Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Słuchał jej z niedowierzaniem wypisanym na mordce. To brzmiało jak jakaś bajka, opowiastka i coś wyssane z palca, ale… Kukułka mówiła to z taką pewnością w głosie, że wierzył w każde jej słowo. Z resztą, czemu miałaby go okłamywać? Byli rodzeństwem i powinni trzymać się razem, mówić sobie prawdę. – Grzyby, co robią puf? Muszę to zobaczyć – stwierdził pewnie. Ne potrafił sobie tego wyobrazić, nawet, jeśli bardzo się starał. Czasem widział grzyby w lesie, właściwie, to codziennie, jednak nie przykładał do nich szczególnie dużej uwagi, zwykłe cośki na nóżkach, które zjadały robaki, nic wielkiego i nic interesującego, ale skoro istniały takie, co się rozbryzgują i jeszcze wydają do tego jakieś dziwne dźwięki? O tym nie słyszał. Zaintrygowało go to, choć nie dał po sobie tego aż tak poznać. – I dobrze, że nikt więcej cię nie zobaczył, jeszcze miałabyś jakieś problemy i w ogóle byś dostała owal – mruknął z machnięciem biczowatego ogona. Jeszcze tego byłoby jej mało, gdyby ktoś z Klanu cię dowiedział o jej przekroczeniu granicy. Mogłaby dostać karę od jakiegoś wojownika za takie szlajanie się. Dobrze, że do jego wycieczek nikt się jeszcze nie doczepił i oby tak zostało jak najdłużej. – Co ty za głupoty gadasz – parsknął i trącił ją swoim bokiem. Brednie, tata taki nie był, nie obrażał się o byle co i na pewno nie zniknął, bo jego córce czegoś się nie chciało. – To na pewno jest coś, co nie ma nic wspólnego z twoimi naukami – odparł pewnie, z determinacją. Milczał przez kilka uderzeń serca, kiedy nagle cofnął uszy. – Ej… czekaj, a może... a może tata pokłócił się z mamą? – zagaił, ściszając głos, choć byli tu tylko sami. Co prawda nigdy nie zauważył, aby mama z tatą kiedykolwiek mieli jakieś złe momenty, ale kto wie? Wszystko mogło być możliwe. Tyle możliwości przelatywało Tońkowi przez jego umysł i każda z nich wydawała mu się być równie prawdopodobna i nie wiedział, w którą ma wierzyć, i której się trzymać. Kiedy usłyszał jej pytanie, pokręcił przecząco łebkiem. – Skoro nie powiedzieli nam wcześniej, to nawet jak teraz zapytamy, to pewnie i tak nie powiedzą. Albo skłamią, jeszcze gorzej – stwierdził, marszcząc nos w niezadowoleniu. Wolał sam się tego dowiedzieć, bo ktoś mógł zatajać przed nimi prawdę.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Gdyby nie była to prawda, to by mu o tym nie opowiadała przecież, bojąc się, iż ten jej nie uwierzy i będzie chciał to sprawdzić i będzie chciał, by mu jakieś pokazała, a ona wtedy nie miałaby dowodów i po co by jej to było? Straciłaby tylko szacunek jednego z braci, a to też nie było jej specjalnie potrzebne do szczęścia, bo kochała ich bardzo, bardzo mocno i nie chciała się z nimi kłócić, a już szczególnie przez jakieś głupie, wybuchające grzybki!
- Możemy się potem przejść na granicę z Klanem Gromu i je zobaczyć a może i spotkamy kogoś nowego, kogo będziemy mogli obrzucić - zaoferowała z chichotem, wyobrażając sobie taki poważny gromowy patrol obrzucony przez dwójkę młodych terminatorów grzybkami, które wybuchłyby na ich futrze. Z drugiej strony - mogliby się schować i nie wychodzić, dopóki ten patrol sobie nie pójdzie, by w ogóle myśleli, że to jakiś niezidentyfikowany napad niepowiązany z klanem Cienia!
- Jestem uważna, spoko - rzuciła, machając łapą, jakby strzepywała z siebie ten temat, jakby uznała, że pf, niemożliwym jest, by ktoś ją zobaczył, ale faktycznie miała niebywałe szczęście, że nikt jej nie przyłapał i nie miała większych problemów, niż fakt, że wpadła na innego terminatora, który jej nie zaatakował, nie zgłosił tego bezpośrednio Polnej Gwieździe, ani jej mamie, a także że nie dostała jakiejś szalonej kary nie wychodzenia z obozu aż nie dorośnie do rangi starszyzny, żeby już się jej nie chciało wychodzić - aczkolwiek nie narzekałaby, zakaz wychodzenia z obozu to jakby zdjęcie wszystkich obowiązków, a wykraść zawsze by się można było, o.
- Nie wiem... po prostu wydawał się taki... zasmucony, że nie chcę nauk i... myślałam, że może wyszedł i... nie wrócił by dać mi nauczkę? Ale chyba przyszedłby wtedy, by zobaczyć, jakich dostajemy mistrzów, co? Chociażby dla was? - mruknęła, grzebiąc w ziemi przednią łapką. Wydawało jej się to podkoloryzowane, żeby aż tak podpaść rodzicielowi, bo nie przyszła na nauki, aczkolwiek... kto wie? Następnie jednak brat zarzucił kolejny pomysł dlaczego tak się stało, na który Kukułka również cofnęła uszy i rzuciła mu zdziwione spojrzenie. - Dlaczego mieliby się kłócić? Nigdy nie widziałam, by się na siebie gniewali... myślisz, że... ukrywali to przed nami? Ale dlaczego by mieli? Nic już nie rozumiem - jęknęła zrozpaczona. Tyle pomysłów, a każdy brzmiał tak absurdalnie! Z drugiej strony, gdyby... to było coś ważnego, to by o tym wiedzieli, prawda? Na pewno tak, dlaczego więc nie dostali żadnej, nawet najmniejszej informacji? Dlaczego mama i wujkowie tyle przed nimi zatajali? Co się stało? Czyżby... stało się coś bardzo, bardzo złego? - Może powinniśmy sami go poszukać, co? Skoro nikt nie chce się w to specjalnie angażować, z tego co widzę - rzuciła cierpko. Chciała znów przytulić się do taty, powykłócać o głupoty i popytać o rady, ale jak miała to zrobić, gdy tego nie było, a nikt nie chciał im pomóc go znaleźć? Albo chociaż powiedzieć co się stało?
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
– Dobra – trzymał ją za słowo. Rzucanie wybuchającymi grzybami w Gromiaków brzmiało jak świetna zabawa i jeśli kiedykolwiek będzie miał z siostrą taką możliwość - na pewno ją wykorzysta. – I niech tak zostanie – powiedział pewnie. Miała na siebie uważać, miała być ostrożna i nikomu nie dać się przyłapać. Jej mistrzem był przywódca, więc jeśli by się dowiedział, mógłby dać Kukułce jakąś karę… a to pokrzyżowało by jej plany. I jego też z resztą. Pozostawało więc wierzyć w to, że będzie miała szczęście. On o swoje wypady się nie obawiał, Pęknięta Kra i tak miał go gdzieś, nie interesował się swoim bratankiem, dlatego i on nie interesował się nim i jego zdaniem na jakikolwiek temat. Wszystkiego musiał uczyć się na własną łapę, co było irytujące, ale z drugiej strony, sprawiało mu niemałą satysfakcję. Bo mógł się wykazać i udowodnić samemu sobie, że nie potrzebuje jakiegoś tam mistrza, aby być lepszym. – No właśnie, dlatego to jest takie… dziwne – stwierdził podejrzliwie. Nawet gdyby chciał pokazać Kukułce, że źle się zachowała unikając nauk, to wciąż jaki sens miałoby w ogóle nie przyjść na ceremonię własnych dzieci? Toń nie czuł żadnego oparcia, żadnego wsparcia od ojca, bo w ogóle go tam nie było, nie wiedział, czy jest z niego dumny, czy nie. – Nie wiem, może nie chcieli nas martwić. Jak koty się kłócą to… to jest niefajnie, krzyczą na siebie i w ogóle, więc może chcieli oszczędzić nam tego widoku – mruknął, będąc trochę niepewnym, bo w tym momencie zupełnie zgadywał. Czasem widział kłócących się klanowiczów, o różne sprawy, czy to o zepsute polowanie, zabranie zwierzyny ze stosu, czy jakieś prywatne sprawy. I te sprzeczki były naprawdę różne, ale za każdym razem sprawiały, że spinały mu się mięśnie. – No ja go już szukam. Ale mi nie wychodzi… no, ale może we dwójkę uda nam się zdziałać coś więcej, popytać innych, nawet z innych Klanów – zaproponował, to było bardzo dobre rozwiązanie, bo Mknąca Zawierucha mógł być widziany przez patrole z Gromu, Wichru, albo Rzeki i wtedy mogliby połączyć kropki, dowiadując się, w którą stroną mógł pójść! Na samą tą myśl aż poczuć przyjemne dreszcze płynące wzdłuż kręgosłupa.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Radośnie zastrzygła uszami, planując już wypad z bratem do Grzybowej Grani, gdzie będzie mogła najpierw pokazać mu, jak fajnie te grzybki wybuchają, jak się na nich stanie, a potem, że jak się je odpowiednio zerwie, nie uszkadzając ich tak naprawdę w większości, a potem nim rzuci, to on wybuchnie dopiero po kontakcie z celem, bądź w chwili uderzenia czegokolwiek poza celem, jeśli się w cel, który się chciało obrać, no, zwyczajnie nie trafi, wiadomo. Niemniej, wizja tego, jak rzucała się z Barwnym Płomieniem nie była nawet w połowie tak fascynująca, jak wyobrażenie sobie jak robi to z rodzonym bratem, ba, co dopiero jak robi to z rodzonym bratem rzucając w gromiaków!
Nie odezwała się już, przerzucając spojrzenie na swoje łapy. Nie pasowało jej absolutnie to, że Mknąca Zawierucha miałby się mścić na niej, ale nie przyjść na ceremonię reszty jej rodzeństwa. Bo unikanie jej to jedno, ale jeśli przy okazji miało cierpieć całe jej rodzeństwo? Nie miało to najmniejszego sensu! Dlaczego Olcha, Toniek, czy Lampart mieli cierpieć tylko dlatego, że ona jako ich siostra się nie popisała i zamiast przyjść na umówione z ojcem nauki chociaż raz ukrywała się przez księżyc po kątach, nim nie odkryła, że nie ma już właściwie przed kim się chować...
- Ale w swoim towarzystwie nie zachowywali się jakby się kłócili, gdy nie ma nas w pobliżu - wymamrotała. Zawsze uważała rodziców za partnerstwo idealne. Tata przychodził do mamy, opiekował się nią, pytał co u niej, przynosił świeże jedzenie, opowiadał o tym, co się działo na patrolu, a mama zawsze wydawała się tak troskliwie mu przyglądać, przejeżdżała językiem po jego zadrapaniach, mówiąc mu, by na siebie uważał... jak mogli, gdzieś na uboczu, się o coś sprzeczać?
- Mam już doświadczenie w wychodzeniu do tych śmiesznych dębów, tam, na środku, więc może uda mi się tam kogoś wyhaczyć, jeśli tam pójdę w najbliższym czasie - powiedziała, nieco się ożywiając. Na razie, póki byli terminatorami, warto było się skupić na terenach dookoła ich. Spytać patrole rzeki, gromu, czy wichru, a jeśli to nie zadziała, to cóż, pozostawało wychodzić także poza znane tereny. Popytać samotników. Może skoczyć na to sławne osiedle dwunogów? Tam podobno było dużo samotników! I tych takich śmiesznych pieszczochów, o.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
– ...to nie wiem – skwitował w końcu, jednak bez jakiejkolwiek rezygnacji czy czegoś podobnego w głosie. – Chyba jestem na to wszystko za głupi – parsknął, wysuwając poplamiony ciemniejszymi znaczeniami język z pyska w grymasie.
To byli dorośli, on nim nie był, był młodzieniaszkiem, który dopiero co wkraczał w ten nieznany świat i miał prawo czegoś nie rozumieć, miał prawo w coś wątpić, czemuś nie wierzyć i buntować się przeciwko temu, co było dla niego niejasne i zwyczajnie głupie, bo jeszcze nie umie określić, co jest naprawdę dobre, a co złe i co powinien robić, a co nie. No, może przyczyną tego byl też fakt, że Pęknięta Kra zupełnie olał jego edukację, hm, możliwe i to całkiem bardzo, zwłaszcza, że nie pamiętał, kiedy ostatnio miał jakikolwiek trening… co to w ogóle trening? W pewnym sensie zazdrościł Kukułce, że trafił jej się sam przywódca, mógł tym zaszpanować przed innymi, a on? Uczył się sam, a przynajmniej starał się to robić, ale nie miał nikogo, kto mógłby skorygować jego błędy. – Świetnie – stwierdził hardo, prostując się i unosząc biczowaty, cienki niczym pajęcza sieć ogon wysoko w kierunku nieba, po którym krążyło teraz kilka srebrnych chmur, jednak nie zapowiadało się na to, aby miało padać, jeszcze nie, przynajmniej. – W sumie na upartego można wyjść i popytać… no wiesz… trochę dalej... – zagaił ostrożnie, nie będąc pewnym, jak Kukułka zareaguje na same wspomnienie o Terenach Niczyich, dlatego nawet nie używał tej nazwy. Jasne, było to niebezpieczne, bo tam w razie potencjalnego zagrożenia nikt by im nie pomógł, ale hej, nie wszystkie koty były przecież złe, prawda? Na pewno znalazłoby się kilka całkiem spoko osobników, którzy ucięli by sobie z nim miłą pogawędkę! W razie czego weźmie nogi za pas i zniknie z jego pola widzenia szybciej, niż by się pokazał.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Chyba oboje jesteśmy - rzuciła cierpko, uderzając ogonem na ziemię. Oboje nie wiedzieli dlaczego rodzice tak nagle zniknęli i choć próbowali sobie to jakoś tłumaczyć, to widocznie im to nie szło. Ale też, dlaczego mieliby wiedzieć? Zdecydowanie nie mogło być tak, że ich zostawili, coś musiało się stać, tylko pytanie właśnie było takie - co się stało?
Gdy brat zaś zaproponował, że mogliby wyjść również poza znajome tereny, tam dalej, lekko uniosła łeb i podniosła uszy. Chodziło jej to po głowie, pewnie, szczególnie, że zawsze chciała tam pójść i zwyczajnie pozwiedzać, ale uznawała to póki co za opcję "niemożliwą". Dopiero niedawno zostali terminatorami, a przynajmniej ciągle wydawało jej się jakby to było wczoraj, no i nie umieli walczyć, nie potrafiliby się obronić, ale w przyszłości, jeśli się nauczą, Kukułka zdecydowanie będzie chętna do tego, by zwiedzać również Tereny Niczyje i tam popytać miejscowych samotników.
- Faktycznie, ale może lepiej... będzie się nauczyć najpierw walczyć, czy coś, nie chcę też stracić i ciebie, gamoniu - rzuciła ciepło, niewinnie się uśmiechając. Zamierzała też zagadać do Lamparciej Łapy, czy nie chciałby iść z nimi, bo w sumie trochę urwał im się kontakt i sama nie wiedziała, co on o tym wszystkim myśli, aczkolwiek zdecydowanie nie miała zamiaru go wykluczać. Był trochę wycofany, ale zdecydowanie był również ich bratem, również był synem Kropli i Zawieruchy i zasługiwał, by pomóc im w poszukiwaniach. Może nie jako ktoś, kto by pytał, ale na pewno znalazłoby się dla niego jakieś oryginalne zadanie!
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
W wolnej chwili lubiła spacerować, nie po obozie, a poza nim, po terenach Klanu Cienia. Za każdym razem rozglądała się głównie za ziołami, które zna. Mogłaby takowe zebrać i wziąć do obozu. W końcu za niedługo nadejdzie Pora Nagich Drzew i każdy medykament będzie na wagę złota. Była tego świadoma.
Tego dnia wyruszyła z obozu dopiero pod wieczór. Miała zamiar trochę się przewietrzyć, rozluźnić i przy okazji poszukać czegoś, co mogłoby przydać się jej i Pomurnik. Był... Był jeszcze jeden powód jej spaceru, chęć zobaczenia Gorejącego Świtu, jednak... Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej przestawała wierzyć w to, że jeszcze kiedykolwiek zobaczy gromiaczkę. W końcu ich ostatnie spotkanie miało miejsce dość dawno temu. Od tamtego czasu szylkretka nie dała po sobie znaku życia. Jaki mógł być tego powód? Cóż, tak naprawdę to każdy. Mogła znaleźć sobie kogoś innego, lepszego. Mogła się Cytrynką też po prostu znudzić. W najgorszym przypadku coś jej się stało. I cienista sama nie wiedziała w którą wersję wierzyć.
Szła niedaleko granicy już dłuższy moment, wciąż zerkając na gromową stronę. Bez skutku. Nie dostrzegła tam ani żywej duszy. Przy sobie miała już kilka medykamentów, które przy pomocy pajęczyny sprytnie przymocowała do swojego futra. Szła, będąc dość nimi... Oblepiona (?), Jednak nie było jej ciężko. W końcu to wszystko jest takie leciutkie. Leciutkie i... Kruche, rzecz jasna. Dlatego też, jej twarz wykrzywiła się w niezadowolonym grymasie, gdy tylko poczuła i zorientowała się, że właśnie potknęła się o korzeń. Upadek wcale nie będzie wygodny, a drobne listki, które do tej pory zebrała na pewno będą nadawały się jedynie do wyrzucenia.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXPogoda była okropna, a jego ciemne futro nie poprawiało sprawy. Z tego też powodu zazwyczaj poruszał się w gęstych lasach, których na szczęście na Cienistych terenach było mnóstwo. Chciał zapolować, przy okazji rozerwać się troszkę i zrelaksować. Wyszedł więc po południu, bliżej wieczora, kiedy słońce nie świeciło już tak intensywnie, na niebo wyszło kilka leniwych chmur, a samo powietrze nie wydawało się być suche, jak wióry. Ugiął łapy, węsząc i nasłuchując. Czuł, że to będzie dobry dzień, musiał być.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Polowanie kocura rozpoczęło się owocnie. Nie minęło dużo czasu, gdy do jego nozdrzy doleciała woń zwierzyny. Był to zapach piszczka, rudego o brązowo-szarym grzbiecie i kremowym brzuchu. Była to orzesznica, która jadła żołędzie ukryta pod krzaczkiem. Nie zauważyła póki co Tonącego Kamyka, więc ten śmiało mógł podjąć się próby upolowania jej.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXOczywiście, że podejmie próbę. Orzesznica była smakowitym kąskiem, może trochę małym, ale zawsze to coś. Ugiął łapy, od razu przyjmując pozycję łowiecką i ruszył w kierunku rudego gryzonia, trzymając się ciągle pod wiatr, cofnął uszy, zbliżając się do niego coraz bardziej. Szczególną uwagę zwrócił na to, aby stąpać lekko i ostrożnie, toteż ciężar jego smukłego ciała skumulowany był na tylnych kończynach. Kiedy podkradł się na odpowiednią odległość - wybił się z łap i skoczył w kierunku badylarki, zamierzając przycisnąć ją do ziemi i uśmiercić jak najszybciej. Nie zamierzał się z nią bawić.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Czarno ubarwiony kocur podjął się próby złapania orzesznicy i zrobił to bezbłędnie. Trudno w jego wieku byłoby zapomnieć o zasadach polowania, ale i los mu sprzyjał, bo orzesznica bardzo ładnie dała się złapać i krótko po tym zawisła martwa w jego szczękach. W dodatku, na niebie dostrzegł delikatny zarys tęczy, ponieważ niedaleko przestał właśnie padać deszcz. Śliczny widok.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXTęcza wyglądała pięknie, to na pewno, ale to nie oglądanie jej było teraz dla Tonącego Kamyka priorytetem. Udało mu się upolować orzesznicę bez większego problemu, nic dziwnego. Mógłby ją w sumie zjeść, ale nie był szczególnie głodny. Zakopał ją w ziemi, oblizał pysk z krwi i ruszył na dalsze łowy. Początek był naprawdę udany, miał nadzieję, że dobra passa utrzyma się aż do samego końca polowania.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Po zakopaniu pierwszej zdobyczy wojownik ruszył dalej. Szybko zauważył coś wartego uwagi - kopce położone blisko siebie. Na pewno należały one do jakiegoś kreta, dało się go nawet wyczuć w powietrzu. Tonący Kamyk mógł spróbować go upolować, jeśli uzbroi się w cierpliwość.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXCzy chciał go upolować? Zastanawiał się przez chwilę, ryzykował długim czekaniem, ale plus był taki, że znajdował się w lesie, w cieniu, więc taki odpoczynek od gorąca dobrze mu zrobi, a jednocześnie może uda mu się złapać to czarne, brzydkie i ślepe stworzenie. Podkradł się więc i przycupnął nad jednym z kopców, starając się zachowywać wszelkie zasady ostrożności, przeniósł ciężar ciała na tyły i czekał na jakiś ruch, który mógłby zasygnalizować obecność kreta akurat pod kopcem. Gdyby wychylił się ze swojej kryjówki, Toń natychmiast próbowałby go złapać. Pytanie tylko, ile to potrwa.
Kocica przede wszystkim schudła. Jest absolutnie przeciętnej sylwetki na ten moment. Jej łapy nadal są masywne i dosyć umięśnione. Ogon kocicy nie urósł od jej terminatorskiego życia i nie stał się nagle długi. Nadal jest dosyć krótki, lecz nikt jej go nie odgryzł, więc jego długość jest dosyć rozsądna. Głowę ma okrągłą i pełną. Tak samo miłą dla oka jak wiele księżycy temu. Pysk za to ma dosyć drobny z różowym noskiem niczym guzikiem. Oczy są w głębokiej i ciepłej barwie zieleni, które przybierają jeszcze cieplejszy ton dzięki charakterowi kocicy. Uszy stojące zawsze do góry są raczej niewielkie. Jej futro nie odstaje już jak w przeszłości. Dalej gęste i krótkie, zawsze przylega do ciała ułożone. Może czasem w niektórych miejscach gdzie nie domyje się Kropelka lekko odstaje. Barwę dalej ma niebieską rozjaśnioną na lekko kremowy odcień na brzuchu, szyi, łapach ogonie i pysku oraz przeplataną tygrysimi pręgami a jakże niebieskimi. Na dolnej wardze posiada bliznę.
Jasna Kropla jest niczym oaza spokoju. Zawsze spokojna, pogodna. Po obozie chodzi zawsze z wysoko uniesionym ogonem i pogodnym uśmiechem. Podczas rozmów zachowuje opanowany ton głosu. Samo wymienianie zdań z innymi jest czymś co bardzo lubi. Nie przepada za byciem samemu. Bez przyjaciół czułaby się bardzo szybko samotna i przybita. Jej życiowym mottem jest nie martwić się. Kropelka słynie z szybkim radzeniem sobie z przykrymi wydarzeniami w jej życiu. Owszem na początku będzie mieć parę nieprzespanych nosy, ale nie wiele księżycy później wraca do normalności. Klan Cienia jest dla niej ważny, wypełnia swoje obowiązki jak najbardziej przykładnie. Uwielbia polować, co często widać po tym, że w tym celu potrafi w ciągu dnia wyjść parę razy. Nie przesadza już z tym jednak, bo kiedyś była niemożliwą pracoholiczką. Nie jest za bardzo ambitna, nie marzy jej się być podziwianą czy posiadać wysoką rangę. Od młodych lat uwielbiała być w cieniu i nie wystawać z szeregu. Jej największym marzeniem od księżycy terminatroskich jest po prostu założyć kochającą się rodzinę. Tyle jej do życia potrzeba. Bliscy, których może kochać.
Kret ukazał się po dłuższej chwili. Toń jednak nie stracił czujności i łatwo złapał kreta, krótko po tym go zabijając. Kolejna łatwa zdobycz oraz... kolejna piękna tęcza. Cały czas widniała na niebie ta poprzednia, ale obok niej pojawiła się druga. Wow.