Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Czekoladowy wojownik ponownie westchnął. Czyli albo nie widział, albo pod jakimś innym imieniem. -Może jak skończę trening Gorejącej Łapy, to wybiorę się na osiedle i samemu poszukam.- Powiedział bardziej do siebie niż do młodzika. Już od jakiegoś czasu planował taką wyprawę, ale natłok standardowych obowiązków oraz treningi dwóch terminatorów sprawiały, że nie mógł sobie pozwolić na więcej niż jednodniową wycieczkę.
Na wspomnienie o ceremonii mocno się zdziwił. Jeśli dobrze pamiętał, to syn Zwiędłej Łodygi był od niego jakieś 8-9 księżyców młodszy. -Chyba nie mógłbyś być jeszcze mianowany na wojownika przez swój wiek. Ile ty teraz masz?- Zapytał zaciekawiony. Nie był pewien, co do własnych wyliczeń, ale wydawało mu się, że kocurek dopiero w tym księżycu mógłby zostać awansowany, a i tak oznaczało to bardzo krótki trening jak u Trzask. -Chociaż nie możemy mieć wspólnej ceremonii, to w zamian jeśli Trzaskająca Burza będzie zajęta, możesz przyjść do mnie i wspólnie potrenować.- Zaproponował. Miał nadzieję, że siostrze się poprawi i nie zaniedba terminatora, ale w razie potrzeby chętnie pomoże. -Na spacer, co?- I pacnął niebieskiego delikatnie w łeb. -Taki spacer, że na wiele księżycy zniknąłeś! Twoja matka nawet nie wiedziała, czy jeszcze żyjesz! Mogła tylko modlić się do Gwiezdnych z nadzieją, że pewnego dnia wrócisz.- Syknął poddenerwowany. Ta beztroska przypominała mu Zmarznięty Nos, który nawet relacje traktował jak zabawę i ostatecznie nie wziął odpowiedzialności za własne kocięta, wyrzekając się ich. Choć Sosnowa Szyszka był już dorosły, to wciąż miał o to żal do ojca... a raczej dawcy, bo ciężko go nazwać inaczej.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- Jakby potrzebny był jakiś przewodnik, mrugnij mi i cię wezmę - gdzieś... na pewno. Bo z jego podejściem do sprawy, wpierw by zawędrowali na drugi koniec świata, niż poszli na osiedle. No, ale grunt że w końcu by tam dotarli, co nie? Mały plus, ale już się liczył! Zaraz też machnął uchem. Samemu... huh, przejęzyczenie? - Trzynaście, tak około. I ekspertem od kodeksu to ja może i nie jestem, ale coś mi świta, że to mi wystarczy żeby być mianowanym! A jak nie, to tam... by się mrugnęło, że mam ciut więcej. Bo to ktoś w sumie pamięta...? - szczerze, czy ktoś to śledził? Rodzice może, owszem, ale poza nimi? Polny chyba nie miał dzienniczka, gdzie sobie takie rzeczy zapisywał i potem przed ceremonią wyciągał notatki z wiekiem każdego kota. - Ale taka opcja mi pasuje. Wiesz, tu słówko, tam słówko i będzie szybciej to mianowanie... właściwie, jak tam o nim? Coś więcej robisz?
Z ciekawości, czy w ogóle warto było mieć to fajne imię. Nie, żeby potrzebował go już i teraz - Kanciarz było całkiem dźwięczne, jak to jego pewien towarzysz mu powiedział. - Ejże, ej, ałał! - mruknął, głowę odsuwając do tyłu. Nie bolało to oczywiście jakoś bardzo, ale taki nagły atak!... - Teraz jestem, już jestem, no nie? Nie wycofam tego spaceru, się tak nie da.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Słysząc, jakie podejście kocurek miał do kodeksu, reszty treningu oraz funkcji wojownika, w Sosnowej Szyszce aż zawrzało. Zmarznięty Nos przynajmniej do obowiązków wobec klanu podchodził poważnie, a Konik? A raczej Kanciarz. Nie wiedział, która skrajność gorsza, Psie Serce czy ten o to młodzik. -Jeśli trening znaczy dla ciebie tak nie wiele, że wolisz go pominąć i pójść na skróty, to może lepiej zastanów się, czy na pewno chcesz być wojownikiem. To nie jest zabawa, a duża odpowiedzialność. Trzeba dojrzeć do tej rangi, a nie tylko wyrecytować bez zrozumienia kilka zasad.- Powiedział stanowczo, nieco strosząc futro. Miał nadzieję, że jego słowa dotrą do niebieskiego bez potrzeby podnoszenia głosu. Jednakże wypowiedź Kanciarza wzbudziła w nim nowe wątpliwości. Czy to Trzask nauczyła go tego podejścia? Wydawała się zawsze sumiennie wykonywać wszystkie obowiązki, ale co jeśli to właśnie w taki sposób została wojownikiem? W końcu ukończyła trening w nieprawdopodobnie szybkim tempie. Sosnowa Szyszka westchnął, uznając, że musi poważnie porozmawiać z siostrą, by poznać prawdę, a później z Pieśnią na temat Kanciarza. Powinien przekazać przyszłej przywódczyni, by po jego mianowaniu wstrzymać się na jakiś czas z przydzieleniem mu terminatora. Jeśli kolejne pokolenie nauczono by takiego podejścia, to marny koniec czekał Klan Cienia.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- Bardziej, nie doszedłem jeszcze do tego. A przynajmniej, nie żebym pamiętał - kodeksu. - Mówiłem, że nie jestem ekspertem, luzu trochę. Mówisz jakby faktycznie ktoś miał mi dojść do rangi tak o. Złość piękności szkodzi, czy jak to tam?
Która zdecydowanie była nawet bez sensu w tej sytuacji. Brr, Klanowicze zawsze byli tacy spięci i dziwni? Jak odchodził, nie pamiętał tego aż tak... ale chyba coś w tym było, bo jak raz łapę za obóz wystawiał, każdy od razu popadał w panikę. I to bez większego powodu. - Niespecjalnie mi na samej randze nawet zależy. Strasznie bierzesz wszystko do siebie, to trochę niezdrowe. Lekki dystans nie zaszkodzi, wiesz??
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
-No nie wiem, koty bywają różne. Niestety istnieją wojownicy, którzy uciekają od odpowiedzialności, a jeśli trafiłbyś na leniwego mistrza, to może skłonny był by do nakłamania przywódcy.- Westchnął, starając się opanować emocje i przygładzić futro. -Przez twoje beztroskie podejście do zniknięcia, myślałam, że nie żartujesz. Mam nadzieję, że Trzaskająca Burza jednak doda ci trochę powagi.- To rozwiało nieco jego wątpliwości odnośnie siostry. Najwidoczniej wcale nie doradzała mu takich metod, a najwyżej zaraziła kocurka specyficznymi żartami. Sosnowa Szyszka wywrócił na to oczami, już wolał humor nudnofutrego Pająka z Gromu. Lecz kolejne słowa niebieskiego znowu nieco go zaalarmowały, choć tym razem po prostu się spiął bez jeżenia sierści. -To w sumie na czym ci zależy? Czego pragniesz?- Zapytał nieco sztywno, ale już bez agresji. Był też po prostu ciekaw, po co w ogóle syn Zwiędłej Łodygi wracał do klanu, jakie miał oczekiwania.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- Ale, ale! Nie podważajmy inteligencji Polnej Gwiazdy. Kłamać to sobie bym mógł, a on mógłby mi za to wąsy wyrwać. I co, byłbym jednowąsym frajerem, a taki układ niespecjalnie chyba by mi pasował - uśmiechnął się pod nosem. Mógłby być jednowąsy, owszem, ale... ale chyba nie było warto tracić wąsów dosłownie za głupotę. Jakby chociaż zrobił coś wartego takiej kary...! Potem tylko wzruszył barkami. Doda to doda, nie doda to nie doda... wiedział jakie inni mają podejście do zniknięć, ale sam nijak chyba się nauczył się ich bać. W trzy na trzy wyjścia przeżył. W trzy na trzy się dobrze bawił. - Głupie pytanie. Tam mieszkam, chyba normalne że chcę wrócić do domu? - tu się skrzywił. No... czy potrzeba było więcej niż tęsknota za rodziną, żeby wrócić do Klanu? Oby nie, bo niespecjalnie miał jakieś większe plany. - Teraz to ja nawet niespecjalnie mogę robić. Nie umiem się bić, polować... umiem dość średnio, a kodeks pamiętam w pół. Więc nawet jak wrócę, jedyne co mogę zrobić to wziąć się za naukę, bo Klanu się nie przydam nijak.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
-Polna Gwiazda zrezygnował. Teraz będzie Śpiewająca Knieja. Pewnie znasz jej kociaki jeszcze z kociarni.- Powiedział. Nie chciał już komentować słów o wąsach, mając wrażenie, że kocurek nie do końca zrozumiał, co wojownik miał na myśli.
Westchnął cicho. -Nie bronię ci powrotu do klanu. Cieszę się, że wracasz i na pewno twoja rodzina też będzie szczęśliwa. Chcę tylko zorientować się, czy wiesz, czego pragniesz. Trening i tak musisz odbyć, ale potem oprócz zostania wojownikiem masz jeszcze inną opcję. Możesz pomagać matkom i opiekować się kociętami oraz starszymi, możesz też pomagać medykom.- Wytłumaczył, próbując się bardziej rozluźnić. Młodzikowi mogło nie zależeć na otrzymaniu tej konkretnej rangi, ale ważne, by zależało mu na klanie i służbie klanowi... nie tradycjom, nie martwym kotom, a tym aktualnie żyjącym oraz przyszłym klanowiczom.
Średniego wzrostu niebieski pręgowany tygrysio point bez bieli o budowie europejskiej i błękitnych oczach. Jest nieco przychudy. Ma zarysowane mięśnie.
pozytywny, pajac, szuka plusów we wszystkim co się dzieje, ambitny, chętny do rozmów, boi się wstydu, szybko się nudzi i łatwo traci koncentrację, milutki, people pleaser, kocha każdego kto go lubi (jak go nie lubi to też go kocha), nienawidzi się kłócić
- ...Coś z nim nie tak? - a tu aż sam zabrzmiał poważniej. Pamiętał Gwiazdę, oficjalnie z nim rozmawiał. I choć wiedział, że może do najmłodszych nie należał, niespecjalnie widziało mu się, żeby Polny... no... rezygnował, bo jest chory, czy coś z tych rzeczy. Naturalnym było chyba, że się o niego martwił. Na kolejne słowa Szyszki, wzruszył barkami. - Niech Gwiezdni mają w opiece kota, którym bym się miał zająć gdybym miał być przy Medykach. Z moim skupieniem? Zapomniałbym co robię po uderzeniu serca... ale bycie wojownikiem, jakbym wymieszał to z pomocą matkom, byłoby miłą opcją. Wiesz, jak Śmierć była mała, uciekła z obozu. Nie chciała wrócić, ale ją przekonałem, że nie ma co wiać. Mam gadane. Co z nią w sumie, dobrze się ma?
Dopytał jeszcze. Skoro już gadają o innych, to i o nią mógł zapytać!
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Wiedza Młodego na temat okolicy była jeszcze dość wybrakowana, ale zdążył przyswoić koncept Granicy i że najlepiej trzymać się jej jednej strony. Przyszwendał się więc wzdłuż parkanu, odgradzającego konie od reszty świata, aż do lasu na zachód od terenów Klanu Gromu. Gdy dotarł nad brzeg strumienia, był to naturalny koniec jego spaceru. Zatrzymał się nad wodą i zapatrzył w jej spokojny nurt.
Właściwie pierwszy raz widział coś takiego. Miasto przecinała rzeka, ale szeroka wstęga, wpasowana w sztuczne, betonowe koryto, była ciemna, milcząca, nieprzystępna i przypominała bardziej kolejny ludzki twór, niż fragment przyrody, tylko miejscowo wpasowany w urbanistyczne ograniczenia. Ten tu potoczek miał natomiast w sobie mnóstwo życia. Figlarny plusk, z którym ciurkał swoim malowniczym korytkiem, rozbrzmiewał w sposób nigdy dotąd przez Kreta niesłyszany. Kropelki odrywały się od toni i migotały w słońcu, a pod nimi błyskały różnokolorowe kamyczki. I rybki… Prawdziwe, dzikie rybki! Malutkie co prawda, ale żywe i zajęte swoimi, jakimiś tam, rybnymi sprawami!
Czarny Ogon – oczywiście, dla Młodzieńca jeszcze anonimowy – kompletnie go pochłonął. Jak dziecko zagapione w telewizor, kocurek skupił na nim wszystkie zmysły. I zupełnie jak dziecko, był w tej chwili zupełnie niewinny, autentyczny i wrażliwy…
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Ah, dużo czarnych kocurów widuję — Sol mruknął pod nosem, zauważając jak nad Czarnym Ogonem przesiaduje jakiś kot, o futrze czarnym jak ciemność. Drgnął delikatnie uchem, zbliżając się do nieznajomego. Sol lubił zaczepiać nieznajome koty, z niektórymi poflirtować, a niektóre po prostu podenerwować. Uważał to za swoistą atrakcję. Co tutaj będzie robił? No, nie wiedział jeszcze. Się zobaczy.
— Witam. Co tak patrzysz? — miauknął, przysiadając się do kocurka. Zaczął się sam patrzeć w Czarny Ogon, no ale. Woda jak woda.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Oczarowany niespodziewanym spotkaniem z pięknem dzikiej przyrody, Młody do ostatniej chwili nie zauważył, że ktoś się do niego zbliża. Dopiero gdy Sol był naprawdę blisko, kocur zarejestrował ruch kątem oka. Wyrwany z seansu, szybko omiótł nieznajomego wzrokiem, mrugnął parę razy, jakby odświeżając myśli i uśmiechnął się pogodnie. – Zajebistą macie tu tą wodę! – pochwalił z entuzjazmem, jakby w jakikolwiek sposób była to zasługa tego szarego gościa – Super strumyczek. Z rybkami i w ogóle. Nazywa się jakoś?
Było to wszystko zupełnie szczere. Zazwyczaj w spotkaniach z nieznajomymi Kret starał się utrzymywać konkretny wizerunek: kocura z dystansikiem, profesjonalisty, na którym byle co nie robi wrażenia. Tym razem jednak dał się nakryć w momencie kocięcego zachwytu i nawet nie starał się go ukrywać. Nie zaszkodzi. Ten fircyk i tak nie wyglądał na potencjalnego klienta.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— To? — dopytał się, wskazując łbem na wodę przed nimi. Zaraz odparł: — Czarny Ogon.
Kocur przez chwilę milczał, wpatrując się w wodę. Drgnął delikatnie uchem, po czym wziął znowu głos.
— Sol jestem. Jesteś nie stąd, prawda? — zapytał się, zaraz po przedstawieniu się. Cóż, domyślał się, że nie był stąd, jednak może był po prostu za młody. Albo też miał ciekawe opowieści.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Kotocentryczna nazwa nieco zaskoczyła Młodego, nawykłego do enigmatycznych tytułów, jakie miejscom nadawali Dwunożni. Był jednak ogólnie na tyle zaaferowany, że nie znalazł w sobie żadnego kreatywnego, krytycznego komentarza na temat Czarnego Ogona. Przyjął do wiadomości.
– No nie, jasne, że nie. Jestem z miasta, ale moja matka pochodziła z tych okolic – rzucił swobodnie i dopiero po chwili dotarło do niego, że może zbyt beztrosko dzieli się danymi na swój temat z tym nieznajomym. Przyjrzał mu się uważniej. Jego zadbany wygląd, manieryzmy i przede wszystkim niedający się ukryć zapach jednoznacznie zdradzały jego więź z ludźmi. Miał też zdecydowanie nieklanowe imię – zlepek liter, za którym nie stało żadne znane kociej mowie znaczenie, jednocześnie nowy i bardziej znajomy niż rzeczy w stylu “Czarnego Ogona”.
– Jestem Młody – uśmiechnął się perliście. Świadomie zdecydował się pohamować poufałość i nie dzielić nadanym przez matkę imieniem – Ale Ty też nie jesteś Klanowy, co nie?
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Wracasz do swoich korzeni? Chęć poznania terenów? — mruknął na odpowiedź czarnego kocura, podnosząc wyżej jedną z brwi. Jednak ton głosu pieszczoszka nie wskazywał na chorą chęć poznania tego, co czarnofutry ma w głowie, a po prostu przyjacielską ciekawość, niczym nieskalaną. Prostą. Być może gdyby kocur się trochę otworzył, to Sol mógłby go minimalnie poprowadzić gdzie iść. No, gdyby tylko Młody wiedział, gdzie chce iść poznawać swoje korzenie.
— Miło mi cię poznać, Młody. Owszem, nie jestem. Ale uważaj na koty z Klanu Rzeki lub Gromu. Same gbury — odparł wesoło, na koniec puszczając oczko do samotnika.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
– Można to tak nazwać – przytaknął Młody, nie będąc jeszcze zdecydowanym, czy to dobry moment, by od razu targetować szarego swoją kampanią marketingową. Pozwolił sobie na chwilę kocięcego rozproszenia i musiał teraz odrobinę się skupić, żeby nie strzelić żadnej gafy.
Na mrugnięcie zielonego oka zareagował pogodnym uniesieniem brwi. Co by o tym Solu nie mówić, wydawał się sympatycznym koleżką. Miły, dość swobodny, chyba obeznany w okolicy… Fajnie, fajnie.
– Rzeki lub Gromu, mówisz… a inne klaniuchy? Yyyy… Cień i…? Wiatr? Jak tam oni? – podpytał, szczerze zainteresowany – Weź mi tu rozrysuj, który gdzie się mieści. I co tam o nich ciekawego warto jeszcze wiedzieć? – podpytywał. Pazurem naskrobał w piasku dwie linie - poziomą i pionową, ustawioną wobec niej pod kątem prostym.
– Tu jest ten płot – wyjaśnił – Tam siedlisko koni. Tu jesteśmy, Czarny Ogon. Tam gdzieś jest Klan Rzeki, nie? Spotkałem już jednego gamonia na ich granicy.