Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Prawdę mówiąc sam prędzej uznałby swój ruch za tchórzostwo niż mądre posunięcie. Nie chciał być trafiony, bo choć Tundra na pewno nie zrobiłaby mu faktycznej krzywdy, to miał dosyć takiego tarzania się po ziemi, tych ciosów. Nie był do tego przyzwyczajony. Ale oznaczało to też, że jeśli chciał zakończenia całej walki, to musiał się postarać to przyspieszyć - stąd też unik, który wykonał. Nie jakoś świetnie, ale przynajmniej nie przyjął na siebie całego ataku.
Gdy tylko poczuł, jak Opoka zeskakuje z jego grzbietu, spróbował podnieść się na drżących łapach. Wtedy też zauważył to, że kotka skupiona jest na przecieraniu pyska. Było to dobrą okazją na atak, więc pomimo braku tchu i bolących mięśni - Raniuszek wykonał sus w jej kierunku, chcąc się zbliżyć i spróbował uderzyć ją swoją puchatą łapą w bok pyska. Zrobił to w emocjach i w ostatnim momencie zląkł się, że może popełnia błąd, jednak było już za późno na zmianę taktyki.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Dobrze. Wystarczy - powiedziała po tym, jak kolejny skierowany w nią atak Raniuszka się nie powiódł. Opoka otrzepała się krótko z pyłu, który osiadł na jej futrze w wyniku walki. Spojrzała jeszcze raz na swojego niepewnego siebie ucznia i przysiadła, by doczyścić futro. Szybko zdecydowała że męczenie go jeszcze tego dnia jakimkolwiek zagadnieniem. Machnęła cienkim ogonem i podniosła się z ziemi. - Na dziś to tyle, walkę będziemy jeszcze ćwiczyć - skinęła mu jeszcze głową i skierowała się w swoją stronę.
* * *
Minęło trochę czasu, w trakcie którego Tundra i jej uczeń nie posunęli się daleko w jego szkoleniu. Dalej trenowali walkę w praktyce i powtarzali jej teorię. W międzyczasie Raniuszek zaszedł w drugą ciążę i w tym okresie intensywność ich spotkań zmniejszyła się, a w wysokiej ciąży i kilka dni po porodzie Tundra zupełnie z nich zrezygnowała. W momencie, kiedy jego kocięta mogły zacząć być zostawiane same sobie na kilka godzin w ciągu doby, czekoladowa zaszła kociarni by dać kocurowi znać, że powinni wrócić do treningów. Z pewnym wzruszeniem obejrzała swoje pierwsze prawnuki choć z niemałym zaskoczeniem dowiedziała się, że Pęd, syn Sekwoi zbliżył się do Raniuszka na tyle, że teraz mieli razem kocięta. Nie roztrząsała tego dłużej. Nowemu Świtowi potrzebne były nowe koty, a srebrny kocur był świetnym ojcem dla swojego poprzedniego miotu więc nie musiała się obawiać że wychowa kolejny miot świetnych nowoświtowców.
Kiedy się spotkali, kiwnęła mu znacząco głową.
- Gratuluję narodzin kociąt. - rzekła i pozwoliła sobie na delikatny, choć szczery uśmiech. - Mam nadzieję, że są zdrowe. - rzekła jeszcze i skierowała i kroki w stronę wyjścia z obozu. Następnie w kierunku Motylego Zagajnika. Zdecydowała że mogą poświęcić chwilę na spokojną rozmowę. Jej tempo nie było szybkie. Wiedziała że powrót do aktywności po porodzie i ciąży może być trudnym i długim procesem.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Na słowo Opoki kończące walkę, Raniuszek westchnął głęboko, z wyraźnie wielką ulgą. Walka była chyba jeszcze cięższym zadaniem, niż dotąd mu się wydawało. Nie powiedział tego na głos, oczywiście, ale cieszył się że to wszystko. Zanim każde z nich poszło w swoją stronę, srebrzysty kocur kiwnął łbem Tundrze, chcąc okazać jej szacunek.
- Dziękuję... hee, dziękuję ci... za dzisiejszą lekcję, Tundro. - wydyszał, po czym uśmiechnął się lekko. Już bał się kolejnego wspólnego szkolenia.
* * *
Wiele się wydarzyło. Niektórych tych wydarzeń Raniuszek prawie nie pamiętał. Sam poród był wspomnieniem widzianym jak przez mgłę, tak samo jak kilka dni po narodzinach jego drugiego miotu. Srebrzysty nie przeżył dobrze tego, co stało się z dwójką jego kociąt, ich śmierci. Minęło trochę czasu, zanim poczuł jak powoli wraca do siebie, ale szybko rosnąca pozostała czwórka kociaków zdecydowanie to ułatwiała. Musiał się nimi opiekować, więc nie było czasu na użalanie się. Spędzał całe dnie właśnie na tym, dlatego został wybity z rytmu i zaskoczony, gdy okazało się, że musi wracać do szkoleń.
Oderwanie Raniuszka od kociaków na dłużej niż krótką chwilę było ciężkie. Długo walczył z samym sobą, by wyjść z kociarni, ale wiedział też, że to musiało w końcu nastąpić. Nie mógł pilnować ich cały dzień, nie kiedy były coraz większe, a on musiał wypełniać swoje obowiązki względem Nowego Świtu! Dlatego w końcu kocurek dołączył do Opoki.
- Dziękuję, Tundro... - uśmiechnął się łagodnie, pochylając łeb w geście przywitania. - Są zdrowe i aktywne, tak jak powinny... Nie chciałem ich jeszcze zostawiać, ale... ale... w obozie naszego stada nic złego im się nie stanie. - powiedział, starając się uspokoić własne nerwy i oglądając się jeszcze za siebie. Ruszył jednak wraz ze starszą kotką w kierunku wyjścia z obozu.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Potrafisz polować? - zapytała wprost, ruszając w drogę. Ich marsz rozpoczęła żwawo, jeżeli nie bardzo żwawo. Żylaste ciało kocicy świetnie czuło się w ruchu. Dopiero po kilku wykonanych krokach, kocica zatrzymała się, odchrząknęła i zerknęła przez ramię na kocura. Odchrząknęła ponownie i dostosowała tempo marszu do osłabionego porodem i karmieniem kota.
- To Motyli Zagajnik, tak nazywa się ten kawałek lasu. Na moment zobaczymy rząd drzew częściowo obdartych z kory i cóż, to miejsce nazywamy Zadrapaną Korą. To jeden z punktów granicznych Nowego Świtu. Będzie ich łącznie osiem, wszystkie ci pokażę. Zaraz dojdziemy też do Leśnych Skałek, kamieni pokrytych mchem, które są kolejnym granicznym punktem. - powiedziała w międzyczasie, omawiając mijane przez nich punkty orientacyjne.