Węgorzowe Gardło ma czasami więcej szczęścia niż rozumu. I Bawełniana Nić z pewnością by się z tym zgodziła. Kiedy Węgorz dostrzegł sporego ptaka, zamarł w bezruchu i przywarł nisko do ziemi. To jest dopiero okazja nie do zmarnowania! Już powtórzył sobie kilka razy w głowie - jak ci ucieknie to nie masz po co wracać do obozu. Ponownie zastosował to, co za poprzednim razem: ugiął łapy znajdując się bliżej ziemi, zrównał głowę i ogon z grzbietem. Powoli i cicho przesunął się tak, by wiatr nie zdradził jego pozycji, przy tym zwracając uwagę, aby na nic nie nadepnąć. Zaczął powoli zmierzać w kierunku bażanta, co jakiś czas zastygając w bezruchu. Nie miał gdzie się chować, aby bawić się z nim w ciuciubabkę. Przy podkradaniu się spoglądał na ziemię aby na nic nie nadepnąć. No to musi się udać!
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Węgorz zbliżał się coraz bardziej do bażanta i mogłoby się zdawać, że zaraz skoczy ku niemu, by pozbawić go życia, jednak pech chciał, że praktycznie w ostatnim momencie zwierzę zauważyło go. Natychmiast rzuciło się do ucieczki i... Jeśli wojownik chce je złapać to będzie musiał się nieco pośpieszyć. W końcu lada moment ptaszyna może zniknąć gdzieś między krzakami, a wtedy nici z wielkiej zdobyczy.
Tak też i się spodziewał, że ptak może go zauważyć. Ale nie miał zamiaru mu odpuścić. Jak już na niego natrafił to nie da tak łatwo za wygraną. Ale nie ukrywał, że poczuł rozczarowanie takim obrotem spraw. Wystartował natychmiast z miejsca i popędził za bażantem biegnąc ile miał sił w nogach. Modlił się tylko w duchu, aby zwierzę mu nie uciekło. W tym biegu daje z siebie wszystko. W końcu, to nie jest mysz czy wróbel, któremu może odpuścić. To jest coś znacznie większego.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Zapewne to zmęczenie spowodowało, że bażant z łatwością umknął Węgorzowi. Kocur, choć się starał, nie był w stanie dogonić wielkiego zwierzęcia, które w pewnym momencie zniknęło gdzieś w wysokich, łysych krzewach. Kocur nawet, gdyby próbował, nie byłby w stanie się przez nie przedrzeć. W dodatku kosztowałoby go to dużo energii, której miał coraz mniej.
Węgorzowe Gardło już po tej gonitwie zdecydował, że najwyższy czas wracać do obozu. To zimno dla niego dobrze nie wpływa, szybko się zmęczył i wróci tylko z kretem i nornicą. Ale, zawsze coś, no nie? Innym razem może się powiedzie i wróci z czymś lepszym i większym. Machnął ogonem na bażanta i podążył do miejsca, gdzie zakopał swoje dwie pozostałe zdobycze. Wziął je w mordkę i spojrzał jeszcze raz w kierunku, w którym uciekł bażant. A żeby cię coś złapało zamiast mnie - pomyślał gorzko z żalem na temat ptaka. Opuścił Błotnistą Wysepkę kierując się do obozu.
come back XD
Węgorzowe Gardło jak sobie niejednokrotnie obiecywał tak i musiał to spełnić. Musiał znowu spędzić trochę czasu z matką, która niestety wcale to młodsza się nie staje. Wręcz odwrotnie. Dostrzegał te oznaki starości na Wydmowym Wietrze i miał dziwne wrażenie, że matka może być i na niego... Zła? Takie odniósł wrażenie po ostatnim spotkaniu, kiedy to ta go ledwo jak przywitała, z nikłą radością. Ale może to wina podeszłego wieku i wielu dolegliwości? Nie miał pojęcia. Miał tylko nadzieję, że to minie rudej kotce. — Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła o to, że ostatnio mało czasu ci poświęcałem - zwrócił się do matki z niepewnym uśmiechem na mordce. Wybrał się z nią na spacer, aby nie tkwić w tym zatłoczonym obozie. Lepiej im to zrobi.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Nie. Wydma wręcz przeciwnie, cieszyła się z faktu, że jej syn wyszedł trochę z Cienia. Że mogła w końcu widzieć go w obozie, na terenach, że mogła obserwować jak wraca do rozmów z innymi kotami. Może zareagowała trochę za szorstko za pierwszym razem, gdy tak bardzo tęskniła za Płotką, że nie zauważyła, że mogłaby skrzywdzić swoim tonem Węgorza. Miała nadzieję, że jej syn wybaczy tamtą wpadkę.
Kotka szła bark w bark że swoim czarnofutrym synem, jedynym jeszcze w Klanie. Wierzyła, że cała reszta jej rybek gdzieś jeszcze żyła. Inaczej by ją... Odwiedzili, prawda? Tak więc chciała wierzyła, że wrócą. Jeśli nie, to ona ich znajdzie. Niezależnie od tego, czy będzie jeszcze kroczyć po tym świecie, czy nie.
— Nie, oczywiście że nie. Cieszę się, że może cię częściej zobaczyć. Opowiadaj, co porabiasz w ostatnim czasie. — uśmiechnęła się, tuptając po znanym terenie, obserwując syna, nie wierząc, że jeszcze jaksi czas temu był tylko małym, czarnym kłębkiem futra u jej boku.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Węgorzowe Gardło od ostatnich księżycy bardzo zmienił podgląd co do swojego rodzeństwa. Powoli i zaczął podzielać poglądy... Bawełnianej Nici. W sumie tak nie do końca, ale ma podobne zdanie co kremowa wojowniczka. Już sam przekonał się o lojalności swojego rodzeństwa, kiedy to spotkał Karpią Łapę z obrożą pieszczocha, dobrze wykarmiony. Porzucił życie z rodziną na rzecz tak wygodnego życia. Nie miał zamiaru tego zrozumieć, bo nie widział w tym żadnego usprawiedliwienia. Czuł o to gorycz. Czy reszta rodzeństwa widziała się z Karpiem i postanowili zrobić tak samo? Nie licząc się nawet z uczuciami ich matki? Sam zniknął, to fakt, ale potem robił wszystko by wrócić. A księżyce mijały... Śladu rodzeństwa brak.
Kiedy Wydmowy Wiatr spytała go o relacje, aż się zawiesił. Rany, od którego momentu by tu opowiadać! — A to co zwykły wojownik może. Ostatnio chciałem ruszyć coś trening z Liliową Łapą, moim trzecim terminatorem, ale licho to idzie. I to strasznie. Jest bardzo chorowity - powiedział. Liczył, że może dostanie niedługo kolejnego terminatora. W końcu, paru wojowników miało w jednym czasie więcej niż jednej podopiecznego. Ale on nie wyszkolił żadnego, a to może wyglądać źle. — O, i miałem okazję więcej rozmawiać z dawną terminatorką Płotkowego Potoku, Bawełnianą Nicią. Tak na nią narzekała, ale nie jest naprawdę tak zła. Wydaje się być wredna i w ogóle... Ale ostatnio nawet się uśmiechała przy wspólnym sparingu - sam nie powstrzymał uśmiechu na to wspomnienie.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Z jednej strony to dobrze, z drugiej nie, że Węgorz nie wspomniał nigdy Wydmie o tym, że Karp żyje. Bała się o syna, tak samo jak o resztę swoich rybek. Gdzie teraz byli...? Nie mogła porzucić Klanu by ich szukać. Była tu zbyt potrzebna. Znajdzie ich, nawet jeśli na nieboskłonie albo w snach. Chciała wierzyć, że jej kocięta żyją, chciała też wiedzieć, dlaczego odeszły.
— Mam nadzieję, że wyzdrowieje. Jeszcze... Nikogo nie wytrenowałeś, prawda? W końcu się uda, wiesz? Po prostu musisz czekać. — odpowiada synowi powoli, z uśmiechem. — Bawełniana Nić narzekała na Płotkę? Czemu? Cieszę się, że jednak masz koleżankę. Ja już zbytnio nie mam znajomych, nie w moim wieku, chyba jestem za stara, ha. — nawet lekko się zaśmiała z własnego żartu. Była w nim jednak prawda. Z kimkolwiek kiedyś miała relację albo się odsunął, albo zaginął, albo po prostu już nie żył. Zdążyła już się pogodzić z tym, jak to działa. Więc chyba wolała już nie mieć silnej relacji z nikim, kogo mogłaby łatwo stracić. Jedynym, z którym jednak chciała utrzymać relację był jej syn.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Może to faktycznie było źle, że Węgorzowe Gardło nie powiedział matce o losie Karpa. Ale, bał się co może wyniknąć z wyjawienia wojowniczce prawdy. Może nadejdzie moment, w którym jej to wyzna, ale nie jest tego pewien. Nie wie czy ta wiadomość nie złamała by serca starszej matki, że jej syn uciekł by wieść lepsze życie. Nie wie jak to jest być na miejscu rodzica, po prostu nie wie. — Ta, jeszcze ani jednego nie wytrenowałem. A ty dużo miałaś takich niewyszkolonych terminatorów? W ogóle, pamiętasz ile ich miałaś? - spytał zaciekawiony. Nigdy nie miał okazji o to spytać matkę. Na pytanie o narzekania Płotki, kocur kompletnie zapomniał jak dokładnie brzmiały słowa siostry. To było tak dawno, dopiero jak wrócił do klanu po długiej wędrówce. Kompletnie nie pamięta. — Wiesz, że nie pamiętam? Ale wiem, że narzekała na nią. Że jest trudna? Coś takiego. Ale, pewnie dlatego, że to była jej pierwsza terminatorka - i musiał przyznać, Bawełna miała swój charakter, ale on wie, że są też i dobre strony. Wystarczy się jej dobrze pokazać, dobrze z nią rozmawiać, a wszystko będzie dobrze... Prawda?
Poczuł współczucie dla starszej wojowniczki, że nie miała już żadnych znajomych w klanie. Nic dziwnego. Większość z nich pewnie nie żyje, w tym i Księżycowy Pył, która mogła by być oparciem dla swojej siostry. Ale jej również już nie ma. — Przykro to słyszeć - przyznał spoglądając na matkę oczyma pełnymi troski.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Cóż, podobnie jak Wydmowy Wiatr nigdy nie powiedziała o ojcu swoich kociąt (w końcu nigdy nie pytali) tak też... Węgorz nie musiał mówić nic o Karpiu. Chociaż ruda chciałaby wiedzieć co się stało z jednym z jej synów, nawet jeśli tylko jednym.
— Jasne, paru miałam. Ile konkretnie miałam terminatorów? Nie jestem pewna, tak w sumie. Dość sporo się ich zebrało przez ten cały czas. Wiesz, wojowniczką zostałam jak miałam może... Szesnaście? Osiemnaście? Księżyców. Trochę już minęło. — odpowiedziała Węgorzowi, zgodnie z prawdą. No bo co, z wytrenowanych wojowników była Wiewiórka, Leśna Jagoda, Wietrzny Wąs... Teoretycznie też trenowała chwilę swoją siostrę Księżyc... Było też sporo nie wytrenowanych. Leszczowa Łapa, Gołębia Łapa... Amur, rzecz jasna...
— Hm, może. Moim pierwszym terminatorem był w końcu Leśna Jagoda. Chwilę chodził na treningi na czas, a potem zaczął unikać treningów by rozmawiać ze swoją aktualną partnerką. Ale w końcu go wytrenowałam, więc... Wszystko się da.
Wydma zdążyła się po prostu pogodzić z tym, że powoli kończy się jej życie. Pewnie, ma jeszcze parę, może i paręnaście księżyców przed sobą, ale to chyba za krótko my znaleźć sobie nową najlepszą koleżankę. Zresztą, pytanie brzmi, czy ona w ogóle nie zdecyduje się jeszcze na wyruszenie z powrotem na stare tereny. Przecież to planowała zrobić.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Że też Wydmowy Wiatr mniej więcej potrafiła powiedzieć, kiedy została mianowana wojowniczką. Sam nie był taki stary, a dokładnie nie pamiętał, kiedy został Węgorzowym Gardłem. Ale pamiętał, że nie na pierwszej ceremonii otrzymał terminatora. Chyba dopiero na drugiej od mianowania? Albo i trzeciej? Już nie pamiętał. Ciekawe czy Wydmowy Wiatr od razu otrzymała swojego podopiecznego czy też musiała czekać. — Tak, tylko chociaż miałaś pewność, że był w obozie i jednak przychodził na te treningi. Muszelkowa Łapa kompletnie zaginęła, Koperkowa Łapa... Była bardzo trudna. Przejąłem jej trening i nie chciała w ogóle na nie przychodzić, buntowała się, wychodziła poza obóz. I to potrafiła zapuścić się poza granice klanu. Ale, Kosowa Pieśń mi uświadomiła, że nie każdy kot jest stworzony do życia w klanie. I Koperek chyba to sobie wzięła do serca - powiedział wspominając niebieską terminatorkę. — A tak w ogóle, to jak się czujesz, jeśli chodzi o zdrowie? Nic się nie boli? Czujesz się dobrze? - spytał dość szybko, jakby sobie dopiero teraz przypomniał ile matka ma lat, a z wiekiem zdrowia nie przybywa. W jednej chwili nawet poczuł się winny, że wyciągnął ją na spacer. Może lepiej by było, jakby się położyła i odpoczęła?
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Ceremonia na której została mianowana po prostu miała... Spory wydźwięk w historii Klanu Rzeki. Była w końcu ostatnią ceremonią na dawnych Rzecznych terenach, musiała byś więc specjalna. Dlatego pamiętała. Kiedy dostała Terminatora? Nie była pewna. Nawet nie była w stu procentach pewna kto był jej pierwszym uczniakiem.
— Ojej. Niestety zdarza się... Sporo kotów idzie zwiedzać świat. Jak większość twojego rodzeństwa, tak w sumie. Kosowa Gwiazda ma rację. Temu też... Nie można nikogo zmuszać do bycia w Klanie. I dobrze, że tak nie jest. — byłoby ciężko, gdyby każdy miał jedną szansę. Co gdyby ktoś został porwany i chciał wrócić do Klanu? Czy gdyby nie można było opuścić Klanu, to taki kot nie zostałby przyjęty? Ruda kotka nawet nie chciała o tym myśleć, tak szczerze mówiąc.
— Dość dobrze. Wiesz, trochę może mi strzelają kości, albo pobolewają stawy. Ale to chyba dość... Normalne. Poszłabym do Barwnej Wody jak coś by się stało. — uspokaja syna. Nie jest tak lekkomyślna by nie iść do medyka. Co to, to nie.
— Opowiadałam Ci kiedyś o Dawnych Terenach Klanu Rzeki? Coś mnie tak... Wzięło na wspominki. — uśmiechnęła się lekko, krocząc obok Węgorza i patrząc bardziej na syna, aniżeli widoczki.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Wydmowy Wiatr miała rację i powtórzyła prawie to damo, co powiedziała mu Kos przy treningu z Koperkową Łapą. Miała rację, nikogo nie zmusi do życia w klanie. Był tego w pełni świadomy, ale jednak czuł gorycz w stosunku do swojego rodzeństwa, które od tak zniknęło. Może faktycznie nie chcieli żyć w klanie jak Karp... Nie potrafi nawet tego wyjaśnić. Może będzie lepiej jak to po prostu zostawi bez odpowiedzi. Tak. Tak będzie najlepiej. Kiedy matka powiedziała nawet i pozytywnie o swoim zdrowiu, uśmiechnął się i cicho zamruczał. Lepiej słyszeć, że ma się dobrze jak na takie lata niż, że non stop coś jej dolega. — Nie, nie opowiadałaś mi nigdy o starych terenach - powiedział zaintrygowany stawiając uszy na baczność. Stare tereny... Jakoś nie przypomina sobie by takie coś w ogóle przewinęło się mu koło uszu.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Węgorz chyba miał lekko wadliwą pamięć jeśli mówił, że "nie mówiła nigdy". Chociaż może chodziło mu po prostu o to, gdy rozmawiali na osobności. Bo opowiadała swoim kociętom o starym obozie i terenach, to jest pewne. Może jednak... zdążył już zapomnieć. Bądź wręcz przeciwnie, pamiętał, ale chciał ponownie usłyszeć? Wydma teraz zastanowiła się na chwilę, czy nigdy nie przesadziła z opowieściami do tego stopnia, by jej kocięta po prostu na własną łapę chciały zobaczyć jej opowieści. Miała nadzieję, że nie, bo jak każda matka... podkoloryzowała niektóre fragmenty historyjek, które opowiadała swoim rybkom. Nie miała już wiele czasu, by sama się przekonać jak wyglądają stare Rzeczne tereny. Nadal się zastanawiała nad tym, co zrobi. Hm.
— Na prawdę? A wiesz, że mieliśmy kompletnie inne tereny? Tak bardzo różne! Klan Rzeki po pierwsze graniczył głównie z Klanem Cienia... mieliśmy też do Klanu Wichru jedynie skrawek wody do przebycia. Chyba najdalej był Grom. Obóz Klanu Rzeki to powiem ci, że był takie ciekawe miejsce! Ale trochę nierozważnie wybrane. Jasne, przynajmniej nie trzeba było chodzić sączyć mech w wodzie, bo przez obóz przepływała woda... ale z drugiej strony obawiam się, czy jakieś kocię się tam nieumyślnie nie utopiło. Ale wiążę z tamtym miejscem miłe wspomnienia. Zabawy w wodzie z rodzeństwem i takie inne. — przerwała na chwilę, mając nadzieję, że nie zdążyła jeszcze znudzić Węgorza. Chciała mu jeszcze opowiedzieć o Wielkiej Słonej Wodzie... i o wydmach na plaży... i o Bursztynowej Grocie...
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!