najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Kocur nie wydawał się taki straszny kiedy patrzyło się mu w oczy, chociaż Zmora w geście obronnym podniósł łapy do góry po wcześniejszym przyklapnięciu z delikatnie nastroszonym futerm. Nie zamierzał się bić ze szkieletem, bo najwyraźniej Sól nie umiała ocenić swoich umiejętności i wolała umrzeć jak prawdziwa strawa dla wron, której nawet nie dało się poskładać do pogrzebu. Niesamowicie… żałosne.
— Wróci… Aha, no i sobie poszedł. — Westchnął zrezygnowany, wywracając przy tym oczami. Nie dość, że zabrał jakieś pozostałości jego siostry to jeszcze sobie poszedł bez wyjaśnień. Kim on był? Nawiedzał te tereny jak jakiś duch? Czy o co w sumie chodziło? Słowa burego znowu zabrzmiały mu w głowie, próbując doszukać się co się za nimi kryło… dopóki nie wyczuł innego smrodu rodzeństwa. Kasztan. Tuman i grubas. Czego on tu chciał? Chociaż sądząc po przerażeniu na pysku na pewno nie chciał zobaczyć tego... co zostało z ich siostry. Hm. Skoro znalazł się ktoś chętny na doniesienie zwłok to mógł się ulotnić i pewnie by to zrobił, chociażby wiedziony ciekawością gdzie zniknął bury kocur… może mógłby go odnaleźć? Kasztanowy móżdżek najwyraźniej miał inne plany kiedy to bez słowa rzucił się z pazurami na niego. Och? Ciche syknięcie wydobyło się z pyska Zmory, chociaż miało to bardziej podłoże rozbawienia - naprawdę? Chciał się z nim tutaj teraz bić? Pha. Wysunął pazury u łap, przyłożył uszy do czaszki, zgarbił się lekko i wystrzelił przednią łapą, chcąc trafić Kasztana w policzek. Proszę. Chciał się bić? Niech mu będzie.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Kasztana > udany > 1hp Atak Zmory > krytyczny! > 15hp
Walka nad zwłokami siostry była... No na pewno kiepskim pomysłem. Gwiezdni widząc co tu się dzieje, pewnie łapali się za głowę, a może i nawet sama Sól, o ile zdecydowała się zatrzymać na chwilę podczas podróży na Srebrną Skórkę z Szafirkiem. Pchany emocjami Kasztan zamachnął się z pazurami na brata, jednak szczęście lub nie, nie trafił tak celnie i mocno jak chciał. Jedynie ledwo zahaczył pazurami o bok brata. Zmora natomiast... No miał więcej szczęścia. Albo po prostu pary w łapach, bo bez problemu rozciął polik czekoladowego, robiąc dość podobną ranę, co już zmarłej siostrze.
Kasztanowa Łapa - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 3 | HP: 60-15=45 (60) | W: 40-3=37 (40) • rana 2 stopnia: rozległe rozcięcie na lewym poliku, krwawi, -3hp w następnej turze, -2hp do końca walki
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Ledwo musnął pazurami bok Bladej Łapy...w przeciwieństwie do niego, który już przy pierwszej próbie pozostawił mu na poliku dużą, gęsto krwawiącą ranę. Kasztanowa Łapa syknął z bólu, czując, jak wilgotnieją mu oczy. Odruchowo cofnął się o krok do tyłu. Paliło jak diabli, niewystarczająco jednak, żeby wybić go ze stanu, w jakim znalazł się, widząc Zmorę stojącego nad zmasakrowanym ciałem ich siostry. Jego zszokowany umysł uczepił się założenia, że to wszystko brata wina. Że to on był mordercą. Wyrzucił łapę, chcąc odpłacić się Bladej Łapie pięknym za nadobne i również zadrapać jego polik, z tym, że prawy - nawet blizny nie chciał mieć z tą wronią strawą wspólnej.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Sytuacja nie była nawet odrobinę poza kontrolą Zmory, nie musiał się nawet starać, a brązowe łapsko minęło się z jego bokiem, jedynie lekko zadrapując skórę pod krótkim futrem, nikt nawet nie dałby rady tego dojrzeć. Nie czuł się jakby walczył, raczej jakby powolnie uśmiercał zwierzynę, która nie znała swojego miejsca… czy jednak chciał tu zabić brata? Nie. Analogia była jednak wystarczająco zabawna w głowie kocura, by z bladym uśmiechem spojrzeć prosto na dzieło swoich własnych pazurów. Najwyraźniej rodzina miała to do siebie, że zamierzała kończyć z bliznami jego autorstwa, ciekawe tylko… czy biedny Kasztan skończy jak biała kocica? Dwukolorowe ślepia zerknęły z obrzydzeniem na bezwiedne ciało, a wyobrażając sobie tam Kasztana nie poczuł również nic szczególnego… może posmak zwycięstwa. Nie zostałoby ich wiele z tego miotu, a wytrwałby tylko on na pewno. Najsilniejszy. Najważniejszy. Perfekcyjny. Rzucając się do przodu z zębami miał tylko jeden plan: wgryźć się w łapę, która próbowała zaatakować go w pysku, nie zamierzał być oszpecony jak co niektórzy. Nie mógł być.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Z tym byciem perfekcyjnym to chyba Blada Łapa się trochę pośpieszył... Źle wymierzył odległość albo za wcześnie zacisnął szczęki, bo kły kocura kłapnęły jedynie o powietrze. Głośno, ale jednak pudło. Kasztanowi poszło za to o wiele lepiej, zadał trochę poważniejsze zadrapanie niż te przed chwilą, ale no. Wciąż zadrapanie. Jeśli chciał oddać bratu za bliznę na poliku, to musiał się bardziej postarać.
Kasztanowa Łapa - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 3 | HP: 45-3=42 (60) | W: 37-2=35 (40) • rana 2 stopnia: rozległe rozcięcie na lewym poliku, krwawi, -2hp do końca walki
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Tym razem szczęście stanęło po stronie Kasztana, któremu udało się trafić w pysk brata. Ale nadal delikatnie. Nadal nie czyniąc szczególnej szkody na pysku domniemanego mordercy, jedynie delikatne zadrapanie, które zagoi się pewnie w przeciągu paru dni. Bez żadnego śladu. Spróbował więc ponownie wymierzyć dokładnie ten sam cios, w ten sam polik Bladej Łapy, z tym, że drugą łapą. Nie myślał szczególnie nad tym, co robi, walił tak, jak mu pierwsze do głowy przyszło. Ignorował zupełnie krew kapiącą mu z pyska na ziemię, ignorował okropne pieczenie w miejscu rozcięcia. Jedyną myślą, wybijającą się w jego umyśle było w tym momencie pomszczenie. Pomszczenie nieżyjącej siostry. Unieszkodliwienie tej marnej kupy futra, tak, żeby przynajmniej nie był w stanie wyrządzić więcej krzywdy.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Och, naprawdę? Gwiezdni kochali pogrywać sobie z jego osobą, a raczej z atakami jakie wymierzał w inne koty (a może tylko w rodzeństwo?), nie zmieniało to faktu, że szczęki głośno kłapnęły, a on poczuł tylko ból w żuchwie. Gdzie jakaś krew? Okrzyk bólu? Cokolwiek. Nie podobało mu się to. Zdenerwowane chuchnięcie wydostało się z wnętrza jego pyska, a oczy spotkały się z widokiem białej kończyny, przechodzącej w brąz i nieprzyjemny ból. Pysk odleciał mu kawałek, a policzek zapiekł delikatnie i co? Taka była sprawiedliwość Gwiezdnych? Nie zaatakował pierwszy i jeszcze nie trafia chwilę później? Nie. Cały humor ulotnił się z niego, a złość w oczach pojawiła się w akompaniamencie syknięcia, futro podniosło się mu na całym ciele, mocniej przyszpilił uszy do czaszki i tym razem nie zamierzał być miły. Rzucił się w stronę puszystej szyi brata… chociaż czy zamierzał go jeszcze nazywać bratem? Sól również od dawna nie zasługiwała na tytuł jego siostry, ale… niech będzie. Może Kasztan zabierze się z Sól od razu gdzieś tam na Srebrną Skórkę. Rodzeństwo od siedmiu boleści. Kłami miał zamiar wgryźć się mocno i boleśnie we wrażliwe miejsce, niech sobie nie myśli ta pokraka.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Atak Kasztana > słaby > 3hp Atak Zmory > udany > 8hp
Tym razem jednak Gwiezdni pozwolili młodemu, by jego kolejny atak trafił. Chociaż to może była bardziej decyzja Bezgwiezdnych... Tak czy siak, kły kocura wbiły się bez problemu w szyje brata. Może nie tak głęboko i brutalnie jak planował, ale wciąż w pysku mógł poczuć metaliczny smak krwi. Krwi własnego brata i współklanowicza. Kasztanowi dalej nie wychodziło najlepiej, trafił po raz kolejny, ale zamiast poważnej rany na białym pysku brata, obok zadrapania powstało kolejne, podobnej wielkości. No nie wyglądało to zbyt dobrze dla czekoladowego.
Kasztanowa Łapa - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 3 | HP: 42-8-2=32 (60) | W: 35-2=33 (40) • rana 2 stopnia: rozległe rozcięcie na lewym poliku, krwawi, -2hp do końca walki • rana 1 stopnia: ślady kłów na szyi, krwawi, -1hp do końca walki
Blada Łapa - lvl: 1 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 1 | Zm: 1 | HP: 41-3=38 (45) | W: 50-3=47 (55) • rana 0 stopnia: drobne zadapanie na boku • rana 0 stopnia: zadrapanie na poliku • rana 0 stopnia: zadrapanie obok zadrapania na poliku
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Biednemu zawsze wiatr w oczy, a Minogowi to już szczególnie. Podjął decyzję o skorzystaniu ze względnie sprzyjającej pogody i wyjścia na spacer nim się jakiś terminator obudzi, że obiecywał go zabrać na Koci Grzbiet... znaczy, żeby rozprostować stare kości i sprawdzić czy wszystko w porządku w okolicy. Miał szczerą nadzieję, że wszystko będzie grać i śpiewać, żadnych tropów drapieżników, zbłąkanych samotników do odprowadzenia na granicę. Opuszczając obóz, szczerze i z przekonaniem prosił Gwiezdnych o spokojny dzień, żeby mógł po prostu odetchnąć od towarzystwa i jego problemów.
Oczywiście, nie dla psa kiełbasa, nie dla Minoga spokój. Jakże by inaczej. Zbliżał się już w stronę granicy, nadzieje na spokojną przeprawę rosły proporcjonalnie, skoro tyle czasu nic jej nie zakłóciło. I co zobaczył? Bijących się smarkaczy. Poczuł zmęczenie opadające na jego barki, zerknął na boki, ale nikogo nie zauważył kto mógłby się tym zająć zamiast niego. Westchnął więc ciężko i ruszył w stronę podrostków, chociaż w miarę zbliżania było mu tylko... gorzej. Najpierw poczuł krew – wniosek taki, że trzeba będzie odprowadzić ich do przywódcy na rozmowę. Ten zapach był jednak zbyt mocny jak na dwóch przepychających się terminatorów i... och. Och.
Tam był też trzeci kot. Nieruchomy, tragicznie znajomy, chociaż to nie miało sensu. Sprawiło jednak, że Głębinowy Minóg przyśpieszył kroku. Sprawa miała potencjał nie tylko okazać się męczącą, ale również poważną. Najgorsze połączenie. Gdy młodzi odskoczyli na krótki moment od siebie, przed kolejnym atakiem, szylkret wskoczył między nich, obrzucając ostrym spojrzeniem najpierw czekoladowego, następnie białego. Krótko też na zwłoki, chociaż tu prędko odwrócił wzrok, widok był okropny.
– Z gołębiami żeście na mózgi pozamieniali? Siad, waruj, jeden z drugim. – oby tyle starczyło żeby ich uspokoić, wolałby nie zostać wciągnięty również w walkę, starczyło, że już sytuacja go wessała. – Który wyjaśni co tu zaszło?
Ciekawe czy Łabędzi zgodziłby się rozpatrzeć jego wniosek o wcześniejsze przeniesienie do starszyzny po dzisiejszym dniu.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Zwątpienie w logiczne myślenie Gwiezdnych zawsze działało z jakiegoś powodu; tak jakby ich duma nie pozwalała im pozwolić wygrać słabszym i gorszym, kiedy do rozmowy wepchało się obrażanie ich własnej osoby. Nie bardzo rozumiał jakim sposobem jego samoobrona miała być uznawana za coś złego, może i prowokował bójki, ale Sól sama włączyła pazury i dostała nauczkę, tak samo Kasztan teraz rzucił się na niego bez powodu. Nawet się do brata nie odezwał słowem, a już był celem ataku. Logicznym było dla niego, że: nie był tym złym, czy nie robił nic złego. Oczywiście, samoobrona nie powinna przeradzać się w brutalną i rzeczywistą chęć zrobienia komuś krzywdy, ale co go to obchodziło? Sam nigdy jeszcze nie użył pazurów na kimś, chociaż chciał… nie powstrzymała go jednak myśl, że robi źle, a był w miejscu gdzie zbyt łatwo uznano by go jako winnego. Może i miał coś w sobie ze złego… ale nie na tyle by się do tego przyznać. Zazdrościli mu po prostu bycia sprytniejszym, mądrzejszym i o wiele bardziej rozsądnym, niż oni kiedykolwiek mogli być… a przynajmniej Sól, tego półgłówka, któremu właśnie wgryzł się w szyję nie umiał zrozumieć. Po kiego się na niego rzucił? Warknięcie wydobyło się z jego pyska, gdy znowu łapsko wycelowało w jego policzek, chociaż nie było nawet bolesne tak na dobrą sprawę, po prostu nie podobało mu się, że w ogóle został trafiony.
— Jesteś żałosny — wysyczał, patrząc prosto w oczy brata. — Czego Ty się w ogóle na mnie rzucasz, żabi móżdżku? — zapytał z pogardą w głosie, ale nim dotarło do niego co robi i co się dzieje, jego łapa już leciała w stronę pyska Kasztana, by ostatecznie zatrzymać się w miejscu i nawet nie musnąć szylkretowego futra. A to czego tutaj? Jeszcze śmierdział jakby go przejechał potwór z osiem razy, a następnie obrzucił jakimiś ziołami… czym to pokractwo było?
— Pha — zaśmiał się bez humoru z wzrokiem wbitym w pysk… tego czegoś. Chciał być zabawny, czy ich obrazić? Bo ani jedno, ani drugie mu nie wyszło. Trudno było brać obelgi na poważnie od wypluwki takiej jak… to. — Mmm, sam bym chciał wiedzieć, bo z jakiegoś powodu zostałem zaatakowany — wycedził przez zaciśnięte zęby tym razem przenosząc wzrok na brata.
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Trafił...poniekąd, zostawiając na pysku Bladej Łapy równie drobne zadrapanie co wcześniej. Białowłosemu za to atak wyszedł świetnie, a przynajmniej dla niego samego; pieczenie brązowego policzka zostało przyćmione przez ból, który poczuł, kiedy kocur wbił kły w jego szyję. Trzeba było mu przyznać, że potrafił walczyć wybitnie dobrze. Co udowadniało w oczach Kasztana jego założenie: że był w stanie zabić Sól i ZROBIŁ to. Niewątpliwie to on to zrobił. I teraz najpewniej zamierzał zabić też jego, żeby nie było żadnych żywych świadków tego, do czego przed momentem się dopuścił.
...Że on niby jest żałosny? On??? Siostrobójca śmiał się mu to w ogóle sugerować? To Blada Łapa był żałosny, obrzydliwy, nie nadający się do niczego innego niż do nakarmienia nim jakiegoś drapieżnika. Nie nazwałby nigdy więcej tej strawy dla wron swoim bratem, choćby mu przykładano pazury do gardła. Nie miał jednak szansy odnieść się w jakikolwiek sposób do jego słów, bo już po chwili uchylał głowę przed jego pazurami...co jednak okazało się być zbędne, bo pomiędzy nim a białowłosym kocurem zjawił się jakby znikąd szylkretowy kot. Kasztanowa Łapa, skupiony w stu procentach na Zmorze nie dostrzegł nawet, kiedy wojownik się zbliżył. Pachniał dosyć...osobliwie, przeszło mu przez myśl, nie przyłożył do tego jednak większej wagi, miał ważniejsze rzeczy na głowie. Usiadł posłusznie na słowa szylkreta, nie myśląc nawet o protestowaniu, nie spuszczał jednak wzroku z kota, którego jeszcze wczoraj nazywał bratem nawet na uderzenie serca.
Już otwierał pysk, już chciał zacząć opowiadać, na co się natknął, ale Blada Łapa go wyprzedził...i zaczął zgrywać idiotę. Bo jak inaczej można wytłumaczyć jego oburzenie na bycie "zaatakowanym"? - Dlaczego? Ty doskonale wiesz dlaczego, masz powód tuż za swoimi plecami - wysyczał, wbijając pazury w ziemię. Spojrzał ponownie na to, co pozostało ze Słonej Łapy, nie wytrzymał jednak dłużej niż chwilę. Widok był zbyt makabryczny, żeby dało się utrzymać na nim wzrok dłużej niż parę uderzeń serca bez zwrócenia całej zawartości żołądka. No, ale nie dla wszystkich, Zmora na przykład nie miał z tym najmniejszego problemu. - Szedłem na spacer. Zobaczyłem Bladą Łapę nad zmasakrowanym ciałem Słonej Łapy. Myślę, że wnioski nasuwają się same - wykrztusił, przenosząc wzrok na pysk wojownika. Niech on teraz decyduje, co z tym robić. Kasztanowa Łapa nie miał już siły; powoli jego ciało opuszczała cała energia, jaką miał jeszcze walcząc z kocurem. Czuł, jak zaczyna się trząść na całym ciele, jeszcze trochę i runie obolałym pyskiem na ziemię.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Dobra, wejście między walczących, jakkolwiek obiektywnie głupie, tak spełniło swoje zadanie w tym momencie. Brązowy nawet faktycznie usiadł, zgodnie z rozkazem, więc gdyby nie leżące obok zwłoki to Głębinowy Minóg może nawet miałby nadzieję na szybkie i bezbolesne rozwiązanie sprawy. Niestety trup wszystko komplikował. Oh, wyjaśnienia (oskarżenia?) czekoladowego również komplikowały sprawę, jeszcze bardziej. Obrzucił uważnym spojrzeniem sylwetkę biało-czarnego.
– Blada Łapa coś dobrze się trzyma. Podejrzanie dobrze patrząc na stan Słonej Łapy. – zauważył monotonnym głosem. Czy kotka nie zdążyłaby mu zadać ani jednej krwawej rany w walce, która skończyła się dla niej aż tak tragicznie? Czy śmierć nadeszła dużo szybciej, a Blada Łapa po prostu postanowił sprofanować zwłoki? To brzmiało... mniej prawdopodobnie niż obecność innego kota. Ale nie było niemożliwe. Na szczęście to nie Minóg musiał dotrzeć do prawdy, starczyło, że zbierze dowody i je przedstawi przywódcy.
Dlatego też zostawił terminatorów samych (nie zaczną się znowu gryźć, nie?) na rzecz podejścia do tego co jeszcze dzisiaj rano było Słoną Łapą. Czy faktycznie powinni ją nieść do obozu i zwoływać cały Klan? Uh. Wziął głębszy wdech, starając się stłumić woń krwi i skupić na pozostałych zapachach. Przymknął oczy, węsząc w pobliżu głowy kotki, tych najbardziej krwawych ran. Czuć było jakiś obcy element, niepachnący żadnym z Klanów. O ile Blada Łapa nie zmówił się z jakimś samotnikiem, by pozbyć się siostry, to raczej czekoladowemu zbyt szybko nasunęły się te wnioski. Podniósł spojrzenie na tego siostrobójcę. – Czyli zjawiłeś się pierwszy. Był tu ktoś jeszcze? Ślad drapieżnika, cokolwiek?
Zerknął też krótko na drugiego kocurka, który wyglądał jakby miał wkrótce odpłynąć. Dwóch trupów do obozu targać nie będą. Szylkret wyprostował się aż coś mu strzyknęło między kręgami, nie było czasu na szczegółowe śledztwo.
– Dobra, Blada Łapo, pomożesz przenieść Słoną Łapę do obozu. A ty... idziesz przed nami, albo w zasięgu mojego wzroku, na wypadek, gdybyś miał zemdleć. – zarządził z machnięciem postrzępionego ogona.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Nie mógł się powstrzymać. No po prostu nie mógł. Zaśmiał się lekko, słysząc oskarżenia półgłówka Kasztana, który najwyraźniej łączył kropki tak samo dobrze jak unikał ciosów: beznadziejnie. Czy on właśnie był oskarżony o coś takiego?
— Czekaj. Ty naprawdę nie żartujesz? — Wszedł w zdanie Minoga. Nie będzie go wypytywał byle wypłosz kiedy właśnie poprawiono mu humor. — Nie wiem, czy uważasz mnie za idiotę, ale jeśli tak jest to zaraz mogę poprawić Ci rany i dostaniesz w prawą stronę pyska — warknął z ogniem w oczach. — Że co? Że zamordowałem Sól na terenach Rzeki? Nie bądź śmieszny — stwierdził z wyższością obrzucając spojrzeniem brata… a raczej zdrajcę. Nie zasługiwał już na ten tytuł. Wyprostował się, wypiął pierś i kiedy dotarły do niego następne słowa… nie mógł z wściekłości. Buzowało w nim. Uszy położył po sobie, a dwukolorowymi ślepiami przeleciał wzrokiem od jednej sylwetki do drugiej. — Jak Kasztan jest taki skory do wyznaczania winnych to ja wyznaczam go, by niósł ciało Soli. Może to on ją zabił i teraz udaje niewiniątko? — odpowiedział chłodno do Minoga, mierząc go spojrzeniem stu pazurów. — Do zobaczenia w obozie — rzekł prześmiewczo i ruszył w stronę, którą sobie już wyznaczył. Zanim Ci idioci podejdą to zdąży jeszcze złapać drzemkę, a potem sobie zobaczy jak rozkręca się widowisko na widok zmarłej siostry i okaleczonego Kasztana.
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Blada Łapa coś dobrze się trzyma. Dopiero teraz Kasztanowa Łapa skupił się na wyglądzie kocura...i rzeczywiście nie wyglądał on na takiego, który prowadził przed chwilą walkę na śmierć i życie z bardzo...widocznym skutkiem. Może to nie on był mordercą. Ale kto w takim razie - bądź co, mógł to być w końcu też drapieżnik, co uswiadomił sobie po pytaniu wojownika - to zrobił? - Jak najbardziej uważam cię za idiotę. I nie tylko, uważam cię też za bezduszną, niezdolną do odczuwania jakichkolwiek emocji kupę lisiego łajna - warknął pod nosem, bardziej do siebie, niż do kocurów mu towarzyszących. Jeszcze dalej mu wygrażał.
Nienawidził go. Wyjątkowo mocne słowa, szczególnie, że nie myślał w ten sposób nigdy o kimkolwiek. Czy jednak były przesadne w przypadku uczuć, którymi darzył w tym momencie Bladą Łapę? Raczej nie. Tak więc nienawidził go całym sercem; nawet, jeżeli to nie on doprowadził do śmierci Soli. Nie musiał, wystarczyło to, że był takim bezdusznym gnojem. W dodatku nie odpowiadającym na pytania wojownika, choć powinien CHCIEĆ odnaleźć mordercę, bo to była ich SIOSTRA. Prędzej da sobie powyrywać wąsy, wszystkie po kolei, niż odezwie się do niego ponownie...kiedykolwiek. Ba, nie tylko odezwie, a w ogóle ZBLIŻY na mniej niż dobre kilka długości kota. Był skłonny wynieść się z terminatorskiego legowiska i spać na zewnątrz, byleby tylko nie musieć tego robić.
I akurat w momencie, w którym Kasztan myślał już, że białowłosy nie może upaść niżej...temu jednak udało pogrążyć się jeszcze bardziej. - Ja pomogę - podszedłszy bliżej do ciała długowłosej terminatorki, zwrócił się do szylkreta jedynie dwoma krótkimi słowami, bo znów zbierało mu się na wymioty. Okropne. W dalszym ciągu nieco chybotały mu się nogi, ale z pomocą wojownika chyba dotarga Słoną Łapę do obozu bez omdlenia. Zresztą, nie było innego wyboru, kiedy ten gnój jak gdyby nigdy nic poszedł sobie do obozu.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Nie odpowiedział na pytanie, które mogło jakkolwiek oczyścić go z zarzutów, zamiast tego dalej kłócił się z bratem. Gwiezdni, dajcie cierpliwość, skąd ta dzieciarnia brała siły na swoje przepychanki? Słuchał jednym uchem, wypuszczał drugim tego strzępienia języków. Do uważania na rozmowie wrócił dopiero w połowie wypowiedzi skierowanej do niego, w efekcie nieco po czasie orientując się, że biało-czarny smarkacz umywał łapy od niesienia siostry i uciekał do obozu.
– No co za... – mruknął pod nosem nie do końca wierząc w to, czego właśnie był świadkiem. Nie zamierzał jednak za nim gonić i zmuszać do taszczenia zwłok, jak go rodzice nie wychowali, to Głębinowy Minóg w kompetencje im się pchać nie zamierzał. Nie omieszka się jednak wspomnieć Łabędziej Gwieździe o każdym podejrzanym zachowaniu terminatora, jeśli czekoladowy dalej będzie chciał go oskarżać o zabicie siostry.
– Mhm, lepiej nie. Ale możesz pomóc ją podnieść. – odparł od razu, bo z dwojga złego, wolał już sam donieść młodziutką terminatorkę do obozu, niż potem przejmować się jeszcze jej omdlałym bratem. Gdy się już znalazła na jego grzbiecie i ruszyli w drogę powrotną, zaczął temat. – Myślisz, że Blada Łapa byłby w stanie patrzeć na śmierć czy walkę waszej siostry i nie zareagować? Nawet jeśli nie zabił osobiście, mógł się do tej śmierci przyczynić. Nie było śladów czy zapachu drapieżnika.[/b] – po paru krokach, dodał jeszcze, dla pewności, żeby wstrząśnięty terminator zrozumiał. – Jeśli dalej uważasz, że mógł być winny jej śmierci, nie będę go bronić przed Łabędzią Gwiazdą. Będę po twojej stronie.
z.t
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere