xxxxArtemida za to nie miała w ogóle żadnych problemów, traum, nic! Jedynie co, to faktycznie może wolała zjeść kurczaczka mamy z makaronu, a nie wpół zgniłą już mysz, którą przypadkowo znalazła pod drzeewem, no ale!!! Kto by tam na to patrzył, nie? Kto by chciał wracać do domu, kiedy okazało się, że zaraz za nim był LAS, a w lesie tyyyle dobroci! Aż zaczęła zazdrościć kotom, które się tu urodziły - miały to od dziecka! Z drugiej strony, ta dziwna nie wiedziała co to MIESIĄC, KURCZAK! Jak można nie wiedzieć co to kurczak?? xxxx- HEEEJ! HEJHO!! HALO!! - krzyknęła nagle, a ogon stanął sztywno do góry z ekscytacji, kiedy zobaczyła kogoś na swojej drodze. Pobiegła w jej stronę, zatrzymując się w bezpiecznej odległości. O swoje życie się nie bała, nie nie, ale nie chciała wystraszyć jej!! Jej!!- EJJ MAM ZAGADKĘ! Bociana DZIOBAŁ SZPAK. Potem była ZMIANA i SZPAK dziobał BOCIANA. Ile razy szpan był dziobany, co???
Wiejenawieczórwiatr Śmiejesię skrycie Narozwidleniu drógczekająna nas Strzygi i topielice Mamgłowy zawroty DAJMIJAKIŚZNAK
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Sierść na grzbiecie Czosnkowej Łapy uniosła się bardzo gwałtownie a cienki ogon zjeżył, przybierając teraz objętość co najmniej sosnowej gałązki. Terminator medyka cofnął się kilka kroków w... panice. Tak, to było ostatnie, co Czosnek wydawało się, że tu zobaczy - kolejnego samotnika. Zdecydowanie nie półżywego, jak tamten dziwny szylkret który z jakiegoś powodu znał Huraganowy Szept. Nie, ta kotka była tak radosna, podekscytowana, głośna.
A Czosnek niesamowicie jej tego zazdrości. - c-co? - pyta, w szoku, siadając na ziemi i owijając nastroszony ogon wokół chudych, cienkich łap. - U-Um. Jesteś... na granicy z Klanem Cienia- nie powinnaś tu być.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
xxxx- Och!! No powtórzę, powtórzę jak nie słyszałaś! Ale TYLKO ostatni raz. Bociana DZIOBAŁ SZPAK. Potem była ZMIANA i SZPAK dziobał BOCIANA. Ile razy szpak był dziobany? - zapytała jeszcze raz, bo najwyraźniej koteczka nie usłyszała. I nie ma problemu, totalnie to rozumie! Ale ktoś musiał w końcu odpowiedzieć na jej zagadkę, nie była przecież taka trudna!! Zaraz jednak do główki Artemidy doszło, że hej!!!! Kolejna granica? - KOLEJNA GRANICA! No SPOKO, a ktoś mi w końcu powie CO TO JEST KLAN? I TA GRANICA? I GROM... TERAZ CIEŃ?? - zapytała, wbijając ogromne ślepia w jasną sierść nieznajomego kota. - Bo ja SZUKAM KLANÓW! Chce w nich być, w wszystkich najlepiej!! A jakie są jeszcze? PEWNIE JEST ICH TYSIĄCE, CO? Ja chcę dołączyć! I do Gromu, do Cienia, i do caaaałej reszty! Mogę?? Mogę??
Wiejenawieczórwiatr Śmiejesię skrycie Narozwidleniu drógczekająna nas Strzygi i topielice Mamgłowy zawroty DAJMIJAKIŚZNAK
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Ha, a tobie, Czosnek, się wydawało, że lepiej ci idzie radzenie sobie z głośnymi kotami. Niedoczekanie. Nigdy, przenigdy się do tego nie przyzwyczaisz. Nigdy nie będziesz w stanie normalnie reagować na nieco głośniejszy ton głosu. Nigdy. Pogódź się z tym. Okruszka akceptujesz, bo to twój przyjaciel. Tylko dlatego. Zamknij się.
- Proszę, czy- możesz być ciszej? - miauczy po zrobieniu kilku kroków bliżej kędzierzawej kotki, niemal błagalnie, cofając uszy. - Tu- twoje krzyki mogą zaalarmować drapieżniki. Albo patrol mojego Klanu. A nie wszyscy... nie wszyscy w moim Klanie lubią koty spoza niego. Okej? Proszę?
Ojej. Czy to dziecko naprawdę nie ma pojęcia, gdzie jest? Skąd uciekła? Od dwunogów? Spod kamienia, wychowując się pod okiem kotów zupełnie nieświadomych istnienia Klanów? Och. Ależ Czosnkowa Łapa jej tego zazdrości. - Okej, po kolei, odpowiem na twoje pytania, ale obiecaj, że będziesz ciszej. Ja... - nigdy więcej nie zobaczą się na oczy, więc równie dobrze może o tym powiedzieć. - bardzo nie lubię głośnych dźwięków.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
xxxx- Oooł... a my nie chcemy drapieżników, tak? Są niefajne? Może są mili! Czemu ich nie chcemy? - zapytała, nie bardzo rozumiejąc. Ta dziwaczka wcześniej bała się borsuków i lisów, a teraz mają unikać drapieżników?? O co tu w ogóle chodziło! Czy Klany wszystkiego się bały? Przecież świat, ŚWIAT BYŁ TAKI PIĘKNY! Cudowny i totalnie bez złych ludzi, złych kotów, w ogóle nikogo złego jeszcze nie spotkała!!! xxxx- Ta, jasne! Było mówić od razu, nie ma problemu, już nie słysze.... nie wiedziałam, że możesz tego nie lubić, nie? Nie zrobiłam tego specjalne ani nic, już jestem cicho, cicho jak... eee.. chmurki są ciche. Cicho jak chmurka, totalnie zero krzyku, nie ma problemu, widzisz! - uśmiechnęła się szeroko, pokazując, że nie ma żadnego problemu z ściszeniem tonu. Nie lubi to nie, spoko loko, nie chciała jej przecież robić na złość!!!
Wiejenawieczórwiatr Śmiejesię skrycie Narozwidleniu drógczekająna nas Strzygi i topielice Mamgłowy zawroty DAJMIJAKIŚZNAK
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
- Drapieżniki... zabijają i zjadają koty - to po co tu jesteś, Czosnek, geniuszu? ... Czosnek przynajmniej jakoś się obroni. A ta sierota? Lis czy borsuk zjadłby ją bez chwili zawahania, pewnie nawet by mu na to pozwoliła. - Jesteśmy dla drapieżników tym, czym... czym myszy i zające są dla nas. Zwierzyną. Rozumiesz? - nie taki był plan na dzień dzisiejszy. Częścią planu dnia Czosnkowej Łapy definitywnie nie było tłumaczenie jakiejś kędzierzawej wariatce, jak działa świat poza jej cieplutkim, przyjemnym gniazdkiem.
- Okej. Wiem, że nie specjalnie. Rozumiem. Dziękuję - Czosnkowa Łapa przechodzi do krótkich, jasnych, zwięzłych komunikatów. Nie chce tu być i nie chce rozmawiać z tą kotką dłużej, niż to koniecznie, ale nie chce też mieć jej na sumieniu. - Po kolei... jakie masz pytania? Tylko, proszę, szybko. Naprawdę, nie powinno cię tu być. A jeśli już musisz, to... nie przekraczaj tej granicy, okej? Czujesz, jak tu pachnie, pra-prawda? Obcymi kotami. To są granice Klanów. Nie możesz ich naruszać.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Się podziało! Co prawda, nie powinien, być może być aż tak paskudnie szybki w swoich słowach, nie powinien przychodzić praktycznie od razu, dzień po zebraniu informacji... ale czy ktoś, coś mogło mu zabronić? Szczególnie, jeśli w głowie ubzdurał sobie swój fakt i nic nie wskazywało na to, że jest inaczej?
Umówił się z Czosnkiem o zmroku. Oficjalnie, nakazał mu stawić się przy Pustym Drzewie, mówiąc że ma niezwykle istotne rzeczy do przekazania. Teraz tu czekał, słuchając hukania sów i cykania świerszczy. I liczył na to, że zaraz usłyszy znajome kroki.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Od pojawienia się w Klanie Orzechowej Łapy, i od ciąży Grząskiego Bagna z Psią Gwiazdą, och, Czosnek niemalże chodził po ścianach ze stresu. Jego trening medyczny dobiegł końca, to kwestia dni aż wyruszy z Huraganowym Szeptem na wyprawę i powinien się cieszyć - bo w końcu otrzyma imię. Rangę. Udowodni Kundlowi, że coś osiągnął, udowodni to samemu sobie. Ale nie potrafił o tym myśleć, nie potrafił się cieszyć albo chociaż tym stresować, stresował go stan, w jakim znalazł się Klan Cienia.
Coraz bardziej nie chciał tu być i coraz realniej rozważał, po prostu, ucieczkę. Jak tchórz. Podkuli ogon i ucieknie, kusiło go to z dnia na dzień coraz bardziej patrząc na to, co się tutaj działo. Wszystko wymykało się spod kontroli zbyt szybko i żadna rewolucja, po cichu czy nie po cichu, nic tu nie zmieni, prawda? Głupi, głupi Czosnek.
Lisia Czaszka jako jeden z niewielu kotów wciąż go tutaj trzymał. Do Pustego Drzewa przybył sprężystym, żwawym krokiem, z ogonem podrygującym w nerwach, stresie, emocjach. Cieszył się, że ma szansę spędzić czas sam na sam z partnerem, ale też... niezwykle istotne rzeczy do przekazania? Co to mogło znaczyć? Miał nadzieję, że to coś dobrego. Widząc Czaszkę, Czosnek podszedł do niego i przywitał się bezgłośnie, ocierając się pyskiem o białą mordkę kocura.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
I był. W głowie szalały mu myśli. Z jednej strony był dumny, z drugiej - już teraz - darzył Czosnka większą dezaprobatą niż jak kiedykolwiek wcześniej od razu, po zobaczeniu go, kiedy mógł z nim pogadać. Wziął głęboki oddech, powoli, drobnymi krokami. - Widziałeś? W Klanie jest nowy kot! Znacie się już, co nie? My zdążyliśmy pogadać, niezwykle miła - zagadał z lekkim uśmiechem. Tak, słowem wstępu... żeby Czosnek sam mógł nakierować tę myśl jakkolwiek chciał. Bo Czaszka wiedział aż nazbyt wiele, i chyba milszym było potrzymać tę bombę, jaką zaraz spuści, w ramach niespodzianki.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Od razu z grubej rury. Czosnek drgnął, gdy chwilę analizował słowa Czaszki. Nowy kot, Orzechowa Łapa, tak, to ona była tą nową... znali się? Och. Och, no tak, przecież ta idiotka o niego wypytywała w całym obozie. No tak. Czaszka chyba, jednak, nie był z tego powodu jakkolwiek zawiedziony czy zazdrosny, prawda? Czemu miał być?
A mimo to, Czosnek zaraz zaczął się tłumaczyć. - Jest obłąkana. Zapatrzona w Kundla jak w gwiazdę ściągniętą ze Srebrnej Skórki, bo łaskawie przyjął ją do Klanu. Spotkałem ją na granicy, raz, kilka księżyców temu, krzyczała jakieś głupoty. Kazałem jej być cicho i wytłumaczyłem, że ma się trzymać z dala od Klanów i ich granic. I widzisz- widzisz, czym to poskutkowało? Co ona tutaj robi... jeszcze opowiada wszystkim, że jest rodziną Kundla, kazał jej tak mówić, bo podobno w Klanie Cienia nie lubimy obcych. Co za hipokryta - wysyczał, przez zaciśnięte zęby, cały zjeżony.
To nie zapowiadało się na miłą rozmowę.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
- Widzisz, Czosnek, a mi mówiła za to, że jej dziadkowie tu żyli, a nie że jest rodziną Psa. Nie umiała nawet sprecyzować kto taki tu był, nie znała żadnych imion - i jakoś milej było mu słyszeć, że już zdążyła okłamać kolejnego kota. Westchnął, wielce teraz poszkodowany tą myślą - że dwie, biedne duszyczki były od siebie oddzielone... a teraz jedna z nich obrażała tę drugą. - Spokojnie, spokojnie... Nie musimy aż tak ostro o sobie mówić.
To jest - o innych, ale Czosnek chyba się domyśli, że jako "oni", mowa jest o Klanie. - I o czym poza tym rozmawialiście? Bo zakładam, że ostatecznie musiała cię znaleźć. Aż szok, że nadal żyjesz. Byłbym pewien, że Pies nie da jej gadać z tobą - wiadomo, tego już tłumaczyć nie musiał... Raczej, tak sądził. W końcu Czosnek wiedział, że Pies nie chciał widzieć go z nikim.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
- Powiedziała mi, że Kundel kazał jej udawać, że ma rodzinę w Klanie. I że, w razie czego, może powiedzieć, że jest spokrewniona z nim. Dobrze wiedzieć- jak się plącze we własnych słowach. Żal- żal mi jej, wiesz, Czaszka? Żal mi jej, bo tak łatwo dała się omamić i zmanipulować Kundlowi, to tylko głupie, naiwne kocię... nie powinno jej tu być - nie powinno. Nigdy nie powinno. Powinna była go posłuchać i omijać granice Klanów szerokim łukiem.
Czosnek zaczął kręcić się w kółko, ogon obijał się o jego kościste boki. - Tak, znalazła. Rozmawialiśmy. Próbowałem jej wyjaśnić, że Kundel wcale nie jest taki, za jakiego go uważa, ale jest za głupia, aby to do niej przemówiło. Więc powiedziałem... że ma mnie omijać szerokim łukiem, jak tak bardzo- jak tak bardzo chce wierzyć w słowa Psa. Powiedziałem jej to- to co ty. Że pewnie prędzej czy później Kundel zakaże jej ze mną rozmawiać, w ogóle patrzeć w moją stronę - i może to i lepiej. Nie chciał mieć do czynienia z Orzechową Łapą. Chyba. Sam nie wiedział. Chciał jej pomóc, ale jak mógł jej pomóc, jeśli była... taka?
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Słuchał, słuchał, mentalnie notował każde wypowiedziane słowo. Rozumiał, nie musiał niczego więcej dodawać, raczej...? - Jak zakładam, musieliście się bardzo lubić. Orzechowa Łapa mówi, że strasznie za tobą tęskni - zaczął nagle. Nie ważne jak to brzmiało kontekstowo, nie ważne co chciałby mu Czosnek powiedzieć - wypadało być brutalnie szczerym, "przygnieść" go do ściany, i zarzucić najgorszym, co być może mu otworzy oczy i pozwoli zrozumieć jakie straszne błędy popełnia... poprzez nie słuchanie się Czaszki, rzecz jasna. Bo już kiedyś wspominał, że ci nowi, wszyscy, są najpewniej niebezpieczni. A jeśli nie wspominał... czemu Czosnek się nie domyślił? - Aczkolwiek nie sądziłem, że w twoim rewolucyjnym planie jest bratanie się ze szpiegami Psa. Sam słyszysz, że jest w niego zapatrzona jak sroka w gnat. Masz pojęcie, jak bardzo może to zaszkodzić? Musisz przestać z nią gadać. Mówiłem ci, że te koty które przyjmuje Psia Gwiazda to nic dobrego. Mówiłem, od razu. Po co innego, do cholery, miałby przyjmować kogoś, ten stary, śmierdzący idiota, kogoś obcego, niż jak dla własnego pożytku?
Zrobił krok do Czosnka. - To nie mój interes, jak pójdzie ta rewolucja, jaką sobie planujesz. Ale jeśli jej przywódca miesza się we wroga, czy ty na pewno chcesz dobra nas wszystkich? Wiesz, że może nam to zaszkodzić? Co jak przypadkiem nawet powiesz coś, czego nie powinieneś? Ja cię kryję na każdym kroku, całym sobą, uważam z kim rozmawiam, a ty tak... bezmyślnie gadasz sobie z byle kim! Myślisz? MYŚLISZ? Powiedziałeś komuś, kto jest ZAPATRZONY W PSIĄ GWIAZDĘ że ten NIE JEST TAKI, ZA JAKIEGO SIĘ UWAŻA. Wiesz, gdzie ta informacja jest najpewniej teraz?! - dmuchnął w jego... brodę, bo do nosa by nie sięgnął. - Życie ci niemiłe?! Chcesz nas wszystkich zabić? Przecież... ugh, Czosnek! Jak chcesz robić rewolucję, to myśl o konspiracji, SŁUCHAJ z kim mówisz, a nie rzucaj swoimi przemyśleniami na lewo i prawo, a potem licz na to, że wszystko wyjdzie! Pies cię zgniecie jak robala, jak tylko będzie chciał, jak usłyszy że BUNTUJESZ KOTY przeciwko NIEMU.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Cienki ogon Czosnka poruszył się. - I co w związku... co w związku z tym? Ja jej praktycznie nie znam. Ona musiała sobie coś ubzdurać, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, to ten typ kota. Wiesz przecież, skoro już z nią- z nią rozmawiałeś - odpowiedział krótko. Taka była prawda: nie znał Orzechowej Łapy. Rozmawiali raz, na granicy, to ona sobie coś ubzdurała i to ona szukała go po całym obozie. A potem, potem Czaszka zaczął gadać więcej, a Czosnkowej Łapie zrobiło się słabo.
Usiadł. Usiadł, wpatrywał się w wojownika szeroko otwartymi oczami i z rozchyloną mordką. Czaszka miał tendencje do unoszenia się, ale, na Gwiezdny Klan, aż tak? I na niego? Czy naprawdę... popełnił taki błąd, rozmawiając z Orzechową Łapą, dzieląc się z nią takimi informacjami? Może i tak, ale wtedy - w tamtej rozmowie, kierowały nim emocje. Czy w takim razie Czaszka miał rację, i Czosnek nie nadawał się do prowadzenia rewolucji pod nosem okrutnego Kundla? Być może. Czosnek jednak też czuł, że... mógł zmienić podejście Orzechowej Łapy. Może nie od razu, ale mógł.
Poczuł się źle. Z tym, jak Czaszka na niego krzyczy i jak go wyzywa, i chciał użyć jakichś kontrargumentów. Chciał się kłócić, chciał coś powiedzieć, bronić się, ale nie potrafił. Słowa ugrzęzły mu gdzieś z tyłu gardła, stanęły okoniem w gardzieli i nie chciały przejść dalej, nieważne, jak intensywnie poruszał pyskiem, próbując coś z siebie wydusić.
- Orzechowa Łapa nie powie Psu. Zadbałem o to - zdołał w końcu wypowiedzieć te słowa, z trudem, spuchniętym od emocji głosem, czując, jak serce podchodzi mu do gardła i żołądek zaciska się w ciasny supeł. Skąd był taki pewien? - Można- można ją przeciągnąć na naszą stronę. Jest tu krótko. Jeszcze można coś... coś zmienić w jej podejściu- muszę spróbować - kogo próbował przekonać, siebie, czy Lisią Czaszkę? Chwila ciszy, Czosnek nagle zaśmiał się, gorzko, cierpko, z równie cierpkim, krzywym uśmiechem na pysku. Och, Czosnek, idioto, mysi móżdżku, sentymentalny, rozemocjonowany mysi móżdżku...
- Uciekniemy. Jeśli coś pójdzie nie tak, uciekniemy - wypowiedzenie tego na głos, takich słów, tego, czego tak się bał i przed czym się wzbraniał przez całe swoje życie było tak... surrealistyczne. I tak wyzwalające jednocześnie. Mogli uciec. Mogli po prostu rzucić to wszystko i uciec - bo z dnia na dzień Czosnek był pewien, że w tym Klanie nie było czego ratować i poprawiać.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Czaszka zaś uważał, że unoszenie się było na miejscu. Że powinien, jako jedyny, dawać mu do zrozumienia jakie błędy popełnia. Nie tak jak Pies, krzywdząc go niemożliwie na każdy możliwy sposób, ale tak żeby wiedział, że należy się poprawić, JAK NAJSZYBCIEJ, bo jeden, dwa złe kroki i już - i będzie za późno, i wtedy wszyscy ucierpią, wszyscy zamieszani. Poza Czaszką, który się nie przyznawał do Czosnka, ani nikogo innego. - Jak o to zadbasz? Teraz jesteśmy tutaj, a ona tam. Może mu mówić w tej chwili, jak Czosnkowa Łapa namawia innych, by się mu sprzeciwiali - syknął, uderzając ogonem o ziemię. - Chcesz przeciągnąć mało inteligentnego szpiega na naszą stronę? I co to da? Będzie wiedzieć JESZCZE więcej?
Zacisnął kły. Śmiał się? Z własnej głupoty. Niczego innego. Czaszka zaś był wściekły - i ruch, i to głuche, szybkie bicie serca w tle ich rozmowy było tego wspaniałym dowodem. Potem pewnie odczuje swoje, jak tylko adrenalina zejdzie o pół stopnia w dół. - Skąd wiesz, że Pies nie puści za tobą swojej armii i cię nie zabije, jak się dowie jaki miałeś plan? I wtedy my wszyscy, ja, Wiklina, Okruszek, może i Huragan, ucierpią -przez ciebie.