Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Sosnowa Szyszka uśmiechał się łagodnie, ze spokojem i cierpliwością słuchając wyjaśnień terminatora. -Łapanie mniejszej zwierzyny też jest ważne. Jest jej więcej, występuje po kilka rodzajów na każdym obszarze i mniejsze szanse, że się wyrwie z uścisku. Nawet jeśli jest mała, to lepiej zjeść taką, niż paść z głodu w pogoni za czymś dużym.- Powiedział nieco ciszej niż zazwyczaj. Chciał swoim tonem zmniejszyć intensywność bodźców i dać Iskrze poczucie bezpieczeństwa, umożliwić zrelaksowanie i wyciszenie.
Gdy kocurek się zgodził, Szyszka pościł łapę i przysunął się bliżej, następnie kładąc łeb na karku młodzika i delikatnie częściowo otulając ogonem przestrzeń na ziemi wokół Iskry, ale tak, by go nie dotknąć. Przymknął oczy, mrucząc cicho. -Już wszystko w porządku. Jestem przy tobie.- Szepnął ledwo słyszalnie. Będą musieli poszukać schronienia w jakichś krzakach, gdyż pod drzewem wciąż na nich padało kilka kropel. Za chwilę. Pomyślał, chcąc dać nacieszyć się młodszemu ciepłem bliskości.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Skomentował to jakiś burknięciem. Cichym, niejasnym, niespecjalnie zrozumiałym. Oczywiście, po prostu sygnał że się nie zgadza z tym i już, i koniec, i kropka. Bo tak nie chciał, bo to mu przeszkadzało i póki naprawdę, naprawdę nie będzie musiał być w sytuacji, gdzie umiera z głodu... zmuszanie go do polowania na coś małego było graniczące z cudem.
Samo przytulenie było, mm. Dziwne? Dziwne. Z jednej strony był cały czas napięty i wzrok nerwowo wbijał w ziemię, czując jak tylko serce chce mu wyskoczyć z piersi, z drugiej strony, sam instynktownie głową uderzył (dosłownie) w pierś Szyszki, szukając tam jego ciepła. Spięcie i chaotycznie, ale chyba lepiej by nie umiał. - Nie musisz mi tak mówić. Nie jestem dzieciakiem... - mruknął pod nosem, niemniej, niespecjalnie więcej robią. Psh, bo tulić się chciał. Ale nie musiał mu mówić takich rzeczy!!! Trochę szacunku!! Był już dużym kociskiem, ile to, zaraz osiem księżyców? Dziewięć?!
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
-Nie jesteś, ale czasem nawet doświadczony wojownik potrzebuje to usłyszeć. Pamiętaj, że jestem tu dla ciebie.- Powiedział i jeszcze przez jakiś czas przytulał kocura.
Kiedy wreszcie się odsunął, wstał i przeciągnął się. -Musimy gdzieś się schować, bo się przeziebisz. Spróbujemy jeszcze raz innego dnia, co ty na to?- Zaproponował z uśmiechem, czekając na odpowiedź kremowego. Miał nadzieję, że ten w końcu się rozchmurzy i nie będzie przejmował pierwszą porażką.
Jeśli terminator się zgodził, ruszył w stronę granicy klanów Cienia i Gromu, szukając gęstego krzewu.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Bez słowa. Jedynie ostrożnie, niepewnie machnął głową na zgodę, ale werbalnie nawet nie pisnął. Chyba, że kolejne wyrzucenie powietrza z siebie mogli wziąć jako werbalną odpowiedź, ale... chyba nic nie wnosiła, poza ty że dawał mu jasno znać o swojej oczywistej frustracji. Do przekonania go, że faktycznie ma się nie przejmować minie chyba więcej czasu, niż sam w sobie trening. - Nic by mi nie było - burknął już po swojemu, oczywiście, z dumą urażoną że ma lekki nadmiar tego wsparcia. Mógł być tu dla niego, ale!!!! Bez przesadzania, to nadal Iskra!!! - Wpadnę za jakieś dwa wschody.
A teraz, po prostu za nim szedł. Bo wiadomo, mimo wszystko... chyba nie chciał ryzykować i sprawdzać, czy na pewno nie byłoby mu takie nic, jakby przemókł do suchej nitki.
[zt ♥]
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
Nie miał specjalnych planów na dziś. Po złapaniu wróbla (ukradnięciu go z jakiejś nory, gdzie uprzednio pilnował by jakiś samotnik się od niej oddalił), przeszedł w głąb ziem niczyich, aby móc tutaj zjeść w spokoju... i faktycznie, właśnie to zrobił, skupiając się na tym, żeby później oddzielić piórka od paskudztw jakie zostały po jedzeniu. Wiadomo, tymi mógł się jakkolwiek bawić, albo nawet wczepić je sobie w futro, albo... cokolwiek, były ładne i chciał mieć je dla siebie. Ale to później, bo teraz postanowił się odwrócić na grzbiet i wygrzać brzuch.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Wyszłam dziś z obozu z zamiarem przejścia się wokół klanów i znalezienia ciekawy mordek do rozmowy, byłam przekonana, że dzisiaj był dzień na miłe pogaduszki! Nie miałam większych planów, mój trening stał, a więc nie musiałam się martwić Kunim Gardłem na ogonie, śmierci w oczy zajrzałam niedawno, jeszcze znalazłam w swoim legowisku jakieś dziwne śmierdzące rzeczy. Zgadywałam, że czas był odpowiedni do momentu, gdy pokłóciłam się z Iskrą, ale też nie komentowałam tego, nie potrzebowałam i najwyraźniej ja nie musiałam się wyżywać na nim, by się dowartościować; myślałam, że może jest po prostu narwany, ale to przechodziło moje jakiekolwiek rozumowanie.
– Smacznego – zagaiłam wesoło, gdy zobaczyłam kota jedzącego wróbelka.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
Oho? Wcale długo nie musiał czekać na to, by ktoś się obok niego pojawił - w pierwszej chwili, naturalnie, myślami powędrował nawet do tego, że to poprzedni właściciel zwierzyny się tu zjawił, ale... nie, zbyt wesoły głos. Mógł rozluźnić mięśnie, wypuścić z siebie cichy świst ulgi, a potem na pysk wrzucić lekki uśmiech. - Smaczny, smaczny, a jak! Szczególnie, jak się go nie trudno łapało. Same pożytki z takich wróbli - rzucił wesoło, przekręcając się zaraz tak, żeby móc rozprostować łapy. - Mógłbym nawet się podzielić, ale... same paskudztwa z niego zostały, to wiadomo, chyba nie byłabyś nimi zainteresowana, hm? Mógłbym w każdym razie zaoferować piórko, za uszkiem by ci ładnie wyglądało!
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Potrzebował odpocząć. O ile Klan Cienia zdawał się wychodzić na prostą ale Wzburek zdecydowanie czuł się jakiś takiś nijaki, jakby przytłoczony? Kontakt z Taflą zdecydowanie mu się pogorszył. Lecznica zdecydowanie była męczącym miejscem, jednego dnia był spokój a drugiego oglądał najróżniejsze rany a woń krwi wwiercała mu się w nozdrza. Lubił to, czuł się dzięki temu potrzebny, ale co za dużo to niezdrowo.
Obwieścił Rwącej Łapie że wróci wieczorem, może w nocy. Kotki we dwie dadzą sobie radę przez tą chwilkę, nic złego się nie stanie prawda? Było już południe kiedy dotarł do Głębokiej Nory w której na wpół leżał. Pysk miał zwrócony ku niebu nieustannie szukając w nim czegoś, czegokolwiek... chociaż gdy przeminęła jedynie kolejna zwykła chmurka oparł brodę o przednie łapy i przymknął lekkie ślepia. To nie było dobre miejsce na drzemkę, ale mógł przecież tylko zamknąć ślepia. Kto powiedział że będzie od razu spać?
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna nigdy nie był dobry w radzeniu sobie z emocjami. Tak naprawdę miał na to tylko dwa sposoby - zamieniać każdą rozpacz na gniew i wyżywać się na innych stworzeniach, lub trzymać to w sobie tak długo jak potrafił i wybrać się na spacer z nadzieją na to, że nie wybuchnie z wściekłości w jego trakcie. Tamtego dnia robił akurat to drugie. Miał wiele powodów do trzymania w sobie nieprzyjemnych emocji, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Musiał się zmęczyć, musiał zapolować, pobiegać, zrobić cokolwiek, żeby tylko nie mieć potem siły na nic poza snem. Wiedział, że jeśli w nocy nie zaśnie, to weźmie go na rozmyślanie... a to skończyłoby się źle.
Nie wiedział, że zaszedł tak daleko, aż z zamyślenia nie wyrwał go widok innego kota. Kocur śmierdzący Klanem Cienia leżał spokojnie z przymkniętymi oczami, być może nie zdając sobie sprawy z tego, że nie jest już sam. Pajęczyna mógłby odejść, nawet nie dając mu znać o swojej obecności... ale o dziwo poczuł potrzebę czyjegoś towarzystwa. Konkretnie towarzystwa kogoś, kto nie chce od razu jego śmierci i nie uważa go za jakiegoś okrutnego zdrajcę. Kogoś, kto go nie zna.
Zbliżył się jeszcze te kilka kroków, usiadł całkiem blisko odpoczywającego kocura. Ale nie zbyt blisko, żeby go przypadkiem nie wystraszyć. Westchnął głośno, wpatrując się w niebo.
- Co sprawiło, że postanowiłeś przyjść z Klanu Cienia aż tutaj? - zaczął ponurym tonem, prawie jakby wcale nie chciał rozmawiać. Ale rzeczywistość była zupełnie odmienna. Po zadaniu pytania zerknął kątem oka na drugiego kota.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Czy zdawał sobie sprawę z obecności białowłosego? Owszem, wyczuł go bez większego problemu, ale nie widział powodu aby reagować. Gdy ten usiadł to Wzburek otworzył szerzej wyraźnie zmęczone ślepia i przyjrzał się nieznajomemu. Miał ładny kolor ślepi jak Tafla i dużo bieli, nie tyle co Tafla, ale możliwe że jego przyjaciel w przyszłości podobnie będzie wyglądał? W końcu z każdym księżycem jakby śnieżnego koloru tylko przybywało na futrze... - Mm ja... - wyraźnie się zawahał zanim odpowiedział, nie wiedział ile powinien powiedzieć - jestem trochę zmęczony. Ciągle ktoś coś chce, mój przyjaciel... coraz gorzej się czuje, a niedługo czeka mnie jeszcze podróż do Szepczącej Sadzawki... - wyprawa na którą tak długo czekał a jednocześnie tak bardzo miał jej już dość mimo, że jeszcze się nie zaczęła. - A ciebie co tu sprowadza aż z gromu?
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Miał do czynienia z całkiem spokojną jednostką... co nie było wcale złą rzeczą. Nie miał ochoty na żarty, ani jakieś przekrzykiwanie się. Może rozmowa wystarczy, by poczuł się nieco lepiej? Trzymał się tej nadziei ostatkami sił. Czuł na sobie spojrzenie nieznajomego i to też mu wcale nie przeszkadzało. Tak długo, jak nie było to spojrzeniem pełnym pogardy, to było całkiem przyjemne.
Sam zaszczycił go kolejnym, dłuższym spojrzeniem, gdy cienias zaczął mówić.
- Szepczącej Sadzawki? Czy mam do czynienia z przyszłym przywódcą? - zapytał beznamiętnie, szczerze zapominając, że nie tylko zastępcy wybierają się do Szepczącej Sadzawki, ale też przyszli medycy. Nigdy nie interesowało go życie medyka... każdemu mogłoby się zapomnieć! Teraz był jednak nieświadomy swojego błędu. Słowa nowo poznanego wywołały jednak minimalne zainteresowanie księcia, co było osiągnięciem.
Spodziewał się tego, że w końcu padnie pytanie też o jego motywację... a jednak miał ochotę warknąć, gdy tylko je usłyszał. Powstrzymał się, oczywiście, ale końcówka jego ogona zadrżała nerwowo.
- Niewiele... poza tym, że jestem tam uważany za nic nie wartego potwora i wszyscy mnie nienawidzą. - odpowiedział lekkim tonem, starając się by gniew który czuł nie był słyszalny. Chciał powiedzieć więcej, chciał wygadać się na temat wszystkiego co się stało i co czuł... ale nie wiedział jeszcze, czy rozmawia z odpowiednim do tego kotem. Dlatego jedynie wyprostował się i zmusił do obojętnej postawy. Czekał na reakcję. - Też przyszedłem odpocząć.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
"Przywódca" - samo to słowo wywołało u młodego szeroki uśmiech, to była rola jego ojca, siostry, babci, on znalazł swoje miejsce gdzieś indziej niż na Trzaskającej Gałęzi. - Medykiem - poprawił lekko kręcąc łbem na boki - Medykiem, bez mistrza, który musiał uczyć się wszystkiego sam od podstaw bo reszta klanów miała swoje sprawy na głowie. To zrozumiałe zresztą, sam nie chciałem się też narzucać eh - nie pytał nigdy Klanu Rzeki o szkolenie, byli za daleko, Wicher miał na głowie swoich terminatorów i pozostałą dwójkę z ciania. Grom dał odpowiedź mało pozytywną choć jak najbardziej zrozumiałą. - Chyba trochę cię rozumiem - uśmiechnął się smutną na samą myśl o Trzask, Szyszce, Niedźwiedziu i Psie. Oni pewnie również nie mieliby oporów aby nazwać go potworem. - Jak chcesz zrobię ci trochę miejsca? Ewentualnie w środku też byśmy się raczej zmieścili... chyba, że słońce ci nie przeszkadza?
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Uśmiech. Skąd ten uśmiech? Pajęczyna uniósł brwi w zdziwieniu, ale zanim zdążył się oburzyć i zacząć pytać o cokolwiek, cienisty kocur wyprzedził go odpowiedzią. Medykiem... no tak, to miało sens. Trochę zaniżyło poziom szacunku, który Pajęczyna mógł czuć względem tego cieniasa, ale to nie było żadnym zaskoczeniem. Wiedział, że medycy są bardzo ważni, ale nie ważniejsi od przywódcy. Mimo wszystko, książę doceniał istnienie medyków. W końcu, czy chciał czy nie chciał... miał to we krwi.
W odpowiedzi mruknął coś niezrozumiałego, chcąc dać rozmówcy do zrozumienia, że dotarło... ale tak naprawdę nie dotarło. Miał wiele pytań. Zaraz zmarszczył nos w zamyśleniu.
- Jak uczy się bycia medykiem... samemu i od podstaw? - zapytał, spoglądając na kocura. - Podajesz choremu losowe ziółka i patrzysz na reakcję? - to miało być żartem, ale nawet się nie uśmiechnął, zostawiając wszystko do interpretacji przyszłego medyka. Niech się zastanawia! On nie miał ochoty się tłumaczyć.
Milczał chwilę po odpowiedzi kocura. Chyba rozumie? Pajęczyna nie sądził, że istnieje ktokolwiek, kto mógłby go naprawdę zrozumieć. Każdy, kto go rozumiał, albo zaginął bez śladu, albo stracił życie. Jednak gdy usłyszał coś takiego, a potem został zaproszony do zbliżenia się... przez te kilka chwil poczuł się lekko. Tak, jakby zatliła się w nim jeszcze mała iskierka nadziei. Jakieś malutkie ciepło w lodowatym sercu.
- Dzięki... Możemy zostać w słońcu, jak chcesz. - mruknął w odpowiedzi. Przybliżył się trochę, jeszcze o te kilka kroków, tak żeby znaleźć się tuż obok kocura. Dopiero gdy wygodnie się rozsiadł, odchrząknął. - Trochę ciężko uwierzyć... że ktoś mógłby uważać przyszłego medyka za potwora. - stwierdził jeszcze.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Na myśl o eksperymentalnych metodach leczenia parsknął cicho śmiechem. Nie wyobrażał sobie tego, był za dobry żeby świadomie móc narazić czyjekolwiek życie. - Nie. Nie odważył bym się nawet. Chodzisz, pytasz, prosisz, obserujesz i tak w kółko. Miałem to szczęście że Rwąca Łapa, drugą terminatorka medyka w międzyczasie skończyła swój trening więc mogliśmy uzupełnić później moją wiedzę i wszystko jakoś tak posegregować - nie wspominał takiej nauki na własną łapę źle, wręcz przeciwnie. Było to przyjemne doświadczenie, świadomość że postarał się bardziej niż reszta i osiągnął może to samo jednak samodzielnie. No może z drobną pomocą.
Mogą zostać w słońcu. Tą informację skwitował lekkim kiwnięciem łebka. - Nasza matka... Zniknęła zanim osiągnęliśmy sześć księżycy. Ojciec nie miał dla nas za dużo czasu, pojawiły się konflikty z rodzeństwem, każdy miał swoją teorię co się stało. Jakoś tak się stało że jakoś nikt z rodziny nie myślał po mojemu i... Powinno się mnie oberwać ale w samoobronie porządnie uszkodziłem mojego brata. Nic mu nie jest już, została blizna. Ale mh wiesz, koty lubią szeptać, bronić tego kto jest ranny nawet jeśli to ty jesteś niewinny - wbił posmutniałe spojrzenie w glebę. Rozgadał się nieco za bardzo, ale czy żałował? Chyba nie, nigdy nie miał okazji żeby porządnie się wygadać. Zawsze reszta klanu była ważniejsza i Bóbr mógł znosić krzywe spojrzenia z ciepłym słowem i przyjaznym uśmiechem. Nie potrafił się złościć na innych, jedynie próbować ocieplić swój wizerunek...
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Żart faktycznie odebrany został jako żart. Dobrze! Nie zawsze miał tyle szczęścia co do towarzystwa, w którym żartował. Nadal pamiętał tamtą całą Zmierzch z jakiegoś stada poza Klanami, która zwyzywała go kiedy on się niewinnie śmiał. Niektóre koty po prostu brały wszystko na poważnie niezależnie od sytuacji… irytujące. Na szczęście teraz nie miał do czynienia z kimś takim. Rozluźnił się lekko, słysząc tamto parsknięcie.
- Brzmi jak sporo zamieszania… i ciężkiej pracy. - stwierdził. Postanowił przemilczeć fakt, że uważał pracę medyka za mniej wymagającą od pracy wojownika. Wciąż była ważna i pewnie męcząca, skoro trzeba pamiętać tyle ziół i innego syfu tego typu. To nie dla niego, wcale go nie interesowało! Ale było ważne dla działania Klanu. - Rwąca Łapa… mhm. Przyznam, że nie miałem okazji poznać wielu kotów z Cienia. Jak ty masz na imię? - postanowił spytać, tak żeby mieli to już za sobą. W końcu wypadało chociaż tyle o sobie wiedzieć, skoro zamierzają rozmawiać.
Wysłuchał tego, co mówił terminator medyka. Początkowo z tą samą powagą, wręcz obojętnością wymalowaną na pysku… lecz jego mina stopniowo zmieniła się w zaskoczoną, a potem dziwnie melancholijną.
-Skąd ja to znam… Większość kotów nie patrzy na fakty i nie próbuje zrozumieć ani nawet wysłuchać innych, jeśli uzna, że zrobili coś nie tak. Większość wierzy w to, w co najwygodniej uwierzyć. Popełnisz jeden błąd… i konsekwencje odbijają się na całym twoim życiu klanowym, ciągną się za tobą przez całe księżyce. - przerwał na chwilę. Dotąd patrzył pustym spojrzeniem w niebo, ale w tamtej chwili obrócił łeb w stronę drugiego kocura. Spojrzał na niego ze skupieniem. - Ja nigdy nie miałem ojca. Część rodzeństwa zabrana została do Klanu Rzeki, ja zostałem w Wichrze z kilkoma innymi i… matką. Moja matka… Umarła dopiero niedawno. Ale ciężko powiedzieć, że kiedykolwiek faktycznie była ze mną. Popełniłem kilka błędów i zostałem uznany za zdrajcę, nic nie wartą porażkę i cały Klan traktował mnie jak obcego. Potem matka zaczęła grozić, że mnie zabije. Więc… teraz jestem w Gromie. Szkoda tylko, że tutaj dzieje się dokładnie to samo. - zaśmiał się gorzko i pokręcił łbem, finalnie znów odwracając wzrok. Wciąż ciężko się o tym mówiło… ale przynosiło to jakiegoś rodzaju ulgę. Zawsze łatwiej rozmawiało się z obcymi, więc korzystał póki on inten kocur faktycznie byli sobie obcy. Po chwili westchnął, jakby przeżywał jakiś ból. - Chyba jestem przeklęty. - dodał ciszej.