Naśladowanie ruchów córki nie było najprostszym, gdy nie było się medykiem, lecz finalni zebrała dość ładną sumkę i była z siebie zadowolona. Schowała żółć w ustronne miejsce, ukryte i schowane, by nic nie ruszyło substancji.
Ruszyła spokojnym krokiem gdzieś za córką, gdzieś sa Psim Sercem, by mieć ich obydwu na oku.
Kusiło ją znalezienie czegoś znajomego - od krwawnika, pajęczyny, miodu, po trybulie czy nagietka na rany. Oczy matki wypatrywały znajomych kwiatów z opisów medyków, a sama szła z cichym krokiem, by nie wzbudzać ziemi.
Teoretycznie niektóre z rzeczy które znała znajdowały się na terenach podmokłych, jak takie listki trybuli, JEDNAK cień sam w sobie był podmikłym bagnem, nie?
Bez urazy.
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Szedł tak sobie i szedł by… o, nie natrafić na kompletnie nic wartego jego uwagi. Całe szczęście, w temacie łowów był dostatecznie cierpliwy.
Łasicę bezczelnie ominął, nie marnując czasu na takie błahostki. To miało być polowanie, nie bój z mikroskopijnymi drapieżnikami. I w duchu tego postanowienia kontynuował swój pochód.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Kto wie, może robaczki zainteresują się smrodem mysiej żółci i gdy nadejdzie czas zebrania jej, to zamiast medykamentu będą jedynie muszki? Tak czy siak, medyczka zdecydowała się ruszyć dalej i ledwo co rozpoczęła wędrówkę, a dosłownie przed jej pyskiem przeleciała pszczoła. Wystarczyło kawałek za nią podążyć i oho! Między gałęziami jednego z pobliskich krzewów znajdował się jej domek. Pszczółki radośnie bzyczały, jakoś se dając radę w ten upał. Czy medyczka się skusi, by tym razem pobrudzić łapki czymś słodkim?
Cień nawet w takie upały zdecydowanie można było nazwać podmokłym bagnem, ale nawet takie bagna skrywały w sobie przeróżne skarby. Kotka kątem oka mogła dostrzec coś błyszczącego pod jednym z krzaczków. Coś ładnie błyszczącego! Gdyby tajemniczy blask ją zainteresował, w tym miejscu mogłaby znaleźć... no właśnie co to. Był to niby sznurek, ale jakiś twardy, srebrny i z ładnymi kamyczkami na dole. Był idealnie na tyle duży, że bez problemu kotka mogłaby go se założyć na szyję. O ile ten by się przecisnął przez jej bujne bokobrody... A co ciekawsze, trzy z dziewięciu kamyków miały zielonkawy odcień, który przypomniał jej o oczach swojego partnera. [klik]
Porzeczkowa Pestka - lvl: 4 | S: 11(15) | Zr: 6(9) | Sz: 6(8) | Zm: 5(7) | HP: 70 | W: 60 | Medlvl: 0
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na wiek
Hm... Coś Gwiezdni nie chcieli, by polowanie Psa poszło po jego myśli. Pierw zemdlała wiewiórka, a teraz... Wąż. Zaskroniec dokładniej rzecz mówiąc. Maluch leżał sobie wśród traw, nie ruszał się i co dziwniejsze, też nie oddychał. Musiał umrzeć całkiem niedawno, bo w ogóle nie śmierdział, ani też nie wyglądał na przesuszonego. Nadawał się do zjedzenia, ale ostateczna decyzja czy znajdzie się na stosie, należała do Psa.
Psie Serce - lvl: 4 | S: 12(16) | Zr: 9(12) | Sz: 4(6) | Zm: 3(5) | HP: 66 (80) | W: 40 (50)
statystyki obniżone o 1/4 ze względu na nie zagojoną ranę 1 stopnia
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Uznałam, iż najwyższy czas udać się na zbieranie ziół. Dołączyłam się do patrolu łowieckiego Wielkiej Stopy, aby mieć kogoś, kto ewentualnie mógłby mi później pomóc - nie obstawiałam, że coś mnie dzisiaj zaatakuje, a patrzyłam raczej pod kątem zebranych ziół. Chciałam ich trochę zebrać, przynieść coś do składzika. Skoro mieliśmy z Bobrzym Borem przygarnąć terminatorów, to przydałyby się też brakujące zioła do pokazania.
Gdy dotarliśmy na miejsce, ruszyłam przez Trawiasty Grzbiet, szukając każdego dobrego medykamentu. Musiałam mieć wszystkie zmysły na najwyższym poziomie skupienia, aby niczego nie przegapić.
Córka Porzeczkowej Pestki wyszła po ziółka, a pierwszym co spotkała był mały, szczekliwy i narwany piesek o szaro-brązowej (nawet długiej) sierści, ale przede wszystkim lśniącej. Nie zauważył Zawiei, obwąchując właśnie jakiś krzaczek i prawdopodobnie szukając czegoś do jedzenia. Domowy piesek jak się patrzy. Tylko właściciela zgubił.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Nie miałam zamiaru walczyć z niewyrośniętym szczeniakiem. Nie zauważył mnie, więc po prostu wycofałam się w ciszy. Miałam nauczkę co do tego, jak kończyły się moje walki przy szukaniu ziół. Postanowiłam poinformować o tym małym szczurze Wielką Stopę, którego szybko znalazłam po śladach zapachowych. Sama ruszyłam na ponowne poszukiwania, wyostrzając wszystkie moje zmysły. Chciałam trafić na zioła, na coś, co będę mogła przynieść ze sobą do obozu po powrocie. I oby żaden mały, włochaty szczur nie pojawił się ponownie na mojej drodze.
Piesek zostawiony w spokoju, przynajmniej przez młodą Medyczkę... co zrobił z nim Wielka Stopa pewnie lepiej było nie wiedzieć. Przynajmniej modły, a może manifestacje Zawiei sprawdziły się. Nie musiała przejść zbyt daleko od sikającego pieska, by znaleźć to czego szukała… medykament. Liście całkowicie zielone, roślina sama w sobie duża, a kwiatki żółte. Szczaw jak się patrzy.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Muszę przyznać, iż byłam niezwykle zadowolona ze znaleziska. Szczawiu w składziku było dosyć mało, a w pewnym momencie mógłby nam się przydać. Podeszłam więc spokojnie do zielonych liści, bo to one były nam potrzebne do leczenia. Zamierzałam uważać przy zbieraniu go, gdyż jego kwaśny smak nie był czymś, co chciałam czuć w swojej mordce.
Zamachałam czarną kitą, a następnie zaczęłam ostrożnie przeglądać liście i zbierać najdelikatniej jak mogłam wszystkie te, które nadawały się do użytku.
Zawieja najwyraźniej miała dzisiaj szczęście co do liści szczawiu, nie dość, że poszło jej gładko i szybko to jeszcze nie było co narzekać na ilość. Dodatkowe jedenaście liści do schowka brzmiało jak dobry zapas… chociaż na te parę kotów przynajmniej.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Moje zbiory były naprawdę owocne - może nie było tych liści na tyle, żeby starczyło nam na pełen obieg pór, ale powinno wystarczyć na kilkunastu pacjentów. Zamachałam ogonem, decydując się na wybranie jednego z charakterystycznych drzew na miejsce składania przeze mnie zbiorów. Ułożyłam liście pod mchem, na który położyłam dodatkowo kamień, aby mieć pewność, że medykamenty nie znikną przy silniejszym podmuchu wiatru.
Zaraz potem ruszyłam dalej przed siebie, ponownie rozglądając się za medykamentami. Szczerze to przydałyby nam się jagody jałowca, ale nie byłam do końca przekonana, czy je tu znajdę. Jeśli nie to trudno, ale zdecydowałam się na większe zwracanie uwagi na ten charakterystyczny krzew - nie będę jednak gardziła innymi ziołami. Wszystko może się przydać.
Niestety na łąkach trudno było o znalezienie jagody jałowca, dlatego Gwiezdni, a może po prostu los zesłał Rwącej Zawiei krzaczek. Nie ten co chciała, ale również miało owoce… konkretnie czarne owoce - osaczone kłującymi gałązkami, liście roślinka miała zaś zwyczajne. Jeżyna jak się patrzy.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Spodziewałam się, iż prawdopodobnie jałowca nie znajdę, jednakże również nie zawiodłam się tym, co stanęło na mojej drodze. Zastrzegłam uszami, po czym podeszłam bliżej niego. Mieliśmy sporo liści jeżyny w składziku, jednakże jeszcze trochę nikomu nie zaszkodzi. Owady budziły się do życia, więc ryzyko użądleń rosło.
Ostrożnie zaczęłam przeczesywać krzak w poszukiwaniu nadających się do użytku liści. Musiałam uważać na kolce - nie chciałam się nimi zranić, ani pozwolić na to, by utkwiły w mojej sierści. Liczyłam, że coś uda mi się znaleźć.
Wprawa czyni mistrza, Zawieja nie musiała martwić się małą ilością listków, bo już za chwilę mogła znaleźć w swoich łapkach, aż dziewięć dodatkowych medykamentów do składzika. Prawdopodobnie nie była to największa ilość jaką można wyciągnąć z krzaczka, ale na pewno była w sam raz jak na dopiero co przyszła porę
+9 liści jeżyny
+72 medexp
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Nie było tego najwięcej, ale również nie zamierzałam narzekać. Jak na fakt, iż dopiero wszystko zaczynało się rozwijać, dziewięć liści było nawet satysfakcjonującym zbiorem. Zaniosłam nowe zioła do swojego tymczasowego składziku, a gdy już je schowałam, ruszyłam na dalsze poszukiwania.
A co to, a co to kryje się tam w trawie? W sumie roślinka. Bardzo śmierdząca… chociaż dla niektórych pachnąca ogórkiem, o ile zapach ogórka się znało. Kwiatki miała duże, błękitne, a łodygę owłosioną. Ogórecznik, czy przyda się młodej Medyczce?