Logo Artemidy
Jasne Skały
Czy ja mam "mysi móżdżek" wymalowane na czole? filozoficzna pełna narastającego poirytowania myśl przechodzi przez burą głowę po tym, jak Iskra wydusza z siebie wreszcie wielką nowinę, absolutnie niespodziewaną oczywiście. Jasne, była wręcz szokująca. Jakiś czas temu.
Wcześniej tego dnia postanowił sobie za wszelką cenę pozostać oazą spokoju, wystarcza jednak kilka słów, by podnieść mu ciśnienie. Płomień zdusza w sobie długie i ciężkie westchnienie. Dyplomatycznie milczy, przeczekując falę emocji, która nie siląc się na szept podpowiada mu potrząśnięcie za siostrzane barki przy jednoczesnym uświadamianiu, że tak, to wie.
- Kto jest ojcem. - Lodowate spojrzenie dwukolorowych ślepi ląduje i wwierca się w jej oczy.
Błagam, niech ktoś porządny. Kandydaci wpisujący się w to kryterium jakoś nie zalewają mu myśli. W porządku, to chociaż względnie przyzwoity. Jakie są szanse na to?
Akceptowalny. Zachowajmy minimum.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tymczasem Iskra nie do końca dostrzegała tragizm sytuacji. Dla niej ta nowina wciąż była szokująca (i taka pewnie pozostanie jeszcze jakiś czas po porodzie). Chodziła po kolejnych kotach informując o ciąży i za każdym razem czuła się jakby wciskała im abstrakcyjny kit. Teraz wcale nie było inaczej.
Próbowała wcisnąć głowę między barki (jak taki gołąb, chociaż bardziej czuła się jak zwykły głąb) w ramach ucieczki przed spojrzeniem brata. Najchętniej to w ogóle zakopałaby się pod ziemię i uciekła tunelem gdzieś za tereny Klanów Cienia, bo może, z naciskiem na może, tam by jej nie dosięgnęła ta konwersacja, która szła paradoksalnie źle i akceptowalnie jednocześnie. Czy spełniał się właśnie jeden z najgorszych scenariuszy? No tak, ale w sumie nie.
– Uhhh... – zaczęła niepewnie, bo coś w środku niej kategorycznie odmawiało podawania jakichkolwiek danych. Bo na co Płomykowi było imię? Chciał po prostu wiedzieć, czy może chciał kogoś zamordować? Skoro ona dalej żyła to wiadomo, że ojciec miotu był kolejnym najlepszym kandydatem. A może to po prostu odzywała się w nien upartość, bo skoro on jej niczego nie ułatwiał to czemu ona miała współpracować.
Przez krótki moment rozważała podanie kogoś przypadkowego. Plan szybko umarł, bo nie znała wiele wizualnie podobnych do niebieskiego pointa kotów (w sumie, jak się zastanowić, ogólnie znała niewiele kotów). Nie wiedziała jakiego koloru fasolki wylosuje, więc ryzykownie było podawać zupełnie randomowego kota.
– Łabędzia Gwiazda. – rzuciła odwracając łeb. Trawa po drugiej stronie zawsze była bardziej fascynująca. Szczególnie, gdy nie istniała dobra odpowiedź na pytanie.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Płomyk zagorzałym fanem mieszkańców Srebrnej Skórki nie jest, nie ma co tu nawet dyskutować. Są w jego oczach znacznie mniejsi od żywych i równie dobrze mogliby nie istnieć - przez większość jego życia nie istnieli, a w nagrodę za udowodnienie mu swojej obecności otrzymali od niego pogardę. I mimo to, słysząc padające z pyska bliźniaczki imię ojca jej nienarodzonych kociąt, bury unosi wzrok ku niebu i nie może powstrzymać krótkiej myśli: gwiezdny klanie dopomóż. Przydałby się tu ktoś, kto zajmuje się przypadkami beznadziejnymi, bo właśnie napotkał jeden i z każdym uderzeniem serca czuje odpływające od niego siły.
To nie może dziać się naprawdę.
A gdzie tam, oczywiście, że może. I dzieje się.
- Och, no świetnie, po prostu fenomenalnie. - No i jednak nie udaje mu się nie wyrzucić z siebie gorzkiego parsknięcia. - I jak to sobie wyobrażałaś, przepraszam bardzo? Że szanowny Łabędzia Gwiazda porzuci ciepłą posadkę w klanie, przyleci tutaj na skrzydłach miłości i odchowa z tobą miot? Litości. Ja ci powiem, jak będzie. Jego czeka beztroskie, wygodne życie z bandą usługujących mu kotów, podczas gdy ty będziesz ponosić wszystkie konsekwencje. Pewnie gdyby nie to, że oboje należycie do trójek klanowych, nigdy więcej byś go nie zobaczyła. Tak to przynajmniej będzie starać się zachować pozory, o ile ma w głowie coś więcej niż ziarno piasku. - A to nie jest takie pewne, skoro marnuje czas na szlajanie się po granicach i wdawanie się w idiotyczne romanse. Swój do swego ciągnie. Tyle tylko, że to Iskra wychodzi gorzej na tym wątpliwym interesie. - No właśnie, a jak o tym mowa, co to za zastępca, który nie może wyściubić nosa z kociarni? Mieliśmy już jednego nieobecnego zastępcę, taka fajna będzie powtórka z rozrywki? Lawenda nie młodnieje. Widziałaś ją ostatnio? Czy ona jeszcze wychodzi z obozu? Nie zauważyłem. A co jeśli postanowi przekręcić się zanim dostaniesz przepustkę na wyjście ze Splątanych Korzeni? Kto pójdzie wtedy do Szepczącej Sadzawki? Ty, z kociakami uczepionymi twojego brzucha? A może ja, bo przecież na pewno nikt się nie zorientuje? Myślałaś o tym chociaż przez moment? O klanie, którym lada moment będziesz przewodzić? Myślałem, że praktyka już ci pokazała, że piastowanie wysokiej rangi to nie samo stanie i ładne wyglądanie.
Chyba że ktoś tu ma niższe ambicje od miłościwie im panującej Lawendowej Gwiazdy. To dopiero wyzwanie.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Co. – spytała płasko, gdzieś na początku monologu brata, bo tak jak obawiała się jego reakcji, tak teraz nie miała ona najmniejszego sensu. Odpalił się głupio i do każdego wypowiedzianego przez niego zdania miała jakieś ale, które póki co zachowywała dla siebie, by mu wyjechać z takim kontr-monologiem, że mu uszy klapną z wrażenia. Przede wszystkim miała ochotę mu przywalić za zakładanie, że potrzebowała kogokolwiek do pomocy z odchowaniem miotu (poza klanowymi matkami, rzecz jasna). I że od razu wspominał o jakiś miłościach, gdy dopiero co ostatnio mu mówiła przecież, że już z tym skończyła. I co? Pamięć złotej rybki. Oburzające nie dlatego że przypadkiem uderzył w czuły punkt, najskrytsze marzenie Iskry, a dlatego że wręcz przeciwnie. Gdyby Łabędź zjawił się na Wichrowej granicy z silnym postanowieniem wspólnego odchowania miotu to by oberwał za durne pomysły. Tak jak go lubiła, tak nawet jej rodzony brat juz teraz wspominał o skrzydłach miłości. Więc oczami wyobraźni już widziała jak zaraz Klanowicze zaczęliby w nich widzieć klasyczny model rodziny. Drażniła ją ta myśl, chociaż nie potrafiła konkretnie zlokalizować problemu. Wiedziała, że nie leżał nawet w nieistniejącym związku, ale... gdzieś obok. I nie mogła go namierzyć.
Więc gdy wreszcie Płomyk skończył swój monolog, nadeszła pora na nią.
– Klan jakoś nie upadł, gdy siedziałam w lecznicy. A skręcona łapa bardziej uziemia niż kociaki, które można zostawić pod opieką matek. Po to zresztą są. – wszystko było bardziej pod kontrolą niż gdy spotkała psa podczas samotnego spaceru, prawda? Prawda? – A Lawendową Gwiazdę widziałam nawet dzisiaj jak wychodziła na polowanie, wiesz? I na patrole też normalnie chodzi, więc taki właśnie jesteś świadomy tego co się dzieje dookoła ciebie. – do czego się już odniosła, a co jeszcze wymagało skomentowania? – Wyprawa do Szepczącej Sadzawki to kwestia jednego dnia, nie wielu księżyców, więc poradzą sobie beze mnie. Nie będziesz musiał nigdzie iść, łaski bez. – zaczynało jej szumieć w uszach. – Poradzę sobie z tym wszystkim. Z Klanem. Z kociakami. Nie potrzebuję do tego obecności Łabędzia. Jego pomocy. Nie chcę ich. – Kogo? Obecności i pomocy czy kociąt? Potrząsnęła łbem. – Dam radę. Jak ze wszystkim zresztą. Jak się już urodzą to będzie z górki... Uda się wtedy to wszystko ogarnąć... Wiesz o tym. Więc o co ci chodzi, co? Jaki... jaki jest problem? Hm? – och, ona wiedziała jaki. Dwa fundamentalne nazywały się ciąża i poród. O ile sama ciąża już zbliżała się raczej ku końcowi, tak sam poród skutecznie spędzał sen z powiek burej. Pierwsze wschody słońca opieki nad maluchami również zapowiadały się... okropnie. Im dalej w las, tym bardziej znajome rejony będzie mijać, ale żeby się do nich dostać musiała się najpierw przedrzeć przez zupełnie obce gęstwiny, których bała się całe życie. Gula w gardle błyskawicznie urosła do rozmiarów uniemożliwiających wypowiedzenie pełnego zdania. – Bo... no... przecież... – uparcie próbowała kontynuować. Miała argumenty, wiedziała co powiedzieć, więc dlaczego bliżej jej było do zadławienia łzami niż do sformułowania składnej wypowiedzi. Chwila, łzami? A tak, na to by wychodziło. Nawet nie zauważyła kiedy zaszkliło jej oczy, a teraz już była tylko o włos od brzydkiego płaczu z glutami, całym tym syfem i... o, już się całkowicie rozkleiła. Usiadła nieelegancko tam gdzie stała i w desperackiej próbie opanowania sytuacji, próbowała przetrzeć pysk łapą. Co uzyskała dzięki temu? Rozmazane gluty na krótkim futerku.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wywraca oczami, ewidentnie nie będąc pod wrażeniem prezentowanych mu argumentów. Na dobrą sprawę nie kwalifikuje ich nawet w kategorii argumentów. Iskra mówi, bo mówi. Bo musi, bo zachowuje się jak atakowana zwierzyna, bo gdyby przyznała mu rację, to świat by się skończył. Tak realnie - co jej po fakcie, że Lawendowa Gwiazda jednak nadal jest w stanie wywiązywać się z wojowniczych obowiązków? Odmładza ją to? Sprawia, że życia z niej nie ulatują, że nie padnie w końcu? Na prognozy może i wpływa pozytywnie, ale Płomień raczej nazwałby to działanie zakłamywaniem rzeczywistości, dającym tę fałszywą i głupią nadzieję, że jakoś to będzie. Nie można wiecznie opierać swoich decyzji na jakoś to będzie, na osty i ciernie. Nie będąc zastępcą.
- O, jasne, że nie upadł - prycha z lekceważącym wymachem burej kity. - Nie upadł też od sojuszu z bandą wygnańców i zwyrodnialców, częściowo niedyspozycyjnej przywódczyni, której zachciało się zabawy w rodzinę, tak samo nie upadł od braku zastępcy przy kilku różnych okazjach ani od suszy i pożaru te dwa obiegi pór temu. Nie upadł od rządów Lawendowej Gwiazdy ani intryg Lśniącej Sadzawki. Jesteśmy całkiem odporni, niesamowite. I co, to powód, żeby testować dalej, do tego zmierzasz? Nie mówię, że sobie nie poradzimy, na szczęście twoje działania jeszcze nie mogą tak łatwo doprowadzić nas do ruiny - i błagam, nie udowadniaj, że się mylę. - Ja się pytam po co. Mało masz rzeczy na głowie? Za stabilnie się w Wichrze zrobiło przez chwilę, aż nie mogłaś wytrzymać ani uderzenie serca dłużej? No proszę, wyjaśnij mi swój tok rozumowania, bo nie ogarniam. Samotne rodzicielstwo to nagle spełnienie twoich marzeń, czy jak? Może powinnaś była zostać matką, nie wojowniczką?
W takim wypadku późno się obudziła z odkrywaniem powołania.
- Powodzenia z tym jednym dniem, jeśli wypadnie krótko po porodzie. Ciekawe, czy wtedy też będziesz taka hop do przodu - ciągnie dalej, a nerwowe podrygiwania końcówki ogona, które zaczęły się ciut wcześniej, teraz przybierają na częstotliwości. - Serio, dogodniejszego czasu nie mogłaś sobie wybrać, jeśli już koniecznie musiałaś robić po swojemu?
Dopiero kiedy bliźniaczka siada, gniew zdejmuje mu klapki z oczu i buremu ukazuje się jej nowa, żałośniejsza odsłona. Przystaje, a widząc, jak cieknie jej z oczu i nosa, odwraca wzrok na rzecz nieokreślonej przestrzeni. Wzdycha raz i drugi - najpierw w irytacji, później z większym spokojem.
- No mówię, że świat nie runie, tak? - burczy przez zaciśnięte zęby. - Czego się rozklejasz?
Ciężarne i ich humorki. Nieznośne.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Łagodnie mówiąc, czuła się paskudnie. Nie była w stanie powstrzymać potoku łez, którym ucieczka oczami, jak Gwiezdni przykazali, to było za mało, więc zaraz zaczęły się też mieszać z glutami. Chyba. To by wyjaśniało czemu cała się osmarkała. Czemu gula w gardle próbowała ją udusić. Nic nie tłumaczyło dlaczego nie była w stanie kontrolować swojego durnego organizmu i zmusić do zachowania twarzy, uspokojenia się z tymi kompromitującymi reakcjami. A nawet lepiej, im bardziej starała się to opanować, tym bardziej się rozklejała.
Co za życie nie do życia.
Słowa Płomyka pozostawały dłuższą chwilę bez odpowiedzi, odbijały się Iskrze po czaszce, ale wykrzesanie z siebie sił na reakcję było wyzwaniem. Próbowała brać głębsze wdechy, ale już niewiele później przypominało jej się wszystko i wracała do punktu wyjścia.
– Jjja nie chccęę. – wydusiła wreszcie z siebie, dławiąc się smarkami. I nie chciała w tej chwili wielu rzeczy. Nie chciała by świat przez nią runął. Nie chciała się rozklejać. Nie chciała uroków macierzyństwa.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kolejne uderzenia serca ciągną się jak żywica. Płomyk zachowuje wewnętrzny spokój i nie poddaje się panice, ale przechodzi przez jego głowę myśl, że może potrzebować podjąć jakieś bliżej niesprecyzowane działania w celu uspokojenia jej. Wolałby nie, i to jedynie po części z braku pomysłów, jak skutecznie dotrzeć do zamglonego zdrowego rozsądku lustrzanego odbicia.
Z pozytywów - dociera do niego w końcu jej głos. Z negatywów - nie jest ani trochę bardziej wyważony, o treściwości nie wspominając. Wojownik zerka na nią kątem oka. Na jeden moment, po którym odwraca wzrok. A potem drugi moment i jeszcze jeden. Ucieka spojrzeniem i wraca, jakby Iskra była żabą rozjechaną na Grzmiącej Ścieżce; niby nie chce się patrzeć, ale jakimś sposobem trudno się oderwać.
- Czego nie chcesz? - pyta z zachowaniem dystansu.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W teorii pytanie było proste, a Iskra miała gotową całą litanię rzeczy, których nie chciała. W praktyce musiała skupić rozbiegane myśli na swoim nieszczęściu, a to doprowadzić mogło jedynie do tragedii. Z pozytywów – gdy otworzyła pysk, nie zaczęła zawodzić na tyle głośno by słyszeli ją w obozie. Z negatywów – nie wydała z siebie żadnego sprecyzowanego odgłosu, o pełnym zdaniu już nie wspominając. Jakby miała na kogoś zrzucać winę to gula w gardle była bardzo wygodną ofiarą. Szkoda tylko że bura nie chciała bawić się w obwinianie, wolałaby po prostu nie uczestniczyć w tej sytuacji, bo obiektywnie patrząc ta rozmowa była porażką na pełnej linii.
Najmilej to byłoby jak najszybciej o tym wszystkim zapomnieć. Mimo wciąż napływających łez, podniosła łapę i zaczęła czyścić pysk z glutów oraz innych ohydztw towarzyszących paskudnym wybuchom emocji. Im dalej w proces tym bardziej marszczyła brwi. Za to rytm wybijany przez końcówkę ogona wciąż pozostawiał tak samo wiele do życzenia.
– Tego wszystkiego. – oświadczyła, gdy odezwanie się nie groziło nowym wybuchem płaczu. Przynajmniej w tej chwili, bo jak będzie za moment? Gwiezdni jedni wiedzą.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Buzujące w nim poirytowanie wynika z dwóch rzeczy - po pierwsze, zapłakana Iskra jest jeszcze mniej komunikatywna niż typowa Iskra, a po drugie... To nieznośne, że sam doprowadził ją do takiego stanu. Nie, nie przypisujmy mu wszystkich zasług. Gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała, późniejsze chodzenie po śliskim lodzie nie byłoby w połowie tak nieprzyjemne, gdyby nie okoliczności towarzyszące. A tych on nie jest winien. Wciąż, wyrzuty sumienia wyciągają po niego swoje macki i żadna doza logiki nie daje im rady, gdy oplatają mu się wokół klatki piersiowej.
Dosyć tego.
- Koniec mazania się - komenderuje tonem nieznoszącym sprzeciwu. Podchodzi do siostry i energicznie trąca ją łapą w bark. - Wracamy do obozu. Od czegoś masz brata, ta? Pomogę ci, na osty i ciernie, przecież wiesz. Tylko przestań się mazać.
Niefortunnie wyszło, ale trudno, mleko się rozlało i nie ma co płakać. Da sobie radę. Nie z takimi rzeczami sobie już radzili. Ostatecznie czym jest kilka kociąt w obliczu całej reszty syfu dnia codziennego?

z.t. x2
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mimo, że to najbardziej podobne do ojca dziecię Bławatkowej Łąki, od swojego mianowania w Obozie przebywało tak niewiele czasu, że aż dziw, że nie zostało jeszcze zeżarte, to wciąż bardziej poznawało tereny klanu, niż faktycznie je znało. Zwłaszcza ich wschodnią część, na której istniało podobno, a nawet na pewno (patrząc na brzydką bliznę na facjacie Borsuczego Futra) ryzyko bliższego poznania się z jakimś psem i które omijał podczas swoich wędrówek.
A jednak tego dnia bure łapy, napędzane trochę pyszałkowatym podejściem, że jego to na pewno żaden kundel nie spotka, a trochę buntem, bo Zając obserwując jak jego syn ciągle wyłazi z Obozu bez towarzystwa Wojowników, ośmielił się poprosić dziecko, żeby skupiło się na eksplorowaniu tych bezpieczniejszych części terenów zawędrowały właśnie tutaj. Gdy na swojej drodze napotkał skalną konstrukcję zatrzymał się i z przekrzywionym łbem zaczął przyglądać się tak nie pasującym do reszty krajobrazu głazom, a gdy na jednym z nich zauważył martwą jaszczurkę, jego nos zmarszczył się z obrzydzenia. Skąd pewność, że nie spała? Jakiś padlinożerca pokusił się... przynajmniej na jej część, pozostawiając połowę piszczka w tym miejscu.
Czyżby był to zły omen?

||Mech
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mech nigdy nigdzie nie wychodził sam. Nie, że teraz, od treningu, ale nigdy... nie miał poczucia, że należy uciec z obozu i zacząć zwiedzać świat - w odróżnieniu od rodzeństwa, które do niedawna nawet miało z tego tytułu karę. On gdybał, bo idea opuszczenia Klanu - samego obozu to za mało - brzmiała niezwykle ciekawie. Wreszcie byłby wolny od monotonii życia, głupich, często niedopracowanych zasad i jeszcze głupszych kotów, które zwykle za nimi ślepo podążały. Zawodzenie się niemal każdą rozmową i rosnąca w sercu gorycz sprawiały, że niegdyś ogromny zapał i chęć pomocy innym, zaczęły stawać się zwykłym, przymuszonym poczuciem wypełniania obowiązków, bo inaczej - co wtedy?
Dziś wyszedł. Na Gwiezdnych, bez nikogo. Nawet Jodle nie przekazał informacji, z Szafranem się wymienił o poranku spojrzeniem. Gdyby coś się stało, czy sam postanowił uciec - ni śladu po nim. Czy ktokolwiek by zauważył? Nie wiedział. I będąc szczerym, nie był pewien, która opcja bardziej by go cieszyła.
- Któż to? Ach... ty - mruknął wnet, kiedy usunął łeb ponad głazy. Na żadnym z nich nie leżał, wierząc że to doprowadziłoby do co najmniej oparzeń, jeśli nie gorzej. Grunt między nimi był nieco chłodniejszy, a przynajmniej - to sobie chciał wmawiać. - Nie sądziłem, że ze wszystkich kotów poza obozem spotkam ciebie.
Dodał spokojnie. Owszem, nie spodziewał się go. Spodziewał się Świta, który by maszerował jego śladem zaciekawiony, Traszkę, która by go okrzyczała za wyjście, matkę czy mistrzynię - w podobny sposób co siostrę. Ale Kurę? Nie, nie myślał, że się spotkają.
- Nie jedz śmieci. Zatrujesz się i zapaskudzisz pół obozu - dodał, zauważając co ten miał przed kinolem. Ach, zdecydowanie. Żarcie padliny nie było najmądrzejszym, co można było robić.
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W tym nieco podsuszonym na upalnym słońcu i już niemal wpół zeżartym piszczku było coś fascynującego. Sam Kura nie wiedział dokładnie co, może po prostu fakt, że ktoś połakomił się na coś co było w tym stanie rozpadu? W każdym razie sprawiło to, że zbliżył się powoli, powolutku do padliny, chcąc zobaczyć ją z bliska. A kiedy oliwkowe ślepia znalazły się na wysokości głowy jaszczurki... ta się odezwała?! Buras odskoczył, rozglądając się zszokowany na boki.
- HIK! - Oddech ulgi na widok innego terminatora, przerwał skurcz przepony. Och, cudownie. Starając się uspokoić czkawkę, nie zdążył nawet odpowiedzieć na słowa kocura w jakikolwiek inny sposób niż uniesioną brwią nad nadętymi od wstrzymywanego powietrza policzkami. Ten za to odezwał się ponownie. - Pogrzało cię? Nie chciałem tego żreć! - Fuknął wypuszczając powietrze i przewracając oczami na głupią uwagę, której nie mógł puścić mimo uszu.
W innych okolicznościach losu, możliwe, że poczułby się faktycznie obrażony, czy zirytowany takimi domniemaniami pod adresem jego osoby, ale Mech w wyobrażeniu Kurczaka, był chyba spoko gościem. No, przynajmniej na ceremonii wyglądało na to, że chciał zostać jego kumplem, więc zamiast zaszufladkowania go jako kolejnego durnego dziecka Roziskorzonej Nocy i zostawienia go w tym doborowym towarzystwie padliny, które sam sobie wybrał, podszedł nieco bliżej, przysiadając się w cieniu głazów. Równie dobrze mogł zrobić sobie przerwę.
- Swoją drogą, to raczej ja powinienem być zdziwiony widząc tu hik! ciebie. Wreszcie udało ci się odkleić od zadu Jodły? - Zagadnął oliwkowymi ślepiami lustrując oddalony szereg topoli, który przesłaniał horyzont. - Nie słyszałeś, że niedawno szwendały się tu psy?
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dziwnym by było, gdyby mnie nie pogrzało - mruknął, minimalnie unosząc kącik pysku na to jego czknięcie. Uroczo na swój sposób, kiedy ktoś taki jak Kurak cierpiał na rzeczy takie jak to. Nie pasowało mu to w pewien sposób do kocura. Wydawał się być niezwykle dumny, niemiły i uparty, przy tym - średnio mądry. Typowy kot, co by cię zaczepił na przejściu i powiedział, że masz mu dać wszystkie piszczki bo inaczej cię dojedzie. A tu proszę, czkaweczka go męczy. - W ten upał szczególnie.
Dorzucił flegmatycznie. Nie znał Kury. Nie wiedział jaki jest poza tym, że zaczepiał Świta na ceremonii. Ostatecznie, nigdy z nim nawet nie rozmawiał. A tu, proszę - nie był aż tak niemiły, jak mu się wydawało. Może w praktyce nie był jakimś chamem, jak to go sobie wyobrażał...?
- Nie udało. Po prostu wyszedłem - oznajmił zgodnie z prawdą. - Nie miałem dziś treningu, ani nic specjalnego do roboty. Wbrew wszelkim pozorom, tutaj jest chociaż ciszej...
Znów czknął. Tym razem puścił powietrze nosem, i och?
- Powiadasz? Dziwne. Czy Lawendowa Gwiazda coś o tym mówiła? - nie pamiętał. Może się zmył przed ogłoszeniami, a może miała ich gdzieś. Tak czy inaczej - nie bardzo się tym przejmował. - Jak długo tu dziś byłem, nie trafiłem na trop żadnego.... Może to szczęście?
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słysząc odpowiedź, oliwkowe ślepia powoli powędrowały w stronę czarnego kocura lustrując uważnie jego pysk. Uśmiechał się. Kura przez uderzenie serca zastanawiał się w jaki sposób miał to zinterpretować, w końcu decydując się wziąć to za chęć podkreślenia przez Mcha dowcipności swojej wypowiedzi i sam odpowiedział małym, krzywym uśmiechem. Ten jednak, w komplecie z nadętymi policzkami nadał jego pyskowi tylko jeszcze bardziej zirytowanego wyrazu, z którym to skinął po prostu łbem na wzmiankę o pogodzie.
- Aha, czyli Żywica którą cię do siebie przykleiła wreszcie popuściła. Tak samo jak ta Szafrana... - mruknął, mimo złośliwości, z dosłyszalną żartobliwą nutą w tonie głosu. Jednocześnie zezował ponownie bokiem na pysk terminatora. Tak naprawdę nie miał pojęcia z jaką częstotliwością Mech opuszczał Obóz. Wiedział tylko, że kiedy sam wracał po zmroku to często dostrzegał gdzieś jego ciemne futro, za to na terenach jeszcze nigdy go nie wypatrzył. Postanowił pociągnął ten temat tylko dlatego, że wścibsko interesowało go co łączyło oba kocury, których widział siedzących wspólnie na każdej ceremonii i ponieważ kolejne słowa terminatora sprawiły, że poczuł szczerą sympatię do jego osoby. - Ta - zaczął, a mając wrażenie, że jego przepona uspokoiła się, po chwili kontynuował już pewniej. - Mam czasem wrażenie że nikt nie potrafi trzymać zamkniętej mordy nawet na uderzenie serca. Kilka osobników musi zawsze rozdziawiać jadaczkę tak, żeby nawet rybojady na pewno usłyszały o kolejnym bąblu na girze Bociana.
Na kolejne słowa kocura, uniósł brew, zanim jednak zdążył odpowiedzieć głośne czknięcie wyrwało się z jego pyska, sprawiając że lewo oko zmrużyło się lekko, a uszy położyły się na boki. Jako dziecko była to tylko lekko irytująca dolegliwość, powoli jednak stawała się kolejnym powodem wywołującym irytację w już i tak mającym problemy z emocjami kocurze.
- Myślałem, że to jeden z twoich braci jest przygłuchy Czarny, a nie ty - rzucił przelewając swoją złość w nieprzyjemny komentarz. - Chyba każdy hik! Wojownik o tym trąbił od kiedy Lawenda mianowała nas na terminatorów. Teraz są już za Grzmiącą Ścieżką, ale podobno kundle są na tyle głupie, że nawet jak raz dostały po mordzie, to nie wiadomo czy wyciągnęły z tego jakąś hik! lekcje... Chcesz się tam przejść i sprawdzić to twoje szczęście? - Mruknął wstrzymując następnie oddech, wlepiając jednak spojrzenie w czarny pysk rówieśnika. Ciekawiło go, czy potraktuje to jako wyzwanie.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Szafran wspominał, że jego trening ciągnie się niesamowicie długo, fakt… - i o dziwo, czy ich mistrzowie nie byli partnerami? Może się coś stało z tym od Szafrana, a przez to Jodła miała teraz mniej czasu… ach, nie wiedział. I niezbyt potrafił się tym przejąć, szczególnie póki nie miał pewności czy faktycznie było warto o tym myśleć. Może wcale nic się nie stało, a dwójka ta potrzebowała odpocząć.
Porównanie, jakie przytoczył Kura było śmieszne. Na tyle, że Nietoperz wyrzucił z siebie cichutki chichot, który - jak na jego możliwości - był chyba najgłośniejszym z wszystkich śmiechów, na jakie było go stać.
- Co niektórzy, owszem! Aczkolwiek mi chodziło o generalny gwar obozowy. Ciągle śmiechy, szepty, pomruki, kroki… na dobrą sprawę, im bardziej chce się to ignorować i udawać, że nie słyszy, to jest jeszcze gorzej i przeszkadza to bardziej. Chociaż faktycznie, czasem jak ktoś ryknie… - jak Świt. Krzyki Świtu mu nie przeszkadzały. Póki brat był głośny i wesoły, wszystko było w porządku i tak jak powinno być. Nikt nie miał wręcz prawa uciszać tego mniej bystrego, a przynajmniej - nie w obecności Mchu, który na pewno jakoś by zareagował.
Później zaś - uszy do góry. Naprawdę, było o tym tak głośno?...
- Nie wiedziałem o tym, jak Gwiezdni mi świadkiem… Dzięki - dodał, to bardziej odruchowo, niż szczerze. Nie wiedział. Miał świadomość, że poza obozem jest niebezpiecznie, ale psy jakoś mu przeszły mimo ucha. A potem - ostatnie pytanie. - Nie widzę przeszkód.
Bo w razie czego, można się wycofać. Nie traktował tego jako wyzwanie. Bardziej jak zwykłe zaproszenie na spacer!
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości