Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Prababciu, usłyszała Tundra i mimo, że nie pierwszy raz w życiu, to prawdopodobnie po raz pierwszy tak świadomie. Była już naprawdę starą kocicą. Od jej dołączenia do Klanu Pożogi minęło przeszło pięćdziesiąt księżyców, to oznaczało, że żyła w grupie dłużej, niż w samotności. Starsza od niej w Nowym Świcie była tylko Kos i nie mogła w tej chwili przypomnieć sobie, czy była członkiem od samego początku, czy dołączyła później. Wzruszenie ścisnęło jej gardło na myśl o utraconych dniach. Prędko odrzuciła zbliżający się płacz. NIE, powiedziała sobie. Łzy to słabość. Nie jesteś słaba. Jesteś jedną z najsilniejszych tutaj.
- Nie przeszkadzasz, Pozytywko - odpowiedziała kocurkowi, nie czując już zupełnie żadnego zaskoczenia spowodowanego jego trudnym do zrozumienia imieniem. Sama nosiła miano abstrakcyjne dla większości kotów, imiona dawno przestały dla niej mieć obowiązek posiadania zobaczenia. Jej osobiście imię biało-czekoladowego prawnuka kojarzyło się z czymś pozytywnym. Nie potrafiła swojemu głosowi nadać przyjemnego brzmienia, odpowiedniego do zwracania się do kocięcia. Brzmiała sztywno i szorstko, niczym dowódca zwracający się do żołnierza. - Słucham - dodała, starając się załagodzić swój ton, którego nie dało się wciąż nazwać przyjaznym. Być może jednak jej wnuk wiedział już, że Tundra nie mówi inaczej w zasadzie do nikogo. Być może zdoła odczytać uczucie gdzieś między wierszami jej sztywnej powierzchowności.
Starą - owszem, ale czy była to zła rzecz? Pozytywka na pewno tak nie myślał. Jeśli ktoś był tak wiekowym kotem jak Tundra, to znaczyło to też, że dysponował masą wiedzy, doświadczenia. W tej chwili, zbliżając się do prababki pierwszy raz w pełni z własnej woli, Pozytywka liczył, że ta właśnie wiedza Tundry mu pomoże. Że prababka wiedziała coś, czego on ani nikt inny w stadzie nie wiedział.
Przyzwyczaił się do szorstkiego, chłodnego głosu Tundry i nie robił sobie z niego wiele. Owszem, początkowo ton prababki brzmiał w uszach Pozytywki niezbyt przyjemnie, wręcz karcąco, jakby Tundra nie odczuwała żadnych emocji i zwracała się do każdego, nawet do niego, do rodziny, jak do swojego poddanego któremu zaraz wyda rozkaz. Tłumił jednak to dziwne uczucie z myślą, że nawet, jeśli prababcia tak brzmi, to wcale tak nie myśli. Była rodziną, rodzina się nawzajem kocha i szanuje.
Pozytywka usiadł tuż naprzeciwko Tundry, wielkimi, błękitnymi ślepiami wpatrzony w jej wąskie, złociste. Mrugnął kilka razy, myśląc chwilę nad tym, jak zacząć rozmowę. - ... bo pomyślałem, że ty jesteś taką mądrą i doświadczoną kocicą... i może ty wiesz, gdzie podział się tata Raniuszek? Może ty wiesz, co mogło się z nim stać? - Raniuszek nie odszedł świadomie, nie zostawił ich. - Czy... mogła mu się stać krzywda?
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie dziwiło jej, że pytał o Raniuszka. Dziecko miało prawo pytać, gdzie podział się jego rodzic, a Tundra uważała że sentyment do rodzica rodzącego mógł być nawet większy niż do tego płodzącego. Zlustrowała najpierw kocurka, oceniając jego dojrzałość, starając się dostosować odpowiedź do wieku. Nie była w tym dobra. Zdecydowanie brakowało jej wrażliwości, co zdecydowanie gryzło się i kontrastowało z jej rangą. Im dłużej żyła, tym częściej myślała o tym, że powinna oddać komuś to stanowisko.
- Nie wiem - powiedziała ale błyskawicznie uznała, że brzmi zdecydowanie zbyt ostro. Czekoladowa odchrząknęła, a ogon śmignął w powietrzu. - Niestety - dodała dużo łagodniej, starając się włożyć w swój głos możliwie jak najwięcej współczucia, które odczuwała. - Szukaliśmy go ale ślad urwał się kilka lisich długości za granicą. Wracam w to miejsce podczas patroli, do tej pory wysyłam trochę dalsze wyprawy - uzupełniła kocica, zdając sobie sprawę, że tłumaczy się również przed samą sobą. Również samą siebie przekonuje, że zrobiła wszystko, by kocura odnaleźć, a robiła to nie tylko dla jego dzieci i swojego wnuka, ale i dla samej siebie. Przywiązała się do swojego ucznia. - Podejrzewam, że mogły porwać go dwunogi - spekulowała, jako że młodzik zapytał to, co mogło stać się z jego ojcem - Jako, że zapach urwał się nagle i brakowało śladów walki - z tymi słowy, kędzierzawa kocica zakończyła snucie swoich podejrzeń.
Pozytywka nie wiedział wielu rzeczy o realiach otaczającego go świata. Nie rozumiał jeszcze do końca, jak świat go otaczający funkcjonuje. Dalej chodził z głową w chmurach, ale informacje przyswajał z pewnym dystansem, analizując je tak chłodno, jak kocię potrafiło, bez wybuchów emocji. Przynajmniej się starał. Chciał poznać pełną prawdę i czuł, że jest przygotowany na wszystko, co prababka mogłaby mu przekazać.
Choć gdzieś głęboko w porcelanowym serduszku tliła się nadzieja, że stara, mądra i wszechwiedząca Tundra będzie wiedziała, co stało się z Raniuszkiem... Pozytywki wcale nie zaskoczyła odpowiedź którą otrzymał. Nie wiedziała. Szukali go, to go pocieszało, dodawało nadziei, że tacie nic nie jest, ale wolałby się o tym przekonać na własne oczy. Chciałby znowu Raniuszka zobaczyć, przytulić, usłyszeć jego głos.
Pozytywka westchnął cicho, spuszczając przy tym głowę i wpatrując się smętnie we własne łapy. - Ale... znajdziemy go, prawda? Jak już zostanę uczniem, to bardzo, bardzo chcę pomóc w poszukiwaniach, prababciu Tundro! Wiem, że... tata by nas tak nie zostawił i będzie próbował do nas wrócić.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Trudno było wypowiadać jej się na temat srebrnego kocura, mimo że w zasadzie była do tego całkiem uprawniona - przez kilka księżyców była jego mistrzynią. Czy jednak poznała go na tyle, by móc stwierdzić, że nie porzuciłby swojej rodziny? Nie. Była bardzo słaba jeżeli chodzi o poznawanie kotów, ani ich rozumienie. Rzecz jasna, chciała, żeby tak było. Nowy Świt zasługiwał na takiego kota, Pozytywka i reszta kociąt, również ze starszego miotu zasługiwali na ojca.
Wzięła głębszy oddech. Nie kłamać. Przede wszystkim nie kłamać.
- Nie możemy wiedzieć tego na pewno. - powiedziała, uznając ostatecznie, że rola przekazywaczki złych wieści musiała komuś przypaść. To zawsze jakaś rola. Zamrugała powiekami, przypominając sobie, że powinna dodać coś jeszcze, owinąć tę złą wieść w miękką nadzieję. Zupełnie, jakby gorzka prawda podana na poduszce z mchu mogła kiedykolwiek smakować lepiej. - Wiele kotów już wracało po tym, jak zniknęły na długo. - nie sądziła, żeby było to, co powiedziała, mogło stanowić poważne pocieszenie dla kocurka. - To silny kot, wierzę że cokolwiek go spotkało, poradził sobie. - dodała czekoladowa, czując że tym razem jej słowa miały szansę zabrzmieć pokrzepiająco.
Minęło kilka uderzeń serca ciszy. Kolejne chrząknięcie, tym razem zwiastujące zmianę tematu.
- Opowiadał ci już ktoś o ścieżkach? - padło pytanie, zupełnie z innej beczki, kompletnie niezwiązany z poprzednim, był to jednak jasny sygnał wysłany od Opoki, że poprzedni został definitywnie przez nią zakończony.