Samego przywódcę? Fantastycznie. Brzmiało to wręcz zbyt wygodnie. Czemu miałaby jednak nie skorzystać? Rozprowadzenie paru informacji, wdrożenie chaosu od środka, gdzie nikt jej nie zna, a następnie wygodna ucieczka i oglądanie jak Klany upadają po kolei. Przynajmniej taki był zamysł. Jeszcze tylko powiedzieć Sowie o planie.
- Oh, to wspaniale! Powiedz mi, Kwitnący Jaśminie, czy mogę powołać się na ciebie jeśli pójdę na granicę z Gromem? Jesteś taki miły! Jakbym powiedziała, że się znamy, to może jeszcze przychylniej by spojrzeli na moją prośbę? Ah, byłoby to cudowne, mieć...jakiś dom i imię, ciepło...
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Uśmiechnął się delikatnie. Wciąż dręczyło go jakieś złe przeczucie, w końcu no, takie powoływanie się na kogoś brzmiało poważnie... No ale trudno, wszystko byleby uszczęśliwić kotkę i dać jej szansę na znalezienie kochającego domu.
- Jasne, tylko nie wiem, czy w ogóle pamięta moje imię. Tak jak mówiłem, było to dawno temu. Ale z chęcią pomogę, jakkolwiek bym mógł - dodał tylko tyle ciepło, bo no... Nie miał pojęcia co więcej mógłby zrobić w tej sytuacji. Najchętniej to by się rozdwoił i może potowarzyszył młodej i pomógł jej trochę, ale no niestety tak się nie dało. A nie opuści przecież klanu.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- Nie ma problemu, mój drogi. Ah, Kwitnący Jaśmin. Zapamiętam. Dziękuję ci serdecznie - uśmiechnęła się szeroko i ukłoniła lekko łebkiem. Czas na nią. Głód ustąpił nowym planom i knucie jak tu dołączyć do Rzeki czy Gromu było priorytetem. Zjeść coś tam zje, jak nie teraz to później, jak nie dzisiaj to jutro. Przeżyć jakoś przeżyje. - Pora na mnie. Żegnaj!!
/zt
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 84 Mistrz: Kozia Broda | Nocny Szkwał Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro [?] Ojciec: Skrzące Słowo [†] Partner: jest spora kolejka
Wysoki; atletyczny; smukły kocur o długiej miodowo-rudej sierści pręgowany ticked z nieregularną bielą (bielactwo) i szaroniebieskich oczach z żółtą obwódką wokół źrenic. Trójkątne uszy zakończone pędzelkami, różowy nos i poduszeczki łap
Pewny siebie, sprytny i skupiony głównie na sobie, lekki manipulator, który dba głównie o własne dobro i rozrywkę. Zna swoją wartość i inteligencję, jednak ma nieco narcystyczne zapędy. Sprawia wrażenie spokojnego, dobrze wychowanego i szarmanckiego. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, zdaje się być towarzyski i wesoły, ale i nie traci okazji na lekki flirt - nie ważne z kim rozmawia, jest rozluźniony i bezpośredni, czy złośliwy. Jest krytyczny, oceniający i złośliwy, jednak ubiera to tak, by wyjść jak najlepiej. Zdecydowanie dużo zostawia dla siebie i... daleko mu do stereotypu silnego kocura. Jest raczej dość płynny i mimowolnie pilnuje się by nie skończyć jak ojciec, co odrobine kłóci się z jego podejściem do kotów, w tym kotek. Mało kogo traktuje poważnie, a kotki szczególnie.
Żołędziowa Łapa [KC]
Z każdym krokiem czuł rosnące w nim obrzydzenie i frustrację. Jego futro było rozwiane i w nieładzie, śmierdział wiatrem i rzepakiem, przez który się przeciskał ledwo kilkanaście uderzeń serca temu, by definitywnie przesiąknąć odorem samotnika. Zupełnie jakby specjalnie przedłużona droga na tereny Rzeki nie wystarczyła do zakrycia zapachu pieszczoszka. Musiał też kilka razy przystawać by przejechać językiem po zmierzwionej kryzie czy po to by pozbyć się gałązek, ździebeł trawy i innych śmieci śmieci z futra, a przy tym powstrzymywać się by nie doprowadzić się do zbyt idealnego stanu. Wiedział, że musi wyglądać jak kot, który żył na własną łapę przez dłuższy czas, a i tak ledwo to znosił. Gdzieś z tyłu głowy żałował, że się na to wszystko porwał. Brakowało mu miękkiego legowiska, jedzenia i bliskości jego właścicielki, która na pewno teraz głaskałaby go lub wyczesała, doprowadzając jego miodowe futro do ładu. Cofnął uszy i przyśpieszył kroku, zostawiając za sobą nie tylko wizję porzuconego komfortowego życie, ale i Łan Rzepaku, a w głowie powtarzał sobie ckliwą historyjkę, którą planował sprzedać patrolowi bądź kotu, na którego się napatoczy przy granicy. Zasłyszał ją od jednej kocicy, która upolowała dla niego ryjówkę i opowiedziała o okolicy. Wystarczyło kilka miłych słówek, a Apollo - Bryza - zagarnął jej, cóż, jego zdaniem dość miałką, ale odpowiednio dramatyczną, historię. Zatrzymał się na moment w Kłującym Gąszczu, gdy do jego nozdrzy dostała się słaba woń oznaczeń granicznych. Obca i dusząca, a do tego zajeżdżająca mułem. I on miał tak śmierdzieć? Prawie zebrało mu się na wymioty. Zacisnął jednak zęby, wziął parę głębszych wdechów by symulować zadyszkę i... Spiął mięśnie, rzucając się sprintem w stronę z której dochodził zapach. Wyhamował z poślizgiem dopiero kawałek przed granicą i z cichym dyszeniem zaczął się rozglądać. Przedstawienie czas zacząć. Oby widownia zdążyła się zebrać, a on nie przydział maski syna marnotrawnego na marne!
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Dzieci Topik rosły w mgnieniu oka i zanim się zorientuję, już będą mianowane. W związku z tym, nie potrzebowały już takiego doglądania i chciały mieć więcej czasu dla siebie, na poznawanie nowych kotów, zwiedzanie obozu. To był naturalny etap rozwojowy, ale mimo to było mi trochę przykro. W tym tempie, zanim się obejrzę, będę pradziadkiem, albo reszta moich dzieci zacznie się mnożyć i ugh... czas gnał nieubłaganie. Były jednak plusy tego wszystkiego, albowiem mogłem częściej wychodzić na samotne patrole, z czego zdecydowałem się skorzystać. Słońce przepięknie świeciło, ptaszki cudownie ćwierkały, aż chciało się żyć. Przynajmniej do czasu, gdy na granicy nie dostrzegłem intruza. Nie śmierdział do końca jak samotnik, ale pieszczoch do końca też nie, więc prawda leżała pewnie gdzieś pomiędzy i był zbiegiem z więzienia dwunożnych. Jak wielu przed nim i prawdopodobnie wielu po nim. Czego jednak szukał konkretnie tutaj?
- Znajdujesz się na granicy terenów klany Rzeki. Odejdź stąd, jeżeli nie szukasz kłopotów. - powiedziałem stanowczym tonem, stając na wprost rudo-białego. Jeśli nie miał jakiejś ważnej sprawy, niech zmyka.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 84 Mistrz: Kozia Broda | Nocny Szkwał Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro [?] Ojciec: Skrzące Słowo [†] Partner: jest spora kolejka
Wysoki; atletyczny; smukły kocur o długiej miodowo-rudej sierści pręgowany ticked z nieregularną bielą (bielactwo) i szaroniebieskich oczach z żółtą obwódką wokół źrenic. Trójkątne uszy zakończone pędzelkami, różowy nos i poduszeczki łap
Pewny siebie, sprytny i skupiony głównie na sobie, lekki manipulator, który dba głównie o własne dobro i rozrywkę. Zna swoją wartość i inteligencję, jednak ma nieco narcystyczne zapędy. Sprawia wrażenie spokojnego, dobrze wychowanego i szarmanckiego. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, zdaje się być towarzyski i wesoły, ale i nie traci okazji na lekki flirt - nie ważne z kim rozmawia, jest rozluźniony i bezpośredni, czy złośliwy. Jest krytyczny, oceniający i złośliwy, jednak ubiera to tak, by wyjść jak najlepiej. Zdecydowanie dużo zostawia dla siebie i... daleko mu do stereotypu silnego kocura. Jest raczej dość płynny i mimowolnie pilnuje się by nie skończyć jak ojciec, co odrobine kłóci się z jego podejściem do kotów, w tym kotek. Mało kogo traktuje poważnie, a kotki szczególnie.
Żołędziowa Łapa [KC]
Stosunkowo szybko natknął się na jakiegoś kota. Cudownie, nie będzie musiał udawać zdyszanego kundla dłużej niż to było potrzebne. Już teraz było to dla niego co najmniej uwłaczające i czuł mimowolną niechęć do siebie. W domu nie musiałby tak udawać. Nim się jednak odezwał na ostrzegawczy ton śmierdzącego rzeką kota, dostrzegł, że... zna ten pysk. I futro i ten znudzony pysk. Końcówka jego rudawego ogona zadrżała, gdy olśniło go i rozpoznał w kocurze swojego starszego brata. O ile się nie mylił, był to Nocny Szkwał. Nie pamiętał czy miał z nim jakiekolwiek dłuższe interakcje w dzieciństwie bo najpewniej nie mieli w ogóle, a przynajmniej on nic takiego nie pamiętał. Wiedział jednak, że kocur był jednym z kociąt drugiego miotu ich rodziców, a on - z trzeciego. Był najmłodszy i w sumie niewiele go obchodziło czy reszta jego rodzeństwa ostała się w klanie. Najwyraźniej ród Skrzącego Słowa nie wymarł, skoro pierwszym kotem na którego natyka się po tak długim czasie był jego własny brat. Prychnął w myślach. - Nocny Szkwał...? - mruknął, otwierając oczy w zaskoczeniu. Wyprostował się i powoli przełknął ślinę, wpatrując się w brata z mieszanką zaskoczenia, ulgi i... zmęczenia. Tylko jedno z tych było fałszywe. Uspokoił udawaną zadyszkę i poruszył delikatnie wąsami. W sumie... nawet się cieszył, że spotkał Nocny Szkwał. Przynajmniej nie będzie musiał tłumaczyć się całkowicie obcemu kotu. - To ja, Bryza. O Gwiezdni, naprawdę udało mi się znaleźć drogę powrotną - dodał już nieco pewniej, siląc się na delikatny uśmiech. Jeżeli kocur go nie pamiętał - ała! - to i tak dysponował informacjami, których nie mógł posiadać byle jaki samotnik. Mógł sobie ignorować Klan Rzeki, ojca, matkę i wszystko co z tym związane, ale nie mógł wyprzeć wspomnień i faktu, że był dawnym członkiem tych dzikusów. Dzikusów, do których wracał przez głupi sen i irracjonalne poczucie winy. Eh.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Nadstawiłem uszu słysząc, jak nieznajomy wypowiada moje imię. Wśród klanów nie byłoby to dziwne, nie w takim stopniu, niż u pół pieszczochów, pół samotników. Kiedy jednak kontynuował, wszystko stało się jasne. Przynajmniej po chwili, bo słysząc "Bryza" bynajmniej w pierwszej kolejności nie pomyślałem o swoim bracie. Był jednym z wielu, o jego istnieniu zdążyłem zapomnieć, tak jak o wielu innych. Moje rodzeństwo, nawet to wracające, w większości niczym nie różniło się od losowych zgubionych kociąt. Pamiętałem, że ktoś taki był, ale nie miałem z nim żadnej bliższej relacji, choć starałem się z tymi młodszymi spędzać czas w miarę możliwości.
- Gdzieś ty się podziewał tyle czasu, młody? Pod twoją nieobecność zdążyłem pochować ojca, samemu zostać ojcem, nawet dziadkiem i zastępcą. Matka tak się zamartwiała, że też gdzieś przepadła. - choć czy to był rzeczywisty powód to ciężko stwierdzić. Możliwe, że nie. W każdym razie, powód jego stawienia się na granicach był oczywisty. Nieważne jednak czy był moim bratem, czy nie. Wytłumaczyć się musiał tak samo jak każdy inny.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 84 Mistrz: Kozia Broda | Nocny Szkwał Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro [?] Ojciec: Skrzące Słowo [†] Partner: jest spora kolejka
Wysoki; atletyczny; smukły kocur o długiej miodowo-rudej sierści pręgowany ticked z nieregularną bielą (bielactwo) i szaroniebieskich oczach z żółtą obwódką wokół źrenic. Trójkątne uszy zakończone pędzelkami, różowy nos i poduszeczki łap
Pewny siebie, sprytny i skupiony głównie na sobie, lekki manipulator, który dba głównie o własne dobro i rozrywkę. Zna swoją wartość i inteligencję, jednak ma nieco narcystyczne zapędy. Sprawia wrażenie spokojnego, dobrze wychowanego i szarmanckiego. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, zdaje się być towarzyski i wesoły, ale i nie traci okazji na lekki flirt - nie ważne z kim rozmawia, jest rozluźniony i bezpośredni, czy złośliwy. Jest krytyczny, oceniający i złośliwy, jednak ubiera to tak, by wyjść jak najlepiej. Zdecydowanie dużo zostawia dla siebie i... daleko mu do stereotypu silnego kocura. Jest raczej dość płynny i mimowolnie pilnuje się by nie skończyć jak ojciec, co odrobine kłóci się z jego podejściem do kotów, w tym kotek. Mało kogo traktuje poważnie, a kotki szczególnie.
Żołędziowa Łapa [KC]
- Byłem na pogrzebie ojca - mruknął z lekkim uśmiechem, kręcąc przy tym głową. Ledwo wydusił z siebie określenie Skrzącego Słowa ojcem, ale sprytnie to zamaskował ni to rozbawionym, ni to zaskoczonym ruchem łba. Uznał, że odgrywanie szczęśliwego z powrotu kota będzie najlepszym rozwiązaniem. Nie było go tak długi czas, a skoro chciał wepchnąć bratu słodko-pierdząca opowieść o trzymaniu go w odległym i strasznym miejscu, to mógł już dodać, że bardzo tęsknił i bla bla bla. To była znacznie lepsza "prawda" niż fakt, że dobrowolnie został pieszczoszkiem i pławił się w luksusach, a powrót do klanu jest jedynie jego kaprysem. Gwiezdni wiedza, jak długim. - Ojcem? Dziadkiem? Zastępcą? No proszę, nie próżnowałeś! - parsknął, wyłapując najważniejsze. Nie dość, że Nocny Szkwał był jego starszym bratem, to do tego zastępcą. Powrót do klanu miał w zasięgu łapy. Kto jak nie on, postawi się za nim w obliczu... eee... Łabędziej Gwiazdy? - Dopiero po pogrzebie postanowiłem wyruszyć na poszukiwania mamy. Wiesz, byłem głupi i naiwny, że na własną łapę ją znajdę - prychnął z nutką wstydu i lekkiego zażenowania. Naprawdę chciał ją odnaleźć, ale rzeczywistość dość szybko o sobie przypomniała. Teraz nie miał ochoty jej oglądać, nawet, jakby magicznie wyskoczyła spod ziemi lub nawiedziła go we śnie, tak jak zrobił to Skrzące Słowo. - Pech chciał, że podczas kręcenia się po Osiedlu, złapał mnie dwunożny, wpakował do swojego jeżdżącego legowiska i wywiózł do jeszcze dziwniejszego miejsca pełnego pozamykanych w ciasnych klatkach kotów i psów - na samo wspomnienie aż zmarszczył nos i delikatnie drgnął. Schronisko. Kocica na która się natknął nazywała to miejsce piekłem, ale Bryzy to w ogóle nie ruszało. Coś słyszał, że niektóre koty stamtąd uciekały, a nawet się w nim rodziły, ale... mało go to obchodziło. - Z tego co się później zorientowałem, to miejsca z którego dwunożni biorą pieszczochy do swoich domów. Spędziłem tam kawał czasu i za nic nie mogłem stamtąd uciec, zupełnie jakby mieli oczy wokół głowy, a poza tym te całe klatki... były strasznie twarde, nie dało się ich w żaden sposób rozwalić. W pewnym momencie jakiś dwunożny wyjął mnie z takiej i jak tylko wyniósł mnie na zewnątrz, wyrwałem mu się i uciekłem. Nie wiem ile zeszło mi na wypytanie o drogę, ale... Jestem. I chciałbym wrócić do domu. Wyruszenie na poszukiwania matki było głupotą i już wiem, że nie miało najmniejszego sensu - westchnął. Ze wszystkiego co powiedział, ostatnie zdanie było prawdą - poszukiwania Księżycowego Jeziora były żałosne. Po co szukać kogoś, kto sam cię porzucił?
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Naprawdę? Wybacz, musiało mi to umknąć. - było mi trochę głupio. Ale tylko trochę. To tylko pokazywało jaką rodziną byliśmy. I to wcale nie z naszej winy, bo z winy rodziców, którzy bezmyślnie powoływali do życia miot za miotem, nie dbając o ich wspólną integrację, ani w zasadzie o nic. No cóż. - Nie powstrzymuj się, też go nie lubiłem. - parsknąłem, od razu wyczuwając nutę goryczy. Określenie "ojciec" to zdecydowanie nadużycie, ale fakty były takie że w połowie nas zrobił. To, że to w zasadzie cały jego wkład w nasze życie, to inna sprawa. - Na pogrzebie były też moje dzieci, tak swoją drogą. Ledwie mówiące, ale były. Wychodzi na to, że jesteśmy kwita w kwestii szwankującej pamięci. - zaśmiałem się ponownie. Cóż więcej można zrobić w tej sytuacji. Bryza się nie gniewał, ja się nie gniewałem. Każdy z nas wiedział, jak wyglądała sytuacja rodzinna. Zresztą, Mżawka, Kałuża, Topik i Strumień prawdopodobnie też nie przywitają wujka z okrzykami radości, a raczej z klasycznym pytaniem "kto to jest".
- Młodość sprzyja niemądrym pomysłom. Najważniejsze, że ostatecznie nic ci się nie stało i wróciłeś do domu cały i zdrowy. - ciężko stwierdzić, kto z rodziny będzie szczęśliwy z jego powrotu, bo niewiele nas zostało, a ci którzy się ostali prawdopodobnie go nie pamiętają, ale... ja się cieszyłem w gruncie rzeczy. Nie miałem okazji być starszym bratem od początku, cała młodzież zniknęła jeszcze przed albo tuż po mianowaniu, więc była to dobra okazja, żeby to nadrobić. Lepiej późno niż wcale, prawda?
- W takim razie chodźmy. Powiem Łabędziej Gwieździe o twoim powrocie. Idź do Cisowej Gałązki, niech cię obejrzy, odpocznij sobie i rano widzimy się przed wejściem do obozu. Kozibród zniknął, więc będziesz trenował ze mną. - zarządziłem, kierując się w stronę obozu. Powiedział co się stało, nie było powodów żeby to podważać, więc pozostało nam jedynie wrócić do obozu. Grzybowa Łapa uczył się jedynie w klanie Rzeki, więc nikt nie będzie pokrzywdzony, jeśli poprowadzę trening brata.
zt!!
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 84 Mistrz: Kozia Broda | Nocny Szkwał Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro [?] Ojciec: Skrzące Słowo [†] Partner: jest spora kolejka
Wysoki; atletyczny; smukły kocur o długiej miodowo-rudej sierści pręgowany ticked z nieregularną bielą (bielactwo) i szaroniebieskich oczach z żółtą obwódką wokół źrenic. Trójkątne uszy zakończone pędzelkami, różowy nos i poduszeczki łap
Pewny siebie, sprytny i skupiony głównie na sobie, lekki manipulator, który dba głównie o własne dobro i rozrywkę. Zna swoją wartość i inteligencję, jednak ma nieco narcystyczne zapędy. Sprawia wrażenie spokojnego, dobrze wychowanego i szarmanckiego. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, zdaje się być towarzyski i wesoły, ale i nie traci okazji na lekki flirt - nie ważne z kim rozmawia, jest rozluźniony i bezpośredni, czy złośliwy. Jest krytyczny, oceniający i złośliwy, jednak ubiera to tak, by wyjść jak najlepiej. Zdecydowanie dużo zostawia dla siebie i... daleko mu do stereotypu silnego kocura. Jest raczej dość płynny i mimowolnie pilnuje się by nie skończyć jak ojciec, co odrobine kłóci się z jego podejściem do kotów, w tym kotek. Mało kogo traktuje poważnie, a kotki szczególnie.
Żołędziowa Łapa [KC]
Poszło tak gładko jak chciał, a brat bez zbędnych pytań i wątpliwości, przyjął jego wersję wydarzeń Bo czemu miałby ją podważać? Na pewno jego pierwsza myślą nie było to, że Bryza mógłby go okłamać i tak naprawdę zamiast spędzić księżyce nieobecności w obskurnym boksie gdzieś daleko od domu, spędził je w cieple, dostatku i wygodzie pod okiem dwunożnego. Nawet taki ignorant jak Bryza, wiedział, że jakiś punkt w Kodeksie zabraniał bycia pieszczochem dwunogów, a Bryza właśnie nim był. Ba, jeżeli życie w Klanie Rzeki mu nie podpasuje, nie będzie miał nawet oporów by wrócić do tego co za sobą zostawił. - Teraz na pewno będę miał szanse je lepiej poznać - mruknął z rozbawionym uśmiechem. Kompletnie nie pamiętał ani partnerki, ani faktu, że jego brat dorobił się kociąt. Choroby i coraz bezczelniejsze ignorowanie ojca, ale i znacznej części starszego rodzeństwa, raczej nie sprzyjały w dobrych stosunkach z rodziną. Chociaż nie był do końca przekonany co do powrotu, świadomość, że miał jeszcze kogoś w klanie była... całkiem przyjemna. - Też zniknął? No trudno. Najwyraźniej to u nas rodzinne - zachichotał rozbawiony i ruszył za bratem, przekraczając granice ze słabo widocznym wahaniem. Jeżeli teraz wróci do obozu, nie będzie odwrotu na najbliższe księżyce - czy aby na pewno chce wrócić? Zacisnął nieco zęby i na uderzenie serca odwrócił się, jeżdżąc spojrzeniem po bliżej nieokreślonym miejscu gdzieś daleko za sobą. Długo się jednak nie wahał; dogonił Nocny Szkwał i szedł obok niego aż do obozu, pewnym i eleganckim krokiem. W obozie, tak jak polecił mu brat, udał się do Cisowej Gałązki, a gdy ta nie znalazła u niego nic niepokojącego (bo niby co!) rozejrzał się w obozie za jakimś legowiskiem. Śmierdzący rybami i mułem mech gryzł go w nozdrza, a posyłane w jego stronę spojrzenia napawały go radością. Musiał się nacieszyć elementem zaskoczenia i dezorientacji pośród kotów. Chciał jak najdłużej cieszyć się ich zainteresowaniem i atencją - a skoro wrócił, mógł spokojnie zacząć drugi etap przedstawienia.
Wicher był do dupy jeśli chodziło o medyków (medyka?), do Cienia się nawet nie zbliży! Nie ma mowy, po tym jak się pokłóciła z Trzmielem. Dureń durny. Gromowa medyczka była średnio przyjemna, a sama Mysz nie była umierająca, więc może to nie przejdzie. Pozostała więc Rzeka.
Przydreptała w to samo miejsce, gdzie spotkała Jaśmina i czekała cierpliwie na patrol. Właściwie to nawoływała pomocy jakby ją obdzierano ze skóry, ale przynajmniej zwróciło to czyjąś uwagę, a ona wprost poprosiła o spotkanie z medykiem, powołując się na silną przyjaźń z Kwitnącym Jaśminem! Byli praktycznie przyjaciółmi przecież!
rozcięcie na prawym poliku (2 st.)
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cisowa Gałązka miał wrażenie, że co chwilę wojownicy nawołują go do przyjścia na granicę, bo ktoś na niego czeka. Ktoś oczekujący pomocy. I tak, jak jeden czy drugi kot nie zrobił na nim wrażenia, tak, na gwiazdy, piąty czy szósty wydawał się już podejrzany. Niemniej miał za wielkie i za ciepłe serce by komuś rannemu powiedzieć nie, dlatego zjawił się i tym razem. Biały Jeleń przekazał mu, że widział na nieznajomej ranę ciętą, dzięki czemu zjawił się tu już z ziołami w pysku. - Hej, no już, spokojnie. Jestem medykiem Klanu Rrrzeki, mogę ci pomóc. Cisowa Gałązka - przedstawił się, nie wiedząc, czy koleżanka była agresywna, może w popłuchu, panice, czy raczej nie miał się co obawiać. - Coś ci... dolega, oprrrócz tego na policzku?
Czekała, czekała i się doczekała. Całe szczęście. Kocur nie wydawał się być za bardzo uprzedzony jak niektórzy. Całe szczęście, że los jej nie zmuszał do pójścia do cienia. Właściwie wolałaby już, żeby Sowa eksperymentował z ziółkami na niej i żeby przy tym zeszła niż żeby prosić o łaskę swój dawny Klan.
- Ne, oprócz tego jest luźno - wzruszyła barkami. - Kwitnący Jaśmin mówił same dobre rzeczy o tobie, Cisowa Gałązko. A wiesz, to mój dobry kolega, to pomyślałam że hej, zaufam. Zresztą, gorzej być nie może niż to co mają w Wichrze, wierz mi.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Same dobrrre rrrzeczy? A to ciekawe - zainteresował się. mając nadzieję z czystej ciekawości, że kotka rozwinie temat. - No, dobrrra koleżanka Kwitnącego Jaśmina to i moja dobrrra koleżanka, nie ma sprrrawy! Pokaż mi no, co tu masz - uśmiechnął się życzliwie. W prawdzie nie miał jakiejś głębokiej relacji z czarno-białym kocurem, niemniej był zasłużonym wojownikiem Klanu Rzeki i długo obcował z bratem Cisa, Kościś, a to wystaczajace dwa argumenty by mógł pomóc kotce. Bez nich pewnie i tak by to zrobił. Wyczyścił jej ranę na policzku, a następnie nałożył maść z nagietka, po czym szczelnie obwiązał pajęczyną. - W Wichrrrze? Krrrwawnikowy Liść już nie domaga? - podpytał, bo plotki to coś, czego oficjalnie nie pochwalał, a prywatnie bardzo lubił. A skoro sama zaczęła temat... - Za parrrę dni powinno być już w porrrządku jeśli chodzi o to paskudstwo, w rrazie czego zawolaj mnie znowu!
- Ano. Coś tam, że miły, coś tam że przystojny, że piękne oczy, że ładne futerko. Wybacz mi proszę, ale się jakoś bardzo nie zagłębiałam - odparła. Nie znała tak po prawdzie ani jednego ani drugiego kocura, oboje raczej jednak sprawiali wrażenie strasznych frajerów, dlatego też Mysz uznała, że byliby piękną parą. A na pewno mogło to sprawić, że rozwinie się jakieś nieporozumienie. Ah, szkoda, że nie będzie w stanie tego zobaczyć od wewnątrz.
- A bo ja wiem. Mówię o tym drugim. Tym co się szczerzy ciągle. Aż ciary mnie przechodzą na samą myśl - wzdrygnęła się. Fala był konowałem, ale miał dość przerażający wyraz pyska. - Jasna sprawa, dzięki wielkie!
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]