Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Hm? Czemu miałabym oszukiwać. Ja jestem miła i staram się być pomocna! - odpowiedziała prędko, lekko oburzona zarzutem w jej stronę. Ona miałaby kogoś oszukać? W dobrej wierze, może. Nieświadomie, jak najbardziej. Ale nigdy z czystej chęci by komuś uprzykrzyć życie. Drzewo albo nie miało zbyt wielu przyjaciół albo wszystkich potraciło przez takie oskarżenia.
- Okej. Jak? Hmm. Pomagałam Azalii ozdabiać obóz. Razem z Niezapominajką szukałyśmy ducha i obiecałam jej, że znajdę dla niej jakiś błyszczący prezent. Jeszcze nie znalazłam, ale dalej szukam i pamiętam o tym!! Bardzo się przyjaźnię z Sarną i próbuję jej pomóc naprawić relacje z rodziną...To chyba tyle z tego co pamiętam.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
-Ciężko wierzyć komuś kto się z ciebie wyśmiewa i nie bierze cię na poważnie! -Sowa warknął i już całkowicie się rozkaszlał, gardło zaczynało go już niemiłosiernie boleć, więc jeśli niedługo nie skończy to jeszcze się okaże, że na jakiś czas odbierze mu głos… chociaż w jego samotniczej sytuacji to raczej nie byłby jakiś specjalny tragizm, bo po prostu przesiedziałby ten czas samotnie w swojej mogile i wyszedłby znowu kiedy głos by mu wrócił… ale najbardziej szkoda byłoby przerwać tę konwersację w kluczowym momencie, bo mu głosu zabrakło- Chciałbym, żebyś rozniosła moje słowa w świat -powiedział- Opowiedziała innym prawdę, a potem wróciła i powiedziała mi jaki był odbiór. Jeśli nie wrócisz to ci nie uwierzę… i powiem wszystkim drzewom w lesie, że jesteś niegodna! I duchom też powiem, wtedy żaden ci się nie pojawi przed oczami!
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Oh, ja się nie wyśmiewałam proszę drzewa. I brałam cię całkowicie na poważnie! Po prostu się nie zrozumieliśmy. Ale proszę się nie martwić, to nie drzewa wina, ja po prostu często nie rozumiem - wyjaśniła spokojnie, mając nadzieję, że jej ciekawy rozmówca się nie obrazi. Byłoby szkoda, gdyby jedyne do tej pory mówiące kocią mową drzewo się obraziło. Można je posądzić o bycie gburem, to jasne, ale równie dobrze ich kultura i zachowanie mogło się diametralnie różnić od tego, które znała Świt. I musiała to uszanować.
- Oh, proszę im nic takiego nie mówić!! Bardzo chętnie rozniosę twoje słowa...Czy mógłbyś je powtórzyć?
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Jak widać groźby były skuteczne na klanowe koty, a przynajmniej na tego osobnika tutaj, który nawet nie zorientował się, że to nie drzewo do niego gada. Kotka, która się tutaj przypałętała była naprawdę durna, całkowicie bez pomyślunku jakiegokolwiek. Czy Klany stawały się coraz głupsze odkąd Sowa odszedł? Bo tak by się mogło wydawać jeśli każdy był taki jak ona, albo taki jak koty, które do tej pory udało mu się spotkać.
Normalnie pewnie by warknął, że trzeba było słuchać, ale tym razem się powstrzymał. Szkoda by było nie wykorzystać kota, który faktycznie reaguje na jego słowa jakoś inaczej niż wywróceniem oczami czy kiwnięciem głowy, uznając je po cichu za brednie.
-Klany to tylko szopka z kukiełkami -zaczął powtarzać- za sznurki których pociągają martwi, potępieńcy, sterują przywódcami, którzy z wyprawy po życia wracają omamieni, posłuszni, którzy dalej kontynuują tradycję wykonywania rozkazów martwych! Sprowadzają was na dno! A każdy kto to widzi jest nazywany szaleńcem i wyrzucany z Klanu! Trzeba z tym skończyć raz na zawsze. Nie mogę znieść już słyszenia tych wszystkich głosów cierpiących z tego powodu.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Mrugała powoli, początkowo skupiając się tylko i wyłącznie na tym, co tam sobie drzewo wymyśliło. A potem zaczęła myśleć o powiekach. Niesamowita sprawa, zamykam i jest ciemno. Otwieram i jest jasno. A gdyby zrobić dziury w powiekach? Mogłabym spać i patrzeć w gwiazdy co noc! I bawić się w chowanego i wszystko widzieć, więc byłabym mistrzynią w zabawie!! Czy dziury w powiekach byłoby widać?
- Hm? Ah, tak, totalnie - pokiwała prędko łebkiem. - Nie wiem co to szopka ani kukiełki anu sznurki i czemu pociągają za nie martwi i potępieńcy, ale nie martw się. Powiem każdemu! A potem ci powiem, dobra?aaa...aaa AAaaaaa - zanuciła ostatnie, cóż, słowo, bo samo zaakcentowanie słowa przypomniało jej melodię, którą wymyśliła jakiś czas temu. Nie wiedziała do końca, jak zapamiętać ją na stałe, więc za każdym razem myślała o innej i liczyła, że los pozwoli jej ją przypomnieć.
- Oki, to paaa!! Rośnij zdrów!!!
/zt <3
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Sowie Spojrzenie nie był pewny, czy nieznajoma w ogóle cokolwiek faktycznie zrobi w kierunku rozprzestrzenienia jego informacji wewnątrz Klanów, jednak musiał zaryzykować. Lepiej próbować i nie osiągnąć sukcesu, niż nie spróbować i potem pluć sobie w brodę. Na jej słowa już nic nie odpowiedział i tylko ze swojej kryjówki w cieniu patrzył się jak odchodzi z tego miejsca, wyłaniając się z niego dopiero kiedy zniknęła z pola widzenia. Bury szkielet westchnął przeciągle a potem ruszył w kierunku Kamiennych Pazurów, ta interakcja pozbawiła go wszystkich sił oraz w dużej mierze głosu, który nie był przyzwyczajony do tak długich przemów, zwłaszcza takich krzykliwych, musiał odpocząć.
//zt
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Trudno było mu określić cokolwiek, co się działo. Można by powiedzieć, że z całą pewnością przynajmniej żył, ale sam Skaliste Zbocze czuł się, jakby i to wcale nie było takie pewne. Kiedy tylko mógł chodził w kółko po terenach niczyich, nie mając pojęcia, czym powinien się zająć, gdzie mógł się udać.
W głowie krążyły mu myśli wciąż całkiem podobne do tych, które miał przy wyruszeniu z klanu na swoją wyprawę, tylko teraz, tam, gdzie wcześniej rozwiązaniem miała być rozmowa z Gwiezdnym Klanem, teraz pojawiała się pustka. A nic wokół nie pomagało mu w odnalezieniu odpowiedzi.
Kiedyś musiał się w końcu zmęczyć swoją wędrówką po śniegu. Gdzie dokładnie był? Czy istniała teraz jakakolwiek różnica? Byleby znaleźć później Szpona i nie trafić zbyt blisko terenów Rzeki, jedynie to się liczyło, poza tym wszystko pozostawało obojętne. Wskoczył na niedalekie, krzywe drzewo idealnie nadające się do tego, by przez chwilę na nim posiedzieć nim ruszy dalej, w kolejną część swojej nieskończonej wyprawy.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Czasami Jodłowa Gałązka musiała się wybrać na samotny spacer, zwłaszcza kiedy życie przygniatało ją trochę ponownie jej problemami, nawet mimo upływu jakiejś tam ilości księżyców, czarno-białą wojowniczkę bolało patrzenie się chociażby na puste legowisko jej partnera, które było tuż obok niej, dalej takie samo jak kiedy Pszeniczny Kłos je opuścił. Czasami miała też różne przemyślenia na ten temat, bo czasem przychodziło jej na myśl pytanie jak zareagowałaby na jego powrót… złością? Szczęściem? Obojętnością? Nie była w stanie tego stwierdzić i martwiło ją to, gdyż oznaczało to, że zaczęła się od niego oddalać tym więcej im dłużej go nie było. Kotka potrząsnęła głową zamaszyście i przeszła przez granicę Klanu Wichru, żeby pójść na trochę dalszy spacer niż oryginalnie planowała.
I wtedy zobaczyła na drzewie jakiegoś kota, kiedy podeszła trochę bliżej udało jej się wyłapać dość słaby zapach Klanu Rzeki i to ją zainteresowało, nie tylko z powodu, że rzeczniak znajdował się trochę daleko od terenów swojego Klanu, ale również i dlatego, że jego zapach zaczął zanikać, zamieniając się na taki bardziej samotniczy.
-Trochę daleko znajdujesz się od terenów swojego Klanu -zauważyła, podchodząc trochę bliżej, jednak dalej znajdując się w jakiejś bezpieczniejszej odległości od kocura.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zmrużył oczy, przyglądając się podchodzącej kotce. Nie mógł ufać nieznajomym, każde z nich mogło być samotnikiem chcącym zabić każdego na swojej drodze. Na szczęście otaczający ją zapach Wichru był nieco uspokajający. Tak długo, jak nie była to bliska znajoma nikogo z jego klanu, która zaraz rozpowie na granicach o tym spotkaniu.
Na jej słowa poczuł się nieco dziwnie. Lepsze to niż uznanie go za samotnika, a jednak, w tym momencie, czuł, że w tym momencie było w nich coś nieprawidłowego. Nie zasługiwał na bycie wojownikiem klanu Rzeki , nim nie dokończy swojego zadania i nie będzie mógł tam wrócić. W tym momencie był… Właściwie to nie był, nie czuł się jakby był kim kimkolwiek, nawet to, czy w ogóle istnieje wydawało się ostatnio wcale nie tak prostym pytaniem. - I tak na razie będzie musiało zostać. – odpowiedział, samemu nie ruszając się z miejsca. Po czym zakaszlał. Uh. Miał nadzieję, że choroba sama szybko minie, a jak na razie wciąż nie widział żadnej poprawy.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka najpierw zmarszczyła brwi a później uniosła jedną z nich kiedy usłyszała słowa kocura. Może by bardziej miało to dla niej sens gdyby powiedział, że został wygnany czy coś w ten deseń albo odszedł na zawsze, ale “na razie będzie musiało tak zostać”? To było coś nowego i dość raczej takiego niespotykanego… przynajmniej ona nigdy jeszcze się z czymś takim do tej pory nie spotkała.
-Na razie? Takiego stwierdzenia na odejście z Klanu chyba jeszcze nie dane mi było usłyszeć -wypowiedziała swoje myśli na głos.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Skrzywił się nieco, słysząc to, co kotka sugerowała swoimi słowami. - Nie odszedłem z klanu. Tylko nie mogę tam na razie wrócić. To co innego. – Coś zupełnie innego. Nawet jeśli było trudne do zrozumienia, oczywiście, że większość kotów tego nie rozumiała. Jak mogliby zrozumieć? Jednak nigdy nie byłby zdrajcą, kimś, kto zostawiłby swój dom i poszedł żyć poza nim, by… Po co w ogóle miałoby się żyć poza nim? Klan Rzeki był całym sensem jego życia, tutaj nie miał nic, poza misją, by do niego wrócić.
Jeszcze tylko trochę i znów będzie Skalistym zboczem, wojownikiem klanu Rzeki, dokładnie tym, kim powinien być, tylko najpierw musiał dokończyć swoje zadanie, a do tego musiał… Zakaszlał, spuszczając wzrok i strosząc swoje futro. Byłoby prościej gdyby chociaż czuł się lepiej.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Mhm -Jodłowa Gałązka pokiwała głową, jednak jej ton głosu brzmiał dość podejrzliwie i trochę nawet współczująco, jakby myślała, że kocur wmawiał sobie różne rzeczy, żeby poczuć się lepiej… bo w sumie tak właśnie myślała. Dla niej stwierdzenie “tylko nie mogę tam na razie wrócić” było po prostu ładnie ubranym w słowa stwierdzeniem “zostałem wygnany”- Skoro tak mówisz to niech ci będzie -jakoś nie za bardzo chciało jej się rozbijać bańkę kocura, którą sobie stworzył dookoła siebie, nie była jego matką, żeby takimi rzeczami się zajmować, Jodła miała wystarczająco swoich problemów w życiu, nie za bardzo miała ochotę sobie do tego jeszcze dokładać zajmowanie się urojeniami jakiegoś samotnika. Niech sobie myśli w sumie co chce, ona po tym spotkaniu wróci do obozu i będzie bardzo małe prawdopodobieństwo, że ponownie się kiedykolwiek spotkają, niech się zajmuje tym ktoś inny, ktoś komu bardziej zależy na tym kocurze, jeśli takiego kogoś oczywiście ma i te takie, bo ona to w sumie nie miała pojęcia jak się stawiało się jego życie prywatne po takim wygnaniu z Klanu.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie zamierzał tłumaczyć więcej, nawet jeśli wciąż miał wrażenie, że mu nie wierzyła. Przynajmniej on sam znał prawdę. Wszyscy inni nie musieli, może bezpieczniej będzie, jeśli nie dowiedzą się zbyt wiele, przynajmniej nie zaczną tego rozpowiadać innym kotom. Nawet jeśli nie czuł się zbyt dobrze z tym, co inni mogli pomyśleć, w zły sposób osądzając jego sytuację. Nie powinien przejmować się ich opiniami. To on miał rację. - A ty czemu nie jesteś na terenach swojego klanu? – Może i znajdowali się dość niedaleko nich, ale jednak na pewno nie w ich granicach. Więc po co tu przyszła? Można było to uznać za zachowanie równie dziwne, co jego własne. Sam (w tych dobrych, jeszcze nie tak dawnych czasach) zwykle nie opuszczał ziem Rzeki ani na krok, a jeśli już się na to decydował, to miał ku temu konkretny powód. Więc czemu ona tu była? Czy bez powodu postanowiła zaczepiać przypadkowe koty, które akurat spotka, czy może jednak szukała czegoś bardziej konkretnego?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Chciałam się zwyczajnie przejść -powiedziała zgodnie z prawdą, bo nie uważała tego za nic złego- I… przy okazji wyrzucić coś starego co mi bardzo ciążyło, upewnić się przy okazji, że nigdy więcej na to przypadkowo już nie wpadnę -tutaj powiedziała już z kolei bez większych szczegółów, bo jakiś losowy samotnik nie musiał wiedzieć, że chciała się pozbyć tego starego legowiska Pszenicznego Kłosa, na które już nie mogła się patrzeć, bo serce jej się łamało za każdym razem. Co prawda Jodła wyrzuciła je praktycznie od razu poza granicami Klanu Wichru, jednak przy okazji zdecydowała, że dłuższy spacer by jej raczej nie zaszkodził- I wtedy zobaczyłam ciebie, a dalej to już wiadomo co było.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Spacer brzmiałby jak tylko wymówka, tereny Wichru z pewnością również były wystarczająco duże, by każdy z członków jej klanu miał tam wystarczającą ilość miejsca, by się przejść. Wyrzucenie czegoś mogło być prawdziwym powodem by wybrać się aż tutaj, jednak w tym też było coś dziwnego. Nie przypominał sobie, by sam kiedykolwiek w życiu musiał iść tak daleko tylko po to, by czegoś się pozbyć.
- Co trzeba wyrzucać aż poza tereny swojego klanu? – Prawdopodobnie odpowiedź nie miała się okazać czymś, co obchodziło go w jakimkolwiek stopniu (o ile w ogóle kotka zdecyduje się odpowiedzieć). Jednak miał w tym momencie w życiu już zbyt wiele nierozwiązanych zagadek, by chcieć pozwalać na istnienie jeszcze jednej, jeśli istniał chociaż cień szansy na to, że dowiedzenie się tego miałoby jakoś mu pomóc.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be