spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Maszerował spokojnie, nikomu nie wadząc. Zastanawiał się, kiedy będzie miało miejsce kolejne jego spotkanie z Wydrzym Wąsem (jakże to imię pięknie brzmiało wypowiadane choćby w myślach!). Niespodziewanie, jego elegancki, spokojny spacer przerwało uderzenie kamienia w jego kudłatą łopatkę. Podskoczył gwałtownie, gotowy do walki, przez pierwsze kilka uderzeń serca nie potrafiąc rozeznać się, co się wydarzyło. Nie potrzebował rzecz jasna wiele czasu na dostrzeżenie kamienia, który opadał właśnie na ziemię, odbity od jego własnego ciała. Ból nie był silny, najwyraźniej odległość musiała być niemała, na jego szczęście. Zastrzygł uszami i rozejrzał się dookoła, szukając możliwego źródła całego zamieszania. Biel prześwitywała między drzewami, więc futro Sarniej Łapy bardzo szybko rzuciło mu się w oczy. Teraz, kiedy wiedział już, że nie rzuca się na niego lis ani inny drapieżnik, by rozszarpać na strzępy jego niedoświadczone ciało, kocur był w stanie się rozluźnić.
Mimo wszystko podobne sytuacje nie zdarzały się codzienne, nie był w stanie ukryć, że był nieco zaskoczony. Pozostało dotrzeć do prawdy. mianowicie, dlaczego właściwie dostał kamieniem? Przypadek? Celowy zamach na jego życie? Zmarszczył brwi i pospieszył w stronę kotki, którą znał jedynie z widzenia. No i z imienia, rzecz jasna
- Nie zgubiłaś czegoś? - zapytał z lekkim uśmiechem, bowiem całą sytuacją był raczej rozbawiony, niż rozeźlony. Machnął ogonem, widząc że kotka w przeciwieństwie do niego właśnie w tej chwili zmagała się z jakimiś ciężkimi emocjami.
No, ciekawe dokąd ta sytuacja ich zaprowadzi.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
– Och – powtórzyła widząc przyjazny uśmiech i rozbawione oczy kocura, któremu właśnie przywaliła kamieniem. Jedna z wielu rzeczy jakich się nie spodziewała to takie spokojne podejście i miłe zaczęcie rozmowy, gdy w sumie przecież mogła specjalnie być dla niego niemiła! W sumie dla niej to zawsze była logiczna całość - jeśli coś się wydarzyło na jej niekorzyść to dlatego, że ktoś to chciał zrobić na jej niekorzyść. Może nie każdy jednak tak myślał? Albo było to frajerskie podejście do sytuacji, bo się jej bał! Zmęczyła się w sumie tym myśleniem.
– Teo’etycznie nie… ale mooożliwe, że teo’etyczna zguba niechcący poleciała w Twoją strrrronę – stwierdziła z rezerwą przyglądając się reakcji niebieskawego rówieśnika, który wydawał się lekko podejrzany w swojej dobroci i podejściu do niej. Nikt nigdy nie był po prostu dla niej miły.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Śnieg był czymś co bardzo nie pasowało kotce i było to bardzo widoczne, szczególnie kiedy każdy powrót do obozu kończył się biegiem w stronę Ciepłych Skałek, by wpaść w jak najgłębszy kąt i zapaść w sen. Jak na złość, nazwa legowiska terminatorów wcale nie oddawała faktycznego stanu miejsca, a już na pewno nie w Porę Nagich Drzew, która mroziła kości. Zanim jednak nienawiść do zimna wpadała w główkę Sarny, ta najpierw wyskakiwała z obozu wesoła i szczęśliwa, że następny dzień właśnie się zaczął i można się pobawić w białym puchu! Reset następował dopiero po powrocie do legowiska, także chodziła większość czasu z uśmiechem na pyszczku.
Dziś był właśnie taki dzień kiedy trzeba było wyjść i pobawić się, bo trening później… albo w ogóle - jeszcze sobie nie przypomniała. Dlatego też właśnie bez powodu wdrapała się na drzewo i bez większego myślenia rozglądać się za zwierzyną, balansując na gałęzi jak wiewiórka. Nic dziwnego więc, że już chwilę później zleciała z piskiem na ziemię co prawdopodobnie mogłoby się źle skończyć, gdyby nie ten potwornie zimny śnieg.
– Och, cześć – jęknęła z bólu do postaci, której spadła przed pyskiem. Ups?
Kaczuszka
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Szła przed siebie i była zła. A przynajmniej za taką chciała uchodzić, ponieważ ten Wichrowy szarlatan, uchodzący niby za ich medyka, nie potrafił wyleczyć ranki na policzku! A nawet jeśli umiał, to coś poszło nie tak, bo jak patrzyła w swoje odbicie, to była równie brzydka co po walce.
Na tereny Wichru weszła dość nieświadomie, dlatego też zatrzymujący ją patrol okazał się niemałym zdziwieniem. Poprosiła z pełnego imienia Falującą Łapę, jako że zapamiętała z ostatniej wizyty jak Sarna o niego prosi, a nawet się potem cofnęła posłusznie na granicę, pilnowana przez jakąś tam niebieską szylkretkę.
- No i co, żmijo podstępna zafajdana - przywitała medyka, jak tylko znalazł się w pobliżu. - Fajnie żeś mnie poskładał jak dalej się babra - wskazała łapką na policzek. - A polecam mnie poskładać bo jak umrę na zakażenie to wam się Sarenka z bólu i tęsknoty przekręci. A i teraz jest z jej psychą coś mocno nie tak, więc ja to bym nie ryzykowała.
rozcięcie na prawym poliku (1 st.)
/fala
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Informacja o powrocie samotniczki zaskoczyła go w sumie jedynie w połowie, bo kotka miała tyle ran, że Fala mógł się spodziewać tego, że nie wszystko może się do końca zagoić, zwłaszcza, że on nie miał jeszcze aż tyle doświadczenia w leczeniu co chociażby Krwawnikowy Liść. Jednak od patrolu usłyszał, że kotka tym razem nie umiera na łapach i jedyne z czym przyszła to dalej ta szrama na policzku, więc tym razem nie brał ze sobą połowy składzika, a jedynie trochę mokrego mchu i liść łopianu na maść.
-Oj już nie przesadzaj, cała reszta dobrze się goi, nie jestem żadną żmiją -powiedział z wyszczerzem po odłożeniu medykamentów- Czasami się zdarza, że nie wszystko udaje się za pierwszym razem, spokojnie. Zaraz to załatwimy -dodał jeszcze, co prawda dalej nie za bardzo podobał mu się ton, w którym Mysz do niego mówiła, ale przynajmniej w jakiś sposób mógł też na niej poćwiczyć leczenie, bo trening ostatnio tak stał w miejscu jakoś więcej niż mniej.
Teraz tylko przetrwać dziwny wyszczerz kocura, dziwną manierę, w ogóle jakąś taką dziwną aurę i spadać do siebie. Oh, jakże by chciała, żeby Sarna się pojawiła. Choćby przypadkiem, patrolowo. Mogłaby sobie ją powyzywać, bo z medykiem wolała nie przesadzać, żeby potem się nie musieć tułać do Gromu.
- Dobra, tylko...no. Szybko - ponagliła, choć ton miała raczej przyjazny. A przynajmniej przyjaźniejszy niż wcześniej.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
-Ho, ho! Już, już, zaraz będzie po płaczu -zawołał i zaczął przeżuwać liść łopianu w czasie oczyszczania mokrym mchem rany Myszy, tego nieszczęsnego rozcięcia na prawym policzku samotniczki. Potem biało-rudy przyjrzał się dokładnie ranie, żeby zobaczyć czy oczyszczona jest wystarczająco, a kiedy uznał, że ta część roboty została wykonana dobrze, nałożył maść z liścia łopianu na ranę, dokładnie ją wsmarowując- Teraz przez jakiś czas powinnaś uważać na tę ranę -powiedział.
Leczenie nieprzyjemne jak zwykle, oby tym razem działało. Spojrzała tylko krzywo na kocura, kiedy ten szczerzył się do niej jak przygłup, ale odetchnęła z lekką ulgą gdy było po wszystkim. Cofnęła się parę kroków, próbując wzrokiem wyłapać opatrzoną na policzku ranę.
- Ta. Dzięki - mruknęła, patrząc jeszcze krótko na medyka. - To ten. Powiedz Sarnie, że jeszcze żyję, co nie? Ale dodaj, że bardzo ledwo i te jej rany mnie tak poturbowały że ledwo się na nogach trzymałam - dodała szybko, uśmiechając się tylko lekko złośliwie.
/zt
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
-Zastanowię się -powiedział, ale ogólnie to nie zamierzał gadać bajek, jednakowoż już domyślił się, że z Myszą raczej za wiele dyskusji się w cywilizowany sposób przeprowadzić nie da, więc nawet nie próbował. Po prostu odparł dość niekonkretnie i tyle, powinno wystarczyć. A teraz, czas było wracać, więc na granicy pożegnał samotniczkę a po tym jak odeszła, Fala wrócił do wichrowego obozu.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Polowanie było idealnym sposobem na pozbycie się natrętnych myśli, które (o dziwo!) nawet ona miewała. No to sobie przyszła w takie ładne miejsce z zamiarem wrócenia z pełnym pyskiem do obozu. Zaczęła węszyć i rozglądać w poszukiwaniu potencjalnych ofiary.
Jest szansa, że Donośny Krzyk nie rozpoczęła tego polowania tak, jak chciała. Zamiast bowiem jakichkolwiek oznak zwierzyny, kotka spostrzegła na ziemi ślady dziwacznych, wielkich łap, które jednak w żaden sposób nie przypominały tych kocich. Ktoś, kto tędy przechodził musiał pojawić się w Słonecznym Zagajniku tylko na chwilę, bo ślady prowadziły dalej, jednak musiały być już na tyle stare, że nie pozostawiały żadnego zapachu. Jeśli czarna kotka tylko chciała, mogła podreptać za tajemniczy tropem, albo odpuścić i nadal szukać obiadu.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
A to coś nowego. Chyba jeszcze nigdy nie widziała podobnych śladów, także ciężko było je do czegokolwiek przyrównać. Brak konkretnego zapachu też niczego nie ułatwiał. No dobra. Obiad nigdzie nie ucieknie, a może nawet sam jej po drodze pod łapy wskoczy. Musiała sprawdzić ten trop. I to nie z czystej ciekawości, a dlatego, że tak zrobiłby odpowiedzialny zastępca. Tak. Właśnie tak. Poszła za śladem zachowując przy tym czujność w razie konieczności.
Donośny Krzyk podążała za krokiem śladów, które nieco mogły przypominać jej te, które pozostawiają dwunożni. Nie mogła być jednak pewna - ślady były stare, nieco już rozmazane, ciężko było faktycznie odgadnąć czym było coś, co tędy podążało. Nie szukała jednak długo, bowiem doszła do młodego dęba, pod którym leżało... dziwnie jaskrawe, zielone coś. Było sztuczne, twarde, a wokół niego byłą kałuża wody, która sączyła się z dziwnego przedmiotu. Było całe mokre, najwyraźniej podziurawione, a z tyłu miało duży, żółty zbiorniczek. Woda rozmokła ślady na tyle, że kotka nie miała gdzie dalej podążać - najwyraźniej znalazła to, czego szukała.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Hmm. No tak szczerze mówiąc to nie tego się spodziewała, czymkolwiek to w ogóle było. Skończyło się na tym, że trąciła to parę razy łapą, którą zaraz potem dokładnie obwąchała. Wydawało się bezużyteczne, ale na tyle dziwnie, że postanowiła zabrać to ze sobą. Może jak zostawi to przy mrowisku to odstraszy tym potencjalnych delikwentów planujących zniszczyć je poraz kolejny. Wróci tu jak tylko złapie sobie obiad. Chyba zakopywać tego nie musiała, raczej żaden lis jej tego nie ukradnie. Chociaż... Ostatecznie nałożyła na to nieco błota, któro zebrało się wokół przez wodę wylewająca się ze środka. No dobra. Teraz mogła ruszyć na poszukiwanie obiadu.
Zabrała swoje trofeum ze sobą, bardzo dobrze. Byłabym w stanie się założyć, że nikt nie miał czegoś takiego jak ona! Zdecydowanie była wyjątkowa. Ruszyła więc dalej, aż nad jej głową nie przeleciała Wrona, która zawirowała w powietrzu i wylądowała na krzaczku tuż obok, jakby zupełnie nie spostrzegła niebezpieczeństwa. Albo nie uznała Donośnego Krzyku za niebezpieczeństwo.