Logo Artemidy
Świerczyna
Jego domysły się potwierdziły, gdy tylko ujrzał przerażoną mordkę kociaka. Mały, samotny, poza obozem... Każdy by pewnie się strasznie bał w takiej sytuacji. Chociaż była to wyłącznie wina matek, że pozwoliły kociakowi wyjść. Oraz wojowników tak wspaniale pilnujących obozu, eh... Nie miał za co obwiniać młodego, bo każdy w tym wieku pewnie chociaż raz pomyślał o ucieczce z obozu, albo o wyprawie w nieznane. Większość z tych wypraw na szczęście się nie dochodziła do skutku, ale zdarzały się takie wyjątki jak przed niebieskim kocurem. Poczekał cierpliwie na odpowiedź kociaka i no tak. Byłoby fajniej, gdyby rzeczywiście się zgubił i złapały go dwunogi i porobiły te dziwne rzeczy, o których słyszał na treningu. Ale nie wypomniał tego kociakowi, bowiem nie chciał go jeszcze bardziej przestraszyć.
- Dobra... Mam nadzieje, że więcej nie wpadniesz na pomysł samotnej wyprawy. Gdybyś na mnie nie trafił to... No skończyłoby się to źle - dodał, próbując przejąć rolę matki, która najwidoczniej również nie nauczyła poprawnie swoich dzieci czego wolno, a czego nie. Jednocześnie nie miał zamiaru bawić się w niańkę i wymieniać wszystkie zagrożenia, które mógł tu spotkać, bo jak wspomniał, młody się już wystarczająco wystraszył. Teraz... Normalny i mądry wojownik by zabrał kociaka do obozu i powiedział jego rodzicom o całym wybryku. Młody za takie coś mógł mieć przechlapane, aleee jako że Dym nie był ani mądry, ani też nie był wojownikiem, wpadł na trochę... zabawniejszy pomysł. Przykucnął przed kociakiem, tworząc z następnych słów wielki sekret.
- Co ty na to, abym ci pokazał kawałek terenów przy obozie? A po tym... Dyskretnie wrócimy do obozu i zostanie to tylko między nami. Tak... byś nie dostał kary - zaproponował. Rozumiał kociaka, chęć zobaczenia świata nawet teraz dla Dymka była nie do wytrzymania. Tylko różniło ich to, że niebieski nie mógł wychodzić poza granice klanu, a rudy poza obóz. Na małym spacerku nic im się nie stanie, prawda?

⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆
the city sleepsxxxx
xxxxxxxwith autum leaves
on the side streets, uninvitingnever g
onna givei spend my days in a summer haze
xxxby the pine trees
LVL 3 90 / 200
MedLVL 0 50 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Syn Okopconego Źdźbła uspokajał się powoli, mając poczucie, że zagrożenie właśnie mija. Wziął teraz głębszy oddech by wspomóc stopniowe uspokajanie się. I rozejrzał po okolicy. Otaczały ich ogromne pokryte igłami drzewa. Większe niż jakikolwiek znany mu klanowicz. Ba, rozmiar drzew był dla klanowych kotów zupełnie nieosiągalny, dlatego bardzo zdziwio się, kiedy mama powiedziała mu któregoś dnia, że musi jeść więcej jeżeli chce być wielki jak dąb. Zastrzygł uszkami, uznając że jest to jedna z tych rzeczy, które po prostu są i nie trzeba ich rozumieć. Tak się mówi i tyle. Choć to głupie, nie musiał sobie zaprzątać tym głowy.
Tymczasem jego niebieski towarzysz zaproponował coś, co zrobiło na młodziku ogromne wrażenie. Otworzył szeroko oczy i pyszczek, Zaproponował mu coś, co udało mu się określić tylko jednym słowem:
- PRZYGODA - ryknął ucieszony jak chyba nigdy dotąd w swoim krótkim życiu. Otarł się w tej swojej radości o bok Niknącej Łapy i zamruczał głośno w wyrazie wdzięczności. Miał przeżyć cos ciekawego, odważnego i zupełnie dla dorosłych. Będzie łaził z kotem starszym od siebie o wiele, wiele księżyców, który potraktował go, jak równego sobie i zaufał na tyle, że zdecydował zabrać się na spacer, który dla kociaka był przecież zupełnie zakazany.
Wścieklica i tak nie bał się żadnej kary. Do tej pory nikt nie zrobił mu za żaden z występków krzywdy. Dostawał różne, zupełnie bezbolesne zadania do wykonania. Zanoszenie starszyźnie świeżej zdobyczy ze stosu, układanie nowych legowisk z mchu czy też nie wychodzenie całymi dniami z kociarni. Zupełnie go tego rodzaju restrykcje nie ruszały. Co więc mogło stać się złego!?
<img src="https://imgur.com/AB6vkwX.png" height=40>

wybucha wulkan, czuję - jest we <s>mnie</s>
wzbiera to wszystko i czuję energię
= i czuję, że będzie się działo! =
wybieram ofiarę, poluję jak <s>lew</s>

<span class="wścieklica1">to natury zew, gotuje się krew w żyłach</span>

rośnie siła, zaraz będę Z A B I J A Ł
zaraz mnie rozerwie chyba!
teraz mnie nic nie z<s>atrzym</s>a!


<style> .wścieklica1 {font-family: 'Bebas Neue'; font-size: 25px; line-height:14px}</style>
<link rel="preconnect" href="https://fonts.gstatic.com">
<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Bebas+Neue&display=swap" rel="stylesheet"> </style>
LVL 1 40 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uspokoił się... dobrze. Gdyby Wścieklizna dalej by był przerażony tą całą sytuacją, to by musieli od razu wrócić do obozu. W końcu kto by chciał w przerażeniu zwiedzać nieznane mu tereny. Choć z drugiej strony... Młody uspokoił aż za bardzo. Niebieski terminator lekko zmarszczył nos, słysząc jego donośny ryk. Taki wrzask by mógł obudzić niedźwiedzia albo powrócić do życia kogoś zmarłego, albo dotrzeć do obozu i poinformować znajdujących się tam wojowników, że kociak grasuje po terenach. Skrzywiony terminator posłał młodemu ostrzegawcze spojrzenie, a z jego pyszczka wydostało się krótkie "ciii" - pamiętaj, ma to zostać między nami - dodał, pokładając jakiekolwiek nadzieje w rudym. Chociaż czego oczekiwał od takiego małego kociaka? Że się posłucha? Miał z cztery księżyce, nie ma mowy, że się nie podzieli ze znajomymi, że był na przygodzie życia. Ehh, w co się syn kruchego listka wpakował. Nie zareagował jakoś specjalnie na przytulenie kociaka, po prostu wstał i się lekko wyprostował.
- W tamtą stronę znajduje się wejście do obozu - wskazał głową mniej więcej kierunek. Wejście znajdywało się około dwie odległości drzewa, więc nie powinni mieć większego problemu, by się tam później dostać - a my pójdziemy tam, zrobimy kółko dookoła obozu - zaproponował, a następnie powolnym krokiem w przeciwnym kierunku do wyjścia. Taka drobna wycieczka do obozu. Nie będą zagrożeni jakimiś drapieżnikami, ani też nie będzie to jakaś daleka wycieczka w jedną stronę. Małemu kocurowi powinna wystarczyć tak długa podróż... W międzyczasie dym nie obserwował natury, tylko skupił się całkowicie na rudzielcu. Nie chciał go przypadkiem spuścić z oczu, bo wtedy by dopiero miał przerąbane.

⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆
the city sleepsxxxx
xxxxxxxwith autum leaves
on the side streets, uninvitingnever g
onna givei spend my days in a summer haze
xxxby the pine trees
LVL 3 90 / 200
MedLVL 0 50 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No tak, co się mogło stać? Mógł się stać na przykład zakłócający wszechobecną, spokojną ciszę lasu śpiew! Na początku nie wydawał się być niczym więcej ponad szumem wiatru w jeszcze łysych gałęziach; dopiero potem, wraz z nieokreślonym zapachem, do uszu kotów dobiegło niezbyt melodyjne nucenie.
- ... leśne drogi! Tam, gdzie jest mój dom, zachodni las, łooo!... - głos był zachrypnięty do ekstremu, nie trzymał się żadnej istniejącej tonacji i ogółem brzmiał bardziej jak skrzeczenie śmiertelnie chorej wrony, niż jak głos kota. A był to bez wątpienia kot, którego też terminator i kociak po chwili już ujrzeli z oddali; po terenach Cienia beztrosko spacerował sobie szary, żylasty kocur, którego szyję otaczała słabo widoczna z tej odległości obroża i który to śpiewał na całe gardło, zapewne płosząc wszystką zwierzynę w promieniu kilkunastu długości drzewa.
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wścieklica nie miał nic do powiedzenia w kwestii trasy, którą wybrał dla nich Niknąca Łapa. Spojrzał tylko w stronę, którą wskazał głową kocur jako kierunek, w którym będzie musiał biec, jeżeli coś się stanie. Tak przynajmniej on to odebrał, była to dla niego pierwsza myśl. Biegnij, ile sił w łapach w tę stronę, jeżeli poczujesz się zagrożony. Tak też zamierzał zrobić i chwilę później miał już okazję to zrobić. Pieszczoch, o którym Wścieklica nie mógł w tej chwili wiedzieć, że pieszczochem był, zdawał się jeszcze nie widzieć dwóch cienistych kocurów. Rudzielec uniósł nos i powęszył chwilę. Nie czuł zapachu Cienia, co więcej, jako pięcioksiężycowy kociak miał pewność, że kot ten do niego nie należy. Do Cienia znaczy. Wciągnął więc dużo powietrza do swoich małych płuc.
- Ej ty! Tu jest klan Cienia - krzyknął do niego odważnie, zupełnie jakby zapominając o strachu, który rozsądny kot w wieku przed terminatorskim powinien odczuwać. Był za to dumny z siebie, że wypowiedział poprawnie nazwę swojego klanu i że tak dzielnie go broni. Cienki rudy ogonek poruszał się agresywnie w tę i z powrotem. Ewidentnie Wścieklica szykował się do ataku na kocura… cóż.
<img src="https://imgur.com/AB6vkwX.png" height=40>

wybucha wulkan, czuję - jest we <s>mnie</s>
wzbiera to wszystko i czuję energię
= i czuję, że będzie się działo! =
wybieram ofiarę, poluję jak <s>lew</s>

<span class="wścieklica1">to natury zew, gotuje się krew w żyłach</span>

rośnie siła, zaraz będę Z A B I J A Ł
zaraz mnie rozerwie chyba!
teraz mnie nic nie z<s>atrzym</s>a!


<style> .wścieklica1 {font-family: 'Bebas Neue'; font-size: 25px; line-height:14px}</style>
<link rel="preconnect" href="https://fonts.gstatic.com">
<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Bebas+Neue&display=swap" rel="stylesheet"> </style>
LVL 1 40 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie szli aż tak daleko od obozu, byli z jakieś maksymalnie dwie długości drzewa, dlatego dym tym bardziej nie spodziewał się czegoś spektakularnego. Do jego uszu dotarło nucenie... ochrypłe i średnio melodyjne, brzmiące gorzej niż ostrzenie pazurów o kamień. Krótko po nim zapach, który chyba gdzieś kiedyś czuł... Natychmiastowo kazał się zatrzymać rudemu kocurowi, wystawiając łapę przed nim, by ten nie wpadł na jakiś głupi pomysł, typu walka z nieznajomym. Ostatecznie przed nimi w oddali pojawił się szary, stary kocur z dziwnym... czymś na szyi. Oj, jeżeli ktoś z klanu by usłyszał, że tak blisko od obozu łazi sobie pieszczoch, to na pewno by z kocura zostały tylko kępy futra. Miał już w głowie drobny plan co zrobić, ale został natychmiastowo roztrzaskany, gdy młody otworzył jadaczkę. Wyśmienicie tego brakowało, kociaka drącego się na całą okolicę. Za chwilę rzeczywiście zjawi się ktoś z klanu i cała trójka skończy marnie. Spojrzał ostrym wzrokiem na małego i lekko pacnął go łapką po głowie, by wybić ewentualne głupie pomysły, co mu wpadły do łba - Jak chcesz, by ktoś z klanu nas nakrył i rozerwał tego starca, to się krzycz głośniej - dodał ostro, wyjątkowo ostro jak na niego. Wyśmienicie, ta wycieczka nie mogła pójść lepiej! Szybkim krokiem podszedł do nieznajomego, by móc na spokojnie z nim porozmawiać. Spotkał kiedyś samotnika w środku terenów, więc chyba miał lekką wprawę...
- Przepraszam Pana... ale tak jak młody krzyknął, jest to teren klanu Cienia. Co... Pan tu robi? - zapytał, delikatnie. Wyglądał na starego, ale kto wie. Może jest mistrzem walki i ma w sobie więcej siły niż to chuderlawy terminator i kociak razem wzięci. Nie warto z nikim zadzierać, skoro można rozwiązać sprawę... pokojowo.

⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆
the city sleepsxxxx
xxxxxxxwith autum leaves
on the side streets, uninvitingnever g
onna givei spend my days in a summer haze
xxxby the pine trees
LVL 3 90 / 200
MedLVL 0 50 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Śpiew ustał, kiedy krzyk Wścieklicy wstrząsnął lasem; staruszek postawił uszy na sztorc i w paru susach znalazł się przy dwóch kotach. Poruszał się zaskakująco zgrabnie jak na swój wiek; z bliska oboje mogli się przekonać, że kocur nie był wcale szary, a po prostu pokryty grubą warstwą pyłu, brudu i wszelkich paprochów, które tylko odrobinę zasłaniały blizny na pysku. Z wypłowiałej obróżki zwisała cała galeria dziwnych obiektów, począwszy od pozłacanej kulki wydającej dziwne brzęczenie przy potrząśnięciu, przez dziwny, niewielki krążek, aż po włochatą, różową kulkę zawieszoną na łańcuszku.
- Ło że, Klan Cienia, znowu? - zdziwił się wyraźnie. - No to żem zrobił, ale żem pobłądził. Już mogem iść, już, już, ale może panowie będą chcieli cosik na przeprosiny? - zachęcającym gestem trącił kulkę, przy czym wprawił całą obróżkę w brzęczące drgania. -O, takie cudeńko! A jak nie, to kawalątek dalej żem zostawieł skarby!
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Myślał jeszcze więcej niż ostatnio i dopiero niedawno rzeczywiście dotarło do niego, co oznaczało założenie rodziny. Rozmawiał już o tym z rodzicami, w szczególności z Jaskółczym Głosem, podzielając się z nią wszelkimi swoimi obawami i choć wiedział, że da sobie radę, w końcu nie będzie z tym sam. Była Ostra, byli rodzice, myły matki i wszyscy klanowicze, którzy z pewnością nie pozwolą, aby jakimkolwiek kociętom stała się jakakolwiek krzywda. To go uspokajało. Był już dorosły, dojrzały, choć czasem sam w to wątpił. Zaproponował swojej partnerce spacer, wybierając porę idealną - późny wieczór, kiedy słońce dotykało już horyzontu i barwiło niebo na przeróżne kolory, od fioletu po czerwień. Wyszli z obozu, idąc krok w krok tuż przy sobie, a na pysku Polnego mimowolnie trwał subtelny uśmiech.
I kiedy tak szli obok siebie, ocierając się własnymi ciałami o siebie, trafili do miejsca, jakie można było określić jako drobne wzniesienie, gdzie ilość drzew była mniejsza, dająca idealny widok na zachodzące słońce. Gdzieniegdzie usłyszeć mogli ćwierkanie ptaków, choć buro-biały kocur nie potrafił określić konkretnego gatunku, jaki wydawał z siebie te dźwięki, jedno było pewne, atmosfera sprawiała, że serce szybciej mu zabiło. Polny trącił ją czule nosem w policzek, a potem wysunął szorstki język, którym z delikatnością przejechał po miejscu między jej uszami. Mruczał cicho, kojąco, nie chcąc zagłuszać śpiewu i ćwierkania.

ostra c'mere

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy Polny siedział i myślał o rodzinnych sprawach, Ostra starała się już za bardzo nie dumać nad tym tematem. Jeszcze by nagle zobaczyła pewne szczegóły, których wcześniej nie zauważyła i zniechęciła by się do wszystkiego. A po co sobie niszczyć tym humor? W końcu to miało być coś pięknego i wspaniałego dla nich. Nie chciała myśleć już dłużej o tych wszystkich plusach i minusach. Już dawno podjęła decyzje ze swoim partnerem. Po prostu nie chciała psuć sobie humoru. Cieszyła się ze swojej decyzji i wolała by tak zostało.
Więc co robiła Ostra? Najczęściej zajmowała się legowiskiem i samą sobą. Wychodziła na długie polowania i patrole. Tak jak zazwyczaj, nic nowego. To jednak wystarczyło by zapobiec złym myślą i bycie ciągle w dobrym humorze.
Pewnego razu Polny zaprosił ją na spacer. Akurat wtedy była w ich legowisku i czyściła sobie futro. Często teraz przybierała się w różnego rodzaju kwiaty. Nie tylko ona jak i wiele kotek w obozie. Wszyscy się cieszyli z urodzaju jaki nastał. Nie szalała jednak z kwiatami, wkładała tylko kilka sobie do futra. Niestety nie zdążyła przymocować ich dość mocno. Jedynie jeden maczek ostał się jej na głowie. O dziwo jeszcze nie spadł.
Nie zwracała jednak za bardzo uwagi na siebie i swoje kwiatki. Wręcz była zafascynowana tym, że Polny zabrał ją na spacer i sam to zaproponował. Tak dawno razem nie wychodzili! Tęskniła za tymi spacerami. Zawsze mogli wtedy pobyć sami i spędzić miło razem czas.
Szli w jakimś kierunku a Ostra kompletnie nie wiedziała gdzie kocur ją prowadzi. – Gdzie mnie ciągniesz?-zapytała, uśmiechając się promiennie. Buras nie musiał jej odpowiadać, bo po chwili jej oczom ukazało się wzniesienie. Gdy razem weszli na szczyt, zobaczyli przepiękny widok zachodzącego słońca. Dookoła śpiewały przeróżne ptaki. Wręcz był to ptasi koncert miłych dla ucha melodii.
Ostry Kwiat nie mogła się napatrzeć. Słońce biło piękna pomarańczową barwą a niebo gdzieniegdzie robiło się nawet różowe!
– Ślicznie tutaj…-powiedziała a następnie popatrzyła się na partnera. –Dawno nie widziałam tak pięknego zachodu słońca.-uśmiechnęła się zadowolona.
Czując jak nos kocura, styka się z jej policzkiem, wojowniczka poczuła jak szybciej jej zabiło serducho. To Polny zabrał ja w tak ładne miejsce. Myśl, że to zorganizował sprawiało, że szylkretka miała motyle w brzuchu.
Polny szybko zaatakował jej czuły punkt co tylko sprawiło kolejną dawkę dreszczy, które rozeszły się po jej grzbiecie.
Otarła się pyszczkiem o żuchwę syna Jaskółczego Głosu i zaczęła cicho mruczeć. Czuła bijące ciepło od ukochanego i poczuła się bardzo bezpiecznie. Będąc tak wtulona w bujną kryzę przywódcy Klanu Cienia, Ostry Kwiat wyłączyła myślenie. Nie myślała już o niczym innym tylko o tej chwili. Chciała się nacieszyć tym zachodem słońca, śpiewem ptaków jak i samym Polnym.
LVL 5 175 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie odpowiedział na pytanie Ostrej, zamiast tego spojrzał przed siebie, bo oto ukazał im się widok, dla którego opuścili dzisiaj obóz. To prawda, było pięknie, cała okolica wyglądała żywo i kolorowo, dzięki wszechobecnej zieleni, barwnym niebie i kwiatom rosnącym w poszyciu runa leśnego.
– Wolałem wybrać zachód słońca wieczorem, niż palące słońce w południe, teraz jest… przyjemniej. I milej – wymruczał miękko. Nie przepadał za bezpośrednimi promieniami, zwłaszcza przez fakt, że jego futro należało do tych długich i gęstych, które świetnie sprawiało się w zimne i deszczowe dni, w szczególności podczas pory nagich drzew, ale teraz? Było bezużyteczne, a Polnemu zdawało się, że nadmiernie pochłania gorąc. Niemniej jednak ciepłe wieczory były cudowną okazją do spaceru i grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
– Moja łapa już się w pełni zagoiła i teraz nie zrobisz mi krzywdy – wyszeptał do jej ucha, co mogło być pewną sugestią, choć nie chciał, aby Ostra czuła się teraz przytłoczona jego osobą, wciąż nie chciał naciskać. Jej reakcja na czułości jednak zachęciła go do dalszych działań, choć były one subtelne i delikatne, aby… wybadać grunt. Przejechał kilka razy językiem po jej policzku, a następnie zszedł niżej, na szyję, uważając, aby nie strącić czerwonego kwiatu maku, utwierdzonego w jej gęstym futrze. I tak zapewne trzymał się tam ostatkami sił i zaraz spadnie.
Czuł ciepło, które powoli przemieniało się w gorąc, wszystko z powodu emocji, które rosły w nim z każdym kolejnym uderzeniem serca. Poruszył ogonem, delikatnie muskając jego puszystą końcówką bok i udo kotki. Nie spieszył się i nie był w żadnym stopniu nachalny, mieli tak wiele czasu, który chcieli spędzić razem, że pośpiech był tu zbędny. Mimo wszystko czekał też na jej gesty i działania, bo ona była teraz dla niego najważniejsza.

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oj tak, wieczór był o wiele bardziej przyjemniejszy niż takie południe. Wtedy to chyba się by roztopiła. Teraz musiała się sporo chodzić w cieniu czy wodzie by jakoś przetrwać te upały. Długie, gęste futro ma swoje wady i zalety ale gdy było gorąco Ostra widziała w nim tylko wady.
- Trudno się z tobą niezgodzić. - zgodziła się ze słowami kocura. Było o wiele chłodniej. Dzisiaj nawet wiał przyjemny wiaterek.
Kwiaty delikatnie kołysały się na wietrze jak i dłuższą trawa. Ptaszki radośnie ćwierkały i jeszcze ten widok... Czy trzeba było coś więcej?
Po chwili Polny wymruczał Ostrej pewną frazę, która spowodowała szybsze bicie serca. Spojrzała się na niego i uśmiechnęła się subtelnie.
- Tak? Daj, sprawdzę. - mruknęła a następnie położyła delikatnie swoją łapę na łapę burasa. - Faktycznie. - uśmiech się szerzej. Oczywiście już sama zauważyła wcześniej, że Polny był zdrów jak ryba. Po prostu to była zgoda na jego główny motyw, który chował się w tym zdaniu.
Zamruczała gdy tylko jej partner przeszedł z jej policzka do szyji. Szorstki język miło głaskał jej skórę. Czuła jak robi jej się gorąco pod futrem. Jednak nie było ono w żadnym stopniu męczące. To był ten przyjemniejszy rodzaj ciepła, które Ostra miała już okazję posmakować nie raz.
Przymrużyła swoje oczy i mruknęła gardłowo. - Widzę, że Polna Gwiazdą chcę spędzić miło ze mną czas... - polizała go po policzku i na chwilę zatrzymała się na nim by spojrzeć w zielone oczy ukochanego. - W takim razie będę musiała spełnić jego prośbę. - przybliżyła się do jego ucha i polizała jego bok swoim szorstkim językiem. - W końcu słowo przywódcy jest prawem... - szepnęła mu uwodzicielsko do ucha. Gdy tylko skończyła to zdanie, delikatnie przygryzła ucho kocura, miarowo przy tym mrucząc.
LVL 5 175 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Parsknął cicho śmiechem, kiedy szylkretka wzięła się za oglądanie jego łapy, na której teraz pozostały jedynie blizny. Cóż, gdyby wciąż miał na swojej kończynie opatrunek, nici ze spaceru. Oczywiście, chodzenie nie było zakazane, ale powinien się był wtedy oszczędzać, a takie szlajanie się nie należało do oszczędzania się. Teraz jednak zamierzał korzystać w pełni ze swobody, jaka do niego powróciła. Spojrzał na ostrą z iskierkami w zielono-żółtych ślepiach, a jego serce z każdym uderzeniem przyspieszało swoją pracę, pompując krew do wszystkich naczyń. Czuł ciepło, czuł żar, a jednak starał się ze wszystkich sił zachowywać racjonalnie i względnie spokojnie. Szepty do ucha tylko go zachęciły,
Mimowolnie napierał na nią swoim ciałem, a Ostra z pewnością była w stanie wyczuć lekkie drżenie jego ciała i głębszy oddech. Mruczał coraz głośniej, jakby chciał zagłuszyć śpiew wszystkich ptaków w okolicy. Sięgając językiem do futra na jej karku, które w pewnym momencie zaczął skubać. Nie był pewien, czy nie robi tego zbyt mocno, dlatego zaczął od jak najdelikatniejszych ruchów, aby z czasem odważyć się i przejść nawet do uszczypnięć. I przez chwilę przez jego umysł przebiegła myśl, ostatnia wątpliwość, czy aby na pewno jest gotowy. Był, z pewnością był, wiedział to.
I pozwolił zadziałać instynktowi. Ponieść się emocjom i być z Ostrą tak blisko, jak jeszcze nigdy nie mieli okazji być.

[...]

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ostrej nie opuszczał humor ani dobre samopoczucie. Czuła się świetnie i wiedziała, że lepiej być nie może. Była tutaj razem ze swoim ukochanym i nie potrzebowała nic więcej do szczęścia. Jej oczy jak i Polnego iskrzyły się z emocji. Oboje mimo lekkiego stresu byli podekscytowani. Wiedzieli, ze to co zaraz zrobią będzie coś zupełnie innym niż robili do tej pory. Mieli właśnie złamać wszelkie blokady i nie ograniczać się. Mogli pochłonąć się w swojej miłości nie przejmując się całą resztą. Byli gotowi i zamierzali się cieszyć tą chwilą jak najlepiej tylko mogli.
Ostry Kwiat nie opierała się gdy kocur delikatnie na nią napierał. Położyła się wygodnie na miękkiej trawie i rozluźniła w całości swoje ciało. Bardzo tego pragnęła bo wiedziała, że od tej pory ona i Polny będą ze sobą połączeni na dobre i złe. Nie mieli już nic sobie do ukrycia. Znają siebie w każdym calu i razem będą wychowywać gromadkę maluszków.
Chłodny wiatr muskał jej ciało a woń kwiatów głaskała jej nos. Czuła jak Polny z każdym kolejnym ruchem czuł się pewniejszy i nie blokował tego żaru, który w nim tkwił. Ostra również dała ponieść się emocjom. Wygięła się by móc być bliżej kocura i poczuć jego ciepło na swoim ciele. Serce biło jej jak dzwon i trudno jej było uspokoić oddech. Nie chciała przestać, chciała więcej i być jeszcze bliżej.
Mruczała głośno razem z buro-białym kocurem i po chwili oddała mu się w pełni.

[...]
LVL 5 175 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kto by pomyślał, że bycie w podeszłym wieku może być takie… nudne. No naprawdę! Nic ciekawego się ostatnio nie działo. No może jedynie to, że ostatnio spotkał córkę Pustułki a tak to nic. Kto by pomyślał, że Cień będzie kiedyś taki spokojny. Kiedyś to było! Tyle było ruchu i ciągle toczyły się kłótnie na ceremoniach. Do tego było tyle pięknych kocic i ogólnie był bardzo popularny! A teraz co? Zaliczał się już do tych staruszków… Najgorsze co mogło go spotkać. Eh… Musiał sobie znaleźć coś interesującego jak najszybciej. Bo jak dalej pójdzie to zdechnie z nudy i nie będzie satysfakcji z tych ostatnich księżyców.
No co? Płomyk nie był już młodym paniczem więc myśl o umieraniu no cóż… Nawijała mu się czasem. Ale jak na razie nie musiał się bać. Jeszcze trochę pożyje a przynajmniej tak czuł.
Potrzepał kilka razy głową chcąc wyrzucić te wszystkie myśli. Eh… Przez tą nudę ma za dużo czasu na takie przemyślenia!
Szedł przed siebie aż w pewnym momencie stanął i popatrzył się ku górze. Korona drzew ukrywała go od słońca. Drzewo które rosło obok było dość masywne. Widać było, że trochę tutaj tu stało.
Płonący Las wysunął swoje pazury a następnie wspiął się na jedną z gałęzi. Usiadł i spuścił ogon w dół. Nie był wysoko ale mógł spokojnie obserwować otoczenie z góry. Przyjemny wiatr zawiał mu w pysk przez co wyrwało mu się ciche mruknięcie. Machnął delikatnie ogonem a następnie przymknął oczy, korzystając z przyjemnej atmosfery.
/my bro wirek
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pod jednym względem Wirek mógłby się zgodzić z Płomykiem - życie z czasem stało się niesamowicie nudne. W jego życie wkradła się rutyna, i to nawet większa, niż jeszcze ze 40 księżyców temu. Wtedy przynajmniej łaził bez celu po terenach, po ziemiach niczyich, wkradał się na siedlisko koni, a teraz? Po pierwsze, jako zastępca, był częściej wymagany w obozie. Po drugie, prowadził trzy treningi, z czego jeden miał co prawda przerwę, przez chorobę Omszałej Łapy, a drugi szedł jak krew z nosa, ale niespecjalnie zamierzał go przyspieszać, a trzeci miał problemy. I to nie byle jakie. Zresztą; stawy też już nie te. Może nie był jeszcze w starszyźnie, i nie wybierał się tam za prędko, aczkolwiek zauważył już od jakiegoś czasu, że wkrada się w nie czasami sztywność, że wskakiwanie wysoko zaczyna mu już powoli sprawiać problemy, mimo że jeszcze nie był w jakimś bardzo zaawansowanym wieku. Ale, nie oszukujmy się, 100 księżyców, moment, gdzie mógłby się ułożyć w obozie i nie wstawać następne 20, by następnie ulecieć do Gwiazd, zbliżał się nieubłagalnie. Kiedy to minęło?
Wybrał się właśnie na krótki spacer, bo miał dzisiaj w zasadzie wolne. Zamierzał przy okazji popolować, ale na razie po prostu parł przed siebie, korzystając z pięknej pogody. Nigdy nie sądził, że przyjemnie ogrzewające jego grzbiet słońce będzie mu sprawiać taką radość, a tu proszę - od razu samopoczucie mu wzrosło, gdy przyszła prawdziwa pora młodych liści, a nie to, co było wcześniej; wietrzne, deszczowe i błotniste. Chyba naprawdę się starzał!
Nie zauważył Płomyka, który chwilę wcześniej wskoczył na drzewo, przechodząc niemal ślad w ślad po trasie, którą teraz zmierzał Wirek. Zresztą, nie patrzył do góry, w korony drzew, bo sam średnio miał ochotę się wspinać, a na ptaki wolał polować, kiedy były na ziemi. Nie trzeba się było namęczyć. Szedł więc przed siebie, nie zarejestrowawszy obecności niedaleko.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości