Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Fala satysfakcji spłynęła mu po ciele, kiedy zobaczył reakcję Bijącej. To był świetny pomysł doprawdy! Nie dość, że zrobił niewybredny psikus na swoim bracie, to jeszcze wkręcił terminatorce coś, co może ja skompromitować! A nawet i gdyby wyszło na jaw, że Kłopot wcale nie smali cholewek do niej, to przecież Promyczek zaznaczył, że jemu się wydaje! Zrzuci to na chybotliwą naturę brata i przeprosi (z ością w gardle). Jednak co nawiwijał to jego! Teraz tylko czekać biegu wydarzeń i czekać, aż Kłopot będzie maltretowany przez Bijącą Łapę! Albo i lepiej, jego upierdliwy braciszek, sam jej się naprzykrzy.
- Także wal do niego śmiało. - dorzucił. - Poza tym Kłopot jest jednym z najmilszych kotów w Klanie, dobrze wybrałaś. - może i chwalenie brata nie przeszłoby mu przez gardło dość łatwo, w tym przypadku mógł mu nawet usypać różany ołtarzyk. - W każdym razie, życzę ci powodzenia, jako twój nieodzowny przyjaciel.
Po tych słowach skinął głową i poszedł w swoją stronę. Jak tylko się od niej odwrócił uśmiechnął się parszywie. Musiał powstrzymywać się od chichotania, tak aby przypadkiem niczego się nie domyśliła! Ale jedno było pewnie, piękne to życie, gdzie Promyczek może obmyślać takie manewry!
//zt <3
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Księżyce: 61 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kotka Matka: Księżycowe Wzgórze Ojciec: Słoneczny Brzeg Partner: Gwiezdny Klan :D Trwałe urazy: Mowa się poprawiła, ale cały czas sprawia duże trudności bo stan umysłowy kotki nie pozwala na pełną sprawność w tym zakresie. Zacięcia przy każdym słowie, częste łapanie oddechu i większy wysiłek przy dłuższych wypowiedziach lub bardziej skomplikowanych słowach. W gorsze dni, zwłaszcza przy zdenerwowaniu możliwy regres do wcześniejszego sposobu mówienia. Nadal może wpadać w złość, gdy ktoś krytykuje jej mowę, ale teraz potrafi nad tym zapanować.
Wielka, wręcz ogromna kotka o zdrowym ciele i dużych łapach. Aż co poniektórzy mogliby się zastanawiać jakim cudem Księżycowe Wzgórze zdołała bezproblemowo urodzić taką olbrzymkę. A jednak tak właśnie się stało. Bijąca Niedźwiedzica ma futro o długim włosie w umaszczeniu czarnym złotym, często bywa ono jednak w nieładzie z powodu wszczynania przez nią nieustannych przepychanek i walk. Baza samicy jest złota. Z kolei na głowie, grzbiecie i ogonie kotki znajduje się ciemnoszary nalot, ma ona klasyczne pręgi na ciele w nieco ciemniejszym rudo-złocistym odcieniu, a także czarne pręgi na głowie i czarną końcówkę ogona. Typ jej pyszczka jest europejski, średniej długości, a więc niestety nie tak cudownie płaski jak u jej ojca, przez co samica bardzo nad tym boleje. Z kolei jej nos jest nieduży i ma różowy kolor. Nie licząc białego podbrzusza z oczywiście trochę krótszym i bardziej miękkim włosem, niż jej grzbietowe futro, mordka kotki i jej pierś także mają biały kolor. Bijąca Niedźwiedzica, podobnie jak i wiele innych kotów, posiada też białe „skarpetki” na łapach. Na przednich sięgają jej one do nadgarstków, zaś na tylnych do pięt. Uszy kotki są lekko zaokrąglone i dość obficie porośnięte futrem, a jej ogon długi i puszysty, choć stan jego zadbania też nieraz pozostawia wiele do życzenia, gdyż samica zdecydowanie więcej myśli o bójkach i szarpaninach, niż o swoim wyglądzie. Bijąca Niedźwiedzica jako kocię miała niebieskie oczy, zaś teraz w dorosłym wieku posiadają one piękną zieloną barwę. Kotka ma obecnie 46cm wysokości w kłębie, 104cm długości ciała razem z puchatym ogonem i waży 10kg.
Na co dzień spokojna, dojrzała kotka, ale nie stroni od walk kiedy ma ku temu okazję, choć już jako dorosła podchodzi do nich w sposób bardziej przemyślany. Nie wszczyna konfliktów bez wyraźnego i wystarczająco poważnego powodu oraz twardo trzyma się ustalonych reguł. Mimo, że nie jest zbyt bystra, a jej maniery często mogą pozostawiać wiele do życzenia przestrzega Kodeksu Wojownika i jest oddana Gwiezdnemu Klanowi. Jednak największym priorytetem jest dla niej dobro Klanu Wichru, wobec którego pozostaje lojalna i gotowa poświęcić własne życie. Mimo problemów z mówieniem i przyswajaniem nowych informacji panuje nad swoimi emocjami i nie poddaje się już napadom furii jak dawniej. Dla swojej rodziny jest bardzo opiekuńcza, choć ciągłe lizanie przez nią po głowie i uszach może czasami bywać dla niektórych uciążliwe. Samica kocha ich jednak całym swoim sercem i za nimi wskoczyłaby nawet w ogień. Zresztą i tak jest bardzo odważna, to wręcz ryzykantka, bo jeżeli na polowaniu natknie się na drapieżnika to nigdy nie będzie uciekać, ani wzywać pomocy. Nieustraszenie stanie do walki i nie odpuści do samego końca, by chronić bezpieczeństwa klanu.
- Dziękować! Jedno przynajmniej z kocięta nasze twoje imię nadać! – zawołała za nim radośnie żegnając się z rudym. Zdecydowanie Promyk był najlepszym przyjacielem, na jakiego kiedykolwiek mogłaby trafić, a chociaż był świetnym materiałem na ojca to dzięki niemu dowiedziała się, że jego brat sekretnie się w niej podkochuje. A skoro tak to nie ma sensu na upartego brnąć w jej wcześniejszy plan, mogłaby to zrobić ale równałoby się to ze złamaniem serca jej adoratora, a zdecydowanie nie chciała go skrzywdzić. Poza tym Kłopot był bratem Promyka, więc posiadał te same geny co on, a były to bez wątpienia dobre geny. Ma szansę! Może zdobyć prawdziwą miłość, spłodzić dla Wichru wspaniałych wojowników i raz na zawsze pozbyć się swoich problemów. Może być jak inne kotki, które zakładają swoje rodziny i żyją szczęśliwie w klanie ze swymi partnerami oraz ich młodymi. Nie musi tego odrzucać, nie musi szukać na siłę, ani wychowywać swojego przyszłego potomstwa samotnie. Jeżeli Kłopotliwa Łapa ją kocha to…to chyba ona również potrafi pokochać jego, może rzeczywiście będą razem szczęśliwi? A jak urodzą się ich kocięta to już na pewno musi nazwać pierwszego ze swoich synów Promykiem, specjalnie na cześć wujka, który połączył ze sobą jego rodziców. Uszczęśliwiona uśmiechnęła się szeroko, a następnie z lekkim sercem sama również oddaliła się z tego miejsca.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Już kilka długich księżyców minęło, od kiedy Świt rozmawiała z Sosną o kwiatach. Sosna nie mogła się doczekać, szczególnie że już było dawno po Porze Nagich drzew! Teraz mogły razem nazbierać tyle kwiatów, ile chcą. Tak więc jakiegoś dnia Sosnowy Szmer znalazła Świt i wyszły razem z obozu Klanu Wichru w poszukiwaniu roślinek.
- Aaah! Tyle minęło i patrz, jak pięknie teraz wyglądają te wszystkie rośliny! - Sośnierz była wprost wniebowzięta. Cieszyła się, że miała chwilę wolnego czasu na wspólny spacer z przyjaciółką.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Pomimo gromadki kociąt w Klanie, u Świt niewiele się zmieniało. Trzeba było przyznać, że matka była z niej raczej marna, choć zawsze cieszyły ją jakiekolwiek interakcje z kociętami. Problemem było to, że siedzieli zwykle w jednym miejscu, a jej zaczynało się nudzić. Pomimo ukończonego treningu, pomimo oficjalnej rangi, dla Świt tak naprawdę nie było roboty, która by ją usatysfakcjonowała na tyle, by o nie nie zapominała czy nie wychodziła na długie spacery. Nie robiła tego oczywiście złośliwie, jako że w samej burasce nie było nawet krzty złośliwości wobec kogokolwiek, jednakże trzeba było przyznać, że tak to mogło wyglądać.
O Sosence na szczęście nie zapomniała. W końcu młoda wojowniczka chciała porobić to, co Świt lubiła najbardziej, więc z radością przyjęła propozycję i żwawym krokiem wyszła wraz z towarzyszką poza obóz.
- Prawda? A potem znowu przekwitną i poumierają. I będziemy mogły cały ten proces obejrzeć na nowo - uśmiechnęła się wesoło, zniżając się by powąchać pierwszą garść napotkanych roślin. - Może pozbierajmy trochę? Ozdobimy wszystkim legowiska - zaproponowała, nie czekając na odpowiedź, by zacząć zrywać po kolei kwiaty i zioła.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Pokiwała głową. Tak... Taki był proces. Wszystko rodziło się, przekwitało i umierało... I tak w kółko. Było to fascynujące.
- O! Świetny pomysł! - tak jak Świt, Sosen tez zaczęła zbierać kwiatki. Najpierw jakieś kolorowe, co kwitły blisko niej. Miały okrągłe i kolorowe płatki oraz żółty środek. Nazywały się jakoś? Możliwe. Dla Sosny były po prostu kwiatkami, które ładnie pachnęły. Mogła je wąchać bez końca. - A chcemy dla wszystkich, wszystkich pozbierać? Bo chyba nie uniesiemy aż tyle....
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Kocica wracała ze "spotkania" z Chrabąszczową Łapą. W głowie dudniły jej myśli, wręcz paliły. Może zrobiła to trochę nieprzemyślanie, może z doskoku, może to była głupia decyzja, ale tak naprawdę to w wichrze nie było kociąt, które miałyby ojców. WSZYSCY w wichrze byli żałośni. A zatem ona także mogła być. Miała do tego takie samo prawo, jak reszta kotów. Nawet ona sama nie miała ojca... Szczęśliwe związki? Prawdziwa miłość? Dobre sobie. Kłusem pokonywała kolejne partie wzgórz i łąk, które miała po drodze i kierowała się do obozu, by tam odnaleźć Gołąb. Jednak jej zapach poczuła jeszcze przed obozem. Zatrzymała się i zawąchała. Odwróciła głowę w kierunku wskazanym jej przez zmysły i tylko rzuciła okiem w stronę obozu, który był nieopodal. Weszła na teren Kwitnących Zarośli, rozglądając się dookoła. - Gołębia Łapo?
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Gołębia Łapa leżała w cieniu liści, wpatrzona w jeden punkt przed sobą. Jej źrenice zwiększały co jakiś czas swoją objętość, jak gdyby całe skupienie przekierowywała na jakieś bardzo wymagające myśli. Zapewne dlatego choć zapach do niej dotarł, to kompletnie go nie dostrzegła. Dopiero głos przywołał ją do porządku, przerywając w połowie jej zmartwienie. Cała reakcja kotki nastąpiła jakby z parosekundowym opóźnieniem, gdzie nastroszyła futerko, otworzyła szeroko oczy i zadrżała, niepewna czy uciekać, czy zastygnąć w bezruchu. Zapewne sensownym byłoby teraz jakkolwiek odpowiedzieć Klaczy - chociaż wypowiedzieć jej imię. Albo zapewnić, że jest tutaj mile widziana. Nic jednak takiego od strony Gołąbka się nie pojawiło. Jedyne co, to nieco uspokoiła bicie serca, kładąc futro z powrotem po sobie, nie potrafiąc jednak w tej chwili odwrócić wzroku. Czekała.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Zobaczyła jak liście poruszają się tuż po jej słowach i skierowala się pomiędzy plątaniny krzewów. Tam w końcu dostrzegła szylkretkę. Spojrzała na nią z nieco... zdziwioną i zmartwioną miną, ale zmartwioną bardziej na zasadzie "czemu teraz masz problem, skoro muszę ci coś powiedzieć". Ich relacja była dziwna, ale Klacz nie wątpiła, że uczepiła się odpowiedniego kota. Jednak jeśli chciała tego, o czym już za chwilę miała poinformować niebiesko-kremową, to musiała dać też coś od siebie. Miała być lojalna wobec przyjaciół... albo po prostu kotów, których potrzebowała w pewnym celu. Gołąb była czymś pomiędzy. Ani nie było między nimi jakiejś poważnej relacji, ale gołębiej chyba tak się utarlo w głowie po głupich zaczepkach Klaczy albo faktycznie zależało jej na pointce. Szczególnie po jej błagalnej prośbie na ceremonii. Nie była tu jednak, żeby określać stan pomiędzy nimi. Miała coś ważniejszego. Stan relacji mogą sobie układać już po świeżych doniesieniach, a nie teraz, gdy Klacz dopiero co się na nią natknęła. Jednak sama także była ciekawa o co chodziło miedzy nimi. Nie czuła pociągu miłosnego do Gołąb, przynajmniej nie aktualnie, ale mimo to chciała, żeby Gołąb nie miała przy sobie bliżej nikogo innego niż właśnie Klacz... musiała sobie to poukładać w głowie. Koniecznie. Podeszła i położyła się obok niej. Z jej futra nie dało się czuć zapachu Gromu, bo kotka zdążyła przesiaknac zapachem świerków i jodeł, które napotkala po drodze. - Co jest? Czemu się ukryłaś? Źle się czujesz? - Spytała całkiem poważnie, będąc blisko, ciało w ciało z Gołąb. Uważała ją za swoją i miała prawo jej dotykać. Jednak jeśli Gołąb wyrazilaby chęć zachowania strefy prywatnej, dając jakiś znak, to pointka by się odsunęła. Gołąb nie była kotem, któremu teraz Klacz chciała wchodzić na głowę i robić na złość. Potrzebowała jej.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
W istocie ich relacja była co najmniej oryginalna. Gołąb ani nie miała doświadczenia, ani umiejętności, aby z kimkolwiek stworzyć głębszą relację. Czy to Wichrowi rodzice, czy rodzeństwo, medycy czy znajomi... wierzyła szczerze, że osiągała w ten sposób maksimum, jakie oferowały jej relacje z innymi kotami. Musiała się obawiać, ukrywać i zważać na słowa, byle nie powiedzieć czegoś, co zero-jedynkowo z przyjaźni przejdzie w jawną wrogość i nienawiść. Jakiekolwiek szarości pomiędzy nie dawały jej spokoju, nie pozwalając zdefiniować się w prostych dla niej schematach. Nie mogła mieć kogoś pomiędzy. Było albo jedno, albo drugie. I tak było do tej pory. Rdest był przyjacielem, choć wzbudzał w niej szczere przerażenie przed chociażby drgnięciem palca w nieodpowiedni sposób. Świerk była przyjaciółką, która zawsze była miła. Nawet Warchlaczek była przyjaciółką z samego faktu, że nigdy nie dała się ponieść, aby powiedzieć na głos swoje obawy. Bo nie zrobili jej jednoznacznie krzywdy. Bo nie dostrzegała jasnych sygnałów, które od razu przeniosłyby kogokolwiek do jej strefy niechęci, jako przeciwnika. A i wtedy zapewne dążyłaby, aby każdy się znalazł w tej pozytywnej strefie. Wtedy przynajmniej miała jedno zmartwienie mniej.
I cały problem z Klaczą polegał na tym, że chciała wyjść - przynajmniej w oczach szylkretki - poza to, co znała i potrafiła rozpoznać jednoznacznie jako dobrą bądź niedobrą relację. Sugerowała coś więcej, co powodowało w Gołębiej Łapie bóle brzucha i zawroty na samą myśl. Musiała zacząć kwestionować słowa, ale nie tylko swoje, ale i jej. No bo jak to miało działać? Czy związek był taki prosty? Nie potrafiła w to uwierzyć. Niekiedy ciężko jej było czuć cokolwiek względem kotów, którym śmiało dawała łatkę przyjaciół, a co dopiero w takiej sytuacji, kiedy wyznawane jej było... uczucie. W jakimś stopniu. Nie chciała, żeby dochodziło do jakiegokolwiek porozumienia, ale? Czy mogła to wyjaśnić jeszcze lepiej? Najbardziej komfortowo pozostawało jej przyjmować ich więź jako obopólne zobowiązanie do pomocy sobie nawzajem. Trzecia kategoria, która pozostawała nieco wyżej, ale nie zmuszała jej do wpadania w pętlę nieustających myśli o tym, czym są ani czym będą w przyszłości.
Jej głowa zapulsowała, a sama rozluźniła się z powrotem. Właściwie to tak. Czuła się źle.
- Jest... w porządku - powiedziała powoli, nie będąc w stanie powstrzymać zaskoczonego dreszczu na całym ciele. W pierwszym odruchu spróbowała się odsunąć, w drugim jednak karcąc się za to natychmiastowo, co poskutkowało przesunięciem się o odległość mniejszą niż średnią długość ogona myszy. Zadrżała ponownie. - M-myślę. Po prostu. P-przywykłam do bycia... samej. I m-myślenia. Hrnm.- wymruczała. Nawet, jeśli te słowa nasączone były sugestią, to jej ton kompletnie na to wskazywał.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Poczuła jak po zetknięciu ciał Gołąb nieco się podniosła i jakby naw delikatnie odsunęła. Klacz nie była pewna, co ten ruch miał zrobić do końca. Poprawiała się, żeby było jej wygodniej, czy uciekała, ale nie miała na to do końca sił? Trzepnela uchem. Nieco się odsunela, że teraz nie stykały się ich ciała, a zamiast tego jedynie sierść, więc mogły czuć nieco pobudzane przez ruch receptory przy cebulkach włosków, ale już nie samo zetkniecie ciał, które nie istniało w tej chwili. Klacz zniosła na chwilę wzrok na swoje łapy. Przez ten czas Gołąb nie przyszła do niej z informacją, że ktoś jej dokucza, a mimo to leżała tutaj zmartwiona. Nie brała pod uwagę zapewnień Klaczy o pomocy? A może nie chodziło o to? Uniosla wzrok i wbiła go w jej łapę, a potem przyłożyła swoją łapę do jej łapy, tak, że stykały się tylko małe zewnętrzne paluszki. - No... ale teraz masz mnie, nie? - Odparła. Miała średni humor, pomimo wygranej z Chrabaszczem walki i doprowadzenia do tego, na czym jej zależało. Jednak kocieta nie uciekną, o ile w ogóle będą, a tutaj coś najwyraźniej kroiło się równie ważnego w głowie Gołąb. Klacz postanowiła stanąć na wysokości zadania. Odchrząknęła. Nigdy nie poczuła się tak dziwnie jak teraz. Aż przypomniało jej się jak Cyprysowa Łapa stwierdziła, że Kraśna Klacz nie zdobędzie przyjaciół z takim nastawieniem, jakie miała. I była to prawda, ale pointka nie potrzebowała udawanych przyjaciół, którzy po jednym złym słowie odwracali się i szli w pierun. Nie chciała ślamazar, kocich wymoczków, maminsynków i słabeuszy. A mimo to była tu teraz z Gołąb i pierwszym kotem, o którym pomyślała po akcji z gromiakiem, była właśnie ona. Czy w takim razie tylko na takiego kota było ją stać, bo inni mieli oczekiwania i standardy wyższe niż najlepsza na świecie Klacz? Czy to Klacz wmawiala sobie, że tylko Gołąb istniała w tej sytuacji? Czy może jednak faktycznie chciała, żeby spotkać akurat Gołąb i nikogo innego?
Miała wiele sprzecznych uczuć. I poczuła jak ciepło napływa do jej polików, kiedy chciała wypowiedzieć następne słowa. - Uuhhhmmmm..... ten.... Wiesz, ja nigdy nie miałam tak w zasadzie nikogo bliskiego i nie wiem w jaki sposób pomaga się innym i rozmawia o problemach. Ale mogę spróbować. Tylko musisz mi powiedzieć o co chodzi tooo może do czegoś dojdziemy. Nie musisz myśleć sama. - Powiedziała, tym razem sama uciekając wzrokiem, bo czuła, jakby z silnej Klaczy stała się słabym Kucykiem. Czy cała werwa tego dnia poszła na gromiaka i walkę z nim? Czy może Klacz już zaczynała czuć skutki ciąży? Nie... To za szybko... To może po prostu w końcu do niej doszło, że...
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Cokolwiek działo się z Klaczą, wydawało się Gołębiej coraz bardziej podejrzane. Była łagodniejsza. Mniej... pewna siebie? Nie czuła bijącej od niej śmiałości, czyli jakby nie patrzeć tego, co rzuciło się jej w oczy jako pierwsze. Luz, śmiałość i cięte riposty, zupełnie jak na ostatnich ceremoniach. Nie, żeby znała ją dobrze - chociaż czuła, jakby właśnie to, co widziała na co dzień, było wszystkim, co w pointce dostrzeże. Wychodzenie ze swojej roli wydawało jej się nienaturalne. Trochę straszne.
- O ile. Uhm. Nie z-znikniesz - wymamrotała, tłumiąc ciche słowa w futrze we własnej kryzie. Narastająca frustracja zmusiła jej ogon do nerwowego tiku przejeżdżania po trawie w tę i z powrotem. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że podświadomie skierowany on był w stronę oddaloną od Klaczy. Czegokolwiek wielka, ambitna i posiadająca twarde własne zdanie Kraśna Klacz pożądała u drugiego kota, u potencjalnego przyjaciela, zdecydowanie nie znajdowało się w Gołębiej Łapie, nieważne jak bardzo dla samej Gołąbek byłoby to o wiele łatwiejsze. Po prostu zachowywać się normalnie. Duh.
Następne słowa nieźle zbiły ją z tropu. Spojrzała na nią od razu, zdziwiona i niepewna własnego słuchu. Otworzyła pysk, ale odczucia w jej głowie nie zamieniły się w żadne istniejące słowa. Pozostało jej więc zaimprowizować chociaż namiastkę swoich myśli. A że skołtuniły się one w drodze do języka przeokropnie, to wyszły jeszcze gorsze niż się spodziewała.
- Ja nie- to znaczy- b-bo - spojrzała na swoje przednie łapy, obracając je wnętrzem do góry. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak blisko była łapa rozmówczyni i że właśnie niechcący zetknęła je ze sobą jeszcze bardziej. Błyskawicznie przysunęła je bliżej ciała, zbijając się w jeszcze ciaśniejszy bochenek. Cień wcale nie dawał jej ukojenia. Było jej absolutnie gorąco. - N-nie mam pro-problemów, z-znaczy no, j-jestem zła, już po p... p... - słowo na dobry moment ugrzęzło jej w gardle, nim wyrzuciła je jednym tchem - ...pogrzebie byłam, no bo, jakby, kiedy s-spotkałam brata, albo jak ch-chciałam naprawić, erm, bo z Mszystą nie m-miałyśmy dobrego kontaktu, a-ale była... p-po prostu... gdybym tylko... ughh - sapnęła z rozgoryczenia. Nawet nie wiedziała, od czego by miała zacząć. Zatopiła pysk w swoim długim futrze, licząc w głębi ducha na to, że zaraz w nim całkowicie zniknie. Przestanie istnieć tu i teraz i przestanie myśleć choć na sekundę. - Nie chcę myśleć - wyszeptała, przymykając ślepia.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Nie spodziewała się takiej odpowiedzi, ale spodziewała się nagłego zabrania łap pod swoją pierś, by stworzyć koci chlebek. Zabrała więc i swoją łapę. Mrugnęła dwa razy i wydęła nieco pyszczek do przodu, w otwartej mordce, żeby wyrazić swoje zmieszanie i pewnego rodzaju niezadowolenie, wręcz walkę z tym, co powiedziała jej Gołąb. Nie była zła, ale była zdziwiona. - Zni... czemu miałabym zniknąć? Przecież jesteśmy w jednym klanie. ja nigdzie się nie wybieram. - Pointka bardzo chciała nieść dalej wichrowe geny, świadectwo istnienia klanu, jego tradycje i zwyczaje, ale ciągle coś stawało jej na przeszkodzie. Niemniej nie były to powody, dla których miałaby odejść. Nie tak, jak jej mistrz, nie ma takiej opcji. Nie miała zamiaru wybierać tego, co łatwiejsze. Wybierała to, co trzeba było, choćby swoim kosztem. Dla dobra klanu... w który nie wierzyła. Ale któremu była lojalna i chciała, żeby się odrodził.
Próbowała zrozumieć COKOLWIEK z monologu Gołębiej łapy, ale szylkretka gubiła się sama w zeznaniach, mieszała sytuacje i koty niemożliwym było dla Klaczy zrozumienie o co chodzi. Z tego też powodu popadła w zadumę nad tym co odpowiedzieć. Słowa "nie chcę myśleć" najprawdopodobniej oznaczały, że kotka nie chce o tym rozmawiać, ale... ale musiały, żeby Klacz mogła wiedzieć, czy może podzielić się swoimi własnymi wieściami. Nie miała zamiaru obciążać jej teraz potencjalnym byciem rodzicem, do czego egoistycznie zmierzała i w zasadzie to po to tu przyszła. Nie spodziewała się, że będzie robić za terapeutkę. Ah, skądże! Była w to beznadziejna! Najgorszy kot, który nie miał jak pomóc Gołąb. - Ja jestem mocna w łapach i słowach, ale... uh... chyba nie w takich rozmowach. Nie wiem co chcesz przekazać... Nie rozumiem. Musisz to powiedzieć powoli i po kolei, to wtedy może zaradzę. - Odparła, nieco ciszej niż zazwyczaj. W zasadzie to chciała ejj pomóc, przy okazji sprawdzając siebie samą, czy nadaje się do takich relacji. Jeśli nie pomoże jednemu kotu z problemem, to nie da rady poradzić sobie z kociętami. Mimo to nie chciała napierać, wyjątkowo nie czuła potrzeby męczenia Gołąb. Nie w taki sposób, jak wcześniej, ale też nie chciała usilnie dawać jej oferty pomocy, jeśli ona nie chciała jej po prostu przyjąć. Choć pomoc Klacz mogła ograniczyć się do długiego myślenai i mizernych skutków, jeżeli szylkretka nie opowie wszystkiego, co było istotne. - Nie chcesz mi mówić? - Spytała jeszcze na koniec, nim sama chciała ją zachęcić do dalszego słowotoku. Gołąb i tak powiedziała więcej niż zazwyczaj. To był pewnego rodzaju sukces. Szkoda tylko, że Klacz nic z niego nie rozumiała.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Odetchnęła. Bardziej ze zmęczeniem niż z ulgą. Mimo to rozlała się po jej ciele malutka fala nadziei i jakiegoś takiego ciepła. Nie bardzo dużego. Miło jej było usłyszeć zapewnienie, nawet jeśli były to jedynie słowa. Miały przed sobą tak wiele księżyców. Jeśli Klacz nie zniknie, to zapewne umrze w walce. Albo stratowana przez potwora. Albo przez chorobę. Gołąbek mogłaby tak wymieniać w nieskończoność, dlatego też potrząsnęła lekko głową na znak otrzepywania się z myśli. To dobrze, chciała rzec. To dobrze, że nie znikniesz. Ale nie potrafiła się zdobyć na zabranie głosu. Milczała.
Kiedy wojowniczka wyraziła swoje zagubienie słowami Gołąbka, ta trzymała w sobie mieszane uczucia. Nie rozumiała czemu, ale pierwszą, najbardziej prymitywną reakcją była po prostu złość. Nie zdołała ona nawet jednak się w żaden sposób przejawić, od razu przysypana przez przygnębienie i poczucie bezsensowności. Drgnęła, napinając całe ciało.
- T-to nie tak - odparła cicho i nad wyraz smutno. - P-po prostu... nie wiem. B-byłam sama, w... l-lecznicy - przełknęła z trudem. - Z-znaczy, z bratem. A-ale on nie jest- nie był moim p-prawdziwym b-bratem. Po prostu z-zawsze p-p-przy mn-ie był i - przerwała tylko po to, aby nabrać powietrza. Odczuwała dyskomfort. Bardzo. - ...i n-nie wiem, czy k-kiedy-k-kolwiek czułam się cz-częścią k-klanu Wichru, tak n-naprawdę - ugryzła się w język na jedną rzecz, którą chciała dodać. Przygarbiła się jeszcze bardziej, ale robiło już jej się w takiej pozycji zdecydowanie za gorąco. Nie minęła chwila, a rozluźniła się na tyle, by ułożyć się nieco wygodniej. Niezależnie od tego, jak bardzo odsłonięta się teraz czuła. - Ale odejście n-nie jest rozwiązaniem. N-nie rozumiem, jak w-wszyscy mogą z taką ł-łatwością odchodzić z klanu. M-mój brat nie chciał wrócić, k-kiedy spotkałam go przy granicy. P-powiedział, że woli życie p-poza klanem - wymamrotała ciszej. - Alejeślizostaniesztuzemnątomożeniebędęsięczućtakźle - powiedziała równie szybko, co cicho, nie zwracając uwagi na to, jak bardzo słowa zaczynały się ze sobą zlewać ani jak wiele sensu robiły. Wyrzuciła je z siebie jednym tchem, nie chcąc patrzeć na Klacz. Udając, jakby wcale nie siedziała obok.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Każde kolejne słowa Gołąbek, po tym jak się już faktycznie otworzyła, zaczynały rozjaśniać w głowie Klacz o co chodzi tak mniej więcej, ale też pewna ich część zdenerwowała kotkę. "Nie wiem czy kiedykolwiek czułam się częścią klanu wichru". To po co tu była, skoro nie czuła się częścią klanu? Dla bezpieczeństwa i jedzenia, jak Truflowa Łapa? Klacz mocno zmarszczyła brwi na te słowa. Normalnie nie omieszkałaby wypomnieć jej, że jeśli ma problemy z określeniem się, to niech znajdzie sobie lepszy dom. Denerwowały ją koty, które nie wiedziały czego chcą. Przychodziły do wichru, zjawiały się z nią na dzień i nagle były traktowane jak część grupy. Jakby od zawsze tam byli. Tamte koty oddałyby wszystko za miejsce takiej Gołąb, która nie doceniała co ma. Była tu od zawsze, jako córka Żbikopręgiej, a mimo to narzekała, że nie wie, czy powinna tu być? Klacz jedyne zastrzeżenia jakie miała co do swojej przynależności to to, czy klan wichru to na pewno nadal wicher i czy należenie do niego oznaczało prawdziwe, czyste powiązania z prawdziwym, czystym klanem, samej nie wiedząc, że jej ojciec jest rzecznym kocurem. Zawsze wydawało jej się oczywiste, że ma idealnie czystą krew, nigdy nie wchodziła w szczegóły, pozostawiając to niewiadomą. Nie interesował jej ojciec. Nie chciał jej - nie szkodzi. Matka chciała. Koń i Klacz miały nawet podobne imiona, było widać jakieś powiązanie, jakieś relacje.
Trzepnęła uchem. Nie odzywała się jeszcze. Słuchała dalej. "Woli życie poza klanem". Skoro jest sprzedawczykiem i idzie na łatwiznę, to oczywiście, że woli. Pointka nawet nie wiedziała o kim Gołąb mówi i w ogóle nie bardzo kojarzyła jej rodzeństwo. Wydawało jej się, jakby Gołąb była po prostu jedynakiem i tyle. Jakiekolwiek wspominki o rodzeństwie otwierały szerzej oczy Klacz, bo ta nie kojarzyła takich faktów i istnienia takich osobistości. Potem zmarszczyła nos dwa razy po sobie w krótkim odstępie czasu. Rozszyfrowywała kolejne słowa, które padły po sobie w zawrotnym tempie. Jeśli zostanie... już powiedziała jej, że zostanie, więc Gołąb o to nie musiała się martwić, aczkolwiek czuła lekką odrazę do jej poprzednich słów.
Przypomniała sobie w tej chwili, że jej potencjalne kocięta, o których może dowie się niedługo, także będą miały krew, która mogłaby skłaniać je do opuszczenia wichru albo podważania ich przynależności, ich lojalności i wierności. Musiała się upewnić, że od małego będą wpajane im wartości co do oddaniu klanowi. Zastanawiała się teraz tylko jak miała podchodzić do przybłęd spoza klanu. Oddała się bliskiej chwili z Chrabąszczową Łapą bez żadnych głębszych uczuć. Jednak zrobiła to dla klanu - by ten trwał, szedł do przodu, dostał świeżą, młodą krew. Nie obchodziło ją, czy ktoś nazwie ją hipokrytką. Nie weszła w związek z tamtym kocurem. Wykorzystała go dla swojej idei, swoich wartości i korzyści. Natomiast - czy kocięta urodzone w klanie, ale mające zmieszaną krew, były tak naprawdę wichrowe czy pomieszane? Czy były przybłędami? Według niej nie - to nie wybór kociąt jaką mają krew, ale mają wybór zostać w klanie i udowodnić wartość. urodziły się w wichrze - są wichrowe.
W końcu postanowiła się odezwać, ale emocje musiała z siebie wydusić poprzez podrygiwanie końcówką ogona, żeby nie rzucić się na Gołąb. jej głos był nieco szorstki, ale nie agresywny. - Zostaję tu. Jestem wierna klanowi, a przynajmniej jego... korzeniom, tradycjom, zasadom, terenom... wierna kotom, tym prawdziwym, realnym, faktycznym... to trochę jak idea... nie wierze w Klan Wichru stworzony z podróbek wichrzaków, które nagle tu przyszły i udają wichrową krew. Wierzę w to, że kiedyś klan będzie faktycznie czysty. - Jej słowa brzmiały trochę jak z jakiegoś kultu, ale nie czuła, żeby potrzebowała pomocy. Czuła się normalna - choć brzmiała na opętaną. - Wszyscy którzy odchodzą z klanu są niewiernymi tchórzami. Ty nie jesteś tchórzem, powinnaś być lojalna i wierna. Urodziłaś się tu, jesteś córką wichrzanki... nie zaprzepaść tego. Jest coraz mniej takich kotów. Widziałaś jak bardzo wymieszani zostaliśmy - mamy jakieś koty spoza klanu, niewiadomo czy można im ufać. Nie wiem z kim mogłabym stanąć do walki, gdyby taka nadeszła, jeśli nie będę miała pewności kto jest oddany klanowi. - Rzuciła jej lodowate spojrzenie, mówiąc ostatnie kilka słów. - Twój brat... - Powiedziała, spoglądając przed siebie. Nie chciała widzieć żadnego samotnika. ŻADNEGO. Ale pomyślała sobie, że może ten cały Kalosz był bratem Gołąb? Może dlatego kręcił się tak blisko terenów? Ouhhh, oby nie, bo był okropny. Kompletnie go nie pamiętała, choć ten najwyraźniej był kiedyś w klanie. Prawdę mówiąc Klacz nie ciekawiła się wszystkimi kotami, była raczej średnim towarzyszem. Wszyscy, którzy się na nią wpakowali, mieli po prostu pecha. Mlasnęła dwa razy, oczyszczając język. - Jak zależy ci go zobaczyć, to mogę z tobą pójść go poszukać. Żebyście się spotkali. Porozmawiali. Jak rodzeństwo. - Obrzydzała ją myśl na spotkanie z samotnikiem, ale najwyraźniej miał w sobie wichrową krew. Klacz nie chciałaby, żeby ten przyszedł do wichru teraz jak dziecko wracające do matki na kolanach, bo zabrakło mu piątej klepki, ale mogła poświęcić swoje uczucia i emocje dla Gołębiej Łapy, gdyby to mogło pomóc jej pozbierać się po opuszczeniu przez brata. Ona sama nie zwracała w ogóle uwagi na Bagno, Sosnę czy Pożar, choć z tą drugą chciała niedługo porozmawiać i wyjaśnić sobie, że siostra wcale nie jest taka idealna, na jaką w głowie Klacz się kreowała, choć tak naprawdę nie dawała żadnych realnych powodów, by tak myśleć. To były tylko ułomne zapewnienia Klacz jej samej w jej własnej głowie. Musiała sprawdzić, czy faktycznie tak było, czy nie.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Nie dostrzegała wskazówek w mimice ani drobnych gestach pointki. Miała odwróconą głowę, skupiając całą swoją energię na tym, żeby uporządkować jakkolwiek myśli. Nie miała siły, aby jeszcze ją obserwować. Dlatego też niezwykłym zaskoczeniem była dla niej nagła zmiana tonu w głosie Klaczy. Zastrzygła uszami, które w trakcie jej odpowiedzi położyły się bliżej czaszki. Drgnęła na samą wspominkę o "realnych, wiernych kotach" i "podróbkach wichrzaków", a jej serce ścisnęło się w piersi, podchodząc do gardła. Nadal miała w pamięci rozmowę z Wędrującymi Światłami, pamiętając jego podejście. Czyż nie był w tym klanie od dziesiątek księżyców? A jednak zadecydował się odejść. Nie sam, jednak. Kraśna Klacz przedstawiała z kolei zupełnie odmienny pogląd. Jeśli naprawdę miała być tym stałym czynnikiem, być może jedynym, który nigdy nie opuści klanu Wichru... przynajmniej tyle mogła pozytywnego wyciągnąć z ich obecnej wymiany zdań.
- J-jestem lojalna i wierna - zacisnęła zęby. Powinnaś. Zawsze wierzyła, że była. Jako fakt. Nie sądziła jednak, że same myśli mogłyby uczynić ją nielojalną i niewierną. Zamrugała, odganiając zalążki łez. Teraz tym bardziej wolała unikać jej wzrokiem. Ze strachu. Czy naprawdę zepsuła relację do takiego stopnia zwykłymi słowami? Czy teraz Klacz była gotowa się jej pozbyć? A nawet, jeśli nie teraz... to czy gdyby się dowiedziała, skąd właściwie Gołębia Łapa pochodzi, to czy udusiłaby ją we śnie? Czy poczułaby się zdradzona? - N-nie chcę go teraz widzieć. Ch-chciałabym po prostu wiedzieć, czy m-może... może jest z nim Zamglona lub Mszysta Łapa. - Jej głos się ściszał z każdym słowem. Naprawdę była jedynym ze znalezionych przez Klekoczącego Bociana ostałym kocięciem w Wichrze. Huh. Poczuła w sobie pustkę na taką myśl. Tak jakby... dokładnie to był kolejny dowód na słowa pointki. Zgrzytnęła zębami, owijając ogon ciasno wokół ciała, ze spojrzeniem intensywnie utkwionym w trawie przed sobą.
- Obiecałam tacie i obiecałam tobie. N-nie porzucę klanu - dodała beznamiętnie, jakby właśnie nakładała na siebie nierozerwalne piętno. Spalony most, którego już tak łatwo nie odbuduje. Właśnie zmusiła siebie do pozbawienia się świadomie jakiegokolwiek wyboru. I czuła się z tym wyjątkowo podle.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]