca w klanie, jak to miało miejsce teraz, kiedy to, jak widać, Puchacz nie miał większej mocy sprawczej, skoro Polny o niczym go nie poinformował, ba, nie spytał o opinię, żeby dowiedzieć się, czy jego zastępca myśli tak samo, tylko zgarnął z granicy potrzebujące koty - medyczkę, która ich zostawiła i nagle wróciła, wygnańca, ślepego kota, i jakieś takie nie wiadomo co, plus dwie zaginione wojowniczki, które akurat dobrze było przyjąć z powrotem.
Skrzywił się i odsunął, gdy Płomyk go dotknął, sycząc na niego i patrząc na niego z obrzydzeniem. Jak śmiał go dotknąć? Nie byli nawet blisko, obrzydlistwo. Do każdego tak się kleił czy tylko do wybranych? Ych. Nim jednak zdołał ochłonąć po tym dotyku nastąpiło apogeum.
- Co żeś powiedział? - wysyczał, strosząc natychmiast sierść i marszcząc nos z niezadowolenia, przy okazji ukazując kły, a jego pazury parokrotnie się wysunęły, gdy obserwował chodzącego dookoła Płomyka. Nie zaatakował jeszcze tylko dlatego, że zastanawiał się na ile będzie w stanie ukryć morderstwo, do którego zaraz prawdopodobnie tutaj dojdzie. Miał wielką ochotę wyszarpać buremu wszystkie struny głosowe, a potem wrzucić go do jeziora i przytknąć pysk mułem, ale gdyby to zrobił to sam przekreśliłby sobie przyszłość. Bycie zastępcą, bycie kimś w tym klanie - w ogóle bycie w klanie, bo pewnie mimo wszystko za czyn, o którym teraz myślał karą było tylko i wyłącznie wygnanie.
Ostatecznie chęć zamordowania burego nie przygasła - a zastępca rzucił się w jego stronę, choć jeszcze bez pazurów. Pożałuje wszystkiego, co tu powiedział.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości