Czarny srebrny pręgowany klasycznie z bielą | Długie futro, pędzelki na uszach | intensywnie żółte oczy | Umięśniona sylwetka, długie futro powiększa go optycznie
uparty, acz spokojny, stara się zawsze przemyśleć swoje decyzje
Bukowa Łapa, Mysia Łapa [nkt] Rysia Łapa [KG]
Bielik w zasadzie nie pomyślał, że praktycznie cały czas kręci się przy okolicach granic z Klanem Rzeki. Czyżby bał się oddalić? Niby nic go nie trzymało, by pójść dalej zwiedzać świat, ale było coś, on sam nie wiedział co, co powodowało, że srebrny cały czas kręcił się właśnie tutaj.
Aktualnie przebywał na kolejnej ze swoich codziennych przygód po terenach. Słyszał od jakiegoś samotnika, że dosyć niedaleko znajduje się jakaś dziwna butka dwunożnych schowana wśród trzcin, a z nich jest dosłyszalne brzęczenie. Z ciekawości chciał zwiedzić to miejsce, zobaczyć, co wytwarza te dźwięki. I miał nadzieję, że nie było to nic niebezpiecznego, jak na przykład jakaś paskudna pułapka dwunożnego, który chciał złapać jakiegoś kota i udomowić. Oczywiste było, że się nie da. Nie po to opuścił Klan Rzeki, aby pozostać złapanym i zamkniętym w jakimś innym miejscu, które mogłoby być owiele gorsze od tamtego. Na dodatek wiedział, że od zawsze będzie mieszkał w dziczy, i nie wyobrażał sobie życia jako jakiś piecuch, który je tylko, i wszystko jest mu podawane na tacy. A w życiu!
Gdy w końcu udało mu się dostrzec wspomniane miejsce, uśmiechnął się, i powoli oraz ostrożnie zaczął się zbliżać do owego miejsca. Nikogo nie wyczuwał. Więc był sam. No, prawie sam.
Księżyce: 151 Mistrz: Hela i los Płeć: Kocur Matka: Głoska Ojciec: Impuls
Jest kocurem średniego wzrostu, o niezbyt okazałej budowie, wyglądający raczej niepozornie i przeciętnie. Sprawia wrażenie okrągłego, lecz w rzeczywistości jest całkiem smukły. Mięśnie nie są widocznie zarysowane, jako że wszystkie schowane są pod futrem, podobnie jak pomniejsze blizny. Sierść czarna i krótka, okalająca jego całe ciało w tym samym kolorze, bez żadnych wyjątków, jedynie z tendencją do popadania w rudości w lato. Raróg osadzony jest na względnie krótkich łapach o czarnych poduszkach. Jego głowa jest okrągła, nos delikatnie garbaty. Posiada krótki pysk zakończony czarnym nosem, który tonie w ciemnej sierści. W przeciwieństwie do ślepi - są okrągłe, duże i pomarańczowe. W całym jego obrazie najbardziej wyróżniają się jednak uszy, nietypowe dla dzikich kotów. Są oklapnięte, jakby złamane.
Pomyśleć, że świat był tak ogromny, a i tak w wielu sytuacjach bywało się prawie samemu. To było zaskakujące - kłapouchy zadziwiał się tym faktem niemalże za każdym razem, kiedy w trakcie swojej wędrówki napotykał kogoś nowego. W mieście było inaczej. W mieście żyłeś zawsze z kimś, nie ważne czy go lubiłeś, czy też nie; egzystowaliście obok siebie, bo tak trzeba było. Trzeba było być częścią grupy, by nie zostać pożartym po dwóch swoich krokach. Chociaż, jak zdążył się nauczyć - przynależność do jakiejś społeczności prawie zawsze kończyła się tym, że ktoś czyhał na twoją pozycję.
Zastanawiały go grupy, których zapachy czuł. Jeden przy drugim, sąsiadujące tereny. Chciałoby się rzec - życzenie śmierci, dla jednej bądź drugiej grupy. Zapachy jednak były mocno osadzone w otoczeniu, więc zdawało się, że obie nieznane mu grupy były w stanie funkcjonować tuż przy sobie... Tylko na jakich zasadach? Próbował to zrozumieć i rozgryźć, kiedy stacjonował w okolicy.
Tego dnia wybył na polowanie. Szybko zamieniło się w istną pogoń, kiedy lekko ranny zając w podskokach uciekał, przedzierając się przez rzepak. Za nim wyleciał spomiędzy przymarzniętych roślin, by gwałtownie wyhamować, kiedy jego spojrzenie dostrzegło kocią sylwetkę. Zając przebiegł niedaleko przed młodym samotnikiem, w panice ratując swoje życie. Stał przez moment tak, jak się zatrzymał, o rozstawionych nogach, z pochylonym łbem, nim wreszcie wyprostował się, unosząc spojrzenie na kocura, który stanął na jego drodze w trakcie pogoni. Uspokoił oddech, odchrząknął.
— Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem — parsknął wreszcie po chwili niezręcznej ciszy.
Czarny srebrny pręgowany klasycznie z bielą | Długie futro, pędzelki na uszach | intensywnie żółte oczy | Umięśniona sylwetka, długie futro powiększa go optycznie
uparty, acz spokojny, stara się zawsze przemyśleć swoje decyzje
Bukowa Łapa, Mysia Łapa [nkt] Rysia Łapa [KG]
Ano, Bielik też za każdym razem kogoś spotykał. I w tym wypadku, było podobnie. Choć dzisiejszego dnia był już pewien, że ten dzień spędzi całkowicie sam. Albo lepiej, że nie pozna nikogo nowego, o. Oczywiście nowi znajomi mu nie przeszkadzali, acz srebrny raczej należał do grupy introwertyków i wolał swoje własne towarzystwo.
Już był blisko, już miał bezmyślnie wsadzać nos pomiędzy trzciny, gdy nagle do uszu samotnika doszedł jakiś odgłos, odgłos kroków, lecz bardziej tupania, bo podczas biegania się nie chodziło normalnie, co nie? To nie ma żadnego sensu. Zaraz potem za to, przed nim przebiegł zając, który wyraźnie przed kimś uciekał. Potomek Lisiego Ogona zrobił krok ku tyle, a po chwili obrócił się na pięcie, i zatrzymał zdziwione spojrzenie żółtych oczu na drugim kocie, który jego zdaniem, wyglądał całkiem zabawnie. Nie przez pozę, a raczej przez uszy czarnego kota, którego były przyklapnięte. Stali tak przez jakiś czas w ciszy. Do momentu, w którym starszy postanowił się odezwać. Srebrny uniósł jedną brew do góry, otwierając pysk.
— Nie. — rzucił krótko. Odszedł o kilka kroków od dziwnej, drewnianej budowli, cały czas utrzymując jakiś dystans. — Uch, wiesz, trochę dziwne pytanie, ale. Co ci się z uszami stało. Dziwne są. — dodał po chwili, tak bez zastanowienia.
Księżyce: 151 Mistrz: Hela i los Płeć: Kocur Matka: Głoska Ojciec: Impuls
Jest kocurem średniego wzrostu, o niezbyt okazałej budowie, wyglądający raczej niepozornie i przeciętnie. Sprawia wrażenie okrągłego, lecz w rzeczywistości jest całkiem smukły. Mięśnie nie są widocznie zarysowane, jako że wszystkie schowane są pod futrem, podobnie jak pomniejsze blizny. Sierść czarna i krótka, okalająca jego całe ciało w tym samym kolorze, bez żadnych wyjątków, jedynie z tendencją do popadania w rudości w lato. Raróg osadzony jest na względnie krótkich łapach o czarnych poduszkach. Jego głowa jest okrągła, nos delikatnie garbaty. Posiada krótki pysk zakończony czarnym nosem, który tonie w ciemnej sierści. W przeciwieństwie do ślepi - są okrągłe, duże i pomarańczowe. W całym jego obrazie najbardziej wyróżniają się jednak uszy, nietypowe dla dzikich kotów. Są oklapnięte, jakby złamane.
Widocznie nagłe wejście Raroga nie zaskoczyło na tyle kocura, na ile mógłby zakładać. To całkiem dobrze o nim świadczyło, przynajmniej w oczach smolistego kocura. Kiwnął mu krótko łbem w odpowiedzi, kiedy wreszcie się odezwał. Jego spojrzenie przeniosło się na ułamek sekundy na specyficzną, drewnianą budowlę, przy której, jak zorientował się, stał srebrzysty. Zaraz jednak powrócił wzrokiem na obcego, kontrolując każdy jego ruch. Kiedy odezwał się ponownie, z początku starszy samotnik zmarszczył brwi (no bo jakież znowu dziwne pytanie mógłby mieć do niego obcy?), acz w momencie, kiedy wybrzmiały kolejne słowa... Po chwili ciszy zarechotał, szczerze rozbawiony młodzikiem.
— Śmieszna sprawa, wiesz — rzucił wreszcie, kiedy przestał się śmiać, błyskając ślepiami na byłego rzeczniaka. — Jak byłem smarkiem, to matka połamała mi je w ramach kary. A co, chcesz takie? — kontynuował, uśmiechając się krzywo, z zaciekawieniem obserwując reakcję drugiego kocura. Bujda, tak, ale czy młodzik mógł o tym wiedzieć, skoro najwyraźniej nigdy nie spotkał się z takim dziwactwem?
Czarny srebrny pręgowany klasycznie z bielą | Długie futro, pędzelki na uszach | intensywnie żółte oczy | Umięśniona sylwetka, długie futro powiększa go optycznie
uparty, acz spokojny, stara się zawsze przemyśleć swoje decyzje
Bukowa Łapa, Mysia Łapa [nkt] Rysia Łapa [KG]
W pierwszej chwili po usłyszeniu tego co powiedział czarny, srebrny uniósł wysoko brwi zdziwiony. Że co? Znaczy, wiedział, że takie koty faktycznie istniały, co go w jakiś sposób przerażało, ale że było aż tak źle? Oczywiście nie znaczyło to że rzeczniak w to wierzył (chociaż, może w pierwszej chwili faktycznie tak było?). Potomek Lisiego Ogona otworzył swój pysk, aby móc odpowiedzieć na słowa smolistego.
— Śmieszny żart. Zabawny jesteś. — rzucił sucho, dokładnie wpatrując się w drugiego samotnika. To, że się zaśmiał upewniło tylko jeszcze Bielika w tym, że to było zwykłe kłamstwo, tak o, z nikąd wzięte, by go przestraszyć. Młody może i był, ale nie głupi. A przynajmniej nie w ten sposób.
Księżyce: 151 Mistrz: Hela i los Płeć: Kocur Matka: Głoska Ojciec: Impuls
Jest kocurem średniego wzrostu, o niezbyt okazałej budowie, wyglądający raczej niepozornie i przeciętnie. Sprawia wrażenie okrągłego, lecz w rzeczywistości jest całkiem smukły. Mięśnie nie są widocznie zarysowane, jako że wszystkie schowane są pod futrem, podobnie jak pomniejsze blizny. Sierść czarna i krótka, okalająca jego całe ciało w tym samym kolorze, bez żadnych wyjątków, jedynie z tendencją do popadania w rudości w lato. Raróg osadzony jest na względnie krótkich łapach o czarnych poduszkach. Jego głowa jest okrągła, nos delikatnie garbaty. Posiada krótki pysk zakończony czarnym nosem, który tonie w ciemnej sierści. W przeciwieństwie do ślepi - są okrągłe, duże i pomarańczowe. W całym jego obrazie najbardziej wyróżniają się jednak uszy, nietypowe dla dzikich kotów. Są oklapnięte, jakby złamane.
Zaśmiał się ponownie, kiedy syn Lisiego Ogona odpowiedział. Czyli nie był skrajnie głupi, dobrze, chociaż po co tak się spinać; Raróg uspokoił się, przyglądając się uważnie nowemu rozmówcy, któremu wybitnie nie spodobał się żart. Wzruszył barkami, odpowiadając po chwili:
— Czasem mi się zdarzy — odparł dość rozbawionym tonem, chociaż na jego pysku już nie widniał ani uśmiech, ani tym bardziej śmiech. — Nie spinaj się, młody. Czego tutaj szukasz? — starszy zagaił wreszcie. Pożartowali, powkurzali się, więc mogli przejść do rozmowy, tym razem na poważnie. Nie trzeba było być wyjątkowo spostrzegawczym, by dostrzec, że były rzeczniak był, w gruncie rzeczy, kotem bardzo młodym. Może co niektórych zmartwiłoby to, że szlajał się samotnie, ale Raróg był raczej zaciekawiony. W jego wieku jeszcze smarkał w Jej poduszki i kołdrę, wychodząc z domu tyle, co nic. Nie mówiąc już o tym, że zapewne padłby w pierwszej, lepszej chwili, gdyby wyszedł poza miasto, w dzicz.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
###
Najpewniej był to ostatni dzień smakowania wolności. Jeśliby miał trafić do Gromu, byłoby to jutrzejszego dnia, kiedy w końcu by się zebrał w sobie i na granicy siedziałby cały dzień, aż do momentu pojawienia się kogokolwiek, kto mógłby go albo przyjąć, albo przepędzić. Z tego też powodu, postanowił się kręcić jeszcze moment przy Klanie Rzeki. Jak na ten moment, zdołał poznać stąd dwa, niezwykle przyjemne koty; jednym był Węgorzowe Gardło, który okazał się być niczym najlepszy przyjaciel już na parę minut po poznaniu się, drugim był Żbik który... no, nie wiedział co - nie gadali od księżyców. Stąd też właśnie kręcił się tutaj, z nadzieją że trafi na jednego z nich.
Obserwował dokładnie dzieło dwunożnych. Choć pozostawał czujny, na wypadek gdyby coś miało mu zagrażać, nie skupiał się na okolicy aż tak bardzo. Trzciny teraz nie brzęczały, ale to nie sprawiało że stawały się nudne. Wciąż były konstrukcją na tyle ciekawą, że musiał dokładniej zbadać jaki jest ich cel.
Często przychodziła do Łanu Rzepaku. Może z samego sentymentu do tego, co przeżyła tu parę księżycy temu, może dlatego że lubiła to miejsce gdy nie było tak obrzydliwie jaskrawe, a może dlatego, że po prostu było blisko rzecznych terenów i nie musiała daleko wychodzić poza. Nie zważając na powód, pojawiła się tutaj znowu, chodząc beztrosko między chaszczami i młodymi drzewami. Nie minęło dużo czasu, a już spostrzegła kogoś... jej nieznajomego. Zmarszczyła nos, wbijając swój zielony wzrok w kocura. Budową był podobny do larw od Zachodzącego Światła, podobnie jak do świrniętego gromowego zastępcy. Uniósła brew do góry, z zadowoleniem zauważając że nie cuchnął gromem. Przynajmniej to. Patrzyła na niego, choć nie podeszła, gotowa była zaraz pójść jeśli ten się nią nie zainteresuje.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Aczkolwiek - na jej szczęście lub jego brak - zainteresował się nią. Wystarczyło, aby wiatr wiuchnął w odpowiednią stronę, a charakterystyczny, Rzeczny zapach dotarł do jego nosa. To zaś sprawiło, że kocur prędko odwrócił łeb w stronę miejsca, z którego dochodził zapach - a tuż po tym uwidział... kogoś! Ni to Węgorz, ni Żbik - ot, Rzeczniak. Kotkę mierzył moment wzrokiem, ażby w końcu machnąć jej łbem na powitanie. Odwagi podejść nie miał, mimo że dwa koty z Klanu były miłe i przyjemne, nie mógł być pewien co do reszty. Powodów do zaufania nie miał. - Dobry - rzucił jeszcze z oddali. Tak o, na rozpoczęcie rozmowy. Jeśli nie zwieje, dopiero wtedy zmniejszy odległość między nimi.
Oczywiście że się zainteresował. Zauważyła, że w Łanie Rzepaku nie było ciężko o towarzystwo, niemalże zawsze jej wizyty kończyły się spotkaniem kogoś nowego. Zwykle nie była z tego zadowolona, w końcu wyraźnie poszła na spacer SAMA, nie domagała się wcale interakcji z innymi kotami. Dziś jednak miała wyjątkowo... dobry humor, na tyle dobry, by przystanąć i porozmawiać z nieznajomym. - Dobry.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Dostał swoją odpowiedź, równie krótką jak to co powiedział on. Idealnie, nie musiał się nazbyt skupiać i mógł po prostu ciągnąć sytuację tak, aby jemu też było wygodnie. Uśmiechnął się półpyskiem do siebie, z wolna zbliżając się do niej. Nadal dzieliła ich spora przestrzeń, ale teraz nie musieli już krzyczeć do siebie z odległości tak wielkiej, że każdy okoliczny włóczęga ich słyszał. - Rozpogadza się - mruknął zaraz. - Wreszcie. Mrozy dają w kość, mi przynajmniej. A u ciebie - co tam słychać? Jak przeleciała pora?
Luźny wstęp do rozmowy, niewiele znaczący i nic nie zmieniający w ich życiu. Nie znał jej na tyle dobrze, aby móc zahaczyć o jakiś istotny dla ich dwójki temat, więc rozmowa o pogodzie była raczej odpowiednia.
Kiedy jasny kocur otworzył swój pysk, jej wąsy drgnęły. Rozmowa po pogodzie. W porządku, pasowała jej. Nie trzeba było zbytnio wysilać mózgu, ani dzielić się kontrowersyjnymi poglądami przez które się tutaj pokłócą. I choć Bawełna wyjątkowo bardzo lubi się kłócić, dziś zwykle nie miała siły. - Jak się nie ma futra, to rzeczywiście cienko - stwierdziła w odpowiedzi. Oczywiście, jej też było zimno, jednak jej długie, splątane i grube futro robiło swoje, co nie? - Nie wiem. Ciężko powiedzieć jak przeleciała pora, skoro moim jedynym zajęciem było sterczenie i czekanie na zwierzynę której nie było, spanie, i znowu czekanie na zwierzynę. Polowaniem tego nazwać nie można.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Nie ma... ach, tak, w porównaniu z nią nie miał futra. Jego sierść była tak krótka, że na dobrą sprawę był bez żadnej warstwy ochronnej. Skinął jej łbem na zgodę, uznając że nie ma co zaprzeczać w tej kwestii. Łysy nie był, ale puchaty tym bardziej. - Brakowało wam zwierzyny? - mruknął szybko, aby to zaraz kontynuować nim ta mogła coś dopowiedzieć. - Tu także. To jest, znalazło się zawsze to i owo, ale zwykle tak chude i mizerne, że kocięcia by nie wykarmiło. Z rybami również problem? Na te nie polowałem.
Choć mógłby już, gdyby znalazł źródło tej zwierzyny. Węgorz go uczył co i jak! - Nie wiem, czy nadal są zamarznięte wody, ani czy to jakoś specjalnie na nie wpływa... A z ciekawości, wolałbym wiedzieć to i owo. Klan Rzeki, jak myślę, najlepiej się tym zajmuje - lub i nie, ale drobne pochlebstwo nie zaszkodzi... raczej.
- Ciężko, żeby tobie nie brakowało. Żyjesz w tym samym lesie - mruknęła, chwilowo odwracając wzrok od niego. Rozejrzała się, chcąc zobaczyć czy jakiekolwiek żyjątko pojawi się zza rogu. Nie pojawiło. No właśnie. - Nie wiem jak ty, ale nie lubię mieć zamarzniętych łap. Nie łowię w zimnie - wzruszyła ramionami. Może niektóry to robili, a jeśli tak, to zdecydowanie był dla nich osobny przedział w piekle. Kiedy na jej treningu (tak, w zimę) uczyła się łowić ryby, był to pierwszy i ostatni raz gdy zanurzyła ogon w lodowatej wodzie.
Zmarszczyła brwi. - Nie wiedziałam że informacje są za darmo - bo ona, w przeciwieństwie do durnego Węgorza, nie dała się zwieść jakiemuś obcemu, który nagle wielce zainteresowany jest rzeką.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
- Owszem - ale nie na jednym terenie. Gdybym odszedł daleko za Wicher, także bym tam nic nie znalazł. Nie sądzę, żeby każdy tam chodził i łapał byle co... raczej - trzepnął uchem. Może tak było? Może koty wychodziły poza tereny i polowały gdziekolwiek? Może teraz on się mylił? Nie mógł mieć pewności - i tym się zdradzał jego głos, który się wahał w tej kwestii. W odróżnieniu od swojego brata-Zastępcy, Dettlaff nie mógł się mylić i przyjmować tego z uśmiechem. Panikował na myśl, że przez pomyłkę mógłby mieć kłopoty, lub je komuś sprawić. - Nie próbowałem ich odmarzać. Myślałem, że różnica jest niewielka w porównaniu z tym, co czuje się na lądzie - mruknął zgodnie z prawdą, wzruszył barkami. Skąd miał wiedzieć? W wodzie był jedynie w ciepłej porze, wówczas woda nie była aż tak znów nieprzyjemna jak w zimę. Poruszył zaraz uszami. - A czym się płaci?
Bo... mógłby zapłacić, jasne, czemu by nie.