Logo Artemidy
Jasne Skały
Łeb burego kocura przesunął się lekko na bok słysząc, że rówieśnik mówi mu o swoim... cóż kim? Odpowiedź jeszcze nie była dla niego jasna. Na pewno opowiadali sobie o swoich treningach, co już coś znaczyło, ale z drugiej strony, czy trzeba było być blisko, żeby to robić? Jeżeli miałby się zastanowić i odpowiedzieć sam sobie przez doświadczenie, to raczej nie. Jedynym, kto w końcu jego pytał o spotkania z Donośnym Krzykiem był Słoneczny Brzeg, ale Kura dobrze wiedział, że to rodzice poprosili młodego wojownika, żeby na Kurczaka uważał. Podobnie zresztą jak Klekoczącego Bociana, przez co byli partnerami na praktycznie każdym patrolu, w którym uczestniczył. Nie można więc było tego nazwać bliską relacją.
- Może nie powinno to nikogo dziwić. Słyszałem, że ma dość... interesującą historię rodzinną. Myślisz, że odejdzie z klanu tak jak jego matka? - Zagadnął wciąż chcąc wiedzieć jak zaszufladkować relację obojga, nawet jeżeli ta wiedza do niczego w życiu miałaby mu się nie przydać, albo nawet dla nikogo innego nie była interesująca, sam czując się w swoim żywiole, kiedy rozwinęła się przed nim zagadka do rozwiązania. Czy Mech się zdenerwuje? Wtedy mógłby uznać ich za przyjaciół. A może nic o tym nie wiedział?
- Czasem? - Mruknął, a zmotywowany tym, że czkawka nie nękała go już od kilku uderzeń serca, pokusił się nawet o zaśmianie. Był to co prawda krótki i ironiczny śmiech, ale przynajmniej dobrze uzupełniający się z krzywym uśmieszkiem na kanciastej mordzie. - Mam wrażenie, że połowa z tych Mysich Bobków założyła się o to kto potrafi drzeć się najgłośniej - choćby taka Żaba, jego własny brat, albo część z Mchowego rodzeństwa, jak na przykład Świt. Aż zmarszczył nos, kończąc jednak swoją odpowiedź przytaknięciem łbem. Nawet jeżeli sam nie miał problemów z obozowym gwarem jako takim, to jeżeli miał wybór, również wolał ciszę, a raczej inny rodzaj odgłosów, jakie niosły ze sobą tereny i mniejsze stężenie kotów w jednym miejscu. Nie zdążył jednak powiedzieć nic więcej, kiedy Mech podniósł temat, który Kurę dużo bardziej interesował. Oliwkowe ślepia prześlizgnęły się z czarnej sylwetki na stojące w oddali topole, a kolejny już uśmieszek przyozdobił jego pysk, kiedy kocur doszedł do wniosku, że Mech potraktował to jak najbardziej jak wyzwanie. W końcu nie zawahał się nawet uderzenia serca ze swoją odpowiedzią i cóż, brzmiało do tego jak możliwość dobrej zabawy. - Chcesz iść teraz, czy kiedy się ochłodzi? - Odparł jedynie, ignorując podziękowania.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jego ucho drgnęło delikatnie, ale potem - machnął głową. Chyba nie było to przeogromnym sekretem, szczególnie że mowa była tu o tym co MECH myśli. Nie o tym co było prawdą.
- Sądzę, że wyjdzie kiedyś na parodniowy spacer. Nie mam pewności, czy z niego wróci, ale jestem niemal pewien, że zwiedzi okolice. To nie rodzinna sprawa - podkreślił zaraz. Brzmiało to okrutnie, szufladkować go po matce, która… co, wypluła młode i uciekła? Trochę to niesmaczne postrzegać go po nieudolnym rodzicu.
- Temu bym się nie zdziwił… - wyjątkowo, szczerze. Potrafił sobie wyobrazić jak koty zakładają się o to kto byłby najgłośniejszy. Świt między innymi, ale on nie dla wygrania, a dla faktu że mógłby być głośno. Gniewosz najpewniej też chciałby się tak bawić. Inni… nie był pewien. - A ty. Nie chciałbyś się z nimi zakładać?
Bo Kura brzmiał na kogoś, kto by dla zwycięstwa i pozycji, udowodnienia że jest kimś zrobiłby wszystko. Może to błędne spostrzeżenie, aczkolwiek zdawał się być zwyczajnie zapatrzony w siebie i gardzący innymi. A tacy chyba lubią wygrywać?
- Jak się ochłodzi. Nie wiem jak ty, ale ja w tej pogodzie niespecjalnie lubię chodzić przesadnie daleko. Przegrzewa mnie…
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Brzmi nieźle - mruknął, mając na myśli jednocześnie to, że Mech swoją odpowiedzią zaspokoił nieco jego ciekawość i to, że nie widział nic złego w kilkudniowym spacerze. Co do tego pierwszego co prawda, Kura wciąż nie mógł odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Mech i Szafran byli przyjaciółmi, czy po prostu znajomymi, a może... och cóż by to była za sensacja, gdyby czarny kocur lubił tego drugiego w bardziej romantyczny sposób! Ale przynajmniej był w stanie stwierdzić, że nie byli sobie obojętni. Co zaś tyczyło się zniknięcia z klanu na jakiś czas, to dla niego byłaby to jak najbardziej rodzinna sprawa. W końcu Zając i Bławatek posiwieliby z troski, a sama ta myśl sprawiła, że kąciki jego warg zatańczyły. - Poszedłbyś z nim? - Zagadnął, nie mając zamiaru pozostawić tematu, skoro był na tak dobrej drodze.
Kolejne pytanie Mcha straciło go jednak nieco z pantałyku, co zdradzało położone na bok lewe ucho i zmarszczone brwi. Dopiero co mu w końcu powiedział, że denerwują go krzyki i fakt, że banda terminatorów zachowywała się jak wyrośnięte kocięta, czemu miałby więc chcieć się drzeć z nimi? Po chwili jednak doszedł do wniosku, że chyba chodzi Mchowi o zakładanie samo w sobie, ale to też było zbyt abstrakcyjnym pytaniem, aby łatwo było znaleźć mu odpowiedź.
- Zależy o co, albo co trzeba by robić w ramach zakładu - rzucił w końcu, po chwili namysłu, nie wiedząc przy tym, bo i jak, że Mech tak bardzo przeceniał jego osobę, bo jedyną pozycją i zwycięstwem na jakim mu w jego nastoletnim życiu chwilowo zależało, to te, które sprawiłyby że jego wrogowie, wyjdą na przegrańców i frajerów. Ewentualnie zmartwi rodziców i jeżeli byłoby to dla niego przynajmniej trochę zabawne, ot i tyle. - Czemu? Chcesz się o coś założyć? - Zagadnął marszcząc zniechęcony nos i łypiąc ponownie na pysk kocura, by z tą samą mimiką przytaknąć łbem gdy ten podjął decyzję o wybraniu się na drugą stronę grzmiącej ścieżki o późniejszej porze. - Musisz po prostu częściej szukać cienia i pić kiedy nadarzy się okazja.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Brzmi nieźle. Huh, jakkolwiek inaczej miałoby to brzmieć - nie wiedział. I szczerze, gdyby brzmiało "okropnie" czy cokolwiek w tym stylu, były minimalne szanse, że zrobiłby cokolwiek poza przyjęciem tego do swojej wiadomości. Na kolejne pytanie pomachał głową na boki. Czemu miałby iść z nim na jego prywatną przygodę czy misję?
- Mógłbym go odprowadzić do granic i dopytać dokąd zmierza. Nie sądzę, aby był pocieszony nieproszonym towarzystwem - co było logiczne, chyba nawet dla Kury! Nie miał zamiaru się dobijać bez pytania na takie wycieczki. Nie wypadało. Zresztą, sam miał własne plany co do tego czego chce od życia, co chce robić, jak, kiedy, z kim... i zwyczajnie, jego plany mogłyby się nie pokrywać wraz z tymi należącymi do Szafrana.
- Gdybyś miał najgłośniej wrzasnąć podczas ceremonii. Zrobiłbyś to? Nie wiem o co by taki zakład poszedł. O sam fakt, czy masz odwagę - rzucił spokojnie. Nie wiedział o co się zakładają koty. On się nie zakładał nigdy o nic, z góry uprzejmie oddając każdemu wokół wygraną. Co miałby z niej? Chwilę pochwał, uznanie? Mógł to zdobyć ciężką pracą, a nie byciem bezmyślnym szczeniakiem. - Och... nie, nie miałbym o co się zakładać.
Odparł, znów, zupełnie spokojnie, z lekkim uśmiechem. Na kolejne jego słowa, uszy Mchu uniosły się do góry. Czyżby... Kura nie był głupi?
- Możemy znaleźć mech po drodze. Przyda się nam obu.
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oliwkowe ślepia zwęziły się nieco, gdy kocur pomachał najpierw łbem, a następnie zaprzeczył chęci uczestniczenia w wędrówce Szafrana. Do tego sam siebie nazwał "nieproszonym towarzystwem", co w głowie Kury wydawało się ostatecznym argumentem skreślającym świeżą i odważną hipotezę o ewentualnym zauroczeniu kocurów. Cóż, szkoda. Chociaż z drugiej strony, czy nie byłoby zabawnym namieszać między nimi? Gdyby tak wspomnieć Szafranowi o tej rozmowie i dodać, że kolega (bo chyba tak koniec końców musiał ich zaszufladkować) napomknął jak bardzo tęskniłby za starszym terminatorem... Przez kilka uderzeń serca, wlepiając spojrzenie w błękitne niebo, rozważał za i przeciw wtykaniu nosa w nie swoje sprawy, naginając przy tym fakty i czy koniec końców poza ciekawością obchodziło go to na tyle, żeby poświęcać temu swój czas i uwagę. Zanim jednak podjął jakąkolwiek decyzję, głos Mcha ponownie przywrócił jego myśli do ich rozmowy.
- To raczej wyzwanie, a nie zakład - zauważył powracając spojrzeniem do czarnej sylwetki, nie marszcząc jednak już nosa, kiedy Mech zaprzeczył chęci takiej zabawy. - I nie... Co to za odwaga zachowywać się jak Mysi Bobek na którego nadepnięto zbyt mocno? Jeżeli już z jakiegoś powodu chciałbym koniecznie skupiać na sobie negatywną uwagę całego klanu, to nie w tak dziecinny sposób - mruknął przewracając oczami. Wyzwanie pójścia gdzieś gdzie było niebezpiecznie, żeby coś przeżyć, coś zobaczyć i jednocześnie utrzeć nosa tym, którzy uważali ich za głupich dzieciaków, mimo że byli już terminatorami, było już czymś bardziej sensowniejszym. Dlatego nie widział nic złego w tym, że czarny się go podjął. Z drugiej strony, gdyby było odwrotnie i to kocur rzucił je w jego stronę, musiałby mieć przynajmniej ochotę to zrobić... Albo być naprawdę wściekły, albo czuć się zapędzonym w kozi róg, ale w takich sytuacjach zupełnie nad sobą nie panował, ciężko było więc porównywać to do czegoś co robiło się świadomie.
- Ta - przytaknął, a jeden z kącików warg znowu zadrgał lekko, kiedy przez głowę przeszła mu myśl, że on już znalazł mech, czy raczej Mcha po drodze. Koniec końców zrezygnował jednak z podzielenia się tą informacją. - Żarłeś coś dziś, czy chcesz wcześniej wrócić jeszcze do obozu? Jak mamy iść dopiero przed zachodem, może nam trochę zejść - zauważył, tym bardziej zadowolony, że kocur wolał poczekać. Kto wie, może nie wrócą przed Świtem? To była ciekawa opcja, Kura jakby nie było nie spędził jeszcze żadnej nocy poza Obozem.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czegokolwiek by Kura nie zrobił - Mech się tym nie przejmował. Prosto wychodził z założenia, że umiałby się przystosować do każdej postawionej przed nim sytuacji, nie ważne jak by to pokazał koledze. Nawet gdyby powiedział Szafranowi takie bzdury jak to, że Mech by tęsknił... co było obrzydliwą bzdurą, bo Nietoperz nie tęskniłby za nikim, potrafiłby powiedzieć, że jasne - dokładnie tak by było.
- Niespecjalnie się znam na tym, wybacz. Jedynie raz tak zebrałem całą uwagę Klanu - i wystarczy mu do końca życia. Nawet to, że uwagę zwrócił, nie było zakładem czy wyzwaniem... Nietoperz wówczas zwyczajnie chciał być miły. I był, nadał każdemu imię, zrobił ceremonię, a potem czuł się jak skończony dureń parę kolejnych księżyców. Teraz wiedział, że niektóre przewinienia nie są w Klanie karane. Miało to swoje plusy. - Co w takim razie byłoby zakładem?
Dopytał, teraz nie kryjąc ciekawości. Skoro Kura się na tym - być może! - znał lepiej od Mchu, on chętnie pochłonie nieco więcej informacji. Niewinnych, głupiutkich i dziecinnych zresztą. Nie sądził nawet, że kiedykolwiek to wykorzysta w praktyce.
- Możemy wrócić i zjeść... choćby po myszy. Nie mam nic przeciwko polowaniu i jedzeniu poza Obozem, ale im pełniejszy będziemy mieli brzuch, tym mniej będzie nas męczyć podróż - logicznie rzecz biorąc, głód bywał tak paskudnie upierdliwy, że zniechęcał do wszystkiego. Mech zaraz podniósł się do góry, leniwie przeciągnął i ślepia zatrzymał na Kurczaku. - Wracamy? Chyba, że jeszcze moment chciałbyś tu siedzieć...?
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zwrócenie na siebie przez kogokolwiek uwagi całego klanu zostałoby na pewno oznaczone przez Kurę czerwoną karteczką w katalogu nagromadzonych i posegregowanych wspomnień, ale niczego takiego się w pod osobą Mcha nie doszukał. Ba, nawet mimo powątpiewania w możliwość popełnienia błędu w swojej własnej ewidencji i po sięgnięciu do tych ukrytych w najniższych szufladach pamięci wciąż nie znalazł odpowiedniego. Z lekka zirytowany tym faktem, aż zmrużył oczy i położył uszy na boki.
- Kiedy? - Padło z kanciastego pyska po chwili ciszy, podczas której Mech zdążył zadać kolejne pytanie. - Kyh... W zakładzie musisz coś dostać. Choćby zapchlonego jeża - rzucił krótko i rzeczowo, mając nadzieję, że to oszczędzi go od dalszego grzebania w temacie. Mimo, że sam lubił dowiadywać się nowych rzeczy, nie miał cierpliwości do wyjaśniania ich innym.
- Mysz brzmi nieźle - przytaknął, podczas gdy łeb Kury podniósł się ku górze, a oliwkowe oczy wędrowały po niebie, milcząco wdzięczny za to, że Mech nie zaproponował żadnego ptactwa. Co prawda mógłby na miejscu zgarnąć ze stosu po prostu coś innego i był pewny, nikogo by to nie interesowało, ale sama myśl o czystej ewentualności pokazania swojej słabości, napędziłaby jego mózg do kolejnych szalonych fikołków, od których dopiero co zaczął odpoczywać. - Zanim dojdziemy do Obozu, to akurat zacznie się ochładzać - rzucił powracając spojrzeniem od słońca, którego pozycję badał, do czarnej mordki i podniósł się z siadu. - Cho - mruknął i machnął na drugiego terminatora ogonem, żeby się ruszył.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Phh… Nie wiem, miałem może wtedy z cztery księżyce? Dość dawno temu - co nie było tajemnicą, jeśli o to chodzi. Gdyby Mech mu nie powiedział, wystarczyło by dopytać niemal każdego innego kota o tę sytuację i już dowiedziałby się czegoś więcej. Nie, aby czarny miał coś przeciwko temu. - Bardzo krwiożercze pchły by to musiały być, jeśli chciałyby się przebijać przez kolce jeża… Właściwie, też biedny jeż. Ciekawe, czy jak się drapią, to je to boli.
Zamruczał z uśmiechem. Nie, aby to było tak dosłowne, o czym wiedział. Niemniej, faktycznie - ciekawe czy zapchlony jeż mógłby sobie dać nawet sekundę ulgi, czy by był skazany na męki niestworzone?
Na kolejne jego słowa, już nie rzucając żadnego komentarza, skierował się do obozu. Tam będą mogli dyskutować na więcej tematów.

[zt!!!]
FEEL the fury closing in
〈〈 All RESISTANCE 〉〉
wearing thin
NOWHERE to run from all of this havoc
NOWHERE to hide
From all of this
〈〈 MADNESS 〉〉
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kura uniósł brew, ale po krótkiej chwili namysłu nie dopytywał dalej. W wieku czterech księżyców każdy z nich robił coś głupiego, a koniec końców niewartego uwagi nawet tak ciekawskiego kocura jakim był. Wątpił w końcu, żeby Mech był w tym wyjątkiem.
- Ta... doprawdy ciekawe - odparł, myśląc jednak o tym czy jakby takiego zapchlonego jeża podłożył Mżawce, to zadrapałaby się na śmierć. I z tą, malującym na jego kanciastym pyszczku lekki uśmieszek wizją, ruszył z kocurem w stronę obozu.

zt
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kura, który przebiegł Grzmiącą Ścieżkę z ostatnim już z kociąt w pysku, odstawił je na ziemię i przystanął, żeby przeliczyć czy mu się ferajna zgadza. Raz, dwa, trzy... Zgubił jedno!? Nie, jednak czwarte się po prostu pod nogami zaplątało. Odetchnął z ulgą (właściwie sam nie wiedząc czemu, jedno mniej to jeden problem mniej) i wlepił wzrok w widoczne między pniami topól tereny. Gdyby był sam, czekałby w tym miejscu, wiedząc, że po dwuksiężycowej nieobecności, zapewne jakoś musiał się z niej wytłumaczyć zanim na nowo i jak gdyby nigdy nic wspaceruje do obozu. Ale sam nie był. I jeżeli on zaczynał coraz dotkliwiej odczuwać zmęczenie i zimno po tej, może i nie rekordowo dalekiej, ale za to długiej i żmudnej podróży, to knypki, które ledwie odrosły od ziemi na pewno tym bardziej. A włożył tyle wysiłku w przyprowadzanie ich, szkoda by było gdyby sobie postanowiły zamarznąć w oczekiwaniu na patrol. Wcale, a wcale (nigdy w życiu!) nie zmartwiony tą wizją, schylił łeb po to, wydające się najbardziej wychłodzonym i łapiąc je zębami za kark zarzucił na własny grzbiet, w ten sposób, nawet jeżeli wciąż nie chroniąc przed wiatrem to przynajmniej izolując od podłoża. Jednocześnie starał się nie myśleć o tym, że od kiedy niósł tak któregoś wcześniej, ten zdawał się być miejscami dziwnie wilgotnym. Albo przynajmniej, dla zachowania zdrowia psychicznego, wmawiać sobie, że to jedynie roztopiony śnieg.

- Idziemy - zadecydował ruszając przodem, żeby stworzyć glutom ścieżkę w świeżej warstwie śniegu, a oliwkowe ślepia uważnie sprawdzały, czy posłuchały i żadne nie postanowiło zawrócić na kamikaze misję na Grzmiącej Ścieżce.

Postawienie łap na klanowej ziemi sprawiło, że mięśnie kocura rozluźniły się nieco. Ta nie różniła się co prawda od tej poza granicami klanu, ale wystarczała mu sama świadomość tego, że znajduje się na powrót w Wichrze. W miejscu do którego w jakiś sposób należy. Zabawne, biorąc pod uwagę, że kiedy w nim wcześniej był, to konia z rzędem temu, kto utrzymałby jego zad na dłużej i powstrzymał przed szlajaniem się gdzie popadło. Nie miał jednak czasu na pochylenie się nad tym zgrzytem w własnej logice, bo z tą myślą dotarła do niego kolejna, która wykrzywiła garbaty pysk.
Może on należał do Wichru, ale te kocięta nie.
Czy był to w ogóle problem? Kura nie był pewien. W końcu Żabia Łapa, którą zabije jak tylko znajdzie, i ten... Kamulec mu było? W każdym razie, oboje zostali przyjęci do klanu bez mrugnięcia okiem. Było to jednak za czasów Lawendowej Gwiazdy. Nie mógł być pewnym, czy Roziskrzona Noc równie przychylnie podchodziła do tematu, zwłaszcza, że knypki czysto teoretycznie nie były same, a pod jego opieką. Co jak przywódczyni zawróci go, żeby samodzielnie odniańczył młode samotników? To porażka by jakaś była! Kura w końcu wciąż polować nawet nie potrafił!

- Ej, smrody - zatrzymał się i schylając nieco łeb, po raz kolejny dla pewności, przeliczył hałastrę. Raz, dwa, trzy, cztery. Zgadza się. - Od dziś musicie nazywać mnie inaczej - oznajmił. Na samą myśl tego co miał zamiar im przekazać, żałował że nie zostawił ich samych w norze. Nie, żeby kiedykolwiek, poza tymi kilkoma chwilami, których potrzebował na ochłonięcie, naprawdę miał zamiar to zrobić. Nawet jeżeli wmawiał sobie, że jego determinacja doprowadzenia ich do ciepłego i pełnego żarcia obozu jest jedynie formą spłacenia długu wdzięczności za uratowanie mu życia, to tak naprawdę w jakiś sposób przywiązał się do tych irytujących glutów, które znał każdy jeden wschód słońca od chwili ich urodzenia. I jeżeli ceną za gwarancję ich bezpieczeństwa było nagięcie nieco faktów i rzeczywistości, to Kura był na ten moment, co prawda nie bez marudzenia i przeklinania w myślach, gotów ją zapłacić. - "Mistrzu Kuro" możecie używać tylko kiedy jesteśmy sami. Czaicie? Przy wszystkich innych nazywacie mnie... - Kura nigdy nie sądził, że jakiekolwiek słowo może u kogokolwiek wywołać odruch wymiotny, a jednak teraz coś dziwnie przewróciło mu się w żołądku. - ...Tato - wycedził przez zaciśnięte zęby.
xxx

xxx
xxx
xxx
xxx
Every roommate kept awake...
... by every sigh and scream we make...
... all the feelings that I get...
But I still DON'T MISS YOU yet!

xxx
... only when I stop to think about it...
xxx
I HATE everything about you!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do I love you?
You hate everything about me!
xxxxxxxxxxxxxxx Why do you love me?
Obrazek
xxx
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszystko działo się nagle i zdecydowanie za szybko. Żyła sobie beztrosko z mamą, rodzeństwem oraz mistrzem Kurzą Łapą i w jednej chwili wszystko się zmieniło. Do jej małych uszek dotarła informacja, że rodzicielka nigdy do nich wróci i do tego ,,przyjaciel" rodziny zadecydował, że gdzieś ich zabierze, do innych kotów, skąd pochodzi. To wszystko przerastało malutką Świerk. Mistrz Kurza Łapa kazał im iść tak daleko... Na początku było fajnie, nowa, okolica, zapachy. Świat zdawał się taki wielki i piękny, ale potem zmęczenie dało o sobie znać, dlatego Świerk chętnie skorzystała z grzbietu opiekuna. Droga zdawała się nie mieć końca, śnieg dający jeszcze niedawno wielką frajdę stał się utrapieniem dla łapek i futerka na brzuszku. Była wyczerpana, ale zarejestrowała zmieniony gwałtownie zapach, wtedy mistrz Kurza Łapa zatrzymał się.
- Czaję- odparła zrezygnowanym tonem głosu. Chciała zapytać ile jeszcze muszą iść, ale nie miała odwagi marudzić. Czuła się bardzo nieswojo i tęskniła za ukochaną norą.
Obrazek
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Początkowo cała ta podróż była dla Szczura ekscytująca. Czekała ich wędrówka w nieznane tereny, niesamowita przygoda! Niedoświadczony kociak nie spodziewał się jednak, jak męczące potrafi być dłuższe chodzenie. Marzył o tym, by mieć łapy tak długie jak Mistrz Kura aby być w stanie robić ogromne kroki i omijać większe kupki śniegu. Wiedział jednak, że nie uda mu się tak bardzo wyrosnąć w kilka dni. Choć bardzo się starał i ciągle o tym myślał!
Wokół piątki podróżników było wiele nieznajomych zapachów. Na tym etapie Szczur nie próbował już ich rozpoznawać, bo wiedział, że są na to za daleko od nory. Nie znał tu praktycznie nic! Przynajmniej w tej chwili. Zamierzał wszystko dokładnie sprawdzić, gdy tylko dorośnie. Kociak rozglądał się chwilę, a gdy wszyscy byli już w komplecie po drugiej stronie tego dziwacznego, ciemnego pasma ziemi, zaczął dalej dzielnie kroczyć za Mistrzem. Nie narzekał na to, że jego łapki marzną i jest zmęczony. Po prostu szedł przed siebie, starając się nie pozostawać w tyle.
Gdy nagle się zatrzymali, Szczur z zaskoczenia potknął się o własną łapę i zanurkował mordką w śniegu. Spoglądając w górę, na pysk Mistrza Kury, krzywił się niesamowicie i trzepał uszami by zrzucić z nich pozostałości mroźnych śnieżynek. Po chwili otworzył pyszczek w zastanowieniu i westchnął.
- Ooo… no dobra. Niech będzie, Mistrzu Tato. - kiwnął łebkiem, akceptując zmianę. Nie wiedział, co mu nie pasowało w byciu Kurą, ale był teraz zbyt rozproszony nieznajomym otoczeniem by dopytywać.
Spojrzał na jedną ze swoich sióstr, która aktualnie siedziała na grzbiecie ich opiekuna. Wyglądała na bardzo zmęczoną… tak jak wszyscy inni, właściwie. Zaciekawił się bardziej dlatego, że zabrzmiała bardzo smutno. Czy naprawdę nie cieszyła jej cała ta podróż? Ani trochę?
- Ej, Świerk! Czemu gadasz tak, jakbyś zjadła przestarzałą mysz? - zagadał, rzucając kotce lekki uśmieszek. - Skoro jesteś tak wysoko, to przynajmniej powiedz nam co widzisz! Są tu jakieś fajne drzewa? Albo… jakieś krzaki? A właściwie to gdzie my idziemy, Mistrzu? Czemu się zatrzymaliśmy? Chciałbym już ruszać, bo zaraz moje wąsy zamienią się w sople! - zachichotał słabym głosem, bo mówienie tylu rzeczy zdecydowanie nie pomagało ze zmęczeniem. Ale tak się złożyło, że ciężko było przestać. Był podekscytowany, naprawdę!
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
I'd like to make myself believe
That planet Earth turns s l o w l y
It's hard to say that I′d rather stay awake when I′m asleep
'Cause everything is never as it seems

′Cause I'd get a thousand hugs
From ten thousand lightning bugs
As they try to teach me how to dance


Obrazek
xxx
LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
1
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Świerk westchnęła ciężko. Jedynym plusem było to, że mistrz Kurza Łapa grzał ją od spodu i nie było jej tak zimno, ale wiadomo nie może cały czas zajmować tego miejsca. Na pewno rodzeństwo też chce trochę odpocząć i ogrzać się.
- Jestem wykończona...- odparła i puściła łapki luźno, że jej zwisały wzdłuż ciała Kury. Musiała zademonstrować swój stan. Na kolejne pytanie brata postawiła uszka na sztorc a w oczach pojawił się błysk, zaraz nabrała wigoru.
- Siam śniek, trochę zasp. Drzefa są bardzo daleko. Kszakóf nie widzę. Po co Ci drzefo?- podjęła temat i opisała co widzi. Akurat pech chce, że teren Klanu Wichru składa się głównie z łąk, polan i tym podobne, także Szczur może nie być zadowolony z takiej lokalizacji.
Obrazek
LVL 5 360 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
14
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bała się.
Świat okazał się być o wiele większy, niż się spodziewała. Zdawał się być wręcz nieskończony, bo rozciągał się jeszcze daleko poza pole widzenia, we wszystkie strony. Bała się ale była dzielna, walczyła by nie dać strachowi nad sobą zawładnąć. Zaciskała zęby i szła za Kurza Łapą. Wlepiała wzrok w jego ogon, bujający się na boki w rytm kroków. Za każdym razem, kiedy coś ją przestraszyło: jakiś ruch na granicy pola widzenia, dziwny szelest liści gdzieś w pobliżu, szybko wbijała spojrzenie w kocura. Straszny dźwięk? Skup się na mistrzu Kurze, skoro on się nie boi, ty też nie powinnaś.

Naprawdę się bała. Gdzieś w głębi siebie pragnęła, by ktoś ją przytulił, wiedziała, że to by pomogło. Od mamy zawsze pomagało. Ale Kura nie przytulał i nie wyobrażała sobie go o to prosić. Z resztą, przytulenie nie da takiej mocy, kiedy się o nie prosi, to tak nie działa. Mimo, że łzy ściskały jej gardło, nie płakała, choć miała ochotę. Było jej zimno, pragnęła położyć się i płakać, nie wstać tak długo aż zaśnie ze zmęczenia.

Odsunęła te myśli i znów wpatrzyla się w miarowy ruch ogona kocura, starając się znaleźć w nim ukojenie, a przynajmniej odrobinę spokoju. To nikłe poczucie bezpieczeństwa wzmacniała w niej także obecność trójki jej rodzeństwa (a właściwie to dwójki, bo Świerk podróżowała sobie wygodnie z daleka od niej), z którymi co jakiś czas ocierała się bokiem, czy muskała ogonami.
W końcu, po czasie bliskim wieczności, Kurza Łapa zatrzymał ich i rozkazał, co rozkazał. Skinęła tylko głową, milcząc. Dobrze, nie miało to dla niej większego znaczenia. Może być i tato, a może on w ogóle był ich tatą? Tak, chyba tak.

- Siku mi się chce - obwieściła drżącym głosikiem, hamując się przed dodaniem “głodna jestem, zimno mi, chcę spanko”, zdecydowawszy, że musi wyrazić najpierw najbardziej naglącą potrzebę. Mówiąc te słowa, spojrzała na wysokiego Kurzą Łapę.
[Obrazek: zwinna.gif]
When you wake up next to him in the middle of the night
With your head in your hands, you're nothing more than his wife
And when you think about me, all of those years ago
You're standing face to face with "I told you so"
You know I hate to say, "I told you so"
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
11
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchał obserwacje siostry i przemyślał je głęboko, marszcząc przy tym nosek. Nie wyglądał na zadowolonego z tego, co usłyszał. Spędził chwilę zastanawiając się nad tym i rozglądając wokół, choć w głębi serca wiedział, że wiele nie zobaczy… wiele poza śniegiem, oczywiście.
- No bo gdyby było tu drzewo, ja bym się na nie wspiął i widział dużo więcej! Powiedziałbym wam, gdzie teraz mamy iść. A stąd nic nie widzę, więc nie wiem gdzie są fajne miejsca! - odpowiedział głośno, prawie jakby skarżył się samemu Kurzej Łapie. Wiedział, że nawet on nie może nic poradzić na pogodę… niestety, koty tak raczej nie potrafiły.
Po chwili usłyszał obok siebie słabiutki głosik drugiej ze swoich sióstr. Spojrzał na Pstrą, która dygotała tak, jakby była liściem a nie kotem. Już miał podejść do niej by upewnić się, że wszystko w porządku, ale wtedy kotka się odezwała.
- Możesz załatwić to teraz. Obiecuję, że nie będę patrzył! - zapewnił ją i dla ukazania tego jak bardzo nie będzie patrzył, zacisnął mocno powieki i obrócił łebek w drugim kierunku.
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
xxx
I'd like to make myself believe
That planet Earth turns s l o w l y
It's hard to say that I′d rather stay awake when I′m asleep
'Cause everything is never as it seems

′Cause I'd get a thousand hugs
From ten thousand lightning bugs
As they try to teach me how to dance


Obrazek
xxx
LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
1
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości