Logo Artemidy
Topiołki - Lewy Brzeg
Nie spodziewał się wcale, że spełni jego niewypowiedzianą prośbę, nie o to chodziło. Miała ją tylko zrozumieć. Przywołał na pysk drobny, miły uśmiech i obserwował ją, kiedy tak bardzo plątała się w słowach i planach. Był pewien, że zrozumiała.
Kos szamocze się, ucieka i przybliża się na zmianę. On nie powinien - przynajmniej nie tak, by stało się to zauważalne. Jeżeli zobaczy, jak spokojny jest, jak stały, bezpieczny - łatwiej będzie jej zbliżyć się i już nie wycofać. To spotkanie było dobrą chwilą, by pokazać jej to po raz pierwszy. Przecież leżał zupełnie bezwładnie, bez sił. Nawet fizycznie nie stanowił dla niej żadnego zagrożenia.
– Pióra...? Oczywiście czarnowronie. Ale piór nie potrzeba, za długo by ci zeszło. Wystarczy mi mech. Zrobisz mi legowisko tu zaraz obok - widzisz te zarośla? – zapytał, głową wskazując w kierunku kilku krzewów osłoniętych przez chaszcze - Właśnie tam. Jedzenie przecież przyniosłem ze sobą. Kiedy wrócisz, możemy razem zjeść, a później się prześpię.
[Obrazek: T3ey50W.png]
LVL 6 0 / 500
MedLVL 2 166 / 300
24
Siła
S
16
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinęła głową, nie potrzebując więcej informacji. Odbiegła od niego z ulgą, bo wiedziała, jaki jest niebezpieczny, zebrała tyle mchu, ile zdołała unieść w pysku, ba, trzymając jeszcze jeden w pysku ociekający wodą, na wypadek gdyby zachciało mu się pić. Był niebezpieczny, skoro proponował takie znajomości, zaledwie po dwóch spotkaniach... Co? Nie, on nie zaproponował, żeby spała obok niego! Tylko powiedział, że mu zimno.... To ona wariowała, tak bardzo dała się zmanipulować. Och, jaka ona była głupia i naiwna. Ale nie zmieniało to faktu, że kocur jest groźny, a ona musi trzymać się na baczności w jego otoczeniu. Wyścieliła mu wszystko gładko i miękko, jak sama miała wyścielone legowisko.
- Proszę - wróciła do niego, mokry mech zostawiając przy legowisku. - Pióra niestety nie znalazłam, ale jest tam tyle mchu, ile by powinno... Możesz iść. - ugryzła się w język. - No tak, pewnie nie dasz rady, zapomniałam, przepraszam - spuściła łeb, okropnie wściekła, ze to jej przypadła rola przetransportowania kocura do legowiska. - Tylko, jak cię tam przenieść? Przecież nie będę targała Cię taki kawał za kark, jak kociaka - cmoknęła z niesmakiem. - Jakie masz pomysły? - Spojrzała na niego, wzrokiem ponowie doszukując się zadrapań czy czegoś, co mogło burzyć jego komfort.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spod wpół przymkniętych powiek obserwował, jak się krząta, jak mości to legowisko, jak dokładna jest w swojej pracy. Skupił się na czynnościach, na ruchach, które wykonywała i wyobrażał sobie jej oddech.
Skończyła układać legowisko i ruszyła z powrotem w jego stronę, a on uśmiechnął się do niej pogodnie i patrzył jak idzie.
Nie zdążył podziękować zanim się odezwała. Zmęczenie spowalniało jego reakcje.
– Przecież sam pójdę. – odpowiedział. Trzeba było przejść zaledwie kilka długości lisiego ogona, a on zdążył już trochę odpocząć. Dźwignął się z ziemi i ciągnąc ze sobą dwa gawrony, ruszył w stronę skromnej sypialni, którą Kos mu przygotowała.
Zajął miejsce na samym środku, ułożył się wygodnie i zanurzył jeszcze raz pysk w wilgotnym mchu.
– Chodź. Zjedzmy. – zaprosił ją ciepłym głosem, by przysiadła obok niego. Sam zaczął powoli wyskubywać gawronie pióra, wtykając je między kępki mchu, na którym leżał.
[Obrazek: T3ey50W.png]
LVL 6 0 / 500
MedLVL 2 166 / 300
24
Siła
S
16
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wiedziała doskonale, że ją obserwuje, bardziej niż czujnie, jednak nie miała jakoś siły, by kazać mu spuścić wzrok. Może po prostu stara się nie zasnąć, a ona jest jedyną rzeczą w okolicy, które wykonuje jakikolwiek ruch? Albo nawet na nią nie patrzy, a ona osiągnęła niewyobrażalny poziom przewrażliwienia? Tak, tak z całą pewnością musiało być. Po chwili kocur zniknął w przygotowanym gąszczu, a ona została poproszona do zajęcia miejsca obok niego. Czy miała czas, czy miała chęci? Chciała zostać, poznać lepiej jego motywy i czyny, dlaczego ma taki, a nie inny charakter, jednak hej, jeśli nagle poczuje się za komfortowo, może się zatracić jak ostatnio i... To było po prostu za ryzykowane. Nie chcąc być jednak niemiłą, podążyła za kocurem, gotowa, by stoczyć ten dziwny, pewnie ciężki posiłek. Nie była ani trochę głodna, ale skoro on był taki wyczerpany i samotny... Przecież obiecała mu, że będzie go odwiedzać, więc czas dotrzymać obietnicy.
Nie wiedziała co czuć, ani jak zareagować. Po prostu siedziała, patrząc jak wyrywa pióra, bo ani nie chciała zaczynać posiłku, ani sobie stąd iść.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zajęty krukiem, teraz przestał się jej przyglądać, ale nie był to jedyny powód. Pomyślał że da jej trochę spokoju, wytchnienia od pomarańczowych ślepi. Zajął się jedzeniem.
Ale zauważył, że ona nie jadła. Wyczuł od niej spięcie, Kos zdecydowanie nie czuła się przy nim swobodnie. Ale nie dziwiło go to. Musiało zestresować ją to wszystko, było tak intensywne. Nie jadł długo. Przełknął zaledwie kilka kęsów i odsunął od siebie ptaka.
- Pójdę spać - mruknął, wciąż na nią nie patrząc. To chyba była najlepsza decyzja - Dziękuję ci za pomoc.
Dopiero teraz na nią spojrzał. Uśmiechnął się lekko, ciepło, mrużąc oczy. Zwinął się w kłębek na przygotowanym przez nią legowisku.
Nie prosił już, by przy nim została. Był pewien, że sobie poradzi. Nawet krótka drzemka Doda mu wystarczająco sił, by potem mógł bez przeszkód wspiąć się na drzewo. Ale nie mówił jej także, by poszła. Coś w nim chciało obudzić się do widoku pstrokatego futerka.
Zostawił to jej decyzji. Szybko odpłynął w sen.
[Obrazek: T3ey50W.png]
LVL 6 0 / 500
MedLVL 2 166 / 300
24
Siła
S
16
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kos uważnie mu się przypatrywała, obserwując głównie jego, nie teren dokoła, jak powinno się robić prawidłowo podczas pilnowania. Wolała jednak nie stawać do niego plecami. Kto wie, co strzeli mu do głowy? Może już poznał, że się zorientowała o jego niecnych zamiarach i tylko czeka na odpowiedni moment, by poderżnąć jej gardło? A może... On jest dobry? Kos, skończy być idiotką. Nawet pomimo tego wszystkiego co przeszła chwilę temu, jak dokładnie czyściła mu futerko, pieczołowicie, troskliwie sprawując nad nim opiekę, wciąż mieszane uczucia targały nią na lewo i prawo. Kiedy tak spał, wydawał się być naprawdę dobry, nie przeszyty strzałą Bezgwiezdnych, pełną zła i trucizny. Wydawał się być przeciętym kotem, pokiereszowany po bitwie, jednak w żadnym przypadku zimnokrwistym zabójcą, pragnącym manipulować każdą żyjącą istotą. Nie, to było zdecydowanie zbyt surrealistyczne, by mogło być prawdziwe. Teraz, mętlik narastający od czasów zaginięcia Plagi zdawał się mieć siłę huraganu, miotającego bezradną Kos na boki.
Została, ale tylko poczuwszy, że kocur lada chwila otworzy oczy, uciekła w pośpiechu, mknąć do Nowego Świtu.
//zt. <3 !
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXX Czuła narastające zmęczenie. Od granicy uciekła biegiem, ale zwalniała z każdym kolejnym krokiem, aż w końcu się zatrzymała. Pokonała długą trasę od Leśnych Ostępów z jedną niedługa drzemką po drodze. I po co? Chyba po nic. Co w ogóle wyprawiała? Co tu robiła? To, co zostawiła na Nowoświtowej granicy, było bezużyteczne. Sama była bezużyteczna. Powinna podejść do Grzmiącej Ścieżki i się na niej położyć... Tak byłoby najlepiej. Przez pewien czas oszukiwała się, że na świecie jest wiele kotów, na pewno pozna jeszcze kogoś, kto sprawi, że bicie jej serca przyspieszy bieg. Myślami jednak zawsze wracała do Tundry, gdziekolwiek by się nie znalazła. Trzeba było zostać. Trzeba było...
XXX Samotniczka zupełnie opadła z sił. Myśli nieprzyjemnie pulsowały jej pod czaszką, każda kolejna bzdurniejsza od poprzedniej. Łapy zaczęły się jej plątać, a wizja tracić na ostrości. W końcu upadła gdzieś pomiędzy pojedynczymi drzewami i kępką krzewów. Zasnęła, nie wiedziała na jak długo.

[Tundra]
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie uwierzyła ani przez uderzenie serca w to, co przekazał jej patrol. Nie czuli zapachu Pokrzywy już tak długo, że na pewno pomylili go z zapachem jakiegoś innego kota. Tylko te pozostawione na granicy zioła, budziły jednoznacznie skojarzenie z szylkretową kotką. Mimo tego, że wiele na to wskazywało, Tundra nie pozwoliła sobie nawet na uderzenie serca na wiarę w to, że to naprawdę jej była… kto właściwie? Jej była kto? Nie ważne. Nie miało to znaczenia. Nie spotka jej.
To wszystko nie zdołało zmienić faktu, że ostatecznie ruszyła w miejsce, które jej wskazano. Musiała to sprawdzić, choćby była najbardziej przekonana o tym, że to nie prawda. Czy musiała sprawdzić to osobiście? Nie. Ale ostatecznie chciała. Bo chciała, żeby to była prawda. A jednocześnie nienawidziła samej siebie, bo głupia, naiwna część jej pragnęła zobaczyć Pokrzywę. I cholera wie co jeszcze z nią zrobić. Zabić. Albo objąć. Jedno i drugie.
Zmierzała w stronę miejsca na granicy, o którym opowiedział jej Kajak. Nikogo tam rzecz jasna nie zastała ale w powietrzu wisiał zapach, odległy, zapomniany, zupełnie jakby tylko kiedyś jej się przyśnił. Serce prawie wyrwało jej się z piersi, źrenice rozszerzyły się, a wspomnienia uderzyły ją gromem. Przyspieszyła, miała nadzieję, że nie zwlekała za bardzo i że uda jej się ją wytropić. Nie miała w tym zbyt dużego doświadczenia ale ruszyła za zapachem w kierunku, który wydawał jej się być słusznym.
Nie musiała iść daleko. Serce nie zdążyło przestać bić jak oszalałe. Przypominało w tej chwili tętent cwałującego konia. Zobaczyła ją. Naprawdę tam była i… spała. Czekoladowa zamrugała powiekami, nie potrafiąc uwierzyć w to, co ma przed oczami.
- Pokrzywa - szepnęła ledwie słyszalnie głosem zapuchniętym od miotających nią emocji. Nie wiedziała, czy się cieszy. Wciąż nie do końca wierzyła w to, co widzi. Ten widok był niemal surrealistyczny i również ona zachowała się surrealistycznie. W wyniku impulsu, zupełnie nie myśląc, położyła się obok niej. Przylgnęła bokiem do jej boku i pociągnęła językiem po miękkiej, kolorowej sierści.
Tęskniła. Nigdy nie będzie w stanie powiedzieć tego na głos ale tęskniła.
Cholernie mocno.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zbudził ją szept.
Delikatny, cichutki niczym szelest traw, poruszonych lekkim wiatrem. Musiało się jej wydawać. Tak, jak na granicy.
Poczuła otulające ją ciepło i zapach. Oh, i zapach zupełnie jakby ona była tuż obok. Umarła i trafiła do raju.

XXX Uchyliła delikatnie powieki, wciąż nie do końca świadoma tego, co się właściwie z nią działo. Wtuliła policzek w krótkie, kręcone futerko. Napawała się tym, że teraz mogła być tak blisko, jak nigdy dotąd. Z jej gardła wydobył się słabo dosłyszalny pomruk. Mogłaby tu zostać na całą wieczność. Niczego więcej nie potrzebowała.
XXX Powoli wracała do przytomności, a przejmujący chłód, ciągnący od zaśnieżonej ziemi, przedzierający się przez futro, do mięśni i kości, uświadamiał samotniczkę w tym, że to nie był sen.
XXX Nie sen, zatem koszmar. Koszmar rzeczywistości. Okrutny los dawał jej posmakować szczęścia, żeby go zaraz brutalnie odebrać. Chciała zapomnieć o wszystkich złych rzeczach, które miały miejsce i zatrzymać tę chwilę na zawsze.
XXX Z bólem serca podniosła się ospale do siadu, odwracając się do Tundry plecami. Milczała przez dłuższą, nie potrafiąc zdobyć się na żadne słowa. Mogłaby skłamać. Sprzedać historyjkę o porwaniu przez ludzi i nikt nawet nie śmiałby powątpiewać w jej wersję. Nie potrafiła. Nie mogła jej okłamać. Popełniła błąd i musiała ponieść jego konsekwencje.
– Szukałam go – mruknęła w końcu, ze wzrokiem utkwionym w jakimś martwym punkcie w oddali. – Chciałam, żeby zapłacił za to, co zrobił Tsunami.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Usiadła i odwróciła się od Opoki plecami. Ta poczuła że jej mięśnie drżą dziwnie w proteście. Dostały wreszcie to, czego całe jej ciało pragnęło od początku i tak szybko zostało mu to odebrane. Nie ruszyła się jednak. Czekoladowa poczuła się odepchnięta i od razu pożałowała, że naruszyła bez pytania przestrzeń osobistą Pokrzywy. Co Tundrę w ogóle podkusiło żeby ją dotykać? Sama leżała dalej, czując z tego pewną korzyść; w tej pozycji nie było widać jej powiększonych karmieniem mlekiem sutków. Jeszcze nie wiedziała, jak powie o nowym miocie Pokrzywie. Jeszcze nie potrafiła wyobrazić sobie siebie, jak mówi zupełnie jeszcze i otwarcie jak nigdy, że zrobiła to głównie z poczucia samotności które nią targało od odejścia szylkretki i z pragnienia otrzymania kontaktu fizycznego z kimś. Z kimkolwiek.
Dopiero teraz dostrzegła obrożę na jej szyi. Pozdzieraną próbami pozbycia się, ohydną żółtą ozdobę. Zalała ją fala ogromnego współczucia i jeszcze raz poczuła pragnienie dotknięcia jej. Tylko żeby się upewnić, że była tu naprawdę. Tylko by się upewnić…
Nie. Cofnęła ogon, którym zamierzała musnąć jej grzbiet. Nie.
Usłyszała z ust Pokrzywy pewne wyjaśnienia ale nie skomentowała ich. Gdyby to zrobiła, musiałaby powiedzieć, co naprawdę sądzi. A jej zdaniem Tsunami i Sekwoi bardziej zaszkodził brak drugiego rodzica i fakt, że ten pierwszy oprócz bycia matką był jednocześnie Opoką, a później również Radną, niż ten jednorazowy epizod w postaci oblania moczem Tsunami przez będącego wtedy jeszcze podlotkiem, Roche'a.
- A ta rzecz? - zapytała, wykonując jednocześnie krótki ruch ogonem, który ustawiła tak, by jeszcze skuteczniej zasłaniać brzuch. Mieszającego się z jej własnym i Nowego Świtu, zapachu mleka nie dało się jednak niczym zakryć. Wiedziała, że miną tylko uderzenia serca, zanim Pokrzywa go wyczuje i zada pytanie. A Tundra musiała być wtedy gotowa na wypowiedzenie na głos prawdy. Tej, której w całości nie powiedziała nawet swoim starszym córkom. - Zabrali cię, kiedy go szukałaś? - zapytała, chcąc by ta historia brzmiała właśnie tak. By okazało się, że jedyne co trzymało Pokrzywę od powrotu do niej, było coś, na co ta nie miała wpływu. Niczego więcej w tej chwili nie pragnęła. Tylko tego by szylkretowa powiedziała jej, że chciała do niej wrócić. Tylko nie mogła.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXWciąż czuła przyjemne ciepło utrzymujące się na jej boku. Chciała wierzyć, ze za tym gestem kryło się coś więcej, niż przyjaźń, a jednocześnie... Poszukiwała jakiegoś solidnego argumentu, który by temu zaprzeczył. Tak byłoby lepiej do niej, dla nich.
XXX– Mhm – przytaknęła, zawieszając łeb niżej. Nie chciała, żeby Tundra ją taką widziała. Upokorzoną. – Byłam wycieńczona, zaskoczyli mnie... – można rzec, że została pokonana podwójnie. Nie tylko nie osiągnęła celu, a także dała się podejść jak małe kocię. Żenujące. Miała ochotę zniknąć, czując zażenowanie ostatnimi księżycami życia. Co ona w ogóle wyprawiała?
XXXCzekoladowa nie pytała o nic więcej, ale Pokrzywa pragnęła się jakoś wytłumaczyć. Nie po to, żeby jakoś wkupić się w łaski Radnej, pragnęła jedynie, żeby kocica znała pełną wersję wydarzeń. Nawet z tymi fragmentami, które wolałaby pominąć. Momenty, kiedy nie myślała trzeźwo. Jak nie ona.
XXX– Tsunami chciała za nim iść. Miałyśmy to zrobić razem – przyznała, powoli składając słowa w zdania. To był pomysł ich córki, Pokrzywa miała tylko dopilnować, żeby szylkretka nie zrobiła niczego głupiego i wróciła cała. Wiedziała, że to było dla niej ważne. Być może powinna podejść do sprawy inaczej, odciągnąć Uczennice od tego pomysłu, zamiast podsycać w niej chęć zemsty. Może. Tymczasem sama wpadła w tę pułapkę i to nawet głębiej niż sama poszkodowana. Głupia. Głupia... – Później okazało się, że jest w ciąży, a gdy urodziła, ja... Bałam się, Tundro. Że się zjawi, że wszystko zniszczy. To nie miało nawet żadnego związku, ani sensu, heh... Czułam, że muszę to zrobić. Że tylko tak was ochronię. Myliłam się – odwróciła na moment łeb, żeby choć kątem oka mogła zerknąć na Tundrę. Była tu, tuż obok, a wydawałoby się, że jest teraz odleglejsza niż kiedykolwiek dotychczas.
XXXCórka Dyni zniknęła na niemal sześć księżyców. Przegapiła niemal sześć księżyców z życia swoich córek i wnuków. Przegapiła niemal sześć księżyców z własnego życia. W tym czasie musiało się wiele zmienić. Nie, w tym czasie wiele się zmieniło. Czuła zapach mleka dochodzący od brzucha Tundry. Początkowo próbowała się przekonać, że pewnie była w kociarni i nasiąknęła zapachem innej karmiącej matki - małej Spinki, może Kos, albo innej kocicy, która dołączyła do nowego świtu podczas jej nieobecności. Zapach jednak utrzymywał się nadal i nie tracił na intensywności.
XXX– Chyba powinnaś wracać – mruknęła w końcu. Kocięta nie powinny zostawać długo bez matki. Nie spodziewała się tego, ale... nie mogła winić Tundry o taką decyzję. Była wolną kocicą, mogła robić co chciała. Przecież między nimi była jedynie ledwo kiełkująca przyjaźń, nic więcej, prawda? Uczucia, jakie żywiła do czekoladowej nie miały tu nic do rzeczy. Ważne było jej szczęście.
LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie rozumiała postawy Pokrzywy. Dlaczego się korzyła, dlaczego zachowywała się, jakby była nic nie warta, nie rozumiała jak wiele znaczy dla Nowego Świtu. Kiedy tylko ta myśl skończyła się formować w jej głowie, natychmiast dołączyła do niej następna. Być może zachowuje się tak właśnie dlatego, że dokładnie tak się czuła? Niepotrzebna, bezwartościowa i niechciana? Tundra poczuła, że przechodzi ją nieprzyjemny, gorący dreszcz. Naprawdę mogła się tak czuć? Jak mogła nie wiedzieć, że była jednym z najważniejszych dla czekoladowej kotów, że kędzierzawa ceniła ją ogromnie za spokój, za rozsądek, za umiejętności? Bo nigdy jej tego nie powiedziałaś. Ani Sekwoi, że jesteś pod wrażeniem jej wewnętrznej siły, ani Tsunami, że podziwiasz ją, jak dobrze się sprawia w roli matki. Twoje najmłodsze córki też nie wiedzą, jak bardzo je kochasz i jak bardzo zadziwia cię każdy ich ruch, każdy najmniejszy postęp. To prawda, Opoka zupełnie nie potrafiła wypowiadać takich rzeczy na głos, koty które kochała nie wiedziały o tym. I być może przez to właśnie relacje z nimi były tak popaprane. Tak trudne, oparte na wątłej podstawie z kilku słabych komplementów i jeszcze gorszych uścisków. Poczuła, że do jej oczu cisną się łzy. Niełatwo było uświadomić sobie coś takiego. Że prawdopodobnie wszystkie jej problemy rodzinne miały swoje źródło w niej samej. Tak bardzo pragnęła by to się skończyło. Ale zmiany samej siebie nie można było dokonać w ciągu uderzenia serca.
Wróciła do Pokrzywy, do której najwyraźniej właśnie dotarło, że zapach mleka i kociarni, który unosił się w powietrzu nie był tylko tymczasowy, nie był kurzem na futrze Tundry, czymś przelotnym. Zorientowała się, że czekoladowa znów została matką. Nie wiedziała tylko, że kocur(y), z którymi kocięta te powstały, nie miał(y) dla Opoki żadnego znaczenia. Co miała powiedzieć, by Pokrzywa zrozumiała, że nie ma racji, że jest ważna.
- Nie. Chcę. - wydusiła z siebie, czując że te słowa wywołują prawie fizyczny ból w jej gardle. Musiała na nią patrzeć. Wstała z pozycji siedzącej i przeszła, by stanąć z nią oko w oko. Te złociste, należące do czekoladowej kotki były wilgotne.- Wracać. Bez. - dodała, kiedy już była w stanie spojrzeć jej w oczy. Tak szczere słowa, pochodzące z głębi jej jestestwa przychodziły jej z wielkim trudem. Prawie bolały. - Ciebie. - dodała, a pojedyncza, gorąca łza spłynęła po jej policzku.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXPotarła nosem o policzek Tundry, osuszając wilgotne futerko. Oparła się na moment o nią pyskiem. Teraz już była pewna, że niczego sobie nie wyobrażała.
XXX– Nawet po tym... – zaczęła odsuwając łeb delikatnie do tyłu, aby móc spojrzeć Opoce w jej złociste oczy. Głos ugrzązł jej w gardle. To wszystko było takie... zagmatwane, a Pokrzywa nadal nie wiedziała jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Czy miała prawo na odrobine samolubności? Takiej prawdziwej, prosto z pragnienia serca. – ... nawet po tym co zrobiłam? – wykrztusiła w końcu.
XXXW głębi duszy wiedziała ile Nowy Świt jej zawdzięczał, ale jednocześnie czuła, że mogła zrobić więcej i lepiej. Nadal nie była wystarczająco dobra. A mimo to Tundra ją wybrała. Tu i teraz zdecydowała, że chce, aby wróciła z nią do obozu, bez względu na wszystkie popełnione błędy i wszystkie swoje niedoskonałości.
XXX– Nie wiem, czy reszta zrozumie... – mruknęła zrezygnowanym tonem. Nie martwiła się o Dynię, czy Rudzika - oboje zawsze byli dla niej dużym wsparciem i była niemal pewna, że będzie dla nich stała ponad zasadami. Ale co z jej córkami? Zarówno Sekwoja jak i Tsunami były charakterne, choć każda na swój własny indywidualny sposób. Zostawiła je w momencie, w którym prawdopodobnie potrzebowały jej najbardziej. A przecież obiecała... Obiecała, że naprawi swoje poprzednie błędy.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wróciłaś - odpowiedziała jej, po czym pociągnęła cichutko nosem, a wraz z tym do jej płuc trafiła spora porcja zapachu Pokrzywy, od którego aż zakręciło się Opoce w głowie. Sekundę później szylkretowa odsunęła się od niej, ale dzięki temu ponownie mogły patrzeć sobie w oczy. Widziała w pokrzywowych ślepiach dużo więcej, niż były w stanie przekazać jej słowa. - Uciekłaś im i wróciłaś do mn… do nas. I to się liczy. - dodała i naprawdę tak myślała. Może i jej samodzielna wyprawa była trochę lekkomyślna ale prawda była taka, że córka Dyni musiała zapłacić zdecydowanie za duża cenę za swój niewielki błąd. Takie było przynajmniej zdanie czekoladowej kotki, nie mogła ręczyć za resztę. Nie była w stanie zagwarantować Pokrzywie, że reszta Nowego Świtu również zrozumie jej trudną sytuację i przyjmie z otwartymi ramionami. - Moje wstawiennictwo na pewno pomoże - powiedziała zamiast tego, nie chciała jej okłamywać, nie była w stanie powiedzieć, że cały Nowy Świt, tak jak Tundra będzie zachwycony jej widokiem. - I zobaczą to - z tymi słowy, Tundra wskazała nosem na wciąż “zdobiącą” szyję szylkretowej obrożę. - Chcesz, żebym to zdjęła? - zapytała cicho, wierząc że Pokrzywa poczuje się dużo lepiej, dużo bardziej sobą, bardziej Pokrzywą z Nowego Świtu, kiedy nie będzie miała na szyi tego, co wiązało ją z dwunogami.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXX Wróciła. Wróciła do niej. Chciała jej to powiedzieć. Tu i teraz. Oddać się chwili, zapomnieć o wszystkim. Pokrzywa trzymała się jednak trzeźwo myśli o tym, że kocica była teraz potrzebna dużo bardziej gdzieś indziej i nie powinna jej od tego odciągać. Chciała też czym prędzej zobaczyć się z córkami, a także poznać maleństwa Tundry. Na pewno były do niej podobne.
XXX – Wolałabym, żeby tego nie widzieli... ale masz rację – odparła, niechętnie przypominając sobie, że to cholerstwo nadal zaciskało się na jej szyi. Obroża była oznaką poniesionej hańby, ale także cennym dowodem przemawiającym za tym, że mówi prawdę. Kiwnęła łbem, zgadzając się, na propozycję czekoladowej szylkretki. Chciała, żeby to była ona. Może od samego początku chciała, żeby to właśnie Opoka wyzwoliła ją ze skuwających ją łańcuchów niedawnej przeszłości i dlatego pomimo wielu spotkanych kotów żadnego nie poprosiła o pomoc? Paradoksalnie Tundra była również ostatnim kotem, przed którym samotniczka chciała się ukazać bezradna i bezbronna, pokonana własną głupotą.
XXX – Tundro... Powiedzmy im, że ███████ █████ – mruknęła niespodziewanie, gdy nachyliła łeb, aby Radna mogła chwycić skórzany pasek w zęby. Nie wiedziała, czy kocica na to przystanie.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości