Logo Artemidy
Krzewy Dzikich Róż
Sarna albo nie rozumiała albo nie chciała rozumieć, ale może to i lepiej dla Myszy. Wolała udawać głupią, niż wprost smalić cholewki do czekoladowej. Zresztą, ta najwidoczniej znalazła sobie lepsze zajęcie w postaci obejścia całego burego ciałka w poszukiwaniu...cóż, czegokolwiek, nie zdradziła.
- Strasznie się rozpychasz grubasie, aż tyle miejsca to tu nie ma - mruknęła, uderzając ją lekko łokciem gdy akurat znalazła się obok. Od razu czuła się lepiej. Pewniej. Rozmowa chyba wracała na właściwe tory, gdzie Mysz ponownie mogła czuć się pewnie. - Masz robaki jakieś - skomentowała usilne drapanie się za uchem. Wystawiła powolnie przednią łapę z wystawionym pazurkiem i sama zaczęła ją szmyrać za uchem. Miała tylko nadzieję, że Sarna nie uzna tego za akt dobroci a pewnego rodzaju wyśmiewanie się z jej stanu.
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słysząc słowa o swojej tuszy nie zareagowała, raczej ciężko było przejąć się słowami o byciu grubasem, gdy ostatnio strasznie schudła, praktycznie nic nie jadła, piła jak sobie przypomniała. Można by stwierdzić, że ją zaniedbują w tym Wichrze, ale to jej własna głowa nie pozwalała jej funkcjonować normalnie, jakby szukając tylko wymówek i sposób, którymi mogłaby ukarać się w jakiś sposób. Tak dla zasady. Nie skończyła jeszcze treningu, nie była niesamowita w biciu się, nie mogła spamiętać Kodeksu, nie umiała polować, była bezużyteczna tak naprawdę i do tego wszystkiego dochodził strach, przeraźliwie ogromny strach, że ktoś czyha na jej życie. Obóz przestał już dawno być bezpiecznym miejscem, a tutaj… nawet w obecności takiego psychopaty jak Mysz… czuła się bezpieczniej. Bezpieczniej, bo wiedziała, że nie mogła jej ufać, że nic nie zrobi, ale mogła jej ufać, że w końcu przestaną… chociaż niepewność i tak kryła się gdzieś tam zawsze to była pod większą kontrolą sytuacji. W obozie? Mógł zaatakować ją każdy… a siostra Medyczka wcale nie pomagała w zniszczonych ambicjach.
– Nie mam. Swędzi mnie tylko – stwierdziła z westchnieniem, aż całe barki jej opadły. Pomoc ze strony Myszy przyjęła z cichym mruknięciem. Nie umiała odczytywać sytuacji, umiała odczytywać za to gesty, a ten kojarzył jej się z czymś miłym. – Czemu nie przyszłaś powiedzieć, że nic Ci nie jest? – Znowu pytanie, którego nie powinna zadawać.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak właściwie to ani jej nie obchodziło, czy ma jakieś robaki, chorobę skóry czy tylko ją swędzi, ale mówienie o tym było lepsze niż o czymkolwiek innym. Było...neutralne. A Mysz miała wrażenie, że ostatnio ich relacja jest daleka od bycia neutralną. Była przez chwilę, na pewno jeszcze jak przyszła jej się poskarżyć na Falującą Łapę. A teraz?
- Mhm - mruknęła jedynie, przerywając drapanie brązowego uszka, gdy usłyszała pytanie. - Przyszłam - bąknęła. - To twojego zapchlonego futra nigdzie nie było - oburzyła się, odsuwając nieco od kotki. - Stwierdziłam, że mnie ignorujesz, to uznałam, że jak cię ponownie zobaczę to tak cię spiorę że się nie pozbierasz i w końcu to ty będziesz musiała się użerać z tym waszym medykiem. I widzisz, spotkałyśmy cię i co robię! - uniosła łapę, którą jeszcze przed chwilą niosła chęć pomocy przyjaciółce. - Nie dzieje się ze mną dobrze i to wszystko twoja wina! Odkąd tylko się pojawiłaś w moim życiu! Oh, tak, haha, durny samotnik, dam jej trochę czułości i niech potem za mną płacze po nocach! Taki był twój plan, nie? - syknęła, przenosząc łeb na bok.
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie była zdziwiona złością w głosie Myszy, w końcu ta miała rację… nie dało się zaprzeczyć, że to ona nigdzie nie wychodziła, ciągle skryta w bezpiecznym miejscu w obozie, a gdy nawet to bezpieczne miejsce wydawało się już niebezpieczne to krążyła gdzieś wokół obozu, maskując swój zapach błotem, czy inną ziemią. Wszystko byleby zostać samą. W sumie tylko dwa koty wyciągnęły ją z tego podała - mama i… no Mysz.
– Już i tak mnie musi leczyć – wyszeptała trochę bardziej do siebie, niż do samotniczki, bo było jej wstyd jak bardzo utknęła w swojej głowie, odizolowała się, zniknęła, prawie dała się pokonać… jak frajer. – C-co? – zająknęła się ze zdziwienia, tak właściwie nic nie było jej planem, ona nigdy nie miała planów. Chciała żyć normalnie. Taki miała plan. A i tak jej nie wychodził. – O czym Ty gadasz? – Oburzyła się, marszcząc brwi i wykrzywiając w grymasie cały pysk. O co ona ją oskarżała?! Naprawdę nie potrafiła zrozumieć nawet połowy tych oskarżeń, a co dopiero ćwiartkę… chwilę czułości? Płacz? Ugh. – Wiesz co? Cieszę się, że nic Ci nie jest, ale nie rozumiem kompletnie o czym Ty do mnie mówisz – prychnęła z niedowierzaniem i odwróciła się wychodząc z norki, bo przypominała jej się rozmowa z matką, a zamknięte przestrzenie to ostatnie czego potrzebowała do rozmów z blisk… z kotami.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mysz chodziła gdzie chciała i mówiła co chciała. Każdemu, wprost albo jak najbardziej owijając w bawełnę, zależy jak jej wiatr zawiał. Rzadko kiedy jednak mówiła całkowicie szczerze o swoich uczuciach. Wykrzykiwanie Trzmielowi, że jest durniem jednak troszkę się różniło od wyznań, gdzie pokazuje swoją wrażliwą stronę. A taka, o dziwo, gdzieś głęboko się kryła, choć rzadko kiedy dostrzegała światło dnia.
- O niczym - odpowiedziała, czując jakby zrzuciła z pleców ciężki kamień, który się uczepił jak rzep wojowniczego zadka. Wygadanie się było dziwnie miłe, ale fakt, że Sarna nie zrozumiała było jeszcze milsze. Rozmowa bez konsekwencji była dobrą opcją w tej chwili.
Wypełzła z nory chwilę po czekoladowej Wichrzaczce, powolnie przemieszczając się wprzód i tyrkając ją co chwila ogonem. - Nie zrozumiałaś bo jesteś głupia - uśmiechnęła się złośliwie, czując że wraca do swojego żywiołu. - Nie wmówisz mi, że jesteś tu tylko po to żeby mnie szukać. Klan się wypiął na ciebie czy ty na Klan?
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, czy naprawdę musiała jej szukać? Po co to robiła? Dopiero co przyszła i już została okrzyknięta głupią, a do tego tykanie jej boku ogonem było szczytem irytowania… Mysz to jednak była Mysz.
– Nikt się na mnie nie wypiął, ani ja na nikogo. Szukałam Cię, bo ostatnio było z Tobą źle… a ja Ci nie pomogłam – mruknęła niezadowolona z grymasem na pyszczku, który odwróciła w stronę samotniczki. Czemu musiały jej się trafiać zawsze same trudne koty do rozmowy, czemu nikt nie mógł być prosty w obsłudze? Najpierw się na nią denerwuje, potem jej mówi niezrozumiałe rzeczy, a teraz próbuje dobijać… świetnie! – A Ty czemu śpisz akurat w tej norze, co? Nie masz gdzie wracać? – prychnęła w odpowiedzi. Najgorsze w tej relacji było to… że była pomocna. Nie odzywała się do nikogo i nikt nie potrafił ją zmusić do rozmowy, a tu nagle wystarczyło parę słów od biało-burej i wszystkie ściany się waliły, a Sarna miała ochotę się wyzywać, a nawet wzbudzało w nią to energię na bójki.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Przecież gorzej być nie może ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹
♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦
▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼


♦ Muszę jutro odbić w górę ♦
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ano, nie pomogłaś - pokiwała łbem z zażenowaniem. - I co byś zrobiła, gdybyś znalazła moje zwłoki? Wiesz, takie gnijące, zjadane przez robaki cielsko? Wziełabyś i gdzieś zakopała? Szlachetnie - parsknęła. Dziwnie ciepło jej się jednak zrobiło na sercu, gdy ktoś, ktokolwiek, okazał pamięć o jej osobie. Czy by to nie był Sowa w swoim sadystycznym obyciu targający ją na granicę z Gromem, czy też Sarna, choć była tak frajerska że rzygać się chciało.
- Koleżanko, ja śpię gdzie chcę. Lubię ciasnotę. A ty masz strasznie ciasny łeb bo niewiele mózgu ci się tam mieści. Może dlatego cię nawet że lubię - mruknęła wesoło, ale ze swoją typową, złośliwą manierą. Choć mówiła całkiem szczerze!
Look me in my eyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }

──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ────
.
Oh, the people ain't. h a p p y
And the river has run dry
You thought you could go free
But { the system } is done for
.
⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅
.
if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
[Obrazek: 0cWbM8w.png]
LVL 5 25 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
255
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
* * *

  Tak bardzo chciałoby, żeby to wszystko, wszystko, potoczyło się inaczej, wszystko, to znaczy każda decyzja w ich życiu. Chciałoby cofnąć się w czasie i powstrzymać same siebie przed powrotem na tereny. Ale z drugiej strony - gdzie wtedy by było? Czy zostałoby pod wzgórzem? A może, tak jak Świtezianka, spałoby już na dnie rzeki? Może, jak Gustaw...

  Nie myśli o niczym konkretnym, przedzierając się przez okolice nagich o tej porze krzewów.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rojst po zostaniu wojownikiem czuł o wiele więcej... swobody. Czuł się, jak nie czułby się nigdy wcześniej. Miał nowe imię, nową... osobowość. Czuł się pewniej ze sobą, czuł się lepiej ze sobą.
Wyszedł na tereny niczyje. Coś, czego nie spodziewałby się, że zrobi... kiedykolwiek. I nagle widzi kota. Drgnął delikatnie uchem i zaczął iść pod wiatr, w ciszy. Chciał poobserwować tego nowego kota, coś, czego nie znał.
Coś fascynującego.
- Dzień dobry? - odzywa się finalnie, kiedy zbliża się do kota. - Jestem... Rojstowe Rozlewisko.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour

LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Stawia uszy pionowo na czaszce, gdy dobiega do nich głos nieznajomego. Patrzy na niego oczyma szeroko otwartymi, czerwonymi i lśniącymi jak dwie szklane kulki.

  — Rozlewisko? — rzuca pytanie, gdy kocur, nieproszony, przedstawia się im. Cóż za oryginalne imię.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widział, jak kot nagle wbija w niego swój wzrok. Mięśnie Rojsta delikatnie się napinają, aby w razie czego mógł się bronić. Aczkolwiek na pytanie samotnika kiwa głową.
- Zgadza się - odparł. Lubił swoje imię. Co jak co, ale ojciec nadawał dobre imiona. Kreatywne i... pasujące. Był dumny ze swojego imienia, cokolwiek ktokolwiek mu nie powie.
- Mogę znać twoje imię? - zapytał się, przekręcając delikatnie łbem na bok.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour

LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Nie przypominasz rozlewiska — stwierdza, lustrując wzrokiem kocura. — Chociaż nie widziałom nigdy, jak rozlewisko objawiłoby się w ciele kota — na następne pytanie minimalnie jeży się i krzywi, przechylając łeb na bok i nie odrywając oczu od Rojstowego Rozlewiska. — Nie wiesz, o co prosisz, nieznajomy. Już dając mi swoje imię, narażasz się bardzo — rzecze jękliwie. — Możemy mówić, póki go nie poznasz.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na dziwne słowa samotnika przed nim przekręcił delikatnie łeb.
- He? No trudno, żebym wyglądał jak rozlewisko. Nie jestem wodą - odparł, wzruszając barkami. To tak samo, jakby kot nie mógł się nazywać Niebo, bo przecież nie jest niebem. Pokręcił łbem na boki. - Jestem Klanu i takie dostałem imię podczas mianowania - dodał. Być może samotnik nie wiedział, co to były Klany. Albo nie znał tradycji. Ale z drugiej strony, co jego imię mogło oznaczać? Może złapie ojca, jak będzie miał moment i się go zapyta. Z drugiej strony... eh, czy mu się chciało.
Na jęk kota przed nim położył po sobie uszy, po czym znowu się otrzepał.
- Aha. Dziwne. Nie wiem, zabijesz mnie za to, że masz moje imię? - zapytał, ponownie kręcąc głową na bok, ale teraz w drugą stronę. - W porządku?? Ale jak mam się do ciebie zwracać. Nawet nie twoje imię, wymyśl sobie jakieś inne imię - zaproponował. Co, w myślach cały czas będzie mówił o nieznajomym jako... nieznajomy, kot, samotnik?
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour

LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Skąd wiesz? — odpowiada pytaniem. — Widziałom wiele rzeczy, które nie były tym, czym się zdawały. Były widmami i zjawami, a wkładały kocie skóry. — uwagę o Klanie zbywa milczeniem, nigdy nie interesowało się sprawami związanymi z Czterema Klanami. Miało szczęście urodzić się w czasach, gdy Klany nie spiskowały przeciwko Pożodze.

  — To nie ja ustalam zasady — mówi, ruszając uchem. — Możesz mnie nazywać Pechem.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Huh - to jego jedyna odpowiedź na informację o zjawach i widma. Zmarszczył brwi, bo... nie wierzył kotu. - Nie brzmi to na... prawdopodobne. Zmarły kot cię nawiedził, czy coś takiego? Wiem, że Gwiezdny Klan tak robi czasami - mruknął. On nie wierzył w duchy. W Gwiezdnych... chyba wierzył? Nie wiedział, nie wiedział, co o nich sądzić, chyba byli mu po prostu obojętni. Tak jak większość tradycji Klanowych.
Chyba też dlatego nie jest ulubionym dzieckiem Psa.
- Pech... w porządku - odparł. Pech... skoro tak kot chciał się dla niego nazywać, to w porządku. Pech przed nim był naprawdę... uh. Ciekawym kotem! - Masz... naprawdę ładne futro. Nie dużo się widzi takiego w Klanie Cienia.
Nie wiedział, co zrobić, aby dłużej porozmawiać z kotem. Ale chciał rozmawiać. Ciekawił go Pech.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour

LVL 4 135 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości