Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczynka do cierpliwych nie należał, ale po pierwsze Borsuk nie kazał mu czekać jakoś bardzo długo, a po drugie był jego kumplem, więc wszystko miał automatycznie wybaczone.
Biały kocur stwierdził, że to miejsce byłoby odpowiednim do polowania. Duża przestrzeń, sporo trawy w której może coś mieszkać i za którą polujący kot mógłby się schować… A w dodatku to drzewo go ciekawiło. Może potem, po nauce polowania, sprobują się na nie wdrapać albo coś? To byłoby całkiem ciekawe.
Przyglądał się krytycznie koledze, cały czas robiąc wokół niego kółeczka powolnym krokiem. Kilka razy trącił go ogonem to w łapę, w to w spód brzucha, chcąc poprawić jego ustawienie nad ziemią. Sam miał lekcje polowania za sobą, więc wiedział jak powinna wyglądać porządna pozycja łowiecka.
- Całkiem nieźle. - stwierdził po chwili milczenia, uśmiechając się do Borsuka, prawie jakby był dumny. Ciężko tylko stwierdzić, z kogo. - To oczywiście zależy też od wprawy, więc to że jesteś teraz jakiś koślawy się zmieni z czasem. Ale nie jest tragicznie. - zmrużył oczy w szerokim uśmiechu. Oczywiście, że nie mógł pochwalić kumpla zbyt mocno.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
No, Borsuk raczej nie był tym co narzekałby na dodatkową rozrywkę, więc pewnie wspinanie na drzewo po lekcji polowania by mu za bardzo nie przeszkadzało. Jednak jak na razie dymny nie myślał nad tym za bardzo, na razie skupiał się na swoim zadaniu jakim była pozycja łowiecka. Może i by stresował się jakby ktoś robił tak wokół niego kółka jak robił to teraz Pajęcza Łapa, ale to był jego kumpel, nie miał co się stresować. Mimo iż biały kocurek jakoś nie chciał go chwalić zbyt mocno.
-Cóż, przynajmniej ty nie każesz mi robić tego idealnie za pierwszym razem -dymny znowu skorzystał z sytuacji, żeby pocisnąć po swoim ojcu. No jak można nie skorzystać?- I co mam teraz robić?
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Borsuk skupiał się na aktualnym zadaniu - i bardzo dobrze. Pająk nie miał czasu na jakieś wygłupy, skoro mieli się tutaj czegoś nauczyć! Postawa jego kumpla była zadowalająca, bo ten brał to wszystko na poważnie!
Uniósł lekko brwi na pełne jakiegoś poddenerwowania słowa kolegi. Nie wiedział na pewno, na kogo był taki wściekły… ale właściwie to mógł się domyślać. Wiadomo przecież, że ojciec Borsuka jest mocno irytujący.
- Polowanie bywa trudniejsze od walki. - odpowiedział mu, zgodnie z własnym doświadczeniem. - Nie będę od ciebie wymagał nie wiadomo czego… ale dopiero zobaczymy, jak będziesz się spisywał w trakcie samego łapania ptaków, myszy... - wzruszył lekko barkami.
A potem sam wrócił do pozycji łowieckiej i spojrzał z powrotem na dymnego kocurka, a potem rozejrzał się po otaczającej ich wysokiej trawie.
- Kolejna zasada, którą musisz zapamiętać jest dosyć prosta. Gryzoń cię wyczuje, ptak zobaczy, a królik usłyszy. Musisz dostosować swój sposób skradania się do ofiary, którą chcesz dobić. - wytłumaczył delikatnym głosem, w jakiegoś rodzaju ekscytacji wysuwając i wsuwając pazury. - Na przykład kiedy łapiesz ptaka, musisz się chować za trawą, kamieniami, albo nie ruszać jak on patrzy. Całkiem proste, nie? - obszedł Borsuka dookoła raz jeszcze, po czym trącił go ogonem w tylną łapę. - To wszystko, co najważniejsze. Leć.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsuk słuchał co tam Pajęcza Łapa mu tłumaczył i uniósł brwi kiedy usłyszał kolejną zasadę polowania. W dodatku kumpel wytłumaczył mu tylko jej jedną część i kazał mu iść… a co z całą resztą? Czyżby zapomniał? A może uznał, że Borsuk sam domyślił się o co chodzi? Jeśli tak to trochę się przeliczył, tak szczerze powiedziawszy. No… może nie aż tak z królikiem, bo skoro usłyszy to raczej trzeba zachowywać się cicho, ale ten gryzoń?
-A ten gryzoń? O co z nim chodzi? W sensie wyczuje nosem? -zapytał, robiąc tylko jeden chwiejny krok do przodu kiedy Pajęczyna trącił go w tylną łapę- Bo ten królik to chyba w miarę logiczny… jak usłyszy to trzeba być cicho… ale co z tym gryzoniem?
Dymny kocurek zdecydował, że zanim ruszy na to polowanie to poczeka na odpowiedź białego terminatora. Przecież nie mógł iść z niepełnymi informacjami, prawda? Wtedy by tylko zrobił z siebie pośmiewisko przed kolegą a tego by raczej nie chciał. Już i tak wystarczy, że Borsuk nawet nie miał swojej ceremonii kiedy Pajęczyna już z drugiej strony prawie kończy trening. To takie nie fair i wstydliwe, ale musiał to jakoś przeżyć. Nawet jeśli mu się to nie do końca podobało.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Myślał, że wszystko jest jasne, ale najwyraźniej się mocno pomylił. Słysząc kolejne pytania ze strony Borsuka, Pajęcza Łapa spojrzał na niego jakby sam nie rozumiał o co mu chodzi. A potem westchnął głośno, dramatycznie, jakby to dodatkowe wytłumaczenie miało sprawić mu niewyobrażalny ból. Zamrugał kilkakrotnie, dreptając bliżej kolegi by znów się mu przyjrzeć.
- Niee, geniuszu, gryzonie nie mają przecież aż tak dobrego węchu jak my. - odpowiedział, jakby na serio wierzył że Borsuk mógł mieć tego wszystkiego świadomość. Zignorował fakt, że to on miał tutaj trening, nie jego kumpel. - Wyczują drżenie ziemi, jak będziesz mocno stąpał łapami. Dlatego skradając się w kierunku, nie wiem, myszy, musisz pilnować żeby ciężar twojego ciała był przeniesiony na tylne łapy. Tak powinno być łatwiej. Tak samo jak przy podchodzeniu królika, wstrzymuj oddech. Proste? Proste. - wyprostował się dumnie, prawie jakby spodziewał się teraz, że kumpel rzuci się na niego z podziękowaniami i będzie go czcił, czy coś.
A potem Pajączek uniósł lekko brwi i spojrzał na Borsuka, bezsłownie pytając go czy był gotowy... a raczej czy miał jeszcze jakieś ciekawe pytania.
Smukła, krótkowłosa, szylkretowa (niebiesko-kremowa) kotka z białymi znaczeniami (pierś, stopy, brzuch, pyszczek i od nosa nad wysokość oczu), ma złociste oczy. Futerko na głowie jest ulizane pod włos: sterczące, zjeżone, imitujące czub.
Złośliwa zołza, nieusłuchana, uparciuch, ale da się z nią porozmawiać, jeśli znajdzie się temat, który ją interesuje.
No to dzieci długo się nie pobawią.
Czubatkowa Łapa chciała wyjść na patrol w cudzym towarzystwie. Nie chciała tak sama wędrować bo chciała do kogoś mordkę otworzyć. Dostrzegła Jaśniejącego Płomienia, a raczej tak się jej zdawało. Kiedy podbiegła z "Jaśniejący Płomieniu!" spotkała się z... Niespodzianką. To nie był on, a jego siostra bliźniaczka, Roziskrzona Noc. Aż stała jak wmurowana. To ci dopiero. Ale i ona zgodziła się na patrol. — I naprawdę tylko was oczy różnią? Czad! - wcześniej zdawało się jej, że Jaśniejącemu Płomieniowi właśnie tak oczy się układają, a tu jednak nie! Kontynuowały rozmowę, kiedy coś przykuło uwagę Czubatki. Dwójka kotów, ale nie zdawała się być w odpowiednim wieku. A jeden kot był... Kociakiem. Hola hola, kojarzyła go! Pod kociarnią często siada. A ten drugi to chyba od Lśniącej Sadzawki. — Widziałaś ich? - spytała ze złością wskazując na parę. — Już życia nie mają - syknęła złowrogo i truchtem ruszyła w ich kierunku, niekiedy odwracając się do Roziskrzonej Nocy by upewnić się, że nad nią nadąża. — Te, wy! - krzyknęła do nich. — Mamy do pogadania!
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Aha, tylko oczy. – potwierdziła rozbawiona, mimo że w sumie było to spore uproszczenie. Przyzwyczaiła się już, że większość Wichrzaków bez trudu rozpoznawała w burym, potarganym futerku Iskrę, a nie Płomienia, który wstał lewą łapą.
I cała ta beztroska skończyła się wraz z jednym krótkim pytaniem. Roziskrzona od razu skierowała wzrok we wskazanym przez Czubatkową Łapę kierunku i... zrobiło jej się trochę słabo. Co, na Gwiezdnych, robił kociak poza obozem? Jasne, wyrośnięty kociak, któremu było bliżej do mianowania niż dalej, ale wciąż smarkacz z rangi, który był łatwym łupem dla drapieżników. W towarzystwie terminatora, którego kojarzyła z ostatniej ceremonii, więc no fajnie, fajnie.
Ruszyła w ślad za szylkretką. Najchętniej zostawiłaby całą sprawę w jej łapach by przekonać się co miała na myśli ze swoim już życia nie mają, ale jako ta dorosła dorosła nie mogła jedynie biernie się przyglądać.
– Co tu robicie? – rzuciła na początek, żądając wyjaśnień.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Słuchał wyjaśnień kumpla uważnie. No to była raczej dość ważna informacja, że wyczują jego kroki! Jak można było to pominąć?! No ale nie było teraz czasu żeby się kłócić, bo mieli przecież iść polować. Dymny kocurek już miał pokazać, że jest gotowy kiedy ktoś nagle się w okolicy pojawił. A niech to.
Borsuk odwrócił się w tamtą stronę i zmarszczył brwi. Kiedy szylkretka podeszła do nich drąc mordkę dymny kocurek już nastawił się bojowo, jeżąc futro na karku oraz ogon. Takie darcie się kojarzyło mu się jedynie z Wietrznym Dniem, który nie miał żadnych porządnych argumentów więc musiał wszystkich przekrzyczeć.
-Polujemy -syknął- I wcale nie muszę rozmawiać z kimś kto się na mnie wydziera -prychnął i spojrzał na drugą kocicę, która zachowywała się raczej spokojniej- jak już coś to wolę porozmawiać z tobą -powiedział do tej burej, która przyszła gdzieś tam za szylkretką, ignorując kompletnie jakiekolwiek dalsze słowa tej pierwszej. Będzie po prostu udawał, że jej tu nie ma i tyle. Przynajmniej dopóki nie zacznie się zachowywać jak cywilizowany kot.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Widział, że kumpel go słucha i to go zadowalało. W końcu mówił tu o ważnych rzeczach. Chciał, aby Borsuk został kiedyś jednym z najsilniejszych wojowników w Klanie - u jego boku. Wtedy dopiero byliby potężni i szanowani! Już miał ponaglić Borsuka, żeby ten szybciej ruszał na to polowanie bo zaraz oboje zsiwieją, ale coś, a konkretnie czyjś głos, mu przerwał. Pajęczyna spojrzał w kierunku dwóch kotek z irytacją wymalowaną na mordce i ledwo powstrzymał się przed przewróceniem oczami. Oczywiście, nie mogli mieć spokoju!
- Gratulacje, właśnie przestraszyłaś całą okoliczną zwierzynę. - syknął z wyrzutami do Czubatkowej Łapy, robiąc krok w jej kierunku, ale nie z jakimś złym zamiarem... po prostu chciał pokazać, że się jej nie boi bo jest starsza ani nic takiego. Jej wiek nic nie zmieniał, więc czemu myślała, że może się tak do niego odzywać?
Zaś druga kotka... no dobra, miała chociaż spokojniejsze podejście, nie darła się. Mimo to Pajęczyna spojrzał na nią ze zmarszczonym nosem i zmrużonymi oczami, trzepiąc nerwowo ogonem.
- Uczę Borsuka polowania... Nie widać? - odpowiedział prosto. - Skoro już wszystko wiecie, to czy możecie zostawić nas w spokoju? - poprosił, wymuszając uśmiech. A potem znów skrzywił się i zerknął na dymnego kolegę i dopiero wtedy przewrócił z irytacją oczami. Prawie jakby uważał, że pozostała dwójka nie zauważy tego pełnego pogardy gestu.
Smukła, krótkowłosa, szylkretowa (niebiesko-kremowa) kotka z białymi znaczeniami (pierś, stopy, brzuch, pyszczek i od nosa nad wysokość oczu), ma złociste oczy. Futerko na głowie jest ulizane pod włos: sterczące, zjeżone, imitujące czub.
Złośliwa zołza, nieusłuchana, uparciuch, ale da się z nią porozmawiać, jeśli znajdzie się temat, który ją interesuje.
Lubi kocięta, ale to nie jest kocie tylko franca. — I ty jeszcze będziesz mi stawiać granice, kłaku? - zauważyła z pogardą i smagnęła ostro ogonem. — Ciebie tu nawet nie powinno być. I w tym momencie będziesz się tłumaczył nam, w tym momencie to ty masz taki wybór jak ślepy które oko ma stracić - spotkała się z tyloma kociętami w obozie. Większość z nich znała do tej pory, i żadne nie wyrosło na takie... Coś. A dzieciak Lśniącej Sadzawki? Ło! Nie tylko ich matki będzie nie znosić. — Właśnie wiesz co widać? Że wyprowadzasz kocię poza obóz co jest skrajnym idiotyzmem. I nie, nie zostawimy was spokoju bo w tym momencie to na twoim miejscu bym się nawet nie odważyła tak gadać - on naprawdę nie był świadom tego, co zrobił? Co on ma we łbie? Puch i pajęczyny?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Dzieciarnia była strasznie wyszczekana. A pomyślałby ktoś, na pierwszy rzut oka, że miała przed sobą koty. A tu nie – małe, śmierdzące liski.
– Nie powinieneś wychodzić poza obóz. Wiesz o tym. – zwróciła się najpierw do dzieciaka, który odmówił słuchania tego co ma do powiedzenia Czubatkowa Łapa. Fajnie, że był skłonny rozmawiać z burą, szkoda tylko, że tu nie było nawet o czym rozmawiać, więc jeśli liczył na negocjacje to... no się przeliczył.
Kiwnęła łbem na słowa szylkretki. Tak właśnie było.
– W wieku terminatorskim czy nie, wciąż jest nieprzeszkolonym kociakiem. Więc nie polujecie tylko go narażasz. Jakby znalazł was lis przed nami to by was rozgniótł jak małe żuczki. W najlepszym wypadku poodgryzałby wam łapy. – starała się mówić spokojnie, starała się nie zwracać uwagi na mimikę białego smarkacza. Spojrzała znowu na Borsuka. – Więc ty wracasz z nami do obozu. Bez dyskusji.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Ta szylkretka, która przyszła i zaczęła drzeć pysk coś mówiła, jednak Borsuk, tak jak zapowiedział chwilę wcześniej, udawał, że nie słyszy jej słów. Nie bał się jej. Nic mu nie mogła zrobić, bo jeśli by go chociaż dotknęła to raczej Lawendowej Gwieździe by nie wytłumaczyła się z zaatakowania własnego współklanowicza bez obopólnej zgody na sparing. A jak się rzuci z pazurami to tylko będzie gorzej. Sama sobie grób wykopie. Dymny kocurek tylko wywrócił oczami i uśmiechnął się cwaniacko.
-Czemu nie powinienem? Już umiem walczyć. Moja nauczycielka mnie nauczyła -odparł cokolwiek dopiero na słowa burej. Oj już mu się podobało irytowanie szylkretki aż do osiwienia. Mógłby to w sumie robić częściej.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęcza Łapa był wyraźnie oburzony. Otworzył głupio pysk i stał tak chwilę, patrząc na te kłapiące szczękami kotki, które postanowiły zepsuć im całą zabawę.
- Kocię? Czy ty nie widzisz na oczy? Borsuk jest prawie w moim wieku, a ja zaraz będę wojownikiem! To nie jego wina, że nie miał jeszcze swojej ceremonii! - odpowiedział, prostując się dumnie i robiąc jeden krok do przodu. Nie miał żadnych złych zamiarów, ale ta sytuacja zrozumiałe go podburzyła. Jak one mogły w ogóle sugerować, że jego kumpel to jakiś głupi, niepotrafiący o siebie zadbać kociak? I jak mogły myśleć, że gdyby nim był, Pajęczyna chciałby się z nim zadawać?!
- Nieważne. Chodź, Borsuk. Wrócimy do obozu sami. - mruknął, niezwykle naburmuszony, po czym dotknął kolegę końcówką ogona i ruszył szybkim krokiem w stronę wejścia do obozu. Nie zadawał się z takimi kotami jak te dwie, chciał sobie pójść… zwłaszcza, że kusiło je zdzielić pazurami po pyskach. Odchodził, zerkając za Borsukiem, ale nie dlatego, że mu kazały - tylko dlatego, że nie miał ochoty na dalszą rozmowę.
Wiatr nie był kotem cierpliwym i... dziś dał tego absolutny popis. Nie mogąc spotkać się z przyjacielem nigdzie na granicy w ostatnim czasie, nie ważne jak długo by na niego czekał, w końcu postanowił ją przekroczyć i - mimo, że z coraz ciężej i szybciej bijącym sercem - szedł przed siebie, licząc na to że w głębi terenów Wichru, spotka Pajączka.
Bał się. Pierwszy raz można było śmiało powiedzieć, że oriental nie był do końca pewien czy jego pomysł był najlepszym ze wszystkich i chociaż generalnie odrzucał te nieprzyjemne myśli na bok, wiedział że mógł mieć obrzydliwie duże problemy, jeśliby coś poszło nie tak. I wtedy musiał myśleć co robić, żeby czasem złagodzić karę.
Póki co jednak, nie było to ważnym. Był tu sam. Zdecydowanie sam, nie widział nigdzie w okolicy nawet żywej duszy. Stąd też dążył przed siebie dalej i dalej, aż w końcu - zatrzymał się. Bo nie był w ogóle świadom tego, gdzie teraz jest. I czy chciał czy nie, musiał odpocząć, żeby zebrać wszystkie myśli i ewentualnie wiedzieć, w którą stronę uciekać, żeby nie konfrontować się z Wichrzakami. O ile jacyś w ogóle by mieli go znaleźć.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna miał karę. Nie mógł wychodzić z obozu bez wojowników, musiał zajmować się jakimś sprzątaniem legowisk i innymi takimi obrzydlistwami... a to przecież nie zadanie dla takiego księcia jak on! On powinien być już wojownikiem, czuł się gotów. A zamiast tego Lawendowa Gwiazda urządziła cyrk na cały Klan, przy wszystkich powiedziała jak nieodpowiedzialnie się zachował... ale nie wyjaśniła nikomu dlaczego, ani co się stało. Może i lepiej, bo Pająk nie chciał być uważany za nieodpowiedzialnego za jeszcze więcej kotów. Trenował z Borsukiem dlatego, że ten powinien był mieć już trening, ale go nie miał z powodu lenistwa wichrowej Gwiazdy. On? On jedynie dbał o Klan. Ta cała sytuacja poruszyła go i zdenerwowała na tyle, że przez jakiś czas faktycznie siedział w obozie. Jednak kiedy emocje były zbyt wielkie, on zawsze wychodził na spacery bądź polowania... tak zrobił i teraz, łapy same poniosły go poza obóz.
Nie musiał wcale iść daleko. Był przyzwyczajony do wędrówek po wichrowych terenach, poduszki łap nie bolały go już w tych okolicach. Był w tym wyćwiczony, poruszał się też całkiem zwinnie i po cichu... a potem, nagle, wydawało mu się że zobaczył kogoś znajomego. W tym miejscu nie było aż tak dużo drzew, Pająk właśnie znalazł się na krawędzi sporej łąki, stąd miał dobry widok. I widział. Jasna sylwetka, z ciemnym pyskiem i tymi charakterystycznymi, wielkimi uszami. I głupie, głębokie, niebieskie oczy, które przecież znał doskonale i o których wciąż czasem myślał. Chwilę stał w bezruchu, zastanawiając się, czy powinien rzucić się na kota z zamiarem przeorania mu gardła pazurami za to, że jest na jego terytorium, czy bardziej zdzielić go łapą w pysk, ale nieco delikatniej, za sam fakt że Wiaterek jest mysim móżdżkiem i przyszedł tutaj, tak blisko obozu. I jeszcze był tak dobrze widoczny! Ale biały kocur wiedział, że mimo wszystko mieli umowę. Mieli się spotkać, a on... cóż. Trochę o tym zapomniał, zbyt zajęty treningami. Może to trochę jego wina.
Ruszył szybkim krokiem w kierunku znajomego, ze zjeżonym futrem na karku i ogonie. Gdy tylko był wystarczająco blisko, by ten bez problemu go usłyszał, Pajęcza Łapa przywitał się:
- Skończony... mysi móżdżek... Głupi... - i wyciągnął szyję, chcąc chwycić Wietrzną Łapę za skórę na karku i wciągnąć za to wielkie drzewo niedaleko którego się znaleźli. By się z nim chociaż trochę ukryć, przed oczami swoich klanowiczów. Na Gwiezdnych... nie bał się przecież kary, ale to? To zupełnie inny poziom wykroczenia. Westchnął ciężko i dramatycznie.